|
Obóz do... United States of America

Jest 18 lipca, godz. 630, Warszawa, lotnisko "Okęcie". Nasz kochany drużynowy sprawdza, czy wszyscy harcerze przybyli na wyznaczone miejsce. Okazuje się, że pomimo tak wczesnej pory nasze wspaniałe druhenki oraz równie wspaniali druhowie zjawili się na czas. Nikt nie krył podekscytowania - dla wielu z nas był to początek niewątpliwie najwspanialszej przygody życia. Druh Bartek wraz z druhną Renatą rozdali zniecierpliwionym uczestnikom bilety; udzieli nam również wielu rad - co na pewno ułatwiło nam podróż za Ocean.
Razem stworzyliśmy 18 - osobową zgraną grupę (zanim jednak powstała ta drużyna - mnóstwo czasu poświęciliśmy na bardzo dokładne przygotowania). Spotykaliśmy się regularnie co 2 tygodnie przez okres kilku miesięcy, integrowaliśmy się bawiąc się przy tym doskonale! Krok po kroku staraliśmy się poznać kulturę i obyczaje oraz zabytki czy słynne miejsca w USA. Nie zawsze było łatwo, jednak nie jesteśmy z tych, którzy poddają się łatwo - dopięliśmy swego! Mieliśmy stały kontakt z Amerykanami - przyjaciółmi, którzy bardzo nam pomogli w organizacji wyjazdu.
Nadszedł moment rozstania się z rodzicami. Rodzice, jak to rodzice nie omieszkali ronić łez. Odprawa była dosyć męcząca i długa - ale co to dla nas - HARCERZY z Węgrowa?
Na pokładzie samolotu z naszej kochanej drużynki znaleźli się:
- drużynowy Bartek Prystupa
- Baum Monika
- Marek Cejmer
- Michał Chorzelewski
- Joanna Daniłko
- Tomek Nurkiewicz
- Ania Solka
- Wiola Zarzycka
 Lot trwał dosyć długo (w sumie ok. 10-11 godz.). Mieliśmy przesiadkę w Londynie, była więc okazja, żeby zobaczyć Heathrow!!! Nareszcie dotarliśmy!
Na lotnisku w Newark przywitał nas wspaniały komitet powitalny w składzie: Jack Berry, Johnathan Polayes, Lori (córka p. Jacka)... Przewieziono nas do Stanu Connecticut, na podwórku Jacka Berry'ego czekali na nas z niecierpliwością członkowie rodzin amerykańskich, u których mieliśmy spędzić pierwsze 2 noce oraz ostatni tydzień naszego pobytu w USA. Pierwsze dzień minął bardzo mile. Poznaliśmy rodziny, z pewnością dzień ten był najbardziej emocjonujący! Po dwóch dniach spędzonych w życzliwym towarzystwie rodzin, razem ze skautami z CT udaliśmy się na przedobóz. Przedobóz trwał 3 dni. Dziewczyny tzn. harcerki mogły spać w namiocie. W ciągu owych 3 dni wspaniale poznaliśmy się ze swoimi drużynami. W drużynach było ok. 30 osób. Przydzieleni zostaliśmy (po 2 lub 4 osoby z Polski) do kilku drużyn skautowych. Razem ze skautami uczestniczyliśmy w różnych zajęciach. Po przedobozie pojechaliśmy autokarami do Fortu A.P. Hill w Virginii.
Fort był olbrzymi! 20.000 namiotów rozbito równocześnie. Męska część harcerstwa polskiego została w forcie na 10 dni. Harcerki (niezbyt pocieszone) niestety musiały udać się do hotelu, znalazły się od tej pory pod opieką Lori, wspaniałej kobiety, która fantastycznie zorganizowała nam czas. Hotel był bardzo komfortowy (basen, solarium itd....). Niemalże każdego dnia przywożono nas do A. P. Hill. Harcerki, które nie narzekały na wyżywienie (w przeciwieństwie do harcerzy) "przemycały" czasem chłopcom... smakołyki.
Pomimo, że harcerki mieszkały w luksusie, bardzo chciały spać w namiotach. Niestety - obóz męski to obóz męski. Zadowoliłyśmy się tym, że otrzymałyśmy możliwość wizytowania. Dla harcerek z pewnością było to bardzo interesujące - tylko 8 uczestniczek Jamboree i 40.000 uczestników. Dziewczyny były zaczepiane na każdym kroku - zdjęcia, autografy, prezenty... Poczuły, czym jest gwiazdorskie życie! Generalnie polska drużyna zrobiła furorę! Mnóstwo skautów amerykańskich wykazywało duże zainteresowanie polskim harcerstwem, co było dla nas bardzo miłe.
Podczas pobytu w Stanach zwiedziliśmy wiele wspaniałych miejsc, m.in. Biały Dom, Sąd Najwyższy, Kapitol, Empire State Builiding, Bibliotekę Kongresu.
Były to niezapomniane chwile. Nasze amerykańskie rodziny były wciąż z nami. Zabrano nas również na występ na Broadway oraz na mecz Metsów. Ze wszystkimi tymi miejscami łączą się wspaniałe i niewiarygodne przeżycia. Mogliśmy zobaczyć to, co zazwyczaj można obserwować tylko w telewizji, co dla wielu ludzi pozostaje tylko marzeniem.
Oprócz tego, że zobaczyliśmy inny kontynent, poznaliśmy inną kulturę, poznaliśmy też wspaniałych ludzi, którzy opiekowali się nami, stali się naszymi przyjaciółmi.
Nigdy nie zapomnimy tej podróży za Ocean, która stała się jedną z najpiękniejszych podróży naszego życia. Ale już za 2 lata Oni przyjeżdżają do nas... :-).
Komentarze [0]:
[brak]
|