Tyniec

     "- Był za czasów pogańskich hrabia możny, którego dla wielkiej urody zwano Walgierzem Wdałym. Cały ten kraj, jako okiem sięgnąć, należał do niego, a na wyprawy prócz pieszego ludu wodził po stu kopijników, wszyscy bowiem włodycy, na zachód aż po Opole, a na wschód po Sandomierz, wasalami jego byli. Trzód jego nie mógł nikt zliczyć, a w Tyńcu miał wieżę całą nasypaną pieniędzmi, jako teraz mają w Malborku Krzyżacy.
- Wiem, mają! - przerwała księżna Danuta.
- I był jako wielkolud - ciągnął dalej zakonnik - i dęby z korzeniami wyrywał, a w piękności, w graniu na lutni i w śpiewaniu nikt w całym świecie sprostać mu nie mógł. A raz, gdy był na dworze króla francuskiego, rozmiłowała się w nim królewna Helgunda, którą ojciec na chwałę Bogu do zakonu chciał oddać, i uciekła z nim do Tyńca, gdzie w sprośności oboje żyli, gdy żaden ksiądz ślubu chrześcijańskiego dać im nie chciał. Był zaś w Wiślicy Wisław Piękny z rodu króla Popielą. Jen podczas niebytności Walgierza Wdałego grabstwo tynieckie pustoszył. Tego pokonał Walgierz i do Tyńca do niewoli przywiódł nie bacząc, że która tylko niewiasta ujrzała Wisława, gotowa była zaraz ojca, matki i męża odstąpić, byle swe żądze nasycić. Tak stało się i z Helgundą. Zaraz ona takowe więzy na Walgierza wymyśliła, że on wielkolud, choć dęby wyrywał, przerwać ich nie mógł - i Wisławowi go oddała, który do Wiślicy go powiózł. Lecz Rynga, siostra Wisława, usłyszawszy w podziemiu śpiewanie Walgierzowe, wnet rozmiłowana, uwolniła go z podziemia - a ów, Wisława i Helgundę mieczem posiekłszy, ciała ich krukom zostawił, a sam z Ryngą do Tyńca powrócił.
- Zali niesłusznie uczynił? - spytała księżna. A brat Hidulf rzekł:
- Gdyby był chrzest przyjął i Tyniec benedyktynom oddał, może by mu Bóg grzechy odpuścił, ale że tego nie uczynił, przeto go ziemia pożarła.
- A to benedyktyni byli już w tym Królestwie?
- Benedyktynów w tym Królestwie nie było, albowiem sami tu wówczas żyli poganie.
- To jakże mógł chrzest przyjęć albo Tyniec oddać?
- Nie mógł - i właśnie dlatego skazan jest do piekła na męki wiekuiste - odrzekł z powagą zakonnik."

H. Sienkiewicz "Krzyżacy"

 
 

      Warowny, romański klasztor benedyktynów na wysokiej skale nad Wisłą wzniósł Kazimierz Odnowiciel jeszcze w XI wieku. Miał on wówczas kształt podkowy zwróconej ramionami w stronę rzeki i otoczony był murami obwodowymi z basztami. Warowny charakter budowli podyktowany był nie tylko troską o bezpieczeństwo zakonników. Klasztor miał zabezpieczać Kraków, który stawał się w owym czasie stolicą Polski.
      Opactwo zostało zdobyte i zniszczone przez Tatarów w 1259 roku. Następnie odbudowane. Znajdujący się w obrębie murów kościół był wielokrotnie przebudowany. Najpierw w XV wieku, a następnie w XVII wieku w stylu barokowym. Przeróbki dotknęły także budynków mieszkalnych. Klasztor był niszczony przez Szwedów w 1655 roku, w czasie konfederacji barskiej w 1771 roku, a w końcu spłonął w 1834 roku. Nie odnawiany zaczął popadać w ruinę. Dopiero współcześnie podejmuje się próby jego odbudowy.