Ojców

         5 lipca 1787 roku u wejścia do Jaskini Ciemnej w Dolinie Prądnika zebrała się grupa znamienitych osobistości. Był tam wojewoda krakowski Piotr Małachowski z żoną, starościna ojcowska Marianna Załuska i inni. Wejście do jaskini uporządkowano, przysposabiając wygodne, zabezpieczone poręczami ścieżki. Samą jaskinię oświetlono i udekorowano. Gościom przygrywała orkiestra, bito z dział na wiwat. Tyle starań włożono dla godnego przywitania niezwykłego gścia. Był nim król Stanisław August Poniatowski, który w drodze z Krakowa do Warszawy zatrzymał się w pobliskiej Pieskowej Skale, a wolne chwile postanowił poświęcić na zobaczenie osobliwości Doliny Prądnika. Po zwiedzeniu jaskini udano się powozami do Ojcowa, gdzie w wielkiej sali tutejszego zamku wydano wystawny obiad na kilkadziesiąt osób. Około godziny piątej odbył się chrzest wnuczki starościny ojcowskiej, a córki Teofila i Honoraty Załuskich. Dziecku, które trzymali do chrztu starościna i król biskup Adam Naruszewicz nadał imię Marii Salomei.
         Opisane wypadki były ostatnimi ważnymi wydarzeniami w ojcowskim zamku. Nieubłaganie zbliżał się kres jego świetności.

 
 

         Zamek położony w połowie Doliny Prądnika, na niedostępnej, stromej skale wzniósł Kazimierz Wielki jako jedną z warowni w systemie obronnym Małopolski. Castrum Oczecz - tak nazwał ten zamek. Chciał podobno upamiętnić w ten sposób swego ojca, który tocząc wojny o zjednoczenie ziem polskich ukrywał się w tej okolicy przed uzurpującym sobie prawo do polskiej korony Wacławem II oraz jego zwolennikami. Pierwszym znanym z imienia burgrabią ojcowskim był niejaki Zaklika. Już jednak za czasów Jagiełły zamek stał się przedmiotem zastawu i przeszedł w ręce prywatne. Został nadany Janowi z Korzkwi jako zabezpieczenie pożyczki udzielonej królowi. Następnie przechodził z rąk do rąk. Dzierżyli go między innymi Jan Boner, Seweryn Boner, Andrzej Tęczyński, królowa Bona, Myszkowscy, aż wreszcie trafił w roku 1619 do rąk Mikołaja Korycińskiego herbu Topór. Ten odbudował podupadłą nieco warownię, zmieniając częściowo styl budowli z gotyckiej na barokową. Jego potomek Stefan Koryciński kontynuował dzieło odbudowy.
         Szwedzi w czasie “potopu” chyba dość łagodnie obeszli się z zamkiem skoro jego właściciel mógł tu zamieszkać już w roku 1656, a lustracja dóbr ojcowskich z 1660 roku nic nie wspomina o zniszczeniach zamku. Ten zaś znów przechodzi z rąk do rąk by trafić w ręce Załuskich. Jak wskazuje przytoczona na wstępie historia, za ich czasów przeżył Ojców ostatnie chwile swojej świetności. Po śmierci Marianny Załuskiej jej synowi nie udaje się potwierdzić praw do dóbr ojcowskich i zamek przejmują urzędnicy austriaccy, którym nie zależało na utrzymywaniu murów w należytym stanie. Powoli popadają one w ruinę. W latach 1831-1837 rozebrano znaczne partie murów i wywieziono materiał budowlany. Resztki zgromadzonego w ten sposób budulca wykorzystał kolejny właściciel Ojcowa, Aleksander Przeździecki do budowy hotelu i zajazdu. Tak, paradoksalnie, dewastacja historycznej pamiątki dała podwaliny pod rozwój Ojcowa jako miejscowości letniskowej i uzdrowiskowej. Aby oddać sprawiedliwość Przeździeckiemu trzeba dodać, że nosił się on z zamiarem odbudowy zamku, jednakże jego plany pokrzyżował wybuch powstania styczniowego. Ruiny jeszcze kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Ostatnimi właścicielami świetnej ongiś warowni byli książę Adam Czartoryski i jego żona Maria Ludwika. Po II wojnie pozostałe fragmenty budowli zabezpieczono i udostępniono do zwiedzania.
         Zachowały się resztki murów, ośmioboczna kamienna wieża, brama wjazdowa i studnia.