Radzyń Chełmiński
         

      "W niedzielę dwudziestego pierwszego września, w dzień św. Mateusza, król ruszywszy spod Kwidzynia, przybywa rano pod zamek Radzyń, który oblegały wojska królewskie od czasu wielkiej bitwy aż do owego dnia, mimo, że miasto dochowywało wierności i posłuszeństwa królowi. Urządziwszy postój w odległości ćwierć mili od zamku nad jeziorem Meldeze król zastanawiał się, czy powinien przerwać jego obleganie, czy też usiłować go zdobyć. Po namyśle powzięto postanowienie, że król absolutnie nie będzie się porywał na zdobywanie zamku (był bowiem bardzo silny i dzięli położeniu, i dzięki warownym murom, miał nadto znakomitych obrońców), następnego dnia jednak upozoruje atak, a może przejętych strachem oblężonych da się jakoś pociągnąć do poddania się. Wezwawszy zatem na rozmowę najznakomitszych spośród mieszczan Radzynia usiłował ich zwabić, by poddali mu zamek bez przelewu krwi. Kiedy ci sprzeciwili się jego żądaniu, odłożył na jutro zaatakowanie ich siłami zbrojnymi. Ten plan nie tyle w zamyśle był chytrzejszy, ile w rezultacie okazał się szczęśliwszy. Kiedy się bowiem w wojsku rozeszła wieść, że król nazajutrz urządza atak, ledwie skończyło się śniadanie, a bez rozkazu króla własnowolnie poprowadził [...] rycerzy do walki i do napaści na zamek Radzyń. Wojsko bowiem bez żadnych napomniń bardzo ochoczo ruszyło naprzód. Z największą gwałtownością zaczęło też ze wszystkich stron atakować zamek. I chociaż Krzyżacy i reszta oblężonych przez pięć, a nawet więcej godzin stawiali opór, rażeni jednak przez atakujących bardzo gwałtownie rycerzy polskich mnóstwem pocisków i strzał wypuszczanych raz po raz, że nukt nie miał odwagi wysunąć nawet palca, straciwszy ducha, zostali zmuszeni i do zaniechania obrony, i do ustąpienia z zamku. Już bowiem rycerz Dobiesław z Oleśnicy z żołnierzmi swojej chorągwi rozbił bramę niższego zamku i osłaniając tarczą rycerza, który tego dokonał, został ugodzony z mniejszego działa czyli rusznicy pociskiem, który przedziurawił tarczę. Już potem do górnego zamku wdarł się pierwszy rycerz Piotr Chełmski, a za nim kasztelan wiślicki Florian z Korytnicy i inni i zmusił do ucieczki wicekomtura zamku, człowieka odważnego, który na początku walki zabiegł mu drogę na otaczającym zamek murze. Już łowczy sandomierski Piotr z Oleśnicy dostał się z innymi rycerzami na przedmurze zamku i ranny w jedną nogę osłaniał się tylko tarczą, by go z góry nie ugodzono. Oblężeni przeto udręczeni tyloma nieszczęściami rzuciwszy broń poddają zamek królowi, żeby w razie dostania się w ręce szalejących żołnirzy, nie musieli wycierpieć najgorszych rzeczy...

Jan Długosz "Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego"

 
 

     Budowę zamku w Radzyniu rozpoczęto pod koniec XIII wieku. Wzniesiono go na planie kwadratu. Cztery skrzydła otaczały dziedziniec ozdobiony krużgankami. W trzech narożach stanęły wieże. W czwartym narożniku wzniesiono masywną i wysoką ośmioboczną wieżę, nie połączoną z murami zamku. Stanowiła ona miejsce ostatniej obrony dla załogi zamku. Brama wjazdowa znajdowała się na osi południowego skrzydła zamku. Na prawo od bramy znajdowała się kaplica, a na lewo refektarz. Obydwa pomieszczenia oświetlały wysokie okna. Mury posiadały bogate zdobienia z cegły zendrówki. Poza zamkiem rozciągały się dwa przedzamcza.
     Twierdzę zdobyły wojska polskie w 1410 roku. W czasie wojny trzynastoletniej zdobyły ją siły Związku Pruskiego. Od tego czasu pozostawała przy Polsce i była siedzibą starosy. Poważnie zniszczona w czasie "potopu" nie odzyskała dawnej świetności. Ostatecznie opuszczona w 1763 roku popadała w ruinę. Proces niszczenia i rozbiórki zamku zahamowano w XIX wieku, zabezpieczjąc mury przed dalszym niszczenim.