Zbrodnia katyńska i deportacje Polaków w głąb ZSRR nie tylko funkcjonują, ale istnieją w świadomości narodu polskiego. Groza tych słów jest powszechnie znana. O ile tematy te są znane każdemu z Polaków, o tyle zbrodnie sowieckie z okresu po wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej zupełnie nie istnieją w świadomości narodowej. Prezentujemy państwu materiał odnoszący się do samej sprawy mordów z tego okresu. (Red.)
22
czerwca 1941 roku rozpoczęła się realizacja planu "Barbarossa", wojna
niemiecko - sowiecka stała się faktem. I pomyśleć, że wielka kampania "wyzwoleńcza"
Armii Czerwonej miała nastąpić w lipcu 1941 roku. Stalin pomylił się, Hitler
był trochę szybszy.
Historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. W czeluściach sekretnych sejfów NKWD spoczywał pakiet rozkazów mobilizacyjnych na wypadek wojny. Wśród kopert zaplombowanych pieczęciami lakowymi był rozkaz: "...Więźniów kontrewolucyjnych, gdy nie można ewakuować należy zlikwidować".
Zbiegły na Zachód sowiecki dygnitarz W. Krawczenko w swej wypowiedzi dla prasy stwierdził, że rozkaz ten był podyktowany panicznym strachem, gdyby "...dwadzieścia milionów niewolników" wydostało się na wolność. Od 22 czerwca 1941 roku we wszystkich miastach i miasteczkach okupowanych przez Sowiety ziem wschodnich, od Wilna po Lwów i dalej, w ponad 50 więzieniach, NKWD rozpoczęło na ogromną skalę mordowanie więźniów.
Fakty wskazują w sposób niewątpliwy, że wszystkich bez wyjątku więźniów wywożono w głąb Rosji lub bezlitośnie mordowano w miarę zbliżania się Niemców. Ewakuacja więźniów odbywała się w ten sposób, że więźniów politycznych, chorych i niezdolnych do marszu, świeżo aresztowanych rozstrzeliwano na miejscu przed ewakuacją, a następnie konwoje pędzonych pieszo więźniów dokonywały na nich w wielu przypadkach masowych egzekucji.
Nikogo żywego nie zostawiano na drodze. Władze NKWD nie były w stanie ewakuować wszystkich więźniów. Więźniów przed opuszczeniem więzienia - przez straż więzienną i enkawudzistów - zabijano. Wypadki zaczęły narastać w czasie. Czując na plecach oddech Wehrmachtu enkawudziści bardzo się śpieszyli.
Mordowali w strachu - byle szybciej i więcej. Kiedy w tydzień później, wczesnym rankiem, Myrosław Kalba z ukraińskiej jednostki Wehrmachtu dotarł ze swym oddziałem do budynku więzienia - tiurmy nr 1 - przy ul. Łąckiego we Lwowie, zastał przerażający widok: cele były wypełnione stosami trupów, cuchnących tak strasznie, że żołnierze zakładali maski gazowe. W pozostałych więzieniach lwowskich było to samo.
Brygitki (tiurma nr 4) przy ul. Kazimierzowskiej 34. W podziemnych celach stłoczono tylu więźniów, iż nie mogli się poruszać, a następnie żywcem ich zamurowano. Kiedy rozbito zamurowane wejście znaleziono jednolitą masę ciał tak ściśniętą, że nadal pozostawały w pozycji pionowej. Po dokonaniu mordu NKWD podpaliło górne piętra. W Stryju mordowano pałką do uboju zwierząt. W Oszmianie mordowano strzałem w tył głowy. Niektóre ofiary miały związane ręce i zakneblowane usta.
W piwnicach drohobyckiego więzienia znaleziono około 200 ciał, drugie tyle pod stertą węgła. Na cmentarzu żydowskim odkryto masową mogiłę sprzed roku. Zawierała 300 zwłok, a wśród nich rozpoznano zakonników greckokatolickich. Z więzienia w Złoczowie nie uratował się nikt. Mieściło się w dawnym, zabytkowym zamku Jana III Sobieskiego przy ul. Tarnopolskiej. Około 700 zwłok zalegało na dziedzińcu. Aby zagłuszyć strzały i krzyki mordowanych włączono silniki traktorów.
Część zwłok miała rany kłute od bagnetów na plecach, udach, pośladkach. Inne nosiły ślady poparzeń. Przechodzący przez miasto żołnierze węgierscy napisali kredą na murze więzienia: "Krematorium ludzi żywych". W zamkowym ogrodzie i wokół murów odkryto jeszcze inne, wcześniejsze groby. W Wilejce zamordowano około 300 więźniów.
W zeznaniu naocznego świadka czytamy: "...Gdy otwarto więzienie w Wilejce, po ucieczce bolszewików, oczom ludności ukazał się straszny widok pomordowanych przez NKWD więźniów. W jednej celi wisiał na kolczastym drucie trup człowieka powieszonego za szczęki, w innej kilku mężczyzn i kobiet nagich bez uszu, z wykłutymi oczami. W ogrodzie przylegającym do więzienia spostrzeżono, iż ziemia jest świeżo zruszona. Po rozkopaniu jej, znaleziono setki trupów ludzkich. Były to ofiary masowych mordów, popełnionych przez NKWD".
Nocą z 23 na 24 czerwca, w Dubnie, więźniów zabijano w celach. Przeżyli nieliczni, którzy po pierwszych strzałach upadli i zostali przykryci trupami innymi. Szacuje się, że w tym więzieniu zamordowano przeszło 1000 osób. Jednym ze słynnych mordów popełnionych przez bolszewików w roku 1941, był mord dokonany w sowieckim obozie koncentracyjnym w Prowieniszkach.
Do obozu w Prowieniszkach zsyłano masowo obywateli polskich z Wilna i okolic. Żołnierze sowieccy otoczyli obóz, następnie wszystkim więźniom kazali się zebrać na podwórzu więziennym. Gdy to nastąpiło, do obozu wjechały czołgi i otwarły ogień z karabinów maszynowych. W krótkim czasie 500 ludzi leżało pokotem na ziemi. Żołnierze sowieccy bagnetami dobijali lżej rannych lub dających jakikolwiek znak życia. Z ogólnej liczby zdołało ujść z życiem dwóch.
Tych dwóch złożyło szczegółowe relacje o przebiegu masakry. Na drogach ewakuacji linie kolejowe i transport niszczyło niemieckie lotnictwo. Panował ogólny chaos. Kolumny wycieńczonych , niezdolnych do marszu więźniów poruszały się z trudem. Opóźniało to paniczną ucieczkę NKWD przed Niemcami więc trzeba się było pozbyć balastu. Niezdolnych do dalszego marszu zabijano na trasie strzałem lub bagnetem. Ludzie padali ze zmęczenia, a kto padł ginął od kuli oprawców.
Niektórzy
nie mogąc iść pełzali na kolanach lub siedząc posuwali się na pośladkach póki
nie zostali zabici. Niekiedy pozbywano się "ciężaru" rozstrzeliwując
całą kolumnę w przydrożnym lesie. W transporcie kolejowym z Czortkowa, w upale,
bez wody i jedzenia z 500 więźniów zmarło około 150. 800 więźniów ze Lwowa przemierzyło
pieszo blisko 1800 kilometrów w stronę Moskwy, gdzie załadowano ich do pociągu.
Do Pietrouralska przybyło żywych 248 - najsilniejszych z całego transportu - i żaden nie mógł wyjść o własnych siłach. Z Wilejki wyprowadzono 2000 więźniów. Część kolumny koło wsi Chocieńczyce zaskoczył nalot. Kiedy Niemcy odlecieli, konwojenci zaprowadzili więźniów do lasu i rozstrzelali. Całą trasę ewakuacji znaczyły trupy: jedne spuchnięte otoczone chmarą zielonkawych much, inne jakieś małe, płaskie skurczone w paroksyzmie śmierci, szeroko otwarte usta i wytrzeszczone matowe oczy.
Buchalteria śmierci jest niedokładna, bo jak zliczyć tysiące ciał wypełniające masowe groby i zwały ludzi leżących na więziennych dziedzińcach, pośród straszliwego fetoru rozchodzącego się po miastach i miasteczkach? Oblicza się, że w ciągu tygodnia, w czerwcu 1941 roku upiory NKWD wymordowały w więzieniach 14700 więźniów, na szlakach ewakuacyjnych padło ich przeszło 20 tysięcy.
Większość sowieckich zbrodniarzy ani nie została osądzona, ani nie poniosła kary. Ci czołowi już nie żyją. W cieniu historii przycupnęli natomiast na długie lata pomniejsi kaci, bezpośredni wykonawcy morderstw. Przypomnę niektórych: ludowi komisarze NKWD Białorusi - Lawrientij F. Canawa, Ukrainy - Iwan A. Sierow, późniejszy "ojciec" bezpieki w PRL, który dożył spokojnej starości, hojnie obdarowany za zasługi, naczelnicy obwodowych urzędów NKWD: Mińsk - kpt. Ptaszkin, Wilno kpt. Sokołow, Drohobycz - kpt. Zaczepa, Lwów - Krasnow.
Politruk Klimenko wspólnie z zastępcą Awiejewem zastrzelili w piwnicach oszmiańskiego więzienia 30 więźniów. Za zbrodnie w Oszmianie odpowiedzialni byli również naczelnik NKWD Siemikin, naczelnik więzienia M. Kaczatkow, miejscowy prokurator Sierobaba. W Samborze egzekucją kierował naczelnik więzienia Milczenka. W Berezweczu 18 więźniów zastrzelił sekretarz partii Skroba. Enkawudzista Winkurow zabijał więźniów w Dubnie, dobijała ich pomocnica Kagan.
W Łucku, w więzieniu mordowaniem więźniów kierowali enkawudziści Malibow, Gebiuk, Kuchanowicz, uczestniczyli w masakrze również naczelnicy oddziałów więziennych: Stan, Gonczarow oraz enkawudziści: Dworkin, Falkow, Korszunow. Po rozpadzie "Imperium Zła" zagrabione ziemie polskie znalazły się w administracji niezależnych państw - Białorusi i Ukrainy. Siły rządzące Białorusią są zainteresowane wyciszaniem zbrodni bolszewickich.
Przykładem tego jest fakt, że od ośmiu lat nie reagują na przekazywane przez stronę polską materiały z prośbą o przeprowadzenie śledztw w sprawie zbrodni w latach 1939 - 1941, nie udzielając żadnej odpowiedzi. O ile władze białoruskie arogancko milczą, o tyle kuriozalne jest stanowisko Ukrainy.
Na prośbę Polski o udzielenie pomocy w sprawie zbrodni NKWD w czerwcu 1941 roku (między innymi mordów w Złoczowie), Główna Prokuratura Ukrainy odpowiedziała, że likwidacja więźniów dokonana została na rozkaz najwyższych władz sowieckich, a więc "...nie jest zbrodnią wojenną ani zbrodnią przeciwko ludzkości" i uznano ją za przedawnioną. Z tych względów odmówiono jakiejkolwiek pomocy prawnej oraz wskazania sprawców.
Otóż to akurat nie jest już potrzebne, gdyż część sprawców już znamy: złoczowski naczelnik NKWD Borodin, więzienni funkcjonariusze Jakimiec, Kulesza, Griszyn. Najbardziej jednak bulwersuje ignorancja prawników ukraińskiej prokuratury podważających ustalone wyrokiem norymberskim elementarne zasady pojęcia zbrodni wojennych i przeciwko ludzkości. Swoją drogą jest w tym także coś z filozofii Kalego.
Władze ukraińskie nie miały takich obiekcji, kiedy natarczywie domagały się od Polski potępienia i przeprosin za akcję "Wisła". W ten sposób Białoruś i Ukraina stają się poplecznikami stalinowskich zbrodni przeciwko ludzkości. Wydaje się, że obstrukcja obu państw podyktowana jest tym, że to między innymi ich obywatele brali udział w opisanych zbrodniach, jako funkcjonariusze sowieckiego aparatu ucisku.
Ci którzy jeszcze żyją będą do czasu spokojnie korzystać z azylu. Mogę jednak zapewnić, że jeżeli kiedykolwiek opuszczą swój kraj, zostaną pojmani i oddani pod sąd. Praktyka mordowania więźniów w sowieckiej nadrzeczywistości nie stanowi zaskoczenia, jako że z innymi ludobójczymi działaniami składa się na konsekwentną całość okrutnego planu zniszczenia narodu polskiego. Fakty uczą, że kłamstwo i zbrodnia stanowiły istotę systemu sowieckiego.
Niepokoi i przeraża nas świadomość zwycięstwa polityki i doraźnych interesów nad moralnością i systemem wartości, jaki przez tysiąclecia wypracowała ludzkość.
Kiedy bowiem dziesiątki zbrodniarzy hitlerowskich poniosło karę, ów niedosyt sprawiedliwości wobec zbrodniarzy stalinowskich przez ostatnie półwiecze jest czymś co obraża moralność cywilizowanego świata. Puszczenie zbrodni w niepamięć spowoduje, że istnieć będzie zawsze potencjalna możliwość, że tragedia podobna może się powtórzyć. Wciąż oczekujemy odpowiedzi na pytanie: - Kiedy Międzynarodowy Trybunał osądzi oprawców ze Wschodu za zbrodnie dokonane na Narodzie Polskim?
Źródła:
1) Jan T. Gross, Revolution from Abroad. The Sowiet Conquest of Polands Western
Ukraine and Western Belorusia, Princenton, 1988.
2) Materiały z sesji naukowej w 55. rocznicę ewakuacji więźniów NKWD w głąb
ZSRR, IPN, OKBZPNP - Łódź 1996.
3) R. Wernik, Zbrodnia, która czeka na karę, "Dziennik Polski", Londyn,
26 II 88.
4) P. Lisieweicz, Lwowski Katyń, "Dziennik Śląski", 7 - 9 VII 95.
5) Wywiad z prof. W. Kuleszą, dyrektorem GKSZPNP, Biuletyn IPN Nr 2/2001 s.
II i n.
Fot. 1. Lwów, więzienie
NKWD, ul. Łąckiego 1.
Fot. 2. Czerwiec 1941, zwłoki więźniów pomordowanych przez NKWD.