Kolega dostarczając mi artykuł "Cmentarze i pomniki" Bronisława Łagowskiego ("Przegląd" z 18.02.2002 r.) przy okazji napisał, że przeczytał go z dużym zainteresowaniem, gdyż odbiega od utartych frazesów i ujęć. I ja również przeczytałem ten artykuł z dużym zainteresowaniem, co nie oznacza, że podzielam wszystkie poglądy autora.
Zanim przystąpię do polemiki postaram się w skrócie przedstawić główne tezy B. Łagowskiego zawarte w jego artykule, inaczej bowiem czytelnik nie znający jego treści może poczuć się zdezorientowany. Na wstępie pada stwierdzenie, że rząd polski w sprawach wielkiej wagi, jak "tranzyt gazu", realizując jednostronnie "partnerstwo strategiczne" z Ukrainą, naraża nas na straty.
Natomiast w sprawie błahej dotyczącej Cmentarza Orląt Lwowskich, szczególnie zaś jego odbudowy w monumentalnej pierwotnej postaci, przejawia próżność narodową, ciasny egoizm i mało ambitną potrzebę. Oburza to Ukraińców zachodnich. Ta obustronna ekspansja cmentarna, będąca nieważkim przedmiotem sporu, możne odnowić zastarzałe nienawiści plemienne.
Mówiąc o wyparciu Polski i Polaków z ziem, na których odcisnęli znaczące piętno kulturalne powiada jednocześnie, że sprawiedliwości dziejowej stało się zadość, chłopi ukraińscy zabrali co uważali za swoje i postąpili z tym jak chcieli. Polska z Ukrainy została wyrugowana, ten świat godny podziwu, ale też pod niejednym względem zasługujący na karę zniknął.
O polskiej historii na Ukrainie należy pamiętać, ale w sposób nie raniący uczuć ukraińskich. Prawdę o eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu, Podolu, na Chełmszczyźnie znać dla samych siebie i nie żądać od Ukraińców, aby przyjęli do wiadomość to, o czym my dobrze wiemy. Dobrowolnie popełnionym kłamstwem z naszej strony jest przyjęcie ukraińskiego punktu widzenia w sprawie akcji "Wisła".
Wywołało to u wielu Polaków rozdrażnienie. Żądania odbudowy Cmentarza Orląt Lwowskich rozdrażniły Ukraińców. Orlęta strzelały do Ukraińców i zabijały ich. I wreszcie motto tych wypowiedzi: Cmentarz Orląt we Lwowie jest dla Ukraińców zachodnich tym, czym była rozebrana cerkiew w Warszawie dla Polaków.
Motto jakże nieprawdziwe i przewrotne. Cerkiew prawosławna zbudowana w centrum Warszawy w swoim zamiarze miała być jaskrawym dowodem potęgi rosyjskiej, panowania nad Polską, podobnie zresztą jak na mniejszą skalę wiele dziesiątków cerkwi prawosławnych zbudowanych przez carat w zaborze rosyjskim dla podkreślenia tej potęgi, a także jako nagroda za aktywny udział przynajmniej części prawosławnej ludności miejscowej w "usmiereniju miatieża" (stłumienia buntu).
Zbudowanie tych cerkwi zarówno w Warszawie, jak i poza nią nie wynikało z pobudek i potrzeb religijnych, lecz było jednym z elementów polityki podporządkowania sobie niesfornych Polaków i demonstracji siły i potęgi carskiej Rosji. Nawet cienia podobnych intencji nie można dopatrzyć się u Polaków tworzących Cmentarz Orląt Lwowskich.
A jeśli można, to tylko demonstracji wypływającej z bólu wywołanego utratą życia przez młodzież i dzieci broniące swego polskiego miasta przed uzurpatorami. Ludzie starają się dać wyraz miłości i bólu po stracie kogoś kochanego między innymi wystawiając mu jak najpiękniejszy nagrobek. Cóż w tym dziwnego, że społeczeństwo Lwowa postąpiło podobnie czcząc pamięć nie tylko swych najbliższych, lecz zarazem najdzielniejszych, tych którzy nie słowami, lecz ofiarą życia dali dowód swego patriotyzmu.
Od samego początku Cmentarz jest cmentarzem wojskowym i spoczywającym na nim żołnierzom należy się właściwy szacunek. Jeżeli nawet nie wynika on z kultury, to przynajmniej z normy przewidzianej międzynarodową umową. Polska wywiązuje się z tej umowy i jednocześnie oczekuje tego samego od innych państw, na terytorium których pogrzebano jej poległych żołnierzy.
Możemy przeboleć zacieranie śladów polskiej kultury, roli i znaczenia na tych terytoriach, ale na profanację cmentarzy, niedopuszczenie by umierały własną śmiercią, jeżeli nie ma kto o nie zadbać, tym bardziej czynienie z nich wysypiska śmieci, czy miejsca publicznego załatwiania się, jak to stwierdziłem w 1973 r. w moim miasteczku, zgody być nie może.
Z całą pewnością wielu Polakom nie podobają się działania obcych wojsk na ich terytorium, ale cmentarze poległych żołnierzy tych wojsk są u nas szanowane. Co najwyżej nie widzimy powodów by je odwiedzać. Rozumiem, że Cmentarz Orląt Lwowskich w jakiś sposób, jako przypomnienie przegranej, kole w oczy niektórych Ukraińców.
Niech więc tam nie chodzą, niech go nie odwiedzają, ale niech zachowują się po ludzku, a choćby nawet niech udowodnią, że potrafią przestrzegać normy międzynarodowe. Tymczasem po okresie komunistycznym, kiedy to wspólnie z Sowietami dokonali nie tylko rujnacji, ale i zbezczeszczenia cmentarza, obecnie stwarzają przeszkody w odbudowie, nota bene z naszych środków, pokazują narodowi, a także całemu światu kim naprawdę są.
Nie czynią tego Ukraińcy, ani jak powiada autor artykułu Ukraińcy zachodni, lecz znikoma część tego narodu, dla której liczy się tylko oparta na nienawiści i przemocy ideologia Dmytra Doncowa. I proszę nam nie wmawiać, że jest to sprawa błaha. Ustąpienie, to nasze przyzwolenie na realizację uchwał prowodu OUN z 1990 r. zagrażających pokojowemu współżyciu naszych narodów.
Przyzwolenie bowiem na jawne hece spadkobierców ideowych Bandery, Łebedia i im podobnych może w rezultacie w przyszłości przynieść Polsce większe szkody niż te, o których mowa w artykule. I tyle odnośnie postępowania w sprawie Cmentarza tej nielicznej grupy wywodzącej się z Ukrainy zachodniej, którą to grupę drażni nasza postawa.
Pozostają natomiast do omówienia poglądy autora artykułu dotyczące utraty przez Polskę ziem, do których miała ona nie mniejsze prawa niż Ukraina, a co dopiero Stalin. Można by mówić o sprawiedliwości dziejowej, gdyby Polska ciemiężyła ludność ukraińską na zagarniętych nam przez Stalina terenach, a przecież tak nie było.
W czym autor dopatruje się pamiętania przez nas historii w sposób rażący uczucia Ukraińców? Bo o integralnych nacjonalistach ukraińskich nie ma co mówić: oni zawsze znajdą powody do stawiania nam urojonych zarzutów. Autor słusznie uważa potępienie przez nas (Senat) Operacji "Wisła" za błąd, a czyż zalecane przez siebie milczenie nie byłoby gorszym błędem?
Bo nie tyle mogłaby ich zadowolić wiedza dla nas samych o zbrodniach nacjonalistów, co milczenie, tym bardziej że oni nie milczą i nie mają zamiaru milczeć. Autor pragnie też udowodnić, że ponieważ Orlęta strzelały i zabijały Ukraińców (broniły miasta przed napaścią), to OUN-owcy mają teraz prawo zniszczyć Cmentarz, a tym bardziej, że Polacy zniszczyli w Krakowie pomnik sowieckiego generała, który ze względów strategicznych, walcząc z Niemcami, ominął to miasto.
De Rzym, de Krym, de Iwanowa chata?