|
Tutaj było wiele słońc; wstawały nagle, tak nienaturalnie. Kiedy był wolny, wydawało mu się, że to trwa dłużej. Najpierw przedświt, delikatne różowe światło, pierwsze promienie odbijające się w kroplach rosy na nitkach pajęczyny, dopiero potem słońce - powoli - toczyło się gdzieś nad niego. Wtedy zawsze zdołał ukryć się przed upałem i przed palącą jasnością nad głową.
A tutaj tak nagle słońca, dziwnie małe i liczne, i zbyt jasne, niebo też jakieś dziwne. I nie było żadnego liścia, pod którym mógłby się schować.
Trzymali go w boleśnie małej przestrzeni z dwoma innymi. Dowiedział się tego, gdy po raz pierwszy spróbował się ostrożnie poruszyć. Napotykał wtedy wszędzie ściany, tak jak oni, i tak jak oni zamierał, gdy przypadkowo dotknął czyjejś nogi czy tułowia. Udawali, że ich tu nie ma, pomimo to zawsze ktoś nagle gwałtownie nimi potrząsał, świat drżał, zapalał słońce - tak nagle - i rzucał ich na twardą powierzchnię.
Czasami wydawało mu się, że nie dzieje się nic, tylko zapada się w gęstą mgłę półsnu. Wracał szybko do swojego więzienia, niemal szczęśliwy, bo wiedział, że tym razem będzie cierpiał kto inny. Ale bał się, bardzo bał się razów, gdy padało na niego.
Najpierw czuł, że dziwnie puchnie i wszystko robi się mniejsze. Potem ból. Nie wiedział, co może wywoływać aż takie cierpienie. Nigdy wcześniej tego nie doświadczył, nawet wtedy, gdy spadł na niego jakiś szybki, ciężki przedmiot i uszkodził mu nogę. Ale tamten ból był bardziej oczywisty i skoncentrowany - znał jego źródło i skutek. Teraz bolało go wszystko, tak jakby coś miażdżyło go wciąż na nowo, i rozrywało na nowo, i jakby spadały na niego miliardy szybkich, ciężkich przedmiotów. Instynktownie kurczył nogi i tarzał się po ziemi, sądząc, że to przejdzie, że ból zmaleje, jednak stawał się coraz intensywniejszy.
Ale nie było źródła. Zaczynał się nagle i nagle kończył.
Jak słońca tutaj.
Wciąż drżał, gdy Alastor Moody przerwał zaklęcie, mruknął "Reducio" i wrzucił go do słoika.
- Tak właśnie wygląda Cruciatus.
Nauczyciel kontynuował przerwany pokazem wykład, a uczniowie w podnieceniu wpatrywali się, jak pająk powoli prostuje skurczone nóżki i robi pierwsze, ostrożne kroki.
Fascynujące. Żeby tak jednym machnięciem różdżki... Niezły ten Szalonooki.
- Ktoś zna inne zaklęcia niewybaczalne?
Czyjaś ręka wystrzeliła do góry, prosto w jedną z lamp.
- Tak, Prewett?
Sięgająca po kolejnego owada ręka Moody'ego rzuciła cień na słoik.
|