"Joey wyprowadza się"
Oryginał napisany przez: Betsy Bornes
Przepisane przez: Joshua Hodge.
Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler i Joey siedzą przy zlewie w szlafrokach, jedzą płatki.]
JOEY: To dziwne. Wiesz, że brwi kapitana Crunch'a są na jego kapeluszu ???
CHANDLER: To jest dla ciebie dziwne ??? Joey, ten facet był kapitanem od 40 lat.
[Joey kończy płatki, oblizuje łyżeczkę i odkłada do szuflady.]
CHANDLER: Waaa-aaah.
JOEY: Co ???
CHANDLER: Łyżeczka. Oblizałeś i odłożyłeś. Oblizałeś i odłożyłeś.
JOEY: Tak, co z tego ???
CHANDLER: Nie widzisz powagi sytuacji ??? To tak jakbyś używał mojej szczoteczki do zębów.
[Joey jest trochę zmieszany] Używałeś mojej szczoteczki ???
JOEY: Tylko tej czerwonej do przetkania zlewu.
CHANDLER: Moja jest czerwona! Oh Boże. Puszka otwarta, robale są już wszędzie.
JOEY: Hey, czemu nie możemy używać tej samej szczoteczki a mydło tak ???
CHANDLER: Bo mydło to mydło. Samo się myje.
JOEY: Dobra, następnym razem jak będziesz brał prysznic, pomyśl co umyłem ostatni, a ty pierwszy.
INTRO
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Phoebe siedzą przy stole, Joey i Chandler wchodzą.]
CHANDLER: Hey.
MONICA i PHOEBE: Hey.
JOEY: Hey.
PHOEBE: Ooh, patrzcie na tego wytwornego młodzieńca. Co to za okazja ???
JOEY: Pamiętasz tego faceta z mojego serialu, co leży w śpiączce ??? Ma grypę.
PHOEBE: Ahh.
RACHEL: [wchodzi do pokoju] OK, gotowa.
PHOEBE: Okey-doke.
MONICA: Nie do wiary, że robicie sobie tatuaże.
CHANDLER: Przepraszam...robicie sobie tatuaże ???
RACHEL: Tak, ale nie mów Ross'owi, bo chcę mu zrobić niespodziankę.
JOEY: Wow, ale dzikość. Co sobie zrobicie ???
PHOEBE: Um, ja lilię dla mamy. Bo nazywała się Lily.
CHANDLER: Wow, co za szczęście. A co jakby miała na imię Wielki Okropny Kleks ???
JOEY: Gdzie sobie robicie ???
PHOEBE: Chyba na ramieniu. [Ross wchodzi]
ROSS: Co ??? Co na ramieniu ???
PHOEBE: Um, nic. Tatuaż, robię sobie tatuaż.
ROSS: Tatuaż ??? Po co, czemu to robisz ??? [do Rachel] Cześć.
RACHEL: Cześć. Nie sądzisz...nie sądzisz, że to całkiem fajne ???
ROSS: Nie, przykro mi, ale nie. Powiedz po co ktoś miałby płacić, żeby się oszpecić do końca życia ??? A jak coś nie wyjdzie ??? To tak jak nie udana fryzura aż do śmierci [wszyscy się na niego gapią]. Co tak patrzycie ???
MONICA: Ross, chodź i podpisz kartkę urodzinową dla taty. Rich zaraz tu będzie.
CHANDLER: Oooh, Rich też idzie, huh ???
MONICA: Jest najlepszym przyjaciele rodziców, musi tam być.
JOEY: Oh, czy dziś jest ten dzień, w którym im powiecie o was ???
MONICA: Tak. To urodziny ojca, zamierzam dać im kopa.
PHOEBE: Nie, myślę, że powinniście im powiedzieć.
MONICA: Nie, nawet nie wiem co on o mnie myśli. Dopóki się nie dowiem, nic im nie powiem.
ROSS: No nie wiem, myślę, że rodzice nie mieli by nic przeciwko. Pamiętasz jak miałaś 9 lat
a Richard 30 tata powiedział: "Mam nadzieję, że się dogadają".
[Scena: Mieszkanie Geller'ów. Monica, Ross i Richard przyjechali na przyjęcie.]
ROSS: Dobra, wchodzimy ???
MONICA: OK, czekaj, czekaj, czekaj. Wiesz co ??? Ross, zamieńmy się miejscami. Ty stań w środku. Nie, to będzie wyglądało jakbyśmy próbowali coś ukryć.
ROSS: Monica, Monica, moglibyście wejść w objęciach, a rodzice i tak by wam nie uwierzyli. [otwiera drzwi] Jesteśmy.
PANI GELLER: Cześć dzieci. Cześć kochanie.
MONICA: Wszystkiego najlepszego tato.
PAN GELLER: Dziękuję.
ROSS: Cześć mama.
RICHARD: Wszystkiego najlepszego.
PANI GELLER: Podziękowaliście dzieci doktorowi Burke'owi za podwiezienie ???
ROSS: Uh, właściwie to Monika podziękowała już za nas dwoje.
[Scena: Kuchnia u Geller'ów. Monica, pani Geller i jedna z jej przyjaciółek przygotowują ciasto.]
PRZYJACIÓŁKA: Dzieci przyjechały metrem ???
PANI GELLER: Nie, Richard Burke je podwiózł.
PRZYJACIÓŁKA: Oh. Skoro o nim mowa, słyszałam, że ma na mieście jakąś 20 letnią panienkę.
[Monica rozpryskuje krem po podłodze]
MONICA: Palec mi się pośliznął. Oh Boże, przepraszam. Ja to posprzątam.
PANI GELLER: Więc Richard robi zakupy w dziale dla dzieci.
MONICA: Ciągle to maglujecie ???
PANI GELLER: Podobno inteligentna jak serwetka.
PRZYJACIÓŁKA: Pewnie nawet nie jest ładna, młodość wystarczy jej za resztę.
[Monica kładzie ręce na piersiach]
[Scena: Mieszkanie kolegi Joey'ego, który obok niego gra główną rolę w serialu.
Chandler i Joey są na lunchu.]
JOEY: Uwierzył byś ???
CHANDLER: Widzę, świetne mieszkanie.
JOEY: Ah, właśnie byłem w łazience i były tam lustra po obu stronach. Więc kiedy tam lejesz to tak, jakbyś to robił z całą drużyną Rockettes.
CHANDLER: Wow, moje marzenia spełniły się. Nie, poważnie.
KUMPEL JOEY'EGO: Hey.
JOEY: Hey! Właśnie mówiliśmy...świetne mieszkanie.
KUMPEL JOEY'EGO: Dzięki. Chcesz je ???
JOEY: Huh ???
KUMPEL JOEY'EGO: Tak, Wyprowadzam się do większego. Definitywnie powinieneś je wziąć.
JOEY: Tak, widzisz mnie w takim miejscu ???
KUMPEL JOEY'EGO: Czemu nie ??? Nie znosisz widoku parków i wysokich sufitów ??? Chodź pokażę ci kuchnię.
CHANDLER: [zostawiony] Spoko koledzy, widziałem kuchnię dziś rano...w telewizji. Przestań gadać. OK.
[Scena: Przyjęcie u Geller'ów. Pan Geller i przyjaciel wypytują Richard'a w czasie gdy Ross obserwuje.]
PAN GELLER: No dalej, powiedz.
PRZYJACIEL: Tak, na prawdę ma 20 lat.
RICHARD: Nic wam nie powiem.
PAN GELLER: Daj spokój Rich, to moje urodziny, niech sobie chociaż posłucham.
ROSS: Tato, naprawdę tego nie chcesz.
PAN GELLER: Ahh, przyjacielskie gadki o kryzysie wieku średniego ???
RICHARD: Jack, odpuść sobie ???
PAN GELLER: Patrz, Wiem przez co przechodzisz. Jak miałem 50'tkę to kupiłem Porsche. Ty też masz swoją wyścigówkę.
RICHARD: Chłopaki. To naprawdę nie jest tak.
PAN GELLER: Może w któryś weekend pożyczył byś samochód, a ja...
ROSS: Tato, błagam cię nie kończ.
PAN GELLER: Co ??? Żartuję. Nigdy bym nie pozwolił mu dotknąć Porsche.
[Scena: Salon tatuażu. Phoebe i Rachel wybierają wzór.]
PHOEBE: OK Rach, którą lilię ??? Tą czy tamtą ???
RACHEL: Ja...
PHOEBE: Podoba mi się ta. Bardziej otwarta, wiesz, jak mama. Raczej obdarowująca. Ooh, kurka czubatka, ooh.
OBSŁUGA: Dobra, ty blondyno do pokoju numer 2, a ty nie taka biała ze mną.
PHOEBE: No to idziemy.
RACHEL: [niechętnie] Uh-huh.
PHOEBE: Nie idziesz ???
RACHEL: Uh-huh.
PHOEBE: Co ??? Czy to...przez to co Ross powiedział ???
RACHEL: Nie. Tak. Może.
PHOEBE: Nie wierzę. To na tym ma polegać wasz związek ??? Ross znaczy boss. Co to ma znaczyć...1922 ???
RACHEL: A co to 1922 ???
PHOEBE: No wiesz...stare dzieje. No wiesz...kiedy mężczyźni mówili kobietom co maja robić, a potem były sufrażystki, dobra rzecz chociaż strasznie brzmi. Chcesz sobie zrobić ten tatuaż ???
RACHEL: Tak, tylko, że Ross...
PHOEBE: OK, hey, HEY. Czy on tobą rządzi ???
RACHEL: Nie.
PHOEBE: OK, a kto ???!!
RACHEL: Ty ???
PHOEBE: Nie. Ty. Teraz, marsz do kabiny i zrób sobie to serduszko na biodrze. GO!!
[Scena: Przyjęcie u Geller'ów. Monica jest w toalecie, a Richard wchodzi.]
RICHARD: Co tam ???
MONICA: Jestem panienką.
RICHARD: Naprawdę ??? Ja bohaterem.
MONICA: Oh, to takie trudne.
RICHARD: Tak, wiem. Też tego nie znoszę. Może powinniśmy im powiedzieć.
MONICA: A może najpierw twoim rodzicom.
RICHARD: Moi nie żyją.
MONICA: Ty to masz szczęście. Znaczy się...wiesz o co chodzi.
RICHARD: Wiem, wiem. Poczekaj tu, OK. OK, Ja wyjdę pierwszy, dobra ???
MONICA: Dobrze.
RICHARD: [wychodzi i wpada na panią Geller, idącą do łazienki] Judy, idziesz do łazienki, tak trzymaj.
PANI GELLER: Dziękuję Richard. Doceniam twoje wsparcie.
[Monica wskakuje pod prysznic. Zaraz po tym pan Geller wsadza głowę do łazienki.]
PAN GELLER: Kochanie, widziałaś mój kij Harmon'a Kilerbrew'a ??? Bob nie wierzy, że go mam.
PANI GELLER: Nie mam pojęcia gdzie jest. Wiedziałeś, że Richard ma w mieście panienkę ???
PAN GELLER: Wiem, teraz jest jak nowy. To jak scena z Cocoon'u.
PANI GELLER: Nie potrafię sobie wyobrazić Richarda z jakąś zdzirą.
PAN GELLER: Najwyraźniej powiedział Johnny'emu Shapiro, że ma dziewczynę. Wmówił mu, że się w niej kocha. Nigdy nie widziałem, żeby był taki szczęśliwy.
PANI GELLER: Naprawdę.
PAN GELLER: Mówię ci.
PANI GELLER: A ty nie chciał byś mnie czasami zamienić na jakąś młodszą modelkę ???
PAN GELLER: Jasne, że nie. Mam w tobie 2 25-latki.
PANI GELLER: [zaczynają się całować] Oh Jack przestań.
PAN GELLER: Dalej, to moje urodziny.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler i Joey wracają.]
JOEY: Możemy o tym zapomnieć ??? Nie interesuje mnie to mieszkanie.
CHANDLER: Litości, widziałem jak obmacywałeś ściany. Ty chcesz je mieć.
JOEY: Po co mi inne mieszkanie, huh ??? Już jedno mam, które mi się podoba.
CHANDLER: Nie zginął byś jak byś to mówił od czasu do czasu.
JOEY: Dobra, chcesz znać prawdę ??? Zastanawiam się.
CHANDLER: Co ???
JOEY: Przykro mi. Mam 28 lat, nigdy nie mieszkałem sam i w końcu mam na tyle pieniędzy, że już nie potrzebuję dłużej współlokatora.
CHANDLER: Czekaj, czekaj. Ja też nie potrzebuję, OK ??? Stać mnie na to, żebym mieszkał tu sam.
I wiesz co, mogę raz na tydzień kogoś przyprowadzić, żeby mi wylizał srebra.
JOEY: I o co tak się wściekasz, huh ??? Nie obiecywaliśmy sobie, że będziemy żyć na zawsze ze sobą.
Nie jesteśmy Bert'em i Ernie'im.
CHANDLER: Wiesz co ??? Jak tak się czujesz, to może powinieneś je wziąć.
JOEY: Tak właśnie się czuję.
CHANDLER: To może je weź.
JOEY: To może wezmę.
CHANDLER: Mnie to pasuje.
JOEY: Świetnie. Wtedy będziesz miał więcej czasu dla prawdziwych przyjaciół, łyżeczek.
[Scena: Na przyjęciu. Pan i pani Geller wchodzą wyraźnie w dobrych humorach i odświeżeni. Monica idzie za nimi, wyglądając raczej blado.]
PAN GELLER: Komu drinka, na odświeżenie ???
PANI GELLER: Zaraz będzie tort.
ROSS: Mon, Mon, wszystko OK ???
MONICA: Pamiętasz tą kasetę z mamą i tatą ???
ROSS: Tak.
MONICA: Well, właśnie widziałam to na żywo.
ROSS: Eww.
[Scena: Przyjęcie. Monica i Richard są sami w kuchni.]
MONICA: Hey tam.
RICHARD: Co ???
MONICA: Nic, właśnie słyszałam coś miłego o tobie.
RICHARD: Humm, naprawdę ???
[Pani Geller i Ross wchodzą]
PANI GELLER: Richard. Richard. Twój syn z nikim się nie widuje, nie ???
RICHARD: Uhh, raczej nie.
PANI GELLER: Tak sobie myślę, może zadzwonił by do Moniki ???
RICHARD: To...to jest pomysł.
MONICA: Właściwie to ja już mam kogoś.
PANI GELLER: Oh ???
RICHARD: Oh ???
ROSS: Ohh.
PANI GELLER: Nigdy nam nic nie mówi. Ross, wiedziałeś o tym ???
ROSS: Mamo, tyle jest ludzi w moim życiu. Niektórzy z nich się widują, niektórzy nie.
To kryształ ???
PANI GELLER: Więc kto to jest ???
MONICA: To lekarz.
PANI GELLER: Prawdziwy ???
MONICA: Nie, lekarz od mięsa. Jasne, że prawdziwy. Jest przystojny, kochany, polubiła byś go. [obejmuje Richard'a]
PANI GELLER: To wspaniale...
MONICA: Mamo, wszystko w porządku.
RICHARD: Naprawdę Judy.
PANI GELLER: Jack. Mógłbyś tu przyjść ??? TERAZ!
PAN GELLER: [wchodzi z kijem] Znalazłem.
ROSS: Ja to wezmę. [zabiera kij]
PANI GELLER: Wygląda na to, że naszą córkę i Richard'a coś łączy.
PAN GELLER: To niemożliwe, on ma panienkę w mieście.
MONICA: Tato, ja jestem tą panienką.
PAN GELLER: Jesteś panienką ???
RICHARD: Nie jest panienką.
MONICA: Słuchajcie, to najlepszy związek, w jakim do tej pory byłam...
PANI GELLER: Oh daj spokój, związek.
MONICA: Tak, związek. Dla waszej informacji, szaleję za tym człowiekiem.
RICHARD: Naprawdę ???
MONICA: Tak.
PAN GELLER: I ja mam tu stać i słuchać tego w moje urodziny ???
MONICA: Tato, to jest dla mnie dobre. Sam z resztą mówiłeś, że nigdy nie widziałeś Richard'a szczęśliwszego.
PAN GELLER: Kiedy ???
MONICA: Na górze, w toalecie, zanim rzuciłeś się na mamę.
[Goście wchodzą i zaczynają śpiewać 100 lat.]
[Scena: Salon tatuażu. Rachel pokazuje Phoebe jej tatuaż.]
PHOEBE: Wygląda super, podoba mi się.
RACHEL: Wiem, mnie też. Oh Phoebe, cieszę się, że mnie do tego zmusiłaś. OK, teraz pokaż twój.
PHOEBE: Ahh. OK, pokaż jeszcze twój.
RACHEL: Phoebe przed chwilą widzieliśmy, teraz twój.
PHOEBE: Oh OK. [zsuwa sukienkę i pokazuje gołe ramię] Oh nie, oh zniknął, dziwne, nie wiem dokąd poszedł.
RACHEL: Nie zrobiłaś sobie ???
PHOEBE: Nie.
RACHEL: Czemu nie ???
PHOEBE: Przykro mi, przykro mi.
RACHEL: Phoebe, jak mogłaś mi to zrobić ??? To był twój pomysł.
PHOEBE: Wiem, wiem, miałam sobie zrobić, ale potem jak podszedł do mnie z tą igłą...wiesz co oni robią z tymi igłami ???
RACHEL: Naprawdę ??? Co ty powiesz, dają do wylizania kotom.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler jest przy zlewie, Joey wchodzi.]
JOEY: Hey.
CHANDLER: Hey.
JOEY: Hey słuchaj, przepraszam za to co się stało...
CHANDLER: Tak, ja też.
JOEY: Wiem. Tak.
CHANDLER: Tak. Musimy się ściskać, czy...
JOEY: Nie, wszystko w porządku.
CHANDLER: Kupiłem ci coś. [rzuca Joey'owi paczkę plastikowych sztućców]
JOEY: Plastikowe łyżeczki. Świetnie.
CHANDLER: Liż sobie.
JOEY: Przydadzą się w nowym mieszkaniu. No wiesz...dopóki nie kupię normalnych.
CHANDLER: Co ???
JOEY: Nie mogę ich używać wiecznie. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie są przyjazne dla środowiska.
CHANDLER: Nie, nie, jakim nowym mieszkaniu ???
JOEY: Wyprowadzam się, tak jak mówiliśmy.
CHANDLER: Nie myślałem, że to na poważnie. [zabiera z powrotem łyżeczki] Myślałem, że to była zwykła kłótnia.
JOEY: To była duża kłótnia...o poważne rzeczy, pamiętasz. O tym jak nigdy nie mieszkałem sam i w ogóle.
Myślę, że to będzie dla mnie dobre, pomoże mi dorosnąć...jakkolwiek.
CHANDLER: No i masz.
JOEY: Hey, nie przeszkadza ci to. Nie chcę cię zostawiać z tym z podniesioną głową.
CHANDLER: Hey, nie, nigdy nie miałem opuszczonej niżej. Poradzę sobie. Przerobię twoją sypialnię na salon gier, postawię tam stół.
JOEY: Czekaj. Czemu miałbyś go zatrzymać ???
CHANDLER: Zapłaciłem za niego połowę.
JOEY: Tak. A ja drugą, pamiętasz.
CHANDLER: Dobra, wiesz co, zagrajmy o niego.
JOEY: Dobrze. Nakopię ci w 2 minuty.
CHANDLER: Twoi mali zawodnicy oberwą lepiej niż twoja siostra.
JOEY: Czekaj, czekaj. Która siostra ???
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Richard nakrywają do stołu.]
MONICA: Przykro ci, że im powiedziałam ???
RICHARD: Nie, od dawna już nie byliśmy z twoim ojcem zbyt blisko.
[Rachel i Phoebe wchodzą]
RACHEL: Oh.
MONICA: Oh. Macie ??? Pokażcie.
RACHEL: Jest Ross ???
MONICA: Nie, poszedł po pizzę.
RACHEL: Oh tak, OK. [pokazuje Monice jej tatuaż]
MONICA: Extra.
RICHARD: Gustowny.
PHOEBE: Chcecie zobaczyć mój ???
MONICA: Tak.
RACHEL: Co ??? Nie zrobiłaś sobie.
PHOEBE: OK, a to co jest ??? [pokazuje gołe ramię]
RICHARD: Na co patrzymy ??? Ta niebieska kropka ???
PHOEBE: OK, to mój tatuaż.
RACHEL: To nie jest tatuaż, tam nic nie ma. Zawlokłam ją w końcu na krzesło, facet ledwo dotknął ją igłą, ona narobiła wrzasku i uciekła.
PHOEBE: OK, cześć. Dla twojej informacji to jest to dokładnie o co mi chodziło.
To Ziemi widziana z wielkiej odległości. Tak moja mama widzi mnie z nieba.
RACHEL: Oh, przestań chrzanić. To kropka. Twoja matka pyta teraz "co do cholery z tą lilią "???
OK, Phoebe, to nie jest tatuaż, to jest tatuaż. [pokazuje jej swój akurat wtedy jak Ross wchodzi]
ROSS: Masz tatuaż ???
RACHEL: Może. Taki malutki. Phoebe ma cały świat.
ROSS: Pokaż. [ogląda]
RACHEL: I co ???
ROSS: Jest naprawdę...sexy. Kto by pomyślał...wow.
RACHEL: Naprawdę ???
ROSS: Tak, boli...możesz ???
RACHEL: Pewnie.
ROSS: Hey, zostawcie coś pizzy. [wychodzą do pokoju Rachel]
[Scena: Mieszkanie Chandlera. Chandler i Joey grają o stół.]
JOEY: Jazda z tego rogu.
CHANDLER: Przestań z nimi gadać. [Joey wbija gola]
JOEY: Tak! Stół jest mój.
CHANDLER: Gratulacje. [Chandler wychodzi]
[Scena: Mieszkanie Chandlera. Wszyscy pomagają się spakować Joey'owi.]
JOEY: Hey, będziecie mnie odwiedzać, nie ???
ROSS: Oh tak, masz wielki telewizor. Będziemy tam cały czas...[Chandler patrzy na niego] chyba, że będziemy tu.
PHOEBE: Wiem, że wyprowadzasz się niedaleko, ale będę tęsknić.
MONICA: Jak to możliwe, że już cię nie będzie na przeciwko.
RACHEL: Tak, kto będzie nam wszystko wyżerał, kto będzie blokował telefon...to mój stanik??? Po co ci mój stanik ???
JOEY: Oh nie, nie, to nie to co myślisz. Robiliśmy z niego wodne bomby i rzucaliśmy przez dach, pamiętasz ???
CHANDLER: [cicho] Tak, pamiętam.
JOEY: Dzieciaki ze szkoły nie dorzucały nawet na 2 stronę ulicy.
ROSS: Hey, zanieśmy to do ciężarówki.
[Wszyscy z wyjątkiem Joey'ego i Chandler'a wychodzą.]
CHANDLER: Mam ci pomóc z tym stołem ???
JOEY: Naa, zatrzymaj go, przyda ci się trening.
CHANDLER: Dzięki.
JOEY: Więc to chyba to.
CHANDLER: Tak, chyba tak.
[Joey podchodzi do drzwi. Zatrzymuje się i odwraca.]
JOEY: Słuchaj, nie wiem kiedy się zobaczymy.
CHANDLER: Wieczorem w kawiarni ???
JOEY: Racja, tak. OK. Trzymaj się.
CHANDLER: Tak.
[Joey wychodzi i po kilku sekundach wraca i obejmuje Chandler'a. Potem wychodzi na dobre i Chandler zostaje w mieszkaniu sam.]
Końcowe napisy
KONIEC