"Rachel i Ross...Wiecie co ???"


Oryginał napisany przez: Alexa Junge
Przepisane przez: Joshua Hodge

Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Joey i Chandler wychodzą z pokoju Chandlera, który ma zakryte oczy, a Joey go prowadzi.]

JOEY: Dobra, nie podglądaj, nie podglądaj.

CHANDLER: Spokojnie, ale jak otworzę oczy to masz być ubrany.

JOEY: Możesz już otworzyć. [otwiera oczy i widzi 2 duże skórzane fotele i wielki telewizor]

CHANDLER: Matko święta wszystkiego co dobre i piękne.

JOEY: Huh ??? Dni naszego życia przyjęły mnie.

CHANDLER: Gratulacje!

JOEY: Wiem.

CHANDLER: Teraz wreszcie możemy oglądać Green Acresjak należy.

JOEY: Uh-huh.

CHANDLER: Który jest mój ???

JOEY: Który chcesz, człowieku. Który chcesz. [Chandler wybrał sobie jeden] Nie ten.

CHANDLER: [siada] Ohh tak.

JOEY: [siada] Ohh tak, to jest to.

CHANDLER: [odkrywa dźwignię do zmiany pozycji] Ośmielimy się ???

JOEY: Ośmielimy.

BOTH: [obaj rozkładają fotele] Aaahhhh. [teraz pozycja leżąca] AAAAHHHHHH.

INTRO


[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler i Joey siedzą w swoich fotelach i oglądają telewizję. Monika, Ross, i Phoebe też tam są.]

PHOEBE: Nie wierzę. 2 krowy musiały oddać życie, żebyście się mogli wylegiwać przy telewizorze.

CHANDLER: To były fotelowe krowy. Nigdy by nie przeżyły na wolności.

ROSS: Ten ekran jest niesamowity, Dick Van Dyke jest jak żywy.

WSZYSCY: [na ekranie pojawia się postać Rose Marie] Woah!

MONICA: Ale Rose Marie nadaje się na mniejszy ???

[Rachel wchodzi]

RACHEL: Cześć.

WSZYSCY: Cześć.

RACHEL: Co tam.

ROSS: Cześć. [Stają koło siebie na przeciwko ekranu.]

CHANDLER i JOEY: Woah, hey, wy. [Rachel i Ross przesuwają się]

RACHEL: Jak ci minął dzień ???

ROSS: No wiesz, jak zwykle, uh, słońce świeciło, ptaszki ćwierkały.

RACHEL: Tak ??? U mnie też.

PHOEBE: Hey super, u mnie też.

ROSS: [pager włącza się] tak, tak, tak. Muszę iść do muzeum. Zobaczymy się wieczorem.

RACHEL: OK. [Wszyscy patrzą, jak oni chcą się pocałować, więc Ross całuje ją w czubek głowy.]

ROSS: Cześć.

WSZYSCY: Do zobaczenia.

MONICA: [podchodzi do Rachel na przeciwko telewizora] Wieczorem ???

CHANDLER i JOEY: Hey, wy. [odsuwają się z przed telewizora]

MONICA: A co jest wieczorem !?!

RACHEL: Nasza pierwsza, oficjalna randka.

MONICA: Uh, halo.

RACHEL: Cześć.

MONICA: Wieczorem miałyśmy być kelnerkami na przyjęciu, przyjęcie, czy te słowa ci coś mówią ???

RACHEL: Boże Monica, zapomniałam. To nasza pierwsza randka.

MONICA: Tak, ale załatwiła mi to mama.

PHOEBE: OK, ja mogę być kelnerką, ja nią mogę być.

RACHEL: Oh, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję. Widzisz Phoebe, Phoebe.

MONICA: Naprawdę Phoebs ??? Bo na razie nie mam stałej kelnerki. Nie możesz nawalić.

PHOEBE: Umiem być kelnerką. OK patrz na to. Um, 2 razy jedynka, 86 z bekonem i Adam i Ewa na podkładce, la-la-la-la-la, la-la-la-la-la.

[Scena: Mieszkanie doktora Burke'a. On otwiera drzwi Monice i Phoebe.]

PHOEBE: To James Bond.

MONICA: Przepraszamy za spóźnienie.

DR. BURKE: Nie ma sprawy, wejdźcie. Przepraszam...Monica Geller też przyjdzie ??? Powiedziano mi, że tak.

MONICA: Doktorze Burke, to ja.

DR. BURKE: Monica ??? Mój boże, kiedyś byłaś taka...musiałaś stracić...wyglądasz świetnie.

MONICA: Dziękuję. To moja przyjaciółka Phoebe. Będzie mi pomagać.

DR. BURKE: Cześć Phoebe, miło mi cię poznać. [Phoebe tylko rechocze.] Więc, co u ciebie ???

MONICA: Cudownie, po prostu. A u ciebie ??? [Monika przechyla głowę.]

DR. BURKE: Oh, pewnie wiesz, że ja i Barbara rozstaliśmy się, inaczej nie przechylał bym głowy.

MONICA: Głowy ???

DR. BURKE: Tak, od rozwodu, kiedy ktoś pyta mnie jak się czuję, odpowiadam zawsze: "dobrze", przechylam głowę i najeżam się . [pokazuje] 'Jak leci' ??? W porządku ???'

MONICA: Że co.

DR. BURKE: Nie, nie, w porządku, wierz mi. Też to robię. Zawsze odpowiadam 'Wszystko OK'. [pokazuje] 'Wszystko OK.' [przechylenie głowy] 'Na pewno ???' [głowa] 'Tak, wszystko dobrze.' Hey, muszę nastawić muzykę. Mam nowy zmieniacz płyt, od rozwodu tylko na 4 cd.

MONICA: [ona i Phoebe przechylają głowy] Oh, szkoda.

DR. BURKE: [głowa] Jakoś przeżyję.

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Ciągle oglądają telewizję. Chandler zamawia pizzę.]

CHANDLER: Uh, 2 duże z dodatkowym serem na każdej. Ale nie dzwońcie pod 19, dzwońcie pod 20, Geller-Green, wpuszczą was, OK. Jak zadzwonicie do nas, nie będzie napiwku. OK, dzięki. Pizza w drodze. Mówiłem, że nie trzeba będzie się ruszać.

JOEY: A co jak nam się zachce sikać ???

CHANDLER: Odwołam napoje.

[Scena: Mieszkanie doktora Burke'a. Monica i doktor Burke są w kuchni.]

MONICA: Musisz tam wrócić, to twoje przyjęcie.

DR. BURKE: Ale oni są tacy nudni, to sami okuliści.

MONICA: Sam jesteś okulistą.

DR. BURKE: Tylko dlatego, że rodzice mnie zmusili, chciałem zostać szeryfem.

PHOEBE: [wchodzi w pokoju, gdzie jest przyjęcie] To zabawne, nie. Cadillac, katarakty, rozumiem, zostańcie tam.

DR. BURKE: Widzisz.

MONICA: Dobra, powiem wam coś. Przyjdę za 5 minut z kabob'ym wsparciem.

DR. BURKE: OK. Dobrze by było. Oh Boże, no to idziemy. Chcesz zobaczyć jak się wściekają ??? Patrz. [łapie za kieliszki i wchodzi na przyjęcie] Komu kieliszki ??? [wszyscy tam się śmieją]

PHOEBE: Ale ty jesteś przymilna.

MONICA: Nie jestem.

PHOEBE: Oh, prawie jak kotka. Powinnaś się z nim umówić.

MONICA: Z doktorem Burke'iem ??? Nie sądzę. To przecież dorosły.

PHOEBE: To co. Wy dwoje jesteście kompletnie w sobie zadurzeni.

MONICA: Phoebe, to przyjaciel moich rodziców. Jest 20 lat starszy ode mnie.

PHOEBE: OK, to co, nigdy się z nim nie spotkasz ???

MONICA: Nie nigdy. Jutro umówiłam się na badanie wzroku.

PHOEBE: Przecież niedawno miałaś sprawdzane oczy ???

MONICA: No tak, ale wiesz...mam 27 lat, a to niebezpieczny wiek dla oczu.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross i Rachel wracają z kina.]

RACHEL: Nie mówię, że to był słaby film, był za mało...ciężko było nadążyć.

ROSS: Mówiłem ci, że będą napisy.

RACHEL: Wiem, po prostu nie chciałam nakładać okularów na 1 randce.

[Zaczynają się całować.]

RACHEL: Monika.

ROSS: Wolał bym jakbyś nie wykrzykiwała imienia mojej siostry, całując się ze mną.

RACHEL: Kochanie, tylko sprawdzam.

ROSS: Oh.

RACHEL: Monika.

ROSS: Mon.

RACHEL: Monika.

ROSS: Mon.

[Cisza, znów zaczynają się całować. Ross spuszcza rękę na tyłek Rachel. Rachel zaczyna się śmiać.]

ROSS: Co, co ???

RACHEL: Przepraszam, Boże, przepraszam, tylko, jak położyłeś rękę na mojej pupie, pomyślałam..."jego ręka znowu tam".

ROSS: To takie śmieszne...czemu ???

RACHEL: No nie, przepraszam kochanie, po porostu się denerwuję. Znaczy się...to ty...to my. Przekraczamy linię, to duża rzecz.

ROSS: Wiem, że duża, nie wiedziałem tylko, że aż tak duża.

RACHEL: OK. [znowu zaczynają się całować i Rachel też znów się śmieje]

ROSS: OK, teraz nie kładłem ręki na twoim tyłku.

RACHEL: Wiem, wiem, wiem. Właśnie myślałam, gdzie byliśmy poprzednio, przepraszam. OK, OK, Obiecuję, że już nie będę się śmiać. OK połóż tam te ręce.

ROSS: Nie, teraz nie mogę, bo za bardzo nad sobą panuję.

RACHEL: Tylko jeden pośladek.

ROSS: Nie, nie...chwila uciekła.

RACHEL: Dobra, połóż ręce, a ja tylko w nie wskoczę.

ROSS: Ale romantyczne. [Słychać tylko ich rozmowę, kamera odleciała na zewnątrz budynku i pokazuje ich okna]

RACHEL: No dalej dotykaj.

ROSS: Nie.

RACHEL: Ściśnij.

ROSS: Nie

RACHEL: Głaszcz.

ROSS: Nie.

RACHEL: Łap za ten tyłek!



[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Oglądają prezentację "Cudownego wosku".]

JOEY: Wow, patrz na to. Samochód się pali, a kosztownemu lakierowi nic nie jest dzięki "Cudownemu woskowi".

CHANDLER: Masz chipsa na twarzy.[Joey zdejmuje go i zjada]

[Ross wchodzi]

JOEY: Cześć.

CHANDLER i JOEY: Cześć.

JOEY: Co tu robisz ??? Nie powinieneś być z Rachel ???

ROSS: To było 14 godzin temu.

CHANDLER: No i jak było ???

ROSS: Oh. Słuchajcie, mieliście kiedyś do czynienia z dziewczyną, która nagle zaczynała się śmiać ???

CHANDLER: Tak, ale to było w 1982 i łaskotałem ją włosami w podbródek.

JOEY: Śmiała się z ciebie ???

ROSS: Tak. Sam nie wiem, chciałem tego od balu promocyjnego. Chciałem, żeby było doskonale...czemu ten laser nie przepala samochodu ???

CHANDLER: To ten cudowny wosk.

JOEY: To nieprawdopodobne.

[Rachel wchodzi]

RACHEL: Cześć wam.

CHANDLER i JOEY: Cześć.

ROSS: Cześć.

RACHEL: Właśnie myślałam o...

CHANDLER: Możecie mówić trochę głośniej ??? Trudno podsłuchiwać jak mówicie tak cicho.

[Rachel i Ross wychodzą na zewnątrz pokoju.]

RACHEL: OK, słuchaj, przykro mi z powodu wczorajszej nocy. Chciała bym to naprawić.

ROSS: Nie, wiesz co...nie ma czego naprawiać...jak ???

RACHEL: Może zjemy romantyczną kolację, ze świecami, winem, a potem może pójdziemy do mnie na deser.

ROSS: Humm, to brzmi...idealnie.

[coś walnęło w drzwi więc Ross otwiera i widzi, że ktoś rzucił w nie butem]

ROSS: Co to ma być.

CHANDLER: Mógłbyś skoczyć po kilka piw ???

[Scena: Gabinet doktora Burke'a. Monica sprawdzane ma oczy.]

DR. BURKE: Teraz spojrzę ci w oczy.

MONICA: Naprawdę.

DR. BURKE: Tak, to mój zawód. Dobra, patrz w górę...w dół, teraz otwórz, patrz w dół. Dobrze, teraz patrz na światło. Teraz na mnie...OK. Twoje oczy wyglądają dobrze. Masz dobre oczy.

MONICA: I czują się dobrze...w mojej głowie.

DR. BURKE: Miło było cię widzieć.

MONICA: Ciebie też.

DR. BURKE: I ciebie.

MONICA: OK, do widzenia.

DR. BURKE: Krople!

MONICA: Co ???

DR. BURKE: Krople, są za darmo.

MONICA: Dzięki, ja już chyba pójdę.

DR. BURKE: Oh, OK, tak. Do widzenia.

MONICA: Jeszcze raz dziękuję.

[Całuje ją w policzek, ona tak samo, rozkręcili się i teraz całują się na całego]

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Oglądają CIĄGLE telewizję. Phoebe stoi przed telewizorem.]

PHOEBE: Musimy was stąd ruszyć, lenie.

CHANDLER i JOEY: Hey, woah, hey, woah.

PHOEBE: Powinniście wyjść i porozmawiać z trójwymiarowymi ludźmi.

JOEY: Nie, wewnątrz dobrze, na zewnątrz źle.

PHOEBE: Jesteście żałośni...OH, XANADU! OH. [ czymś się zachwyciła]

CHANDLER: Teraz jest jedną z nas.

[Rachel i Ross wchodzą]

RACHEL: Cześć.

ROSS: Hey.

CHANDLER, JOEY, i PHOEBE: Hey.

ROSS: Chcieliśmy tylko wpaść i się pożegnać.

CHANDLER, JOEY, i PHOEBE: Dobranoc.

ROSS: Patrz, nawet nie odwrócą głów.

RACHEL: Dobra, rozbieram się.

JOEY: [patrzy w lusterko dentystyczne] Naa, kłamie.

[Monica wchodzi z dostarczonym jedzeniem]

MONICA: Przestańcie zamawiać jedzenie do nas.

ROSS: Czemu jesteś ubrana ???

PHOEBE: Nie tylko ty masz dzisiaj randkę.

ROSS: Co ??? Masz randkę ??? Z kim ???

MONICA: Z nikim.

ROSS: Dalej, jak się nazywa ???

MONICA: Nijak.

ROSS: No powiedz.

MONICA: Dobra, ale bardzo się z niej cieszę OK, więc obiecaj mi, że nie będziesz zgrywał starszego brata.

ROSS: Oh, przyrzekam, z kim idziesz.

MONICA: Z Richard'em Burke'iem.

ROSS: A kto to jest Richard Burke ??? Doktorem, doktorem Burke'iem ??? Masz randkę z doktorem Burke'iem ??? Czemu, czemu...miało by mnie to drażnić ??? Lubię go, jest jak brat...dla taty.

MONICA: Dla twojej informacji to najbardziej mądry, doświadczony i najbardziej sexy człowiekiem, z którym do tej pory byłam.

ROSS: Doktor Burke jest sexy ???

RACHEL i PHOEBE: Oh Boże, jak najbardziej.

ROSS: [znów odzywa się pager] To znowu muzeum...mogę...

RACHEL: Wiecie, doktor Burke raz mnie pocałował.

MONICA: Kiedy ???

RACHEL: Jak miałam 7 lat, przewróciłam się na rowerze przed jego domem i żebym przestała płakać...pocałował mnie. [pokazuje czubek nosa]

PHOEBE: Oh ty to masz szczęście.

RACHEL: Wiem.

ROSS: [przez telefon] Czekaj, czekaj...australopitek nie powinien być na wystawie. Nie. Nie. Nie, nie, homo-habilus był wyprostowany, australopitek nigdy nie był w pełni wyprostowany.

CHANDLER: Może był zdenerwowany.

[Scena: Muzeum Historii Naturalnej. Ross poprawia wystawę, Rachel cierpliwie czeka.]

ROSS: Oh patzr, nie wierzę. Patrz, homo-habilus nigdy nie nauczył się jak obsługiwać narzędzia, a oni dali mu gliniane garnki. Czemu od razu nie dadzą mu mikrofalówki ??? Przepraszam, przykro mi, że to tak długo trwa, dłużej niż przypuszczałem, chodźmy na kolację.

RACHEL: Nic nie szkodzi.

ROSS: KARL!

[Ross idzie poszukać Karl'a. Rachel odchyla się do tyłu na wystawie, do jednego ludka i zagląda mu pod okrycie.]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i doktor Burke siedzą na kanapie. Pokazuje jej zdjęcia z portfela.]

MONICA: Wow, to Michelle ???

DR. BURKE: Tak.

MONICA: Nie widziałam jej od szkoły. Oh mój Boże, wtedy była bardzo...emocjonalna.

DR. BURKE: Dorobiła się kolejnego dziecka.

MONICA: Myślałam, że dopiero urodziła jedno.

DR. BURKE: Nie, nie. Henry ma prawie 2 lata, już mówi i w ogóle. Masz...w tym dniu powiedział mi, że woli mnie od drugiego dziadka, ale z drugiej strony ten drugi to pijak...

MONICA: Oh, jesteś dziadkiem.

DR. BURKE: Tak. Czy myśmy nie powariowali ???

MONICA: Nie wiem, może. Spotykać się z kimś, komu się nasikało do basenu.

DR. BURKE: Nie musiałem tego wiedzieć. 21 lat to dużo. Mogłem już pić zanim się urodziłaś.

MONICA: Tak.

DR. BURKE: Więc.

MONICA: Więc może powinniśmy...

DR. BURKE: Tak, tak...może.

MONICA: Wow, To jest do bani.

DR. BURKE: Tak, jest. [obejmują się, ale to przeradza się w namiętny pocałunek]

MONICA: Nie musimy tak od razu podejmować decyzji ???

DR. BURKE: Nie, nie ma pośpiechu.

[pukanie do drzwi]

DOSTAWCA: Pizza.

MONICA: Oh, pozabijam ich.

[Scena: Muzeum. Ross wchodzi na wystawę, gdzie czeka Rachel.]

ROSS: Rach.

RACHEL: Oh.

ROSS: Skończyłem.

RACHEL: Tak, mieliśmy iść do Sorentino'a.

ROSS: Wiem, OK, przepraszam, pójdziemy gdzieś indziej.

RACHEL: Nie, wiesz co, jest późno, wszystko będzie zamknięte. Może to odłożymy na później ???

ROSS: Nie, nie!

RACHEL: Nie ???

ROSS: [łapie za futro] Chodź.

RACHEL: OK, to jest martwe, nie ???

[Scena: Planetarium w muzeum. Ross i Rachel wchodzą na scenę.]

RACHEL: Co to ??? Co robimy ???

ROSS: Shh. Chcesz jabłkowy czy z winogron ???

RACHEL: Z winogron.

ROSS: [rozkłada futro na podłodze] OK, siadaj. OK. [włącza muzykę]

RACHEL: Oh, Boże.

[System nagłośnienia wybucha z: 'Miliardy lat wcześniej...' Ross wstaje i zmienia to na muzykę.]

ROSS: Przepraszam.

RACHEL: Ah, na co patrzymy ???

ROSS: Widzisz to, to małe zgrupowanie gwiazd obok tej dużej ??? To wielka niedźwiedzica.

RACHEL: Naprawdę ???

ROSS: Nie mam pojęcia, możliwe. Słuchaj, przykro mi, że musiałem dziś pracować.

RACHEL: Oh w porządku. Warto było poczekać i nie tylko dziś. [całują się]

ROSS: Nie śmiejesz się.

RACHEL: Tym razem to nie jest zabawne.

[Zaczynają się całować i rozbierać. Rachel próbuje zdjąć Ross'owi krawat, ale zaciska go na jego ustach. Potem obracają się na plecy.]

RACHEL: Ah, oh Boże. Oh, kochanie, oh nie ma sprawy.

ROSS: Co. Oh nie, położyłaś się na moim piciu.

RACHEL: Oh, dzięki Bogu.

[Scena: Muzeum. Następnego ranka Rachel i Ross śpią pod futrem na wystawie.]

ROSS: Cześć.

RACHEL: Cześć ci. Nie mogę uwierzyć, że budzę się obok ciebie.

ROSS: Wiem, to niewiarygodneeeeeeee.

RACHEL: Co ???

ROSS: Nie jesteśmy sami. [Grupka małych dzieci z kościoła ogląda wystawę i gapi się na nich.]

Końcowe napisy


[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Ciągle są w fotelach, oglądają Beavis'a i Butthead'a.]

[śmieją się kiedy nagle włącza się alarm pożarowy]

JOEY: To alarm pożarowy ???

CHANDLER: Tak. [przykłada rękę do podłogi] Oh jeszcze nawet nie ciepła, mamy czas.

JOEY: Super.
KONIEC