ROSS: Ok. To jego pieluchy, Pan Winky, i uh...oh, on sam. Cześć!
CAROL: Jak poszło ???
ROSS: Oh, cudownie. Świetnie. Była mała bitwa na wymioty, ale on zaczął.
CAROL: Musimy już iść.
ROSS: Ok.
SUSAN: [chrząka]
CAROL: Oh, tak. Um, mamy wiadomość. To o nas.
ROSS: Oh, ty i ja ???
CAROL: Uh, nie, Susan i ja.
SUSAN: Tych drugich nas.
ROSS: Ok.
CAROL: Bierzemy ślub.
ROSS: Znaczy "ogłaszam was żoną i żoną" ???
CAROL: Chcieli byśmy, żebyś był, ale zrozumiemy jak nie przyjdziesz.
ROSS: Czemu miałbym nie chcieć ??? Dobrze się bawiłem na 1 ślubie.
CAROL: Pomyślałam, że...
ROSS: Nie, nie, nie, jasne, że się cieszę ??? Jak by to o mnie świadczyło, gdybym nie dzielił waszej radości ??? Dzielę, wierzcie mi!
SUSAN: Czy to twój palec przycięło krzesło ???
ROSS: Mmm hmmm.
CAROL: Mamy wyjść ???
ROSS: Uh-huh.
ROSS: Super. Będziesz w telewizji.
JOEY: Doszło to do mnie wczorajszej nocy. Będę w "Dniach naszego Życia". Potem zacząłem się zastanawiać i doszedłem do wniosku, że to dzień z naszego życia...
MONICA: Tak! Organizator przyjęcia Carol i Suzan przewróciła się na rowerze i leży z nogą w gipsie.
ROSS, CHANDLER i JOEY: Tak!
MONICA: Chcą, żebym to ja zrobiła, to wspaniałe, nigdy przedtem tego nie robiłam, ale potrzebuję pieniędzy A to chyba ci nie przeszkadza, nie ???
ROSS: To ma znaczenie ???
MONICA: Oh, jesteś wspaniały! [całuje go] Dziękuję!
JOEY: Na prawdę nie idziesz ???
ROSS: Nie. Nie rozumiem. Przecież mieszkały razem, po co im jeszcze ślub ???
MONICA: Bo się kochają, i chcą to uczcić z bliskimi ludźmi.
ROSS: Skoro uważasz to za powód.
CHANDLER: [śpiewa do utworu Mister'a Rogers'a ] Któż tu jest teraz najsmutniejszy ??? Cześć sąsiedzie.
MONICA: Ross, myślałam, że z tym skończyłeś.
ROSS: To nie ma z tym nic wspólnego, ok ??? To moja była żona. Gdyby wychodziła za faceta, nikt z was nie oczekiwał by ode mnie, żebym tam był.
JOEY: Hey, jakby wychodziła za faceta, była by najgorszą lesbijką na świecie.
RACHEL: [wchodzi w pośpiechu] Przegapiłam to ??? Już było ???
JOEY: Nie, wchodzę po tym facecie, co się zastrzeli.
CHANDLER: Jaka ładna.
JOEY: Tak, i jaka miła. Nauczyła mnie jak stawać do kamer, i jak wyczuć bąka.
RACHEL: Że co ???
MONICA: Co ???
JOEY: Musisz się nauczyć tylu kwestii, że czasem na chwilę coś zapominasz. Kiedy więc się zastanawiasz robisz skupioną minę jak ta.
CHANDLER: Oh, ok.
JOEY: To moja scena, już. [Joey w telewizji] "Pani Wallace, jestem doktor Drake Ramoray, neurochirurg pani siostry.
PANI WALLACE: Wyjdzie z tego ???
JOEY: Niestety sytuacja jest poważniejsza. Pani siostra cierpi na ...(robi minę)... połowiczną przeczulicę czaszkową. Może omówimy to przy kawie ???
CHANDLER: Super!
RACHEL: Świetnie!
ROSS: Doskonale!
CHANDLER: Przez chwilę naprawdę myślałem, że próbujesz coś wyczuć.
[Następna scena]
ROSS: To takie fajne! Zrób jeszcze raz!
JOEY: Dobra, dobra. "Do cholery Braverman, masz to na karcie!"
CHANDLER: Super. Muszę iść do pracy, czeka mnie dziś inspekcja kości dinozaura.
ROSS: Nie, nie, to mnie.
CHANDLER: Oh, Tak.
ROSS: Oh, cześć. [Phoebe stała przed drzwiami i nie pukała]
PHOEBE: Oh, dzięki. Nie mogłam...
ROSS: Wszystko w porządku ???
PHOEBE: Um, nie, huh-uh. Jeden z moich klientów umarł na stole podczas masażu.
ROSS: Oh mój Boże.
CHANDLER: Ktoś się za bardzo rozluźnił.
PHOEBE: Tak, um, miała 82 lata. Nazywała się pani Adelman.
MONICA: Oh, skarbie.
PHOEBE: Tak, to takie dobre. Pewnie obudziła się rano i pomyślała, "ok, zjem śniadanie, przejdę się, a potem pójdę na masaż." Niestety nie wiedziała, że Bóg powie, "Ok, ale to wszystko." Oh, ale najdziwniejsza rzecz to..., ok, kiedy oczyszczałam jej aurę duch opuścił jej ciało, ale nie zaszedł zbyt daleko.
RACHEL: To znaczy ???
PHOEBE: Chyba wstąpił we mnie.
[Każdy odsuwa się o krok od Phoebe]
[Central Perk]
MONICA: To takie trudne. Nie mogę się zdecydować pomiędzy mięsem owiec i kaczek.
CHANDLER: Oczywiście owce są straszniejsze. Inaczej nazwali by film "Milczenie kaczek".
RACHEL: Ok, kto co zamawiał ???
ROSS: Oh, ja pewnie chciałem nie dopitą cappucino ze szminką na szklance.
CHANDLER: Tak, a to z papierosem to pewnie moja bezkofeinowa ???
RACHEL: Oh Boże.
JOEY: Nie mogę uwierzyć, że tak się przejmujesz, że przyjeżdża twoja matka.
RACHEL: Wiem, ale nie chcę, żeby pomyślała, że moje życie to kompletna klapa, dlatego, że nie wyszłam za Barry'ego.
PHOEBE: [Głosem pani Adelman]Apropos. Posłuchała byś jak Stella Niedman opowiada historię o sobie i Rod'dzie Steiger'rze po raz setny.
JOEY: Uh, Pheebs, jak długo ta pani będzie z nami ???
PHOEBE: Nie wiem. Pewnie ma coś do załatwienia. [znów głosem pani Adelman] Siądź prosto!
PANI GREEN: [wchodzi] Tu jest.
RACHEL: Mama!
PANI GREEN: Kochanie! Więc to tu pracujesz ??? Jest wspaniale! To pokój wypoczynkowy ??? To restauracja ??? Kto powie ??? Pewnie na tym polega zabawa...
RACHEL: Całkiem.
PANI GREEN: Monica! Wyglądasz wspaniale! Ostatnio wszyscy brali cię za bułeczkę.
RACHEL: To Joey, i Phoebe, i Chandler, i pamiętasz Ross'a.
PANI GREEN: Oh cześć, Ross.
ROSS: Witam pani Green. [wstaje i podaje jej rękę, ale ona ignoruje go]
PANI GREEN: Więc jak wam się podoba moja córeczka w fartuszku ???
RACHEL: Oh Mamo!
PANI GREEN: Gdybyś nie nalewała kawy, ludzie nie mieli by co pić.
CHANDLER: I czasem tak się zdarza.
PANI GREEN: To takie podniecające. Wiecie, ja nigdy nie pracowałam. Przeszłam z domu rodziców do internatu, a potem do domu męża. Jestem z ciebie taka dumna.
RACHEL: Naprawdę ???
PANI GREEN: Tak.
PHOEBE: Już wiem kogo mi pani przypomina. Evelyn Dermer. Oczywiście przed tym jak sobie zrobiła tą beznadziejną operację plastyczną, po której wygląda jak mops.
JOEY: Kto to jest Evelyn Dermer ???
PHOEBE: Nie wiem. A kto to jest mops ???
[Mieszkanie Moniki i Rachel]
PANI GREEN: Oh mój Boże, jakiś wstrętny golas gra na wiolonczeli.
RACHEL: Tak, ciesz się, że nie na czymś mniejszym.
PANI GREEN: [śmiejąc się] Masz wspaniałe życie.
RACHEL: Wiem. Zdaję sobie sprawę, że zawiedliście się na mnie po tym jak nie wyszłam za Barry'ego i nie wprowadziłam się do dużego domu z ochroną, ale tak będzie lepiej ???
PANI GREEN: Wiem, że nie kochałaś Barry'ego, nigdy nie widziałam cię taką szczęśliwą. Patrzę na ciebie i myślę sobie, że jesteś taką jaką chcę.
RACHEL: Dla...mnie ???
PANI GREEN: Nie tylko.
RACHEL: O co ci chodzi ???
PANI GREEN: Zamierzam odejść od ojca.
MONICA: [wchodzą] Dobra. Powiedzcie mi jak będzie za słodkie. Ślub lesbijek, piersi z kurczaka.
RACHEL: Oh Boże. Chyba mi nie dobrze.
MONICA: Czemu ??? Przecież nie położę na tym małych sutków.
[Central Perk]
ROSS: Nie wiedziałaś, że im się nie układa ???
RACHEL: Nic.
JOEY: Nie kłócili się ???
RACHEL: Nie! Nawet ze sobą nie rozmawiali. Boże, skąd miałam wiedzieć, że mają problemy ???
PHOEBE: [Głosem pani Adelman] W moich czasach rozwód to nie wyjście.
JOEY: Hey, patrzcie kto wstał.
RACHEL: Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Jak byłam mała, wszyscy rodzice się rozwodzili. Kiedy dorosłam, przestałam się martwić.
MONICA: Czy jest jakaś szansa, że możesz na to popatrzeć z lepszej strony ??? Robi to bo chce być taka jak ty.
RACHEL: Nie wystarczyło by jakby miała podobną fryzurę ???
CHANDLER: To zabawne, kiedy moi rodzice się rozwodzili, posłali mnie do psychola. Mówiła mi, że dzieci zawsze obwiniają siebie, ale w twoim przypadku to prawda.
PHOEBE: To on.
CHANDLER: Kurczę, a mój zamówiony dziadek jeszcze nie przyszedł.
PAN A: Phoebe ???
PHOEBE: Tak, dzień dobry panie Adelman. Dziękuję za spotkanie.
PAN A: Oh, nie ma sprawy, chociaż przerwałaś mi siedzenie.
PHOEBE: Um, chce pan usiąść ???
PAN A: Oh, nie, całe przedpołudnie spędziłem próbując wstać. Co mogę dla ciebie zrobić skarbie ???
PHOEBE: Nie wiem jak to powiedzieć, ale jak duch pana żony wyszedł z niej, to przeszedł do mnie.
PAN A: Mówisz, że moja żona jest w tobie ???
PHOEBE: Tak. Może mi pan nie wierzyć, ale czy zostawiła jakieś nie dokończone sprawy, dla których została ???
PAN A: Nie wiem co mam ci powiedzieć. Jedyne co ci mogę powiedzieć to to, że zanim umarła chciała zobaczyć wszystko.
PHOEBE: Wszystko ???
PAN A: Wszystko.
PHOEBE: To, to...dużo.
PAN A: Oh, czekaj, przypomniałem sobie, że chciała się ze mną przespać ten ostatni raz.
PHOEBE: Przepraszam, słyszę śmiech w głowie.
PAN A: [do Joey'ego] Warto było spróbować, huh ???
[Joey przytakuje.]
[Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel i mama oglądają zdjęcia.]
PANI GREEN: Spójrz na to.
RACHEL: To hallowen 3 lata temu.
PANI GREEN: Patrz, jest Barry. Przyszedł prosto z gabinetu ???
RACHEL: Nie, to jego kostium. Właściwie to jest ortodontą, ale przebrał się za dentystę.
MONICA: Pamiętacie jak powiedziałam "nie potrzebuje pomocy" ???
RACHEL: Powiedziałaś "Nie ruszać tego i wynocha z mojej kuchni"."
MONICA: Tak ??? Dziwne. Zaplanowałam wszystko bardzo dobrze. Planowałam i planowałam i planowałam. A teraz wychodzi na to, że nie wystarczy mi czasu, żeby to zrealizować.
RACHEL: Hey, Monika pomóc ci ???
MONICA: Jak chcesz.
PHOEBE: [wchodzi] Hey. Co za dzień. Zabrałam ją wszędzie. Do Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Centrum Rockefeller'a , Statuła Wolności.
RACHEL: Ciągle jest z tobą ???
PHOEBE: Tak. chyba jeszcze wszystkiego nie widziała. Zaraz wracam, musi znów iść do łazienki. [Podnosi rękę do podbródka pani Green i głosem pani Adelman mówi] Oh, jaka ładna buzia.
PANI GREEN: Ale zabawa, same dziewczyny. Wiecie co powinnyśmy zrobić ??? Czy któraś ma trochę marihuany ???
RACHEL: Boże!
MONICA: Dobra, nikt nie będzie palił koło tego jedzenia.
PANI GREEN: Dobrze. Nigdy tego nie robiłam. Pomyślałam, że mogła bym. A co nowego w sex'ie ???
RACHEL: Oh! Co nowego w sex'ie ???
PANI GREEN: Jedynym mężczyzna, z którym byłam to twój ojciec.
MONICA: Kroję, kroję, nic nie słyszę.
PANI GREEN: Bez obrazy dla ojca, ale pomyślałam, że mogło by być ich więcej.
RACHEL: Oh, przepraszam. Wiesz co ??? Nie mogę z tobą o tym rozmawiać. Przychodzisz tu, zrzucasz na mnie bombę, zanim w ogóle powiedziałaś ojcu. Co ??? Czego ty chcesz ??? Chcesz, żebym dała ci błogosławieństwo ???
PANI GREEN: Nie.
RACHEL: Chcesz o tym porozmawiać ???
PANI GREEN: Nie.
RACHEL: To co ??? Czego chcesz ???
PANI GREEN: Myślałam, że ty mnie zrozumiesz.
RACHEL: Niby dlaczego miała bym cię zrozumieć ???
PANI GREEN: Ty nie poślubiłaś swojego Barry'ego. Ja tak.
RACHEL: Oh.
[Następna scena]
MONICA: Dobra ludzie, mamy problem. Mamy tylko 12 godzin i 36 minut. Ruszać się!
CHANDLER: Monika, czuję, że brakuje ci tylko niemieckich napisów.
MONICA: Joey, pośpiesz się!
JOEY: Przykro mi, to te świnki. Niechętnie się owijają w ciasto!
PHOEBE: Monica, jak to się stało ??? Myślałam, że wszystko zaplanowałaś.
MONICA: Chcesz, żebym zaczęła płakać ??? Tego chcesz ??? Chcesz to zobaczyć ???
PHOEBE: >>Sir! No sir!<<
MONICA: [do Ross'a] Dobra, ty!
ROSS: Nie. Już mówiłem, że nie wezmę w tym udziału.
MONICA: Dobrze, posłuchaj Ross. Rozumiem, że ci głupio przez Carol i Susan, i współczuję ci, ale jak zaraz mi nie pomożesz to stworzę nową zakąskę: "świnki w Ross'ie". Kulki z melona!
CHANDLER: Hey! Czemu ja muszę tu tkwić i kroić, a on robi sobie kulki ???
[pukanie do drzwi]
MONICA: Cześć.
CAROL: Jak idzie ???
MONICA: Super. Według rozkładu. To moi weseli pomocnicy.[wszyscy pomrukują smutno]
CAROL: Wszystko jedno.
ROSS: Co się stało ???
CAROL: Nic. Ok, wszystko. chyba odwołamy ślub.
ROSS: Co ???
MONICA: Ale mi zapłacisz, nie ??? Albo dasz mi coś na pamiątkę.
ROSS: Carol, co się stało ??? O co chodzi ???
CAROL: Moi rodzice dzwonili i powiedzieli, że nie przyjadą.
ROSS: Oh mój Boże.
CAROL: Wiem, że się nie mogą z tym pogodzić, ale to moi rodzice. Powinni mnie poprowadzić i inne takie tam.
ROSS: Przepraszam, wszystko w porządku.
CAROL: A potem Susan i ja pokłóciliśmy się, bo powiedziałam, że może powinnyśmy odwołać ślub, a ona powiedziała, że nie robimy tego dla nich tylko dla siebie, a jeśli tego nie rozumiem to może lepiej odwołać. Nie wiem co robić.
ROSS: Sam nie wierzę, że to powiem, ale Susan ma rację.
CAROL: Tak myślisz ???
ROSS: Kochasz ją ??? Nie musisz odpowiadać z emfazą.
CAROL: Jasne, że tak.
ROSS: No i to jest to. Jeśli George i Adelaide nie mogą tego zaakceptować to do diabła z nimi. Jeżeli moi rodzice nie chcieli by, żebym za ciebie wychodził, nic by mnie nie powstrzymało. To twój ślub. Zrób to.
CAROL: Jasne, masz rację.
MONICA: Więc wracamy ???
CAROL: Do roboty.
MONICA: Słyszeliście ??? Obierać, siekać! Straciłam 2 minuty.
[na ślubie]
JOEY: Czuję się bezsilny, wiesz ??? Tyle kobiet i...nic. Czuję się jak superman bez mocy. Mam skrzydła, ale nie mogę się wzbić.
CHANDLER: Teraz już wiesz jak ja się czuję każdego dnia, ok ??? Świat to dla mnie ślub lesbijek.
[Ślubna muzyka zaczyna grać, Phoebe głośno odpakowuje cukierka.]
PHOEBE: [głosem pani Adelman] cukierka ??? Nikt ??? Dobra, później będziecie żałować.
[Monica pcha wózek z Ben'em. Susan prowadzona jest przez obydwoje rodziców. Carol przez Ross'a.]
CAROL: Dziękuję.
ROSS: Zawsze. [Nie chce jej puścić.]
CAROL: Ross. [potem ją puszcza]
KSIĄDZ: Bóg się cieszy jak dwoje ludzi, jakichkolwiek schodzi się z miłości. Przyjaciele, rodzino, zebraliśmy się tutaj, żeby połączyć Carol i Susan świętym węzłem małżeńskim.
PHOEBE: [głosem pani Adelman] Oh mój Boże. Teraz widziałam wszystko! [Głosem Phoebe] Odeszła. Poszła sobie. No dalej, pobierajcie się. Dalej...
[Na przyjęciu. Monica i Ross oglądają Carol i Susan robiących sobie zdjęcie.]
MONICA: Spójrz na nie ???
ROSS: Tak, nic nie można zrobić, ale...
JOEY: [do gości weselnych] Świnka w cieście smakuje ??? [jakiś facet przytakuje] Sam zawijałem.
PHOEBE: Tęsknię za Rose.
CHANDLER: Oh, Tak ???
PHOEBE: Wiem, że to dziwne, ale była dużą częścią mojego życia. Teraz czuję się trochę samotna.
KOBIETA: Wiesz, pewnie nie mogę pomóc, ale przypadkiem usłyszałam to co powiedziałaś i mówię ci: zapomnij o Rose, żyj dalej...może postawić ci drinka ???
PHOEBE: Ok, jak miło.
[Chandler próbuje ostrzec Phoebe, że ta kobieta leci na nią, ale Phoebe już go nie widzi.]
CHANDLER: [do atrakcyjnej kobiety] Pewnie nawet nie powinienem zaczynać ??? [kobieta odchodzi]
RACHEL: Hey, Mamo ??? Dobrze się bawisz ???
PANI GREEN: Oh, tak! Właśnie tańczyłam z ogromną kobietą, a 3 inne mrugały do mnie przy bufecie. Oh, nie mówię, że zamierzam skorzystać, ale miło mieć drugie wyjście.
RACHEL: Jest więcej alkoholu ???
[Susan zbliża się do Ross'a, który jest samotny]
SUSAN: Jak leci ???
ROSS: Ok.
SUSAN: Spełniłeś dziś dobry uczynek.
ROSS: Tak ???
SUSAN: Chcesz zatańczyć ???
ROSS: Nie, dziękuję.
SUSAN: Dalej. Pozwolę ci prowadzić.
ROSS: Ok.
[tańczą; Carol patrzy pełna miłości.]
CHANDLER: [do kobiety, która go porzuciła] No dobra, słuchaj. Penis schmenis. Wszyscy jesteśmy ludźmi. [Znów odchodzi.]
MONICA: Ok, jak myślicie, kto z nas pierwszy weźmie ślub ???
ROSS: Well, Mon, Ja już brałem.
PHOEBE: Tak, ja też...technicznie.
RACHEL: Ja też miałam ślub...prawie.
MONICA: Dobrze już, chciałam tylko rozpocząć interesującą dyskusję.
JOEY: Teraz ja. A kto z nas ostatni to zrobi ??? [wszyscy patrzą na Chandlera]
CHANDLER: Ben też gra ???
WSZYSCY: Oh, Tak!