RACH: Joey, mógłbyś zwolnić ??? Na pewno nie sprzedadzą wszystkich gazet o 1 w nocy.
JOEY: Jestem taki podniecony! Nikt o mnie jeszcze nie pisał.
MNCA: Byłeś niesamowity jako król. Byłam pod wrażeniem, naprawdę.
PHOE: Chociaż wiesz co ??? Może zechciał byś rozważyć, czy następnym razem nałożysz majtki. Jak usiadłeś na tronie było widać twoje...królewskie klejnoty.
JOEY: Znalazłem, mam! [czyta w gazecie] Jedyną gorszą rzeczą od bezmyślnej reżyserii to beznadziejny Joseph Tribbiani w roli króla.
CHAN: OK, to tylko opinia jednego gościa, dobra. Phoebs, czytaj twoją.
PHOE: OK. [czyta] Jedyną gorszą rzeczą od bezmyślnej reżyserii to...
CHAN: Ma ktoś inną gazetę ??? Ross, czytaj twoją.
ROSS: Nie chcę.
RACH: Joey, skarbie, nie wiedzą o czym mówią.
ROSS: Tak.
JOEY: Może jednak. Robiłem to przez 10 lat i nic nie osiągnąłem. Musi być jakiś powód.
ROSS: Daj spokój, przecież zarabiasz na życie.
JOEY: Nie, nie, nie, tak jest za ciężko. Nie warto. Rzucam to.
MNCA: Czekaj, czekaj, czekaj chwilę. Myślę, że to ci się spodoba. [Czyta z gazety] W tej miernej sztuce, Joseph Tribbiani zdołał osiągnąć najwyższy poziom... dokończenie na stronie 153...[przewraca] durnoty.
JOEY: Jak byłem mały, chciałem być weterynarzem, ale potem zrozumiałem, że bym musiał wkładać ręce w krowy i inne takie.
[Ross wchodzi, przybity.]
ROSS: Hiiiiii.
PHOE: Wszystko w porządku ???
ROSS: Tak, tak, miałem dziś ciężki dzień. Stegozaur przewrócił się i przygniótł dziecko. Czekaj, czekaj, poznaję tę marynarkę, to, to marynarka...Zabawnego Bobby'ego! Gdzie on jest ??? Jest tu, nie ???
MNCA: Może.
ROSS: Nie drocz się ze mną.
[Zabawny Bobby (FBOB) wychodzi z sypialni Moniki.]
FBOB: Geller!
ROSS: Hey, Zabawny Bobby!
FBOB: Hey. Zaraz, ćwiczyłeś, huh ???
ROSS: Wcale! Kocham tego faceta. Hey, cieszę się, że wróciłeś do mojej siostry!
MNCA: Ty i ja.
FBOB: Hey, coś mnie ominęło ???
PHOE: Oh, właśnie pocieszaliśmy Joey'ego.
FBOB: Hey, poderwać cię ???
JOEY: Nie, już wszystko w porządku. Naprawdę.
FBOB: Nie, poderwę cię.
JOEY: Hey nie, poważnie, nie musisz mnie podrywać... [Zabawny Bobby poderwał Joey'ego z ziemi. Joey się śmieje.] Dobra! To ciągle działa.
FBOB: OK, zanim pójdę, czy ktoś jeszcze chce, żeby go poderwać ??? [każdy podnosi rękę do góry] Nadal zamierzam iść.
MNCA: OK, zobaczymy się później kochanie.
FBOB: Uh, uwaga: publiczne okazywanie uczuć. Zakryjcie oczy. [całuje Monikę]
[Chandler i Joey oglądają, Rachel odwraca się od Moniki.]
FBOB: Do zobaczenia. [wychodzi]
ALL: Cześć!
PHOE: Zabawny Bobby jest wspaniały.
MNCA: Oh, no nie ??? Oh, wiecie co, myślę, że tym razem nam wyjdzie. Ostatni byłam taka przygnębiona, bez pracy, bez chłopaka. Przynajmniej teraz mam pół filiżanki.
PHOE: Połowa wypełniona miłością.
MNCA: Na uczczenie naszych 2 tygodni razem, zabierze mnie na weekend do domku jego kuzyna.
PHOE: Domek miłości.
RACH: Wypiliśmy dziś dość dużo wina. [podchodzi do stolika, trzymając 5 pustych butelek po winie.]
MNCA: Tak ??? Ja tylko 2 kieliszki.
JOEY: Ja tylko 1.
PHOE: Dwie.
RACH: Ja też 1.
CHAN: A ja kubek z kośćmi historii naturalnej.
RACH: OK, wychodzą...tylko 2 butelki ??? A przecież poszło pięć ???
[Wszyscy patrzą na drzwi, którędy wyszedł Zabawny Bobbie.]
ROSS: Oooooh.
JOEY: [zrozumiał wreszcie to, co wszyscy przed minutą] Ooooooh.
MNCA: To co. Trochę dużo wypił.
ROSS: Tak, ale prawdę mówiąc nigdy nie widziałem go bez drinka.
PHOE: Tak. Oh, OOOH, tak i zauważyliście, że wszystkie opowieści zaczyna od słów: "Byłem taki nawalony", albo "Tak się naprółem", albo "Kiedy obudziłem się w tym kuble na śmieci"...
JOEY: Monica, widziałaś go kiedyś jak nie pił ???
MNCA: Po prostu zawsze chodzimy tam, gdzie można sobie wypić. Poszliśmy na degustacje win, do klubu czy do...zoo.
[Scena: Monica, Zabawny Bobby i Phoebe siedzą w Central Perk'u. Rachel podaje im zamówienia. Przyniosła kubek dla Moniki.]
MNCA: Rach, to mleko bez tłuszczu ???
RACH: Ehhhummmm, nie wiem, spróbuj.
MNCA: [próbuje] Mmmm, nie.
RACH: Za późno, przykro mi, już spróbowałaś.
FBOB: [wyciąga flaszkę] Co wy na to, żebyśmy sobie zrobili kawę po irlandzku ???
[Phoebe i Rachel patrzą z niepokojem.]
PHOE: Um, ciasto.
RACH: Właśnie, przyniesiemy...trochę ciasta. [Phoebe i Rachel idą do bufetu.]
MNCA: Wiesz co ??? Ostatnio wiele rzeczy robisz po irlandzku.
FBOB: Chciałem zrobić po belgijsku, ale trudno wcisnąć wafle do flaszki.
MNCA: Bobby.
FBOB: Tak, OK.
MNCA: Słuchaj, może to nie moja sprawa, albo moja, nie wiem..., ale martwię się o ciebie.
FBOB: OK, To nie pierwszy raz jak ktoś mi to mówi, no nie wiem...,ale zawsze wymyślam wtedy wymówki typu: "piję dla towarzystwa", albo "mamy święto".
MNCA: A co powiesz teraz ???
FBOB: Chyba to, że spróbuje z tym skończyć. To miło, że się o mnie martwisz. [obejmują się]
PHOE: [wraca z ciastem] więc, co się dzieje, huh ???
FBOB: Postaram się rzucić picie.
PHOE: [smutno] Ooohh, czemu ???
[Chandler i Joey wchodzą.]
CHAN: Hey.
JOEY: Hey.
MNCA: Hey.
PHOE: Hey.
CHAN: Zgadnijcie kto wrócił do interesu.
PHOE: Ohh, ohh, Lorne Green ???
CHAN: Nie, nie, Phoebs. I wiesz czemu ??? Bo on nie żyje.
PHOE: Oh, nie.
CHAN: OK, Pewnie zabrzmi to trochę dziwnie, ale to Joey.
JOEY: Tak, mój agent załatwił mi przesłuchanie do "Dnia z życia"!
PHOE: Oh, musimy to uczcić. Wiecie co powinniśmy zrobić ??? Powinniśmy zrobić scenę z opery mydlanej.
CHAN: Hey, tak...wszyscy prześpimy się razem, a jedno z nas dostanie amnezji.
PHOE: Hey Rach, o której kończysz ??? Zamierzamy coś dziś zrobić.
RACH: Ummmm....właściwie to już, ale mam plany.
MNCA: [zdziwiona] Masz innych przyjaciół ???
RACH: Tak...idę...na randkę.
MNCA: Co ???
JOEY: Z mężczyzną ???
RACH: Co ??? Co w tym dziwnego ???
JOEY: A co z Ross'em ??? Ciągle jesteś na niego zła, bo zrobił tą listę o tobie ???
RACH: Nieeee, nie, już nie. Nic już do niego nie czuję.
MNCA: O czym ty mówisz ???
RACH: Nie wiem. Cokolwiek do niego czułam...już mi minęło.
PHOE: Ale byliście tak blisko.
RACH: Oh, wiem, przykro mi. Musicie się pogodzić z tym, że nie spotykam się z Ross'em.
[Russ wchodzi do Central Perk'u. Wygląda jak Ross, z wyjątkiem włosów i podbródka (to rzecz jasna David Schwimmer w podwójnej roli).]
RACH: To on. Cześć. To jest Russ.
RUSS: [brzmi jak Ross] Czeeee.
[Wszyscy patrzą na siebie z zaskoczenia.]
[Scena: Estelle Leonard Talent Agency. Estelle (ESTL) rozmawia przez telefon.]
ESTL: Przestań mówić, że nie masz talentu, jesteś bardzo utalentowany. Tylko, że odkąd zdechł twój ptak nic się nie dzieje, nie ma nic. Oh, skarbie, przestaniesz ??? [pukanie do drzwi] Oooh, ooh, Zadzwonię później.
[Joey wchodzi.]
ESTL: Oto mój ulubiony klient. Powiedz kochanie, jak przesłuchanie ???
JOEY: Myślę, że poszło nieźle. Zadzwonią w czwartek.
ESTL: Joey, widziałeś mnie kiedyś w ekstazie ???
JOEY: Nie.
ESTL: No to patrz. [Prawie się uśmiecha.]
JOEY: OK, uh...słuchaj, muszę z tobą o czymś pogadać. Ta pani, która wybiera...
ESTL: Oh, czy Lori nie jest świetna ???
JOEY: Oh tak, tak, jest wspaniała, ale...miałem uczucie jakby ona...leciała na mnie. I pewnie dostał bym tę rolę jakbym...no wiesz...jakbym wepchnął generałka.
ESTL: Oh, rozumiem. Zaraz zadzwonię i dowiemy się o co chodzi i wyjaśnimy to. [podnosi słuchawkę] Tak, cześć, proszę Lori. [pauza] Witaj kochanie. Jak ci się podobał Joey Tribbiani w roli taksówkarza, czyż nie jest wspaniały ??? [pauza] Uh-huuuuh. [pauza] Uh-huuuuh. OK, to narazie. [odkłada słuchawkę] [do Joey'ego] Tak, będziesz musiał się z nią przespać.
[Scena: Central Perk. Monica i Rachel przy bufecie, Phoebe, Chandler, i Zabawny Bobby na kanapie.]
RACH: O co chodzi ???
MNCA: O Zabawnego Bobby'ego.
RACH: Co, nie jest trzeźwy ???
MNCA: Oh, on jest. Okazało się jednak, że Zabawny Bobby był zabawny jak był pijany.
RACH: Ohhh, OK.
[Monica wraca na kanapę i siada koło Zabawnego Bobby'ego.]
MNCA: To dla ciebie skarbie. [podaje mu kawę]
FBOB: Dzięki. Chcecie usłyszeć coś zabawnego ???
MNCA: Oh Boże, tak!
FBOB: Po północy w Village nie ma otwartych sklepów żelaznych.
PHOE: To jest zabawne.
FBOB: Potrzebowałem kupić młotek, ale okazało się, że w Villege nie ma otwartych sklepów żelaznych po północy.
MNCA: Ahhh, skarbie ??? Nie powinieneś być teraz na przesłuchaniu???
FBOB: Oh tak. Do zobaczenia. [wychodzi]
CHAN: Cześć...wyjątkowo nudny Bobby.
MNCA: Oh...mój...Boże.
PHOE: Nie jest tak źle.
MNCA: Nie tak źle ??? Słyszałaś historyjkę o młotku ???
PHOE: OK, OK, nie bądź grymaśna.
RACH: Może trzeba było z nim być ( w tym sklepie ).
MNCA: Ale ja zamierzam z nim być...do końca życia. Nie mogę z nim zerwać. To ja sprawiłam, że nie pije. Jest nudny przeze mnie.
PHOE: Nie mów tak. Pewnie zawsze był nudny. Ty to tylko uwolniłaś.
[Russ wchodzi, przechodzi za Chandler'em.]
RUSS: Cześć.
CHAN: [odwraca się] Hey Ross.... bahhhh!
RACH: Cześć Russ, muszę jeszcze wytrzeć 2 stoliki i możemy iść, OK ???
RUSS: Usiądę tu i pogadam z twoimi...przyjaciołowatymi.
[Phoebe podchodzi do Rachel, czyszczącej stolik.]
PHOE: Rachel ??? Um, cześć.
RACH: Cześć.
PHOE: OK, wiesz co robisz, nie ???
RACH: Uhh.... podaję ???
PHOE: Tak, ale... znaczy się nie. Czy Russ nie przypomina ci kogoś ???
RACH: [patrzy na niego] Huh, Bob'a Saget'a ???
PHOE: [patrzy na Russ'a] Oh, tak! Nie, nie, nie, nie, oh, oh.
[Phoebe odwraca się, ale Rachel już odeszła. Ross wchodzi.]
PHOE: Oh, mój, oh!
ROSS: Co ??? Coś nie tak ???
PHOE: Ja, OK....
MNCA: Jest zmartwiona, bo rano posmarowała tosta masłem z pająkiem.
ROSS: Dobra.
CHAN: [do Phoebe] Słuchaj, wszystko będzie dobrze, OK. [przedstawia Russ'a Ross'owi] Ross, Russ. Russ, Ross.
RUSS: Cześć.
ROSS: Cześć.
RUSS: Jesteś przyjacielem Rachel ???
ROSS: Tak, tak jestem. A ty ???
RUSS: Właściwie jestem...no wiesz...randkowatym przyjacielem.
ROSS: Randka.
RUSS: Tak, jestem jej randką.
ROSS: Oh, oh, jesteś jej...oh...randka.
CHAN: Wiecie, jest dobrze, bo jeśli kiedyś stracimy Ross'a to mamy zapas.
RUSS: Oh, jesteś tym paleontologiem.
ROSS: Tak, tak a ty...
RUSS: Dentystom.
MNCA: Widzisz ??? Różnią się jak noc i...później w nocy.
ROSS: Wezmę sobie coś do picia. Miło było cię poznać.
RUSS: Mnie też.
[Ross zbliżył się do Rachel przy bufecie.]
ROSS: Poznałem Russ'a.
RACH: Oh.
ROSS: Nie wiedziałem, że spotykamy się z innymi.
RACH: Nie spotykamy się z innymi więc...
ROSS: Chciałem poinformować cię, że w muzeum jest specjalistka od ciem i innych uskrzydlonych, której się podobam tak jak...no wiesz. Do tej pory trzymałem ją na dystans, ale skoro tak...
RACH: Tak, właśnie tak.
ROSS: OK, miłego wieczoru.
RACH: Um, Russ, gotów ???
RUSS: Tak.
RACH: Cześć.
MNCA: Cześć.
PHOE: Cześć.
[Russ i Rachel wychodzą razem.]
ROSS: [smutny] Ona się umawia. Umawia się.
CHAN: Tak, tak, ale widziałeś z kim ???
ROSS: O co ci chodzi ???
MNCA: Nie widziałeś ???
ROSS: Czego ??? Nie wiem co ona widzi w tym...ciemniaku. I wystarczył jej tydzień na zmianę zapatrywań.
CHAN: Tak, to wkurzające, nie ???
ROSS: ....................Tak.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Joey robi sos i nakłada go do słoików. Chandler wchodzi.]
CHAN: Hey.
JOEY: Hey.
CHAN: Whoa, whoa, zgaduję, że albo nie dostałeś roli, albo...Włoch krzyczą, że są głodni ???
JOEY: Rola jest moja, jak będę ją chciał.
CHAN: Oh mój Bożę!
JOEY: Tak, jeśli prześpię się z dyrektorką od obsady.
CHAN: [nie wie jak zareagować] Oh mój...Boże ???
JOEY: 10 lat, czekałem na taki przełom, 10 lat! Dni z Życia lecą w telewizji.
CHAN: I co zrobisz ???
JOEY: Mógłbym się z nią przespać, ale...jak ???
CHAN: Mam poradnik, z którego wyczytałem wszystko co potrzeba wiedzieć o tym.
JOEY: Nigdy nie spałem z nikim, żeby dostać rolę.
CHAN: Czy ona...[sięga po ciastko do słoika, wyjmuje rękę, popapraną w sosie.]
JOEY: Przepraszam.
CHAN: W porządku...jest ładna ???
JOEY: Tak, nawet bardzo. Gdybym spotkał ją w barze, albo gdzieś to...postawił bym jej śniadanie. [pauza] Po tym jak bym się z nią przespał.
CHAN: Może to całkiem dobry interes. Dostaniesz świetną rolę i sex. Dorzucisz grubasa i drzewko i masz boże Narodzenie.
JOEY: Nie chcę tego robić w ten sposób. Zawsze zastanawiał bym się czy dostałem tę rolę dzięki talentowi czy generałkowi.
CHAN: Kiedyś nazywałeś go majorkiem ???
JOEY: Tak, ale po Denise DeMarco, musiałem go awansować.
[Scena: Restauracja. Zabawny Bobby i Monica zamawiają.]
KELNER: Podać coś z barku ???
MNCA: Tak, poproszę. [patrzy na Zabawnego Bobby'ego, zmienia zdanie] Nie, nie dziękuję.
FBOB: Jak...jak chcesz się czegoś napić to w porządku. Będę musiał do tego przywyknąć.
MNCA: Nie, nie koniecznie. Nie czuła bym się dobrze. [do kelnera] Tylko wodę.
FBOB: Jak zgasło światło w mojej lodówce...
MNCA: [łapie kelnera, który jeszcze nie zdążył odejść] Szkocką z lodem.
[Scena: Central Perk. Chandler siedzi na kanapie pomiędzy Russ'em a Ross'em, rozwiązuje krzyżówkę.]
CHAN: Ale zabawa, co Ross ??? Chcesz następną, huh Russ ??? OK... 11 liter, liczba atomowa 101... kończy się na: ium.
RUSS: Dysproz.
ROSS: [protekcjonalnie] Dysproz ??? Weź wpisz mendelev.
CHAN: Mały numer 2 wygrał. o ile 9 pionowo, Knights in White Satin śpiewała Doody Blues.
[Phoebe i Rachel rozmawiają przy bufecie.]
PHOE: Nie widzisz ??? Naprawdę nie widzisz ???
RACH: Co ???
PHOE: OK umawiasz się z Ross'em.
RACH: Nie, Phoebs. Z Russ'em.
PHOE: Russ to Ross. Russ... Ross!
RACH: Jurek...ogórek!
PHOE: OK, nie ma takiego imienia.
RACH: Phoebe,o czym ty do diabła mówisz ??? Poza podobnymi imionami niczego tu nie widzę.
[Patrzą na Russ'a i Ross'a.]
ROSS: [do Russ'a] Do twojej wiadomości mówi się "szuler" a nie "szu".
RUSS: Nie możesz bardziej się mylić. Jestem pewien, że nie masz racji.
CHAN: OK, pójdę po kawę zanim zaczniecie wtykać sobie palce w oczy.
RUSS: Wiem jaki masz problem.
ROSS: Oh tak ???
RUSS: Um-hum, jesteś zazdrosny.
ROSS: O co niby ???
RUSS: Jesteś zazdrosny bo ja jestem prawdziwym lekarzem .
ROSS: Hey, Jesteś lekarzem od dziąseł. To najmniejsza cześć ciała. Pierwszego dnia uczą o płukaniu, a następnego dają dyplom.
RUSS: Hey, daj skończyć.
ROSS: Nie, nie, to ty daj skończyć.
RUSS: Nie, ty.
ROSS: Nie ty...
[Rachel podchodzi i staje za nimi.]
ROSS: Cześć.
RUSS: Cześć.
RACH: Ewww, ewww, ewww, ewww! [odwraca się]
[Scena: Ross, Phoebe, Rachel i Chandler w mieszkaniu Moniki i Rachel.]
RACH: Joey mówił co zamierza ???
CHAN: Nie, chyba sam nie wiedział. Przespała byś się z kimś, żeby dostać pracę ???
RACH: Nie wiem, zależy z kim ???
CHAN: Ze mną.
RACH: Czemu miała bym z tobą spać ???
CHAN: To moja gra. Chcesz tę robotę czy nie ???
[Monica wychodzi z sypialni.]
CHAN: Hey.
MNCA: Dzień dobry.
ROSS: Gdzie jedziesz ???
MNCA: Bobby i ja wyjeżdżamy na weekend, pamiętasz ???
ROSS: Ooooohhhh.
[Monica wkłada do torby kilka butelek alkoholu.]
PHOE: Po co ci tyle alkoholu ???
ROSS: O co chodzi, czy Bobby znów pije ???
MNCA: Oh nie, nie, to nie dla niego, to dla mnie. Dzięki temu jest trzeźwy, a ja znoszę jego opowieści o sznurowadłach.
[Pukanie do drzwi, powolne.]
RACH: Oh Boże, nawet pukanie jest nudne.
[Monica otwiera. To Zabawny Bobby.]
MNCA: Cześć. Zaraz będę gotowa.
FBOB: Uh, możemy porozmawiać ???
MNCA: Jasne.
[Wychodzą na zewnątrz.]
FBOB: Na prawdę ciężko mi to mówić.
MNCA: Oh Boże, wypadłeś z wózka ???
FBOB: Oh, nie, nie, chodzi o ciebie.
MNCA: Co o mnie ???
FBOB: Chyba masz problemy z alkoholem.
MNCA: To ??? [trzyma swoje butelki] Oh, to tylko środki dezynfekujące.
FBOB: Jestem za słaby na związek z drugą osobą, OK ???
MNCA: Oh... cholera.
FBOB: Mimo wszystko myślę, że możemy być przyjaciółmi.
MNCA: OK.
[Obejmują się i całują.]
MNCA: Trzymaj się.
FBOB: Ty też.
[Zabawny Bobby odchodzi, a Monika wraca do środka.]
RACH: Co się stało ???
MNCA: Właśnie...zerwaliśmy.
GANG: Awwwwwwww.
[Ross, Phoebe, Chandler i Rachel wymieniają pieniądze.]
MNCA: [trzyma butelki] Ktoś ma ochotę ???
CHAN: Ja wezmę jedną. Czasem mam ochotę potrzymać coś takiego i udawać olbrzyma.
[Joey wchodzi.]
JOEY: Hey.
GANG: Hey!
ROSS: Jak poszło ???
JOEY: To było niesamowite! Jak tylko wszedłem owinęła się wokół mnie.
CHAN: I co zrobiłeś ???
JOEY: Nie mogłem tego zrobić. Powiedziałem jej, że nie chcę tej roli w ten sposób.
ROSS: No i dobrze.
JOEY: Ale czekaj, czekaj. Ale potem złapała mnie w windzie i zaproponowała jeszcze większą rolę.
PHOE: I...co ???
JOEY: Iiiii... patrzycie teraz na doktora Ramorey'eja, neurochirurga, występującego co najmniej w 4 odcinkach!
GANG: Świetnie!
JOEY: Dobra...muszę pod prysznic. [wychodzi]
[Phoebe, Ross, Rachel, Chandler znów wymieniają pieniądze.]
RUSS: Cześć.
CHAN: Oh, hey.
PHOE: Cześć.
RUSS: Słyszeliście pewnie, że Rachel rzuciła mnie.
CHAN: Tak, przykro nam.
RUSS: Powiedziała mi tylko, że jej kogoś przypominam. Może wiecie o kim mówiła ???
[Chandler i Phoebe udają, że nie wiedzą.]
PHOE: Ja wiem...Bob'a Saget'a. Nie nawidzi go.
RUSS: Oh.
[Wchodzi Julie...była dziewczyna Ross'a.]
JULIE: Hey.
CHAN: Hey!
PHOE: Hey, Julie! Hey, co u ciebie ???
JULIE: Um, nic takiego. Z Ross'em było lepiej, ale dziękuję. Przyniosłam kilka jego rzeczy, które...
[Russ i Julie patrzą na siebie i chyba wpadli sobie w oko. Muzyka potęguje nastrój...]