"Tata Phoebe"


Oryginał napisany przez: Jeffrey Astroff and Mike Sikowitz
Przepisane przez: Josh Hodge.
Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan SIlverstein.

Tłumaczenie: Sito
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica, Rachel, Ross, i Phoebe tam są. Phoebe patrzy przez okno.]

PHOEBE: Ooh, ooh, ooh, ooh, ooh. Wstrętny, goły facet ubiera swoją choinkę. O mój Boże, powinniście zobaczyć jakie ma wielkie bombki.

[Wchodzą Chandler i Joey.]

JOEY: Hey.

CHANDLER: Hey.

RACHEL: Hey.

JOEY: Ile w tym roku daliście gospodarzowi ???

CHANDLER: No, zamierzaliśmy dać 50, ale jak dajecie więcej to nie chcemy wypaść źle.

MONICA: Oh, w tym roku robimy dla niego domowe ciasteczka.

CHANDLER: Zostaje po 25.

JOEY: Dajecie ciasteczka ???

MONICA: Pieniądze są takie bezosobowe. Ciasteczka świadczą o uczuciu...dobra nie mamy forsy, ale to z ciasteczkami to prawda.

PHOEBE: Talerz ciasteczek wyrecytował mi kiedyś Limerick.

CHANDLER: Phoebs, o coś cię zapytam, to były wesołe ciasteczka ???

PHOEBE: Nie dokładnie. Ale wiesz co, myślę, że miały krem na czubku.

ROSS: Komu jeszcze daliście ciasteczka ???

RACHEL: Uhh, listonoszowi, gospodarzowi.

[Coś walnęło w drzwi.]

MONICA: Oh, i gazeciarzowi.

[Joey otwiera drzwi i podnosi resztki gazety.

JOEY: O mój Boże.

RACHEL: Co ???

JOEY: Uhhh, Chyba wam się to nie spodoba.

[Joey pokazuje im podarte gazety.]

RACHEL: Ooh, goooosh, ooh, ciasteczka rozmazane na kolumnie sportowej.

MONICA: Oh patrzcie, rozwiązał moją krzyżówkę.

ROSS: Yeah, ale nie dokładnie, chyba, że 14 poziomo, 'musical Gershwin'a' to cmoknijmniecmoknijmniecmoknij.

INTRO


[Scena: Central Perk. Monica, Chandler, i Joey siedzą na kanapach. Rachel robi coś za bufetem.]

JOEY: Nie mogę uwierzyć, że już mamy Boże Narodzenie. Jednego dnia jesz indyka, a potem gęsi lecą do ciepłych krajów.

CHANDLER: Dlatego teraz gęsi mogą odetchnąć o tej porze.

[Ross wchodzi i niesie kilka toreb z zakupami.]

ROSS: Hey.

CHANDLER, MONICA, i JOEY: Hey.

[Ross zbliża się do Rachel przy bufecie.]

ROSS: Hey Rach. Kupiłem ci mały prezent. [Rachel nie jest zainteresowana]...Ja otworzę. To sprężynka z reklamy! Pamiętasz, huh. [śpiewa] zbiega po schodach, sama, albo w parach, każdy wie, że to......to tylko sprężyna. Ciągle jesteś na mnie zła z powodu tej całej...

RACHEL: O tę okropną listę powodów, dla których nie warto ze mną być ???

ROSS: Co ty na to, żebyśmy od teraz nazywali to 'niefortunnym wypadkiem' ??? [Rachel odchodzi] Hey Gunther, masz w domu schody ???

GUNTHER: Tak.

ROSS: Masz, poszalej sobie. [daje mu to i przysiada się do innych na kanapie]

ROSS: Co tam.

CHANDLER, MONICA, i JOEY: Hey.

CHANDLER: Co masz w torbie ???

ROSS: Um, tylko kilka prezentów.

JOEY: No dalej, pokaż co kupiłeś...wiemy, że chcesz.

ROSS: [dziecinnie] OK. OK, to ramka od Bena dla moich rodziców, huh.

MONICA: Słodkie.

ROSS: A to ręczniki "dla niej i dla niego"...dla Susan i Carol. A to, uh, bluza dla mamy.

[Ross podniósł ją do góry. Niesamowita tandeta, z naszytymi medalami na niej.]

MONICA: Ross, jest cudowna!

ROSS: Tak ???

MONICA: Patrzcie na te autentyczne podróbki medali. Mówię ci, mama zostanie królową balu wojskowych przebierańców.

[Phoebe wchodzi.]

PHOEBE: Hey.

WSZYSCY: Hey. Cześć Phoebe.

PHOEBE: Wesołych świąt. [zobaczyła ramkę Ross'a] O mój Boże, gdzie to kupiłeś ???

ROSS: Uh, u Macy'ego, 3 piętro, wyposażenie domu.

PHOEBE: To mój ojciec, to zdjęcie mojego ojca.

CHANDLER: Gdzie tam, Phoebs, to tylko facet z ramki.

PHOEBE: No nieprawda, to mój tata, dobra, pokażę wam.

RACHEL: Phoebe, Myślałam, że twój ojciec jest w więzieniu.

PHOEBE: Nie, to mój ojczym. Mój prawdziwy ojciec to ten, co uciekł od nas zanim się urodziłam.

RACHEL: Czemu nigdy nie byłaś u Oprah'y ???

PHOEBE: [pokazuje swoje zdjęcia] OK, patrzcie, to on. Mama dała mi te zdjęcia zanim umarła, ten sam.

MONICA: Skarbie, uh, do ramki ten facet pozował na jasnoniebieskim tle z pieskiem .

PHOEBE: To nie tło... to jest, może to był taki jasny dzień. OK, muszę porozmawiać z babcią. [wychodzi]

MONICA: Oh, poczekaj.

WSZYSCY: Phoebs. [Phoebe poszła]

MONICA: Wow.

JOEY: A więc..., Namawiam byłą żonę mojego szefa, żeby się ze mną przespała.

WSZYSCY: Joey!

JOEY: Oh, a kiedy Phoebe ma problem, to wszyscy słuchają!

[Scena: Mieszkanie babci Phoebe. Babcia siedzi na stole, czyta nekrologi i wykreśla nazwiska z książki telefonicznej.]

BABCIA: Esther Livingston. [wykreśla] Nie ma.

[Phoebe wchodzi.]

BABCIA: Cześć, Phoe.

PHOEBE: Cześć babcia. Co robisz ???

BABCIA: Oh, aktualizuje książkę kucharską.

PHOEBE: Um, mogę zobaczyć jeszcze raz zdjęcia mojego taty ???

BABCIA: [zdenerwowana] Oh. Oh, jasne, jasne, uh, uh, po co ???

PHOEBE: Tak, żeby go zobaczyć.

BABCIA: Oh, tak, tak. [wyjmuje pudełko ze zdjęciami] To jest twój ojciec na łące, uh, tu pomaga chłopcu puszczać latawiec, a tu na dyplomach...kolejne dyplomy...jeszcze jedne.

PHOEBE: OK, to naprawdę mój ojciec ???

BABCIA: Czy to twój ojciec...dobre...naturalnie, że tak.

PHOEBE: OK, czuję dym. Może dlatego, że czyjeś spodnie się palą.

BABCIA: Słuchaj ja...

PHOEBE: Przez tyle lat byłyśmy babcią i wnuczką i nigdy mnie nie oszukałaś.

BABCIA: Dobrze, to nie twój ojciec, to zdjęcie jakiegoś faceta w ramce.

PHOEBE: Boże.

BABCIA: To pomysł matki. nie chciała, żebyś go poznała bo ją porzucił, nie zgadzałam się z nią, ale kiedy umarła, trudniej było mi się z nią kłócić. Nie niemożliwie, ale trudniej.

PHOEBE: Dobrze, więc nie jest sławnym drzewnym chirurgiem ??? I nie mieszka w Burma'e w chacie bez telefonu ???

BABCIA: Ostatnio słyszałam, że pracuje jako farmaceuta.

PHOEBE: OK, to bez sensu. Po co tubylcy by czcili farmaceutę ???

BABCIA: Skarbie.

PHOEBE: [zrozumiała] Oh.

BABCIA: Nic więcej nie wiem. [podaje Phoebe jakąś rzecz] To naprawdę on.

PHOEBE: Oh.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel, Chandler, i Joey ubierają choinkę.]

CHANDLER: Wiecie, pamiętam mojego tatę ubranego w czerwony garnitur, wielkie czarne buty i skórzany pas skradającego się na dole, nie chciał, żeby ktoś go zobaczył, bo był pijany, ale i tak zawsze potykał się i wszystkich budził.

RACHEL: To raczej miałeś smutne święta.

CHANDLER: A kto mówił o świętach ???

[Monica i Ross wchodzą.]

MONICA: Cześć.

ROSS: Hey, Phoebe odezwała się ???

RACHEL: Nie, nic.

MONICA: Mam nadzieję, że wszystko jest OK.

JOEY: Tak, wiem dokładnie co teraz przechodzi.

MONICA: A skąd wiesz ???

JOEY: Bo nam powiedziała.

CHANDLER: Co tam masz ???

MONICA: Kilka rzeczy na przyjęcie.

ROSS: A co wy tu robicie, nie powinniście teraz robić świątecznych zakupów ???

MONICA: Nie kupiliście jeszcze prezentów ??? Jutro wigilia, co zamierzacie zrobić ???

CHANDLER: Boisz się, że nic nie dostaniesz ???

RACHEL: Oh, przy okazji, listonoszowi też chyba nie spodobały się ciasteczka. Tu są ozdoby choinkowe od twojej mamy. [podaje Monice rozwalone pudełko]

MONICA: A może mu smakowały, tylko daliśmy za mało.

JOEY: Monika, gołębie szybciej się uczą.

[Ross zbliża się do Rachel, zdala od innych.]

ROSS: Hey, Rach, wiesz co ??? Wiesz co poprawi ci samopoczucie ??? Może zrobiła byś listę o mnie.

RACHEL: Zapomnij, nie, Nie zamierzam robić listy o...

ROSS: No dalej Rachel.

RACHEL: OK, jesteś płaczliwy, tchórzliwy i słaby i nigdy nie wykorzystujesz szans. Podobałam ci się przez rok i nic nie zrobiłeś. Poza tym nakładasz za dużo żelu na włosy.

ROSS: Widzisz, zrobiłaś to.

RACHEL: Tak, wiesz co, naprawdę poczułam się lepiej. Miałeś rację. Dzięki Ross. [Rachel odchodzi, a Ross sprawdza, czy to co mówiła jest rzeczywiście prawdą i kładzie rękę na włosach]

[Scena: U babci. rozmawia przez telefon]

PHOEBE: Tak, um, w Albany, poproszę o numer Franka Buffay...OK, um, w Ithica..., Saratoga...Oneonta. Dobra, wiecie co, nie powinniście się nazywać informacją. [odkłada słuchawkę]

[Babcia Phoebe wchodzi]

BABCIA: Hey.

PHOEBE: Cześć babciu, o ile to twoje prawdziwe imię.

BABCIA: Daj spokój Phoebe, nie bądź dłużej na mnie zła. Jak ci leci ???

PHOEBE: Nie najlepiej. Północ jest duża, a on mały, sama policz.

BABCIA: Lepiej ci będzie bez niego. To twój ojciec, ale dla mnie zawsze będzie nie odpowiedzialnym smarkiem, który porzucił matkę i skradł jej gremlinka.

PHOEBE: Nie, chciałam tylko wiedzieć kim był.

BABCIA: Wiem. OK, Nie byłam z tobą do końca szczera, jak ci mówiłam, że nie wiem gdzie on mieszka.

PHOEBE: Znaczy się ???

BABCIA: Mieszka przy Laurel Drive 74 w Middletown. Kolejką go ominiesz. Weź moją taksówkę.

PHOEBE: Wow. Dziękuję.

BABCIA: Pamiętaj, żeby nikomu nie dawać prowadzić taksówki.

PHOEBE: Uh-huh, jasne. Ooh, Zobaczę tatę. Życz mi powodzenia, dziadku! [posyła całusa Einsteinowi ze zdjęcia]

[Scena: Chandler czeka na rogu ulicy na Phoebe. Joey podchodzi.]

JOEY: Phoebe już przyjechała ???

CHANDLER: Jasne, jest w niewidzialnej taksówce...wskakuj.

JOEY: Niech lepiej się pośpieszy, hurtownie zamykają o 7.

CHANDLER: Hey, spokojnie. Dojedziemy w 2 godziny, spotkają się, pogadają, wymienią historię życia, wrócimy i będziemy mieć mnóstwo czasu.

[Phoebe podjeżdża]

JOEY: Hey, jedzie.

Chandler: Hey.

JOEY: Hey.

[Phoebe najeżdża na krawężnik. Joey siada z tyłu, Chandler z przodu]

PHOEBE: Hey.

JOEY: Hey.

PHOEBE: Możecie w to uwierzyć. Za 2 godziny będę miała tatę. Eeeshk.

CHANDLER: Eeeshk.

JOEY: Tak, duża sprawa.

PHOEBE: OK, jedziemy.

CHANDLER: OK.

PHOEBE: Dobra, trzymaj to. [podaje Chandlerowi kartkę papieru]

CHANDLER: OK. [czyta to] Hamulec z lewej, gaz po prawej ???

PHOEBE: Uh-huh, to moja ściągawka.

CHANDLER: [sięga po pasy] A gdzie moje pasy ???

PHOEBE: Oh, nie, nie, z tej strony nie ma, tamten bok rozcinali ratownicy. [Chandler wyskakuje z samochodu]

CHANDLER: [Chandler siada z tyłu] Hey!

JOEY: Hey. [Phoebe rusza, Joey'ego i Chandler'a aż rzuciło na siedzenia.]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica przygotowuje przyjęcie, a Ross ciągle ją wypytuje.]

ROSS: No powiedz mi, proszę, proszę.

MONICA: Po raz szesnasty, nie... nie masz obsesji.

[Rachel wchodzi ze swojego pokoju]

RACHEL: Ależ tu gorąco.

***************************************** MONICA: Rach, zajmij się tym. [Rachel łapie za kurek, ale go urwała] Ross, możesz przykręcić ogrzewanie ???
***************************
ROSS: Jasne. Przy okazji, jest różnica między obsesją a...

MONICA: Ross, ogrzewanie!

ROSS: Już, OK! Ogrzewanie, ogrzewanie, ogrzewanie, i ja tu mam obsesję. [idzie do kaloryfera i łapie za kurek] OK, tak jest więcej, a tak...[urywa kurek] nie ma.

RACHEL: Popsułeś kaloryfer ???

ROSS: Nie, nie, kręciłem gałką i...mam ją tutaj.

MONICA: Wsadź ją z powrotem.

ROSS: Nie da się.

RACHEL: Dzwonię do gospodarza.

MONICA: Daj, ja spróbuje.

ROSS: Oh, oh jasne, zapomniałem, że umiesz spawać.

MONICA: Hey, to wcale nie jest śmieszne.

RACHEL: [przez telefon] Hi, pan Treeger. Witam tu Rachel Green z góry. Tak, ktoś, wyrwał kurek z kaloryfera i jest tu naprawdę gorąco. Tak można piec ciastka. Można załatwić nowy przed 6 ??? Co, nie, nie, wtorek, nie możemy tyle czekać, mamy dzisiaj przyjęcie.

ROSS: OK, daj mu w łapę.

MONICA: Nie, jak mu nie smakują ciasteczka, szkoda, nie ugnę się. Jeżeli będzie trochę cieplej to przyjęcie będzie ciekawsze.

ROSS: I wszyscy będą się czuli jak bekon.

[Scena: Przed domem ojca Phoebe. Zatrzymują się.]

PHOEBE: Ooh, to tu, 74. [hamowanie z piskiem opon, Joey'ego i Chandler'a rzuciło na szybę oddzielającą pasażerów od kierowcy]

CHANDLER: Oh, więc po to to jest.

PHOEBE: Wow, to już tu, spotkam tatę. To największa rzecz, huh.

CHANDLER: Tak.

JOEY: Jasne.

PHOEBE: OK, idę. Idę do środka.

CHANDLER: Dobra.

JOEY: Powodzenia Phoebs.

PHOEBE: OK, idę...idę...już idę. [siedzi tylko w samochodzie i nie wychodzi]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjęcie. Wszyscy goście są rozebrani do podkoszulków.]

RACHEL: [otwiera drzwi] Cześć, witamy na tropikalnym przyjęciu. Możecie zostawić płaszcze, swetry, spodnie i koszule w sypialni.

ROSS: [siedzi przy stole i rozmawia z dziewczyną] Ciężko jest to powiedzieć, ale spociłem się, ale nakładam tyle żelu ile mówi przepis, jedną kropelkę, to przecież nie jest za dużo ???

MONICA: [niesie tacę z lodem] Lód, lód, lód, chce ktoś lód ??? Weźcie serwetki. W porządku.

ROSS: Monica, Monica, twoi goście zaczynają się rozpuszczać, OK.

MONICA: Tak ??? Ja czuję się dobrze. [jeden z nich otwiera lodówkę] Hey, hey, hey, do kolejki, teraz moja kolej. [otwiera lodówkę i wsuwa się tam]

RACHEL: [otwiera drzwi] Pan Treeger.

PAN TREEGER: Uhh, mówiłyście, że macie przyjęcie.

RACHEL: Oh, tak, witamy w naszej saunie.

PAN TREEGER: Ahh, jest gorąco ??? Moje ciało jest zawsze zimne, pewnie dlatego, że mam dużo skóry. Ooo, ser!

[Ross rozmawia z Moniką i Rachel o łapówce dla gospodarza.]

ROSS: Dobrze, teraz macie szansę. Monica daj mu gotówkę, Rachel daj mu swoje kolczyki. Cokolwiek, teraz.

MONICA: Nie, nie ugnę się.

RACHEL: Tak, jestem z nią.

ROSS: W porządku, pamiętasz jak mówiłem, że nigdy nie wykorzystuje szans ??? No więc nawet jeżeli to wasz gospodarz, wykorzystuje. [podchodzi do pana Treeger'a] Pan Treeger, tu jest 50 dolców, wesołych świąt.

[Daje mu pieniądze.]

PAN TREEGER: A ja nic dla ciebie nie mam. Masz tu 5 dolarów.

ROSS: Nie, nie, nie, to pana świąteczna zaliczka, dobra. Myśli pan, że teraz mógłby pan naprawić kaloryfer ???

PAN TREEGER: Nie, mówiłem już dziewczynom, nie mogę kupić nowego kurka aż do wtorku.

MONICA: Ross.

ROSS: Tak.

MONICA: [do Ross'a] Facet udaje zatwardzenie.

ROSS: Znaczy twardziela ???

MONICA: Jakkolwiek.

RACHEL: I co zrobisz ???

ROSS: Przepraszam, chwytam. Panie Treeger, oto drugie 50, szczęśliwego Hanukkah. Czy to pomoże w naprawie kaloryfera ???

PAN TREEGER: Nie, sklep będzie otwarty dopiero we wtorek. Mówię nie wyraźnie ???

MONICA: Smakowały panu ciasteczka ???

PAN TREEGER: Oh, tak, to taki miły gest, jak od przyjaciela.

RACHEL: Niezłe chwytanie...żelowy chłopcze.

PAN TREEGER: [do Rachel stojącej pod jemiołą] Czy to jemioła ???

RACHEL: Huh-huh, nie, uhh, to, to jest bazylia.

PAN TREEGER: Ahh, jakby to była jemioła, pocałował bym cię.

RACHEL: Huh-hoo, tak, to bazylia.

[Scena: Przed domem taty Phoebe. Phoebe biegnie z powrotem do samochodu.]

PHOEBE: OK.

JOEY: Jak daleko doszłaś ???

PHOEBE: Do skrzynki.

CHANDLER: Dobrze, zbliżamy się.

PHOEBE: Uh-huh.

JOEY: Phoebs, o co chodzi ???

PHOEBE: O całą masę rzeczy, no wiesz. Wczoraj mój tata był znanym burmańskim chirurgiem drzew, a dziś jest farmaceutą.

JOEY: Może jest fajnym farmaceutą.

PHOEBE: Tak, może, tak. Zapukam do drzwi, on mnie uściska i będę miała ojca. Pójdę do jego apteki i wszyscy będą mili, bo jestem córką Franka.

CHANDLER: To czemu nie zapukasz ???

PHOEBE: No bo...a jeśli nie jest fajnym tatą ??? Jeśli nadal jest draniem, który kiedyś zostawił nas z mamą ??? wiecie co ??? Straciłam już fałszywego tatę. Chyba nie jestem jeszcze gotowa na utratę prawdziwego.

JOEY: Phoebs, w porządku OK. Zrobiłaś dziś wielki krok.

PHOEBE: Tak ???

CHANDLER: Tak, może wreszcie kiedy będziesz gotowa, wejdziesz za żywopłot.

JOEY: No, a on ucieszy się, że przyszłaś.

PHOEBE: Przykro mi z powodu waszych zakupów.

CHANDLER: Oh, nie ma sprawy, OK, coś wymyślimy.

JOEY: Uh, posłuchaj Phoebs, wiem, że ty tam nie wchodzisz, ale sądzisz, że będzie w porządku gdybym tam poszedł i skorzystał z ubikacji ??? Oh, nie ważne. Świetnie, pada śnieg, wygląda jak biały żagiel.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross, Monica i Rachel siedzą na przyjęciu. Chandler, Joey i Phoebe wchodzą.]

CHANDLER: Ho, ho, ho, rany, ale tu gorąco!

JOEY: Może by tak przykręcić ogrzewanie ???

MONICA: Jej, żeterz na to nie wpadliśmy wcześniej.

ROSS: Hey, Phoebs, jak poszło.

PHOEBE: Oh, nie mogłam wejść.

MONICA: Skarbie, przykro mi.

ROSS: Wszystko w porządku ???

PHOEBE: Tak, tak, myślę, że to wystarczy na razie.

CHANDLER: Hey, jest już po północy, wesołych świąt każdemu. [Ross i Phoebe obejmują się, Monica i Rachel też, Chandler został sam.]

JOEY: Hey, Monica, kurek był zepsuty, to zakręciłem od dołu, myślę, że będzie dobrze.

{Wszyscy wyłupiają gały na niego}

Końcowe napisy


[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Joey i Chandler rozdają ich prezenty, wyjmują je z pudła po oleju silnikowym.]

JOEY: Rach, to dla ciebie.

RACHEL: Wycieraczki. Nie mam nawet samochodu.

JOEY: Nie, ale dzięki temu zapachowi nowego samochodu, poczujesz się tak jakbyś miała.

CHANDLER: OK, Phoebs, twoja kolej.

PHOEBE: Ahh, papierowe podkładki na sedes! To to kupiliście jak ja tankowałam ???

JOEY: Uh-huh.

PHOEBE: Ach wy chłopaki.

JOEY: A dla Ross'a, słodkiego ząbka.

ROSS: Kupiliście mi drinka z colą ???

CHANDLER: I z cytrynką!

ROSS: To chyba za wiele...chyba powinienem kupić ci 2 sweter.

CHANDLER: I wreszcie Monika.

[Chandler i Joey dają Monice paczkę prezerwatyw.]

JOEY: Karbowane dla twojej przyjemności.

[Ross i Monica wymieniają się podarunkami.]

KONIEC