ROSS: Hey, Rach, wiesz co ??? Wiesz co poprawi ci samopoczucie ???
Może zrobiła byś listę o mnie.
RACHEL: Zapomnij, nie, Nie zamierzam robić listy o...
ROSS: No dalej Rachel.
RACHEL: OK, jesteś płaczliwy, tchórzliwy i słaby i nigdy nie wykorzystujesz szans. Podobałam ci się
przez rok i nic nie zrobiłeś. Poza tym nakładasz za dużo żelu na włosy.
ROSS: Widzisz, zrobiłaś to.
RACHEL: Tak, wiesz co, naprawdę poczułam się lepiej. Miałeś rację. Dzięki Ross. [Rachel odchodzi, a Ross
sprawdza, czy to co mówiła jest rzeczywiście prawdą i kładzie rękę na włosach]
[Scena: U babci. rozmawia przez telefon]
PHOEBE: Tak, um, w Albany, poproszę o numer Franka Buffay...OK, um, w Ithica..., Saratoga...Oneonta.
Dobra, wiecie co, nie powinniście się nazywać informacją. [odkłada słuchawkę]
[Babcia Phoebe wchodzi]
BABCIA: Hey.
PHOEBE: Cześć babciu, o ile to twoje prawdziwe imię.
BABCIA: Daj spokój Phoebe, nie bądź dłużej na mnie zła. Jak ci leci ???
PHOEBE: Nie najlepiej. Północ jest duża, a on mały, sama policz.
BABCIA: Lepiej ci będzie bez niego. To twój ojciec, ale dla mnie zawsze będzie nie odpowiedzialnym smarkiem,
który porzucił matkę i skradł jej gremlinka.
PHOEBE: Nie, chciałam tylko wiedzieć kim był.
BABCIA: Wiem. OK, Nie byłam z tobą do końca szczera, jak ci mówiłam, że nie wiem gdzie on mieszka.
PHOEBE: Znaczy się ???
BABCIA: Mieszka przy Laurel Drive 74 w Middletown. Kolejką go ominiesz. Weź moją taksówkę.
PHOEBE: Wow. Dziękuję.
BABCIA: Pamiętaj, żeby nikomu nie dawać prowadzić taksówki.
PHOEBE: Uh-huh, jasne. Ooh, Zobaczę tatę. Życz mi powodzenia, dziadku! [posyła całusa Einsteinowi ze zdjęcia]
[Scena: Chandler czeka na rogu ulicy na Phoebe. Joey podchodzi.]
JOEY: Phoebe już przyjechała ???
CHANDLER: Jasne, jest w niewidzialnej taksówce...wskakuj.
JOEY: Niech lepiej się pośpieszy, hurtownie zamykają o 7.
CHANDLER: Hey, spokojnie. Dojedziemy w 2 godziny, spotkają się, pogadają, wymienią historię życia,
wrócimy i będziemy mieć mnóstwo czasu.
[Phoebe podjeżdża]
JOEY: Hey, jedzie.
Chandler: Hey.
JOEY: Hey.
[Phoebe najeżdża na krawężnik. Joey siada z tyłu, Chandler z przodu]
PHOEBE: Hey.
JOEY: Hey.
PHOEBE: Możecie w to uwierzyć. Za 2 godziny będę miała tatę. Eeeshk.
CHANDLER: Eeeshk.
JOEY: Tak, duża sprawa.
PHOEBE: OK, jedziemy.
CHANDLER: OK.
PHOEBE: Dobra, trzymaj to. [podaje Chandlerowi kartkę papieru]
CHANDLER: OK. [czyta to] Hamulec z lewej, gaz po prawej ???
PHOEBE: Uh-huh, to moja ściągawka.
CHANDLER: [sięga po pasy] A gdzie moje pasy ???
PHOEBE: Oh, nie, nie, z tej strony nie ma, tamten bok rozcinali ratownicy. [Chandler
wyskakuje z samochodu]
CHANDLER: [Chandler siada z tyłu] Hey!
JOEY: Hey. [Phoebe rusza, Joey'ego i Chandler'a aż rzuciło na siedzenia.]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica przygotowuje przyjęcie, a Ross ciągle ją wypytuje.]
ROSS: No powiedz mi, proszę, proszę.
MONICA: Po raz szesnasty, nie... nie masz obsesji.
[Rachel wchodzi ze swojego pokoju]
RACHEL: Ależ tu gorąco.
*****************************************
MONICA: Rach, zajmij się tym. [Rachel łapie za kurek, ale go urwała] Ross, możesz przykręcić
ogrzewanie ???
***************************
ROSS: Jasne. Przy okazji, jest różnica między obsesją a...
MONICA: Ross, ogrzewanie!
ROSS: Już, OK! Ogrzewanie, ogrzewanie, ogrzewanie, i ja tu mam obsesję. [idzie do kaloryfera i łapie za kurek] OK,
tak jest więcej, a tak...[urywa kurek] nie ma.
RACHEL: Popsułeś kaloryfer ???
ROSS: Nie, nie, kręciłem gałką i...mam ją tutaj.
MONICA: Wsadź ją z powrotem.
ROSS: Nie da się.
RACHEL: Dzwonię do gospodarza.
MONICA: Daj, ja spróbuje.
ROSS: Oh, oh jasne, zapomniałem, że umiesz spawać.
MONICA: Hey, to wcale nie jest śmieszne.
RACHEL: [przez telefon] Hi, pan Treeger. Witam tu Rachel Green z góry. Tak, ktoś,
wyrwał kurek z kaloryfera i jest tu naprawdę gorąco. Tak można piec ciastka. Można załatwić nowy przed 6 ???
Co, nie, nie, wtorek, nie możemy tyle czekać, mamy dzisiaj przyjęcie.
ROSS: OK, daj mu w łapę.
MONICA: Nie, jak mu nie smakują ciasteczka, szkoda, nie ugnę się. Jeżeli będzie trochę cieplej
to przyjęcie będzie ciekawsze.
ROSS: I wszyscy będą się czuli jak bekon.
[Scena: Przed domem ojca Phoebe. Zatrzymują się.]
PHOEBE: Ooh, to tu, 74. [hamowanie z piskiem opon, Joey'ego i Chandler'a rzuciło na szybę oddzielającą
pasażerów od kierowcy]
CHANDLER: Oh, więc po to to jest.
PHOEBE: Wow, to już tu, spotkam tatę. To największa rzecz, huh.
CHANDLER: Tak.
JOEY: Jasne.
PHOEBE: OK, idę. Idę do środka.
CHANDLER: Dobra.
JOEY: Powodzenia Phoebs.
PHOEBE: OK, idę...idę...już idę. [siedzi tylko w samochodzie i nie wychodzi]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjęcie. Wszyscy goście są rozebrani do podkoszulków.]
RACHEL: [otwiera drzwi] Cześć, witamy na tropikalnym przyjęciu. Możecie zostawić płaszcze, swetry,
spodnie i koszule w sypialni.
ROSS: [siedzi przy stole i rozmawia z dziewczyną] Ciężko jest to powiedzieć, ale spociłem się,
ale nakładam tyle żelu ile mówi przepis, jedną kropelkę, to przecież nie jest za dużo ???
MONICA: [niesie tacę z lodem] Lód, lód, lód, chce ktoś lód ??? Weźcie serwetki. W porządku.
ROSS: Monica, Monica, twoi goście zaczynają się rozpuszczać, OK.
MONICA: Tak ??? Ja czuję się dobrze. [jeden z nich otwiera lodówkę] Hey,
hey, hey, do kolejki, teraz moja kolej. [otwiera lodówkę i wsuwa się tam]
RACHEL: [otwiera drzwi] Pan Treeger.
PAN TREEGER: Uhh, mówiłyście, że macie przyjęcie.
RACHEL: Oh, tak, witamy w naszej saunie.
PAN TREEGER: Ahh, jest gorąco ??? Moje ciało jest zawsze zimne, pewnie dlatego, że mam dużo skóry.
Ooo, ser!
[Ross rozmawia z Moniką i Rachel o łapówce dla gospodarza.]
ROSS: Dobrze, teraz macie szansę. Monica daj mu gotówkę, Rachel daj mu swoje kolczyki.
Cokolwiek, teraz.
MONICA: Nie, nie ugnę się.
RACHEL: Tak, jestem z nią.
ROSS: W porządku, pamiętasz jak mówiłem, że nigdy nie wykorzystuje szans ??? No więc nawet jeżeli to wasz
gospodarz, wykorzystuje. [podchodzi do pana Treeger'a] Pan Treeger, tu jest 50 dolców,
wesołych świąt.
[Daje mu pieniądze.]
PAN TREEGER: A ja nic dla ciebie nie mam. Masz tu 5 dolarów.
ROSS: Nie, nie, nie, to pana świąteczna zaliczka, dobra. Myśli pan, że teraz mógłby pan naprawić kaloryfer ???
PAN TREEGER: Nie, mówiłem już dziewczynom, nie mogę kupić nowego kurka aż do wtorku.
MONICA: Ross.
ROSS: Tak.
MONICA: [do Ross'a] Facet udaje zatwardzenie.
ROSS: Znaczy twardziela ???
MONICA: Jakkolwiek.
RACHEL: I co zrobisz ???
ROSS: Przepraszam, chwytam. Panie Treeger, oto drugie 50, szczęśliwego Hanukkah. Czy to pomoże
w naprawie kaloryfera ???
PAN TREEGER: Nie, sklep będzie otwarty dopiero we wtorek. Mówię nie wyraźnie ???
MONICA: Smakowały panu ciasteczka ???
PAN TREEGER: Oh, tak, to taki miły gest, jak od przyjaciela.
RACHEL: Niezłe chwytanie...żelowy chłopcze.
PAN TREEGER: [do Rachel stojącej pod jemiołą] Czy to jemioła ???
RACHEL: Huh-huh, nie, uhh, to, to jest bazylia.
PAN TREEGER: Ahh, jakby to była jemioła, pocałował bym cię.
RACHEL: Huh-hoo, tak, to bazylia.
[Scena: Przed domem taty Phoebe. Phoebe biegnie z powrotem do samochodu.]
PHOEBE: OK.
JOEY: Jak daleko doszłaś ???
PHOEBE: Do skrzynki.
CHANDLER: Dobrze, zbliżamy się.
PHOEBE: Uh-huh.
JOEY: Phoebs, o co chodzi ???
PHOEBE: O całą masę rzeczy, no wiesz. Wczoraj mój tata był znanym burmańskim chirurgiem drzew,
a dziś jest farmaceutą.
JOEY: Może jest fajnym farmaceutą.
PHOEBE: Tak, może, tak. Zapukam do drzwi, on mnie uściska i będę miała ojca. Pójdę do jego apteki i wszyscy
będą mili, bo jestem córką Franka.
CHANDLER: To czemu nie zapukasz ???
PHOEBE: No bo...a jeśli nie jest fajnym tatą ??? Jeśli nadal jest draniem, który kiedyś zostawił nas z mamą ???
wiecie co ??? Straciłam już fałszywego tatę. Chyba nie jestem jeszcze gotowa na utratę prawdziwego.
JOEY: Phoebs, w porządku OK. Zrobiłaś dziś wielki krok.
PHOEBE: Tak ???
CHANDLER: Tak, może wreszcie kiedy będziesz gotowa, wejdziesz za żywopłot.
JOEY: No, a on ucieszy się, że przyszłaś.
PHOEBE: Przykro mi z powodu waszych zakupów.
CHANDLER: Oh, nie ma sprawy, OK, coś wymyślimy.
JOEY: Uh, posłuchaj Phoebs, wiem, że ty tam nie wchodzisz, ale sądzisz, że będzie w porządku gdybym tam poszedł
i skorzystał z ubikacji ??? Oh, nie ważne. Świetnie, pada śnieg, wygląda jak biały żagiel.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross, Monica i Rachel siedzą na przyjęciu. Chandler, Joey i Phoebe wchodzą.]
CHANDLER: Ho, ho, ho, rany, ale tu gorąco!
JOEY: Może by tak przykręcić ogrzewanie ???
MONICA: Jej, żeterz na to nie wpadliśmy wcześniej.
ROSS: Hey, Phoebs, jak poszło.
PHOEBE: Oh, nie mogłam wejść.
MONICA: Skarbie, przykro mi.
ROSS: Wszystko w porządku ???
PHOEBE: Tak, tak, myślę, że to wystarczy na razie.
CHANDLER: Hey, jest już po północy, wesołych świąt każdemu. [Ross i Phoebe obejmują się, Monica
i Rachel też, Chandler został sam.]
JOEY: Hey, Monica, kurek był zepsuty, to zakręciłem od dołu, myślę, że będzie dobrze.
{Wszyscy wyłupiają gały na niego}
JOEY: Karbowane dla twojej przyjemności.
[Ross i Monica wymieniają się podarunkami.]