[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Phoebe, Monica, i Rachel siedzą tam, omawiają wczorajszą noc.]
RACH: Ross mnie pocałował.
MNCA: O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże!
RACH: To było niesamowite!
MNCA: O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże!
PHOE: Ok, dobra. Chcemy usłyszeć wszystko. Monika, przynieś wino i odłącz telefon. Rachel, kończy się dobrze czy mamy przynieść chusteczki ???
RACH: Oh, kończy się bardzo dobrze.
PHOE: Oh.
MNCA: [przynosząc wino] Nie zaczynajcie beze mnie. Nie zaczynajcie beze mnie.
PHOE: Ok, w porządku, posłuchajmy o pocałunku. Był jak, był jak muśnięcie ustami, czy jak, no wiesz, pragnę cię teraz ???
RACH: Na początku intensywnie, a potem zatonęliśmy.
PHOE: Ok, obejmował cię, czy trzymał niżej ???
RACH: Nie, właściwie to z początku zaczął w talii. Potem pojechał w górę i skończył we włosach.
PHOE/MNCA: Ohhhh.
[Scena: Mieszkanie Ross'a. Ross, Chandler, i Joey jedzą pizzę.]
ROSS: I, uh, i wtedy ją pocałowałem.
JOEY: Z języczkiem ???
ROSS: Tak.
JOEY: Dobrze.
CHAN: Patrzcie. 12 megabajtów RAM. 500 megabajtów pojemności dysku. Wbudowany arkusz kalkulacyjny, możliwość rozbudowy i modem z prędkością przesyłania ponad 28 tysięcy bajtów na sekundę.
PHOE: Wow. Do czego go będziesz używał ???
CHAN: [zawzięcie] Do gier i takich tam.
MNCA: [czytając gazetę] Nie ma dla mnie pracy. W ogóle.
JOEY: [czytając jej przez ramię] Czekaj. Tu jest jedno. Uh, czy mogłabyś gotować nago ???
MNCA: Szukają nagiego szefa kuchni ???
JOEY: Nie, ale jak możesz gotować nago to i możesz nago tańczyć. A wtedy... [pociera palce - chodzi o kasę]
[Ross wchodzi, oszalały.]
ROSS: Cześć.
PHOE: Hey, oh, więc, um...podobało się wczoraj ???
ROSS: To, to zabawne. Boleśnie zabawne. Nie, czekaj. Po prostu bolesne.
MNCA: Czekaj no. Myślałam, że było super.
ROSS: Tak, było, ale...wróciłem do domu, ok, i zobaczyłem sól fizjologiczną na moim nocnym stoliku. I pomyślałem sobie, o mój Boże, co ja robię do diabła ??? Znaczy się...jestem z Julie, która jest niesamowita i wspaniała, o którą się troszczę i która troszczy się o mnie. I co mam to wszystko odrzucić ???
JOEY: To wszystko z soli fizjologicznej ???
MNCA: My tu mówimy o Rachel. Ty i Rachel.
ROSS: Uwierz mi, śniłem o Rachel od 10 lat, ale teraz jestem z Julie, ciągle myślę: ja i Rachel, ja i Julie, ja i ... [Rachel wchodzi, trzyma tacę]... Rachel. Rachel, Rachel.
RACH: [do Ross'a] Hey, co tam.
ROSS: Jak się masz ???
RACH: Dobrze. A ty ???
ROSS: Też dobrze.
[Julie wchodzi.]
JULIE: Cześć, kochanie.
ROSS: Cześć, Julie. [zdenerwowany] Cześć, Julie. Julie, um, co u ciebie ???
JULIE: Dobrze.
ROSS: [źle się z tym wyraźnie czuje] Dobrze, wszyscy są. Każdy czuje się dobrze. Zamierzasz coś zagrać Phoebe ???
PHOE: Oh, no nie wiem.
ROSS: [niecierpliwie] Graj.
PHOE: Ok, w porządku.
JOEY: Hey, Julie, nie wiedziałem, że nosisz szkła kontaktowe.
JULIE: Co ???
ROSS: [do Joey'ego] Ssshh.
PHOE: Ok, um, cześć, to będzie piosenka o miłosnym trójkącie, którą właśnie wymyśliłam. Um, nazywa się, um, "Dwoje z nich wczoraj się całowało".
[Ross i Rachel patrzą na siebie, a potem na Phoebe, rozumiejąc, że piosenka jest o ich sytuacji.]
PHOE: [śpiewa] Była raz dziewczyna, nazwijmy ją Betty i chłopak, nazwijmy go Neil. Nie będę tego zgłębiać bo historia nie jest prawdziwa. Teraz Neil musi zdecydować, którą dziewczynę odrzucić. Czy Betty, którą kocha do bólu, czy tę drugą, która nazywa się Loolie ??? Musi zdecydować, musi zdecydować...!!!
[Scena: Biuro pana Ratstatter'a (RTST). Monica stara się tam o pracę.]
RTST: Wspaniały życiorys. Wspaniały. Muy impressivo.
MNCA: Więc panie Rastatter, na czym dokładnie ma polegać ta praca ??? Ogłoszenie było dość mgliste.
RTST: Makolada.
MNCA: Że co ???
RTST: Makolada. To całkowicie syntetyczny substytut czekolady.
MNCA: Ohh.
[ Podaje kawałek Monice.]
RTST: Proszę spróbować. Tak, Myślimy, że makolada jest całkowicie lepsza od czekolady.
MNCA: Dobrze. Mmm-mmm.
[Próbuje, najwyraźniej nienawidzi tego.]
RTST: Tak ???
MNCA: [obrzydzona] Uwielbiam jak się kruszy. Czekolada tak nie robi.
RTST: No nie. Lada dzień dostaniemy atest ministerstwa zdrowia, obyśmy zdążyli na święto dziękczynienia. Czekolada dominuje nasze potrawy świąteczne, Wielkanoc, Boże Narodzenie, ale przy odpowiednim marketingu uczynimy ze święta dziękczynienia dzień makolady.
MNCA: [ciągle żując] Mmm-mmm. Wow.
RTST: Nie zamierzasz połknąć ???
MNCA: Czekam, aż przestanie kipieć.
RTST: Wspaniałe prawda ???
MNCA: [z fałszywym entuzjazmem] Mmm.
RTST: A więc szukamy kilku szefów kuchni, którzy stworzą świąteczne desery...zainteresowana ???
MNCA: Bez wąt...[z trudem połyka]...pienia. Uwielbiam tworzyć nowe desery. Kocham święto Dziękczynienia i teraz makoladę
RTST: Naprawdę ???
MNCA: Zwłaszcza ten posmak, zostanie aż do świąt.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Phoebe są tam. Monica proponuje makoladowe przepisy Phoebe.]
MNCA: Może makoladowy mus ???
PHOE: Mało dziękczynny.
MNCA: Ok, to może mus pielgrzyma ???
PHOE: Pod jakim względem pielgrzyma ???
MNCA: Położymy klamerki.
[Rachel wchodzi.]
RACH: Hey.
PHOE: Hey.
MNCA: Hey.
RACH: Ross dzwonił ???
MNCA: Nie, przykro mi.
RACH: Dlaczego nie ??? Zostanie u niej ??? A potem on powie: "Cześć jestem Julie, Ross mnie wybrał, pobierzemy się, będziemy mieć dzieci i będziemy razem wykopywać starocie."
PHOE: Bez obrazy, ale ona tak nie mówi.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Ross zastanawia się co zrobić w sytuacji Rachel/Julie.]
ROSS: No i co ja mam zrobić. Co robić ??? To jest jak koszmar.
CHAN: Oh, ja wiem. To musi być bardzo trudne. Oh, nie. Kochają mnie 2 kobiety. Obie są sexowne Mój portfel jest za mały, a diamentowe buciki za ciasne.
JOEY: Hey, mam myśl, Ross. [chce coś zrobić na komputerze]
CHAN: Nie dotykaj komputera. Nigdy.
JOEY: Ross, słuchaj. Mam dla ciebie 2 słowa. Ich troje.
[Ross próbuje znieważyć go swoim spojrzeniem, ale Joey jak zwykle nic nie kapuje.]
CHAN: Ok, dobra, patrzcie. Myślmy logicznie, ok ??? Sporządzimy listę. Rachel i Julie, za i przeciw. Oh. Napiszemy ich imiona różnymi stylami i różnymi kolorami.
ROSS: Nie możemy pisać długopisem ???
CHAN: Nie, Amiszowski chłopcze.
JOEY: Ok, zaczynamy od "przeciw", będzie większa zabawa. Dobra, Rachel pierwsza.
ROSS: Nie wiem. Można powiedzieć, że jest czasem rozkapryszona.
JOEY: Można.
ROSS: Czasem jest też zadziera nosa, za bardzo polega na swoim wyglądzie, o a z Julie mamy wiele wspólnego - oboje jesteśmy paleontologami, a Rachel jest tylko kelnerką.
CHAN: Kelnerka. Mamy. Zagramy w Doom ??? Albo najpierw dokończymy. Co jeszcze???
ROSS: Nie wiem.
JOEY: Oh, ma pucołowate nogi w kostkach.
CHAN: Ok, teraz Julie. Co u niej jest nie tak ???
ROSS: [długa przerwa] Nie jest Rachel.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica zrobiła trochę jedzenia dla Rachel i Phoebe do spróbowania.]
MNCA: Ok, placek z makoladową polewą. To placek z makoladową żurawiną, a to makoladowe ciasteczka, takie jak u Indian.
[Rachel próbuje.]
RACH: O mój Boże.
MNCA: O mój Boże dobre ???
RACH: O mój Boże, nie wierzę, że pozwoliłaś mi to wziąć do ust.
[Rachel biegnie do zlewu, żeby to wypluć.]
PHOE: Oh, oh dobry Boże! Tak właśnie musi smakować zło!
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler rozmawia z komputerową gorącą linią.]
CHAN: Mówię ci, że to nie chce drukować. Tak, naciskałem ten guzik chyba ze 100 razy. Jak na gorącą linię nie jesteś za gorąca. Co ??? Co ja słyszę w tle ??? Oglądasz Star Trek ???
[Ross wchodzi z melancholijnym spojrzeniem.]
JOEY: [do Ross'a] Hey, jak poszło z Julie ??? Złamałeś jej serce ???
ROSS: Tak, to było straszne. Płakała. Ja też. Rzucała rzeczami, które trafiały we mnie. Postąpiłem słusznie.
CHAN: [przez telefon] Więc, Spock objął ojca ???
[Rachel wchodzi.]
RACH: Hey, macie może...[widzi Ross'a, cisza]...cześć.
ROSS: Cześć.
RACH: [widzi jego płaszcz (na nim)] Dokąd idziesz ???
ROSS: Właśnie wróciłem od Julie.
RACH: [przybita] Oh.
ROSS: Nie, nie, uh, to nie to co myślisz. To to drugie.
RACH: A co to jest to drugie ???
[Joey patrzy na Rachel, uśmiecha się, gestykuluje na Ross'a.]
ROSS: No więc...
JOEY: Zerwał z Julie. No obejmij ją na miłość boską.
RACH: Naprawdę ???
ROSS: Naprawdę. Zawsze byłaś tylko ty Rachel.
[Ross i Rachel obejmują się.]
RACH: Oh, Boże.
JOEY/CHAN: Ohhh.
RACH: Oh, oh, jak dobrze.
ROSS: Wiem, wiem, prawie jak...[odwraca się, widzi Chandler'a i Joey'ego] Co powiesz na to, żebyśmy się gdzieś przeszli, bez nich ???
RACH: Tylko wezmę płaszcz.
ROSS: Ok. Nie, hey, whoa, whoa, Ja ci przyniosę.
[Ross wychodzi.]
RACH: Ok, przyniesie mi płaszcz. Przyniesie mi płaszcz! O mój Boże. Nie mogę w to uwierzyć. To niewiarygodne. [zauważa ekran komputera] Co to jest ???
CHAN: [zdenerwowany] Co ??? Nic.
[Chandler zamyka laptopa.]
RACH: Co to jest ??? Co ??? Widziałam swoje imię. Co to jest ???
CHAN: Nie, nie, widzisz ??? [drukarka zaczyna działać] HEY, DRUKUJE. [do Joey'ego, wstrząśnięty] Hey, DRUKUJE!
[Chandler wyrywa kartkę z drukarki.]
RACH: Co to jest ??? Pokaż.
[Ross wchodzi z powrotem, płaszcz Rachel ma w dłoni.]
ROSS: Hey, ktoś zamawiał płaszcz ???
RACH: Ross, Chandler napisał coś o mnie w swoim komputerze i nie chce pokazać.
ROSS: Nie chce ??? [przypomniał sobie o co chodzi] I ni pokaże! To pewnie jego krótka historyjka, nie ???
CHAN: Tak, tak to właśnie to.
RACH: I ja tam jestem ??? To daj mi przeczytać.
CHAN, JOEY, ROSS: Nie!
RACH: No dalej.
JOEY: Hey, uh, czemu ty jej nie przeczytasz ???
[Ross i Chandler gapią się z groźną miną na Joey'ego, który myśli, że wyszedł z niezłym pomysłem.]
CHAN: [przez zagryzione zęby] Dobra. [tak jakby go bolało gardło] "Było lato, było gorąco. Rachel też tam była. Samotna szara kanapa. 'Oh spójrz,' płakał Ned, i królestwo stało się jego na zawsze. Koniec."
ROSS: To tyle ??? Tylko tyle napisałeś ??? Jesteś najgorszym pisarzem na całym świecie.
RACH: Dobrze, wiecie co ??? To już nie jest śmieszne. Na tej kartce jest coś o mnie i chcę to zobaczyć.
ROSS: Nie, nie chcesz.
RACH: W porządku, wiecie co, niech będzie. Jesteście dziecinni. Nie muszę tego oglądać. [Rachel wyrywa papier i leci na 2 koniec pokoju, czyta listę.]
RACH: Co to jest ??? Ross, co to jest ???
CHAN: Powodzenia.
[Chandler i Joey szybko wybiegają.]
ROSS: Ok, pamiętasz jak kiedyś za tobą szalałem, ok ???
RACH: Zadziera nosa ??? polega na wyglądzie ??? Zepsuta ???
ROSS: Trochę...miał dopisać trochę, idiota.
RACH: Tylko kelnerka ???
ROSS: Nie, to, to miało być, w przeciwieństwie do uh, ok. Czy to już koniec ???
RACH: Oh! Nie mam pucołowatych nóg w kostkach!
[Rachel wychodzi, a Ross idzie za nią.]
ROSS: Nie, nie, czekaj, ok, ok, popatrz na 2 kolumnę. Na kolumnę Julie.
RACH: Nie jest Rachem. Co to do cholery jest Rachem ??? To jakieś głupie paleontologiczne słowo, którego nie znam bo jestem kelnerką ???
[Idzie do swojego mieszkania i zamyka z hukiem drzwi.]
ROSS: Nie, Rach, daj spokój. Rach! Rach, nie, nie! Nie jest Rachel, nie jest, nie jest, Ra...Rachel.
[Scena: Central Perk. Chandler, Monica, Joey, i Phoebe tam są.]
CHAN: Mój pamiętnik! Mój pamiętnik, to doskonałe. Powinienem powiedzieć, że to był mój pamiętnik, a ona nie kazała by mi tego czytać.
MNCA: Wiesz co, racja. Byłbyś doskonałym doradcą po fakcie.
PHOE: Po co Ross w ogóle pisał tę listę. Co za muł.
JOEY: Hey, dajcie mu spokój. To był pomysł Chandlera.
PHOE: Co ???
MNCA: Co ???
CHAN: Oh jak dobrze, właśnie czekałem kiedy to wyjdzie na jaw.
MNCA: To był twój pomysł ???
PHOE: O czym ty myślałeś ???
CHAN: [wiercąc się] No tak, ale spójrzmy na to z perspektywy, ok ??? Takie rzeczy nie dzieją się bez powodu.
MNCA: Tak. Czyli ciebie!
CHAN: Dobra, Pheebs, poprzyj mnie, ok ??? Przecież wierzysz w te bzdury ???
PHOE: Tak, przy okazji, powodzenia w przyszłym wcieleniu żuczka gówniaczka.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel siedzi na kanapie i je cukierki. Na zewnątrz pada deszcz. Ross wspiął się po schodach pożarowych i puka w okno.]
ROSS: Rach! Whoops! Rach, hey, otwórz, proszę!
RACH: [ozięble] Jak ktoś nie otwiera drzwi to nie znaczy wejdź schodami pożarowymi.
ROSS: Chcę ci coś przeczytać. To lista "za".
RACH: Nie obchodzi mnie to.
[Rachel zasuwa zasłonę, idzie do pokoju i zamyka drzwi.]
ROSS: [czyta tę listę] Ok, ok, numer 1: sposób w jaki płaczesz na turniejach. Numer 2: kochasz przyjaciół. Numer 3: bawisz się włosami jak się denerwujesz. Numer 4: jaka jesteś odważna zaczynając nowe życie. Numer 5: wspaniale opiekujesz się Benem.
[Monica, Chandler, Joey, i Phoebe wchodzą, zdziwieni.]
ROSS: Numer 6: ładnie pachniesz.
JOEY: [otwiera zasłony] Hey, Ross! Co robisz ???
ROSS: Hey, Joey. Nie chcesz czasem otworzyć okna ???
JOEY: Oh, tak, chcę.
[Otwiera, Ross wchodzi, przemoczony.]
CHAN: Co tam robiłeś ???
ROSS: Ja, uh, ja...
MNCA: Oh, musiałeś zmarznąć. Wiesz czego ci potrzeba ??? Masz ochotę na gorący kubek makolady ???
[Ross biegnie do pokoju Rachel, puka do drzwi.]
ROSS: Rach, daj spokój, otwórz. Rach, no dalej, Rach. Musisz dać mi jeszcze jedną szansę.
[Rachel otwiera.]
RACH: Nie.
ROSS: Nie ???
RACH: Tak właśnie powiedziałam.
CHAN: Może my już pójdziemy ???
RACH: Nie, nie musicie, już skończyliśmy.
ROSS: Rach, no co ty, wiem jak się czujesz.
RACH: [prawie we łzach] Nie, nie wiesz Ross. Wyobraź sobie najgorsze rzeczy jakie o sobie wiesz. Jakbyś się czuł, gdyby osoba, której bezgranicznie ufasz nie tylko też o tym wiedziała, ale jeszcze wykorzystała to jako powód, żeby z tobą nie być. .
ROSS: Nie, ale, ale ja chcę być z tobą pomimo tych rzeczy.
RACH: Oh, jaki wielkoduszny, Ross. [do reszty] Mówiłam zostać!
ROSS: Wiesz co ??? Wiesz co ??? Gdyby sytuacja była odwrotna, to żadna taka lista nie zniechęciła by mnie do bycia z tobą.
RACH: No i tym się chyba różnimy. Ja nie sporządzała bym listy.
[Zamyka mu drzwi przed twarzą. Ross nagle rusza do kanapy i siada. Chwila ciszy.]
JOEY: [cicho] Nigdy nie wiem ile trzeba czekać zanim z nami porozmawiasz ??? [Ross patrzy się obojętnie na niego] Może jeszcze trochę.
[Scena: Biuro pana Ratstatter'a. Monica tam jest.]
MNCA: W niektórych przepisach proporcje mogą się wydać niezwykłe. Do świątecznych batoników makoladowych zużyłam 4 filiżanek wiórków kokosowych, 4 miazgi orzechowej i tylko 1 łyżeczki makolady.
RTST: To bez znaczenia.
MNCA: Co ???
RTST: Nie dostaliśmy atestu. Mówili coś o królikach doświadczalnych.
MNCA: Oh, Boże, Przykro mi.
RTST: Tak, nieważne, tu jest pani czek. [podaje jej] Dziękuję za pani czas. Um, chyba nie jadła pani za dużo ???
MNCA: No trochę jadłam.
RTST: Oh, trochę, tyle może być. To nie dużo. I nie piecze pani przy sikaniu ???
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Rachel są tam.]
(dzwoni telefon)
MNCA: Halo ???
[Ross jest w swoim mieszkaniu.]
ROSS: Cześć.
RACH: [do Moniki] Czy to znowu on ??? Powiedz mu, że podeszła bym do telefonu, ale kostki za bardzo mi ciążą.
MNCA: [do Ross'a] Słuchaj, To chyba nie najlepszy moment.
ROSS: Możesz coś dla mnie zrobić ???
MNCA: Jasne, co ??? Ok, ok. [odkłada słuchawkę] [do Rachel] posłuchamy muzyki ???
[Monica włącza radio.]
RADIO: Następna piosenka to dedykacja dla Rachel od Ross'a. Rachel, on chce cię przeprosić i ma nadzieję, że twoje serce mu przebaczy. (With or Without You zaczyna grać)
[Rachel wydaje się przejęta. Zatrzymuje się na chwilkę, a potem podnosi słuchawkę i wybiera numer. Ross siedzi sam w pokoju.]
RADIO: Uh, właśnie zadzwoniła Rachel i powiedziała nam co zrobiłeś Ross. To wstrętne. Nie będę dłużej puszczać twojej piosenki. Poświęcimy teraz czas parze, która ma jeszcze szansę. Avery, Michelle przeprasza cię, że potrąciła cię samochodem i ma nadzieję, że się pogodzicie.
RTST: Witam, dziękuję, że znowu pani przyszła.
MNCA: Oh, żaden problem. Nie mam skrupułów i potrzebuję gotówki.
RTST: Jakbym patrzył w lustro. No nie ważne...to rybostacje...smakują zupełnie jak pistacje, ale są zrobione z suszonych resztek ryb. Proszę spróbować. ... Nie jest pani na coś uczulona ???
MNCA: Tylko na kocią sierść.
RTST: Oh, to przykro mi.