"Ross dowiaduje się"
Oryginał napisany przez: Michael Borkow
Przepisane przez: Josh Hodge
Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy siedzą w pokoju, Chandler wchodzi.]
CHANDLER: OK, co jest ze mną ??? Wyglądam nieciekawie ??? Jest coś...odpychającego...we mnie ???
RACHEL: Jak było na przyjęciu ???
CHANDLER: Gorzej być nie mogło. Kobieta dosłownie mnie ominęła. OK, no więc co jest, jestem drętwy ???
PHOEBE: Nie, wcale, jesteś bardzo przystojny. Wiesz co, ja też przechodzę to samo. Za każdym razem jak tyję, zaczynam o wszystko pytać.
CHANDLER: Woah, woah, Przytyłem ???
{Każdy odwraca się, żeby uniknąć odpowiadania na to pytanie.}
PHOEBE: Nie, nie przytyłeś...raczej napuchłeś.
MONICA: Chandler, Jestem bezrobotna i łaknę zajęcia. Mogę ci przywrócić linię.
CHANDLER: Chętnie, tylko wiesz wtedy nie będę miał czasu na polegiwanie.
MONICA: Proszę.
WSZYSCY: Dalej, pozwól jej.
CHANDLER: Dobra, w porządku. Ale jeśli w kostiumie moje piersi będą większe od twoich to wychodzę.
PHOEBE: Piersi masz w porządku. Niepotrzebnie się odzywałam. Chodź tu. [obejmuje Chandler'a ale trzyma ręce nie złączone za jego plecami] Oh, nie mogę...złączyć...rąk.
INTRO
[Scena: Na korytarzu przed mieszkaniami. Chandler wychodzi i jest ubrany w spodenki, biega w miejscu. Monika też tam jest.]
CHANDLER: OK, no dalej, biegamy. [Monika patrzy na niego i się dziwi i uśmiecha.] Co ???
MONICA: Nic, po prostu nigdy nie widziałam cię w spodenkach.
CHANDLER: I przebieramy się. [wbiega z powrotem do mieszkania]
[Przeniesienie na ulicę. Monika i Chandler biegną. Chandler jest wykończony i wsiada do taksówki i odjeżdża, zostawiając Monikę za sobą.]
[Scena: Znowu mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler robi brzuszki.]
MONICA: Dalej! Jeszcze pięć. Pięć.
CHANDLER: [słabiutko z wykończenia] Nie.
MONICA: Jeszcze 5 i coś ci pokażę.
{widać dał się namówić}
CHANDLER: Raz...dwa...dwa i pół. OK, pokaż chociaż jeden.
[Scena: Central Perk. Chandler i Joey siedzą na kanapie. Rachel pracuje.]
CHANDLER: [powoli podnosi filiżankę do ust i jęczy z bólu] Ow, ow, ow, ow, ow, ow, ow. [powoli odstawia filiżankę] Ow, ow, ow, ow, ow. [Joey się zlitował i wziął tą filiżankę i odstawił na stół.]. To wariatka. Przed pracą, po pracy i jeszcze w trakcie. Przy biurku chce, żebym zwierał pośladki. Już nie przynoszą mi poczty.
[Phoebe wchodzi.]
RACHEL: Hey Phoebs, jak poszło ze Scott'em wczoraj ???
PHOEBE: Oh, było miło. Zabrałam go do romantycznej restauracji, zamówiliśmy szampana, miło.
JOEY: Ciągle nic, huh ???
PHOEBE: Nie. Nic, zero, jajo, uh-uh.
WSZYSCY: Przykro nam.
PHOEBE: Słuchajcie, lubię powoli, lubię jego rdzo, jest szalenie interesujący i naprawdę słodki, ale mógłby już zacząć ???
JOEY: Może, uhh...jeździ po drugiej stronie ulicy, jak wiesz o co mi chodzi.
PHOEBE: Nie, co ??? Przecież nie jest Brytyjczykiem.
JOEY: Może jest...gejem.
PHOEBE: Oohh, um, nie, to chyba nie to. Kiedy poszliśmy tańczyć, trzymał mnie tak blisko siebie, patrzył mi prosto w oczy...na pewno coś czułam.
RACHEL: Tak, ale co można czuć po spojrzeniu ???
PHOEBE: Nie, czułam go na biodrze.
[Monica wchodzi.]
MONICA: [do Chandler'a] Ty, Bing. Rakietki za 15 minut.
CHANDLER: Joey, bądź kumplem. Podnieś moją rękę i uderz ją.
PHOEBE: [zobaczyła przez okno Rossa całującego Julie ] Ooh, oh, Rachel, nie patrz tam.
RACHEL: Co ??? [patrzy tam] Dajcie spokój, to mnie nie obchodzi, mam dzisiaj randkę.
JOEY: Woah, woah, woah, masz randkę ???
RACHEL: Tak, Monika mnie umówiła.
JOEY: Ale uh, uh, a co z, Ross'em i uh...???
RACHEL: Oh chodzi ci o moją zazdrość ??? Świetnie się bawiłam, ale wrócę chyba do normy.
CHANDLER: Więc już ci to nie przeszkadza ???
RACHEL: Oh nie, idę na przód. Może sobie ją przyciskać do tej szyby ile chce. Może sobie ją nawet przez nią ją rzucić.
[Ross i Julie wchodzą.]
ROSS: Cześć.
WSZYSCY: Cze.
ROSS: Oh, Monika, Jutro zabiorę zabawki Fluffy'ego, OK ???
MONICA: Najpierw wymów jego pełne imię.
ROSS: [niechętnie] Czy mogę jutro wpaść i zabrać rzeczy Fluffy'ego Meowington'a .
MONICA: Dobra.
JOEY: [do Ross'a] Kupujesz kota ???
ROSS: Uh, właściwie to, my kupujemy.
RACHEL: Razem ???
ROSS: Uh huh.
RACHEL: Oboje ???
ROSS: No.
RACHEL: Razem.
JULIE: Tak, będzie mieszkał trochę z Ross'em i trochę ze mną.
RACHEL: Ohh, czy to nie wspaniałe. To coś, czym będziecie się mogli cieszyć przez bardzo długi...długi...długi czas.
ROSS: Mam nadzieję.
RACHEL: A więc. [patrzy na zegarek] Woah, patrzcie tylko! Muszę iść, mam randkę. Z facetem. Um, OK, dobrej nocy, a wam życzę naprawdę udanego kota. [wychodzi tzrymając tacę i potem wraca] OK, tego nie możemy wynosić.
[Scena: Jakaś restauracja. Rachel jest tam na swojej randce z Michael'em.]
MICHAEL: Nie wiem czy Monika ci mówiła, ale to moja pierwsza randka od rozwodu, jak wydaję sie trochę zdenerwowany, to jestem.
RACHEL: [roztargniona] Jak długo żyją koty ???
MICHAEL: [zmieszany] Że co ???
RACHEL: Koty, jak długo żyją...nie licząc wrzucania ich pod autobus, albo coś ???
MICHAEL: Um, może 15, 16 lat.
RACHEL: Świetnie. [zaczyna pić szampana]
MICHAEL: Um, zdrowie.
RACHEL: Oh, racja, brzdęk. [wypija do dna]
MICHAEL: Monika powiedziała ci, że jestem ładniejszy ???
RACHEL: Oh, nie, Michael, nie chodzi o ciebie. Przepraszam, to po prostu...to. Pewnie nie jest to aż tak okropne jak brzmi, ale pewien mój przyjaciel kupuje kota z dziewczyną.
MICHAEL: Oh, to brzmi...Ahh.
RACHEL: I jeszcze zaczął z nią chodzić.
MICH: To twój były chłopak ???
RACHEL: Ah, hah-hah-hah-ho, taa, chciał by. Oh, przepraszam, patrz na mnie. OK, Michael, porozmawiajmy o tobie.
MICH: Dobrze.
RACHEL: OK, OK. Kupiłeś kiedyś sobie z dziewczyną jakieś zwierzę ???
[Scena: Central Perk. Phoebe i Joey siedzą na kanapie.]
PHOEBE: Już, już wiem.
JOEY: Co ???
PHOEBE: Czemu Scott nie chce ze mną spać. To dlatego, że nie jestem wystarczająco sexy.
JOEY: Phoebe, to głupie. Kiedy pierw cię spotkałem wiesz co powiedziałem do Chandler'a ???
Powiedziałem "Świetny tyłeczek, super bagażnik."
PHOEBE: Naprawdę ??? To takie słodkie. Oficjalni się obrażam, to takie słodkie.
JOEY: Phoebs patrz, jak chcesz wiedzieć o co chodzi to musisz go o to zapytać.
PHOEBE: Masz rację. Ah, jesteś taki mądry. [obejmują się]
[Za oknem, Monica i Chandler biegają. Monica dla zabawy popycha go. Zaczynają się popychać i dawać sobie klapsy coraz mocniej i mocniej, aż Monika przewraca go. Chandler wstaje, ma poważną minę, zaczyna ją gonić.]
[Scena: Restauracja. Rachel wlewa resztkę szampana do kieliszków.]
RACHEL: [najwyraźniej pijana] Znaczy się to kot, głupi kot. Nie mogli wziąć robaka, muszki owocówki, co żyje dzień...jak one się nazywają ??? [wojowniczy głos]
MICHAEL: Muszli owocówki ???
RACHEL: Tak! Dzięki.
[Kelner podchodzi do stołu.]
KELNER: Czy życzą sobie państwo jakiś deser ???
MICHAEL: Nie! Żadnego deseru, tylko rachunek, proszę.
RACHEL: Oh, pewnie kiepsko się bawisz ???
MICHAEL: Nie, nie, dobrze, ale tylko dlatego, że w myślach powtarzam sobie film "Obiad".
RACHEL: To straszne. Oh, umówiłam się ze wspaniałym facetem, a jedyne o czym myślę to tylko o Ross'ie, jego kocie i jego...Julie. Ja chcę z tym skończyć...czemu nie mogę ???
MICHAEL: Oy. Słuchaj, przeszedłem przez rozwód, zaufaj mi, wszystko będzie dobrze. Musisz to zrobić prosto z mostu.
RACHEL: Jasne! Prosto z mostu. To jest to, tego mi trzeba. Jesteś wspaniały! Czemu ja o tym nie pomyślałam ??? Jak mam to zrobić ???
MICHAEL: Nie ma pewnego sposobu, jakkolwiek to zrobisz to zawsze musisz mu powiedzieć: "Skończyłam z tobą."
RACHEL: Prosto z mostu. "Skończyłam z tobą." [rozgląda się po restauracji i zauważa gościa z komórką] Cześć, przepraszam. Przepraszam...woo [mało co nie spada z krzesła]
GOŚĆ: Poczekaj.
RACHEL: Halo, przepraszam.
GOŚĆ: Co ???
RACHEL: Cześć, przepraszam, muszę pożyczyć telefon na minutkę.
GOŚĆ: Rozmawiam!
RACHEL: Widzę. Tylko jedna rozmowa, zapłacę. [ciągle niechętny] OK, jest pan trochę dziwny z tym telefonem.
GOŚĆ: Dobra, w porządku. [przez telefon] Oddzwonię. [podaje jej telefon]
RACHEL: Dziękuję. OK. [wybiera numer] [do Michael'a] Sekretarka. Czekam na "beep".
MICHAEL: Dobrze.
RACHEL: [przez telefon] Ross, cześć, tu Rachel. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że u mnie wszystko w
porządku i cieszę się, że kupiłeś kota. Powinieneś nazwać go Michael. I wiesz co, wymyślam
różne imiona, co znaczy, że z tobą skończyłam. A to mój przyjacielu nazywa się Prosto z mostu.
[rozłącza się i wrzuca telefon do kubełka z lodem]
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler otwiera drzwi w szlafroku.]
CHANDLER: Nie, nie, nie, nie, nie, nie [Otwiera a tam Monika] Nie. Monika, jest niedziela rano.
Nie biegam w niedzielę.
MONICA: Dlaczego ???
CHANDLER: Bo to niedziela. Dzień Boży.
MONICA: OK, jak powiesz stop, to przestaniemy.
CHANDLER: OK, stop.
MONICA: Nie, no dalej, nie możemy, zostało nam jeszcze 1,5 kilo. Jestem pociągiem energii, a ty właśnie wsiadłeś. Woo-woo, woo-woo, woo-woo [Chandler wychodzi bez słowa, zostawia Monikę] Woo.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel bierze aspirynę. Ross chodzi.]
ROSS: Hey RACHEL.
RACHEL: Ahhhh.
ROSS: Oh. Jak było na randce ???
RACHEL: Umm, Myślę, że była restauracja...i na pewno było wino...
[Rachel patrzy na Ross'a i coś sobie przypomina, ale nie wie co to jest i kiedy było.]
ROSS: Wow, więc uh, uh, właściwie to, Julie łapie taksówkę na dole, wpadłem tylko po zabawki.
Co ??? Czemu na mnie tak patrzysz ???
RACHEL: Nie wiem, chyba mi się śniłeś, ale nic nie pamiętam.
ROSS: OK. Oh, oh, oh. [zabiera zabawki]
RACHEL: Rozmawialiśmy wczoraj przez telefon ??? Dzwoniłeś do mnie ???
ROSS: Nie, nocowałem u Julie.
RACHEL: Huh.
ROSS: Oh, właściwie to nie byłem nawet jeszcze w domu. Sprawdzę wiadomości ???
RACHEL: Jasne. [Rachel wchodzi do swojego pokoju. Ross bierze telefon.]
ROSS: RACHEL, mam wiadomość od ciebie. [cisza] Kto to jest Michael ???
[Rachel wychodzi z pokoju, nagle przypomina sobie o tej wiadomości.]
RACHEL: O mój Boże. O mój Boże Ross, nie, odłóż słuchawkę, daj mi telefon Ross, daj mi telefon, dawaj, da...[skacze przez kanapę i ląduje na ramionach Ross'a, w końcu złapawszy telefon. Ross ma
minę zmieszanego.]
ROSS: Skończyłaś za mną ???
RACHEL: Ohhhhhhhh Boże. [schodzi z Rossa]
ROSS: Wha... skończyłaś ze mną ???
RACHEL: Ohh, ohh.
ROSS: A kiedy...kiedy zaczynałaś ??? RACHEL. Rachel czy ty...co ???
RACHEL: Ohh, OK, OK, OK, ostatnio coś do ciebie czułam.
ROSS: Coś czułaś ???
RACHEL: Tak, no i co ??? Ty czułeś do mnie pierwszy.
ROSS: Woah. Huh. Wiesz o moich, wiesz, że kiedyś... wiesz ???
RACHEL: Chandler mi powiedział.
ROSS: Chandler. Kiedy...kiedy...kiedy ci powiedział ???
RACHEL: Jak byłeś w Chinach.
ROSS: Chiny.
RACHEL: Poznałeś Julie.
ROSS: Julie. Julie. To. Oh Boże. Julie, racja. OK, Muszę się położyć. Nie, wiesz, postoję.
Postoję, pochodzę, chodzę i...stoję. OK więc ty...skończyłaś ze mną ???
RACHEL: A ty ze mną ???
[Moment ciszy.]
ROSS: [dzwoni dzwonek] To, to Julie. Ju... Julie, Julie. [przez interkom] Cześć Julie.
JULIE: [przez interkom] Cześć kochanie, mam taksówkę.
ROSS: [żwawo] Zaraz schodzę.
RACHEL: Czekaj, więc wychodzisz ???
ROSS: OK, Ja uh, muszę. Nie mogę się teraz nad tym zastanawiać. Znaczy się...mam taksówkę, mam dziewczynę, idę kupić kota.
RACHEL: OK, OK.
ROSS: Kota. [wychodzi]
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Joey ogląda rabina grającego na gitarze. Phoebe wchodzi.]
PHOEBE: Hey Joey.
JOEY: Hey Phoebs.
PHOEBE: Czemu to oglądasz ???
JOEY: Nie mogę znaleźć pilota. [Phoebe wyłącza telewizor] Dziękuję.
PHOEBE: Scott poprosił mnie dziś, żebym z nim zjadła 2 śniadanie i poszłam.
JOEY: I ???
PHOEBE: I poszło.
JOEY: Brawo Phoebs, dobrze.
PHOEBE: No.
JOEY: No to jak to się stało ???
PHOEBE: W końcu zrobiłam tak jak mi mówiłeś i zapytałam go o co chodzi.
JOEY: I co powiedział ???
PHOEBE: Powiedział, że rozumie, że kobiety podchodzą do sexu emocjonalnie, bał się, że zacznę się rozczulać, płakać czy znowu zadzwoni itd. Chciał poczekać, aż będzie gotów potraktować sprawę poważnie. A ja na to : "Spokojnie. Sex można także uprawiać w chwili zrywu, jeśli będzie chciał się spotkać jeszcze raz to zadzwoni, a jak nie to nie." W końcu po długiej rozmowie przekonałam go.
JOEY: Zaraz, zaraz. Doprowadził do tego, że błagałaś, żeby się z nim przespać, pozwoliłaś mu nie dzwonić i uważasz to za świetny pomysł ???
PHOEBE: Um-hum.
JOEY: Ten gość jest moim Bogiem.
[Scena: Central Perk. Rachel zamyka, a Ross wchodzi. ]
RACHEL: Cześć.
ROSS: Nie kupiłem kota.
RACHEL: Oh, to interesujące.
ROSS: Nie, nie. Wcale nie jest interesujące. OK, jest wręcz przeciwnie. Właściwie to 100% kompletnej przeciwności.
RACHEL: Zrozumiałam.
ROSS: Nie miałaś prawa mówić mi, że coś do mnie czujesz.
RACHEL: [tak jakby dotknięta tym] Co ???
ROSS: Z Julie było mi wspaniale dopóki nie dowiedziałem się o tobie.
RACHEL: Hey, a ja o tobie. Myślisz, że łatwo mi jest oglądać cię z Julie ???
ROSS: Mogłaś więc coś powiedzieć zanim ją spotkałem.
RACHEL: Nie wiedziałam. a czemu ty nigdy nic nie powiedziałeś ???
ROSS: Nie było okazji.
RACHEL: Jasne, miałeś tylko rok i widywaliśmy się co wieczór.
ROSS: Nie, nie, nie co wieczór. Próbowałem, ale zawsze coś mi przeszkadzało: Włosi, byli narzeczeni, Włosi.
RACHEL: Hey, był tylko jeden Włoch, OK, o co ci chodzi???
ROSS: Chodzi o to...nie potrzebuję tego teraz, OK. Już za późno, jestem z kimś innym, jestem szczęśliwy. Ten statek już odpłynął.
RACHEL: Tak, chcesz więc odepchnąć uczucia, czy cokolwiek tam do mnie miałeś ???
ROSS: Hey, robię to od 9 klasy.
RACHEL: Dobra, niech będzie.
ROSS: Dobra.
RACHEL: Nie potrzebuję twojego głupiego statku.
ROSS: Dobrze.
RACHEL: Dobrze. [Ross wychodzi]
[Rachel wstaje i biegnie za nim krzycząc.]
RACHEL: I wiesz co. To się dopiero nazywa prosto z mostu.
[Rachel uderza w drzwi i zamyka je. Siada, widocznie przygnębiona. Zaczyna płakać. Ross wraca. Jak Rachel pozbierała się i chciała dokończyć zamykanie, zobaczyła go. Uśmiecha się. Idzie mu otworzyć, ale nie może, bo zamek się zaciął.]
ROSS: Spróbuj ten na dole.
[Otworzyła drzwi i zaczęła się z nim całować.]
KOŃCOWE NAPISY
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Chandler otwiera drzwi Monice.]
CHANDLER: Monica, jest 6:30 rano. Nie biegam, to koniec.
MONICA: Nie ma mowy, jeszcze tylko 0,5 kilo, dalej. "We're workin', we're movin', we're in the zone we're groovin'".
CHANDLER: OK, nie przeszkadza mi to pół kilo. OK, nawet mi się podoba. OK, nie każ mi więc robić czegoś czego będę później żałował.
MONICA: Ooh, no i co zrobisz, grubasku, huh ??? Co ???
CHANDLER: Nic, poza tym, że powiem ci, że dobrze widzieć jak tryskasz energią.
MONICA: Dzięki.
CHANDLER: Zwłaszcza, że bardzo trudno jest ci znaleźć pracę.
MONICA: No wiesz.
CHANDLER: I nie możesz powiedzieć o tym rodzicom, bo będą rozczarowani.
MONICA: [smutna] Uh-huh.
CHANDLER: No i nie masz chłopaka, żeby mu się wypłakać na ramieniu.
MONICA: No nie, ale...
CHANDLER: Gdybym to był ja to w ogóle nie wychodził bym z łóżka.
MONICA: Po prostu staram się zachować optymizm.
CHANDLER: No to co, masz jeszcze ochotę na bieganie ???
MONICA: Dobra.
CHANDLER: Bo nie musisz. Jak chcesz to możesz się tu zdżemnąć.
MONICA: OK. Na chwilkę.
CHANDLER: OK. [Przykrywa ją kocem i wbiega do pokoju krokiem tanecznym - z radości, że może wreszcie spokojnie pospać.]
KONIEC