"Pięć steków i bakłażan"


Oryginał napisany przez: Chris Brown
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]
Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Ross i Chandler siedzą tam. Ross ogląda wrestling.]

ROSS: Tęsknię za Julie.

CHANDLER: Hiszpańskie karły. Zapasy. Julie. Ok, tak, wszystko jasne. (dzwoni telefon)

ROSS: Wiesz do czego to jest ???

CHANDLER: Próbuję nową metodę. No wiesz, zawsze odbieram telefon i wszyscy myślą, że nie mam co robić. Mój Boże, Rodrigo nigdy nie był powalony.

(SEKRETARKA--GŁOS JOEY'EGO): Po sygnale wiesz co robić.

JADE: Cześć, szukam Bob'a. Tu Jane. Nie wiem czy jeszcze to twój numer, ale właśnie myślałam o nas i o tym jak było cudownie, wiem, że to już 3 lata, ale miałam nadzieję, że znowu będziemy razem. Z trudem zebrałam się do tego telefonu i wiesz co zrobiłam ???

CHANDLER: Co ???

JADE: Upiłam się...i jestem nago.

CHANDLER: Mówi Bob.

INTRO
CHANDLER: (przez telefon) Co porabiasz ???

JADE: Oh, no wiesz, to co zwykle, uczę aerobiku, przesadzam z przyjęciami. Oh, a gdybyś się zastanawiał to na nowym plakacie James'a Bond'a są moje nogi.

CHANDLER: Możesz chwilkę poczekać ??? Mam 2 rozmowę. (do Ross'a) Ja już ją kocham.

ROSS: Wiem.

CHANDLER: Już jestem.

JADE: To co...spotkamy się ???

CHANDLER: Um, jasne! Może jutro po południu ??? Wiesz gdzie jest kawiarnia Central Perk. Około 5 ???

JADE: Świetnie, do zobaczenia.

CHANDLER: Ok. Ok. Założenie telefonu wreszcie się opłaciło.

ROSS: Może i dobrze udawałeś Bob'a, ale tak sobie myślę, że kiedy cię jutro zobaczy to pomyśli - "Ty nie jesteś Bob."

CHANDLER: Mam nadzieję, że jeżeli Bob się jutro nie pokaże, to będzie szukała pocieszenia u kogoś innego przy stoliku obok.

ROSS: O mój Boże. Jesteś diabłem wcielonym.

CHANDLER: [Pokazuj rękami] Ok, diabeł wcielony, samotny i napalony. Już to kiedyś robiłem. Będzie dobrze.

(Mieszkanie Moniki i Rachel)

ROSS: (przez telefon) Tak, tak, wszyscy tu są. Hey, wszyscy, powiedzcie cześć do Julie w Nowym Mexyku.

ALL: Cześć, Julie!

RACHEL: (sarkastycznie) Cześć, Julie.

CHANDLER: Ok, szybko, jak Ross rozmawia, każdy wisi mi po 62 dolary na jego urodziny.

PHOEBE: Czy istnieje szansa, że zaokrąglasz ??? No wiesz...z 20 ???

CHANDLER: Hey, dajcie spokój, kupiony jest prezent, bilety na koncert i tort.

JOEY: Czy tort jest konieczny ???

CHANDLER: Słuchajcie, wiem, że to trochę dużo.

RACHEL: Noo, whoosh!

CHANDLER: Ale to Ross.

PHOEBE: To Ross.

JOEY: W porządku.

CHANDLER: To na razie, muszę lecieć...zrobić coś.

ROSS: Ok, skarbie, zadzwonię wieczorem. Czekaj, czekaj, hey, hey, hey, chyba nie zamierzasz tego zrobić ???

CHANDLER: A wiesz...zamierzam.

RACHEL: Więc co robicie na kolację ???

JOEY: Ja muszę zacząć oszczędzać na urodziny Ross'a, więc chyba zostanę w domu i tylko zliżę kurz.

PHOEBE: Możecie sobie wyobrazić ile to kosztuje ???

RACHEL: Wy też czujecie, jakby chłopaki nie zdawali sobie sprawy z tego, że my nie zarabiamy tyle co oni ???

JOEY: Tak! Właśnie, zawsze mówią "chodźmy tu, chodźmy tam". Jakby nas było stać na to.

PHOEBE: Tak, tak, No i zawsze musimy chodzić w ładne miejsca. Boże. Teraz nie możemy nic powiedzieć, bo to urodziny i to dla Ross'a.

JOEY: Dla Ross'a.

RACHEL: Dla Ross'a, Ross'a, Ross'a.

MONICA: (wchodzi) O mój Boże.

RACHEL: Hey.

JOEY: Cze.

RACHEL: Co ???

MONICA: Siedzę sobie w pracy, no wiecie, dzień jak co dzień, aż tu nagle Leon, dyrektor, wzywa mnie do siebie. Okazało się, że zwolnili szefa kuchni i zgadnijcie kto dostał tę robotę.

JOEY: Jeśli nie ty to straszna historia.

MONICA: Na szczęście ja. I zrobili mnie szefem do spraw zakupów, dzięki bardzo. W każdym razie spotkałam Ross'a i Chandler'a na dole i mówili, że powinniśmy to uczcić w jakimś ładnym miejscu. No wiecie.

JOEY: Tak, ładne miejsce. (do Phoebe i Rachel) Ile mogę dostać za nerkę ???

(Central Perk)

ROSS: Mówię ci. Nie możesz tego zrobić.

CHANDLER: Daj spokój. Takiej dziewczyny nie zdobędę konwencjonalnymi sposobami.

ROSS: To się nie liczy. Chciała zadzwonić do Bob'a. A jak on i ona byli dla siebie przeznaczeni ??? Tylko możesz zniszczyć szansę dla obydwojga na szczęście.

CHANDLER: Nie znamy Bob'a, ok ??? Znamy mnie. Lubimy. Dajmy mi więc szczęście.

ROSS: Idź do niej i powiedz jej prawdę.

CHANDLER: Już dobra.

{Chandler jeszcze próbuje się wycofać, ale...}

ROSS: Idź.

CHANDLER: Cześć.

JADE: Cześć.

CHANDLER: Słuchaj...muszę ci się do czegoś przyznać.

JADE: Tak ???

CHANDLER: Ktokolwiek cię wystawił jest idiotą.

JADE: Skąd...???

CHANDLER: Nie wiem. Po prostu coś mnie tknęło. No ale taki już jestem. Trochę dziwny i wrażliwy. Chusteczkę ???

JADE: Dzięki.

CHANDLER: Nie, zatrzymaj całą paczkę. Ja się już dziś wypłakałem.

(Miłe miejsce)

ROSS: Ok, ok, za moją siostrę, nowo wybranego szefa kuchni...

MONICA: Także szefa od zakupów.

ROSS: Nnowo wybranego szefa kuchni i także szefa od zakupów...

MONICA: Który ma swoje biurko pod nieobecność Rolanda.

ROSS: Uh, szefa kuchni, zakupów, z biurkiem pod nieobecność Rolanda. Zdrowie mojej siostry...

MONICA: Oh, czekajcie, dostałam też biper!

JOEY: Super.

PHOEBE: Pokaż!

ROSS: Dobra, ja poczekam!

MONICA: Oh, przepraszam.

JOEY: Przepraszam, przepraszam.

ROSS: Monika!

(stukanie kieliszków)

KELNER: Mogę już przyjąć zamówienie ???

RACHEL: Oh, jeszcze nawet nie patrzyliśmy w menu.

WAITER: Więc jak już będą państwo gotowi proszę dać mi znać. Będę czekał tam na brzeżku krzesełka.

PHOEBE: Wow, patrzcie na te ceny.

RACHEL: No, aż strach.

JOEY: Co to jest "sławny kurczak" ???

CHANDLER: Hey, przepraszam za spóźnienie. Gratulacje, Mon. (do Ross'a) Nie żałuję, że się spóźniłem. Wiesz jak było ???

ROSS: Pewnie bosko, sądząc po wiadomości na mojej sekretarce. Hey, Chandler, czemu on zostawiła wiadomość dla ciebie u mnie ???

CHANDLER: Oh, patrz, Musiałem jej powiedzieć, że mój numer to twój numer, bo nie mogłem powiedzieć, że mój numer to mój numer, bo ona myśli, że mój numer to numer Bob'a.

ROSS: Hey, a możesz mi powiedzieć co mam mówić jak dzwoni szef ???

KELNER: Mogę już przyjąć zamówienie ???

MONICA: Tak, zacznę od carpaccio, a potem krewetki z grilla.

ROSS: To brzmi nieźle. To samo dla mnie.

KELNER: A pan ???

JOEY: Tak, wezmę pizzę z kurczakiem po taisku. Czy jak wezmę bez orzechów i porów to będzie taniej ???

KELNER: Chciał byś ??? Dla pani ???

RACHEL: Ok, wezmę, (szeptem) przystawkę.

KELNER: (też szeptem) A do czego ją podać ???

RACHEL: Uh, nie wiem. Zjem ją może z...wodą ???

KELNER: A dla pani ???

PHOEBE: Um, ja wezmę zupę ogórkową, i, um, na razie.

CHANDLER: A dla mnie zębacz po gawujsku.

KELNER: Coś jeszcze ???

CHANDLER: Tak, może zwrotkę "Zabijasz mnie powoli". Kichnie mi pan do ryby ???

{po obiedzie}

ROSS: (liczy na kalkulatorze) plus napiwek, dzielone na 6. Ok, każdy płaci 28 dolarów.

RACHEL: Um, każdy ???

ROSS: Oh, racja, przepraszam.

JOEY: Dzięki.

ROSS: To wielki wieczór Moniki. Nie powinna płacić.

MONICA: Oh, dziękuję!

ROSS: Na pięć to będzie, 33.5 na każdego.

PHOEBE: Nie, huh uh, nie ma mowy, Przykro mi, tak nie będzie.

CHANDLER: Czekaj, czekaj, przypomina mi się bal maturalny.

PHOEBE: Przykro mi, Monika, Cieszę się, że awansowałaś, ale zimny krem z ogórków za 30 coś tam... ??? Nie! Rachel zjadła tylko sałatkę, a Joey tę MINI pizzę! To po prostu...

ROSS: Ok, Pheebs! W porządku. Każdy zapłaci za to co zjadł.. Nie ma sprawy.

PHOEBE: Jak dla kogo.

MONICA: Dobra, co tu się dzieje ???

RACHEL: Ok, nie chcę się w to teraz mieszać. To będzie krępujące.

PHOEBE: Dobrze. W porządku.

JOEY: OK.

CHANDLER: Możecie nam powiedzieć.

ROSS: Hello, to my, w porządku ??? Nic się nie stanie.

JOEY: Ok, um, uh, nasza trójka czuje, że uh, wy czasami nie rozumiecie, że nie mamy tyle pieniędzy co wy.

MONICA: Ok.

ROSS: Słyszę.

CHANDLER: Możemy o tym pogadać.

PHOEBE: No to...pogadajmy.

ROSS: Nigdy nie myślałem o pieniądzach jak o kłopocie.

RACHEL: Bo je masz.

ROSS: Słuszna uwaga.

CHANDLER: Czemu nie powiedzieliście o tym wcześniej ???

JOEY: Bo zawsze coś wynika...awans Moniki, cała ta zabawa z urodzinami Ross'a.

ROSS: Co... ??? Czekajcie...nie chcę, żeby moje urodziny były źródłem jakichś negatywnych...będzie zabawa ???

RACHEL: Ogólnie, jest coś i potem cała reszta.

MONICA: Jak komuś poprawi to samopoczucie, to po prostu dajmy tylko prezent.

ROSS: P...prezent ??? Więc coś to nie jest prezent ???

CHANDLER: Nie, coś to..., chcieliśmy iść z tobą na Hootie and the Blowfish.

ROSS: Hootie and the...o Boże. Przecież mogę ich posłuchać w radiu.

PHOEBE: Nie, teraz mi głupio. Chciałeś iść na koncert.

ROSS: Nie, patrzcie, hey, to moje urodziny, najważniejsze, żebyśmy byli razem.

MONICA: Wszyscy.

CHANDLER: Razem.

ROSS: Nie na koncercie.

RACHEL: Ok.

JOEY: Dobra.

RACHEL: Dziękuję.

JOEY: Dzięki.

PHOEBE: Tak.

{przerwa i nikt nic nie mówi}

CHANDLER: Kurczę...ebola wirus. Paskudna sprawa, huh ???

(Mieszkanie Moniki i Rachel)

CHANDLER: Gee, Monika, co masz w torbie ???

MONICA: Nie wiem, Chandler. Zobaczmy.

PHOEBE: Oh, to skecz ???

MONICA: Czemu, to kolacja dla sześciu. 5 steków i bakłażan dla Phoebe.

ROSS: Whoo!

PHOEBE: Super.

MONICA: Tak, zmieniliśmy dostawcę mięsa w pracy i nowy dał mi te steki w ramach podziękowania.

ROSS: Ale czekajcie, jest jeszcze coś. Hey, Chandler, co masz w kopercie ???

CHANDLER: Przy okazji...przedtem nie wydawało się to takie głupie.

ROSS: Daj spokój.

CHANDLER: No, to 6 biletów na Hootie and the Blowfish! [cisza] The Blowfish! [nikt nie reaguje]

MONICA: Na nasz koszt, nie martwcie się.

PHOEBE: Więc...dziękuję.

ROSS: Możecie się tak nie cieszyć ???

JOEY: Słuchajcie, miły gest, ale to tak jak...

MONICA: Jak ???

JOEY: Zapomoga.

MONICA: Zapomoga ???

ROSS: Próbujemy być mili.

RACHEL: Ross, musicie zrozumieć, że przez to czujemy się tacy mali [pokazuje palcami].

PHOEBE: Właściwie to tacy mali. [zmniejsza odległość między palcami Rachel]

ROSS: Nie rozumiem. Nie można się z wami dogadać.

CHANDLER: Skoro czujecie się tacy mali to może to nie nasza wina, tylko po prostu tak się czujecie.

JOEY: Oh, teraz będziesz nam mówił jak się czujemy ???

RACHEL: Ok, nie powinniśmy w ogóle o tym mówić.

PHOEBE: Rezygnuję z koncertu, nie czuję się dobrze z tym.

RACHEL: Ja też.

JOEY: I ja.

MONICA: Ale my kupiliśmy bilety.

PHOEBE: Oh, więc macie dodatkowe siedzenia, no wiecie, na swoje diademy i inne rzeczy.

CHANDLER: Czemu patrzyłaś akurat na mnie ???

MONICA: Chyba teraz i my nie pójdziemy.

RACHEL: Co ??? Dajcie spokój...róbcie co chcecie. Czy zawsze musimy robić wszystko razem ???

MONICA: Wiecie co ??? Macie rację.

PHOEBE: Dobra.

ROSS: Dobra.

JOEY: Dobra.

CHANDLER: Dobra.

RACHEL: Dobra.

MONICA: W porządku. Pójdziemy. [Wychodzi ale po chwili wraca i mówi.] Zaczyna się za 6 godzin. Wtedy pójdziemy.

{Mieszkanie Chandlera i Joey'ego}

ROSS: Chandler!

CHANDLER: Co ???

ROSS: Geez! Gotowy ???

CHANDLER: Tak. Tylko wezmę kurtkę i powiem, że się dziś kochałem.

ROSS: Co! Kochałeś się dziś ???

CHANDLER: Wow, z obcych ust brzmi to nawet lepiej. Byłem boski!!! Zagryzała nawet usta, żeby nie krzyczeć.

ROSS: Wow.

CHANDLER: Miałem przerwę, ale wziąłem to za dobry znak.

(dzwoni telefon)

ROSS: Ciągle twoja metoda ???

CHANDLER: Kochałem się dziś. Nie muszę więc odbierać już telefonów.

SEKRETARKA: Po sygnale wiesz co robić.

JADE: Hey, Bob, Tu Jade. Słuchaj, chciałam ci tylko powiedzieć, że było mi przykro kiedy nie przyszedłeś i jeszcze, że poszłam z innym.

CHANDLER: Tu Bob.

JADE: Oh, cześć.

CHANDLER: Więć poznałaś kogoś, huh ???

JADE: Tak, tak, poznałam. Właściwie to nawet kochałam się z nim 2 godziny temu.

CHANDLER: No i jaki był ???

JADE: Eh.

CHANDLER: Eh ???

JADE: Oh, Bob, to nic w porównaniu do ciebie. Musiałam zagryzać usta, żeby nie wykrzyczeć twojego imienia.

CHANDLER: Miło mi to słyszeć.

JADE: Było tak dziwnie i nierówno.

ROSS: (z ruchu warg Ross'a) nierówno ???

CHANDLER: No, a może to jakiś nowy super styl i musisz się przyzwyczaić.

JADE: Nawet nie miałam na to czasu, jeśli mnie rozumiesz ???

(na koncercie)

MONICA: Wiecie co ??? Chyba nie będzie mi się podobało.

ROSS: Tak, to moje urodziny i powinniśmy być razem.

CHANDLER: To chodźmy.

ROSS: Może... [zbierają się do wyjścia, ale zaczyna się koncert] Może jednak zostańmy choć na 1 piosenkę.

CHANDLER: Taak, było by nie uprzejmie wychodzić zaraz na początku.

MONICA: Tamci pewnie świetnie się bawią.

(Mieszkanie Moniki i Rachel)

JOEY: Dajcie spokój, jeszcze tylko raz.

PHOEBE: Ok. Jeden.

JOEY: Niee [i pokazuje, że były 2 palce].

(po koncercie)

MONICA: To było niesamowite!

ROSS: Wspaniałe.

CHANDLER: Nie mogę uwierzyć, że to opuścili.

ROSS: Kto ??? Oh, tak.

STEVE: Przepraszam...ty jesteś Monika Geller ???

MONICA: My się znamy ???

STEVE: Kiedyś byłaś moją opiekunką.

MONICA: O mój Boże, mały Stevie Fisher ??? Co u ciebie ???

STEVE: Dobrze, dobrze, teraz jestem prawnikiem.

MONICA: Nie możliwe, masz 8 lat.

STEVE: Było miło was spotkać. Muszę lecieć za kulisy.

MONICA: Uh, czekaj, za kulisy ???

STEVE: Oh, tak, moja firma reprezentuje zespół.

{Ross i Chandler nagle się zaciekawili}

ROSS: Ross. [podaje mu rękę]

CHANDLER: Chandler. [on też]

STEVE: Jak się macie ??? Chcecie poznać grupę ??? Chodźcie. To nie ty przystawiałaś się do mojego taty ???

(Central Perk)

ROSS: Hey.

RACHEL: Wszystkiego najlepszego.

ROSS: Oh, dziękuję, dzięki. Więc uh, jak spędziliście wieczór, jak było ???

RACHEL: Oh, beznadziejnie. A wasz ???

MONICA: Nasz też, oh, ale, spotkałam małego Stevie Fisher'a. Pamiętasz go ???

RACHEL: Tak, kiedyś się nim opiekowałam. Hey, co u jego taty ???

MONICA: Uh, dobrze.

ROSS: Uh, poza tym, cały wieczór to kompletna klapa.

CHANDLER: Tak, brakowało nam was.

JOEY: Tak, właśnie mówiliśmy...ta cała sprawa...to głupota.

PHOEBE: Nie możemy pozwolić, żeby takie rzeczy jak pieniądze psuły...to malinka ???

MONICA: Nie...upadłam.

RACHEL: Na czyjeś usta ??? Skąd masz malinkę ???

MONICA: Z przyjęcia...

RACHEL: Jakiego ???

ROSS: To nie tyle przyjęcie...tylko zebranie ludzi z jedzeniem, muzyką i zespołem.

JOEY: Byliście na przyjęciu z Hootie and the Blowfish ???

CHANDLER: Tak, okazało się, że Steve dobrze ich zna.

RACHEL: Kto zrobił ci malinkę ???

MONICA: To dzieło Blowfish'a.

RACHEL: Oh!

PHOEBE: Oh! Nie wierzę, nie wierzę! A my siedzieliśmy w domu zgadując palce Joey'ego, a wy poszliście na koncert i...hey Blowfish cmoknij mnie w szyjkę.

ROSS: Nie wińcie nas. Też mogliście iść.

RACHEL: Jasne, w ramach pomocy biednym przyjaciołom ???

(Pager Moniki zaczyna się odzywać)

MONICA: To z pracy.

CHANDLER: Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi, że zarabiamy więcej pieniędzy niż wy. Ale nie będziemy się czuć winni, bo ciężko na to pracujemy.

JOEY: A my nie ???

MONICA: (przez telefon) Tak, cześć, tu Monika. Właśnie dostałam wiadomość.

CHANDLER: Mówię po prostu, że czasem chcemy zrobić coś co kosztuje trochę więcej.

JOEY: A my was wstrzymujemy.

CHANDLER: Tak.

RACHEL: Oh!

CHANDLER: Nie.

MONICA: Leon, Leon. Shhh! Cicho. Czekaj, nie rozumiem. Te steki były jako prezent nie jako łapówka. Odkupie je i po prostu zapomnimy o całej sprawie. Jaka polityka firmy ??? Nie. Tak. W porządku. Właśnie mnie wylali.

PHOEBE: Oh.

(Każdy zaczyna ją pocieszać)

KELNERKA: Oto rachunek. W sumie $4.12.

JOEY: Ja to wezmę. (do Chandler) Masz 5 dolców ???

Końcowe napisy

SEKRETARKA: Po sygnale wiesz co robić.

JADE: Cześć, to ja. Słuchaj, Bob. pewnie pomyślisz, że przesadzam. Minęły 3 lata i pewnie już kogoś masz, ale daj mi choć jedną noc, jedną gorącą, mokrą, dziką noc. Przez wzgląd na dawne czasy.

(Joey rzuca się na telefon, ale nie trafia i wszystko wygląda całkiem super...)

KONIEC