[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'ego. Ross i Chandler siedzą tam. Ross ogląda wrestling.]
ROSS: Tęsknię za Julie.
CHANDLER: Hiszpańskie karły. Zapasy. Julie. Ok, tak, wszystko jasne. (dzwoni telefon)
ROSS: Wiesz do czego to jest ???
CHANDLER: Próbuję nową metodę. No wiesz, zawsze odbieram telefon i wszyscy myślą, że nie mam co robić. Mój Boże, Rodrigo nigdy nie był powalony.
(SEKRETARKA--GŁOS JOEY'EGO): Po sygnale wiesz co robić.
JADE: Cześć, szukam Bob'a. Tu Jane. Nie wiem czy jeszcze to twój numer, ale właśnie myślałam o nas i o tym jak było cudownie, wiem, że to już 3 lata, ale miałam nadzieję, że znowu będziemy razem. Z trudem zebrałam się do tego telefonu i wiesz co zrobiłam ???
CHANDLER: Co ???
JADE: Upiłam się...i jestem nago.
CHANDLER: Mówi Bob.
JADE: Oh, no wiesz, to co zwykle, uczę aerobiku, przesadzam z przyjęciami. Oh, a gdybyś się zastanawiał to na nowym plakacie James'a Bond'a są moje nogi.
CHANDLER: Możesz chwilkę poczekać ??? Mam 2 rozmowę. (do Ross'a) Ja już ją kocham.
ROSS: Wiem.
CHANDLER: Już jestem.
JADE: To co...spotkamy się ???
CHANDLER: Um, jasne! Może jutro po południu ??? Wiesz gdzie jest kawiarnia Central Perk. Około 5 ???
JADE: Świetnie, do zobaczenia.
CHANDLER: Ok. Ok. Założenie telefonu wreszcie się opłaciło.
ROSS: Może i dobrze udawałeś Bob'a, ale tak sobie myślę, że kiedy cię jutro zobaczy to pomyśli - "Ty nie jesteś Bob."
CHANDLER: Mam nadzieję, że jeżeli Bob się jutro nie pokaże, to będzie szukała pocieszenia u kogoś innego przy stoliku obok.
ROSS: O mój Boże. Jesteś diabłem wcielonym.
CHANDLER: [Pokazuj rękami] Ok, diabeł wcielony, samotny i napalony. Już to kiedyś robiłem. Będzie dobrze.
(Mieszkanie Moniki i Rachel)
ROSS: (przez telefon) Tak, tak, wszyscy tu są. Hey, wszyscy, powiedzcie cześć do Julie w Nowym Mexyku.
ALL: Cześć, Julie!
RACHEL: (sarkastycznie) Cześć, Julie.
CHANDLER: Ok, szybko, jak Ross rozmawia, każdy wisi mi po 62 dolary na jego urodziny.
PHOEBE: Czy istnieje szansa, że zaokrąglasz ??? No wiesz...z 20 ???
CHANDLER: Hey, dajcie spokój, kupiony jest prezent, bilety na koncert i tort.
JOEY: Czy tort jest konieczny ???
CHANDLER: Słuchajcie, wiem, że to trochę dużo.
RACHEL: Noo, whoosh!
CHANDLER: Ale to Ross.
PHOEBE: To Ross.
JOEY: W porządku.
CHANDLER: To na razie, muszę lecieć...zrobić coś.
ROSS: Ok, skarbie, zadzwonię wieczorem. Czekaj, czekaj, hey, hey, hey, chyba nie zamierzasz tego zrobić ???
CHANDLER: A wiesz...zamierzam.
RACHEL: Więc co robicie na kolację ???
JOEY: Ja muszę zacząć oszczędzać na urodziny Ross'a, więc chyba zostanę w domu i tylko zliżę kurz.
PHOEBE: Możecie sobie wyobrazić ile to kosztuje ???
RACHEL: Wy też czujecie, jakby chłopaki nie zdawali sobie sprawy z tego, że my nie zarabiamy tyle co oni ???
JOEY: Tak! Właśnie, zawsze mówią "chodźmy tu, chodźmy tam". Jakby nas było stać na to.
PHOEBE: Tak, tak, No i zawsze musimy chodzić w ładne miejsca. Boże. Teraz nie możemy nic powiedzieć, bo to urodziny i to dla Ross'a.
JOEY: Dla Ross'a.
RACHEL: Dla Ross'a, Ross'a, Ross'a.
MONICA: (wchodzi) O mój Boże.
RACHEL: Hey.
JOEY: Cze.
RACHEL: Co ???
MONICA: Siedzę sobie w pracy, no wiecie, dzień jak co dzień, aż tu nagle Leon, dyrektor, wzywa mnie do siebie. Okazało się, że zwolnili szefa kuchni i zgadnijcie kto dostał tę robotę.
JOEY: Jeśli nie ty to straszna historia.
MONICA: Na szczęście ja. I zrobili mnie szefem do spraw zakupów, dzięki bardzo. W każdym razie spotkałam Ross'a i Chandler'a na dole i mówili, że powinniśmy to uczcić w jakimś ładnym miejscu. No wiecie.
JOEY: Tak, ładne miejsce. (do Phoebe i Rachel) Ile mogę dostać za nerkę ???
(Central Perk)
ROSS: Mówię ci. Nie możesz tego zrobić.
CHANDLER: Daj spokój. Takiej dziewczyny nie zdobędę konwencjonalnymi sposobami.
ROSS: To się nie liczy. Chciała zadzwonić do Bob'a. A jak on i ona byli dla siebie przeznaczeni ??? Tylko możesz zniszczyć szansę dla obydwojga na szczęście.
CHANDLER: Nie znamy Bob'a, ok ??? Znamy mnie. Lubimy. Dajmy mi więc szczęście.
ROSS: Idź do niej i powiedz jej prawdę.
CHANDLER: Już dobra.
{Chandler jeszcze próbuje się wycofać, ale...}
ROSS: Idź.
CHANDLER: Cześć.
JADE: Cześć.
CHANDLER: Słuchaj...muszę ci się do czegoś przyznać.
JADE: Tak ???
CHANDLER: Ktokolwiek cię wystawił jest idiotą.
JADE: Skąd...???
CHANDLER: Nie wiem. Po prostu coś mnie tknęło. No ale taki już jestem. Trochę dziwny i wrażliwy. Chusteczkę ???
JADE: Dzięki.
CHANDLER: Nie, zatrzymaj całą paczkę. Ja się już dziś wypłakałem.
(Miłe miejsce)
ROSS: Ok, ok, za moją siostrę, nowo wybranego szefa kuchni...
MONICA: Także szefa od zakupów.
ROSS: Nnowo wybranego szefa kuchni i także szefa od zakupów...
MONICA: Który ma swoje biurko pod nieobecność Rolanda.
ROSS: Uh, szefa kuchni, zakupów, z biurkiem pod nieobecność Rolanda. Zdrowie mojej siostry...
MONICA: Oh, czekajcie, dostałam też biper!
JOEY: Super.
PHOEBE: Pokaż!
ROSS: Dobra, ja poczekam!
MONICA: Oh, przepraszam.
JOEY: Przepraszam, przepraszam.
ROSS: Monika!
(stukanie kieliszków)
KELNER: Mogę już przyjąć zamówienie ???
RACHEL: Oh, jeszcze nawet nie patrzyliśmy w menu.
WAITER: Więc jak już będą państwo gotowi proszę dać mi znać. Będę czekał tam na brzeżku krzesełka.
PHOEBE: Wow, patrzcie na te ceny.
RACHEL: No, aż strach.
JOEY: Co to jest "sławny kurczak" ???
CHANDLER: Hey, przepraszam za spóźnienie. Gratulacje, Mon. (do Ross'a) Nie żałuję, że się spóźniłem. Wiesz jak było ???
ROSS: Pewnie bosko, sądząc po wiadomości na mojej sekretarce. Hey, Chandler, czemu on zostawiła wiadomość dla ciebie u mnie ???
CHANDLER: Oh, patrz, Musiałem jej powiedzieć, że mój numer to twój numer, bo nie mogłem powiedzieć, że mój numer to mój numer, bo ona myśli, że mój numer to numer Bob'a.
ROSS: Hey, a możesz mi powiedzieć co mam mówić jak dzwoni szef ???
KELNER: Mogę już przyjąć zamówienie ???
MONICA: Tak, zacznę od carpaccio, a potem krewetki z grilla.
ROSS: To brzmi nieźle. To samo dla mnie.
KELNER: A pan ???
JOEY: Tak, wezmę pizzę z kurczakiem po taisku. Czy jak wezmę bez orzechów i porów to będzie taniej ???
KELNER: Chciał byś ??? Dla pani ???
RACHEL: Ok, wezmę, (szeptem) przystawkę.
KELNER: (też szeptem) A do czego ją podać ???
RACHEL: Uh, nie wiem. Zjem ją może z...wodą ???
KELNER: A dla pani ???
PHOEBE: Um, ja wezmę zupę ogórkową, i, um, na razie.
CHANDLER: A dla mnie zębacz po gawujsku.
KELNER: Coś jeszcze ???
CHANDLER: Tak, może zwrotkę "Zabijasz mnie powoli". Kichnie mi pan do ryby ???
{po obiedzie}
ROSS: (liczy na kalkulatorze) plus napiwek, dzielone na 6. Ok, każdy płaci 28 dolarów.
RACHEL: Um, każdy ???
ROSS: Oh, racja, przepraszam.
JOEY: Dzięki.
ROSS: To wielki wieczór Moniki. Nie powinna płacić.
MONICA: Oh, dziękuję!
ROSS: Na pięć to będzie, 33.5 na każdego.
PHOEBE: Nie, huh uh, nie ma mowy, Przykro mi, tak nie będzie.
CHANDLER: Czekaj, czekaj, przypomina mi się bal maturalny.
PHOEBE: Przykro mi, Monika, Cieszę się, że awansowałaś, ale zimny krem z ogórków za 30 coś tam... ??? Nie! Rachel zjadła tylko sałatkę, a Joey tę MINI pizzę! To po prostu...
ROSS: Ok, Pheebs! W porządku. Każdy zapłaci za to co zjadł.. Nie ma sprawy.
PHOEBE: Jak dla kogo.
MONICA: Dobra, co tu się dzieje ???
RACHEL: Ok, nie chcę się w to teraz mieszać. To będzie krępujące.
PHOEBE: Dobrze. W porządku.
JOEY: OK.
CHANDLER: Możecie nam powiedzieć.
ROSS: Hello, to my, w porządku ??? Nic się nie stanie.
JOEY: Ok, um, uh, nasza trójka czuje, że uh, wy czasami nie rozumiecie, że nie mamy tyle pieniędzy co wy.
MONICA: Ok.
ROSS: Słyszę.
CHANDLER: Możemy o tym pogadać.
PHOEBE: No to...pogadajmy.
ROSS: Nigdy nie myślałem o pieniądzach jak o kłopocie.
RACHEL: Bo je masz.
ROSS: Słuszna uwaga.
CHANDLER: Czemu nie powiedzieliście o tym wcześniej ???
JOEY: Bo zawsze coś wynika...awans Moniki, cała ta zabawa z urodzinami Ross'a.
ROSS: Co... ??? Czekajcie...nie chcę, żeby moje urodziny były źródłem jakichś negatywnych...będzie zabawa ???
RACHEL: Ogólnie, jest coś i potem cała reszta.
MONICA: Jak komuś poprawi to samopoczucie, to po prostu dajmy tylko prezent.
ROSS: P...prezent ??? Więc coś to nie jest prezent ???
CHANDLER: Nie, coś to..., chcieliśmy iść z tobą na Hootie and the Blowfish.
ROSS: Hootie and the...o Boże. Przecież mogę ich posłuchać w radiu.
PHOEBE: Nie, teraz mi głupio. Chciałeś iść na koncert.
ROSS: Nie, patrzcie, hey, to moje urodziny, najważniejsze, żebyśmy byli razem.
MONICA: Wszyscy.
CHANDLER: Razem.
ROSS: Nie na koncercie.
RACHEL: Ok.
JOEY: Dobra.
RACHEL: Dziękuję.
JOEY: Dzięki.
PHOEBE: Tak.
{przerwa i nikt nic nie mówi}
CHANDLER: Kurczę...ebola wirus. Paskudna sprawa, huh ???
(Mieszkanie Moniki i Rachel)
CHANDLER: Gee, Monika, co masz w torbie ???
MONICA: Nie wiem, Chandler. Zobaczmy.
PHOEBE: Oh, to skecz ???
MONICA: Czemu, to kolacja dla sześciu. 5 steków i bakłażan dla Phoebe.
ROSS: Whoo!
PHOEBE: Super.
MONICA: Tak, zmieniliśmy dostawcę mięsa w pracy i nowy dał mi te steki w ramach podziękowania.
ROSS: Ale czekajcie, jest jeszcze coś. Hey, Chandler, co masz w kopercie ???
CHANDLER: Przy okazji...przedtem nie wydawało się to takie głupie.
ROSS: Daj spokój.
CHANDLER: No, to 6 biletów na Hootie and the Blowfish! [cisza] The Blowfish! [nikt nie reaguje]
MONICA: Na nasz koszt, nie martwcie się.
PHOEBE: Więc...dziękuję.
ROSS: Możecie się tak nie cieszyć ???
JOEY: Słuchajcie, miły gest, ale to tak jak...
MONICA: Jak ???
JOEY: Zapomoga.
MONICA: Zapomoga ???
ROSS: Próbujemy być mili.
RACHEL: Ross, musicie zrozumieć, że przez to czujemy się tacy mali [pokazuje palcami].
PHOEBE: Właściwie to tacy mali. [zmniejsza odległość między palcami Rachel]
ROSS: Nie rozumiem. Nie można się z wami dogadać.
CHANDLER: Skoro czujecie się tacy mali to może to nie nasza wina, tylko po prostu tak się czujecie.
JOEY: Oh, teraz będziesz nam mówił jak się czujemy ???
RACHEL: Ok, nie powinniśmy w ogóle o tym mówić.
PHOEBE: Rezygnuję z koncertu, nie czuję się dobrze z tym.
RACHEL: Ja też.
JOEY: I ja.
MONICA: Ale my kupiliśmy bilety.
PHOEBE: Oh, więc macie dodatkowe siedzenia, no wiecie, na swoje diademy i inne rzeczy.
CHANDLER: Czemu patrzyłaś akurat na mnie ???
MONICA: Chyba teraz i my nie pójdziemy.
RACHEL: Co ??? Dajcie spokój...róbcie co chcecie. Czy zawsze musimy robić wszystko razem ???
MONICA: Wiecie co ??? Macie rację.
PHOEBE: Dobra.
ROSS: Dobra.
JOEY: Dobra.
CHANDLER: Dobra.
RACHEL: Dobra.
MONICA: W porządku. Pójdziemy. [Wychodzi ale po chwili wraca i mówi.] Zaczyna się za 6 godzin. Wtedy pójdziemy.
{Mieszkanie Chandlera i Joey'ego}
ROSS: Chandler!
CHANDLER: Co ???
ROSS: Geez! Gotowy ???
CHANDLER: Tak. Tylko wezmę kurtkę i powiem, że się dziś kochałem.
ROSS: Co! Kochałeś się dziś ???
CHANDLER: Wow, z obcych ust brzmi to nawet lepiej. Byłem boski!!! Zagryzała nawet usta, żeby nie krzyczeć.
ROSS: Wow.
CHANDLER: Miałem przerwę, ale wziąłem to za dobry znak.
(dzwoni telefon)
ROSS: Ciągle twoja metoda ???
CHANDLER: Kochałem się dziś. Nie muszę więc odbierać już telefonów.
SEKRETARKA: Po sygnale wiesz co robić.
JADE: Hey, Bob, Tu Jade. Słuchaj, chciałam ci tylko powiedzieć, że było mi przykro kiedy nie przyszedłeś i jeszcze, że poszłam z innym.
CHANDLER: Tu Bob.
JADE: Oh, cześć.
CHANDLER: Więć poznałaś kogoś, huh ???
JADE: Tak, tak, poznałam. Właściwie to nawet kochałam się z nim 2 godziny temu.
CHANDLER: No i jaki był ???
JADE: Eh.
CHANDLER: Eh ???
JADE: Oh, Bob, to nic w porównaniu do ciebie. Musiałam zagryzać usta, żeby nie wykrzyczeć twojego imienia.
CHANDLER: Miło mi to słyszeć.
JADE: Było tak dziwnie i nierówno.
ROSS: (z ruchu warg Ross'a) nierówno ???
CHANDLER: No, a może to jakiś nowy super styl i musisz się przyzwyczaić.
JADE: Nawet nie miałam na to czasu, jeśli mnie rozumiesz ???
(na koncercie)
MONICA: Wiecie co ??? Chyba nie będzie mi się podobało.
ROSS: Tak, to moje urodziny i powinniśmy być razem.
CHANDLER: To chodźmy.
ROSS: Może... [zbierają się do wyjścia, ale zaczyna się koncert] Może jednak zostańmy choć na 1 piosenkę.
CHANDLER: Taak, było by nie uprzejmie wychodzić zaraz na początku.
MONICA: Tamci pewnie świetnie się bawią.
(Mieszkanie Moniki i Rachel)
JOEY: Dajcie spokój, jeszcze tylko raz.
PHOEBE: Ok. Jeden.
JOEY: Niee [i pokazuje, że były 2 palce].
(po koncercie)
MONICA: To było niesamowite!
ROSS: Wspaniałe.
CHANDLER: Nie mogę uwierzyć, że to opuścili.
ROSS: Kto ??? Oh, tak.
STEVE: Przepraszam...ty jesteś Monika Geller ???
MONICA: My się znamy ???
STEVE: Kiedyś byłaś moją opiekunką.
MONICA: O mój Boże, mały Stevie Fisher ??? Co u ciebie ???
STEVE: Dobrze, dobrze, teraz jestem prawnikiem.
MONICA: Nie możliwe, masz 8 lat.
STEVE: Było miło was spotkać. Muszę lecieć za kulisy.
MONICA: Uh, czekaj, za kulisy ???
STEVE: Oh, tak, moja firma reprezentuje zespół.
{Ross i Chandler nagle się zaciekawili}
ROSS: Ross. [podaje mu rękę]
CHANDLER: Chandler. [on też]
STEVE: Jak się macie ??? Chcecie poznać grupę ??? Chodźcie. To nie ty przystawiałaś się do mojego taty ???
(Central Perk)
ROSS: Hey.
RACHEL: Wszystkiego najlepszego.
ROSS: Oh, dziękuję, dzięki. Więc uh, jak spędziliście wieczór, jak było ???
RACHEL: Oh, beznadziejnie. A wasz ???
MONICA: Nasz też, oh, ale, spotkałam małego Stevie Fisher'a. Pamiętasz go ???
RACHEL: Tak, kiedyś się nim opiekowałam. Hey, co u jego taty ???
MONICA: Uh, dobrze.
ROSS: Uh, poza tym, cały wieczór to kompletna klapa.
CHANDLER: Tak, brakowało nam was.
JOEY: Tak, właśnie mówiliśmy...ta cała sprawa...to głupota.
PHOEBE: Nie możemy pozwolić, żeby takie rzeczy jak pieniądze psuły...to malinka ???
MONICA: Nie...upadłam.
RACHEL: Na czyjeś usta ??? Skąd masz malinkę ???
MONICA: Z przyjęcia...
RACHEL: Jakiego ???
ROSS: To nie tyle przyjęcie...tylko zebranie ludzi z jedzeniem, muzyką i zespołem.
JOEY: Byliście na przyjęciu z Hootie and the Blowfish ???
CHANDLER: Tak, okazało się, że Steve dobrze ich zna.
RACHEL: Kto zrobił ci malinkę ???
MONICA: To dzieło Blowfish'a.
RACHEL: Oh!
PHOEBE: Oh! Nie wierzę, nie wierzę! A my siedzieliśmy w domu zgadując palce Joey'ego, a wy poszliście na koncert i...hey Blowfish cmoknij mnie w szyjkę.
ROSS: Nie wińcie nas. Też mogliście iść.
RACHEL: Jasne, w ramach pomocy biednym przyjaciołom ???
(Pager Moniki zaczyna się odzywać)
MONICA: To z pracy.
CHANDLER: Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi, że zarabiamy więcej pieniędzy niż wy. Ale nie będziemy się czuć winni, bo ciężko na to pracujemy.
JOEY: A my nie ???
MONICA: (przez telefon) Tak, cześć, tu Monika. Właśnie dostałam wiadomość.
CHANDLER: Mówię po prostu, że czasem chcemy zrobić coś co kosztuje trochę więcej.
JOEY: A my was wstrzymujemy.
CHANDLER: Tak.
RACHEL: Oh!
CHANDLER: Nie.
MONICA: Leon, Leon. Shhh! Cicho. Czekaj, nie rozumiem. Te steki były jako prezent nie jako łapówka. Odkupie je i po prostu zapomnimy o całej sprawie. Jaka polityka firmy ??? Nie. Tak. W porządku. Właśnie mnie wylali.
PHOEBE: Oh.
(Każdy zaczyna ją pocieszać)
KELNERKA: Oto rachunek. W sumie $4.12.
JOEY: Ja to wezmę. (do Chandler) Masz 5 dolców ???
JADE: Cześć, to ja. Słuchaj, Bob. pewnie pomyślisz, że przesadzam. Minęły 3 lata i pewnie już kogoś masz, ale daj mi choć jedną noc, jedną gorącą, mokrą, dziką noc. Przez wzgląd na dawne czasy.
(Joey rzuca się na telefon, ale nie trafia i wszystko wygląda całkiem super...)