"Heckles umiera"


Oryginał napisany przez: Michael Curtis and Greg Malins
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]
Tłumaczenie: Sito

{Mieszkanie Moniki i Rachel}

CHANDLER: Hey.

MONICA: Jak było z Joan ???

CHANDLER: Zerwałem z nią.

JOEY: Przez duże nozdrza ???

CHANDLER: Były ogromne! A kiedy kichała wylatywały nietoperze.

RACHEL: Daj spokój, nie były aż tak duże.

CHANDLER: Mówię wam, kiedy się kładła widziałem jej mózg.

MONICA: Ile idealnych kobiet odrzucisz jeszcze przez takie bzdury ???

JOEY: Czekajcie, czekajcie. Muszę przyznać Chandlerowi rację. Kiedy się wprowadziłem do miasta chodziłem z taką jedną dziewczyną, naprawdę gorącą, świetnie całowała, ale miała największe jabłko Adama jakie widziałem. To mnie strasznie wkurzyło.

{Wszyscy gapią się na niego ze zdziwieniem.} CHANDLER: Ty czy ja ???

ROSS: Ja. Uh, Joey, kobiety nie mają jabłka Adama.

JOEY: Zbijacie się ze mnie, nie ???

ALL: Taak.

JOEY: To było dobre. Przez chwilę naprawdę się przeraziłem."

{Intro}

PHOEBE: Wymień chociaż jedną kobietę, z którą zerwałeś z poważnego powodu.

CHANDLER: Maureen Rosilla.

ROSS: To, że nienawidzi Yanni to nie powód.

{ktoś puka do drzwi}

MONICA: Dzień dobry panie Heckles.

MR. HECKLES: Znów to robicie.

MONICA: Niczego nie robimy.

MR. HECKLES: Tupiecie. Płoszycie moje ptaki.

RACHEL: Pan nie ma ptaków.

MR. HECKLES: Ale mógłbym mieć.

MONICA: Ok, panie Heckles, postaramy się być cicho.

MR. HECKLES: Dziękuję. A teraz wracam na uroczystą kolację.

RACHEL: Dobrze, do widzenia panie Heckles.

CHANDLER: Ok, Janice. Janice. Musicie przyznać - Janice. Tu nie byłem wybredny.

ROSS: Tu racja, przyznajemy - Janice.

PHOEBE: Brakuje mi Janice. "Hello, Chandler Bing."

RACHEL: "O - mój - Boże!"

JOEY: "Oh, Chandler, teraz, teraz, tak. Tutaj, szybciej!"

{Heckles wali szczotką w sufit żeby uciszyć toważystwo}

MONICA: Przestań walić szczotką, nie hałasujemy.

{Zaczyna się pojedynek między szczotką Heckles'a a ich tupaniem w podłogę}

RACHEL: Wygraliśmy. Wygraliśmy!

{Scena na korytarzu. Zakład pogrzebowy zabiera ciało sztywnego Heckles'a.}

MONICA: Pan Heckles.

RACHEL: Jak to się stało ???

MR. TREEGER: Musiał zamiatać. Znaleźli szczotkę w jego rękach.

MONICA: To straszne.

MR. TREEGER: Wiem. Ja zamiatałem wczoraj. To mogłem być ja.

ROSS: Jasne, zamiatanie. Nigdy nic nie wiadomo.

MR. TREEGER: Nie wiadomo...

{Mieszkanie Moniki i Rachel}

PHOEBE: Ok, jest słaby, ale nadal czuję go w budynku. Niech pan idzie do nieba panie Heckles!

CHANDLER: Ok, Phoebe.

PHOEBE: Przepraszam, ale czasem potrzebują pomocy. Już dobrze. Dalej, śmiejcie się. Wiecie, jest wiele rzeczy, w które nie wierzę, co nie znaczy, że nie istnieją.

JOEY: Na przykład ???

PHOEBE: Koła na polach, trójkąt bermudzki, ewolucja...

ROSS: Czekaj, czekaj, czekaj. Co, nie wierzysz w ewolucję ???

PHOEBE: Nah. Nie bardzo.

{Phoebe próbuje wziąć sobie ciastko ale Ross jej nie daje}

ROSS: Nie wierzysz w ewolucję ???

PHOEBE: Sama nie wiem, po prostu wiesz...małpy, Darwin, to miła historyjka, ale trochę za prosta.

ROSS: Za prosta ??? Za...miliony lat ewolucji żywych stworzeń na naszej planecie..., za prosta ???

PHOEBE: No, ja tego nie kupuję.

ROSS: Uh, przepraszam. Ewolucji się nie kupuje, Phoebe. Ewolucja to naukowy fakt, jak, jak, jak powietrze czy grawitacja.

PHOEBE: Ok, tylko nie wyskakuj z grawitacją.

ROSS: Ty uh, nie wierzysz w grawitację ???

PHOEBE: Well, to nie tak...że w nią nie wierzę, po prostu...sama nie wiem, ostatnio jakoś bardziej czuję się dopychana niż przyciągana.

{kolejne pukanie do drzwi}



CHANDLER: Uh-Oh. To Isaac Newton, trochę się wkurzył.

MR. TREEGER: Tu jest jedna. A tam ta druga. to pan Buddy Boyle - adwokat pana Heckles'a Chciał by z wami porozmawiać.

MONICA: W czym możemy pomóc ???

MR. BOYLE: w porządku, dzieci. Taka jest umowa. Według testamentu mojego klienta chce zostawić wszystkie swoje dobra dla jak to powiedział "hałaśliwym dziewczynom z mieszkania nad moim".

MONICA: A...co z jego rodzinom ???

MR. BOYLE: Nie miał.

RACHEL: Ok, więc pomówmy o pieniądzach.

MR. BOYLE: W porządku, nie ma żadnych. Podpisujcie. Więc tak: ty będziesz hałaśliwą dziewczyną numer 1 {wskazuje Monikę}, a ty numer 2 {teraz Rachel}.

MONICA: Nie mogę uwierzyć...a myśleliśmy, że nas nienawidzi przez tyle czasu. To niesamowite wywrzeć na kimś taki wpływ nawet o tym nie wiedząc

{Mieszkanie Heckles'a. Wszyscy oglądają jego rzeczy}

MONICA: Spójrzcie tylko na te śmieci! Nienawidził nas! Jo jego ostateczna zemsta!

RACHEL: Widzieliście kiedyś tak dużo syfów ???

CHANDLER: Właściwie to...myślę, że to nawet nie zasługuje na miano brud.

JOEY: Patrzcie na to. {Joey dorwał się do jakiejś wielkiej lupy, powiększającej tyłek}...Mogę to mieć ???

ROSS: Jak możesz nie wierzyć w ewolucję ???

PHOEBE: Po prostu. Patrzcie na tą fajną koszulę!

ROSS: Pheebs, studiowałem ewolucję całe dorosłe życie. Ok, zebraliśmy kilkaset skamielin, które dowodzą ewolucji dziesiątek różnych gatunków zwierząt ok? Dzięki nim DOSŁOWNIE widać jak ewoluują w czasie.

PHOEBE: Na prawdę? Widać to ???

ROSS: Oczywiście. W USA, Chinach, Afryce, wszędzie.

PHOEBE: Aaa, nie wiedziałam.

ROSS: No i masz.

PHOEBE: Huh. To teraz pytanie kto zostawił tam te skamieliny i po co ???

CHANDLER: Hey, patrzcie na to. "Moja Wielka Księga Zażaleń."

JOEY: Hey, to ja! 17 kwietnia. Uporczywy hałas. Włoch przyprowadził dziewczynę. Hey Chandler, patrz ty też tu jesteś.

CHANDLER: 18 kwietnia, uporczywy hałas. Gejowski kolega Włocha przynosi pranie. To super...

RACHEL: Monica, Monica, spójrz na tą lampę. Odrażająca. Bierzemy ją.

MONICA: Rache, myślę, że mamy wystarczająco dużo normalnych lamp.

RACHEL: Co? Daj spokój, przecież nie proszę o zegar w dziewczynie, który nawiasem mówiąc jest super!

MONICA: To nie pasuje do moich rzeczy.

RACHEL: No a co z moimi rzeczami ???

MONICA: Ty nie masz żadnych.

RACHEL: Ty ciągle myślisz, że to jest twoje mieszkanie ???

MONICA: Nie.

RACHEL: Tak, tak. Myślisz, że to jest twoje mieszkanie, a ja jestem tylko kimś kto je wynajmuje.

MONICA: Mmmmm.

RACHEL: Ok, pomrucz sobie "mmm" przez chwilę, a ja poszukam miejsca na moją nową lampę.


{Ross nie daje za wygraną i ciągle najeżdża na Phoebe}

ROSS: Ok, Pheebs. Widzisz jak poruszam tymi zabaweczkami ??? Przeciwstawne kciuki. Jak bez ewolucji wyjaśnisz przeciwstawne kciuki ???

PHOEBE: Może władcy potrzebowali ich do kierowania statkami kosmicznymi.

ROSS: Powiedz, że żartujesz.

PHOEBE: Czy nie możemy po prostu uznać, że ty wierzysz a ja nie ???

ROSS: Nie, nie możemy, Pheebs bo...

PHOEBE: Masz obsesję...każdy musi podzielać twoje zdanie ??? Myślę, że powinieneś położyć Rossa pod mikroskopem.

ROSS: {Do Chandlera} Czy krew cieknie mi z uszu ???

JOEY: Patrz na to, patrz na to. Album z ogólniaka Heckles'a.

CHANDLER: Wow, wygląda normalnie.

PHOEBE: Nawet jest trochę przystojny.

JOEY: "Heckles, rozśmieszasz mnie na zajęciach naukowych. Jesteś najzabawniejszy w szkole".

CHANDLER: Najzabawniejszy ??? Heckles ???

JOEY: Tak jest napisane.

CHANDLER: Wow, Heckles został wybrany klasowym klownem, ja też. {Z sąsiedniego mieszkania dobiega jakiś hałas} Słyszycie to ???

PHOEBE: Można powiedzieć - uporczywe.

CHANDLER: Whoa!

JOEY: Co ???

CHANDLER: Heckles grał na klarnecie, ja też. Należał do klubu modelarzy...i ja też uwazałem, że są fajni.

JOEY: Więc obaj jesteście frajerami. Wielka rzecz.

CHANDLER: Myślę, że to trochę dziwne, nie ??? Heckles i ja, Heckles, i ja, ja i Heckles... {znowu hałas z góry. Chandler łapie za szczotke i wali w sufit.}mógłbyś przestać ???

{Zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje i wyrzuca szczotkę z krzykiem}.



{Następnego dnia w mieszkaniu Heckles'a}

JOEY: Byłeś tu całą noc ???

CHANDLER: Patrz na to. Zdjęcia wszystkich kobiet, z którymi się umawiał. Patrz co o nich pisał. Vivian, zbyt wysoka. Madge, duże dziąsła. Zbyt głośna, za mądra, hałasuje przy jedzeniu. To jest...to jestem ja. Robię to samo. Skończę samotnie...tak jak on.

JOEY: Chandler, Heckles to czubek.

CHANDLER: Podążamy tym samym torem, ok? Jasne, że jestem 30 lat młodszy, ale mijam te same stacje. Gorzkie miasto. Osada samotnych. Pustelnia.

JOEY: Dobra, wiesz co musisz zrobić ??? Musisz stąd wyjść. Daj spokój, chodź, postawię ci śniadanie.

CHANDLER: A co jak nigdy nikogo nie spotkam ??? Albo gorzej...już spotkałem, ale rzuciłem bo nadużywała słowa "być może" ???

JOEY: Chandler, wyluzuj się...na pewno kogoś znajdziesz.

CHANDLER: A ty skąd niby to wiesz ??? Skąd???

JOEY: Nie wiem...staram się pomóc.

CHANDLER: Zobaczysz, wszyscy sobie kogoś znajdziecie i się pobierzecie, a ja zostanę sam. Obiecasz mi coś ??? Jak sie pobierzesz to będziesz mnie zapraszał na święta ???

JOEY: No nie wiem ??? Zależy co będziemy robić. Znaczy się, a co jak pojedziemy do jej rodziców ???

CHANDLER: No tak, rozumiem.

JOEY: Możesz przyjeżdżać na finały sezonu. Co rok, w porządku ???

CHANDLER: Wiesz co ??? Ja tak nie skończę. Na razie stary.

{Joey coś jeszcze zabiera i coś go zaczyna trapić...co ???}

JOEY: Być może. Być może. Poszli do zoo ??? Być może.

{Chandler zabiera się do rzeczy. Pojawia się muzyczka jak w filmie akcji...}

CHANDLER: {przez telefon} Cześć, to ja.

JANICE: O - MÓJ - BOŻE.

PHOEBE: Janice? Zadzwoniłeś do Janice?

CHANDLER: Tak, Janice. Co ??? Tak trudno to zrozumieć ???

ROSS: Pamiętasz ją nie ???

CHANDLER: Tak. Jest ładna, mądra i na prawdę jej na mnie zależało. Janice to moja ostatnia szansa żeby kogoś mieć.

JANICE: Helloo!!

CHANDLER: O mój Boże!

JOEY: Geez, patrz jak przytyła.

JANICE: Hey, są wszyscy.

CHANDLER: Janice, jesteś...

JANICE: Tak. Jestem!

CHANDLER: To jest...???

JANICE: Czy to twoje ??? Ha! chciał byś, Chandler Bing. Patrzysz na mężatkę.

CHANDLER: Gratulacje.

JANICE: Oh, kochanie, Przykro mi.

CHANDLER: Nie mogłaś mi o tym powiedzieć ???

JANICE: I co ??? Przegapić twoją minkę ??? Janice lubi zabawę.

{Mieszkanie Moniki i Rachel}

MONICA: Hey, Rache. Wiesz w co się jeszcze nie bawiłyśmy ???

RACHEL: W co ???

MONICA: W ukryj lampę.

RACHEL: Monica, odpuść sobie.

MONICA: Mam alergię na skorupiaki?

RACHEL: No to będziesz musiała jeść inne lampy.

{Ross wchodzi z walizką pełna skamielin. Ubrany "odświętnie" jak na jakąś ważną konferencję}

PHOEBE: Uh-oh. To straszny naukowiec przyszedł!

ROSS: Ok, Phoebe, to koniec. W tej teczce przyniosłem naukowe dowody. Teczka dowodów - jak wolisz. Niektóre z tych skamielin maja ponad 200 milionów lat.

PHOEBE: Ok, zanim zaczniesz powiem, że nie zaprzeczam ewolucji tylko mówię, że to jedna z możliwości...

ROSS: To jedyna możliwość, Phoebe.

PHOEBE: Ok, Ross, czy mógłbyś otworzyć umysł choć ociupinkę, ok? Kiedyś ludzie myśleli, że Ziemia jest płaska... a jeszcze 50 lat temu myśleliście, że atom jest najmniejszą rzeczą, dopóki go nie otworzyliście i nie wyleciały z niego inne śmieci. Teraz chcesz mi powiedzieć, że jesteś tak arogancki, że nie chcesz przyznać, że istnieje niewielka szansa, że się mylisz ???

ROSS: Istnieje maluteńka szansa.

PHOEBE: Nie mogę uwierzyć, że się złamałeś.

ROSS: Co ???

PHOEBE: Właśnie sam sobie zaprzeczyłeś. Przedtem się z tobą nie zgadzałam, ale przynajmniej cię szanowałam. Jak teraz pójdziesz do pracy jutro ??? Jak spojrzysz w oczy innym naukowcom ??? Jak spojrzysz w oczy sobie ??? Oh! {Ross zgaszony wychodzi} Była zabawa. Kto jest głodny ???

RACHEL: Ja. Zaraz, wezmę tylko płaszcz.

{Monika zakładając płaszcz rozbiła lampę Rachel}

MONICA: Ok, dobra. To był wypadek, przysięgam. Wkładałam marynarkę, i lampa się stłukła.

RACHEL: Oh, litości, Monica. Od początku nienawidziłaś tej lampy i teraz chcesz mi powiedzieć, że to był wypadek ???

MONICA: Phoebe, powiedz jej!

PHOEBE: Ok, nic nie widziałam bo sama zakładałam sweter, ale...chcę ci wierzyć.

{Wchodzi wkurzony Chandler}

RACHEL: Hey Chandler. Monica właśnie rozbiła moją lampę.

CHANDLER: Świetnie. A ja umrę w samotności.

RACHEL: Ok, wygrałeś.

MONICA: Chandler, nie umrzesz w samotności.

CHANDLER: Janice była ostatnią deską ratunku, ok ??? A teraz muszę kupić węża.

PHOEBE: Uh huh. A po co ???

CHANDLER: Jeśli będę samotnym staruchem, będę czegoś potrzebował, no wiecie, tak jak ten facet w metrze co zjada swoją twarz. Ja będę szaleńcem z wężem. A potem kupię ich więcej, nazwę je robaczkami, a dzieciaki będą uciekać i krzyczeć: "Uciekajcie to wariat z wężami" !!!

MONICA: Musisz z tym skończyć. Nie wylądujesz samotnie.

CHANDLER: Jazne, że tak! Odrzucam każdą kobietę co odważy się ze mną wyjść i żartuję z faktu, że nie ma dla mnie odpowiednich kobiet.

RACHEL: Chandler, właśnie opisałeś facetów, z którymi się umawiamy.

MONICA: Nie jesteś czubkiem tylko facetem..

RACHEL: Ma rację. Nie jesteś inny.

MONICA: Czekajcie, czekajcie. Jesteś inny. Zupełnie inny.

CHANDLER: To źle ???

MONICA: No, skarbie, to wspaniale. Teraz wreszcie wiesz czego chcesz. Większość facetów nie ma nawet pojęcia czego chcą. Teraz jesteś gotowy na poważny związek.

RACHEL: Taak. Nie skończysz samotnie.

PHOEBE: Chandler, zadzwoniłeś nawet do Janice! Tak bardzo chciałeś z kimś być!

MONICA: Dokonałeś tego!

PHOEBE: Jesteś gotów!

RACHEL: Jesteś gotów związać się na poważnie!

CHANDLER: Whoa! Tego jeszcze nie wiem.

{Mieszkanie Heckles'a. Wszyscy wynoszą z niego co wybrali dla siebie.}

RACHEL: Co tam masz ??? Znowu chcesz popsuć coś nie swojego ???

MONICA: Nie. Um, to ci się podobało i chcę, żebyś to miała. Myślę, że będzie dobrze wyglądać w naszym mieszkaniu.

RACHEL: Dzięki.

{Zegar w dziewczynie wybił pełną godzinę i dziewczyna zaczyna kręcić tyłeczkiem...}

MONICA: Nie ma sprawy.

{Wchodzi Chandler. Jest uradowany.}

CHANDLER: Hey. Ucieszy was pewnie fakt, że się na jutro umówiłem. Ta kobieta...Alison, z pracy. Jest wspaniała. Jest ładna i inteligentna. I...uh, do tej pory się z nią nie umawiałem bo ma niespotykanie dużą głowę. Ale, to mi już nie przeszkadza. Patrzcie na mnie. Dorastam.

JOEY: Można oddawać albumy do skupu ???

CHANDLER: Ja to wezmę.

JOEY: Chcesz to ???

CHANDLER: Tak, tak. Niektórzy dobrze o nim mówili. Ktoś powinien to zatrzymać.

MONICA: Oh, Boże, to takie dziwne. Całe jego życie rozegrało się w tym mieszkaniu, a teraz koniec. Wiecie, było by miło gdybyśmy uczcili jego pamięć. Wprawdzie był natrętem, ale był też człowiekiem. {Monika stanęła sobie w świetle tej lupy powiększającej tyłek i pomimo wzniosłych słów wszyscy idą w śmiech}

Wszyscy wylądujecie w piekle.

RACHEL: Nie był aż taki duży!

CHANDLER: Zabierasz to z sobą co ??? {Joey zabiera tą lupę do siebie}

JOEY: Oh, jasne.

ROSS: Idziesz ???

CHANDLER: Tak, za chwilę. {Podnosi szczotkę z podłogi, gasi światło i wychodzi} Do widzenia panie Heckles. Postaramy się być cicho.

{Końcowe napisy}

ALISON: Oh, miałam bezsensowny kierunkowy. Widziałeś, żeby jakaś firma potrzebowała filozofa ???

CHANDLER: Jasne. {W myślach...Mój Boże, jaka wielka głowa! W biurze nie była aż tak duża. Może to przez to światło. W pracy moja głowa musi wyglądać jak piłeczka golfowa. Dobra, nieważne, szybko, szybko, wymień 5 rzeczy, które ci się w niej podobają: Ładny uśmiech, dobrze ubrana...Duża głowa, duża głowa, duża głowa!)

KONIEC