CHANDLER: Hey.
MONICA: Jak było z Joan ???
CHANDLER: Zerwałem z nią.
JOEY: Przez duże nozdrza ???
CHANDLER: Były ogromne! A kiedy kichała wylatywały nietoperze.
RACHEL: Daj spokój, nie były aż tak duże.
CHANDLER: Mówię wam, kiedy się kładła widziałem jej mózg.
MONICA: Ile idealnych kobiet odrzucisz jeszcze przez takie bzdury ???
JOEY: Czekajcie, czekajcie. Muszę przyznać Chandlerowi rację. Kiedy się wprowadziłem do miasta chodziłem z taką jedną dziewczyną, naprawdę gorącą, świetnie całowała, ale miała największe jabłko Adama jakie widziałem. To mnie strasznie wkurzyło.
{Wszyscy gapią się na niego ze zdziwieniem.} CHANDLER: Ty czy ja ???
ROSS: Ja. Uh, Joey, kobiety nie mają jabłka Adama.
JOEY: Zbijacie się ze mnie, nie ???
ALL: Taak.
JOEY: To było dobre. Przez chwilę naprawdę się przeraziłem."
{Intro}
PHOEBE: Wymień chociaż jedną kobietę, z którą zerwałeś z poważnego powodu.
CHANDLER: Maureen Rosilla.
ROSS: To, że nienawidzi Yanni to nie powód.
{ktoś puka do drzwi}
MONICA: Dzień dobry panie Heckles.
MR. HECKLES: Znów to robicie.
MONICA: Niczego nie robimy.
MR. HECKLES: Tupiecie. Płoszycie moje ptaki.
RACHEL: Pan nie ma ptaków.
MR. HECKLES: Ale mógłbym mieć.
MONICA: Ok, panie Heckles, postaramy się być cicho.
MR. HECKLES: Dziękuję. A teraz wracam na uroczystą kolację.
RACHEL: Dobrze, do widzenia panie Heckles.
CHANDLER: Ok, Janice. Janice. Musicie przyznać - Janice. Tu nie byłem wybredny.
ROSS: Tu racja, przyznajemy - Janice.
PHOEBE: Brakuje mi Janice. "Hello, Chandler Bing."
RACHEL: "O - mój - Boże!"
JOEY: "Oh, Chandler, teraz, teraz, tak. Tutaj, szybciej!"
{Heckles wali szczotką w sufit żeby uciszyć toważystwo}
MONICA: Przestań walić szczotką, nie hałasujemy.
{Zaczyna się pojedynek między szczotką Heckles'a a ich tupaniem w podłogę}
RACHEL: Wygraliśmy. Wygraliśmy!
{Scena na korytarzu. Zakład pogrzebowy zabiera ciało sztywnego Heckles'a.}
MONICA: Pan Heckles.
RACHEL: Jak to się stało ???
MR. TREEGER: Musiał zamiatać. Znaleźli szczotkę w jego rękach.
MONICA: To straszne.
MR. TREEGER: Wiem. Ja zamiatałem wczoraj. To mogłem być ja.
ROSS: Jasne, zamiatanie. Nigdy nic nie wiadomo.
MR. TREEGER: Nie wiadomo...
{Mieszkanie Moniki i Rachel}
PHOEBE: Ok, jest słaby, ale nadal czuję go w budynku. Niech pan idzie do nieba panie Heckles!
CHANDLER: Ok, Phoebe.
PHOEBE: Przepraszam, ale czasem potrzebują pomocy. Już dobrze. Dalej, śmiejcie się. Wiecie, jest wiele rzeczy, w które nie wierzę, co nie znaczy, że nie istnieją.
JOEY: Na przykład ???
PHOEBE: Koła na polach, trójkąt bermudzki, ewolucja...
ROSS: Czekaj, czekaj, czekaj. Co, nie wierzysz w ewolucję ???
PHOEBE: Nah. Nie bardzo.
{Phoebe próbuje wziąć sobie ciastko ale Ross jej nie daje}
ROSS: Nie wierzysz w ewolucję ???
PHOEBE: Sama nie wiem, po prostu wiesz...małpy, Darwin, to miła historyjka, ale trochę za prosta.
ROSS: Za prosta ??? Za...miliony lat ewolucji żywych stworzeń na naszej planecie..., za prosta ???
PHOEBE: No, ja tego nie kupuję.
ROSS: Uh, przepraszam. Ewolucji się nie kupuje, Phoebe. Ewolucja to naukowy fakt, jak, jak, jak powietrze czy grawitacja.
PHOEBE: Ok, tylko nie wyskakuj z grawitacją.
ROSS: Ty uh, nie wierzysz w grawitację ???
PHOEBE: Well, to nie tak...że w nią nie wierzę, po prostu...sama nie wiem, ostatnio jakoś bardziej czuję się dopychana niż przyciągana.
{kolejne pukanie do drzwi}
CHANDLER: Uh-Oh. To Isaac Newton, trochę się wkurzył.
MR. TREEGER: Tu jest jedna. A tam ta druga. to pan Buddy Boyle - adwokat pana Heckles'a Chciał by z wami porozmawiać.
MONICA: W czym możemy pomóc ???
MR. BOYLE: w porządku, dzieci. Taka jest umowa. Według testamentu mojego klienta chce zostawić wszystkie swoje dobra dla jak to powiedział "hałaśliwym dziewczynom z mieszkania nad moim".
MONICA: A...co z jego rodzinom ???
MR. BOYLE: Nie miał.
RACHEL: Ok, więc pomówmy o pieniądzach.
MR. BOYLE: W porządku, nie ma żadnych. Podpisujcie. Więc tak: ty będziesz hałaśliwą dziewczyną numer 1 {wskazuje Monikę}, a ty numer 2 {teraz Rachel}.
MONICA: Nie mogę uwierzyć...a myśleliśmy, że nas nienawidzi przez tyle czasu.
To niesamowite wywrzeć na kimś taki wpływ nawet o tym nie wiedząc
{Mieszkanie Heckles'a. Wszyscy oglądają jego rzeczy}
MONICA: Spójrzcie tylko na te śmieci! Nienawidził nas! Jo jego ostateczna zemsta!
RACHEL: Widzieliście kiedyś tak dużo syfów ???
CHANDLER: Właściwie to...myślę, że to nawet nie zasługuje na miano brud.
JOEY: Patrzcie na to. {Joey dorwał się do jakiejś wielkiej lupy, powiększającej tyłek}...Mogę to mieć ???
ROSS: Jak możesz nie wierzyć w ewolucję ???
PHOEBE: Po prostu. Patrzcie na tą fajną koszulę!
ROSS: Pheebs, studiowałem ewolucję całe dorosłe życie. Ok, zebraliśmy kilkaset skamielin, które dowodzą ewolucji dziesiątek różnych gatunków zwierząt ok? Dzięki nim DOSŁOWNIE widać jak ewoluują w czasie.
PHOEBE: Na prawdę? Widać to ???
ROSS: Oczywiście. W USA, Chinach, Afryce, wszędzie.
PHOEBE: Aaa, nie wiedziałam.
ROSS: No i masz.
PHOEBE: Huh. To teraz pytanie kto zostawił tam te skamieliny i po co ???
CHANDLER: Hey, patrzcie na to. "Moja Wielka Księga Zażaleń."
JOEY: Hey, to ja! 17 kwietnia. Uporczywy hałas. Włoch przyprowadził dziewczynę. Hey Chandler, patrz ty też tu jesteś.
CHANDLER: 18 kwietnia, uporczywy hałas. Gejowski kolega Włocha przynosi pranie. To super...
RACHEL: Monica, Monica, spójrz na tą lampę. Odrażająca. Bierzemy ją.
MONICA: Rache, myślę, że mamy wystarczająco dużo normalnych lamp.
RACHEL: Co? Daj spokój, przecież nie proszę o zegar w dziewczynie, który nawiasem mówiąc jest super!
MONICA: To nie pasuje do moich rzeczy.
RACHEL: No a co z moimi rzeczami ???
MONICA: Ty nie masz żadnych.
RACHEL: Ty ciągle myślisz, że to jest twoje mieszkanie ???
MONICA: Nie.
RACHEL: Tak, tak. Myślisz, że to jest twoje mieszkanie, a ja jestem tylko kimś kto je wynajmuje.
MONICA: Mmmmm.
RACHEL: Ok, pomrucz sobie "mmm" przez chwilę, a ja poszukam miejsca na moją nową lampę.
{Ross nie daje za wygraną i ciągle najeżdża na Phoebe}
ROSS: Ok, Pheebs. Widzisz jak poruszam tymi zabaweczkami ??? Przeciwstawne kciuki. Jak bez ewolucji
wyjaśnisz przeciwstawne kciuki ???
PHOEBE: Może władcy potrzebowali ich do kierowania statkami kosmicznymi.
ROSS: Powiedz, że żartujesz.
PHOEBE: Czy nie możemy po prostu uznać, że ty wierzysz a ja nie ???
ROSS: Nie, nie możemy, Pheebs bo...
PHOEBE: Masz obsesję...każdy musi podzielać twoje zdanie ??? Myślę, że powinieneś położyć Rossa pod mikroskopem.
ROSS: {Do Chandlera} Czy krew cieknie mi z uszu ???
JOEY: Patrz na to, patrz na to. Album z ogólniaka Heckles'a.
CHANDLER: Wow, wygląda normalnie.
PHOEBE: Nawet jest trochę przystojny.
JOEY: "Heckles, rozśmieszasz mnie na zajęciach naukowych. Jesteś najzabawniejszy w szkole".
CHANDLER: Najzabawniejszy ??? Heckles ???
JOEY: Tak jest napisane.
CHANDLER: Wow, Heckles został wybrany klasowym klownem, ja też. {Z sąsiedniego mieszkania dobiega jakiś hałas} Słyszycie to ???
PHOEBE: Można powiedzieć - uporczywe.
CHANDLER: Whoa!
JOEY: Co ???
CHANDLER: Heckles grał na klarnecie, ja też. Należał do klubu modelarzy...i ja też uwazałem, że są fajni.
JOEY: Więc obaj jesteście frajerami. Wielka rzecz.
CHANDLER: Myślę, że to trochę dziwne, nie ??? Heckles i ja, Heckles, i ja, ja i Heckles... {znowu hałas z góry. Chandler łapie za szczotke i wali w sufit.}mógłbyś przestać ???
{Zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje i wyrzuca szczotkę z krzykiem}.
{Następnego dnia w mieszkaniu Heckles'a}
JOEY: Byłeś tu całą noc ???
CHANDLER: Patrz na to. Zdjęcia wszystkich kobiet, z którymi się umawiał. Patrz co o nich pisał. Vivian, zbyt wysoka. Madge, duże dziąsła. Zbyt głośna, za mądra, hałasuje przy jedzeniu. To jest...to jestem ja. Robię to samo. Skończę samotnie...tak jak on.
JOEY: Chandler, Heckles to czubek.
CHANDLER: Podążamy tym samym torem, ok? Jasne, że jestem 30 lat młodszy, ale mijam te same stacje. Gorzkie miasto. Osada samotnych. Pustelnia.
JOEY: Dobra, wiesz co musisz zrobić ??? Musisz stąd wyjść. Daj spokój, chodź, postawię ci śniadanie.
CHANDLER: A co jak nigdy nikogo nie spotkam ??? Albo gorzej...już spotkałem, ale rzuciłem bo nadużywała słowa "być może" ???
JOEY: Chandler, wyluzuj się...na pewno kogoś znajdziesz.
CHANDLER: A ty skąd niby to wiesz ??? Skąd???
JOEY: Nie wiem...staram się pomóc.
CHANDLER: Zobaczysz, wszyscy sobie kogoś znajdziecie i się pobierzecie, a ja zostanę sam. Obiecasz mi coś ??? Jak sie pobierzesz to będziesz mnie zapraszał na święta ???
JOEY: No nie wiem ??? Zależy co będziemy robić. Znaczy się, a co jak pojedziemy do jej rodziców ???
CHANDLER: No tak, rozumiem.
JOEY: Możesz przyjeżdżać na finały sezonu. Co rok, w porządku ???
CHANDLER: Wiesz co ??? Ja tak nie skończę. Na razie stary.
{Joey coś jeszcze zabiera i coś go zaczyna trapić...co ???}
JOEY: Być może. Być może. Poszli do zoo ??? Być może.
{Chandler zabiera się do rzeczy. Pojawia się muzyczka jak w filmie akcji...}
CHANDLER: {przez telefon} Cześć, to ja.
JANICE: O - MÓJ - BOŻE.
PHOEBE: Janice? Zadzwoniłeś do Janice?
CHANDLER: Tak, Janice. Co ??? Tak trudno to zrozumieć ???
ROSS: Pamiętasz ją nie ???
CHANDLER: Tak. Jest ładna, mądra i na prawdę jej na mnie zależało. Janice to moja ostatnia szansa żeby kogoś mieć.
JANICE: Helloo!!
CHANDLER: O mój Boże!
JOEY: Geez, patrz jak przytyła.
JANICE: Hey, są wszyscy.
CHANDLER: Janice, jesteś...
JANICE: Tak. Jestem!
CHANDLER: To jest...???
JANICE: Czy to twoje ??? Ha! chciał byś, Chandler Bing. Patrzysz na mężatkę.
CHANDLER: Gratulacje.
JANICE: Oh, kochanie, Przykro mi.
CHANDLER: Nie mogłaś mi o tym powiedzieć ???
JANICE: I co ??? Przegapić twoją minkę ??? Janice lubi zabawę.
{Mieszkanie Moniki i Rachel}
MONICA: Hey, Rache. Wiesz w co się jeszcze nie bawiłyśmy ???
RACHEL: W co ???
MONICA: W ukryj lampę.
RACHEL: Monica, odpuść sobie.
MONICA: Mam alergię na skorupiaki?
RACHEL: No to będziesz musiała jeść inne lampy.
{Ross wchodzi z walizką pełna skamielin. Ubrany "odświętnie" jak na jakąś ważną konferencję}
PHOEBE: Uh-oh. To straszny naukowiec przyszedł!
ROSS: Ok, Phoebe, to koniec. W tej teczce przyniosłem naukowe dowody. Teczka dowodów - jak wolisz. Niektóre z tych skamielin maja ponad 200 milionów lat.
PHOEBE: Ok, zanim zaczniesz powiem, że nie zaprzeczam ewolucji tylko mówię, że to jedna z możliwości...
ROSS: To jedyna możliwość, Phoebe.
PHOEBE: Ok, Ross, czy mógłbyś otworzyć umysł choć ociupinkę, ok? Kiedyś ludzie myśleli, że Ziemia jest płaska... a jeszcze 50 lat temu myśleliście, że atom jest najmniejszą rzeczą, dopóki go nie otworzyliście i nie wyleciały z niego inne śmieci. Teraz chcesz mi powiedzieć, że jesteś tak arogancki, że nie chcesz przyznać, że istnieje niewielka szansa, że się mylisz ???
ROSS: Istnieje maluteńka szansa.
PHOEBE: Nie mogę uwierzyć, że się złamałeś.
ROSS: Co ???
PHOEBE: Właśnie sam sobie zaprzeczyłeś. Przedtem się z tobą nie zgadzałam, ale przynajmniej cię szanowałam. Jak teraz pójdziesz do pracy jutro ??? Jak spojrzysz w oczy innym naukowcom ??? Jak spojrzysz w oczy sobie ??? Oh! {Ross zgaszony wychodzi} Była zabawa. Kto jest głodny ???
RACHEL: Ja. Zaraz, wezmę tylko płaszcz.
{Monika zakładając płaszcz rozbiła lampę Rachel}
MONICA: Ok, dobra. To był wypadek, przysięgam. Wkładałam marynarkę, i lampa się stłukła.
RACHEL: Oh, litości, Monica. Od początku nienawidziłaś tej lampy i teraz chcesz mi powiedzieć, że to był wypadek ???
MONICA: Phoebe, powiedz jej!
PHOEBE: Ok, nic nie widziałam bo sama zakładałam sweter, ale...chcę ci wierzyć.
{Wchodzi wkurzony Chandler}
RACHEL: Hey Chandler. Monica właśnie rozbiła moją lampę.
CHANDLER: Świetnie. A ja umrę w samotności.
RACHEL: Ok, wygrałeś.
MONICA: Chandler, nie umrzesz w samotności.
CHANDLER: Janice była ostatnią deską ratunku, ok ??? A teraz muszę kupić węża.
PHOEBE: Uh huh. A po co ???
CHANDLER: Jeśli będę samotnym staruchem, będę czegoś potrzebował, no wiecie, tak jak ten facet w metrze co zjada swoją twarz. Ja będę szaleńcem z wężem. A potem kupię ich więcej, nazwę je robaczkami, a dzieciaki będą uciekać i krzyczeć: "Uciekajcie to wariat z wężami" !!!
MONICA: Musisz z tym skończyć. Nie wylądujesz samotnie.
CHANDLER: Jazne, że tak! Odrzucam każdą kobietę co odważy się ze mną wyjść i żartuję z faktu, że nie ma dla mnie odpowiednich kobiet.
RACHEL: Chandler, właśnie opisałeś facetów, z którymi się umawiamy.
MONICA: Nie jesteś czubkiem tylko facetem..
RACHEL: Ma rację. Nie jesteś inny.
MONICA: Czekajcie, czekajcie. Jesteś inny. Zupełnie inny.
CHANDLER: To źle ???
MONICA: No, skarbie, to wspaniale. Teraz wreszcie wiesz czego chcesz. Większość facetów nie ma nawet pojęcia czego chcą. Teraz jesteś gotowy na poważny związek.
RACHEL: Taak. Nie skończysz samotnie.
PHOEBE: Chandler, zadzwoniłeś nawet do Janice! Tak bardzo chciałeś z kimś być!
MONICA: Dokonałeś tego!
PHOEBE: Jesteś gotów!
RACHEL: Jesteś gotów związać się na poważnie!
CHANDLER: Whoa! Tego jeszcze nie wiem.
{Mieszkanie Heckles'a. Wszyscy wynoszą z niego co wybrali dla siebie.}
RACHEL: Co tam masz ??? Znowu chcesz popsuć coś nie swojego ???
MONICA: Nie. Um, to ci się podobało i chcę, żebyś to miała. Myślę, że będzie dobrze wyglądać w naszym mieszkaniu.
RACHEL: Dzięki.
{Zegar w dziewczynie wybił pełną godzinę i dziewczyna zaczyna kręcić tyłeczkiem...}
MONICA: Nie ma sprawy.
{Wchodzi Chandler. Jest uradowany.}
CHANDLER: Hey. Ucieszy was pewnie fakt, że się na jutro umówiłem. Ta kobieta...Alison,
z pracy. Jest wspaniała. Jest ładna i inteligentna. I...uh, do tej pory się z nią nie umawiałem bo ma niespotykanie dużą głowę. Ale, to mi już nie przeszkadza. Patrzcie na mnie. Dorastam.
JOEY: Można oddawać albumy do skupu ???
CHANDLER: Ja to wezmę.
JOEY: Chcesz to ???
CHANDLER: Tak, tak. Niektórzy dobrze o nim mówili. Ktoś powinien to zatrzymać.
MONICA: Oh, Boże, to takie dziwne. Całe jego życie rozegrało się w tym mieszkaniu, a teraz koniec. Wiecie, było by miło gdybyśmy uczcili jego pamięć. Wprawdzie był natrętem, ale był też człowiekiem.
{Monika stanęła sobie w świetle tej lupy powiększającej tyłek i pomimo wzniosłych słów wszyscy idą w śmiech}
Wszyscy wylądujecie w piekle.
RACHEL: Nie był aż taki duży!
CHANDLER: Zabierasz to z sobą co ??? {Joey zabiera tą lupę do siebie}
JOEY: Oh, jasne.
ROSS: Idziesz ???
CHANDLER: Tak, za chwilę. {Podnosi szczotkę z podłogi, gasi światło i wychodzi} Do widzenia panie Heckles. Postaramy się być cicho.
{Końcowe napisy}
ALISON: Oh, miałam bezsensowny kierunkowy. Widziałeś, żeby jakaś firma potrzebowała filozofa ???
CHANDLER: Jasne. {W myślach...Mój Boże, jaka wielka głowa! W biurze nie była aż tak duża. Może to przez to światło. W pracy moja głowa musi wyglądać jak piłeczka golfowa. Dobra, nieważne, szybko, szybko, wymień 5 rzeczy, które ci się w niej podobają: Ładny uśmiech, dobrze ubrana...Duża głowa, duża głowa, duża głowa!)