MONICA: Ok, wiem, że kosztowały niesamowicie dużo i że wyrośnie z nich w 20 minut, ale nie mogłam się powstrzymać.
PHOEBE: Oh, spójrzcie! Hey, Ben. Nike - Just do it!. Oh mój Boże, oh, ok, To chyba dla niego zbyt duży stres ???
CHANDLER: Wiecie...mam ochotę na snickersa. Zaraz wrócę.
JOEY: Ja też sobie wezmę.
ROSS: Co wy robicie ???
CHANDLER: Spędzamy czas z łyżkami. Chochelkę ???
ROSS: Dorośnijcie wreszcie? To najpiękniejsza i najbardziej naturalna rzecz na świecie.
JOEY: Tak, wiemy, ale teraz ssie ją dziecko.
ROSS: To mój syn jje teraz 2 śniadanie, ok? Tak będzie częściej więc lepiej się przyzwyczajcie. Jeśli macie jakiś problem, jeśli czujecie się nieswojo to pytajcie. Carol to nie przeszkadza. No dalej!
CHANDLER: Carol, Carol? Właśnie się zastanawiałem...czy Joey mógłby ci zadać pytanie o karmieniu piersią ???
CAROL: Jasne.
JOEY: Uh, to boli ???
CAROL: Na początku bolało, ale już nie.
JOEY: Chandler ???
CHANDLER: A więc jak często możesz to robić ???
CAROL: Tyle ile on potrzebuje.
JOEY: Ok, mam jedno, mam następne. Czy jeśli ci dmuchnie w jednego to drugi ci rośnie ???
JULIE: Rachel, zostały ci jakieś babeczki ???
RACHEL: Tak, ale zapomniałam które jadłaś.
JULIE: Oh, jesteś zajęta. Sama przyniosę. Ktoś jeszcze chce ??? Odwiązał ci się fartuszek. Zaraz pomogę. Proszę.
RACHEL: Dziękuję. Ale wredna baba.
JULIE: Oh, słuchajcie. Mam kumpla w Bloomingdales. On odchodzi jutro i chce wykorzystać zniżkę. Ktoś chce iść ???
PHOEBE: Ja nie mogę. Muszę zaprowadzić babcię do weterynarza.
MONICA: Ok, um, Ja pójdę.
JULIE: Świetnie.
ROSS: Cześć skarbie.
CHANDLER: Cześć kotku.
ROSS: Cześć reszta.
JOEY: Monica co robisz ??? Nie możesz iść z nią do sklepu! A co z Rachel ???
MONICA: Będzie problem, nie ???
CHANDLER: Daj spokój! Idziesz do Bloomingdales z Julie? To będzie jakbyś poszła z Julie i zdradziła Rachel.
MONICA: Ale...
PHOEBE: Monica, ona cię zabije. Jak psa na ulicy!
ROSS: So, uh, Jules mówi, że idziecie jutro na zakupy ???
MONICA: Yeah, uh, nic takiego.
ROSS: Nie dla mnie. To super, Monica. Naprawdę doceniam to.
MONICA: Nie ma sprawy.
PHOEBE: Woof, woof.
{Supermarket, w którym pracuje Joey}
JOEY: Bijan dla mężczyzn? Hey Annabelle.
ANNABELLE: Hey, Joey. Słyszałeś o tym nowym ???
JOEY: O kim ???
ANNABELLE: Nikt nie zna jego imienia. Ja i dziewczyny nazywamy go: facetem Hombre.
JOEY: A co on robi w moim wydziale ???
ANNABELLE: Pewno sam nie wie.
JOEY: Więc się dowie. Zobaczymy się później, ok? Hey, co u ciebie ???
TODD: ...bry.
JOEY: Słuchaj, wiem, że jesteś nowy, no więc wiedz, że od stoiska dla młodych do schodów to mój teren!
TODD: Twój, huh?
JOEY: Właśnie. Bijan dla mężczyzn ???
GUY: Nie, dzięki.
TODD: Hombre ???
GUY: Jasne, chętnie.
TODD: Mówiłeś...???
{Central Perk}
MONICA: Phoebe, słuchaj. Cały dzień byłyśmy na zakupach.
PHOEBE: Co ???
MONICA: Zakupy i 2 śniadanie.
PHOEBE: Oh, spoko. A co jadłam ???
MONICA: Sałatkę.
PHOEBE: Oh, nie dziwne, że czuję się pełna.
RACHEL: Hey, co u was ???
PHOEBE: Byłam na zakupach z Moniką i jadłam sałatkę.
RACHEL: Świetnie, Pheebs. Co kupiłyście ???
PHOEBE: Um, kupiłyśmy...futro.
RACHEL: Futro ??? Ty ???
PHOEBE: Tak, ale później przypomniałam sobie, że jestem przeciwna i kupiłyśmy...piersi.
RACHEL: Piersi?
PHOEBE: Staniki! Kupiłyśmy staniki! Staniki.
{supermarket}
JOEY: Bijan dla mężczyzn? Hey, Annabelle, Uh, słuchaj, zastanawiałem się czy nie poszlibyśmy
po pracy na kawę ???
ANNABELLE: Oh, mam już plany.
TODD: Gotowa, Annabelle ???
ANNABELLE: Jasne. Może innym razem ???
JOEY: Hey, nie pierwszy raz kowboj rozpylający wodę zabrał mi dziewczynę. Bijan dla mężczyzn ???
{Mieszkanie Moniki i Rachel}
CAROL: Ok, to jest śmieszny clown. Tylko po drzemce! Bo nie zaśnie.
ROSS: Carol, już to przerabialiśmy, ok? Dobrze się bawimy. Śmiejemy się, gramy. Jesteśmy jak ojciec i syn.
SUSAN: Skarbie, spokojnie. Ross jest cudowny. Nie gap się tak. Staram się być miła.
RACHEL: Oh, ale to słodkie.
SUSAN: Oh, ja to kupowałam.
ROSS: Moje mamy mnie kochają. Sprytne.
{dzwoni telefon} MONICA: Hello? Oh, cześć, Ju-- cześć, Jew! Uh huh? Uh huh? Ok. Um, jasne, to było by super. Do zobaczenia. Narazie.
RACHEL: Czy ty właśnie powiedziałaś cześć, Jew?
MONICA: Tak. Uh, tak. To mój przyjaciel Eddie Moskowitz. On to lubi. Umacniam jego wiarę.
PHOEBE: Ben, obiad!
ROSS: Dzięki ciociu Pheebs. Tylko nie wsadzaj do mikrofalówki bo to mleko z piersi.
PHOEBE: Wiem jak podgrzać mleko z piersi. Ok.
CHANDLER: Coś ty zrobiła ???
PHOEBE: Polizałam sobie rękę, co jest ???
ROSS: To mleko z piersi!
PHOEBE: I...???
RACHEL: Phoebe, to jest jak sok wyciśnięty z człowieka.
JOEY: O co wam chodzi ???
CHANDLER: Co to miało być ???
ROSS: Ok, czy moglibyście ludzie przestać pić to mleko ???
PHOEBE: Nawet nie spróbujesz ???
ROSS: Nie!
PHOEBE: Nawet udając, że to zwykłem mleko ???
ROSS: Nawet jeśli Carol będzie miała przyczepione do piersi zdjęcie zagubionego dziecka.
{następna scena}
MONICA: Gdzie są wszyscy ???
RACHEL: Poszli z Benem do parku. Gdzie byłaś ???
MONICA: Po prostu wyszłam. Jadłam 2 śniadanie zupełnie sama. I dzięki za żakiet.
RACHEL: Oh, nie ma sprawy. Możesz go pożyczyć. Trzymaj klucze. Mon, skoro jadłaś sama to dlaczego zapłaciłaś 53 dolary ???
MONICA: Wiesz co się musiało stać? Ktoś musiał mi ukraść kartę kredytową.
RACHEL: I co wrzucił ci rachunek do kieszeni ???
MONICA: Świetne pytanie. Znakomite.
RACHEL: Monica, z kim jadłaś ???
MONICA: Judy.
RACHEL: Kim ???
MONICA: Julie.
RACHEL: Co ???
MONICA: Jody.
RACHEL: Byłaś z Julie ???
MONICA: Patrz, jak to się zaczęło to starałam się być dla niej po prostu miła, bo jest dziewczyną mojego brata. A teraz zanim się spostrzegłam robiłyśmy zakupy.
RACHEL: Oh. O mój Boże.
MONICA: Skarbie, czekaj. Zrobiłyśmy to tylko raz. To nic dla mnie nie znaczy.
RACHEL: Jasne...
MONICA: Na prawdę, Rachel, przez cały czas myślałam tylko o tobie. Słuchaj, przykro mi, w porządku. Nie chciałam żebyś się dowiedziała.
RACHEL: Oh, litości, sama chciałaś dać się złapać.
MONICA: Nie prawda!
RACHEL: Oh, więc zostawiłaś rachunek przypadkiem ???
MONICA: Nie wpadło ci do głowy, że może jestem głupia ???
RACHEL: Ok, Monica. Muszę wiedzieć jedno. Poszłaś z nią do Bloomingdales? Oh! Ok, ok, ok, Nie mogę być teraz z tobą.
{Następna scena}
MONICA: Cześć, kto mówi ??? Cze, Joanne. Rachel pracuje? To ja Monika.
Tak, wiem, że zrobiłam źle. To nie takie proste. Nie obchodzi mnie co myśli Steve. Cześć Steve.
CAROL: Jak sobie radzicie ???
PHOEBE: Oh, spróbowałam mleka Bena i Ross się wkurzył.
ROSS: Nie prawda.
CAROL: Czemuś się wkurzył ???
ROSS: Bo to mleko z piersi. To obrzydliwe.
CAROL: Moje mleko obrzydliwe ???
SUSAN: To będzie dobre.
ROSS: Nie, nie, Carol. Nie ma w nim nic złego. Po prostu myślę, że nie jest dla dorosłych.
CHANDLER: No ale opakowanie przemawia do dzieci i do dorosłych.
CAROL: Ross, to głupie. Też próbowałam i to nic takiego. Po prostu spróbuj.
ROSS: Nie ma mowy!
PHOEBE: Daj spokój. Nie jest złe.
JOEY: Jasne, jest słodkawe, smakuje jak...
SUSAN: Sok z Cantaloupe .
JOEY: Dokładnie.
ROSS: Próbowałaś? próbowałaś.
SUSAN: Uh huh.
ROSS: Oh, próbowałaś.
SUSAN: Możesz sobie to powtarzać, a to i tak będzie prawda.
ROSS: Dajcie butelkę! Ręcznik.
{Mieszkanie Chandlera i Joego}
CHANDLER: Howdy.
JOEY: Soku! Przenieśli mnie do Hombre.
CHANDLER: Może z powodu stroju.
JOEY: Albo dlatego, że ten gość jest lepszy a oni chcą sprzedać więcej. Powinieneś go zobaczyć, Chandler, wpycha ludziom 2 butelki dziennie.
CHANDLER: A co cię to obchodzi? Jesteś aktorem! To tylko dorywcza praca. To nie powinno nic dla ciebie znaczyć!
JOEY: Wiem, ale byłem najlepszy! I lubiłem to. Może powinienem się wycofać ??? Potrzebują kogoś do podawania sera.
CHANDLER: W porządku, ale co jak przyjdzie ktoś kto robi to lepiej...to co zrobisz ??? Znowu uciekniesz ???
JOEY: No...chyba masz rację.
CHANDLER: Jasne, że mam! Pokaż temu gościowi na co cię stać! Pokaż, że jesteś najlepszym hombre na zachód od bielizny.
JOEY: Tak właśnie zrobię!
CHANDLER: Zrób! A teraz idź do panny Kitty, załatwi ci niezłą panienkę.
{Central Perk}
MONICA: Nie wiem co mam jeszcze powiedzieć.
RACHEL: Ja i tak cię nie słucham.
MONICA: Naprawdę czuję się okropnie.
RACHEL: Oh, przykro mi, złamałaś sobie nóż w moich plecach ???
MONICA: Rachel, jesteśmy przyjaciółmi i spędziłyśmy trochę czasu razem, to takie straszne ???
RACHEL: Tak.
MONICA: To takie straszne ???
RACHEL: Tak. Monica, nie rozumiesz. To jest złe bo ona ukradła mi faceta, z którym miałam teraz być, a teraz jeszcze kradnie mi ciebie.
MONICA: Mnie? O czym ty mówisz ??? Nikt ci mnie nie zabiera. To że się z nią przyjaźnię to nie znaczy, że nie przyjaźnię się z tobą. Jesteś moją...jesteśmy...kocham cię!
RACHEL: Ja też cię kocham.
PHOEBE: Czekajcie, wiem, że to nie ma nic wspólnego ze mną ale ja też was kocham. Tego mi właśnie było trzeba.
MONICA: Słuchaj wiem, że teraz nienawidzisz Julie, ale ona na prawdę nic nie zrobiła. Jest zwykłą dziewczyną, która poznała faceta. Jeśli dasz jej szansę to sama ją polubisz. Zrobisz to...dla mnie ???
RACHEL: Wiesz, że dla ciebie zrobię wszystko.
MONICA: A ja dla ciebie.
PHOEBE: Czekajcie, czekajcie, czekajcie!
JOEY: ...bry. Powiedziałem ...bry.
TODD: Słyszałem.
STORE GUY: W porządku, wszyscy, Otwieram. Chłopcy...gotowi ???
TODD: Gotowi.
JOEY: Tak, jestem gotów.
CUSTOMER: Ty idioto, ty głupi kowboju, oślepiłeś mnie, pozywam cię!
STORE GUY: O mój Boże, Todd! Coś ty do diabła zrobił?
TODD: Przepraszam. Ale ze mnie niezdara! Przykro mi.
ANNABELLE: Co się stało ???
JOEY: Ci nowi, nigdy nie wytrzymują. Wcześniej czy później...nigdy nie wytrzymują. Słuchaj...co byś powiedziała jakbym ci postawił kawę ???
ANNABELLE: Świetnie.
{Central Perk}
JULIE: Więc.
RACHEL: Więc. Pomyślałam, że powinnyśmy się poznać. Nawet nie rozmawiałyśmy nigdy. Pewnie dlatego, że to ty jesteś ta jedyną ???
JULIE: Wiem i chyba nie powinnam ci tego mówić, ale czuję się onieśmielona przez ciebie.
RACHEL: Na prawdę ??? Przeze mnie ???
JULIE: Tak. O mój Boże, żartujesz ??? Ross szaleje za tobą i dlatego chciałam, żebyś ty polubiła mnie. Może jestem paranoiczką, ale odniosłam wrażenie, że mnie nie lubisz.
RACHEL: Może nie jesteś aż taką paranoiczką.
JULIE: Oy.
RACHEL: Um, ok, uh, oh god, um, kiedy ty i Ross zaczęliście ze sobą chodzić nie było mi łatwo. Jest wiele powodów, o których nie chcę teraz mówić. Ale...widzę jaki jest szczęśliwy i jak dobrze jest wam razem. Monika ciągle mówi jaka jesteś miła i ... nienawidzę kiedy ma rację.
JULIE: Dzięki. Hey, słuchaj, może poszli byśmy kiedyś do kina albo gdzieś ???
RACHEL: Jasne, będzie wspaniale.
JULIE: Też tak myślę. Muszę lecieć. Pogadamy później.
RACHEL: Dobrze, Julie. Cóż za wredna, podstępna baba!
{Mieszkanie Moniki i Rachel}