ROSS: A tu mały Ben przysypia...
Monica: Awww, patrzcie na maluszka cioci Moniki!
Phoebe: Oh, patrzcie, ma fryzurę Ross'a!
Rachel: Oh, pokażcie! [łapie za zdjęcie] Oh, Boże, czyż nie jest słodziutki ??? Chciało by się go obcałować całego!
[Ross ślini się na Rachel.]
ROSS: [po cichu] Było by miło.
[Chandler, wkurzony zachowaniem Ross'a wydaje dźwięk 'pfft'.]
Rachel: Że co ???
CHAN: Nic, tylko trochę dodatkowego powietrza miałem w ustach. Pffft. Pffffffft. [odchodzi i idzie do Joey'a]
[Joey patrzy na swój rachunek.]
JOEY: Hey, Chan, pomożesz mi tu ??? Obiecuję, że ci oddam.
Chandler: Oh, tak, jasne, OK... licząc razem z waflami w zeszłym tygodniu, wisisz mi... 17 jillionów dolarów.
JOEY: Naprawdę, mówię ci. Tym razem ci oddam.
Chandler: [wzdycha]... a skąd się biorą te pieniądze ??? [daje pieniądze Joey'owi]
JOEY: Cóż... pomagam w badaniach na Uniwersytecie Nowego Jorku... badania.
ROSS: [podsłuchał] co to za badania ???
JOEY: Oh, tylko, wiesz.... nauka.
ROSS: Nauka. Tak, chyba coś słyszałem. [wszyscy zaczynają się rozglądać]
JOEY: [wzdycha]... To studia nad płodnością.
[Rachel śmieje się.]
Monica: Oh, Joey, proszę powiedz mi, że oddajesz tylko swój czas.
JOEY: Dobra, dajcie spokój, to nie takie wielkie rzeczy. Poważnie... mówię wam, chodzę tam co drugi dzień... ofiarowuję swój datek. Hey, hey, ale pod koniec 2 tygodnia, dostaję 700 dolców.
ROSS: Hey.
PHOE: Wow, ooh, można powiedzieć, że zarabiasz manualnie!
Monica: OK, mamy sałatkę, mamy bułki...
PHOE: Mamy mięso niedawno żywych krów i indyków, ew... [podaje mięso Monice]
[Chandler i Joey wchodzą z węglem drzewnym.]
CHAN: [niskim głosem] Przyszli mężczyźni.
JOEY: Robimy ogień. Gotujemy mięso.
Chandler: Potem gasimy płomień sikając, nie zapraszają nas potem znowu.
MONICA i Phoebe: Ewww!
Monica: Oh Joey, Melanie dzwoniła, powiedziała, że się trochę spóźni.
JOEY: Oh, OK.
Phoebe: Jak wam leci ??? Staje się twoją...[prowokująco]...specjalną osobą ???
JOEY: Nie wiem, jest, uh.... jest całkiem niezła.
Monica: Tak ??? A co myśli o twoim naukowym projekcie ???
JOEY: Co, myślicie, że powiedział bym dziewczynie, że oddaje nasienie do kubeczka ???
Monica: Mężczyzna ma rację.
JOEY: Najgorsze jest to, że ona naprawdę chce się ze mną kochać.
CHAN: Szalona dziwka.
JOEY: Tak, został mi jeszcze tydzień, zgodnie z zasadami, że jak chcę wziąć pieniądze, to nie powinienem... robić osobistych eksperymentów, jak wiecie o co mi chodzi.
MNCA: Joey... zawsze wiemy o co ci chodzi.
[Przerwa. Chandler i Joey rozpalają, Monica i Phoebe są w środku. Ross wchodzi, ma ze sobą bagaż.]
Phoebe: Hey.
Monica: Hey.
ROSS: Hey. [Phoebe widzi jego torby]
Phoebe: Myślisz, że jak długo będziemy mieli grill'a ???
ROSS: Lecę do Chin.
Phoebe: Rany, jak ty coś powiesz, i...
Monica: Lecisz do Chin ???
ROSS: Tak, to dla muzeum. Ktoś tam znalazł kość, chcemy mieć tą kość, ale oni nie chcą, żebyśmy mieli tą kość, więc lecę ich tam przekonać, żeby odpuścili nam tę ko...to całą historia z kośćmi. No więc, nie będzie mnie przez, uh... chyba tydzień, więc jak chcecie się ze mną skontaktować, to nie możecie. To mój plan podróży: [podaje kawałek papieru Monice]. Um... tu jest moje zdjęcie... [daje je Monice]
Phoebe: Oh, pokaż mi! [bierze zdjęcie]
ROSS: [do Moniki]: Mogła byś zanieść to do Carol, pokazać to Ben'owi, tak, żeby mnie nie zapomniał ???
Monica: Tak.
[Phoebe przykłada sobie zdjęcie Ross'a do twarzy.]
PHOE: Cześć, Ben. Jestem twoim ojcem. Jestem... głową. Aaaaaahhhh.... [odkłada zdjęcie i widzi jak Ross się na nią patrzy] Dobra, ten grill to będzie zabawa.
ROSS: Hey, jest Rachel ??? Um, chciałem życzyć jej wszystkiego najlepszego zanim polecę.
Monica: Oh nie, wyszła na drinka z Carl'em.
ROSS: Oh. [cisza] Hey, a kto to Carl ???
Monica: No wiesz, znasz tego gościa, którego poznała w kawiarni.
ROSS: Nie.
Phoebe: Oh, no, widzisz, poznała go w kawiarni...
ROSS: W kawiarni, jasne.
Phoebe: Więc wiesz kto to! [śmieje się, Ross gapi się na nią] Przepraszam.
ROSS: OK, pożegnam się z chłopakami.
PHOE: Oh, hey, wiesz co ??? Opowiedz im tą historię z kością.
[Ross wychodzi na balkon.]
ROSS: Cześć.
JOEY: Hey!
Chandler: Hey!
ROSS: [wzdycha]....Muszę lecieć do Chin.
JOEY: Do tego kraju ???
ROSS: Nie, nie, do tego wielkiego stosu naczyń w zlewie mojej matki. Wiecie może kto to Carl ??? (znowu małe wyjaśnienie: w angielskim porcelana to "china", tak jak nazwa kraju)
CHAN: Uh, zobaczmy... Alvin... Simon... Theodore.... Nie.
ROSS: Rachel się z nim dziś umówiła.
JOEY: Oh nie! Jak mogła to zrobić nic nawet nie wiedząc o tobie ???! ???
Chandler: Zapomnij o niej.
JOEY: On ma rację stary. Proszę. Idź dalej. Leć do Chin. Jedz chińskie żarcie.
CHAN: Oczywiście oni tam nazywają to po prostu jedzenie.
ROSS: Tak... Chyba. Ja nie...nie wiem. Dobra, tylko... dajcie jej to ode mnie, OK ??? [daje Chandler'owi prezent dla Rachel]
JOEY: Słuchaj, kolego, będziemy na ciebie wyglądać.
ROSS: Wiem.
JOEY: Chcemy, żebyś był szczęśliwy. Może i wypiłem już kilka piw, ale... kocham cię stary. [Joey obejmuje Ross'a]
CHAN: Ja wciąż piję swoje pierwsze. Myślę, że jesteś miły.
[Przerwa. Melanie (MELN), dziewczyna Joey'a jest tam. Joey, Chandler, Monica, Phoebe i Rachel też. Ross'a nie ma.]
MELN: No więc, właśnie wtedy ja i moi przyjaciele zaczęliśmy ten cały interes z koszykami owocowymi. Nazywamy się: 'Trzej owocokoszykarze.'
JOEY: Jak trzej muszkieterowie, tylko, że z owocami.
Chandler: [sarkastycznie] Ooooh. [oniemiały patrzy na głupotę Joey'a]
Monica: [wstaje] OK, każdy chce swojego burgera ???
Rachel: Oh, nie, nie, nie. Pierw prezenty. Później jedzenie. [idzie do salonu]
[Wszyscy idą za nią. Monica odpycha Joey'a na stronę.]
Monica: Hey, zaczekaj tygrysie. Jak idzie ??? Jak się trzymasz ???
JOEY: Nie tak źle. Ona jest przekonana, że dziś będzie ta noc... że dobijemy targu, jak wiesz co mam...
[Monica obraca oczami.]
JOEY: Więc wiesz. Heh, heh.
Monica: A może chociaż pomyślałeś o tym, żeby z nią być ???
JOEY: Co masz na myśli ???
Monica: No wiesz, być z nią.
[Długa cisza... Joey jest zmieszany.]
JOEY: Nie nadążam.
Monica: Pomyśl.
[Oboje podchodzą do otwierającej prezenty Rachel. Rachel widzi, że jej pierwszy prezent to kosz owoców.]
Rachel: OK, zgaduję, że to jest od...
[Melanie uśmiecha się.]
Rachel: Dziękuję, Melanie.
Chandler: [pokazuje na prezent] OK, ten jest ode mnie.
Rachel: [bierze go] OK... ah, lekkie... [potrząsa]...grzechocze... to... [otwiera] Scrabble na podróż! Oooohhh, dzięki! [oddaje mu to]
[Chandler wygląda dziwnie. Rachel bierze kolejny prezent.]
Rachel: Ten jest od Joey'a... chyba książka. Myślę, że to książka... wygląda na książkę. i...[otwiera]...to jest książka!
Phoebe: Oh, to dr Seuss!
JOEY: [do Rachel]: Ta książka pomagała mnie w trudnych chwilach.
MELN: W tym facecie jest małe dziecko!
CHAN: Tak, lekarze mówią, że jakby je wyciąć, on umrze.
[Rachel bierze następny prezent.]
Rachel: Od kogo to ???
Chandler: Oh, to Ross'a.
Rachel: Oh... [otwiera]... [widzi, że to broszka] O mój Boże. Pamiętał.
Phoebe: Pamiętał co ???
Rachel: To było miesiące temu. Przechodziliśmy obok tego sklepu z antykami, a ja zobaczyłam tą broszkę na wystawie, powiedziałam mu, że taką samą miała moja babcia jak byłam małą dziewczynką. Oh! Nie wierzę, że pamiętał!
Chandler: No, jasne, możesz się nią pobawić w samolocie ??? [klepie w pudełko Scrabble na podróż]
Phoebe: Oh, jest taka ładna. To musiało kosztować fortunę.
Monica: Nie wierzę, że to zrobił.
Chandler: Dajcie spokój, Ross ??? Pamiętacie jak w college'u, jak się zakochał w Carol i kupił jej tą śmieszną dziwaczną drogą kryształową kaczkę ???
[Wszyscy się na niego patrzą. Dotarło właśnie do niego, że się wygadał, że Ross jest zakochany w Rachel. Możecie usłyszeć tą scenę klikając tu.]
Rachel: Co powiedziałeś ???
Chandler: [spanikowany] ahem... um... kryształową kaczkę.
Rachel: Nie, nie, nie.... to, um, to... o zakochaniu ???
Chandler: [jąka się] F-hah.... flennin....
Rachel: Oh.... mój Boże.
Chandler: [pociera skronie] Oh, nie, nie, nie, nie....
JOEY: [klepie Chandlera w nogę] Świetnie, pocieraj sobie głowę. To na pewno cofnie czas.
[Scena: Chwilę później.]
Rachel: To niewiarygodne.
Phoebe: Wiem. To naprawdę, naprawdę poważne.
Chandler: Nie, nie. Mało poważne. Malutkie. Mini. Mikro.
Phoebe: Nuh-uh. chyba teraz już nigdy nie będzie tak jak było.
CHAN: OK, czy jest jakiś guzik, którym można wyciszyć ta kobietę ???
Monica: Myślę, że to wspaniale! Znaczy się ty i Ross! Pomyślała byś ???
Rachel: Nie! Nic! Moja pierwsza noc w mieście, wspomniał coś o umówieniu się ze mną, ale do niczego nie doszło, więc ja... [do Joey'a]: Co jeszcze mówił ??? Znaczy się, chce się ze mną umówić ???
JOEY: Dał ci to więc znaczy, że jest w tobie po uszy zakochany, filiżanka kawy by nie zaszkodziła.
Rachel: Ross ??? Przez cały czas ??? Muszę z nim pogadać. [wstaje, żeby wyjść]
JOEY: W tym kraju.
Monica: Nie, nie, zaraz. [patrzy na plan podróży Ross'a] Wylatuje dopiero za 45 minut.
Chandler: A co z różnicą czasu ???
Monica: Z tąd do lotniska ???
Chandler: Tak! [Rachel idzie do drzwi] Nie zdążysz!
Monica: Rachel, i co mu powiesz ???
Rachel: Nie wiem.
Chandler: To może nie powinnaś iść.
JOEY: On ma rację, bo jak pójdziesz, złamiesz mu serce, to jest coś z czym możesz zaczekać.
Monica: Tak, ale jak to dobra wiadomość, powinnaś mu od razu powiedzieć.
Rachel: Nie wiem. Może się dowiem jak go zobaczę.
Phoebe: Masz, patrz, to pomaga ???
[Phoebe wstaje, przykłada zdjęcie Ross'a do jej twarzy.]
Rachel: Nieeee... patrzcie, wiem tylko, że nie mogę z tym czekać. To jest zbyt duża sprawa. Muszę z nim pomówić. Ja... muszę... OK, do zobaczenia później. [otwiera drzwi]
Chandler: Rachel, kocham cię! Pogadaj pierw ze mną! [ona wychodzi]
[Scena: Lotnisko. Ross ma założone słuchawki, słucha kasety 'Jak mówić po chińsku'. Wchodzi do bramki. Pracowniczka lotniska też tam jest.]
ROSS: [coś po chińsku]
PRACOWNICZKA: Dobrze!
ROSS: Ni-chou chi-ma! [przechodzi przez bramkę]
[Rachel wbiega, próbuje złapać Ross'a, przepycha się przez ludzi.]
Rachel: Ross! Przepraszam, przepraszam....
[Rachel dostaje się do bramki.]
PRACOWNICZKA: Cześć!
Rachel: Cześć.
PRACOWNICZKA: Mogę zobaczyć pani bilet ???
Rachel: Oh, nie, nie, nie mam. Muszę tylko pomówić z przyjacielem.
PRACOWNICZKA: Oh, oooh. Przykro mi. Nie wolno pani wejść do bramki bez biletu.
Rachel: Nie, wiem, ale...on właśnie wszedł. On tam jest, ma niebieską kurtkę, ja... mogę tylko...
PRACOWNICZKA: Nie, nie, nie! Przepisy federalne!
Rachel: OK, dobra, OK, um... czy mogła by pani, uh... mogła by pani przekazać mu wiadomość ode mnie ??? Proszę ??? To bardzo ważne.
PRACOWNICZKA: Dobrze. Co mam przekazać ???
Rachel: Uh... Nie wiem.
[Scena: W bramce. Wchodzi pracowniczka, przechodzi obok Ross'a, podchodzi do starszego faceta z żoną, który też ma niebieską kurtkę.]
PRACOWNICZKA: Proszę pana ??? Przepraszam ??? Przepraszam ??? Uh... mam dla pana wiadomość.
MĘŻCZYZNA: [zmieszany] Co ???
PRACOWNICZKA: To od Rachel. Powiedziała, że podobał jej się prezent i zobaczy się z panem jak wróci.
MĘŻCZYZNA: [do żony]: Toby... Oh, na miłość boską, nie wiem o czym ona mówi! Nie ma żadnej Rachel! Nie patrz tak na mnie.
[Scena: Sypialnia Joey'a. On i Melanie są w łóżku.]
MELN: Mmmmmm... Oh, Joey, Joey, Joey... chyba odpłynęłam na chwilkę!
JOEY: Heh, heh. To nic.
MELN: Teraz znajdziemy trochę zabawy dla ciebie! [zaczyna go całować w piersi]
JOEY: [spanikowany] Uhhh.. wiesz co ??? Zapomnij o mnie. Jeszcze, uh... zróbmy jeszcze tobie.
MELN: [zaskoczona] Znowu mnie ???
JOEY: Jasne! Czemu nie ???
MELN: Rany, ktoś tu jutro dostanie wielki kosz z owocami.
[Joey zaczyna ją całować.]
MELN: Oooh, muszę ci powiedzieć... nie jesteś taki jaki myślałam, że będziesz.
JOEY: Czyli jaki ???
MELN: Nie wiem, myślałam, że będziesz jednym z tych co wciąż mówią: "ja, ja, ja." Ale ty... ty tylko dajesz. Jesteś najbardziej hojnym mężczyzną jakiego znam. Znaczy się... jesteś taki jak kobieta.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica, Phoebe i Rachel tam są. Monica
trzyma papier, którym były zapakowane prezenty.]
Monica: Uh, więc, uh, Rach, uh... chcesz zachować ten papier, jest trochę podarty... Zaczniesz wszystko z Ross'em, czy mam to wyrzucić ???
Rachel: Nie wiem. Nie wiem...myślałam nad tym całą drogę, i
całą drogę powrotną... i, uh, oh, wiecie, to
Ross. Wiecie o co mi chodzi ??? To Ross.
PHOE/Monica: Jasne.
Rachel: Nie wiem, może to sprawa odwagi... ale tak sobie myślę...
oh, myślę, że było by super.
Monica: O mój Boże, ja też! Oh! Oh, były były byśmy jak siostry! Wiesz co jest w tym najlepsze ??? Najlepsze jest to, że wszystko już o nim wiesz!
To jakby zaczynać od 15 randki!
Phoebe: Tak, ale, wiesz... to będzie jak zaczynanie na piętnastej randce.
MNCA: Kolejna racja.
Phoebe: Nie, jak się jest na 15 randce, wiesz, jesteś już nieźle zaangażowana. Wiesz, to...odpowiedzialność.
Rachel: [zmieszana] Huh ???
Phoebe: Znaczy się, a co będzie jak to nie wyjdzie ???
Monica: A czemu ma nie wyjść ???
Rachel: Nie wiem... czasami nie wychodzi.
Monica: Nie jest wystarczająco przystojny dla ciebie ???
Rachel: Nie!
Monica: Nie zarabia wystarczająco dużo pieniędzy ???
Rachel: Nie, ja tylko...
Phoebe: Może jest ktoś jeszcze.
Rachel: Co...
Monica: Jest ??? Jest ktoś inny ???
Rachel: Nie! Nie ma nikogo innego!
Monica: To czemu do cholery rzucasz mojego brata ???! ???
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler je śniadanie, Joey
szybko otwiera drzwi swojej sypialni.]
Chandler: Hey, wielki...
JOEY: Shhhh!
Chandler: [cicho] ...dawco.
JOEY: Ona wciąż śpi.
Chandler: To jak było ???
JOEY: Oh, niesamowicie. wiesz jak to jest jak myślisz, że jesteś super w łóżku ???
CHAN: Sam fakt, że zadajesz mi to pytanie świadczy o tym jak mało mnie znasz.
JOEY: Tak było wczoraj, nie mogłem zrobić nic co sprawia, że myślę o sobie że jestem super. Więc musiałem robić całą tą masę innych rzeczy. A w odpowiedzi dostałem...
rany, oh rany, to było jak na paradzie!
CHAN: Tak, wiem, tak się składa, że mój pokój jest bardzo blisko ulicy, którą idzie parada.
JOEY: To było niesamowite! I nie tylko dla niej... uh-uh. Dla mnie też. To było tak nagle, jakbym oślepł. Ale wszystkie moje pozostałe zmysły były wyczulone, wiesz ???
Tak jak... doceniał bym to na innym poziomie.
Chandler: Nie wiedziałem, że miałeś inny poziom.
JOEY: Wiem! Ani ja!
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Tydzień później. Monica siedzi, Rachel wychodzi z sypialni.]
Monica: Hey, ładna sukienka! Prezent urodzinowy ???
Rachel: Tak.
Monica: Oh, od kogo ???
Rachel: Od ciebie. Wymieniłam tą bluzkę, która mi kupiłaś.
Monica: To już dziś. Hey, czy Ross nie przylatuje za kilka godzin ??? Wychodzi przejściem 27-B ???
Rachel: Uh, tak. Uh, Monica, wiesz skarbie, myślałam nad tym i tak doszłam do wniosku, że ta cała sprawa z Ross'em to nie jest dobry pomysł.
Monica: Oh, czemu ???
Rachel: Bo, czuła bym jakbym wcale się z nim nie umawiała. Umawiała bym się z wami wszystkimi. Oh, było by to całe napięcie, a ja nie chcę...
Monica: [wstaje] Nie, nie, nie, nie, nie, żadnego napięcia!
Rachel: Monica, nic się jeszcze nie stało, a ty już jesteś taka...
Monica: Nie jestem "taka"! OK, z początku byłam trochę dziwna, ale... będę już dobra. Obiecuję.
[Domofon dzwoni. Rachel odbiera.]
Rachel: Kto tam ???
GŁOS: To ja, Carl.
Rachel: Wejdź.
Monica: Za plecami mojego brata ??? [Rachel patrzy na nią] ... to właśnie takie szaleństwo, jakiego ode mnie nie usłyszysz.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler siedzi, a mieszkanie jest wypełnione koszami owoców. Joey wchodzi.]
JOEY: 700 dolców!
Chandler: Dobra, zrobiłeś to! Mamy jakieś owoce ???
JOEY: Rany, 2 tygodnie piekła, huh ??? Ale wiesz co ??? Czuję się jakbym czegoś się nauczył.
Chandler: Tak ??? Zamierzasz zostać przy tym "wszystko dla niej" ???
JOEY: Co, oszalałeś ??? Jak ślepiec odzyskuje wzrok, to chodzi tak ??? [Joey zamyka oczy i idzie jak ślepy.]
[Scena: Balkon w mieszkaniu Moniki i Rachel. Rachel pije drinka z Carl'em.]
CARL: Tylko mówię, jak zobaczę jeszcze jedno zdjęcie Ed'a Begley'a, Jr. w tym
głupim elektrycznym samochodzie, to się zabiję! Nie zrozum mnie źle... nie jestem przeciw ochronie środowiska jako takiego.... tylko ten facet!
[Rachel jest znudzona. W tym momencie, Ross...wytwór wyobraźni Rachel...pojawia się na balkonie i zaczyna do niej mówić.]
ROSS: Nie wierzę, że wolisz jego niż mnie.
Rachel: Wybaczysz mi ??? Ja tu mam randkę.
ROSS: Jasne, to przestań o mnie myśleć.
[Próbuje, a Ross momentalnie znika. Teraz się pojawia i stoi bliżej niej.]
ROSS: Nie możesz, co ???
Rachel: No to myślę o tobie. To
co ???
ROSS: Nie rozumiem. Co ty w nim widzisz ???
Rachel: Cóż... jest bardzo miłym... facetem....
CARL: Daj spokój... kup sobie prawdziwy samochód!
ROSS: Rachel, daj spokój. Daj nam szansę.
Rachel: Ross, to zbyt trudne.
ROSS: Nie, nie, nie... czemu, bo mogło by to być dziwne dla innych ??? A kogo oni obchodzą. Tu chodzi o nas. Patrz, kochałem się w tobie od, od,
9 klasy.
Rachel: Ross, jesteś moim najlepszym przyjacielem.
ROSS: Wiem.
Rachel: Jak zerwiemy i cię stracę...
ROSS: Zaraz, zaraz, zaraz. Czemu myślisz, że zerwiemy ???
Rachel: Byłeś już z kimś z kim zerwałeś ???
ROSS: [cisza] Nie. Ale... to tylko mogło być raz. Oboje jesteśmy dla siebie stworzeni, nie ??? Znaczy się... to, tylko jedno jest pytanie... podobam ci się ???
Rachel: Nie wiem... nigdy na ciebie nie patrzyłam w ten sposób.
ROSS: To zacznij patrzeć.
[Całują się. Ross odchodzi i znika.]
Rachel: Wow.
CARL: Dokładnie! I to ja byłem tym który musiał tkwić w tym korku!
Rachel: Jasne! Masz rację!
CARL: Heh... tak ???
Rachel: Wiesz co ???
CARL: Co ???
Rachel: Zapomniałam... mam odebrać przyjaciela z lotniska. Tak mi przykro! Jestem... jak chcesz zostać, dokończyć drinki, zostań....
[oddaje mu drinka] znaczy się...przykro mi. Muszę iść. Przepraszam.
[Rachel wychodzi.]
CARL: Ale...
[Scena: Lotnisko. Take A Bow Madonny leci w tle. Rachel
czeka przed wyjściem z kwiatami.]
Rachel: [przepycha się przez tłum] Przepraszam, przepraszam. Cześć.
[Scena: Wyjście. widzimy tego mężczyznę, któremu została przekazana wiadomość od Rachel.]
MĘŻCZYZNA: Na miłość boską, daj już spokój ??? Nie ma żadnej Rachel!
[Jakaś Chinka wychodząc upuszcza bagaż. Ross wychodzi następny.]
ROSS: Oh, hey, hey, ja to wezmę.
[Ross podnosi bagaż... potem on i ta kobieta (JULIE) całują się.]
JULIE: Oh, dzięki, kochanie.
ROSS: Nie ma problemu. Nie mogę się doczekać jak poznasz moich przyjaciół.
JULIE: Tak ???
ROSS: Tak.
JULIE: Nie sądzisz, że będą mnie osądzać od razu ???
ROSS: Nie, nie, będą. Ja tylko... uh...
ROSS i JULIE: Nie mogę się doczekać.
ROSS: Chodź, polubią cię.
[Scena: Rachel, z niecierpliwością czeka na przyjazd Ross'a... nie wie, że on idzie z inna kobietą.]