"Rachel dowiaduje się"


Napisane przez: Chris Brown.
Przepisane przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Central Perk. Wszyscy tam są, Ross pokazuje zdjęcia dziecka.]

ROSS: A tu mały Ben przysypia...

Monica: Awww, patrzcie na maluszka cioci Moniki!

Phoebe: Oh, patrzcie, ma fryzurę Ross'a!

Rachel: Oh, pokażcie! [łapie za zdjęcie] Oh, Boże, czyż nie jest słodziutki ??? Chciało by się go obcałować całego!

[Ross ślini się na Rachel.]

ROSS: [po cichu] Było by miło.

[Chandler, wkurzony zachowaniem Ross'a wydaje dźwięk 'pfft'.]

Rachel: Że co ???

CHAN: Nic, tylko trochę dodatkowego powietrza miałem w ustach. Pffft. Pffffffft. [odchodzi i idzie do Joey'a]

[Joey patrzy na swój rachunek.]

JOEY: Hey, Chan, pomożesz mi tu ??? Obiecuję, że ci oddam.

Chandler: Oh, tak, jasne, OK... licząc razem z waflami w zeszłym tygodniu, wisisz mi... 17 jillionów dolarów.

JOEY: Naprawdę, mówię ci. Tym razem ci oddam.

Chandler: [wzdycha]... a skąd się biorą te pieniądze ??? [daje pieniądze Joey'owi]

JOEY: Cóż... pomagam w badaniach na Uniwersytecie Nowego Jorku... badania.

ROSS: [podsłuchał] co to za badania ???

JOEY: Oh, tylko, wiesz.... nauka.

ROSS: Nauka. Tak, chyba coś słyszałem. [wszyscy zaczynają się rozglądać]

JOEY: [wzdycha]... To studia nad płodnością.

[Rachel śmieje się.]

Monica: Oh, Joey, proszę powiedz mi, że oddajesz tylko swój czas.

JOEY: Dobra, dajcie spokój, to nie takie wielkie rzeczy. Poważnie... mówię wam, chodzę tam co drugi dzień... ofiarowuję swój datek. Hey, hey, ale pod koniec 2 tygodnia, dostaję 700 dolców.

ROSS: Hey.

PHOE: Wow, ooh, można powiedzieć, że zarabiasz manualnie!

INTRO

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Phoebe przygotowują grill'a na urodziny Rachel.]

Monica: OK, mamy sałatkę, mamy bułki...

PHOE: Mamy mięso niedawno żywych krów i indyków, ew... [podaje mięso Monice]

[Chandler i Joey wchodzą z węglem drzewnym.]

CHAN: [niskim głosem] Przyszli mężczyźni.

JOEY: Robimy ogień. Gotujemy mięso.

Chandler: Potem gasimy płomień sikając, nie zapraszają nas potem znowu.

MONICA i Phoebe: Ewww!

Monica: Oh Joey, Melanie dzwoniła, powiedziała, że się trochę spóźni.

JOEY: Oh, OK.

Phoebe: Jak wam leci ??? Staje się twoją...[prowokująco]...specjalną osobą ???

JOEY: Nie wiem, jest, uh.... jest całkiem niezła.

Monica: Tak ??? A co myśli o twoim naukowym projekcie ???

JOEY: Co, myślicie, że powiedział bym dziewczynie, że oddaje nasienie do kubeczka ???

Monica: Mężczyzna ma rację.

JOEY: Najgorsze jest to, że ona naprawdę chce się ze mną kochać.

CHAN: Szalona dziwka.

JOEY: Tak, został mi jeszcze tydzień, zgodnie z zasadami, że jak chcę wziąć pieniądze, to nie powinienem... robić osobistych eksperymentów, jak wiecie o co mi chodzi.

MNCA: Joey... zawsze wiemy o co ci chodzi.

[Przerwa. Chandler i Joey rozpalają, Monica i Phoebe są w środku. Ross wchodzi, ma ze sobą bagaż.]

Phoebe: Hey.

Monica: Hey.

ROSS: Hey. [Phoebe widzi jego torby]

Phoebe: Myślisz, że jak długo będziemy mieli grill'a ???

ROSS: Lecę do Chin.

Phoebe: Rany, jak ty coś powiesz, i...

Monica: Lecisz do Chin ???

ROSS: Tak, to dla muzeum. Ktoś tam znalazł kość, chcemy mieć tą kość, ale oni nie chcą, żebyśmy mieli tą kość, więc lecę ich tam przekonać, żeby odpuścili nam tę ko...to całą historia z kośćmi. No więc, nie będzie mnie przez, uh... chyba tydzień, więc jak chcecie się ze mną skontaktować, to nie możecie. To mój plan podróży: [podaje kawałek papieru Monice]. Um... tu jest moje zdjęcie... [daje je Monice]

Phoebe: Oh, pokaż mi! [bierze zdjęcie]

ROSS: [do Moniki]: Mogła byś zanieść to do Carol, pokazać to Ben'owi, tak, żeby mnie nie zapomniał ???

Monica: Tak.

[Phoebe przykłada sobie zdjęcie Ross'a do twarzy.]

PHOE: Cześć, Ben. Jestem twoim ojcem. Jestem... głową. Aaaaaahhhh.... [odkłada zdjęcie i widzi jak Ross się na nią patrzy] Dobra, ten grill to będzie zabawa.

ROSS: Hey, jest Rachel ??? Um, chciałem życzyć jej wszystkiego najlepszego zanim polecę.

Monica: Oh nie, wyszła na drinka z Carl'em.

ROSS: Oh. [cisza] Hey, a kto to Carl ???

Monica: No wiesz, znasz tego gościa, którego poznała w kawiarni.

ROSS: Nie.

Phoebe: Oh, no, widzisz, poznała go w kawiarni...

ROSS: W kawiarni, jasne.

Phoebe: Więc wiesz kto to! [śmieje się, Ross gapi się na nią] Przepraszam.

ROSS: OK, pożegnam się z chłopakami.

PHOE: Oh, hey, wiesz co ??? Opowiedz im tą historię z kością.

[Ross wychodzi na balkon.]

ROSS: Cześć.

JOEY: Hey!

Chandler: Hey!

ROSS: [wzdycha]....Muszę lecieć do Chin.

JOEY: Do tego kraju ???

ROSS: Nie, nie, do tego wielkiego stosu naczyń w zlewie mojej matki. Wiecie może kto to Carl ??? (znowu małe wyjaśnienie: w angielskim porcelana to "china", tak jak nazwa kraju)

CHAN: Uh, zobaczmy... Alvin... Simon... Theodore.... Nie.

ROSS: Rachel się z nim dziś umówiła.

JOEY: Oh nie! Jak mogła to zrobić nic nawet nie wiedząc o tobie ???! ???

Chandler: Zapomnij o niej.

JOEY: On ma rację stary. Proszę. Idź dalej. Leć do Chin. Jedz chińskie żarcie.

CHAN: Oczywiście oni tam nazywają to po prostu jedzenie.

ROSS: Tak... Chyba. Ja nie...nie wiem. Dobra, tylko... dajcie jej to ode mnie, OK ??? [daje Chandler'owi prezent dla Rachel]

JOEY: Słuchaj, kolego, będziemy na ciebie wyglądać.

ROSS: Wiem.

JOEY: Chcemy, żebyś był szczęśliwy. Może i wypiłem już kilka piw, ale... kocham cię stary. [Joey obejmuje Ross'a]

CHAN: Ja wciąż piję swoje pierwsze. Myślę, że jesteś miły.

[Przerwa. Melanie (MELN), dziewczyna Joey'a jest tam. Joey, Chandler, Monica, Phoebe i Rachel też. Ross'a nie ma.]

MELN: No więc, właśnie wtedy ja i moi przyjaciele zaczęliśmy ten cały interes z koszykami owocowymi. Nazywamy się: 'Trzej owocokoszykarze.'

JOEY: Jak trzej muszkieterowie, tylko, że z owocami.

Chandler: [sarkastycznie] Ooooh. [oniemiały patrzy na głupotę Joey'a]

Monica: [wstaje] OK, każdy chce swojego burgera ???

Rachel: Oh, nie, nie, nie. Pierw prezenty. Później jedzenie. [idzie do salonu]

[Wszyscy idą za nią. Monica odpycha Joey'a na stronę.]

Monica: Hey, zaczekaj tygrysie. Jak idzie ??? Jak się trzymasz ???

JOEY: Nie tak źle. Ona jest przekonana, że dziś będzie ta noc... że dobijemy targu, jak wiesz co mam...

[Monica obraca oczami.]

JOEY: Więc wiesz. Heh, heh.

Monica: A może chociaż pomyślałeś o tym, żeby z nią być ???

JOEY: Co masz na myśli ???

Monica: No wiesz, być z nią.

[Długa cisza... Joey jest zmieszany.]

JOEY: Nie nadążam.

Monica: Pomyśl.

[Oboje podchodzą do otwierającej prezenty Rachel. Rachel widzi, że jej pierwszy prezent to kosz owoców.]

Rachel: OK, zgaduję, że to jest od...

[Melanie uśmiecha się.]

Rachel: Dziękuję, Melanie.

Chandler: [pokazuje na prezent] OK, ten jest ode mnie.

Rachel: [bierze go] OK... ah, lekkie... [potrząsa]...grzechocze... to... [otwiera] Scrabble na podróż! Oooohhh, dzięki! [oddaje mu to]

[Chandler wygląda dziwnie. Rachel bierze kolejny prezent.]

Rachel: Ten jest od Joey'a... chyba książka. Myślę, że to książka... wygląda na książkę. i...[otwiera]...to jest książka!

Phoebe: Oh, to dr Seuss!

JOEY: [do Rachel]: Ta książka pomagała mnie w trudnych chwilach.

MELN: W tym facecie jest małe dziecko!

CHAN: Tak, lekarze mówią, że jakby je wyciąć, on umrze.

[Rachel bierze następny prezent.]

Rachel: Od kogo to ???

Chandler: Oh, to Ross'a.

Rachel: Oh... [otwiera]... [widzi, że to broszka] O mój Boże. Pamiętał.

Phoebe: Pamiętał co ???

Rachel: To było miesiące temu. Przechodziliśmy obok tego sklepu z antykami, a ja zobaczyłam tą broszkę na wystawie, powiedziałam mu, że taką samą miała moja babcia jak byłam małą dziewczynką. Oh! Nie wierzę, że pamiętał!

Chandler: No, jasne, możesz się nią pobawić w samolocie ??? [klepie w pudełko Scrabble na podróż]

Phoebe: Oh, jest taka ładna. To musiało kosztować fortunę.

Monica: Nie wierzę, że to zrobił.

Chandler: Dajcie spokój, Ross ??? Pamiętacie jak w college'u, jak się zakochał w Carol i kupił jej tą śmieszną dziwaczną drogą kryształową kaczkę ???

[Wszyscy się na niego patrzą. Dotarło właśnie do niego, że się wygadał, że Ross jest zakochany w Rachel. Możecie usłyszeć tą scenę klikając tu.]

Rachel: Co powiedziałeś ???

Chandler: [spanikowany] ahem... um... kryształową kaczkę.

Rachel: Nie, nie, nie.... to, um, to... o zakochaniu ???

Chandler: [jąka się] F-hah.... flennin....

Rachel: Oh.... mój Boże.

Chandler: [pociera skronie] Oh, nie, nie, nie, nie....

JOEY: [klepie Chandlera w nogę] Świetnie, pocieraj sobie głowę. To na pewno cofnie czas.

[Scena: Chwilę później.]

Rachel: To niewiarygodne.

Phoebe: Wiem. To naprawdę, naprawdę poważne.

Chandler: Nie, nie. Mało poważne. Malutkie. Mini. Mikro.

Phoebe: Nuh-uh. chyba teraz już nigdy nie będzie tak jak było.

CHAN: OK, czy jest jakiś guzik, którym można wyciszyć ta kobietę ???

Monica: Myślę, że to wspaniale! Znaczy się ty i Ross! Pomyślała byś ???

Rachel: Nie! Nic! Moja pierwsza noc w mieście, wspomniał coś o umówieniu się ze mną, ale do niczego nie doszło, więc ja... [do Joey'a]: Co jeszcze mówił ??? Znaczy się, chce się ze mną umówić ???

JOEY: Dał ci to więc znaczy, że jest w tobie po uszy zakochany, filiżanka kawy by nie zaszkodziła.

Rachel: Ross ??? Przez cały czas ??? Muszę z nim pogadać. [wstaje, żeby wyjść] Chandler: [szybko] On jest w Chinach!

JOEY: W tym kraju.

Monica: Nie, nie, zaraz. [patrzy na plan podróży Ross'a] Wylatuje dopiero za 45 minut.

Chandler: A co z różnicą czasu ???

Monica: Z tąd do lotniska ???

Chandler: Tak! [Rachel idzie do drzwi] Nie zdążysz!

Monica: Rachel, i co mu powiesz ???

Rachel: Nie wiem.

Chandler: To może nie powinnaś iść.

JOEY: On ma rację, bo jak pójdziesz, złamiesz mu serce, to jest coś z czym możesz zaczekać.

Monica: Tak, ale jak to dobra wiadomość, powinnaś mu od razu powiedzieć.

Rachel: Nie wiem. Może się dowiem jak go zobaczę.

Phoebe: Masz, patrz, to pomaga ???

[Phoebe wstaje, przykłada zdjęcie Ross'a do jej twarzy.]

Rachel: Nieeee... patrzcie, wiem tylko, że nie mogę z tym czekać. To jest zbyt duża sprawa. Muszę z nim pomówić. Ja... muszę... OK, do zobaczenia później. [otwiera drzwi]

Chandler: Rachel, kocham cię! Pogadaj pierw ze mną! [ona wychodzi]

[Scena: Lotnisko. Ross ma założone słuchawki, słucha kasety 'Jak mówić po chińsku'. Wchodzi do bramki. Pracowniczka lotniska też tam jest.]

ROSS: [coś po chińsku]

PRACOWNICZKA: Dobrze!

ROSS: Ni-chou chi-ma! [przechodzi przez bramkę]

[Rachel wbiega, próbuje złapać Ross'a, przepycha się przez ludzi.]

Rachel: Ross! Przepraszam, przepraszam....

[Rachel dostaje się do bramki.]

PRACOWNICZKA: Cześć!

Rachel: Cześć.

PRACOWNICZKA: Mogę zobaczyć pani bilet ???

Rachel: Oh, nie, nie, nie mam. Muszę tylko pomówić z przyjacielem.

PRACOWNICZKA: Oh, oooh. Przykro mi. Nie wolno pani wejść do bramki bez biletu.

Rachel: Nie, wiem, ale...on właśnie wszedł. On tam jest, ma niebieską kurtkę, ja... mogę tylko...

PRACOWNICZKA: Nie, nie, nie! Przepisy federalne!

Rachel: OK, dobra, OK, um... czy mogła by pani, uh... mogła by pani przekazać mu wiadomość ode mnie ??? Proszę ??? To bardzo ważne.

PRACOWNICZKA: Dobrze. Co mam przekazać ???

Rachel: Uh... Nie wiem.

[Scena: W bramce. Wchodzi pracowniczka, przechodzi obok Ross'a, podchodzi do starszego faceta z żoną, który też ma niebieską kurtkę.]

PRACOWNICZKA: Proszę pana ??? Przepraszam ??? Przepraszam ??? Uh... mam dla pana wiadomość.

MĘŻCZYZNA: [zmieszany] Co ???

PRACOWNICZKA: To od Rachel. Powiedziała, że podobał jej się prezent i zobaczy się z panem jak wróci.

MĘŻCZYZNA: [do żony]: Toby... Oh, na miłość boską, nie wiem o czym ona mówi! Nie ma żadnej Rachel! Nie patrz tak na mnie.

[Scena: Sypialnia Joey'a. On i Melanie są w łóżku.]

MELN: Mmmmmm... Oh, Joey, Joey, Joey... chyba odpłynęłam na chwilkę!

JOEY: Heh, heh. To nic.

MELN: Teraz znajdziemy trochę zabawy dla ciebie! [zaczyna go całować w piersi]

JOEY: [spanikowany] Uhhh.. wiesz co ??? Zapomnij o mnie. Jeszcze, uh... zróbmy jeszcze tobie.

MELN: [zaskoczona] Znowu mnie ???

JOEY: Jasne! Czemu nie ???

MELN: Rany, ktoś tu jutro dostanie wielki kosz z owocami.

[Joey zaczyna ją całować.]

MELN: Oooh, muszę ci powiedzieć... nie jesteś taki jaki myślałam, że będziesz.

JOEY: Czyli jaki ???

MELN: Nie wiem, myślałam, że będziesz jednym z tych co wciąż mówią: "ja, ja, ja." Ale ty... ty tylko dajesz. Jesteś najbardziej hojnym mężczyzną jakiego znam. Znaczy się... jesteś taki jak kobieta.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica, Phoebe i Rachel tam są. Monica trzyma papier, którym były zapakowane prezenty.]

Monica: Uh, więc, uh, Rach, uh... chcesz zachować ten papier, jest trochę podarty... Zaczniesz wszystko z Ross'em, czy mam to wyrzucić ???

Rachel: Nie wiem. Nie wiem...myślałam nad tym całą drogę, i całą drogę powrotną... i, uh, oh, wiecie, to Ross. Wiecie o co mi chodzi ??? To Ross.

PHOE/Monica: Jasne.

Rachel: Nie wiem, może to sprawa odwagi... ale tak sobie myślę... oh, myślę, że było by super.

Monica: O mój Boże, ja też! Oh! Oh, były były byśmy jak siostry! Wiesz co jest w tym najlepsze ??? Najlepsze jest to, że wszystko już o nim wiesz! To jakby zaczynać od 15 randki!

Phoebe: Tak, ale, wiesz... to będzie jak zaczynanie na piętnastej randce.

MNCA: Kolejna racja.

Phoebe: Nie, jak się jest na 15 randce, wiesz, jesteś już nieźle zaangażowana. Wiesz, to...odpowiedzialność.

Rachel: [zmieszana] Huh ???

Phoebe: Znaczy się, a co będzie jak to nie wyjdzie ???

Monica: A czemu ma nie wyjść ???

Rachel: Nie wiem... czasami nie wychodzi.

Monica: Nie jest wystarczająco przystojny dla ciebie ???

Rachel: Nie!

Monica: Nie zarabia wystarczająco dużo pieniędzy ???

Rachel: Nie, ja tylko...

Phoebe: Może jest ktoś jeszcze.

Rachel: Co...

Monica: Jest ??? Jest ktoś inny ???

Rachel: Nie! Nie ma nikogo innego!

Monica: To czemu do cholery rzucasz mojego brata ???! ???

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler je śniadanie, Joey szybko otwiera drzwi swojej sypialni.]

Chandler: Hey, wielki...

JOEY: Shhhh!

Chandler: [cicho] ...dawco.

JOEY: Ona wciąż śpi.

Chandler: To jak było ???

JOEY: Oh, niesamowicie. wiesz jak to jest jak myślisz, że jesteś super w łóżku ???

CHAN: Sam fakt, że zadajesz mi to pytanie świadczy o tym jak mało mnie znasz.

JOEY: Tak było wczoraj, nie mogłem zrobić nic co sprawia, że myślę o sobie że jestem super. Więc musiałem robić całą tą masę innych rzeczy. A w odpowiedzi dostałem... rany, oh rany, to było jak na paradzie!

CHAN: Tak, wiem, tak się składa, że mój pokój jest bardzo blisko ulicy, którą idzie parada.

JOEY: To było niesamowite! I nie tylko dla niej... uh-uh. Dla mnie też. To było tak nagle, jakbym oślepł. Ale wszystkie moje pozostałe zmysły były wyczulone, wiesz ??? Tak jak... doceniał bym to na innym poziomie.

Chandler: Nie wiedziałem, że miałeś inny poziom.

JOEY: Wiem! Ani ja!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Tydzień później. Monica siedzi, Rachel wychodzi z sypialni.]

Monica: Hey, ładna sukienka! Prezent urodzinowy ???

Rachel: Tak.

Monica: Oh, od kogo ???

Rachel: Od ciebie. Wymieniłam tą bluzkę, która mi kupiłaś.

Monica: To już dziś. Hey, czy Ross nie przylatuje za kilka godzin ??? Wychodzi przejściem 27-B ???

Rachel: Uh, tak. Uh, Monica, wiesz skarbie, myślałam nad tym i tak doszłam do wniosku, że ta cała sprawa z Ross'em to nie jest dobry pomysł.

Monica: Oh, czemu ???

Rachel: Bo, czuła bym jakbym wcale się z nim nie umawiała. Umawiała bym się z wami wszystkimi. Oh, było by to całe napięcie, a ja nie chcę...

Monica: [wstaje] Nie, nie, nie, nie, nie, żadnego napięcia!

Rachel: Monica, nic się jeszcze nie stało, a ty już jesteś taka...

Monica: Nie jestem "taka"! OK, z początku byłam trochę dziwna, ale... będę już dobra. Obiecuję.

[Domofon dzwoni. Rachel odbiera.]

Rachel: Kto tam ???

GŁOS: To ja, Carl.

Rachel: Wejdź.

Monica: Za plecami mojego brata ??? [Rachel patrzy na nią] ... to właśnie takie szaleństwo, jakiego ode mnie nie usłyszysz.

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler siedzi, a mieszkanie jest wypełnione koszami owoców. Joey wchodzi.]

JOEY: 700 dolców!

Chandler: Dobra, zrobiłeś to! Mamy jakieś owoce ???

JOEY: Rany, 2 tygodnie piekła, huh ??? Ale wiesz co ??? Czuję się jakbym czegoś się nauczył.

Chandler: Tak ??? Zamierzasz zostać przy tym "wszystko dla niej" ???

JOEY: Co, oszalałeś ??? Jak ślepiec odzyskuje wzrok, to chodzi tak ??? [Joey zamyka oczy i idzie jak ślepy.]

[Scena: Balkon w mieszkaniu Moniki i Rachel. Rachel pije drinka z Carl'em.]

CARL: Tylko mówię, jak zobaczę jeszcze jedno zdjęcie Ed'a Begley'a, Jr. w tym głupim elektrycznym samochodzie, to się zabiję! Nie zrozum mnie źle... nie jestem przeciw ochronie środowiska jako takiego.... tylko ten facet!

[Rachel jest znudzona. W tym momencie, Ross...wytwór wyobraźni Rachel...pojawia się na balkonie i zaczyna do niej mówić.]

ROSS: Nie wierzę, że wolisz jego niż mnie.

Rachel: Wybaczysz mi ??? Ja tu mam randkę.

ROSS: Jasne, to przestań o mnie myśleć.

[Próbuje, a Ross momentalnie znika. Teraz się pojawia i stoi bliżej niej.]

ROSS: Nie możesz, co ???

Rachel: No to myślę o tobie. To co ???

ROSS: Nie rozumiem. Co ty w nim widzisz ???

Rachel: Cóż... jest bardzo miłym... facetem....

CARL: Daj spokój... kup sobie prawdziwy samochód!

ROSS: Rachel, daj spokój. Daj nam szansę.

Rachel: Ross, to zbyt trudne.

ROSS: Nie, nie, nie... czemu, bo mogło by to być dziwne dla innych ??? A kogo oni obchodzą. Tu chodzi o nas. Patrz, kochałem się w tobie od, od, 9 klasy.

Rachel: Ross, jesteś moim najlepszym przyjacielem.

ROSS: Wiem.

Rachel: Jak zerwiemy i cię stracę...

ROSS: Zaraz, zaraz, zaraz. Czemu myślisz, że zerwiemy ???

Rachel: Byłeś już z kimś z kim zerwałeś ???

ROSS: [cisza] Nie. Ale... to tylko mogło być raz. Oboje jesteśmy dla siebie stworzeni, nie ??? Znaczy się... to, tylko jedno jest pytanie... podobam ci się ???

Rachel: Nie wiem... nigdy na ciebie nie patrzyłam w ten sposób.

ROSS: To zacznij patrzeć.

[Całują się. Ross odchodzi i znika.]

Rachel: Wow.

CARL: Dokładnie! I to ja byłem tym który musiał tkwić w tym korku!

Rachel: Jasne! Masz rację!

CARL: Heh... tak ???

Rachel: Wiesz co ???

CARL: Co ???

Rachel: Zapomniałam... mam odebrać przyjaciela z lotniska. Tak mi przykro! Jestem... jak chcesz zostać, dokończyć drinki, zostań.... [oddaje mu drinka] znaczy się...przykro mi. Muszę iść. Przepraszam.

[Rachel wychodzi.]

CARL: Ale...

[Scena: Lotnisko. Take A Bow Madonny leci w tle. Rachel czeka przed wyjściem z kwiatami.]

Rachel: [przepycha się przez tłum] Przepraszam, przepraszam. Cześć.

[Scena: Wyjście. widzimy tego mężczyznę, któremu została przekazana wiadomość od Rachel.]

MĘŻCZYZNA: Na miłość boską, daj już spokój ??? Nie ma żadnej Rachel!

[Jakaś Chinka wychodząc upuszcza bagaż. Ross wychodzi następny.]

ROSS: Oh, hey, hey, ja to wezmę.

[Ross podnosi bagaż... potem on i ta kobieta (JULIE) całują się.]

JULIE: Oh, dzięki, kochanie.

ROSS: Nie ma problemu. Nie mogę się doczekać jak poznasz moich przyjaciół.

JULIE: Tak ???

ROSS: Tak.

JULIE: Nie sądzisz, że będą mnie osądzać od razu ???

ROSS: Nie, nie, będą. Ja tylko... uh...

ROSS i JULIE: Nie mogę się doczekać.

ROSS: Chodź, polubią cię.

[Scena: Rachel, z niecierpliwością czeka na przyjazd Ross'a... nie wie, że on idzie z inna kobietą.]

KONIEC