ROSS: Jeszcze jej nie ma. Nie ma jej. Ma moje dziecko i jeszcze jej nie ma.
Monica: Jestem pewna, że wszystko jest w porządku. Odeszły jej już wody ???
ROSS: Nie wiem, ale jak z nią rozmawiałem to mi powiedziała, że już pozbyła się tego śluzu.
[Joey wydaje dźwięk obrzydzenia.]
JOEY: Musimy o tym wiedzieć ???
Monica: Joey, a co zrobisz jak ty będziesz miał dziecko ???
JOEY: Będę w poczekalni rozdawał cygara.
CHAN: Tak, Joey robi sobie układy, żeby mieć dziecko jak z filmu z lat 50'tych.
ROSS: Boże, nie wierzę. Może zaczęła rodzić w samochodzie.
Rachel: Oh, Ross, spokojnie. Pewnie biorą tylko 2 dolary za pierwszy skurcz, a za każdy następny po 50 centów.
[Wszyscy patrzą na Rachel.]
Rachel: Co, wszystko jest w porządku jak Chandler to robi ???
Chandler: Musisz wyczuć chwilę.
[Phoebe przychodzi, ma w ręku gitarę.]
Phoebe: Ominęło mnie to, ominęło ???
ROSS: Nawet jeszcze jej tu nie ma.
Monica: Po co ci ta gitara ???
Phoebe: Pomyślałam, że trochę tu posiedzimy. Wiecie, może trochę pomuzykujemy.
[Carol i Susan przyjeżdżają.]
ROSS: [do Carol] Gdzieś ty do cholery była ???
SUSAN: Zachaczyłyśmy o sklep z podarkami.
CAROL: Szukałam jakichś wypchanych zwierzątek, a Susan chciała coś wielkiego.
ROSS: Susan chciała coś wielkiego. My tu mamy dziecko, ok, dziecko, nie zatrzymuje się po coś dużego.
CHAN: Kiedyś miałem taką naklejkę na zderzaku.
[Wszyscy są rozbawieni komentarzem Chandlera.]
Chandler: [do Rachel] Widzisz o co mi chodzi.
ROSS: Zatrzymała się po coś dużego.
CAROL: Daj spokój, Ross.
SUSAN: Mam coś extra. Chcesz ??? [podaje mu cukierka]
ROSS: [słabo] Nie.
[Lekarz Carol, Dr. Franzblau (FRNZ) przychodzi.]
FRNZ: Hey, jak sobie radzi moja ulubiona rodzinka ???
ROSS: Dr. Franzblau, witam.
FRNZ: Jak rozumiem szykuje się dziecko ??? No widzę, że to już 9 miesiąc. To na dobry początek. Jak sobie radzisz ze skurczami ???
CAROL: Oh, uwielbiam je. Każdy to taka mała imprezka w mojej macicy.
SUSAN: Co 4 minuty po 55 sekund.
ROSS: 59 sekund. [pokazuje zegarek] Kwarcowy, ha.
SUSAN: Szwajcarski kwarcowy, ha, ha.
CAROL: Czy wolno mi jest coś pić ???
FRNZ: Wodę, tylko wodę. Jest w pokoju pielęgniarek.
ROSS: Przyniosę.
SUSAN: Nie, ja przyniosę. Zaraz wracam.
ROSS: Ja przyniosę...już idę!
[Oboje wychodzą jak Rachel wchodzi do pokoju, ma w ręku kubek z wodą.]
Rachel: Cześć, pomyślałam, że masz ochotę się napić.
CAROL: Dzięki.
Rachel: Jak potrzebujesz czegoś jeszcze, to...[zauważa przystojnego lekarza dr. Franzblau]...my się chyba nie znamy. Cześć. Jestem, uh, Rachel Green. Jestem... współlokatorką siostry...byłego męża...Carol.
FRNZ: Miło cię poznać. Jestem dr. Franzblau. Jestem lekarzem... byłej żony... brata twojej koleżanki.
Rachel: Oh, to zabawne!
[Scena: Poczekalnia. Chandler zasnął na r.]
Monica: Ja też chcę mieć dziecko.
CHAN: Mmmm. Nie dziś kochanie. Jutro muszę wcześnie wstać do pracy.
Monica: Wstawaj. Napijmy się kawy.
Chandler: Oh, ok, tego nie robiliśmy.
[Chandler i Monica wychodzą. Przeniesienie do Joey'a, oglądającego mecz Knicks/Celtics w telewizji.]
JOEY: [krzyczy] Strzelaj! Wal! Wal! Wal, albo się po prostu przewróć. Tak też dobrze.
[Młoda kobieta w ciąży (LYDIA) podchodzi.]
LYDIA: Fan Knicks'ów ???
JOEY: Oh, tak.
LYDIA: Oh, są do dupy.
JOEY: Hey, słuchaj, paniusiu...[widzi, że jest w ciąży]...rany.
LYDIA: Uważaj na tego, Ewing. Niezły strzał. Wiesz co, on by nawet nie trafił w wodę jakby stał na łodzi.
JOEY: Oh tak ??? A komu ty kibicujesz ???
LYDIA: Celtics'om.
JOEY: Celtics'om ??? Ha. Nie trafili by nawet w łódź...zaraz. Są do dupy, dobra ???
LYDIA: Oh, zamknij się. Wiesz, mają trudny rok. Ty... waah!
JOEY: Co ??? Co..aa ??? Przyprowadzę ojca. Hey, tu potrzebny jest ojciec! Potrzebny ojciec!
LYDIA: Nie ma ojca.
JOEY: Oh, oh, oh, przykro mi.
LYDIA: Ok, nie ma sprawy. W porządku. Ja... oh!
JOEY: Oh, uh, ok. Tędy. Wszystkie inne kobiety w ciąży chyba idą tutaj.
LYDIA: Ok.
[Joey towarzyszy Lydia'i w drodze do pokoju.]
[Scena: Poczekalnia. Phoebe śpiewa piosenkę. Chandler, Monica i Ross też tam są.]
PHOE: (śpiewa) They're tiny i chubby i so sweet to touch, i soon they'll grow up i resent you so much. Now they're yelling at you i you don't know why, you cry i you cry i you cry. i you cry i you cry i you cry...
[Ross daje Phoebe dolara.]
Phoebe: Dzięki, Ross.
ROSS: Tak. Płacę, żebyś przestała.
Phoebe: Ok.
[Przechodzi jakaś kobieta, niesie nowonarodzone bliźniaki.]
Phoebe: Oh, patrzcie, bliźniaki. Cześć, wam. Oh, śliczne.
Monica: To nie sprawiedliwe, ja nie mam ani jednego. Jak ona może mieć aż dwoje ???
Chandler: Będziesz miała.
Monica: Oh tak ??? Kiedy ???
Chandler: Dobrze. Powiem ci coś. Jak będziemy mieli po 40 lat i żadne z nas nie będzie po ślubie, co powiesz żebyśmy razem się postarali o jedno ???
Monica: Czemu mam nie być mężatką w wieku 40 lat ???
Chandler: Oh, nie, nie. Tylko hipotetycznie.
Monica: Ok, hipotetycznie, czemu mam nie mieć męża w wieku 40 lat ???
Chandler: Nie, nie, nie.
Monica: Co jest ??? Jest coś ze mną nie tak, że nie mogę być po ślubie ???
Chandler: [przytłoczony] Uh, uh.
Monica: No ???
CHAN: Dobry Boże! Ten spadochron się nie otwiera! [przewraca się na podłogę]
[Rachel wchodzi, w ładnej sukience.]
Rachel: Hey.
Phoebe: Hey. Ooh, patrzcie na nią, przebrała się.
Monica: Byłaś w domu i przebrałaś się ???
Rachel: Tak, cóż, to ważny dzień. Chcę wyglądać ładnie. Um, czy doktor Franzblau pojawił się ???
Monica: Nie, nie widziałam go.
Rachel: To gdzie on jest ??? Już powinien tu być. A co jak dziecko będzie go potrzebować ???
Chandler: Rachel, o co chodzi z tobą i tymi lekarzami ??? Twój ojciec był lekarzem ???
Rachel: Tak, a co ???
Chandler: Bez powodu. [odwraca się i robi oczy: "O mój Boże"]
[Scena: Joey i Lydia w sali porodowej. Lydia rozmawia przez telefon z matką.]
LYDIA: Mamo, już o tym mówiłyśmy. Nie, nie dzwonię do niego. Nie obchodzi mnie, że to jego dziecko, to palant. Nie, nie jestem sama. Joey tu jest. [cisza] O co ci chodzi, jaki Joey ??? [zakrywa słuchawkę i mówi do Joey'a] Jaki Joey ???
JOEY: Tribbiani.
LYDIA: Joey Tribbiani. Tak, ok. Zaczekaj. [do Joey'a] chce rozmawiać z tobą. Bierz telefon.
JOEY: [bierze] Cześć, tak, to ja. Oh, nie, nie, nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi. [cisza] Tak, kawaler. [cisza] 25. Aktor. [cisza] Halo ???
LYDIA: Ona nie jest zbyt miłą przez telefon.
JOEY: Tak, to o co chodzi z tym ojcem, wiesz, jakby ktoś gdzieś miał moje dziecko to wolał bym o tym wiedzieć, nie ???
LYDIA: Hey, fanie Knicks'ów, czy mnie interesują twoje poglądy na temat ojcostwa ??? Uh, nie.
JOEY: Ok, patrz, może powinienem już iść.
LYDIA: Może tak.
JOEY: Powodzenia i trzymaj się, huh ???
[Wychodzi, ale po chwili wraca.]
JOEY: Wiesz na czym polega problem Celtics'ów ??? Pozwalają zawodnikom grać zespołowo.
LYDIA: Oh, to nie prawda.
JOEY: Oh, tak.
LYDIA: Nie.
JOEY: Tak.
LYDIA: Nie!
[Scena: Ross, Susan i Carol w sali porodowej. Ross i Susan oboje opiekują się Carol.]
ROSS: Oddychaj.
SUSAN: Oddychaj.
ROSS: Oddychaj.
SUSAN: Oddychaj.
ROSS: Oddychaj.
SUSAN: Oddychaj.
CAROL: Zabijecie mnie!
ROSS: 15 sekund, 14, 13, 12...
CAROL: Licz szybciej.
SUSAN: Wszystko będzie dobrze, pamiętaj, że robimy to dla Jordie. Skup się na Jordie.
ROSS: Kto to do cholery jest Jordie ???
SUSAN: Twój syn.
ROSS: Nie, nie, nie. Nie mam syna Jordie. Zgodziliśmy się na imię Jamie.
CAROL: Jamie to imię pierwszej dziewczyny Carol, więc wróciłyśmy do Jordie.
ROSS: Co ??? Zaraz, zaraz, zaraz, co macie na myśli mówiąc , wróciłyśmy do Jordie ??? Nigdy nie było Jordie. Ominęliśmy to imię po Jessy, Cody, Dylan'ie.
CAROL: Ow, ow, ow, ow, skurcz nogi, skurcz nogi, skurcz nogi.
ROSS: Ja.
SUSAN: Ja.
ROSS: Ja! Hey, ty z nią śpisz, ja załatwiam skurcze.
SUSAN: Nie, wcale nie.
CAROL: dobra, dość tego. Macie się wynieść.
ROSS: Czemu ???
SUSAN: On zaczął!
ROSS: Nie, ty zaczęłaś.
SUSAN: Ty!
CAROL: Nie obchodzi mnie to. Ja tu się staram pozbyć człowieka z ciała, a wy mi tego nie ułatwiacie.
ROSS: Ale...
CAROL: Wynocha!
ROSS: [do Susan] Dzięki.
SUSAN: [do Ross'a] Widzisz co zrobiłeś.
ROSS: [do Carol] Tak, tylko posłuchaj...
CAROL: WON!
[Ross i Susan źli opuszczają pokój.]
[Scena: Joey pomaga Lydia'i przejść poród. W pokoju jest też pielęgniarka.]
PIELĘGNIARKA: Oddychaj, oddychaj, oddychaj...
LYDIA: Oh, nie.
[Joey patrzy na Lydia'ę.]
JOEY: Ew! Co to jest ??? Coś tu wybuchło!
PIELĘGNIARKA: Odeszły jej tylko wody. Uspokój się, dobrze ???
JOEY: [spanikowany] Wody odeszły, co to ma znaczyć ??? Co jest z tą wodą, jak to wody odeszły ???
PIELĘGNIARKA: [do Joey'a] Oddychaj, oddychaj, oddychaj.
[Scena: Na holu. Ross i Susan kłócą się.]
ROSS: Daj spokój. To twoja wina.
SUSAN: Co, jak to moja ???
ROSS: Słuchaj, Carol nigdy mnie nie wyrzuciła zanim pojawiłaś się ty.
SUSAN: Tak ??? Cóż, Carol wiele rzeczy nie robiła zanim ja się pojawiłam.
ROSS: Chcesz być sprytna ??? Zabawna ???
SUSAN: Wiesz na czym polega twój problem ??? Jesteś zastraszony.
ROSS: Oh, niby przez ciebie ???
SUSAN: Tak.
[Phoebe słyszy jak się kłócą i zabiera ich do magazynu na miotły, szczotki i inne rzeczy do sprzątania.]
Phoebe: Hey, hey, ok, dobra, dość! Właźcie tu. Dalej. Mój Boże, nie wierzę w to. Tyle dzieci przychodzi w tym miejscu na świat i nie powinny słyszeć jako pierwszej rzeczy waszych krzyków. Przestańcie krzyczeć, przestać!
ROSS: Właśnie, Susan.
PHOE: Nie każcie mi powtarzać, nie podoba mi się taki mój głos.
[Phoebe idzie do wyjścia, ale drzwi są zamknięte.]
Phoebe: Ok, kto chce usłyszeć coś ironicznego ???
[Scena: Zamknięte pomieszczenie. Ross i Susan starają się wydostać.]
Wszyscy: Pomocy!
ROSS: Ja tu mam dziecko! Ok, wszyscy odsunąć się. [cofa się, żeby wziąć drzwi taranem, ale wchodzi w wiaderko i przewraca się] Ow.
[Scena: Sala Carol. Rachel i dr. Franzblau są z nią.]
CAROL: Wrócili już ???
Rachel: Nie, kochanie, jeszcze nie, ale nie martw się, znajdziemy ich, a dopóki nie to my tu jesteśmy, dobrze ???
CAROL: Ok.
Rachel: Ok ???
CAROL: Ok.
Rachel: [do dr. Franzblau'a] Ok, no więc, mówiłeś o Paryżu, brzmi fascynująco.
FRNZ: Było tak. Były tam takie wspaniałe ciastkarnie zaraz przy moim hotelu. [Carol podnosi się z bólu, Rachel i dr. Franzblau ostrożnie kładą ją] Proszę kochanie.
[Scena: Pokój Lydia'i. Joey pomaga przy porodzie.]
JOEY: Dalej, Lydia, potrafisz. Przyj! Przyj, mocniej, mocniej. Przyj, przyj, przyj! Spraw, żeby ta piłka się wysunęła, hey, hey, ho, ho. Niech...[zauważa, że pielęgniarka dziwnie się na niego patrzy] Ja tylko...jasne. Przyj! Przyj!
[Scena: Zamknięte pomieszczenie. Ross podniósł odkurzacz i mierzy nim w drzwi.]
SUSAN: Co zamierzasz wessać te drzwi ???
ROSS: Pomocy! Pomocy!
Phoebe: (śpiewa) They found their bodies the very next day, they found their bodies the very next...[widzi jak Ross i Susan gapią się na nią] la la la la la la.
SUSAN/ROSS: [nawet głośniej] Pomocy!
[Scena: Poczekalnia. Monica rozmawia z matką przez telefon, Chandler stoi za nią.] Monica: Mamo, wszystko będzie dobrze. Tak, Ross jest wspaniały. Jest gdzieś indziej. Nie, nie ma go. Nie, nie, nie musisz wracać, naprawdę. Co znaczy, że to może być twoja jedyna szansa ??? Przestaniesz ??? Mam dopiero 26 lat, nawet jeszcze nie myślę o dzieciach.
[Monica widzi jak jakaś kobieta przechodzi z dzieckiem, przykłada słuchawkę do piersi, zaczyna płakać. Chandler bierze słuchawkę, wydaje jakiś dźwięk, jakby przerwało rozmowę i odkłada słuchawkę. Joey wchodzi.]
Chandler: Gdzieś ty był ???
JOEY: Oh, rodziłem dziecko.
Chandler: Zagadka!
[Scena: Rachel i dr. Franzblau poszli po kawę.]
FRNZ: Sam nie wiem, może godzina, może 3, ale spokojnie, świetnie jej idzie. Powiedz mi, jesteś teraz z kimś w związku ???
Rachel: [zaniepokojona] Nie, nie, ani przez chwilkę, nie, nie jestem. A ty ???
FRNZ: Nie, ciężko jest mi się umówić z kobietą.
Rachel: Tak, tak, słyszałam o tych przystojnych lekarzach.
FRNZ: Nie, poważnie. To pewnie dlatego, że spędzam za dużo czasu w pracy.
Rachel: Oh.
FRNZ: Staram się, żeby praca nie miała wpływu na życie prywatne, ale jest ciężko, kiedy... robisz to co robisz. To jak...cóż, dla przykładu, czym ty się zajmujesz ???
Rachel: Jestem kelnerką.
FRNZ: Ok, dobra, zdarzało ci się że wracałaś do domu po całym dniu pracy, byłaś taka, że jakbyś zobaczyła jeszcze jedną filiżankę kawy...
Rachel: [zaczyna rozumieć] Tak. Rozumiem.
FRNZ: Sprawdzę co z twoją przyjaciółką.
Rachel: Ok. W porządku. [zdejmuje kolczyki]
[Scena: Joey podchodzi do pokoju Lydia'i z balonami, ale zanim wszedł widzi, że jest z nią ojciec dziecka. Podsłuchuje pod drzwiami.]
LYDIA: Skąd wiedziałeś, że tu jestem ???
OJCIEC: Twoja matka do mnie zadzwoniła. To ona ???
LYDIA: Nie, to pożyczone.
OJCIEC: Przykro mi, że musiałaś przez to przechodzić sama.
LYDIA: Nie byłam sama. Miałam lekarza, pielęgniarkę i pomocnika. [Joey uśmiecha się] Widziałeś kto wygrał mecz ???
OJCIEC: Knicks'ie 10 punktami. Są do dupy.
LYDIA: Tak, nie są tacy źli.
[Joey zamyka drzwi i przyczepia balony do klamki. Potem odchodzi prowadząc za rękę nadmuchiwanego krasnala.]
[Scena: Zamknięte pomieszczenie. Ross próbuje otworzyć drzwi kartą kredytową, bez skutku.]
ROSS: Dalej, dalej. cholera, cholera. [do Susan] to wszystko przez ciebie. to miał być najwspanialszy dzień w moim życiu, wiesz ??? Mój syn przychodzi na świat, powinienem tam być, zamiast siedzieć w tym pomieszczeniu z tobą.
SUSAN: Kobieta, która kocham rodzi dziś dziecko. Czekałam na to tak długo jak ty.
ROSS: Nie, nie, nie, wierz mi. Nikt nie czekał na to tak długo jak ja, ok ??? A wiesz co jest zabawne ??? Jak skończy się ten dzień, ty pojedziesz z dzieckiem do domu, ok ??? A ja zostaję, nie ???
SUSAN: Będziesz ojcem cały czas. Każdy wie kim jesteś. A kim ja jestem ??? Jest dzień matki, dzień ojca, a nie ma... dnia kochanki lesbijki.
ROSS: Każdy dzień jest dniem kochanki lesbijki.
Phoebe: To wspaniałe.
ROSS: Chcesz to objaśnić ???
Phoebe: Chodzi o to jak ja dorastałam, mój ojciec odszedł, matka zmarła, ojczym był w więzieniu, więc w ogóle ledwo miałam rodziców. A to małe dziecko ma aż 3 rodziców, którzy jeszcze na dodatek kłócą się, kto je będzie bardziej kochał. A nawet się jeszcze nie narodziło. To chyba najszczęśliwsze dziecko na świecie. [cisza] Przepraszam, kłóciliście się.
[Scena: Pokój Carol. Jest już gotowa. Wszyscy oprócz Phoebe, Ross'a i Susan, tam są.]
CAROL: Gdzie oni są ???
Monica: Jestem pewna, że niedługo tu będą.
Rachel: Tak, kochanie, nie opuścili by tego.
JOEY: Spokojnie. Masz dopiero 9 centymetrów. Dziecko jest w fazie zerowej.
Chandler: [do Joey] Przerażasz mnie.
[Carol nagle wrzeszczy z bólu i łapie Chandlera za koszulę.]
CHAN: Ktoś mi tu pomoże, ona stara się wyrwać mi serce. [wszyscy odciągają jej rękę] Uh, świetnie. [rozgląda się] Ktoś widział sutki ???
FRNZ: Dobrze, 10 centymetrów, zaczynamy.
PIELĘGNIARKA: Dobrze skarbie, czas zacząć przeć.
CAROL: Ale jeszcze ich nie ma!
FRNZ: Przykro, nie mogę kazać dziecku czekać na nich.
CAROL: Oh, Boże.
[Scena: Zamknięte pomieszczenie. Ross użył miotły, żeby otworzyć szyb wentylacyjny w suficie. Phoebe ma na sobie strój woźnego, gotowa do wejścia w górę.]
ROSS: Ok, otwarte.
Phoebe: [czyta identyfikator] Cześć, jestem Ben. Pracownik szpitala Ben. Ben... na ratunek!
ROSS: Ben, gotowy ??? Dobra, dawaj stopę. Ok, na 3, Ben. 1, 2, 3. Ok, Dalej, Ben.
[Ross i Susan podnoszą Phoebe w górę.]
SUSAN: Co widzisz ???
Phoebe: Cóż, Susan, widzę jakiś ciemny szyb wentylacyjny. Zaraz. Tak, to jest ciemny szyb wentylacyjny.
[Woźny otwiera drzwi z zewnątrz.]
ROSS: Phoebs, otwarte! Otwarte!
[Ross i Susan biegną do sali, zostawiają Phoebe dyndającą z sufitu.]
Woźny: [do Ross'a i Susan] Zaraz! Zapomnieliście nóg!
[Scena: Pokój Carol. Ross i Susan wpadają.]
Wszyscy: Przyj, przyj!
ROSS: Jesteśmy!
CAROL: [rozdrażniona] Gdzie byliście ???
ROSS: Długa historia.
FRNZ: Dobrze, Carol, musisz przeć. Musisz...[sięga po jakieś narzędzie, jest tam ręka Rachel] Przepraszam, mogę to wziąć ???
PIELĘGNIARKA: Dobra, dobra, w tym pokoju jest trochę za dużo ludzi, powinno być tylko jedno, więc każdy kto nie jest byłym mężem, albo partnerką lesbijką wyjść!
Wszyscy: Powodzenia!
[Wszyscy idą do drzwi.]
CHAN: [do pielęgniarki] Mogę zapytać, czy trzeba być partnerką lesbijką Carol, żeby zostać ???
PIELĘGNIARKA: Won!
FRNZ: Dobrze. Wychodzi.
ROSS: Chcę zobaczyć, chcę zobaczyć. Oh, główka. Oh, ale duży. Carol, jak idzie ???
CAROL: [przytłoczona] Nie...pomagasz!
FRNZ: Idzie ci świetnie, doskonale.
ROSS: [kładzie ręce koło dziecka] Halo! [do dr. Franzblau'a] Oh, przepraszam.
SUSAN: Co widzisz ??? co widzisz ???
ROSS: Mamy główkę, ramionka, rączki, mamy, oh, patrzcie na te małe paluszki, oh, i klatka piersiowa, i brzuszek. To chłopiec, na pewno chłopiec! Dobrze! Ok, nogi, kolanka, stópki. Oh, oh. Już. To człowiek.
SUSAN: Oh, patrzcie na to.
CAROL: Jak wygląda ???
ROSS: Tak jak mój wujek Ed, w galaretce.
CAROL: Tak ???
Phoebe: Jest piękny!
ROSS: Oh, dzięki, Pheebs!
[Wszyscy patrzą na wentylator i machają do Phoebe.]
[Scena: Sala porodowa. Carol ma na rękach dziecko.]
SUSAN: Nie krzyczy, ale wciąż musimy mieć dla niego imię.
ROSS: [myśli] A może Ben ???
SUSAN: Podoba mi się Ben.
CAROL: Ben. Ben. Ben jest dobry. Czemu wcześniej nie wspominaliście o Ben'ie ???
ROSS: Właśnie się pojawił.
SUSAN: To właśnie robiliśmy jak nas nie było.
[Monica otwiera drzwi.]
Monica: Cześć.
ROSS: Hey.
Monica: Możemy wejść ???
[Wszyscy wchodzą.]
ROSS: [do Ben'a] Wiem, wiem. Wszyscy, kogoś chcę wam przedstawić. Tak. To Ben. Ben, to wszyscy.
Phoebe: Susan, wygląda jak ty.
SUSAN: Dzięki.
Rachel: Oh, Boże, nie wierzę, że któreś z nas ma jedno z takich.
CHAN: Wiem, ja wciąż jestem jednym z tych.
Monica: Ross, mogę ???
[Monica trzyma Ben'a.]
ROSS: Główka, główka. Masz...
MNCA: [wykrztusza] Cześć, Ben. Cześć. Jestem ciocia Monica. Tak. Ciocia Monica. Ja...zawsze będę miała gumę.
[Chandler wchodzi.]
Chandler: A czasem będę chciał, żebyś zdobył 3 bazę, wtedy zrobię tak. [pokazuje]
[Reszta się pojawia.]
Monica: Jest wspaniały.
Rachel: Oh, wiem. Patrzcie na niego.
JOEY: Ben, Ben, hey Ben. Nic. To chyba nie jego imię.
Phoebe: Oh, patrzcie, zamyka oczy. [obraz robi się czarny] Otwiera oczy. [wraca obraz]
JOEY: Nie robi za dużo, co ???
ROSS: Nie, to narazie tylko to.
[długi moment ciszy]
Rachel: Chcecie się napić kawy ???
Wszyscy: Tak.
ROSS: dobra, do zobaczenia później.
[Wszyscy oprócz Ross'a wychodzą, ale zaraz wracają po chwili. Robią dziwne miny do dziecka.]
Phoebe: Oh, patrzcie, znów zamyka oczy.