"Czynnik braku smaku"


Napisane przez: Alexa Junge.
Przepisane przez: Mikael Hedberg [mhe0422@oden.skelleftea.se] albo [90218582482bb@bibl.skelleftea.se].
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Central Perk. Wszyscy tam są.]
MONICA: Powiedz mu.

RACHEL: Nie.

PHOEBE: Powiedz mu, powiedz.

MONICA: Po prostu...proszę powiedz mu.

RACHEL: Zamknijcie się!

CHANDLER: Co ???

MONICA: Nawet na niego nie spojrzysz.

CHANDLER: [sarkastycznie] Oh, dalej, powiedz mi. Z przyjemnością poznam kolejny powód, dla którego kobiety na mnie nie zwracają uwagi.

RACHEL: Dobra, dobra, dobra. Wczoraj, miałam sen, uh, gdzie ty i ja, no...

PHOEBE: Robiliście to na tym stole. [pokazuje na stół]

CHANDLER: Wow!

JOEY: Zaliczyłeś extra sen.

ROSS: Po co, po co, po co to śniłaś ???

CHANDLER: A co ważniejsze, czy byłem dobry ???

RACHEL: Bardzo dobry.

CHANDLER: Interesujące, bo w swoich snach, jestem zawsze zaskakująco niedostatecznie dobry. [Monica klepie go w kolano]

RACHEL: Wczoraj najwyraźniej wiedziałeś co robić.

ROSS: Uwielbiam jak się dzielimy takimi zwierzeniami.

[Ross podchodzi do baru. Chandler idzie za nim.]

CHANDLER: W porządku ???

ROSS: Nie wierzę, że wy dwoje kochaliście się w jej śnie.

CHANDLER: Przykro mi, to była jednorazowa sprawa. Byłem pijany w obcej podświadomości.

INTRO


[Przerwa. Chandler siedzi na stole.]

CHANDLER: Cześć Rachel.

RACHEL: Złaź.

PHOEBE: [pokazuje na długopis Joey'a] Uh, uh, daj mi. Widzicie mnie przy wiertarce i przy prasie ???

JOEY: Sam nie wiem. A co masz na sobie ???

[Chandler, Monica i Phoebe patrzą na niego]

ROSS: Phoebs, czemu chcesz obsługiwać prasę i wiertarkę ???

PHOEBE: Taka krótkoterminowa praca. Wiecie, aż odzyskam klientów na masaż.

CHANDLER: Znowu piraci ???

PHOEBE: Nie, nic z tych rzeczy. Tylko...byłam taka głupia. Nauczyłam ich jak robić sobie masaż w domu, w pracy, w sklepie i poszli sobie.

JOEY: Hey, hey, Chan. Może pracować dla ciebie.

CHANDLER: [sarkastycznie] Dzięki Joey, to świetny pomysł.

PHOEBE: Co... mogła bym. co to ma być ???

CHANDLER: Moja sekretarka ma wolne przez kilka tygodni. Zafundowała sobie operację redukcji jednej z piersi. To jedna wielka historia o cyckach.

PHOEBE: Potrafię być sekretarką.

CHANDLER: Wiesz co Phoebs. Nie wiem czy to coś dla ciebie, bo trzeba być normalnym. Przez dużą część dnia.

PHOEBE: Mogła bym.

[Beeper Ross´a zaczyna dzwonić]

RACHEL: Czym ty się bawisz ???

ROSS: Oh, to mój nowy beeper.

JOEY: Do czego do choler potrzebny jest beeper paleontologowi ???

MONICA: Dla nagłych wypadków z dinozaurami. "Pomocy, szybko przyjeżdżajcie, one wyginęły."

ROSS: Nie, to jak Carol zacznie rodzić. Ma ze mną kontakt gdziekolwiek jestem. Musi tylko wystukać 55-JIMBO.

CHANDLER: Świetny numer i możliwe imię dla dziecka.

MONICA: Dobra, do zobaczenia później. [wstaje]

RACHEL: Idziesz się spotkać z Młodym Ethan'em ???

MONICA: Dziękuję.

JOEY: Jak młody jest Młody Ethan ??? Młody ???

MONICA: Jest... w naszym wieku.

CHANDLER: Kiedy mieliśmy...???

MONICA: Dobra, jest na ostatnim roku na studiach.

ROSS: Studia ???

JOEY: Rany!

CHANDLER: I temu męskiemu dzieciakowi nie przeszkadza ile ty masz lat ???

MONICA: Nie, jasne, że nie. To nic takiego. Powiedziałam, że mam 22.

Wszyscy: Co ???

MONICA: Oh, nie wyglądam na 22 ???

PHOEBE: No może na 25-26.

MONICA: Ja mam 26.

PHOEBE: No widzisz.

[Scena: Biuro Chandlera. On i Phoebe są tam jak zaczyna dzwonić telefon.]

CHANDLER: Słyszysz to ???

PHOEBE: [bawi się czymś do wyjmowania pinesek] Tak ???

CHANDLER: Przestanie jak podniesiesz słuchawkę.

PHOEBE: Oh. Uh, już. [podnosi słuchawkę]

PHOEBE: [niskim głosem] Biuro pana Bing´a. Nie przykro mi, jest aktualnie na spotkaniu.

CHANDLER: Nie jestem na spotkaniu. Jestem... Whoops.

PHOEBE: Będzie wiedział o co chodzi ??? I ma pana numer ??? W porządku, dopilnuję, żeby dostał tą wiadomość. Cześć.

CHANDLER: Co ???

PHOEBE: Ross dzwonił się przywitać.

CHANDLER: Ah!

PHOEBE: Ale zabawnie. Dobra, to co teraz robimy ???

CHANDLER: JA muszę wziąć się do pracy.

PHOEBE: Pewnie tak. [wstaje i idzie do drzwi] Dobra, będę tam.

CHANDLER: Dobra.

PHOEBE: Cześć.

CHANDLER: Cześć.

[Odzywa się interkom]

PHOEBE: Co robisz ???

CHANDLER: Ooh. [kładzie się na biurku]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Tylko one tam są. Monica kończy myć okna.]

MONICA: Okna czyste, świece zapalone. Uh, pasek za ciasno, muszę go zmienić. Przewróciłam rybę ??? [idzie do kuchni i patrzy do kuchenki] Nie, bo robię lazanię. Wymykam się spod kontroli ???

RACHEL: Odrobinkę. Mon, nie rozumiem. Znaczy się, umawiasz się z nim od jego, co to było... ferii ??? Czemu tak nagle jesteś... Oh.

MONICA: Co ???

RACHEL: Czy dziś ma być ta noc ???

MONICA: Nie wiem. Słuchaj to wspaniały facet i uwielbiam być z nim, ale... wiesz. Rzeczy się dzieją i już. Tego się nie planuje.

RACHEL: Ogoliłaś nogi ???

MONICA: Tak.

RACHEL: Aha!

[Scena: Central Perk. Joey i Ross tam są.]

JOEY: Odpuść sobie Ross. to był tylko sen. To nic nie znaczy...

[odzywa się beeper Ross'a]

ROSS: Oh, oh. Oh, oh. Oh to już to. O mój Boże czas dziecka. Już czas.

JOEY: Dobra, rozluźnij się. Spokojnie, spokój.

[Ross wybiera numer telefonu]

ROSS: [przez telefon] Tak, cześć, właśnie dostałem wiadomość. [cisza] Nie, André tu nie ma. [do Joey'a] 3 raz już dzisiaj. [przez telefon] Tak, jestem pewny... Nie, proszę pana. Nie świadczę takich usług.

JOEY: Usług ??? Oh, usług.

ROSS: [przez telefon] Tak, dzwoni pan pod 55-JUMBO. Tak, właśnie. Już, JUMBO przez U. [cisza] Nie, proszę mi wierzyć, pan mnie nie chce. Sądząc po numerze, byłbym dla pana wielkim rozczarowaniem. [cisza] Dobrze, cześć.

[Phoebe i Chandler wchodzą]

JOEY: Hey, hey. Jak tam pierwszy dzień ???

PHOEBE: Oh, doskonale. Wszyscy byli tacy mili.

CHANDLER: Widzicie, opłaca się znać faceta, który nosi moje buty. [Joey i Ross zastanawiają się o co mu chodzi] Mnie.

PHOEBE: Nie, nikomu nie mówiłam, że cię znam.

CHANDLER: Czemu nie ???

PHOEBE: Oh, bo, sam wiesz... nie lubią cię.

CHANDLER: Co ???

PHOEBE: Myślałam, że wiesz.

CHANDLER: Nie. Kto mnie nie lubi ???

PHOEBE: Wszyscy. Poza uh... nie, wszyscy.

CHANDLER: O czym ty mówisz ???

PHOEBE: Nie czuj się źle. Wiesz, że kiedyś bardzo cię lubili. Ale potem awansowałeś, i, no wiesz, teraz jesteś "Panem Szefem". No wiesz, Pan Bing. Pan Bing, "Szef".

[Joey i Ross śmieją się]

CHANDLER: Nie wierzę.

PHOEBE: Tak, tak. Nawet cię naśladują.

CHANDLER: Naśladują mnie ???

PHOEBE: No wiesz jak... uh dobra... uh... "Czy ten raport nie mógł być później ???"

[Joey i Ross śmieją się]

CHANDLER: Ja tak nie mówię.

ROSS: Oh, oh Chandler...

JOEY: Oh... tak, tak.

ROSS: "Okolica ożyła od muzyki."

[Phoebe, Joey i Ross śmieją się]

JOEY: [sięga po babeczkę] Moja babeczka.

PHOEBE, JOEY & ROSS: "Moja babeczka."

[Phoebe, Joey i Ross znów się śmieją]

CHANDLER: Dobra, ja tak nie brzmię. To wcale nie prawda.

[Joey i Chandler śmieją się]

CHANDLER: To wcale nie... To wcale nie... To... Oh, zamknijcie się!

[Phoebe, Joey i Ross śmieją się]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Ethan siedzą na kanapie.]

MONICA: Wcale nie.

ETHAN: Mówię ci, do 9 roku życia, myślałem, że "cel" to jakieś miejsce, gdzie dzieją się różne przestępstwa.

MONICA: Jak to możliwe ???

ETHAN: Pomyśl tylko. Zawsze słyszy się w wiadomościach. "Mężczyzna był na celu.", "Turyści zostali sterroryzowani, są na celu porywaczy." Wiesz, tak sobie myślałem: po co ludzie tam łażą ??? Oh, ah. Powinienem już iść.

MONICA: Dobra.

[Całują się]

ETHAN: Dobra.

MONICA: Chyba że...

ETHAN: Co ???

MONICA: Uh, ah. Chyba że chcesz zostać ??? No wiesz, bo ja zostaję i...

ETHAN: Tak, z przyjemnością.

[całują się]

ETHAN: Uuh, zanim posuniemy się o krok dalej, jest coś co powinnaś wiedzieć.

MONICA: Dobra, to coś w stylu: "Mam jutro ranne zajęcia" czy "Potajemnie ożeniłem się z kozą" ???

ETHAN: Coś pomiędzy. Widzisz, po względem technicznym, oczywiście, ja nie uh..., cóż ja, znaczy się ja jeszcze nigdy...

MONICA: Ethan...

ETHAN: Tak ???

MONICA: Jesteś prawiczkiem ???

ETHAN: Skoro wy dzieciaki to teraz tak nazywacie to, tak jestem. Czekałem na odpowiednią osobę.

MONICA: Tak ???

ETHAN: Tak. Wiesz, że mówiłem o tobie, co ???

[całują się]

[Przerwa. Teraz są w sypialni Moniki na łóżku.]

ETHAN: Wow!

MONICA: Wciąż to powtarzasz.

ETHAN: Wiesz, czytasz o tym, oglądasz filmy. Nawet ćwiczysz w domu, o rany, ale to nic w porównaniu z tym.

[całują się]

MONICA: Słuchaj, uh, powiedziałeś mi coś co było dla ciebie dość trudne. Skoro ty mogłeś być uczciwy, to ja tez mogę.

ETHAN: Oh Boże, nie mów tylko, że zrobiłem coś źle.

MONICA: Nie, nie. Nic źle.

ETHAN: Oh.

MONICA: Um, dobra, już. Nie mam 22 lat. Mam 25... i 13 miesięcy.

ETHAN: Huh!

MONICA: Ale to nic nie powinno zmienić. Znaczy się, co wiek ma tu go gadania.

[całują się]

ETHAN: Uh, słuchaj um, jak już się zwierzamy, uh, mam jeszcze coś dla ciebie. Jestem trochę młodszy niż powiedziałem.

MONICA: Nie jesteś na ostatnim roku ???

ETHAN: Oh, jestem... w średniej.

MONICA: Ok...ay.

[przerwa]

MONICA: To co zrobiliśmy było złe. Oh Boże, kochałam się z kimś kogo nawet jeszcze nie było na dwóchsetlecie.

ETHAN: Uprawiałem sex.

MONICA: Ethan, skup się. Jak mogłeś mi nie powiedzieć ???

ETHAN: Ty też mi nie powiedziałaś ile masz lat.

MONICA: To co innego. Moje kłamstwo nie czyni nas zbrodniarzy w 48 stanach. Co ty sobie myślałeś ???

ETHAN: Nie myślałem. Byłem zajęty...

MONICA: Nie mów. [zamyka mu usta ręką]

ETHAN: zakochiwania się w tobie.

MONICA: Tak ???

ETHAN: [kiwa głową] Przykro mi.

MONICA: To się odkochaj. Wiesz, nawet nie powinno cię tu być, to wieczór uczniów. Oh Boże, oh Boże. Jestem tą dziewczyną, która umawia się z tym lizusem o imieniu Chad. Jestem Joan Collins.

ETHAN: Kim ???

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy oprócz Moniki tam są.] ROSS: [przez telefon] Dobra, André będzie tam za 45 minut. Dobra, cześć. [do Phoebe] Tak jest łatwiej.

CHANDLER: Oh, daj spokój. O ostatnim śni mi opowiedziałaś.

RACHEL: Nie, zapomnij.

CHANDLER: Oh, czemu nie. Robiłem coś może w części... soczystego ???

RACHEL: Dobra, w porządku. Um, nie byłeś sam. [kamera pokazuje Ross'a, który bardzo uważnie się przygląda] Joey też tam był.

JOEY: Super.

ROSS: A był tam...uh, huh, huh, huh... ktoś jeszcze.

RACHEL: Nie.

ROSS: Jesteś pewna ??? Nikt uh, nikt nie roznosił miętówek ani nic ???

RACHEL: Nie, tylko nasz trójka.

ROSS: Huh!

JOEY: To mów. Było tak, że ty i Chandler, a potem ty i ja, czy ty ja i Chandler ???

RACHEL: He, he, he. Wiesz co ???

JOEY: Co ???

RACHEL: Chwilami w ogóle mnie nie było.

[Chandler i Joey śmieją się, potem patrzą na siebie i od razu milkną]

PHOEBE: to wspaniale chłopaki. [obejmuje ich]

[Monica wchodzi, ma walkmana, więc nie słyszy nic co mówią inni.]

ROSS, RACHEL & PHOEBE: Hey, Mon.

RACHEL: Mon, Ethan znów dzwonił. Mon ???

Wszyscy: [wrzeszczą] Mon!

[Monica zdejmuje słuchawki]

MONICA: Co ???

RACHEL: Ethan znów dzwonił.

MONICA: Oh.

ROSS: Już się z nim nie umawiasz ???

MONICA: Nie. Wiesz, czasem po prostu nie wychodzi.

CHANDLER: I to nie ma nic wspólnego z tym, że musiał mieć karteczkę, żeby opuścić lekcje wychowania fizycznego.

[Monica gapi się na Rachel]

RACHEL: Ja nic nie powiedziałam... przysię... nic nie powiedziałam, przysięgam.

JOEY: Słuchaj, jak będziesz z nim rozmawiać, możesz go zapytać który z "Power Ranger" jest najsilniejszy ???

[Ross i Chandler śmieje się]

ROSS: Oh, tak.

MONICA: Ha,ha, ha, moje życie jest takie zabawne. Możemy już przestać ???

JOEY, CHANDLER & ROSS: Przykro nam.

ROSS: Czas przeobrażenia!

JOEY: Stegozaur!

CHANDLER: Tyranozaur!

[Wszyscy krzyżują ręce tak jak Pwer Rangers]

PHOEBE: Ooh, oh, muszę lecieć. [wstaje] Rany, oh, zawrót głowy. Jeszcze jeden i muszę iść. [siada i znów wstaje] Super!

RACHEL: Gdzie idziesz ???

PHOEBE: Um, oh, idę na urodziny z ludźmi z pracy.

CHANDLER: Z pracy ??? Nikt mi nie powiedział.

PHOEBE: Nie, wiem. To część tego całego, wiesz, nie lubienia cię.

CHANDLER: Wiesz co, nie rozumiem. Miesiąc temu, oni byli moimi przyjaciółmi. To że jestem teraz na górze to nie znaczy, że jestem kimś innym.

PHOEBE: To powinieneś dziś przyjść. wiesz, posiedź tam z nami. Pokaż im jaki jesteś fajny.

CHANDLER: Myślisz, że powinienem ???

PHOEBE: Naprawdę, tak.

CHANDLER: Dobra.

PHOEBE: Dobra.

CHANDLER: Dobra.

PHOEBE: Oh, ale, możemy nie iść razem ??? Nie chcę wyjść na czubka, który zaprosił szefa.

[Scena: Biuro Chandlera. On i Phoebe mają przerwę w pracy.]

CHANDLER: Wczoraj było super. Wiesz, to całe karaoke. Tracy i ja śpiewaliśmy "Ebony i Ivory".

PHOEBE: Byłeś świetny. Ale wciąż się z ciebie nabijali.

CHANDLER: Co ???

PHOEBE: No wiesz, teraz jesteś kimś więcej niż "Pan opiekuńczy szef", "Pan", wiesz, "Jestem jednym z was, szef", "Pan, chcę być waszym kumplem, Szef Bing"

CHANDLER: To nie rozumiem.

PHOEBE: To co Chandler ??? Musisz się z tym zmierzyć. Jesteś jak, jak normalny facet w wielkim biurze. Jesteś tym, który ich zatrudnia, zwalnia... Oni i tak uważają, że jesteś super szefem.

CHANDLER: Tak ???

PHOEBE: Uh huh. ale nie są już twoimi przyjaciółmi.

CHANDLER: A ja chciałbym tylko...

PHOEBE: Nie, nie możesz.

CHANDLER: Ale ja...

PHOEBE: Uh uh.

[Scena: Central Perk. Wszyscy oprócz Phoebe i Chandler'a tam są. Beeper Ross´a odzywa się i wszyscy czekają na jego reakcję.]

MONICA: Czy nie zamierzasz...

ROSS: Oh, Carol i ja mamy nowy system. Jak wystuka 911, to znaczy że ma dziecko, wszystko inne mogę zignorować.

JOEY: Co z André ???

ROSS: Oh, dziś rano miał telefon od, jak uważam kogoś kto jest wujkiem Nathan'em, opowiedział trochę więcej niż chciałem wiedzieć.

[Ethan wchodzi]

ETHAN: Hey.

MONICA: To miałam ja powiedzieć.

RACHEL: [dociera do niej, że Monika i Ethan chcą być sami] Hey, widzieliście te nowe suszarki w łazience ???

ROSS: Myślałem, że to tylko plotki.

RACHEL: Szczera prawda.

JOEY: Już tu są ???

[Rachel, Ross i Ross idą do łazienki]

ETHAN: Dobra, patrz. Muszę ci coś powiedzieć. Nie mam 17 lat. Powiedziałem tak tylko, żebyś pomyślała, że jestem super i trudno mi się oprzeć. Właściwie to mam 30 lat, mam żonę, pracę, jestem kongresmanem. Monica, to śmieszne, jesteśmy wspaniali razem. Rozmawiamy, śmiejemy się, uprawiamy sex. Oh, rany, myślę, że to jest super.

MONICA: Było.

ETHAN: To o co chodzi ???

MONICA: Ethan, to jest... niesmaczne.

ETHAN: Niesmaczne ??? chcesz to odrzucić bo to jest niesmaczne ???

MONICA: Dal mnie to też nie jest łatwe. Chciała bym, żeby było inaczej, ja... jakbyś był kilka lat starszy, albo ja młodsza, albo jakbyśmy żyli w czasach biblijnych, to naprawdę...

ETHAN: Nie, nie mów. [zamyka jej usta ręką]

MONICA: kochała bym cię.

[Ross, Rachel i Joey wracają z łazienki. Widzą, że Monica i Ethan jeszcze nie skończyli.]

ROSS: Macie jeszcze mokre ręce ???

JOEY: Uh, wilgotne, tak.

RACHEL: Wysuszmy je jeszcze.

[Wracają do łazienki]

[Scena: Hol na piętrze, gdzie Chandler ma biuro. Chandler i Phoebe wchodzą, podsłuchują przypadkiem rozmowę innych ludzi. Jedne z nich naśladuje Chandler'a.]

GERSTON: Uh, czy te margerity mogły by być mocniejsze ??? [Zauważają Chandlera] Hey, Chandler.

SANTOS: Witam, panie Bing.

PETRIE: Podobał mi się pana "Stevie Wonder" wczoraj.

CHANDLER: Dzięki. Słuchajcie, co do tych zestawień, będę ich potrzebował przed 9.

SANTOS: Jasne.

GERSTON: Nie ma problemu.

[Odchodzą, starają się nie śmiać z Chandlera.]

CHANDLER: Musisz im coś podrzucić, wiesz. Dobra, to był Gerston, Santos, kim jest ten z wąsami ???

PHOEBE: Petrie.

CHANDLER: Petrie, właśnie, właśnie. Dobra, ktoś sobie popracuje w ten weekend.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross ogląda telewizję, ale wyłącza i widzi jak Rachel śpi na kanapie. Ross nakrywa ją kocem.]

RACHEL: [mówi przez sen] Oooooooooh. [Rachel macha rękami. Ross naśladuje ją po cichu] Oh, milutko. Oh, oh. Huh, Ross.

[Ross nagle bardzo się ucieszył i zaczyna tańczyć na stoliku, ale się poślizguje i upada na kanapę. Rachel się budzi.]

RACHEL: Ross ???

ROSS: Jestem.

RACHEL: Jesteś. Cóż, um... My, my, my tylko...

ROSS: Co ??? [odzywa się jego beeper] Świetnie, a teraz akurat zaczyna się rodzić dziecko.

RACHEL: Co ???

ROSS: Ooh, Ooh.

RACHEL: Co ???

ROSS: To już... dziecko się rodzi. [wskakuje na stolik] Rodzi się... Gdzie jest telefon ??? Telefon ???

RACHEL: Nie wiem gdzie jest telefon.

[Ross zeskakuje ze stolika ponad kanapą, ale potyka się i upada za nią]

RACHEL: Ross ???

ROSS: Cierpię.

Końcowe napisy


[Scena: Hol pomiędzy mieszkaniami. Ross podniecony czeka na wszystkich, żeby się pośpieszyli do szpitala.]

ROSS: Monica, chodź. Ludzie, kobieta rodzi.

[Chandler dumnie wychodzi z mieszkania]

CHANDLER: Hey Ross, patrz co mam.

ROSS: Tak, zachowaj to do taksówki, dobra.

[Rachel wybiega z lusterkiem i szminką w rękach]

ROSS: Co ty robisz ??? Idziemy do szpitala.

RACHEL: Co, to nie mogę wyglądać ładnie ??? Tam będą lekarze.

ROSS: Joey, wyłaź z lodówki.

JOEY: dobra, już. [wychodzi z mieszkania z ogromną kanapką w rękach]

ROSS: Co to jest ??? [pokazuje na kanapkę]

JOEY: Na drogę.

CHANDLER: Tak, w taksówce...

ROSS: Zachowaj.

CHANDLER: Dobra, nienawidzę tego.

ROSS: Monica, chodź już. Idziemy, dziecko się rodzi.

[Monica wychodzi płacząc z mieszkania]

MONICA: Nie wierzę, będę ciocią. Będę miała bratanka.

ROSS: To miło. Idziemy już.

JOEY: Już idziemy.

[Wszyscy schodzą po schodach, ale Ross zawraca, wygląda na śniętego. Reszta też zawraca i zabiera go na dół.]

CHANDLER: Dobrze, idziemy.

RACHEL: Rossy, Rossy.

KONIEC