Zły ortodonta


Napisane przez: Doty Abrams.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.


Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Wszyscy tam są.)

CHANDLER: Nie wierzę, że to powiedziałeś. O wiele bardziej wolał bym być panem Orzeszkiem niż panem Solonką.

JOEY: Nie ma mowy! Pan Solonka jest żeglarzem, w porządku, on musi być jak, jak najostrzejszy przysmak jaki kiedykolwiek był.

ROSS: Nie wiem, lepiej nie zaczynaj ze zbożówkami. Szalone.

MONICA: (wygląda przez okno) O mój Boże. Ludzie! Musicie to zobaczyć! Tam jest jakiś czubek z...z teleskopem!

ROSS: Nie wierzę! Patrzy prosto na nas!

RACHEL: Oh, to takie chore.

CHANDLER: Czuję się zgwałcony. I to nie w ten dobry sposób.

PHOEBE: Jak ludzie mogą to robić ???... (Wszyscy oprócz Phoebe odchodzą od okna) Oh, patrzcie! Obleśny golas ma buty grawitacyjne!

INTRO


SCENA: CENTRAL PERK. (Są tam wszyscy oprócz Rachel.)

CHANDLER: Mówię wam, za kilka lat, dzieciaki w szkole będą się o tym uczyć jako o najwspanialszej pierwszej randce wszech czasów. Była niewiarygodna! Całkowicie mogli byśmy być sobą, nie musieliśmy niczego udawać...

MONICA: Zadzwoniłeś już do niej ???

CHANDLER: Żeby wiedziała, że ją lubię ??? Co ty szalona ??? (dziewczyny nie są zadowolone z tej odpowiedzi) To dopiero następny dzień! Mam wyjść na napaleńca ??? (do chłopaków) Mam rację, nie ???

JOEY i ROSS: Oh, tak. Tak. Niech poczeka.

MONICA: Nie wierzę, że rodzice naciskają mnie, żebym znalazła jednego z was.

PHOEBE: Oh, Boże, zrób to! (bierze telefon) Zadzwoń do niej! Nie bądź taki testosteronowy!

CHANDLER: Co jest na marginesie normalnym zachowaniem w San Fransisco. (dzwoni do niej, a później natychmiast odkłada słuchawkę) Zgłosił się automat.

JOEY: Sekretarka ???

CHANDLER: Nie, o dziwo odebrał jej automat do przedmuchiwania liści.

PHOEBE: To czemu nic nie powiedziałeś ???

CHANDLER: Oh, nie, nie, nie, nie. Ostatnim razem zostawiłem spontaniczną wiadomość i skończyłem ją wyrażeniem 'Tak, oczywiście'.

MONICA: Patrzcie, patrzcie! To Rachel i Barry. Nie, nie wszyscy na raz!

ROSS: Dobra, dobra, co się dzieje ???

PHOEBE: Dobra, rozmawiają...

ROSS: Tak, cóż, on wygląda na przygnębionego ??? Wygląda to na to, jakby kazała mu odejść ???

PHOEBE: Nie, właściwie to uśmiecha się... i... o mój Boże, nie rób tego!!

ROSS: Co ??? Co ??? Co ???!

PHOEBE: Facet po drugiej stronie ulicy kopnął gołębia! (Wchodzi Rachel) Oh!

CHANDLER: (udaje) I ogólnie, właśnie tak zwyczaj staje się prawem.

Wszyscy: Oh!... Jasne!

CHANDLER: Hey Rach!

MONICA: Jak poszło ???

RACHEL: Wiecie, było, uh.. właściwie wspaniale. Zabrał mnie na lunch do rosyjskiej herbaciarni, wzięliśmy kurczaka, takiego co wiecie...rusza się tylko i masło wylatuje...

PHOEBE: To zły dzień dla ptaków...

RACHEL: Potem poszliśmy do Bendall'a, potem nie chciałam, ale kupił mi małą butelkę Chanel...

ROSS: Miło...to było przed czy po tym jak kazałaś mu przestać dzwonić, przestać wysyłać ci kwiaty i żeby cię zostawił, hmm ???

RACHEL: Właśnie... cóż,.. do tego nie doszliśmy... Oh, było tak miło znów go widzieć, wiecie ??? Było wygodnie, znajomo... po prostu miło!

ROSS: Miło dwa razy!

MONICA: Rachel, co się dzieje ??? Czy to nie ten sam Barry, którego zostawiłaś na ołtarzu ???

JOEY: (do Moniki) Gdzieś ty była, nie słuchałaś ???

RACHEL: Tak, ale dziś było z nim inaczej! Nie był tym zwyczajnym ortodontą, wiecie ??? Dobrze się bawiliśmy! Jest w tym coś złego ???

(ROSS naprowadza Chandlera przez uderzenie go w ramię)

CHANDLER: Tak!

RACHEL: Czemu ???

CHANDLER: Mam swoje powody.

MONICA: Dobra, a co z tym, że jest teraz zaręczony z inną kobietą, która jest twoją najlepszą przyjaciółką ???

RACHEL: W porządku. Dobra, dobra, dobra, dobra, wiem, że to głupie! Zobaczę się z nim po południu i skończymy to!

(Przeniesienie do gabinetu Barry'ego)

RACHEL: Wow... Wow!

BARRY: Tak.

RACHEL: Nie oszalałam, co ??? Tak nigdy nie było.

BARRY: Nie, nie.

RACHEL: Ooh, tak miło mieć pod ręką ten mały zlew...

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (wszyscy oprócz Rachel tam są.)

CHANDLER: (przez telefon. Czyta z kartki.) Oh, Danielle! Nie spodziewałem się sekretarki... Zadzwoń do mnie jak będziesz miała okazję. (hałasuje naczyniami) Cześć, cześć. (rozłącza się) Oh Boże!

MONICA: To nad tym siedziałeś przez ostatnie 2 godziny ???!

CHANDLER: Hey, szlifowałem!

ROSS: Co z tymi naczyniami ???

CHANDLER: Oh, uh.. chcę, żeby pomyślała, że jestem w restauracji...no wiesz ??? Że mam nieco urozmaicone życie, a nie siedzę godzinami i szlifuję.

MONICA: (przy oknie) Patrzcie! On znów to robi. Facet z teleskopem!

PHOEBE: O mój Boże! (podchodzi do okna) Odejdź od okna! (macha ręką) Przestań tu się patrzeć!

MONICA: Świetnie, teraz ci odmachał.

JOEY: Rany, musimy coś z nim zrobić. Tego ranka, złapałem go jak patrzył się na nasze mieszkanie. To mnie wkurza! Czuje się skrępowany i nie mogę robić różnych rzeczy!

MONICA: Co za rzeczy... ???

JOEY: Kiedy ty dorośniesz ??? Nie mówię o sexie, ale, o gotowaniu nago.

PHOEBE: Gotujesz nago ???

JOEY: Tak, tosty, omlet... nic co pryska.

(Cisza, wszyscy patrzą na Chandlera)

CHANDLER: Co się tak gapicie ??? Nie wiedziałem.

SCENA: Gabinet Barry'ego. (Rachel i Barry ubierają się)

BARRY: Co się stało ???

RACHEL: Oh, tylko... Oh, Barry, to nie było dobre.

BARRY: Nie, było. Było bardzo, bardzo dobre.

RACHEL: A co z Mindy ???

BARRY: Oh, o wiele lepiej niż z Mindy.

RACHEL: Nie, nie to, co z tobą i Mindy ???

BARRY: Jak chcesz mogę z nią zerwać.

RACHEL: Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. Nie rób tego. Nie dla mnie.

BERNICE: (przez interkom) Dr. Farber, Bobby Rush przyszedł na poprawkę.

BARRY: (do interkomu) Dzięki, Bernice. (do Rachel) Wyjedźmy gdzieś na weekend.

RACHEL: Oh, Barry..! Daj spokój to wszystko o wiele...

BARRY: Możemy lecieć na Arubę! Jak tam byłem na naszym miesiącu miodowym, było, uh... było naprawdę miło. Spodobało by ci się.

(Cisza. Rachel o czymś myśli...)

RACHEL: Miałam stanik.

(Barry zdejmuje go z szafki i daje jej. Całują się. Wchodzi Bobby.)

BOBBY: Hey, dr. Farber.

(Rachel i Barry szybko się rozdzielają i udają, że Barry ogląda jamę ustną Rachel)

BARRY: Dobrze panno Green, wszystko wygląda świetnie... Yep, wygląda na to, że zaznaczył się duży postęp.

(Bobby parzy na to śmiertelnie poważny)

RACHEL: Co ???!

BOBBY: Mam 12 lat, nie jestem głupi.

(Rachel patrzy na niego)

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Wchodzi Chandler i w ręku ściska telefon)

CHANDLER: Mogę skorzystać z telefonu ???

MONICA: Tak.. uh, a tak na przyszłość, ta rzecz, którą masz w ręce to też telefon.

(Chandler wystukuje swój numer. Dzwoni jego telefon.)

CHANDLER: Tak, działa! Czemu ona do mnie nie oddzwania ???

JOEY: Może nie dostała twojej wiadomości.

PHOEBE: Wiesz co, jak chcesz, możesz zadzwonić do jej sekretarki, jak usłyszysz dużo beep'ów, to pewnie będzie oznaczać, że nie dostała wiadomości.

CHANDLER: Nie wydaje ci się, że to będzie trochę...

ROSS: ...desperackie, żałosne, napalone ???

CHANDLER: Ah, pewnie widziałeś moje ogłoszenie.

(dzwoni do niej)

PHOEBE: Ile beep'ów ???

CHANDLER: Ona odebrała.

MONICA: Widzisz, tu właśnie wchodzi w grę słowo "hey", o którym rozmawialiśmy.

CHANDLER: Nie będę z nią rozmawiać, na pewno dostała moją wiadomość i wybrała do mnie nie dzwonić. Teraz jestem napalony i zły. Boże, znów chciałbym być tylko napalony.

(Wchodzi Rachel)

Wszyscy: Hey! Cześć!

PHOEBE: Jak to przyjął ???

RACHEL: Całkiem nieźle... (wchodzi do kuchni)

MONICA: (idzie za nią) Uh, Rach... czemu masz nić dentystyczną we włosach ???

RACHEL: Oh, mam ???

MONICA: Uh huh.

RACHEL: (cicho)...Skończyło się na sex'ie w jego fotelu.

MONICA: Uprawialiście SEX w jego FOTELU ???!... Powiedziałam to trochę za głośno, co ???

ROSS: Że co ???

PHOEBE: Sex w jego fotelu.

ROSS: Co, uh... o czym ty myślałaś ???

RACHEL: Nie wiem! Jakoś wciąż nam na sobie zależy. Mamy wspólne przejścia. Tak jak ty i Carol.

ROSS: Nie! Nie, nie, to nie tak jak ja i Carol!

RACHEL: Proszę. Jakby ci powiedziała, "Ross, pragnę cię teraz na tej kanapie", co być powiedział ???

(Ross miota się)

CHANDLER: Jak to pomoże to mogę się odsunąć.

ROSS: To...to...to całkowicie inna sytuacja! To jak jabłka i pomarańcze, to jak ortodonta i lesbij...muszę iść.

PHOEBE: Gdzie idziesz ???

ROSS: (idzie) Po prostu muszę iść, wiesz ??? Muszę mieć powód ??? Huh ??? Muszę coś zrobić w swoim życiu, mam duży kalendarz czynności, jestem już spóźniony...żeby iść zgodnie z nim. Dobra ???

(Ross wychodzi. Dzwoni telefon. Chandler rzuca się na niego.)

CHANDLER: Halo ??? Halo ???

(Rachel odbiera swój telefon. Dzwonek przestaje dzwonić.)

RACHEL: Halo ??? Mindy! Cześć! Co u ciebie ??? Tak, tak, słyszałam, gratulacje, to wspaniale. Poważnie ??? Oh. Dobra. Dobra, jutro pracuję, ale jak chcesz to możesz wpaść i... dobra... świetnie... super... dobrze, to do zobaczenia jutro! Dobra... Dobra... Cześć. (Ciężko opada na kanapę) Oh Boże. Oh Boże. Oh Boże.

CHANDLER: Co u Mindy ???

RACHEL: Oh, chce się jutro ze mną spotkać...Oh, jakoś dziwnie brzmiała, muszę zadzwonić do Barry'ego... (robi to) Cześć, to ja... Mindy!! Mindy! Cześć! Nie, wiedziałam, że tam będziesz!

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Rano. Chandler siedzi przy stoliku ia patrzy na telefon.)

(Wchodzi Monika, którą podchodzi i staje za Chandler'em)

MONICA: Brrrrrrr!

(Chandler łapie za telefon bez zastanowienia.)

CHANDLER: Piekło jest pełne ludzi takich ja ty.

(Wchodzi Joey)

JOEY: On wrócił! Podglądacz wrócił!

(Rachel wychodzi ze swojej sypialni)

JOEY: (chowa się) Kryć się!

RACHEL: Kryć się ???

CHANDLER: ...i czołgać!

RACHEL: Dzięki, ale muszę iść do pracy i dać sobie wydrapać oczy przez Mindy.

MONICA: Wyluzuj się. Ona może nawet nie wiedzieć.

RACHEL: Proszę. Nie rozmawiałyśmy przez 7 miesięcy, a teraz do mnie dzwoni ??? Co jeszcze może chcieć ??? Oh! Była moją najlepszą przyjaciółką! Byłyśmy razem na obozie... uczyła mnie całowania...

JOEY: (zaintrygowany) Tak ???

RACHEL: A teraz, wiecie, jestem jak... jestem inną kobietą! Czuję się tak...

JOEY: Niegrzecznie!

RACHEL: Właśnie, to do zobaczenia później...

JOEY: Oh, zaczekaj, wyjdę z tobą. No więc, Rach, jak uczyła cię całować, byłaś na obozie, i... miałaś na sobie jakiś mundurek, albo... (Rachel wychodzi, zamyka drzwi przed jego nosem) Dobrze, tak...

(Joey wychodzi)

CHANDLER: Dobra, idę do łazienki. Popilnujesz mojego telefonu ???

MONICA: Czemu nie weźmiesz go ze sobą ???

CHANDLER: Hey, nie byliśmy na drugiej randce, nie musi słyszeć jak sikam ???

MONICA: Czemu po prostu do niej nie zadzwonisz ???

CHANDLER: Nie mogę zadzwonić, zostawiłem wiadomość! Mam swoją dumę.

MONICA: Masz ???

CHANDLER: Nie! (dzwoni) Danielle, cześć! Tu Chandler! W porządku. Uh, słuchaj, nie wiem czy próbowałaś do mnie zadzwonić, bo, uh, idiota ze mnie, przez przypadek wyłączyłem telefon. Oh, uh, dobra, w porządku, świetnie. Dobra. (odkłada telefon) Rozmawia z kimś na drugiej linii, zadzwoni do mnie później. (robi jakiś gest taneczny) Rozmawia z kimś na drugiej linii, zadzwoni do mnie później, rozmawia z kimś na drugiej linii, zadzwoni do mnie później...

MONICA: Nie musisz iść do łazienki ???

CHANDLER: Dlatego tańczę...

SCENA: CENTRAL PERK (Rachel podaje kawę. Wchodzi Mindy.)

RACHEL: Mindy.

MINDY: Hey, ci.

RACHEL: Hey, ci... Co tam ???

MINDY: Um...lepiej usiądźmy.

RACHEL: Jasne... więc.

MINDY: Wiem, że ostatnio dziwnie między nami było, ale jesteś moją najstarszą przyjaciółką na świecie.. może poza Laurie Schaffer, której nawet teraz nie szukam, bo odkąd bardzo schudła okazało się, że nie ma ładnej twarzy. ...Dobra, zapytam cię o to tylko raz, chcę szczerej odpowiedzi.

RACHEL: Dobra.

MINDY: Będziesz moją druhną ???

RACHEL: Oczywiście!

MINDY: Oh to wspaniale!

RACHEL: Tylko o to chciałaś się mnie zapytać ???

MINDY: Tylko!

RACHEL: Ohhhh!! (Mindy zaczyna szlochać) ...Co ??? Co ???

MINDY: To nie wszystko.

RACHEL: Oh jasne, że tak!

MINDY: Oh nie, nie! Nie! Myślę, że Barry spotyka się z kimś w mieście.

RACHEL: Um, Co...czemu tak pomyślałaś ???

MINDY: Jak ogłosiliśmy zaręczyny, zachowuje się bardzo dziwnie, a wczoraj w nocy, przyszedł do domu i pachniał Chanel.

RACHEL: (odsuwa się) Poważnie. Mindy, jak poczujesz się od tego lepiej, to jak był ze mną zaręczony to też to przechodził.

MINDY: Oh Boże! Widzisz, właśnie tego się obawiałam!

RACHEL: Co ??? Czego się obawiałaś ???

MINDY: Dobra, dobra... jak Barry był z tobą zaręczony, on i ja mieliśmy mały romans na boku.

RACHEL: Co ???

MINDY: Wiem. Wiem, a jak mi się oświadczył, wszyscy mówili: "Nie rób tego, zrobi ci to samo co Rachel", a teraz czuję się tak głupio.

RACHEL: Uh.. Oh, Mindy, jesteś tak głupia. Oh, obie jesteśmy głupie.

MINDY: Co masz na myśli ???

RACHEL: (Podaje jej rękę. Ona wącha) Poznajesz ten zapach ???

MINDY: Oh nie.

RACHEL: Oh, tak mi przykro.

MINDY: Nie mnie, mnie jest przykro...

(Obejmują się. Wchodzi Joey)

JOEY: (patrzy na nie przez chwilkę) O mój.

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Phoebe i Ross rozwiązują krzyżówkę. Monica gotuje. Chandler wciąż gapi się na telefon.)

ROSS: 4 litery: "Koło albo obręcz".

CHANDLER: Dzwoń do cholery, dzwoń!

ROSS: Dzięki. [Tu mały komentarz. W angielskim "okrąg" i "dzwonić" to jedno słowo: "ring".]

(Wchodzi Joey.)

JOEY: Hey, wiesz, że nasz telefon nie działa ???

CHANDLER: Co ???!

JOEY: Chciałem do ciebie zadzwonić z kawiarni, ale nie było sygnału.

CHANDLER: (patrzy na telefon) Wyłączyłem go. Święta matko, wyłączyłem go!

MONICA: Tak jak jej powiedziałeś! (Chandler patrzy na nią) ... Wskazuję tylko na ironię.

JOEY: Hey, byłem po drugiej stronie ulicy i rozmawiałem z dozorcą. Mam nazwisko podglądacza! Mogę zadzwonić ???

CHANDLER: Nngghhh!!!!!!!

JOEY: (do Moniki) Mogę zadzwonić ??? (przez telefon) Tak, proszę o numer Sidney'a Marks'a.

ROSS: "Urządzenie do grzania".

PHOEBE: Kaloryfer.

ROSS: Na 5 liter.

PHOEBE: Ryfer.

JOEY: Tak, jest Sidney ??? Oh, tak ??? (do reszty) Sidney to kobieta.

MONICA: Więc jest kobietą! To co ???

JOEY: Tak. Tak, to co ??? (przez telefon) Słuchaj, mieszkam po drugiej stronie ulicy, (podchodzi do okna) i wiem wszystko o tobie i twoim teleskopie, nie doceniam tego, dobra ??? Tak, widzę cię teraz! Hey! Jak mam ochotę pochodzić sobie po mieszkaniu w majtkach to powinienem się czuć jak...dzięki, ale... nie o to chodzi... Chodzi o to... głównie obcisłe, ale tylko czasami.

MONICA: Joey!!

JOEY: (przez telefon) Tak, moja sąsiadka... tak, brunetka... (do Moniki) Mówi, że ślicznie wyglądałaś tamtego dnia w tej zielonej sukience.

MONICA: W zielonej ??? Naprawdę ???

JOEY: Tak, mówi, że wyglądałaś jak Ingrid Bergman.

MONICA: (macha do niej) Nieee!

(Przeniesienie do gabinetu Barry'ego. Barry przygotowuje narzędzia.)

(Wchodzi Rachel)

RACHEL: Hey. Masz chwilkę ???

BARRY: Jasne, jasne. Wejdź... (Wchodzi Mindy) ...wejdź...

MINDY: Hey kochanie.

BARRY: Uh... uh... co ty... co wy tu robicie ???

RACHEL: Uh, przyszłyśmy, żeby z tobą zerwać.

BARRY: Obie ???

MINDY: Ogólnie, myślimy, że jesteś okropnym człowiekiem, powinno cię spotkać coś złego.

BARRY: Przykro mi... przykro, Boże, jestem idiotą, byłem słaby, nie mogłem sobie dać rady! Cokolwiek zrobiłem to dlatego, że tak bardzo cię kocham!

RACHEL: Uh- do której to mówiłeś, Barr ???

BARRY: ....Mindy. Mindy, jasane, że do Mindy, zawsze była Mindy.

RACHEL: Nawet jak się kochaliśmy w tym fotelu ???

BARRY: (do Mindy) Przysięgam, że cały czas myślałem o tobie.

RACHEL: Litości! Podczas drugiego razu nie rozpoznał byś jej nawet!

MINDY: (do Rachel) robiliście to 2 razy ???

RACHEL: Pierwszy właściwie się nie liczy... znaczy się, wiesz to Barry.

MINDY: Dobra...

BARRY: (do Mindy) Kochanie, daj mi drugą szansę, zaczniemy wszystko od nowa. Znów polecimy na Arubę.

BERNICE: (przez interkom) Dr. Farber, mamy wypadek...Jason Costalano zadławił się aparatem.

BARRY: Oh Boże... (przez interkom) Zaraz będę, Bernice. (do Mindy) Słuchaj, proszę nie odchodź, zaraz wracam, ok ??? Zaraz będę.

(Barry wychodzi)

RACHEL: Dobra. Dobra, będziemy! Będziemy cię tu nienawidzić! Widziałaś jak się pocił jak tu obie weszłyśmy ??? Słuchaj kochanie, jak poczujesz się lepiej to walnij go kilka razy, bo mówię ci, świetne uczucie.

MINDY: Tak... ale jestem pewna, że za niego wyjdę.

RACHEL: Co ty mówisz ???! Mindy, to diabeł! Szatan w fartuchu!

MINDY: Słuchaj, wiem, że nie jest idealny, ale prawdą jest, że pod koniec tego dnia znów będę chciała być panią Dr. Barry Farber, DDS.

RACHEL: Oh Boże.

MINDY: Wiem, że znajdziesz jakiś sposób, żeby się cieszyć za mnie. I mam nadzieje, że będziesz moją druhną... ???

RACHEL: A ja mam nadzieję, że Barry nie zabije cię i nie zje na Arubie.

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Są tam tylko Monika i Rachel)

MONICA: W porządku ???

RACHEL: Tak.

MONICA: Tak ???

RACHEL: Tak! Wiesz, odkąd od niego uciekłam, zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. A teraz już wiem.

MONICA: Aww... (obejmują się)

(Wchodzi Joey, który patrzy się na nie z wielką aprobatą)

JOEY: Wielki dzień.

Końcowe napisy


Scena: CENTRAL PERK (wszyscy tam są)

JOEY: dobra, powiem ci to, pan Orzeszek lepiej się ubiera. Ma kapelusz...

PHOEBE: Wiedziałeś, że jest gejem ???

ROSS: Chcę to wyjaśnić: umawiasz się z panią Orzeszkową ???

(Wchodzi Danielle.)

DANIELLE: Chandler ???

CHANDLER: Danielle! Cześć! Uh- wszyscy, to Danielle, Danielle, wszyscy.

Wszyscy: Cześć. Cześć.

CHANDLER: Co ty tu robisz ???

DANIELLE: Dzwoniłam do ciebie, ale okazało się, że miałam zły numer. A jak w końcu zdobyłam właściwy, nie było odpowiedzi. To pomyślałam, że tu przyjdę, upewnię się, że nic ci nie jest.

CHANDLER: ...W porządku.

DANIELLE: Słuchaj uh, może spotkamy się później ???

CHANDLER: Brzmi dobrze. Zadzwonię do...albo ty zadzwoń, jakkolwiek...

DANIELLE: Dobra.

CHANDLER: Dobra.

DANIELLE: Żegnam wszystkich.

Wszyscy: Cześć.

PHOEBE: Whoo-hoo!

MONICA: Tak, no i masz!

ROSS: Druga randka!

CHANDLER: ...Sam nie wiem.

RACHEL: NIE WIESZ ???

CHANDLER: Jest miła i w ogóle, ale to całe przyjście aż tutaj, tylko po to, żeby zobaczyć czy nic mi nie jest ??? Znaczy się,... jak bardzo jest napalona ???

(Wszyscy jęczą i uderzają go.)

KONIEC