[Scena: Szpital. Monika prowadzi Rachel.]
RACHEL: Ow ow ow. Ow ow ow. Ow ow ow.
MONICA: Cześć. Uh, moja przyjaciółka zdejmowała świąteczne światła i pewnie złamała sobie kolano, kostkę albo coś.
PIELĘGNIARKA: Mój Boże. Wciąż miałyście świąteczne światła ??? (daje im formularz) Wypełnić i przynieść do mnie.
RACHEL: Ow ow ow. Ow ow ow. Ow ow ow.
MONICA: Dobrze. Nazwisko, adres...Ok, w nagłym wypadku dzwonić do ???
RACHEL: Ciebie.
MONICA: Poważnie ???
RACHEL: Tak.
MONICA: Oh, to kochane. Oh Boże. Kocham cię. Ubezpieczenie ???
RACHEL: Oh, tak, jasne. Przydało by się. Monica: Nie jesteś ubezpieczona ???
RACHEL: A co, ile to będzie kosztować ???
MONICA: Nie mam pojęcia, ale samo prześwietlenie kilkaset dolarów.
RACHEL: To co zrobimy ???
MONICA: Niewiele możemy zrobić.
RACHEL: Um, chyba że użyjemy twojego.
MONICA: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie.
RACHEL: Zaczekaj no chwilkę. A kogo wpisałam w rubrykę: "W nagłym wypadku dzwonić do" ???
MONICA: To oszustwo.
RACHEL: Dobra, zapomnij. Mogła bym równie dobrze iść do domu. (wstaje i idzie do wyjścia) Ow!
MONICA: Ok. Ok. Nienawidzę tego.
RACHEL: Dzięki, dzięki. Kocham cię.
MONICA: Cześć. Um, będziemy potrzebowały jeszcze jeden formularz.
PIELĘGNIARKA: Po co ???
MONICA: Idiotka ze mnie. Wypełniałam formularz za moją przyjaciółkę i zamiast jej danych wpisałam swoje.
PIELĘGNIARKA: Rzeczywiście idiotka.
MONICA: Właśnie, to ja. Tak jestem głupia.
[Scena: Central Perk. Chłopaki siedzą przy stole.]
ROSS: Wczoraj miałem sen jak grałem z synem w piłkę.
CHANDLER & JOEY: To miłe.
ROSS: Nie, nie, nim. Jestem na boisku i rzucają mi dziecko. Wiedziałem, że muszę coś zrobić bo obrona Tampa Bay już leci.
JOEY: Tampa Bay ma okropną drużynę.
ROSS: Jasne, ale tak sobie myślę, że to ja i dziecko, więc trzeba coś zrobić. I musiałem zrobić co do mnie należy. (pokazuje rękami)
CHANDLER: Co oszalałeś ??? To dziecko!
JOEY: Powinien zabrać becik ???
ROSS: No więc nagle zdałem sobie sprawę, że to ja miałem go złapać ??? Tylko, że niemożliwe było zdążyć, więc pobiegłem, biegłem, i ta, wtedy się obudziłem. Widzicie, nie jestem gotowy, żeby być ojcem.
CHANDLER: Hey, nic ci nie będzie. Jesteś najbardziej opiekuńczym, najbardziej odpowiedzialnym człowiekiem w Północnej Ameryce. Będziesz wspaniałym tatą.
JOEY: Tak, Ross. Ty i dziecko potrzebujecie lepszego ataku. (Ross idzie do baru) Oh, był któryś z was w Rainbow Room ??? Drogo tam jest ???
CHANDLER: Tylko jak coś zamówisz.
JOEY: Zapraszam dziś Ursulę. To jej urodziny.
ROSS: Zaraz. A co z urodzinami Phoebe ???
JOEY: Kiedy są ???
ROSS: Dziś.
JOEY: Oh, rany. Kiedy coś urządzamy ???
ROSS: Ty się nie śpiesz.
CHANDLER: (Ross i Chandler czekają aż dotrze do Joey'a, że urodziny są w tym samym czasie ) Jest! To co zamierzasz ???
JOEY: Co ja mogę ??? Słuchajcie, nie chcę, żeby coś mi się pochrzaniło z Ursulą.
CHANDLER: A twoja przyjaciółka Phoebe ???
JOEY: No, jak jest moją przyjaciółką to zrozumie. Wy byście zrozumieli ???
CHANDLER: Jakbyś zrobił coś takiego w moje urodziny to do końca życia byłbyś przekreślony.
[Scena: Szpital. Monika siedzi w jakiejś sali z Rachel. Obie czekają na lekarzy. Wchodzą. To goście z "ER" (Ostry dyżur).]
DR. MITCHELL: Ok, uh, Monica ???
MONICA: Tak, jest.
RACHEL: Cześć, to moja przyjaciółka Rachel.
MONICA: Cześć.
DR. MITCHELL: Cześć, Rachel. Jestem doktor Mitchell.
DR. ROSIN: A ja jego przyjaciel doktor Rosin.
RACHEL: Nie za przystojni jesteście na lekarzy ???
DR. ROSIN: Że co ???
RACHEL: Znaczy się młodzi, młodzi...nie za młodzi jesteście na lekarzy. Oh, Rach.
MONICA: Dzięki.
RACHEL: Właśnie.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjęcie.]
RACHEL: Powiedział, że to tylko skręcenie.
MONICA: Uh, opuściłaś najgłupsze.
RACHEL: Nie głupie. Bardzo przystojni lekarze chcieli się umówić więc się zgodziłam.
MONICA: to całkowicie szalone, bo oni pracują w tym szpitalu. To jak powrót na miejsce zbrodni. Olejmy te randki.
RACHEL: Co ??? Monica, są przystojni, to lekarze, to przystojni lekarze, lekarze, którzy są przystojni!
CHANDLER: Dobra, czego się do tej pory nauczyliśmy ???
Wszyscy: Niespodzianka!
[Pukanie do drzwi. Wszyscy się chowają. Monika otwiera drzwi, a wszyscy wyskakują i wrzeszczą "niespodzianka". To był Ross. Miał w ręku tort, który mu wypadł i zgniótł się.]
ROSS: Co wy do cholery robicie ??? Wystraszyliście mnie.
RACHEL: To był tort ???
ROSS: Tak, tak. Z cytrynową miazgą.
MONICA: Dalej, ona tu zaraz będzie.
RACHEL: Miejmy nadzieję, że nic się nie stało z tym.
CHANDLER: (czyta to co teraz jest na torcie) Wszystkiego najlepszego Peehee.
MONICA: Może zrobimy "b" z tych róż.
ROSS: Tak, użyjemy specjalnych narzędzi cukierniczych.
PHOEBE: (która właśnie weszła) Hey, co się dzieje ???
Wszyscy: Niespodzianka!
PHOEBE: Oh, oh, oh! To wspaniałe! O mój Boże! Ani trochę się nie przestraszyłam. Cześć wszystkim. Cześć Betty! Betty, Cześć! Znaleźliście Betty! O mój Boże! Wspaniale. Wszyscy, których kocham w jednym pokoju. A gdzie Joey ???
CHANDLER: Widziałaś Betty ???
[Scena: Restauracja. Ross z ojcem je obiad.]
Pan GELLER: Jedno ci powiem, nie mam nic przeciwko takiemu interesowi z suszonymi na słońcu pomidorami. 5 lat temu jakby ktoś mi powiedział, że ten pomidor wygląda jak suszona śliwka, to ja powiedział bym: "Won z mojego biura!"
ROSS: Tato, zanim się urodziłem, denerwowałeś się choć trochę ???
Pan GELLER: Ja się nie boję, ja tylko mówię, jakby ktoś przyszedłby do mnie z takim pomysłem...
ROSS: Tato, tato, tato ja tu mówię o swoim dziecku. Czy ty uh, panikowałeś kiedyś, "O mój Boże będę ojcem", coś w tym rodzaju ???
Pan GELLER: Nie. Twoja matka wszystko odwaliła. Byłem zajęty interesami. Nie byłem z nią zbyt dużo. To o to ci chodzi ???
ROSS: Nie, nie, tato, tylko się tak zastanawiałem.
Pan GELLER: Bo teraz jest czas, żeby to nadrobić. Wciąż możemy razem robić różne rzeczy. Zawsze chciałeś jechać do tego Williamsburga. Co ty na to ???
ROSS: Dzięki, tato. Ale poważnie, chciałbym wiedzieć, kiedy zacząłeś się czuć ojcem ???
Pan GELLER: Oh, cóż, chyba wtedy jak się urodziłeś. Byliśmy w szpitalu, twoja matka spała, a oni przynieśli mi ciebie i dali. Byłeś tym obrzydliwym czymś czerwonym, wtedy nagle złapałeś mój palec całą pięścią. Tak mocno ścisnąłeś. I w tedy już wiedziałem. To nie chcesz jechać do tego Williamsburga ???
ROSS: Nie, możemy jechać do Williamsburga.
Pan GELLER: Jedz rybę.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monika i Rachel przygotowują się na podwójną randkę z lekarzami.]
MONICA: Rachel, przyszli przystojni lekarze.
RACHEL: Ok, idę!
MONICA: Cześć, wejdźcie.
DR. MITCHELL: Przynieśliśmy wino.
DR. ROSIN: To z piwnic Ernest'a i Tova Borgnine'a, więc jak mieliśmy się oprzeć ???
RACHEL: Oh, to świetnie. Patrz na to.
DR. ROSIN: Monica, jak kostka ???
MONICA: Dobrze...może ty im powiedz ??? W końcu to twoja kostka.
RACHEL: Wiesz co, jest już dużo lepiej. Słuchajcie, wy siadajcie, a my podamy kieliszki....STAT. (obie idą do kuchni)
RACHEL: Ok, słuchaj, tak sobie myślę, że może powiedzieli byśmy im kim jesteśmy na prawdę. Wszystko będzie w porządku, poważnie.
MONICA: Nie będzie w porządku. Narobimy sobie kłopotu.
RACHEL: Przestań się tak wszystkiego bać ???
MONICA: Bać ??? Przepraszam, że żyję w prawdziwym świecie, ok ???
(przeniesienie do salonu)
DR. MITCHELL: I co ???
DR. ROSIN: Wciąż wydają się normalne.
MITCHELL: Dlatego, że są normalne.
ROSIN: Ok, ale musisz przyznać, że za każdym razem jak się umawiamy z kobietami poznanymi w szpitalu to okazuje się...
MITCHELL: Wyluzuj się ??? rozejrzyj się. Żadnych pogańskich ołtarzy, żadnych kości w kontach, są w porządku. Dobrze jest.
(przeniesienie do kuchni)
MONICA: Powiedziałam, że tego nie zrobimy. Czasem potrafisz być takim wielkim dzieckiem.
RACHEL: Nie jestem dzieckiem. Wiesz co ???
MONICA: Co ???
RACHEL: Wiesz co ???
MONICA: Co ???
RACHEL: Z każdym dniem coraz bardziej przypominasz twoją matkę. (idzie z kieliszkami do salonu)
ROSIN: Ładne mieszkanie. Długo tu mieszkacie ???
RACHEL: Ja od sześciu lat, a Rachel wprowadziła się kilka miesięcy temu.
MONICA: Tak, miałam się ożenić, ale zostawiłam faceta na ołtarzu. Tak, wiem, że to samolubne, ale hey, to właśnie ja. Spróbujcie tego ???
ROSIN: To, Monica, a co ty robisz ???
RACHEL: Uh, jestem szefową kuchni w restauracji.
ROSIN: Nieźle.
RACHEL: Tak. Głównie dlatego, że lubię rządzić i dowodzić ludźmi, uwielbiam to.
ROSIN: Sos jest świetny.
MITCHELL: Boże chwała za kurczaka.
MONICA: (śmieje się) Oh, Boże, ależ jestem zepsuta. Tyle.
RACHEL: A przy okazji, wspominałam już że w szkole nazywali mnie krowa.
MONICA: Kiedyś moczyłam łóżko.
RACHEL: Wykorzystuję piersi, żeby przyciągnąć uwagę facetów.
MONICA: Obie to robimy.
(dzwoni telefon, ale żadna nie chce go podnieść, więc odbiera dr Mitchell)
DR. MITCHELL: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chwileczkę. Rachel, twój ojciec.
MONICA: Cześć, tato. Nie, nie, to ja. Słuchaj, tato, nie mogę teraz rozmawiać, um, ale jest coś co już dawno chciałam ci powiedzieć.
RACHEL: Przepraszam.
MONICA: Pamiętasz jak byłam na pierwszym roku ??? Billy Drestin i ja kochałam się w twoim łóżku.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel rozmawia z ojcem przez telefon i wszystko mu wyjaśnia.]
RACHEL: Tatusiu, tatusiu, a co ??? Po co miała bym spać z Billy'm Drestin'em ??? Jego ojciec próbował wysadzić cię z interesu! (do Moniki) Już nie żyjesz!
MONICA: Ross, on znów ma pilota.
ROSS: Dobrze. Może zrobi tak jak było. A może nie.
(dzwoni telefon. Rachel odbiera)
RACHEL: Halo ??? Uh, tak, uh, chwileczkę. Zobaczę czy jest. To ta kobieta ze szpitala. Oh, Boże, co robimy ???
MONICA: Dowiedz się czego chcą.
RACHEL: Nie, ty to zrób.
MONICA: Halo, tu Monica. Tak ??? Oh, ok, zaraz tam będziemy. Dziękuję.
RACHEL: Co ???
MONICA: Zapomniałyśmy podpisać formularze.
RACHEL: Miałaś rację, nie warto było.
MONICA: Dzięki.
RACHEL: Ok, tylko się przebiorę.
(wchodzi Joey i idzie usiąść na kanapie)
JOEY: Hey.
ROSS: Hey.
PHOEBE: Cześć. Kłopoty ???
JOEY: Twoja siostra mnie wystawiła.
PHOEBE: Oh, nie. Głupio jest jak ludzie nie przychodzą, co ???
ROSS: Dzwoniłeś do niej ???
JOEY: Próbowałem przez 2 dni. A jak dzwonię do restauracji, mówią mi, że jest zbyt zajęta żeby rozmawiać. Nie wierzę, że mi to zrobiła.
PHOEBE: Hey.
URSULA: Oh.
[Scena: Restauracja U Riff'a. Phoebe przyszłą do Ursula'i.]
PHOEBE: Um, masz chwilkę ???
URSULA: Um, tak, tylko pracuję.
PHOEBE: Więc.
URSULA: Uh-huh.
PHOEBE: Um, oh, przyniosłam ci prezent urodzinowy.
URSULA: Oh, wow! Pamiętałaś! Oh, to termos z Judy Jetson.
PHOEBE: Właśnie, taki jak...
URSULA: Jasne. Oh, ja też coś dla ciebie mam.
PHOEBE: Skąd wiedziałaś że przyjdę ???
URSULA: Um, tak, um, no wiesz, jesteśmy bliźniaczkami.
PHOEBE: Nie wierzę, że to zrobiłaś. Nie wierzę, że...to zrobiłaś. (Ursula daje jej sweter, który dał jej Joey)
To jak to jest między tobą i Joey'em ???
URSULA: Oh, tak. Jest super. Ale to już koniec.
PHOEBE: On o tym wie ???
URSULA: Kto ???
PHOEBE: Joey. No wiesz, on za tobą szaleje.
URSULA: Tak ??? Czemu ???
PHOEBE: No właśnie.
(przechodzi jakiś klient. Ursula mówi do niego jak do kelnera)
URSULA: Tak. Co. Nie ma do tego sałatki ???
PHOEBE: Myślisz, że mnie lubi ???
PHOEBE: Nie. Do Joey'a.
URSULA: Oh. Nie, nie, on jest mądry. Sam się domyśli. chcesz trochę kurczaka ???
PHOEBE: Nie. Nie jem nic co ma twarz.
URSULA: Nic się nie zmieniłaś.
PHOEBE: Tak, ty też.
[Scena: Szpital. Rachel i Monika jeszcze raz podchodzą do okienka z formularzami.]
RACHEL: Cześć, pamiętasz nas ???
PIELĘGNIARKA: Mmm hmmm.
MONICA: Właśnie dzwoniliście, że brakuje podpisów na formularzach. Okazało się jednak, że musimy wypełnić jeszcze jedne, bo znów pomyliłam dane. Widzi pani...
PIELĘGNIARKA: Idiotka.
MONICA: Właśnie. Jestem głupia.
RACHEL: Zapłacę za to zwykłym czekiem.
PIELĘGNIARKA: Ubezpieczenie wszystko pokryje.
RACHEL: Wiem. Ale ja też nie jestem najmądrzejsza.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross i Chandler tam są.]
CHANDLER: Ok, najgorszy scenariusz. Powiedzmy, że nigdy nie czułeś się ojcem. Powiedzmy, że twój syn nie ma z tobą nic wspólnego. Że wszystkie związki zależą od tego jednego.
ROSS: Zmierzasz do czegoś ???
CHANDLER: Wiesz co, żebyś wiedział, że tak. (Marcel zaczyna się krztusić) Co jest z tą małpą ??? ROSS: To tylko puszyste zwierzątko.
CHANDLER: Ok, czyja kolej ???
ROSS: Twoja. Mam 43 punkty za "nerkę".
CHANDLER: Nie, nie, masz zero punktów za "erkę".
ROSS: Miałem "n". Gdzie moje "n" ??? (dociera do nich)
[Scena: Szpital. Ross i Chandler przywieźli Marcel'a do szpitala.]
ROSS: Musisz mi pomóc! Moja małpa połknęła "n"!
PIELĘGNIARKA: Proszę zabrać stąd to zwierzę.
ROSS: Nie, pani nic nie rozumie. Weterynarz jest na drugim końcu miasta. On się krztusi. Nie wiem co mam robić.
MONICA: Co się dzieje ???
CHANDLER: Marcel połknął kawałek gry.
PIELĘGNIARKA: Że co. To szpital dla ludzi.
ROSS: Paniusiu, to jest człowiek. Ma imię, ok ??? Ogląda Jeopardy. Dotyka się jak nikt nie patrzy. Proszę, proszę, niechże pani ma serce!
DR. MITCHELL: Ja się nim zajmę.
RACHEL i MONICA: Oh, dziękuję.
MONICA: Michael.
DR. MITCHELL: Rachel.
RACHEL: Co ???
MONICA: Monica.
RACHEL: Oh.
MONICA: Cześć.
RACHEL: Cześć.
[Scena: Central Perk. Joey tam jest, wchodzi Phoebe ubrana w sweter od Joey'a.]
PHOEBE: Hey.
JOEY: Urs, co ty tu robisz ??? Chciałam do ciebie zadzwonić.
PHOEBE: Słuchaj, um.
JOEY: Nie, nie, nie, nie, nie mów: "słuchaj". Już ja znam to "słuchaj". Ja tak mówię.
PHOEBE: Przykro mi.
JOEY: Nie rozumiem. Co się stało ??? Co z tym wszystko co mówiłaś pod mostem ???
PHOEBE: Tak, um, zapomnij o wszystkim co mówiłam pod mostem, byłam szalona tamtej nocy, byłam taka pijana.
JOEY: Przecież ty nie pijesz.
PHOEBE; Właśnie ale byłam pijana tobą.
JOEY: Urs...
PHOEBE: Ok, tak, więc to nie wyjdzie.
JOEY: Czemu ??? Dlatego, że się przyjaźnie z Phoebe ???
PHOEBE: A gdyby tak, to przestał byś się z nią widywać ???
JOEY: Nie. Nie, tego nie mogę.
PHOEBE: Um, więc tak, to przez Phoebe. Albo ona albo ja.
JOEY: w takim razie mi przykro.
PHOEBE: Wiesz co, ciężko ci będzie o tym zapomnieć.
JOEY: Wiem. Nie wiem czy to dlatego, że właśnie zrywamy, ale nigdy nie wyglądałaś tak pięknie.
PHOEBE: Poważnie ???
(całują się. Moment ciszy i wtedy Joey dowiaduje się...)
JOEY: Pheebs ???
PHOEBE: Tak.
[Scena: Szpital. Marcel leży w łóżku, a wszyscy oprócz Phoebe i Joey'a stoją nad jego łóżkiem.' ROSS: Jest taki mały.
JOEY: Właśnie dostałem wiadomość.
PHOEBE: Nic mu nie będzie ???
ROSS: Tak. Lekarz wyjął mu "n". Znalazł też "m" i "o".
CHANDLER: Myślimy, że chciał ułożyć jakieś słowo.
ROSS: Mówią, że nic mu nie będzie. Teraz śpi.
CHANDLER: Czujesz się już jak ojciec ???
ROSS: Nie, a co???
CHANDLER: Hey, daj spokój, dałeś radę, zrobiłeś to co trzeba. To po ojcowsku.
MONICA: Patrzcie, budzi się. (Marcel wstaje i łapie Ross'a za rękę)Tu jest jakaś scena, ale wszystko jest w języku hiszpańskim tak jak w telewizorze Moniki. Nie wiadomo o czym mówią. Więcej informacji na temat tej sceny można znaleźć w dziale "FAQ".