"Dwie części (część II)


Napisane przez: Marta Kauffman i David Crane
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]

Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Szpital. Monika prowadzi Rachel.]

RACHEL: Ow ow ow. Ow ow ow. Ow ow ow.

MONICA: Cześć. Uh, moja przyjaciółka zdejmowała świąteczne światła i pewnie złamała sobie kolano, kostkę albo coś.

PIELĘGNIARKA: Mój Boże. Wciąż miałyście świąteczne światła ??? (daje im formularz) Wypełnić i przynieść do mnie.

RACHEL: Ow ow ow. Ow ow ow. Ow ow ow.

MONICA: Dobrze. Nazwisko, adres...Ok, w nagłym wypadku dzwonić do ???

RACHEL: Ciebie.

MONICA: Poważnie ???

RACHEL: Tak.

MONICA: Oh, to kochane. Oh Boże. Kocham cię. Ubezpieczenie ???

RACHEL: Oh, tak, jasne. Przydało by się. Monica: Nie jesteś ubezpieczona ???

RACHEL: A co, ile to będzie kosztować ???

MONICA: Nie mam pojęcia, ale samo prześwietlenie kilkaset dolarów.

RACHEL: To co zrobimy ???

MONICA: Niewiele możemy zrobić.

RACHEL: Um, chyba że użyjemy twojego.

MONICA: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie.

RACHEL: Zaczekaj no chwilkę. A kogo wpisałam w rubrykę: "W nagłym wypadku dzwonić do" ???

MONICA: To oszustwo.

RACHEL: Dobra, zapomnij. Mogła bym równie dobrze iść do domu. (wstaje i idzie do wyjścia) Ow!

MONICA: Ok. Ok. Nienawidzę tego.

RACHEL: Dzięki, dzięki. Kocham cię.

MONICA: Cześć. Um, będziemy potrzebowały jeszcze jeden formularz.

PIELĘGNIARKA: Po co ???

MONICA: Idiotka ze mnie. Wypełniałam formularz za moją przyjaciółkę i zamiast jej danych wpisałam swoje.

PIELĘGNIARKA: Rzeczywiście idiotka.

MONICA: Właśnie, to ja. Tak jestem głupia.

[Scena: Central Perk. Chłopaki siedzą przy stole.]

ROSS: Wczoraj miałem sen jak grałem z synem w piłkę.

CHANDLER & JOEY: To miłe.

ROSS: Nie, nie, nim. Jestem na boisku i rzucają mi dziecko. Wiedziałem, że muszę coś zrobić bo obrona Tampa Bay już leci.

JOEY: Tampa Bay ma okropną drużynę.

ROSS: Jasne, ale tak sobie myślę, że to ja i dziecko, więc trzeba coś zrobić. I musiałem zrobić co do mnie należy. (pokazuje rękami)

CHANDLER: Co oszalałeś ??? To dziecko!

JOEY: Powinien zabrać becik ???

ROSS: No więc nagle zdałem sobie sprawę, że to ja miałem go złapać ??? Tylko, że niemożliwe było zdążyć, więc pobiegłem, biegłem, i ta, wtedy się obudziłem. Widzicie, nie jestem gotowy, żeby być ojcem.

CHANDLER: Hey, nic ci nie będzie. Jesteś najbardziej opiekuńczym, najbardziej odpowiedzialnym człowiekiem w Północnej Ameryce. Będziesz wspaniałym tatą.

JOEY: Tak, Ross. Ty i dziecko potrzebujecie lepszego ataku. (Ross idzie do baru) Oh, był któryś z was w Rainbow Room ??? Drogo tam jest ???

CHANDLER: Tylko jak coś zamówisz.

JOEY: Zapraszam dziś Ursulę. To jej urodziny.

ROSS: Zaraz. A co z urodzinami Phoebe ???

JOEY: Kiedy są ???

ROSS: Dziś.

JOEY: Oh, rany. Kiedy coś urządzamy ???

ROSS: Ty się nie śpiesz.

CHANDLER: (Ross i Chandler czekają aż dotrze do Joey'a, że urodziny są w tym samym czasie ) Jest! To co zamierzasz ???

JOEY: Co ja mogę ??? Słuchajcie, nie chcę, żeby coś mi się pochrzaniło z Ursulą.

CHANDLER: A twoja przyjaciółka Phoebe ???

JOEY: No, jak jest moją przyjaciółką to zrozumie. Wy byście zrozumieli ???

CHANDLER: Jakbyś zrobił coś takiego w moje urodziny to do końca życia byłbyś przekreślony.

[Scena: Szpital. Monika siedzi w jakiejś sali z Rachel. Obie czekają na lekarzy. Wchodzą. To goście z "ER" (Ostry dyżur).]

DR. MITCHELL: Ok, uh, Monica ???

MONICA: Tak, jest.

RACHEL: Cześć, to moja przyjaciółka Rachel.

MONICA: Cześć.

DR. MITCHELL: Cześć, Rachel. Jestem doktor Mitchell.

DR. ROSIN: A ja jego przyjaciel doktor Rosin.

RACHEL: Nie za przystojni jesteście na lekarzy ???

DR. ROSIN: Że co ???

RACHEL: Znaczy się młodzi, młodzi...nie za młodzi jesteście na lekarzy. Oh, Rach.

MONICA: Dzięki.

RACHEL: Właśnie.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjęcie.]

RACHEL: Powiedział, że to tylko skręcenie.

MONICA: Uh, opuściłaś najgłupsze.

RACHEL: Nie głupie. Bardzo przystojni lekarze chcieli się umówić więc się zgodziłam.

MONICA: to całkowicie szalone, bo oni pracują w tym szpitalu. To jak powrót na miejsce zbrodni. Olejmy te randki.

RACHEL: Co ??? Monica, są przystojni, to lekarze, to przystojni lekarze, lekarze, którzy są przystojni!

CHANDLER: Dobra, czego się do tej pory nauczyliśmy ???

Wszyscy: Niespodzianka!

[Pukanie do drzwi. Wszyscy się chowają. Monika otwiera drzwi, a wszyscy wyskakują i wrzeszczą "niespodzianka". To był Ross. Miał w ręku tort, który mu wypadł i zgniótł się.]

ROSS: Co wy do cholery robicie ??? Wystraszyliście mnie.

RACHEL: To był tort ???

ROSS: Tak, tak. Z cytrynową miazgą.

MONICA: Dalej, ona tu zaraz będzie.

RACHEL: Miejmy nadzieję, że nic się nie stało z tym.

CHANDLER: (czyta to co teraz jest na torcie) Wszystkiego najlepszego Peehee.

MONICA: Może zrobimy "b" z tych róż.

ROSS: Tak, użyjemy specjalnych narzędzi cukierniczych.

PHOEBE: (która właśnie weszła) Hey, co się dzieje ???

Wszyscy: Niespodzianka!

PHOEBE: Oh, oh, oh! To wspaniałe! O mój Boże! Ani trochę się nie przestraszyłam. Cześć wszystkim. Cześć Betty! Betty, Cześć! Znaleźliście Betty! O mój Boże! Wspaniale. Wszyscy, których kocham w jednym pokoju. A gdzie Joey ???

CHANDLER: Widziałaś Betty ???

[Scena: Restauracja. Ross z ojcem je obiad.]

Pan GELLER: Jedno ci powiem, nie mam nic przeciwko takiemu interesowi z suszonymi na słońcu pomidorami. 5 lat temu jakby ktoś mi powiedział, że ten pomidor wygląda jak suszona śliwka, to ja powiedział bym: "Won z mojego biura!"

ROSS: Tato, zanim się urodziłem, denerwowałeś się choć trochę ???

Pan GELLER: Ja się nie boję, ja tylko mówię, jakby ktoś przyszedłby do mnie z takim pomysłem...

ROSS: Tato, tato, tato ja tu mówię o swoim dziecku. Czy ty uh, panikowałeś kiedyś, "O mój Boże będę ojcem", coś w tym rodzaju ???

Pan GELLER: Nie. Twoja matka wszystko odwaliła. Byłem zajęty interesami. Nie byłem z nią zbyt dużo. To o to ci chodzi ???

ROSS: Nie, nie, tato, tylko się tak zastanawiałem.

Pan GELLER: Bo teraz jest czas, żeby to nadrobić. Wciąż możemy razem robić różne rzeczy. Zawsze chciałeś jechać do tego Williamsburga. Co ty na to ???

ROSS: Dzięki, tato. Ale poważnie, chciałbym wiedzieć, kiedy zacząłeś się czuć ojcem ???

Pan GELLER: Oh, cóż, chyba wtedy jak się urodziłeś. Byliśmy w szpitalu, twoja matka spała, a oni przynieśli mi ciebie i dali. Byłeś tym obrzydliwym czymś czerwonym, wtedy nagle złapałeś mój palec całą pięścią. Tak mocno ścisnąłeś. I w tedy już wiedziałem. To nie chcesz jechać do tego Williamsburga ???

ROSS: Nie, możemy jechać do Williamsburga.

Pan GELLER: Jedz rybę.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monika i Rachel przygotowują się na podwójną randkę z lekarzami.]

MONICA: Rachel, przyszli przystojni lekarze.

RACHEL: Ok, idę!

MONICA: Cześć, wejdźcie.

DR. MITCHELL: Przynieśliśmy wino.

DR. ROSIN: To z piwnic Ernest'a i Tova Borgnine'a, więc jak mieliśmy się oprzeć ???

RACHEL: Oh, to świetnie. Patrz na to.

DR. ROSIN: Monica, jak kostka ???

MONICA: Dobrze...może ty im powiedz ??? W końcu to twoja kostka.

RACHEL: Wiesz co, jest już dużo lepiej. Słuchajcie, wy siadajcie, a my podamy kieliszki....STAT. (obie idą do kuchni)

RACHEL: Ok, słuchaj, tak sobie myślę, że może powiedzieli byśmy im kim jesteśmy na prawdę. Wszystko będzie w porządku, poważnie.

MONICA: Nie będzie w porządku. Narobimy sobie kłopotu.

RACHEL: Przestań się tak wszystkiego bać ???

MONICA: Bać ??? Przepraszam, że żyję w prawdziwym świecie, ok ???

(przeniesienie do salonu)

DR. MITCHELL: I co ???

DR. ROSIN: Wciąż wydają się normalne.

MITCHELL: Dlatego, że są normalne.

ROSIN: Ok, ale musisz przyznać, że za każdym razem jak się umawiamy z kobietami poznanymi w szpitalu to okazuje się...

MITCHELL: Wyluzuj się ??? rozejrzyj się. Żadnych pogańskich ołtarzy, żadnych kości w kontach, są w porządku. Dobrze jest.

(przeniesienie do kuchni)

MONICA: Powiedziałam, że tego nie zrobimy. Czasem potrafisz być takim wielkim dzieckiem.

RACHEL: Nie jestem dzieckiem. Wiesz co ???

MONICA: Co ???

RACHEL: Wiesz co ???

MONICA: Co ???

RACHEL: Z każdym dniem coraz bardziej przypominasz twoją matkę. (idzie z kieliszkami do salonu)

ROSIN: Ładne mieszkanie. Długo tu mieszkacie ???

RACHEL: Ja od sześciu lat, a Rachel wprowadziła się kilka miesięcy temu.

MONICA: Tak, miałam się ożenić, ale zostawiłam faceta na ołtarzu. Tak, wiem, że to samolubne, ale hey, to właśnie ja. Spróbujcie tego ???

ROSIN: To, Monica, a co ty robisz ???

RACHEL: Uh, jestem szefową kuchni w restauracji.

ROSIN: Nieźle.

RACHEL: Tak. Głównie dlatego, że lubię rządzić i dowodzić ludźmi, uwielbiam to.

ROSIN: Sos jest świetny.

MITCHELL: Boże chwała za kurczaka.

MONICA: (śmieje się) Oh, Boże, ależ jestem zepsuta. Tyle.

RACHEL: A przy okazji, wspominałam już że w szkole nazywali mnie krowa.

MONICA: Kiedyś moczyłam łóżko.

RACHEL: Wykorzystuję piersi, żeby przyciągnąć uwagę facetów.

MONICA: Obie to robimy.

(dzwoni telefon, ale żadna nie chce go podnieść, więc odbiera dr Mitchell)

DR. MITCHELL: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chwileczkę. Rachel, twój ojciec.

MONICA: Cześć, tato. Nie, nie, to ja. Słuchaj, tato, nie mogę teraz rozmawiać, um, ale jest coś co już dawno chciałam ci powiedzieć.

RACHEL: Przepraszam.

MONICA: Pamiętasz jak byłam na pierwszym roku ??? Billy Drestin i ja kochałam się w twoim łóżku.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel rozmawia z ojcem przez telefon i wszystko mu wyjaśnia.]

RACHEL: Tatusiu, tatusiu, a co ??? Po co miała bym spać z Billy'm Drestin'em ??? Jego ojciec próbował wysadzić cię z interesu! (do Moniki) Już nie żyjesz!

MONICA: Ross, on znów ma pilota.

ROSS: Dobrze. Może zrobi tak jak było. A może nie.

(dzwoni telefon. Rachel odbiera)

RACHEL: Halo ??? Uh, tak, uh, chwileczkę. Zobaczę czy jest. To ta kobieta ze szpitala. Oh, Boże, co robimy ???

MONICA: Dowiedz się czego chcą.

RACHEL: Nie, ty to zrób.

MONICA: Halo, tu Monica. Tak ??? Oh, ok, zaraz tam będziemy. Dziękuję.

RACHEL: Co ???

MONICA: Zapomniałyśmy podpisać formularze.

RACHEL: Miałaś rację, nie warto było.

MONICA: Dzięki.

RACHEL: Ok, tylko się przebiorę.

(wchodzi Joey i idzie usiąść na kanapie)

JOEY: Hey.

ROSS: Hey.

PHOEBE: Cześć. Kłopoty ???

JOEY: Twoja siostra mnie wystawiła.

PHOEBE: Oh, nie. Głupio jest jak ludzie nie przychodzą, co ???

ROSS: Dzwoniłeś do niej ???

JOEY: Próbowałem przez 2 dni. A jak dzwonię do restauracji, mówią mi, że jest zbyt zajęta żeby rozmawiać. Nie wierzę, że mi to zrobiła.

PHOEBE: Hey.

URSULA: Oh.

[Scena: Restauracja U Riff'a. Phoebe przyszłą do Ursula'i.]

PHOEBE: Um, masz chwilkę ???

URSULA: Um, tak, tylko pracuję.

PHOEBE: Więc.

URSULA: Uh-huh.

PHOEBE: Um, oh, przyniosłam ci prezent urodzinowy.

URSULA: Oh, wow! Pamiętałaś! Oh, to termos z Judy Jetson.

PHOEBE: Właśnie, taki jak...

URSULA: Jasne. Oh, ja też coś dla ciebie mam.

PHOEBE: Skąd wiedziałaś że przyjdę ???

URSULA: Um, tak, um, no wiesz, jesteśmy bliźniaczkami.

PHOEBE: Nie wierzę, że to zrobiłaś. Nie wierzę, że...to zrobiłaś. (Ursula daje jej sweter, który dał jej Joey)

To jak to jest między tobą i Joey'em ???

URSULA: Oh, tak. Jest super. Ale to już koniec.

PHOEBE: On o tym wie ???

URSULA: Kto ???

PHOEBE: Joey. No wiesz, on za tobą szaleje.

URSULA: Tak ??? Czemu ???

PHOEBE: No właśnie.

(przechodzi jakiś klient. Ursula mówi do niego jak do kelnera)

URSULA: Tak. Co. Nie ma do tego sałatki ???

PHOEBE: Myślisz, że mnie lubi ???

PHOEBE: Nie. Do Joey'a.

URSULA: Oh. Nie, nie, on jest mądry. Sam się domyśli. chcesz trochę kurczaka ???

PHOEBE: Nie. Nie jem nic co ma twarz.

URSULA: Nic się nie zmieniłaś.

PHOEBE: Tak, ty też.

[Scena: Szpital. Rachel i Monika jeszcze raz podchodzą do okienka z formularzami.]

RACHEL: Cześć, pamiętasz nas ???

PIELĘGNIARKA: Mmm hmmm.

MONICA: Właśnie dzwoniliście, że brakuje podpisów na formularzach. Okazało się jednak, że musimy wypełnić jeszcze jedne, bo znów pomyliłam dane. Widzi pani...

PIELĘGNIARKA: Idiotka.

MONICA: Właśnie. Jestem głupia.

RACHEL: Zapłacę za to zwykłym czekiem.

PIELĘGNIARKA: Ubezpieczenie wszystko pokryje.

RACHEL: Wiem. Ale ja też nie jestem najmądrzejsza.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross i Chandler tam są.]

CHANDLER: Ok, najgorszy scenariusz. Powiedzmy, że nigdy nie czułeś się ojcem. Powiedzmy, że twój syn nie ma z tobą nic wspólnego. Że wszystkie związki zależą od tego jednego.

ROSS: Zmierzasz do czegoś ???

CHANDLER: Wiesz co, żebyś wiedział, że tak. (Marcel zaczyna się krztusić) Co jest z tą małpą ??? ROSS: To tylko puszyste zwierzątko.

CHANDLER: Ok, czyja kolej ???

ROSS: Twoja. Mam 43 punkty za "nerkę".

CHANDLER: Nie, nie, masz zero punktów za "erkę".

ROSS: Miałem "n". Gdzie moje "n" ??? (dociera do nich)

[Scena: Szpital. Ross i Chandler przywieźli Marcel'a do szpitala.]

ROSS: Musisz mi pomóc! Moja małpa połknęła "n"!

PIELĘGNIARKA: Proszę zabrać stąd to zwierzę.

ROSS: Nie, pani nic nie rozumie. Weterynarz jest na drugim końcu miasta. On się krztusi. Nie wiem co mam robić.

MONICA: Co się dzieje ???

CHANDLER: Marcel połknął kawałek gry.

PIELĘGNIARKA: Że co. To szpital dla ludzi.

ROSS: Paniusiu, to jest człowiek. Ma imię, ok ??? Ogląda Jeopardy. Dotyka się jak nikt nie patrzy. Proszę, proszę, niechże pani ma serce!

DR. MITCHELL: Ja się nim zajmę.

RACHEL i MONICA: Oh, dziękuję.

MONICA: Michael.

DR. MITCHELL: Rachel.

RACHEL: Co ???

MONICA: Monica.

RACHEL: Oh.

MONICA: Cześć.

RACHEL: Cześć.

[Scena: Central Perk. Joey tam jest, wchodzi Phoebe ubrana w sweter od Joey'a.]

PHOEBE: Hey.

JOEY: Urs, co ty tu robisz ??? Chciałam do ciebie zadzwonić.

PHOEBE: Słuchaj, um.

JOEY: Nie, nie, nie, nie, nie mów: "słuchaj". Już ja znam to "słuchaj". Ja tak mówię.

PHOEBE: Przykro mi.

JOEY: Nie rozumiem. Co się stało ??? Co z tym wszystko co mówiłaś pod mostem ???

PHOEBE: Tak, um, zapomnij o wszystkim co mówiłam pod mostem, byłam szalona tamtej nocy, byłam taka pijana.

JOEY: Przecież ty nie pijesz.

PHOEBE; Właśnie ale byłam pijana tobą.

JOEY: Urs...

PHOEBE: Ok, tak, więc to nie wyjdzie.

JOEY: Czemu ??? Dlatego, że się przyjaźnie z Phoebe ???

PHOEBE: A gdyby tak, to przestał byś się z nią widywać ???

JOEY: Nie. Nie, tego nie mogę.

PHOEBE: Um, więc tak, to przez Phoebe. Albo ona albo ja.

JOEY: w takim razie mi przykro.

PHOEBE: Wiesz co, ciężko ci będzie o tym zapomnieć.

JOEY: Wiem. Nie wiem czy to dlatego, że właśnie zrywamy, ale nigdy nie wyglądałaś tak pięknie.

PHOEBE: Poważnie ???

(całują się. Moment ciszy i wtedy Joey dowiaduje się...)

JOEY: Pheebs ???

PHOEBE: Tak.

[Scena: Szpital. Marcel leży w łóżku, a wszyscy oprócz Phoebe i Joey'a stoją nad jego łóżkiem.' ROSS: Jest taki mały.

JOEY: Właśnie dostałem wiadomość.

PHOEBE: Nic mu nie będzie ???

ROSS: Tak. Lekarz wyjął mu "n". Znalazł też "m" i "o".

CHANDLER: Myślimy, że chciał ułożyć jakieś słowo.

ROSS: Mówią, że nic mu nie będzie. Teraz śpi.

CHANDLER: Czujesz się już jak ojciec ???

ROSS: Nie, a co???

CHANDLER: Hey, daj spokój, dałeś radę, zrobiłeś to co trzeba. To po ojcowsku.

MONICA: Patrzcie, budzi się. (Marcel wstaje i łapie Ross'a za rękę)

Końcowe napisy

Tu jest jakaś scena, ale wszystko jest w języku hiszpańskim tak jak w telewizorze Moniki. Nie wiadomo o czym mówią. Więcej informacji na temat tej sceny można znaleźć w dziale "FAQ".

KONIEC