"Dwie części (część I)"


Napisane przez: Marta Kauffman i David Crane
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]

Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Restauracja. Chandler i Joey siedzą przy stoliku i czekają na obsługę. ]

CHANDLER: To niewiarygodne. To już pół godziny. Jakby to była kreskówka, wyglądał byś już jak szynka.

JOEY: Jest kelnerka. Przepraszam, panienko. Hey, panienko ???

CHANDLER: To Phoebe! Cześć!

URSULA: Cześć. Ok, to już wszystko ???

CHANDLER: Zaraz, czekaj! Co ty tu robisz ???

URSULA: Tak, um, byłam tam i wtedy mnie zawołaliście i teraz jestem tutaj.

JOEY: Nie, jak to jest, że tu pracujesz ???

URSULA: A tak, tak, bo mam stąd blisko do domu i te fartuszki są świetne.

CHANDLER: Możemy zacząć od początku ???

URSULA: Tak. Ok, świetnie. Będę tam.

CHANDLER i JOEY: Nie, nie, nie!

INTRO

[Scena: Central Perk.]

ROSS: Nie wiem czy mnie testuje, czy tylko się wygłupia, ale moja małpa wymknęła się już spod kontroli. Ale, wciąż kasuje mi wiadomości z sekretarki, niby przez przypadek.

RACHEL: Oh, tak, też tak robiłam.

ROSS: A potem 3 razy z rzędu wziął gazetę pierwszy ode mnie i obsikał krzyżówki.

RACHEL: Tego nigdy nie robiłam.

CHANDLER: Dobra, popatrz na nią i powiedz, że nie wygląda idealnie jak jej siostra.

JOEY: Mówię tylko, że widzę różnicę.

CHANDLER: To bliźniaczki!

JOEY: Nie obchodzi mnie to. Phoebe to Phoebe. A Ursula jest...gorąca!

CHANDLER: Wiesz co, czasem sobie rozmawiamy o różnych rzeczach, nie. Nie róbmy tego więcej.

JOEY: Hey Pheebs, zgadnij kogo dziś widzieliśmy.

PHOEBE: Ooh! Oh! Zabawa! Ok. Um, Liam Neeson.

JOEY: Nie.

PHOEBE: Morly Safer.

JOEY: Nie.

PHOEBE: Moją fryzjerkę!

MONICA: Ok, słuchajcie, to może trochę potrwać.

CHANDLER: Twoją siostrę Ursulę.

PHOEBE: Oh, tak.

CHANDLER: Tak, tak, pracuje w tej restauracji...

PHOEBE: U Riff'a. Tak, wiem.

CHANDLER: Oh, wiesz ??? Bo ona mówiła, że nie rozmawiałyście od lat.

PHOEBE: Hmmm ??? Uh, tak. Jest gruba ???

JOEY: Nie stamtąd gdzie stałem.

PHOEBE: A gdzie stałeś ???

RACHEL: Um, Pheebs, to jak, nie układa się wam ???

PHOEBE: To przeważnie głupie sprawy pomiędzy siostrami, wiesz, każdy uważa ją za ładniejszą, takie coś. Oh, oh, ona niby pierwsza zaczęła chodzić, chociaż ja zaczęłam tego samego dnia, tylko, że później. Ale, dla moich rodziców, to było oczywiście "nic nowego", wiecie ???

ROSS: Oh, Pheebs, przykro mi, ale muszę iść. Muszę iść na szkołę rodzenia.

CHANDLER: Oh, a ja mam nauki o Ziemi, to spotkamy się na siłowni.

RACHEL: Będziecie tylko ty i Carol ???

ROSS: Nie, Susan też przyjdzie. Są tatusiowie, lesbijki, cała rodzicielska drużyna.

RACHEL: Czy to nie będzie dziwne ???

ROSS: Nie, nie. Mogło by być na początku, ale już się przyzwyczaiłem i nie przeszkadza mi to.

MONICA: Ross, to moja kurtka.

ROSS: Wiem.

[Scena: Szkoła rodzenia. ]

KOBIETA: Cześć, jesteśmy Rostin'owie. Ja jestem J.C., a to Michael, będziemy mieli dziewczynkę i chłopca.

NAUCZYCIELKA: Wspaniale. Kto następny ???

ROSS: Jestem Ross Geller, a to, to tam to mój syn, i uh, to Carol Willick, a to Susan Bunch. Susan jest dla Carol... Kto następny ???

NAUCZYCIELKA: Przepraszam, nie zrozumiałam. Susan jest dla Carol ???

ROSS: Susan to przyjaciółka Carol.

CAROL: Życiowym partnerem.

ROSS: Dożywotnie przyjaciółki.

SUSAN: Kochanki.

ROSS: Wiecie, jak blisko mogą być kobiety.

CAROL: Susan i ja mieszkamy razem.

ROSS: Chociaż byłem z nią żonaty.

SUSAN: Carol, nie ja.

ROSS: Właśnie.

CAROL: Trochę to skomplikowane.

ROSS: Troszkę.

SUSAN: Ale jest dobrze.

ROSS: Całkowicie. Więc, bliźniaki. Huh, to 2 dzieci. Ouch.

[Scena: Biuro Chandlera.]

CHANDLER: I (głosem interkomu) eghh ja tobie też, Helen.

HELEN: Nina Bookbinder chce się z panem widzieć.

CHANDLER: Oh, ok. Niech wejdzie.

NINA: Cześć.

CHANDLER: Cześć, Nina. Wejdź.

NINA: Chciałeś się ze mną widzieć ???

CHANDLER: Uh, tak. Tak. Przeglądałem właśnie te twoje dane i drobnostka, przeoczyłaś piątek.

NINA: To źle bo...???

CHANDLER: Bo nie złapałem wilka.

NINA: Czego...że co ???

CHANDLER: Wilka. Taki żargon.

NINA: Oh, jasne. Rozumiem. To się już nie powtórzy. Nigdy nie skrzywdziła bym twojego...wilka.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chandler opowiada o Nina'ie.]

CHANDLER: To nie to, że jest ładna, ok. Chodzi o to, że ona jest bardzo, bardzo ładna.

ROSS: To bez znaczenia. Nie wyrywa się we własnej firmie.

MONICA: Ross, twój mały stwór znów zabrał pilota.

ROSS: Marcel, Marcel, oddaj Rossie'owi pilota. Marcel, oddaj natychmiast pilota Rossie. Marcel, oddaj pilota... [MArcel naciska coś na pilocie, że teraz wszystko leci w języku hiszpańskim]

MONICA: Świetnie.

ROSS: Spokojnie, zaraz to naprawię.

RACHEL: Oh, super. "Urkel" po hiszpańsku to "Urkel".

ROSS: Jak on to zrobił ???

CHANDLER: Powiedz mi coś, czy zostawianie świątecznych świateł to część twojego planu utrzymywania naszego dobrego humoru przez cały rok ???

MONICA: Nie, widzisz, ktoś miał je zdjąć około Nowego Roku, ale najwyraźniej ktoś zapomniał.

RACHEL: Ktoś miał napisać: "Rache, zdejmij światła" i powiesić na lodówce. Jak długo to tu wisi ???

[Wchodzi Joey.]

CHANDLER: Hey, gdzieś ty był ???

JOEY: Poszedłem do Riff'a. Myślę, że Ursula mnie lubi. Zamówiłem tylko kawę, a ona przyniosła mi tuńczyka i 4 talerze smażonych frytek.

CHANDLER: Punkt.

JOEY: Jest taka gorąca.

CHANDLER: Tak, słuchaj. Zanim coś zrobisz Joey, mógłbyś to obgadać z...

JOEY: Pheebs ??? Myślisz, że było by to w porządku gdybym gdzieś zaprosił twoją siostrę ???

PHOEBE: Po co ??? Po co chcesz to zrobić ??? Czemu ???

JOEY: No żeby ona była ze mną jak się umówię z nią na randkę.

PHOEBE: No wiesz, nie jestem moją siostrą...znaczy się kiedyś byłyśmy jednym jajem, ale...ale rozdzieliłyśmy się...no nie wiem. Czemu nie ???

JOEY: Świetnie, dzięki.

ROSS: W porządku ???

PHOEBE: Tak, nic mi nie jest.

ROSS: Chcesz obejrzeć "Laverne y Shirley" ???

[Scena: Szkoła rodzenia. Ross wchodząc nadeptuje na głowę lalki do ćwiczeń.]

ROSS: Przepraszam. Cześć. Przepraszam za spóźnienie. Gdzie Carol ???

SUSAN: Wciąż w szkole. Jakieś zebranie z rodzicami. Możesz iść. Zapiszę wszystkie informacje.

ROSS: Nie, nie, nie. Chyba powinienem zostać. Oboje powinniśmy wiedzieć co się dzieje.

SUSAN: Oh, dobrze. Będzie zabawa.

NAUCZYCIELKA: Dobrze. Zaczniemy od podstawowych ćwiczeń oddechowych, mamusie, połóżcie się na plecach, a tatusiowie będą podpierać głowy mamusiom.

ROSS: Co ??? Co ???

SUSAN: Co ??? Co ???

SUSAN: Ja mam być mamą ???

ROSS: Ok, a ja rozegram moją kartę ze spermą jeszcze raz.

SUSAN: Słuchaj, nie widzę powodu czemu musiała bym zaniedbywać obowiązki tatusia tylko dlatego, że jestem kobietą.

ROSS: Rozumiem. To co mamy robić ???

SUSAN: Rzucamy monetą.

ROSS: Monetą ??? Nie, nie, nie...reszka!

SUSAN: Na plecy mamusiu.

NAUCZYCIELKA: Dobrze, mamusie, weźcie głęboki oczyszczający wdech. Dobrze. A teraz wyobraźcie sobie, że wasza pochwa otwiera się jak kwiat.

[Scena: Biuro Chandlera. Chandler położył sobie jakąś zabawkę na biurku i bawi się nią. Wchodzi pan Douglas.]

CHANDLER: Pan D, jak leci ???

Pan DOUGLAS: Bywało lepiej. Przyszły roczne statystyki.

CHANDLER: I ???

Pan DOUGLAS: Do dupy. Nie było tak źle od lat siedemdziesiątych.

CHANDLER: Więc co to znaczy ???

Pan DOUGLAS: W każdym dziale będą zwalniani ludzie.

CHANDLER: Hey, słuchaj, wiem, że w zeszłym tygodniu się spóźniłem, ale zabawnie mi się spało, a potem moje włosy były bardzo, bardzo...

Pan DOUGLAS: Nie ty. Wyluzuj. Musiałeś już kiedyś kogoś zwolnić ???

[Biuro Chandlera. Przeniesienie na później.]

CHANDLER: Nina ??? Nina. Nina. Nina.

NINA: Wszystko w porządku u ciebie ???

CHANDLER: Tak, u mnie tak. Słuchaj, powodem, dla którego cię tu dziś wezwałem jest, uh, proszę nie znienawidź mnie.

NINA: Co ???

CHANDLER: Nie umówiła byś się kiedyś ze mną na kolację ???

[Scena: Central Perk. Rachel jest za barem. Phoebe siedzi z drugiej strony.]

RACHEL: Więc Pheebs, co chcesz na urodziny ???

PHOEBE: Naprawdę chcę, żeby żyła moja mama i cieszyła się nimi razem ze mną.

RACHEL: Ok. Zapytam inaczej. Chcesz coś od "Crabtree & Evelyn'a" ???

PHOEBE: Ooh! Sole do kąpieli.

[Wchodzą 2 kobiety. Doskonale wiedzą kto to jest ci, którzy oglądają "Mad About You" (Szaleję za tobą.]

JAMIE: Co to za miejsce ???

FRAN: Ty zmarzłaś, ja muszę siku, a na szybie namalowana jest filiżanka. Co to może być ???

JAMIE: Chyba mamy odpowiedź.

FRAN: Co ona tu robi ???

JAMIE: To pewnie znak od Boga, żebyśmy zjadły w domu.

FRAN: Myślisz, że ją wywalili od Riff'a ???

JAMIE: Nie, nie, nie. Byłyśmy tam wczoraj. Wciąż podawała miecznika. Pójdziesz...

FRAN: Zaczekam aż zamówimy. to ona, nie.

JAMIE: Wygląda jak ona. Um, przepraszam.

PHOEBE: Tak ???

JAMIE: Cześć, to my.

PHOEBE: Jasne, a to ja.

JAMIE: Więc tu też jesteś ???

PHOEBE: Tak jak wy.

JAMIE: Twoja kolej.

FRAN: Teraz wiemy co chcemy.

PHOEBE: Oh, to dobrze.

JAMIE: 2 kawy z mlekiem.

FRAN: I trochę biszkoptów.

PHOEBE: Dobry wybór. (siada na kanapie)

JAMIE: To na pewno ona.

FRAN: Tak.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel, Monika i Chandler siedzą przy stoliku w kuchni. Monika robi na drutach, a Chandler na rękach ma nawiniętą wełnę. Coś w rodzaju podajnika dla Moniki.]

MONICA: Nie wierzę. Jeszcze nie powiedziałeś jej, że jest zwolniona ???

CHANDLER: A ty jeszcze nie zdjęłaś świątecznych świateł.

MONICA: Gratulacje, chyba odkryłeś wreszcie najgłupszy argument na świecie.

CHANDLER: Staram się znaleźć właściwy moment, wiesz ???

RACHEL: Oh, to nie będzie teraz zbyt trudne, bo się spotykacie. Kochanie, jesteś zwolniona, może szybki numerek zanim pójdę do pracy.

[Joey wchodzi.]

JOEY: Hey.

(pukanie do drzwi)

CHANDLER: Wiesz co, jak już wszedłeś to nie musisz już pukać.

MONICA: Ja otworzę. (jak ona wstaje ciągnie za sobą wełnę, co powoduje, że Chandler zostaje zerwany z krzesła) Witam, pan Heckles.

Pan HECKLES: Znów to robicie.

MONICA: Niczego nie robimy. Siedzimy sobie tylko i rozmawiamy, po cichu.

Pan HECKLES: Wszystko słyszę przez sufit. Moje koty nie mogą spać.

RACHEL: Nawet pan nie ma kotów.

Pan HECKLES: Ale mógłbym mieć.

MONICA: Żegnamy panie Heckles.

RACHEL: Postaramy się być ciszej.

JOEY: Phoebe, wyświadczysz mi przysługę ??? Możesz to przymierzyć ??? Chcę się upewnić, że to pasuje.

PHOEBE: Oh, mój pierwszy prezent urodzinowy. Oh, to takie...

JOEY: Oh, nie, nie, nie. To dla Ursuli. Macie podobne rozmiary.

PHOEBE: Oh, jasne, tak. (przykłada sobie bluzkę do brzucha i zaraz ją odrzuca) Ok, pasuje.

RACHEL: Znów się z nią spotykasz ???

JOEY: No. Ice Capades.

CHANDLER: Wow, to już na poważnie. Nigdy nie widziałem takiego poświęcenia.

JOEY: Nie wiem. Lubię ją. Ale jakoś ona jest inna. Jest w niej coś takiego, co...

PHOEBE: Co ci się podoba. Rozumiemy. Podoba ci się. Świetnie.

JOEY: Hey, Phoebe, pytałem cię i powiedziałaś, że w porządku.

PHOEBE: Dobra, ale może teraz już nie jest w porządku.

JOEY: Ok, no to może teraz ja nie chcę słyszeć twojego "nie w porządku".

PHOEBE: Ok.

CHANDLER: Machaj tymi drutami, kobieto, machaj!

[Scena: Biuro Chandlera. Chandler i Nina całują się namiętnie.]

(pukanie do drzwi, wchodzi pan Douglas)

CHANDLER: A to budynek Chrysler'a.

Pan DOUGLAS: Nina.

NINA: Pan Douglas. Świetny krawat. (wychodzi)

Pan DOUGLAS: Ona ciągle tu jest.

CHANDLER: Tak, jest. Nie doszły do pana wieści ??? Widzisz, zaraz po tym jak ją puściłem, uh, dostałem telefon od jej psychiatry, doktora Fl..., doktora Flanen, doktora Flan'a, i uh, powiedział mnie, że takie wieści przyjmuje raczej kiepsko. Przy okazji wspomniał też słowo "szał".

Pan DOUGLAS: Żartujesz ??? Wydaje się taka...

CHANDLER: Oh, nie, Nie. Nina...jest cała whoo-whoo-whoo-whoo. Właściwie jakbyś ją teraz zapytał, całkowicie by już nie pamiętała o tym zwolnieniu.

Pan DOUGLAS: To niewiarygodne.

CHANDLER: I już wiarygodne. Postanowiłem jej nie zwalniać dopóki nie będę pewny, że nie stanowi zagrożenia dla siebie i innych.

Pan DOUGLAS: Rozumiem. Jak to nigdy nie wiadomo co siedzi w czyjejś głowie.

CHANDLER: Właśnie chyba dlatego nazywają to psychologia.

[Scena: Szkoła rodzenia. Wszyscy oglądają wideo, na którym pokazany jest poród.] NAUCZYCIELKA: Światła proszę ??? To jest właśnie poród. Za tydzień mamy ostatnie zajęcia.

ROSS: Susan, na dno.

CAROL: To niemożliwe. Po prostu niemożliwe.

SUSAN: Co kochanie ???

CAROL: Co zrobiła ta kobieta. Ja tak nie zrobię. Będzie musiało we mnie zostać. To wszystko, zostanie i już, wszystko będzie po staremu.

ROSS: Carol, kotku, shhh, wszystko będzie dobrze.

CAROL: A co ty możesz wiedzieć ??? Nikt do ciebie nie podchodzi i nie mówi: "Cześć, czy to twoje nozdrze ??? Możemy przepchnąć przez nią kartofla ???"

SUSAN: Carol, Carol, proszę. Oczyszczający wdech. Wiem, że to straszne, ale to nic. Narodziny już nie długo, a jak to się skończy, będziemy rodzicami do końca życia. Właśnie o to chodzi, co Ross ??? Ross ??? Ross ???

[Scena: Central Perk.] ROSS: (markotnie) Będę ojcem.

RACHEL: Teraz się dowiedziałeś ???

ROSS: Wiedziałem, że mam dziecko, ale nie docierało do mnie, że dziecko będzie miało mnie.

RACHEL: Oh, poradzisz sobie świetnie!

ROSS: Aw, skąd możesz wiedzieć ??? Nawet nie potrafię powiedzieć Marcel'owi, żeby nie jadł maty w łazience. Jak ja wychowam dziecko ???

CHANDLER: Wiesz co, Ross, niektórzy nałukowcy mówią już, że małpy i dzieci rzeczywiście się różnią.

[Joey wstaje i idzie do wyjścia.] PHOEBE: Gdzie idziesz ???

JOEY: Wychodzę.

PHOEBE: Z ???

JOEY: Tak.

PHOEBE: Dobra, a mogę ci zadać jedno pytanie ??? Wy dwoje już...no wiesz...no wiesz, już ???

JOEY: To nie twoja sprawa, ale nie, jeszcze nie ??? (wychodzi i stojąc w drzwiach mówi) Mówiłaś o sexie ???

[Scena: Biuro Chandlera. Wchodzi Nina.] NINA: Masz chwilkę ???

CHANDLER: Uh, jasne, Nina. Co jest ???

NINA: Nie wiem. Przez ostatnie kilka dni ludzie coś mnie unikają i tak dziwnie na mnie patrzą.

CHANDLER: Oh, cóż, uh, może dlatego, że są o nas zazdrośni.

NINA: Może. Ale to nie wyjaśnia tego czemu mi zabierają nożyczki.

CHANDLER: Uh, może to, uh, bo dostajesz podwyżkę.

NINA: Tak ???

CHANDLER: Jasne, czemu nie ???

NINA: O mój Boże! Jesteś niesamowity.

CHANDLER: Oh, sama nie wiesz. (naciska guzik na interkomie) Helen, upewnij się, że załatwimy dziś sprawę podwyżki dla panny Bookbinder ???

HELEN: Nadal pan chce, żebym rozesłała ludziom jej charakterystykę psychologiczną ???

NINA: Co ???

CHANDLER: Helen pije. Wyjdziesz za mnie ???

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chandler opowiada jak mu poszło z Niną.] CHANDLER: Wszystko jej powiedziałem.

RACHEL: Oh, jak to przyjęła ???

CHANDLER: Całkiem nieźle. Poza tym zszywaczem. (pokazuje swoją zabandażowaną dłoń) Mała rada: Jak kiedyś znajdziesz się w podobnej sytuacji, nigdy nie kładź ręki na biurku. (pokazuje)

MONICA: (przegląda instrukcję telewizora) Ok, chyba wiem jak to załatwić. (naciska coś na pilocie, bez skutku)

PHOEBE: Dobrze, możemy to wyłączyć ??? Niech...niech sobie idą, ok ??? Nie mogę patrzeć.

MONICA: Ok, Pheebs, nie ma ich. W porządku ???

PHOEBE: Tak. Tak. Wiecie, to ta całą sytuacja z Ursulą.

RACHEL: Ok, Pheebs, mogę zapytać ??? Umawia się z nią i co ??? to takie straszne ???

PHOEBE: Um, tak. Słuchajcie, nie mówię, że ona to samo zło. Ale ona zawsze mi coś niszczy. Jak miałam 8 lat, nie dałam jej mojego termosu z Judy Jetson, to wzięła go i wrzuciła pod autobus. Oh, a potem był Randy Brown, miałyście kiedyś chłopaka, który był jednocześnie przyjacielem ???

MONICA & RACHEL: Nie.

PHOEBE: No więc on dla mnie tym był. A ona mi go odebrała, potem złamała mu serce i już nie chciał ze mną rozmawiać. Powiedział coś, że nie chce przebywać koło rzeczy, które mu nas przypominają. Wiem, że Joey to nie mój chłopak, ani termos, ani nic, ale...

CHANDLER: Nie stracisz go.

MONICA: Dalej, musisz z nim porozmawiać.

PHOEBE: Tak.

ROSS: No już, on nawet nie ma o tym pojęcia. Jakby wiedział...

PHOEBE: Ale on jest w niej zakochany.

RACHEL: Proszę, chodzą ze sobą od tygodnia. Nawet ze sobą nie spali, to nie jest poważne.

PHOEBE: Ok. Oh, ok, oh. (wychodzi na hol i puka do mieszkania Chandlera i Joey'ego.)

URSULA: (otwiera drzwi) Oh. Tak, um, co mogę dla ciebie zrobić ???

Końcowe napisy
MONICA: Rachel, co ty robisz ??? Jest mróz. Wracaj do środka, co ???

RACHEL: Nie, nie, nie, nie, nie. Chciałaś, żebym je zdjęła, to je zdejmuję. Ok ??? Rany! (spada)

MONICA; Rachel! Rachel!

RACHEL: (Rachel jest zawieszona na przewodzie, który zaplątał się wokół jej nogi. Zaczyna walić w okno pana Heckles'a) W porządku! Nic mi nie jest! Panie Heckles, panie Heckles może mi pan pomóc ???

Pan HECKLES: Właśnie o tym mówiłem.

KONIEC