Monica: Rach, czemu mój patyczek ma gumkę ???
[Rachel sprawdza, że za uchem nie ma ołówka i wyciąga go z kubka Moniki.]
Rachel: Oh! Właśnie dlatego. Przepraszam!
[Monica odkłada kubek z obrzydzeniem.]
KOBIETA: Chandler.
Chandler: Pani Tedlock. Pięknie dziś pani wygląda. Muszę powiedzieć, że bardzo pochlebiają pani te rękawy.
KOBIETA: Tak. Pan Kostelick chce, żebyś pod koniec dnia wpadł do jego gabinetu.
Chandler: Oh, słuchaj. Jak chodzi o te żartobliwe notatki to nie miałem z nimi nic wspólnego. Poważnie. Nic a nic. Naprawdę.
[Chandler próbuje ukryć przed nią gumowego kurczaka.]
[Scena: Central Perk. Wszyscy oprócz Chandlera tam są. Phoebe wpada podniecona.]
Phoebe: Hey wam, ludzie! Chandler idzie i mówił, że ma jakieś wspaniałe wiadomości, więc jak tu wejdzie to mogli byście się zachowywać jak...jak...no wiecie...
[Chandler wchodzi.]
Chandler: Hey!
Wszyscy: Hey!
Phoebe: Nieważne. Ale to ma być dobre.
ROSS: Co się dzieje ???
Wszyscy: Co jest ???
Chandler: Typowy dzień w pracy. Wstukuję liczby, a potem wielki Al wzywa mnie do swojego biura i mówi mi, że chce mnie awansować na głównego nadzorcę nad przetwarzaniem.
Wszyscy: To świetnie!
Chandler: Więc...odchodzę.
Wszyscy: Czemu ???
Chandler: Czemu ??? to miała być tymczasowa praca!
Monica: Uh, Chandler... pracowałeś tam już 5 lat.
Chandler: Jak przyjmę ten awans, to było by jak przyznanie, że chcę to robić.
Phoebe: To będzie dużo więcej pieniędzy ???
Chandler: Nieważne. Nie chcę być jednym z tych gości, siedzącym do północy w biurach i łapiących wilka.
[Wszyscy patrzą na niego zmieszani.]
Rachel: ... wilka ???
Chandler: Taki zwrot pracowników.
Rachel: [sarkastycznie] Oh. Tego wilka.
JOEY: To co zamierzasz zrobić ???
Chandler: Nie wiem. Właśnie o to chodzi. Nie wiem co mam zrobić. Ale wiem, że nie zamierzam się tego dowiadywać pracując tam.
Phoebe: Oooh! Mam coś co mógłbyś robić! Mam nowego klienta na masażu... Steve ??? [cisza] No więc, otwiera restaurację i szuka szefa kuchni.
Monica: Um...cześć.
Phoebe: Cześć! [odwraca się do Chandlera, potem do Moniki] Oh, tak, nie, wiem. Ty jesteś szefem. Wiem, pierw o tobie pomyślałam, ale um, Chandler jest tu tym, który teraz potrzebuje pracy, więc....
Chandler: Tak... Tylko, że ja nie mam doświadczenia. Chyba że w tej restauracji podają tylko tosty.
Monica: Tak, tak! A jakiego rodzaju dania chciałby przygotować ???
Phoebe: Cóż, szuka kogoś, kto stworzył by całe menu.
Monica: [podekscytowana] O mój Boże!
Phoebe: Tak, wiem! [odwraca się do Chandlera] I co myślisz ???
Chandler: Dzięki, Phoeb. Ale nie widzę siebie jakoś w białej czapce.
Phoebe: OK. [cisza] Hey Monica! Zgadnij co!
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chandler wchodzi. Ma na sobie garnitur.]
Chandler: Czy przez tą koszulę widać moje sutki ???
Rachel: Nie. Ale nie martw się, jestem pewna, że wciąż tam są.
Phoebe: Gdzie idziesz panie garniturek ???
Chandler: Mam umówioną wizytę u doktora Roberta Pillman'a, doradcy do spraw kariery a-gogo. [cisza] Sam dodałem to "a-gogo".
Rachel: Doradcy do spraw kariery ???
Chandler: Hey, wy wszyscy wiecie co chcecie robić.
Rachel: Ja nie!
Chandler: Hey, wy w salonie wszyscy wiecie co chcecie robić. Macie cele. Macie marzenia. A ja nie mam marzeń.
ROSS: Ah, mało znana mowa "Ja nie mam marzeń".
[Monica wchodzi, podniecona.]
Monica: Oh, kocham życie, kocham swoje życie!
Phoebe: Ooh! Piosenka Brian'a!
Rachel: Spotkanie z tym facetem poszło doskonale ???
Monica: Wspaniale! Pokazał mi gdzie ma być ta restauracja. To to małe cudowne miejsce przy 10-tej ulicy. Nie za duże, nie za mała. Idealne.
Chandler: Uprzednio należało do blondynki i jakichś niedźwiedzi ???
Monica: No więc, w poniedziałek gotuję dla niego obiad. No wiecie, coś w rodzaju przesłuchania. Phoebe, on chce, żebyś tu była, co dla mnie jest super bo będziesz mogła mówić 'ooh' i 'ahh' i mlaskać z zadowolenia.
Rachel: Co przygotujesz ???
Phoebe: [jak Rachel nie zwraca uwagi] Mlaskać z zadowolenia.
Rachel: [cisza] Monica, co zamierzasz przygotować ???
Monica: Nie wiem. Nie wiem. Będzie wspaniale!
Phoebe: Ooh! Wiem co możesz zrobić! [podbiega do Moniki i Rachel w kuchni] Wiem! Oh, z pewnością powinnaś zrobić... no wiesz, z tym czymś ??? No wiesz to... z tym czymś... ??? OK, nie wiem. [siada]
ROSS: Hey ludzie, czy ktoś zna dobre miejsce na randkę w okolicy ???
JOEY: Może u Tony'ego ??? Jak zjesz kilogramowy stek to jest za darmo.
ROSS: OK, ahem, hey, ktoś zna dobre miejsce na randkę i to nie z pumą ???
Chandler: A z kim się umówiłeś ???
Phoebe: Oh, z tą od robaczków ???
Rachel: [stara się wydać dźwięk robaka] Bzzzz.... kocham cię, Ross.
ROSS: Ma na imię Celia. Nie jest od robaków. Zajmuje się owadami w muzeum.
Rachel: I co będziecie robić ???
ROSS: Oh, pomyślałem, że pójdziemy na kolację, potem może pójdziemy do mnie i chyba przedstawię ją mojej małpie.
Chandler: I on nie mówi metaforami.
JOEY: Więc.... do ciebie...myślisz, że może... [pokazuje rękami w tył i w przód] huh-huh ???
ROSS: Sam nie wiem.... [pokazuje] huh-huh.... Ale mam nadzieję [pokazuje] huh-huh.
JOEY: Mówię ci, ta małpa to magnes na panienki! Spojrzy tylko na jego miłe futerko, piękną małą mordkę i już jest twoja.
[Scena: Przeniesienie do mieszkania Ross'a. Marcel wisi na włosach Celii, ona wrzeszczy i chce go zdjąć.]
ROSS: Nic ci nie zrobi! Tak dalej, Celia. Marcel...
CELIA: Nie wytrzymam tego! Wbił pazury w moje...
ROSS: Dobra... [odciąga Marcela]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy oprócz Ross'a i Chandlera tam są. Monica przygotowuje jedzenie, nakłania wszystkich, żeby spróbowali.]
Monica: [do Joey'a] OK, spróbuje tego musu z łososia.
JOEY: [próbuje] Mmmm. Dobry.
Monica: Lepszy od tamtego ???
JOEY: Jest bardziej jak krem, bardziej ubity.
Monica: Tak, to lepiej ???
JOEY: Nie wiem. Mówimy tu o mielonej rybie, Monica. Ciesz się, że nie zwymiotowałem ???
[Chandler z kopa otwiera drzwi, jest wściekły. Ma potargane ubranie, wygląda na wykończonego.]
Rachel: Mój Boże! Co ci się stało ???
Chandler: 8 i pół godziny testów na zdolność, inteligencję, osobowość... i czego się dowiedziałem ??? [czyta wyniki] "Idealnie się pan nadaje na posadę głównego nadzorcy nad przetwarzaniem danych w międzynarodowej korporacji."
Phoebe: To wspaniale! Bo już wiesz jak to robić!
Chandler: Uwierzyli byście ??? Znaczy się, czy ja nie wyglądam na kogoś, kto jest w stanie robić coś naprawdę fajnego ??? Wiecie, zawsze wyobrażałem sobie siebie jak robię... coś.
Rachel: [podchodzi do niego] Oh Chandler, wiemy, wiemy... oh, hey! Widać twoje sutki przez tą koszulę!
Monica: [przynosi talerz z malutkimi przystawkami] Hey, może to cię pocieszy.
Chandler: Ooh, wiesz co, 5 godzin temu zjadłem winogrono, to chyba się tym z tobą podzielę.
Monica: To ma być takie małe. To przystawka do zakąsek. Francuzi nazywają to amouz-bouche.
Chandler: [próbuje] Cóż...to jest amouz-super...
[Dzwoni telefon. Monica odbiera.]
Monica: [przez telefon] Halo ??? Oh, cześć Wendy! Tak, o ósmej. Co powiedziałyśmy ??? 10 dolarów za godzinę ???... OK, świetnie. dobrze, do zobaczenia. Cześć. [rozłącza się]
Rachel: 10 za godzinę za co ???
Monica: Oh, poprosiłam jedną z kelnerek z pracy, żeby mi pomogła.
Rachel: [dotknięta tym] Kelnerkę ???
JOEY: Uh-oh.
Monica: Cóż... oczywiście, że pomyślałam o tobie! Ale... Ale...
Rachel: Ale, ale ???
Monica: Ale, widzisz, to jest... musi być idealnie, nie ??? A Wendy jest bardziej... profesjonalną kelnerką.
Rachel: Oh! Rozumiem. A ja muszę dbać o moją amatorszczyznę, żebym mogła być kelnerką na olimpiadzie.
Chandler: Wiesz co, nie chcę się chwalić, ale ja podawałem w Innsbruck'u w '76. [poważna cisza] Amouz-bouche ??? [wyciąga tacę]
[Scena: Mieszkanie Ross'a. Girl, You'll Be A Woman Soon gra w tle. Ross i Celia całują się namiętnie.]
CELIA: Mów do mnie.
ROSS: OK.... um, dziwna rzecz zdarzyła mi się w metrze dziś rano...
CELIA: Nie, nie, nie. Mów... świństwa.
ROSS: [zażenowany] Co... co, tu ???
CELIA: Tak...
ROSS: Ah....
CELIA: Powiedz coś..... gorącego.
ROSS: [spanikowany] Er.... um.....
CELIA: Co ???
ROSS: Um... uh.... srom.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Joey i Ross tam są, omawiają co się stało wczoraj.]
JOEY: [z niedowierzaniem] Srom ???
ROSS: Dobra, spanikowałem ??? Zaskoczyła mnie. Ale to nie było całkowicie przegrane. Skończyło się na przytulaniu.
JOEY: [sarkastycznie] Rany!! Przytulaliście się ??? Ile razy ???
ROSS: Zamknij się! Było miło. Tylko... nie uważam się za takiego co potrafi mówić świństwa ???
JOEY: co to za wielkie rzeczy ??? Mówisz co jej chciałbyś zrobić. Albo co chcesz, żeby ona ci zrobiła. Albo o innych ludziach jak sobie coś robią. Powiem ci coś. Spróbuj na mnie.
ROSS: [śmiertelnie poważny] Proszę powiedz, że żartujesz.
JOEY: a czemu nie ??? Dalej! Zamknij oczy i mów co chcesz teraz robić.
ROSS: OK. [zamyka oczy] Jestem u siebie w mieszkaniu...
JOEY: ...Tak... Co jeszcze ???
ROSS: Tyle. Jestem u siebie, ciebie tam nie ma i nie rozmawiamy o tym więcej. [wstaje i idzie na drugi koniec pokoju]
JOEY: [podchodzi do niego] Dobrze, to ja zacznę, OK ???
ROSS: Joey, proszę.
JOEY: No już. Dalej. Dobra, gotowy, patrz! [niskim głosem] Oh... Ross.... tak mnie podniecasz. Chcę żebyś mnie lizał...teraz.
ROSS: [wywarło to na nim wrażenie] Wow.
JOEY: Dobra, teraz ty coś powiedz.
ROSS: Ja... ahem... nie wydaje mi się.
JOEY: No dalej! Podoba ci się ona co ???
ROSS: Tak.
JOEY: Chcesz się jeszcze z nią spotkać ???
ROSS: Jasne.
JOEY: Jak nie potrafisz mówić świństw mnie, to jak do niej będziesz to mówił ??? Teraz mów, że chcesz pieścić mój tyłek!
ROSS: OK, odwróć się. [Joey odwraca się bokiem] Nie chcę, żebyś się na mnie gapił jak będę to robił.
JOEY: [odwraca się] Dobra, dobra. Odwróciłem się. Mów.
ROSS: Ahem... chcę.... OK, chcę... poczuć twoją... gorącą miękką skórę na moich wargach.
JOEY: No widzisz! Dalej, dalej!
ROSS: Ja, er...
[W tym momencie, Chandler wychodzi ze swojej sypialni. Ross i Joey oboje są do niego odwróceni, więc go nie zauważają. Chandler widzi tą sytuację i siada po cichu za nimi.]
ROSS: Chcę wodzić językiem... i...
[Chandler jest całkowicie zdumiony.]
ROSS: ....i....
JOEY: Powiedz to... mów!!!
ROSS: ...wodzić po całym twoim ciele i poczuć... drżenie...
[Chandler opiera się o ścianę i Ross z Joey'em usłyszeli go. Ross i Joey zauważają go w tym samym czasie. Powoli przestają i odwracają się.]
Chandler: [uśmiecha się]....no i ???
ROSS: [idzie wyjaśnić] Zabawna historia!
Chandler: W porządku. Zawsze wiedziałem, że kiedyś będziecie razem.
JOEY: Hey Chandler, jak spałeś ten facet ze starej pary dzwonił.
Chandler: Znowu ???
JOEY: I znowu, i znowu, i znowu... [dzwoni telefon, on odbiera] Halo ??? [rzuca telefon do Chandlera] I znowu.
Chandler: [przez telefon] Witam panie Kostelic! Jak tam życie na 14 piętrze ???... Tak, też za wami tęsknię. Tak, to znacznie mniej satysfakcjonujące kraść długopisy ze swojego domu, wie pan ???... Cóż, to bardzo hojnie... er, ale, tu nie chodzi o pieniądze. Potrzebuję czegoś, co jest nie tylko samą pracą. Muszę mieć coś na czym mi zależy...a co z tą roczną premią, o której pan wcześniej wspominał ???... Ale proszę posłuchać, Al, Al... nie odgrywam twardziela, OK ??? To nie są negocjacje, to jest odmowa!.... Nie! Nie! Nie, przestań gadać o liczbach! Mówię ci, trafiłeś na złego faceta! Zły facet! Do zobaczenia w poniedziałek! [rzuca słuchawką]
[Scena: Nowe biuro Chandlera. Oprowadza Phoebe.]
Chandler: I co ???
Phoebe: [podniecona] Wow! Jest ogromne! Dużo większe od tamtej kabiny bez jednej ściany. Oh, to cały sześcian .
Chandler: Patrz! [odsłania zasłony i widać cały Nowy Jork.]
Phoebe: Oh! Masz okno!
Chandler: Tak istotnie! [wyglądają na zewnątrz] Z pięknym widokiem na...
Phoebe: Oh patrz! Tam jakiś facet sika!
Chandler: [odchodzi od okna] OK, dość widoków. Patrz na to, patrz. Siadaj, siadaj.
Phoebe: [siada] OK.
Chandler: To jest super! [naciska guzik na swoim interkomie] Helen, możesz tu przyjść na moment ???
[Niezbyt wesoła kobieta wchodzi do biura.]
Chandler: Dziękuję Helen, to już wszystko.
[Wychodzi, najwyraźniej niepokojona częstymi wezwaniami.]
Chandler: Obiecuję, że to był ostatni raz.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica rozmawia przez telefon. Rachel wchodzi i przypadkiem przysłuchuje się rozmowie.]
Monica: [krzyczy do telefonu] Wendy, miałyśmy umowę! Tak, obiecałaś! Wendy! Wendy! Wendy! [rozłącza się]
Rachel: Kto to był ???
Monica: Wendy nawaliła. Nie mam kelnerki.
Rachel: Oh... to szkoda. Cześć, cześć. [idzie w kierunku drzwi]
Monica: 10 dolców za godzinę.
Rachel: Nie.
Monica: 12 za godzinę.
Rachel: Mon. Żałuję, że nie mogę, ale mam już plany.
Monica: Wiesz co Rachel, jak uciekłaś ze ślubu, to ja przy tobie byłam. Dałam ci dach nad głową, skoro to nic dla ciebie nie znaczy... [zdesperowana] 20 dolarów za godzinę.
Rachel: Dobra.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Później. Rachel jest kelnerką, Monica gotuje. Phoebe przychodzi ze Steve'em. ]
Rachel: Witajcie! Witamy u Moniki. Mogę wziąć płaszcz ???
Monica: Cześć Steve!
STEVE: Hey, Monica. [do Rachel] Witaj witająca dziewczyno.
Monica: [do Steve'a] To jest Rachel.
STEVE: [nie zainteresowany] Tak, OK.
Phoebe: [ze zbyt dużą emfazą] Mmmmmm! Wszystko tak ładnie pachnie! Wiecie, już dawno nie pamiętam takiego czasu kiedy dane mi było poczuć tyle...[Monica pokazuje jej, żeby ta przestała]...zapachów.
STEVE: Śliczne mieszkanie.
Monica: Oh, dziękuję. Oprowadzić cię ???
STEVE: Chciałem tylko być grzeczny, ale w porządku.
[Odchodzą. Phoebe i Rachel są w kuchni. Rachel zauważa, że Phoebe jest poruszona.]
Rachel: Co jest ???
Phoebe: [szepcze] W taksówce, po drodze Steve wypalił skręta.
Rachel: Co ???
Phoebe: Wypalił trawkę ??? No wiesz ??? Trawkę ??? Konopie ???
Rachel: OK, OK. Jestem z tobą. OK.
STEVE: [z salonu] Czy tu jest tak sucho ??? [oblizuje się]
Rachel: Nie. Podam ci wino!
Monica: Tak, myślę, że jesteśmy gotowi na pierwsze danie. [Steve siada, Monica przynosi tacę] OK, um, to ravioli nadziewane krewetkami i sos celantro pondou ... [Steve zaczyna je zjadać bardzo szybko...wszystkie]... z dodatkiem mięty... i... [skończył]... imbiru.
STEVE: Kopnij mnie w tyłek i mów do mnie Judy! Fantastyczne!
Monica: Cieszę się, że ci smakują!
STEVE: Smakują ??? Mógłbym je jeść setkami!
Monica: Oh, cóż... um, tylko tyle jest na teraz. Ale za 8 i pół minuty, podamy pyszne cebulowe placki.
STEVE: Placki. Placki. Placki. To słowo straciło całe swoje znaczenie. [wstaje i idzie do kuchni]
Rachel: Przepraszam ??? Mogę w czymś pomóc ???
STEVE: Wiesz co, nie wiem czego szukam.
[Rachel próbuje powiedzieć Monice, że Steve jest naćpany. Pokazuje pociągnięcie trawki, a Monica myśli, że ta pokazuje jej symbol "ok". Potem Rachel znów to robi, tylko tym razem wdycha mocniej. Monica macha jej nie wierząc w to.]
STEVE: [z kuchni] Ah, super! Chrupki! Wiesz, to jest... są jak małe kukurydziane koperty.
Monica: [podbiega do niego i zabiera mu chrupki] Wiesz co ??? Nie chcesz sobie zepsuć apetytu.
STEVE: [patrzy w szafkach] Hey! Sugar-O'! [łapie za pudełko z płatkami]
Monica: Wiesz, jak poczekasz jeszcze... 6 i pół minuty...
STEVE: Makaron i ser! Musimy to zrobić!
Monica: Nie, nie musimy. [sięga po pudełko]
STEVE: Oh, OK. [upuszcza pudełko na podłogę] Oh, przepraszam. [Jak Monika się schyla, żeby to podnieść on wyciąga z szafki paczkę misiów.]
Monica: Może sobie tu usiądziesz ??? [siada przy stole, potem próbuje w ukryciu zjeść misia. Monica zauważa to.] OK... dawaj te misie.
STEVE: [dziecinnie] Nie.
Monica: Oddawaj je.
STEVE: Dobra, podzielimy się.
Monica: Nie, daj mi je...
STEVE: No to nic nie dostaniesz. [łapie za paczkę misiów, która się rozrywa. Misie latają po całym mieszkaniu, a niektóre wpadły do wazy stojącej na stole.] Miś za burtą! Chyba tonie. [wrzuca kilka 'Sugar-O' do wazy] Hey koledzy! Łapcie Sugar-O... ratujcie się!
Monica: [sfrustrowana] Dość tego! Koniec kolacji!
STEVE: Co ???
Monica: Co ???
STEVE: Czemu ???
Monica: Czemu ??? 7 lat czekałam na taką okazję, a ty nie możesz poczekać 4 i pół minuty na głupie cebulowe placki ???
[Odzywa się kuchenka.]
STEVE: [podniecony] Hey!
[Scena: Central Perk. Wszyscy oprócz Chandlera tam są.]
JOEY: Co za palant!
Rachel: Nie chciała byś pracować dla kogoś takiego.
Monica: Wiem... tylko, że... myślałam, że to było...no wiecie... to.
ROSS: Dojdziesz i do tego. Jesteś wspaniałym szefem kuchni.
Phoebe: Tak! Pamiętasz te wszystkie mlaskania z zadowolenia ??? Nie udawałam.
JOEY: [do Ross'a] Więc, er... jak ci poszło z Celią ???
ROSS: Oh, byłem niesamowity.
JOEY: Dobrze, Ross!
ROSS: Byłem James'em Michener'em świńskiej gadki. To były najbardziej złożone brudy jakie kiedykolwiek słyszałeś. Były różne postacie, fabuła, tematy, motywy... w jednym miejscu nawet wieśniacy byli.
JOEY: Rany! A... [pokazuje rękami] huh-huh ???
ROSS: Cóż, ahem... no wiesz, jak skończyliśmy tą świńską gadkę, zrobiło się późno... oboje byliśmy wyczerpani, więc...
JOEY: Przytulaliście się.
ROSS: Tak, co było bardzo miłe.
Phoebe: Chcecie iść do kina na jakiś film ???
Rachel: Może, ale nie powinniśmy poczekać na Chandlera ???
JOEY: Tak, gdzie on do cholery jest ???
[Scena: Biuro Chandler'a. Rozmawia przez telefon. Zdenerwowany.]
Chandler: [przez telefon] Tak, Fran. Wiem która godzina, ale ja tu łapię wilka i nie jestem szczęśliwy!... Oh, tak, tak, tak ??? No to ci cos powiem... przejmiesz się tym, bo ja się przejmuję! Rozumiesz ??? Dobrze! [rzuca słuchawką, potem siada i dociera coś do niego] Whooooaaaa....
Phoebe: A jak to ??? [przyciska go]
STEVE: Eeeee!
Phoebe: A może tu ??? [znów go przygniata]
STEVE: Aaaaah!
Phoebe: Widzisz, to znaczy, że działa. A to boli ??? [naciska go już wszędzie]
STEVE: Nie.
Phoebe: A to ??? [zaczyna używać łokci, a on wyje z bólu.]