"Walentynki"


Napisane przez: Bill Lawrence
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu].
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Central Perk. Ross patrzy na piękną kobietę przy barze, a Joey i Chandler nakłaniają go, żeby do niej poszedł.]

JOEY: Mówię ci Ross, ona cię pragnie.

ROSS: Ledwo mnie zna. Mieszkamy tylko w tym samym budynku.

CHANDLER: Jakiś kontakt ???

ROSS: Raz pożyczyła mi jajko.

JOEY: Już jesteś gotowy!

ROSS: Aw, jasne.

ONA: Cześć, Ross.

ROSS: Hey. [gada coś niewyraźnie]

CHANDLER: Dalej, Ross, musisz wrócić do gry, ok ??? Z Rachel ci nie wyszło, twoja była żona jest lesbijką, nie potrzeba nam tu trzeciego...

JOEY: Przepraszam, moglibyśmy dostać tu jajko, ze skorupką ??? Dzięki.

ROSS: Jajko ???

JOEY: Tak, pójdziesz do niej i powiesz jej, "Masz to jajko. Oddaję ci jajko".

CHANDLER: Myślę, że to zadziała.

ROSS: To szalone.

CHANDLER: Spodoba jej się. Uderzaj z jajkiem kolego.

[Ross idzie do tej kobiety z jajkiem.]

JOEY: Myślisz, że mu się uda ???

CHANDLER: Nie, to samobójstwo. Facet ma jajko.

INTRO

[Scena: Central Perk. Monica, Rachel, Phoebe, Joey, Chandler tam są. Ross wciąż rozmawia z tą kobietą.]

MONICA: Nie możesz tego zrobić.

RACHEL: Czego zrobić ???

MONICA: Roger chce ją jutro gdzieś zaprosić.

RACHEL: Nie! Phoebes! Nie pamiętasz już czemu go rzuciłaś ???

PHOEBE: Bo był straszny i podły, odrobinę przerażający... dobra, ale wciąż jest miło jak się z kimś jest w Walentynki!

MONICA: Ale Phoebe, z szalonym facetem nie możesz się umawiać w żaden dzień w roku. Ja mogę.

RACHEL: A wy co robicie jutro ???

JOEY: Właściwie to, jutro zależy od tego jak pójdzie dziś.

CHANDLER: Oh, uh, słuchaj, co do dzisiaj...

JOEY: Nie, nie, nie, nie waż się mnie zostawiać. Umówiła się ze mną tylko dlatego, że obiecałem przyprowadzić kogoś dla jej przyjaciółki.

CHANDLER: Tak, wiem, ale jej przyjaciółka wydaje się być taka...

JOEY: Żałosna ??? Wiem, ale wiesz...łatwo ją zranić. Tak sobie myślę...taka mała! [on pokazuje, a wtedy Rachel rzuca bułką w Joey'a. On podnosi ją i zjada.] Dzięki. Słuchaj, nie umawiałeś się już od czasu Janice. Zrobisz to.

ROSS: Cześć. Zgodziła się.

CHANDLER: Tak! Brawo stary! [Chandler i Ross obejmują się. Coś zgniata się w kieszeni Ross'a.] Wciąż masz to jajko, huh ???

[Scena: Restauracja. Joey i Chandler tam są, czekają na panienki.]

JOEY: [patrzy na swoje odbicie w nożu] Jak wyglądam ???

CHANDLER: Oh, uh... mam to gdzieś. [Wchodzi dziewczyna Joey'a] Ok, pamiętaj, nie zamieniamy się. Ty masz ładną, a ja tą okropną.

LORRAINE: Cześć, Joey. Patrzcie no kogo przyprowadziłeś. Milutki.

CHANDLER: ...A co ty przyprowadziłaś ???

LORRAINE: Wiesza ubrania. Joey, idę umyć ręce. Zamów mi białego Zinfandela i czerwonego dla Janice.

CHANDLER: Janice ???

[Lorraine wychodzi. Joey potrząsa głową jakby chciał powiedzieć: "To nie może być ta sama Janice". Mimo to "ta sama" wchodzi.]

JANICE: Oh.... mój.... Boże.

CHANDLER: [zły] Hey, to Janice.

[Scena: Łazienka w restauracji. Chandler i Joey rozmawiają.]

CHANDLER: Ok, uciekam stąd, wychodzę przez okno.

JOEY: Nie, nie, nie! Czekałem już tak długo, żeby się umówić z Lorraine. Uspokój się. CHANDLER: Uspokój się ??? Uspokój się ??? Umówiłeś mnie z kobietą, która rzuciłem 2 razy w ciągu ostatnich 5 miesięcy!

JOEY: [w kabinie] Możesz przestać krzyczeć ??? Denerwuję się przez ciebie i mi nie leci.

CHANDLER: Przepraszam, przepraszam, masz rację. [staje tuż za Joey'em i wrzeszczy mu do ucha] DALEJ!!! RÓB!!! RÓB!!! NO JUŻ!!!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Dziewczyny tam są i rozmawiają o niepowodzeniach z facetami.]

RACHEL: Ok, ok, Roger był szalony, ale to nic w porównaniu z Pete'em Carney.

MONICA: Który to Pete Carney ???

RACHEL: Pete ten od płaczu ??? Pamiętasz tego faceta co zawsze płakał po sexie. [naśladuje] "Dobrze ci było ???"

MONICA: Tak, też bym sobie popłakała po takim dniu z Howard'em...wygrywającym. [naśladuje] "Wygrałem! Wygrałem!" Chodziłam z nim przez 2 miesiące i ani raz nie wygrałam.

RACHEL: Jak my skończyłyśmy z takimi palantami ??? Jesteśmy dobrymi ludźmi!

MONICA: Nie wiem. Może jesteśmy jakimiś magnesami.

PHOEBE: Ja jestem. To dlatego nie mogę mieć elektronicznych zegarków.

MONICA: Jest jeszcze piwo, nie ???

PHOEBE: Oh! Znacie moją przyjaciółkę Abby co ogoliła sobie głowę ??? Ona mówi, że jak się chce zapomnieć o facetach trzeba przejść coś jakby oczyszczający rytuał.

RACHEL: Phoebes, ta kobieta jest dobrowolnie łysa.

PHOEBE: Tak. Mogły byśmy zrobić go jutro. Są Walentynki. Idealnie.

MONICA: Ok, a co to za rytuał ???

PHOEBE: Ok. Możemy spalić rzeczy, które nam dali.

RACHEL: Albo ???

PHOEBE: Albo...albo możemy śpiewać i tańczyć nago, no wiecie z patykami.

MONICA: To palenie jest dobre.

RACHEL: To palenie jest dobre. Tak, mam co palić.

[Scena: Restauracja. Joey, Lorraine, Chandler i Janice siedzą przy stole. Joey i Lorraine siedzą bardzo blisko, a Chandler i Janice odsunęli swoje krzesła tak daleko jak się tylko dało od siebie.]

LORRAINE: Wiesz, odkąd pamiętam potrafiłam podnosić monety palcami stóp.

JOEY: Dobrze. [nagle odskakuje] Uh, luzem czy w rulonach ???

JANICE: Przy okazji, Chandler. Wycięłam cię ze wszystkich zdjęć. Więc jakbyś chciał to mam w domu cała torbę twoich głów.

CHANDLER: Nie trzeba.

JANICE: Oh, jesteś pewien ??? Tak ??? Bo wiesz, mógłbyś zrobić z nich kukiełki, można by było je wystawić w teatrze okrutności.

[Lorraine szepcze coś do ucha Joey'a.]

JOEY: [do Lorraine] Nie możemy.

CHANDLER: [obrzydzony] Co ??? Czego nie możecie ???

JOEY: Uh, możemy chwilkę porozmawiać, tam ???

[Chandler i Joey odchodzą na stronę.]

JOEY: Uh, chyba już pójdziemy.

CHANDLER: Powiedz mi, że "my" to ty i ja.

JOEY: Powiedziała, że chce posmarować czymś moje ciało i potem zlizać to ze mnie. Nawet nie wiem czym, ale myślę, że mam na to ochotę.

CHANDLER: Ok, nie możesz mi tego zrobić.

JOEY: Masz rację, przepraszam. Racja.

LORRAINE: [do kelnera] Uh, możemy zamówić 3 koktajle czekoladowe na wynos ???

JOEY: Już mnie tu nie ma. Masz moją kartę kredytową. Kolacja jest na mnie. Przykro mi, Chandler.

CHANDLER: Mam nadzieję, że się na ciebie zrzyga.

[Joey wychodzi z Lorraine. Chandler siada do stolika z Janice.]

CHANDLER: Więc...

JANICE: Tylko my.

CHANDLER: Oh, co za denna noc!

JANICE: Chociaż, nawet mi się podoba jak wystaje ci koszula z rozporka odkąd wróciłeś z toalety.

CHANDLER: Przepraszam. [wstaje i podskakując przy innym stoliku zasuwa sobie rozporek] Jak się macie ???

JANICE: To jak, ty masz przyjaciół ???

CHANDLER: Joey to nie przyjaciel. to...głupiec, który zostawił nam swoją kartę kredytową. Jeszcze drinka ??? Jakiś deser ??? Wielki telewizor ???

JANICE: Napiję się drinka.

CHANDLER: Załatwione. Dobra kobieto! [odwraca się kelner - to facet] Mogli byśmy prosić o butelkę najdroższego szampana ???

JANICE: Na głowę.

CHANDLER: Racja, na głowę. Oh, i jeszcze Rob Roy'a. [do Janice] Zawsze chciałem wiedzieć co to jest...

[Scena: Sypialnia Chandler'a. Chandler budzi się i widzi czyjąś rękę na piersi. Odwraca się i z przerażeniem stwierdza, że w łóżku razem z nim jest Janice.]

JANICE: Szczęśliwych Walentynek!

[Scena: W holu. Chandler próbuje się jak najszybciej pozbyć Janice z mieszkania.]

JANICE: Oh, już tęsknię. Możesz uwierzyć, że to się stało ???

CHANDLER: Nie... Nie! Ale się stało. to cześć, Janice.

JANICE: Pocałuj mnie!

[Janice całuje go. Monica wychodzi po gazetę.}

MONICA: Oh, Chandler, przepraszam.

[Janice odwraca się, Monica widzi ją.]

MONICA: Ohhh, Chandler, przepraszam! Hey, Janice.

JANICE: Cześć, Monica.

CHANDLER: Ok, to było wyjątkowe.

MONICA: Rache, chodź zobacz kto tu jest!

[Rachel wychodzi.]

RACHEL: O mój Boże. Janice, cześć!

CHANDLER: Janice już sobie pójdzie.

MONICA: Zaraz wracam.

[Joey wchodzi po schodach.]

RACHEL: Oh, Joey, patrz kto tu jest.

JOEY: [z niedowierzaniem] Rany.

CHANDLER: Oh, dobrze, Joey już wrócił.

JANICE: Zabawa. Takie spotkanie w holu.

[Monica wychodzi z telefonem.]

MONICA: Oh, cześć, Ross. Tak. Przywitaj się z kimś. [do Chandlera] Zadzwonił.

JANICE: Cześć, Ross. Tak, to ja. Skąd wiedziałeś ??? [okropnie się śmieje]

[Scena: Chińska restauracja. Ross jest tam na randce.]

ROSS: Tylko mówię, że skoro psy żyją szybciej 7 razy niż człowiek to w podróży z Nowego Jorku do Los Angeles tracą nie 3 godziny, ale półtora tygodnia.

[Ross zaczyna się śmiać, a potem robi minę: "Po co ja to powiedziałem ???" Carol i Susan, wchodzą. Ross gapi się na nich.]

KRISTIN: To zabawne. Kim one są ???

ROSS: Ta blondynka to moja była żona, a ta druga, co ją dotyka to jej... bliska, osobista przyjaciółka.

KRISTIN: Są kochankami.

ROSS: Skoro już chcesz to coś nazywać.

KRISTIN: Wow, uh, powinnam jeszcze coś wiedzieć ???

ROSS: Nie, nic, wszystko.

[Carol zdejmuje płaszcz i pokazuje, że jest w ciąży.]

ROSS: Oh, i jest w ciąży z moim dzieckiem. Zawsze o tym zapominam. [do Carol i Susan] Hey!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Dziewczyny przygotowują się do rytuału.]

PHOEBE: Ok, potrzebujemy teraz gałęzi i sakramenckie wino.

MONICA: Mamy tylko oregano i Fresca.

PHOEBE: Um, dobra, ok! [wrzuca do ognia] Ok. Dobrze. Teraz potrzebujemy nasienia prawego mężczyzny.

RACHEL: Ok, Pheebs, wiesz co, gdybyśmy to miały to nie robiły byśmy tego rytuału.

MONICA: Możemy zacząć wrzucać rzeczy ???

PHOEBE: Ok, tak, ok. Oh, OK.

RACHEL: [wrzuca do ognia] Ok, listy Barry'ego. Bokserki Adama Ritter'a.

PHOEBE: Ok, a ja mam rachunek z kolacji w Nokululu Oon Ah Ah.

MONICA: Patrzcie, mam zdjęcie Scotty'ego Jared'ego nago.

RACHEL: [patrzy] Ma sweter.

MONICA: Nie.

RACHEL i PHOEBE: Eww!

RACHEL: A to perfumy od Paolo'a.

MONICA: Hey, Rachel, czy to nie czysta...

[Rachel wrzuca do ognia. Ogień bucha z wiaderka.]

[Scena: Central Perk. Chandler i Joey tam są. Chandler przygotowuje się do rzucenia Janice.]

CHANDLER: Jak mam ją rzucić w Walentynki ???

JOEY: Nie wiem. Rzuciłeś ja w Nowy Rok.

CHANDLER: Oh, rany. W następnym wcieleniu wracam jako szczotka do kibla.

[Janice wchodzi.]

JANICE: Hey zabawna walentynko.

CHANDLER: Cześć, po prostu Janice.

JANICE: Hay, Joey, masz mały swacie. Obcałowała bym cię...i to zrobię!

[Janice obcałowuje Joey'a. Chandler uśmiecha się.]

JOEY: [do Chandlera] Jak ty tego nie zrobisz to ja tak.

[Scena: Chińska restauracja.]

ROSS: Czym się zajmujesz ???

KRISTIN: Przez kilka ostatnich lat zajmowałam się...[Ross patrzy się na Carol i Susan, nie słucha Kristin. Susan wstaje i wychodzi. Carol ostaje sama]...co jest zabawne, bo nawet nie z tego robiłam dyplom.

CAROL: Oh nie. Myślałam, że powiedzieli ci, że poradzą sobie bez ciebie. SUSAN: Myślałam, że tak...Wrócę tak szybko jak będę mogła. Przykro mi. [Ross zorientował się, że Kristin powiedziała coś zabawnego, więc zaczyna się histerycznie śmiać.]

ROSS: To zabawne. Hey, myślisz...było by to zbyt dziwne, gdybyśmy zaprosili tu Carol ??? Siedzi tam sama, w ciąży i smutna.

KRISTIN: [niechętnie] Chyba tak.

ROSS: Jesteś pewna ??? Świetnie. Carol ??? Chcesz się przysiąść ???

CAROL: Oh, nie, nie, nie. W porządku.

ROSS: Chodź, posuną się. Posuniecie się ??? Dalej! No, Kristen Riggs, to Carol Willick. Carol, Kristin. Uh, Carol uczy w 6 klasie. A, Kristin, Kristin...[męczy się]...robi coś tak zabawnego, z czego nawet nie robiła dyplomu!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjechali strażacy, żeby ugasić ogień.]

STRAŻAK 1: Co my tu mamy ???

STRAŻAK 2: Kawałek czegoś, bokserki, kartki z życzeniami, i chyba kawałek jakiegoś zdjęcia...wow...ten gość jest bardziej owłosiony niż szef!

MONICA: Wiecie, to zabawne jak do tego doszło.

STRAŻAK 3: W porządku. nie musicie się tłumaczyć. To nie pierwszy nasz rytuał.

STRAŻAK 1: Jesteście dzić trzecie.

RACHEL: Poważnie ???

STRAŻAK 2: Oh, jasne, Walentynki to najbardziej pracowity dzień w roku.

[Scena: Central Perk.]

JANICE: Przyniosłam ci coś.

CHANDLER: Naładowany ??? Oh, małe cukierki. [czyta napis] Chan i Jan na zawsze.

JANICE: Zrobione na zamówienie.

CHANDLER: Ok, Janice. Janice. Hey, Janice. Nie wiem jak ci to powiedzieć. No przynajmiej nie wiem jak ci to powiedzieć w nowy sposób. Myślę, że nic z tego nie będzie.

JANICE: W porządku.

CHANDLER: [zaskoczony] Tak ???

JANICE: Mmm-hmm. Bo ja wiem, że to nie koniec.

CHANDLER: Oh nie, widzisz, to koniec.

JANICE: Nie, nie, bo ty do tego nie dopuścisz. Jeszcze tego nie wiesz ??? Ty mnie kochasz, Chandlerze Bing.

CHANDLER: Oh, nie, wcale nie.

JANICE: To sam się o to zapytaj. Czemu wciąż kończymy razem ??? Nowy Rok ??? Kto kogo zaprosił ??? Walentynki ??? Kto kogo zaprosił do łóżka ???

CHANDLER: Ja, ale...

JANICE: Ty mnie wyszukujesz. Gdzieś w głębi duszy mnie pragniesz. Janice, Janice. Chcesz mnie. Potrzebujesz. Nie możesz beze mnie żyć. I ty to wiesz. Tylko jeszcze nie wiesz, że wiesz. Narazie.

[Całuje go namiętnie i wychodzi.]

CHANDLER: Zadzwoń do mnie!

[Scena: Chińska restauracja. Ross i Carol rozmawiają. Kristin tam już nie ma.]

CAROL: To nie prawda. Nigdy nie mówiłam na twoją matkę kolubryna.

ROSS: Mówiłaś. Przysięgam...[widzi, że nie ma Kristen] Ile ona już jest w łazience ???

CAROL: Uh, ona nie jest w łazience. Nie ma jej płaszcza.

ROSS: Może tam jest zimno. A może zepsułem pierwszą od 9 lat randkę.

CAROL: To pewnie to.

ROSS: Oh, Boże. [zwiesza głowę na talerz] Wiesz, trochę jeszcze ciepłe. [Podnosi głowę, do której przyczepił się grzybek. Carol zdejmuje go i zjada.]

CAROL: Grzybek. Uśmiechnij się. Nie wszystkie takie będą. Niektóre kobiety zostaną nawet na całą kolację. Przepraszam, to nie było zabawne.

ROSS: Nie, tylko...znasz to całe radzenie sobie w życiu. Co mam robić ??? Siedzę sobie tu z piękną kobietą, i, i, jest super, i, ale nie wychodzi. I um, potem rozmawiam z tobą, i, to jest łatwe i zabawne, i, nie muszę...no wiesz, taka głupia myśl. Um, a co powiesz, żebyśmy spróbowali jeszcze raz ??? Nie, nie, nie, wiem co powiesz, że jesteś lesbijką. Ale co ty na to, żebyśmy to pominęli ??? Zostawmy to, ok ??? Bo jesteśmy razem wspaniali. Nie zaprzeczysz. Poza tym, masz moje dziecko. Znaczy się, jak bardzo jest to idealne ??? Ale ty ciągle tylko to powtarzasz. Kocham cię.

[Całują się.]

CAROL: Oh, też cię kocham. Ale...

ROSS: Żadnego ale, nie ma ale.

CAROL: Wiesz jak to jest, jakbyś w to wszystko wbił kij ??? Czas już żeby do wyciągnąć. Znajdziesz kogoś i wiesz, że tak. Odpowiednia kobieta już na ciebie czeka.

ROSS: Łatwo ci mówić, ty już taką znalazłaś.

CAROL: Potrzebna ci tylko kobieta, która lubi facetów.

[Koło Ross'a przechodzi piękna kobieta, on się na nią gapi.]

CAROL: Nie ona.

Końcowe napisy

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Dziewczyny rozmawiają ze strażakami.]

STRAŻAK 3: Kończymy koło północy, może wtedy po was wpadniemy ???

RACHEL: A przyjedziecie wozem strażackim ???

STRAŻAK 3: Pozwolę ci nawet włączyć syrenę.

RACHEL: Oh, mój Boże.

PHOEBE: Widzicie, rytuał poskutkował!

MONICA: Niezłe chłopaki.

RACHEL: Oh, strażacy.

[Scena: W holu. Strażacy rozmawiają.]

STRAŻAK 1: Powiecie im, że jesteście żonaci ???

STRAŻAK 2: Nie!

STRAŻAK 3: Żartujesz ??? Moja dziewczyna nic nie wie, nic im nie powiemy!

KONIEC