"Cycuszki"


Napisane przez: Alexa Junge.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Chandler wchodzi i od razu idzie do lodówki. Potem Rachel wychodzi spod prysznica i ma na sobie tylko ręcznik, wyciera się drugim. Chandler i Rachel oboje zaskakują się i Rachel wypuszcza ręcznik, ale szybko ściąga z kanapy mały kocyk i się nim zakrywa]

Rachel: DOŚĆ! Włazisz tutaj, nie pukasz...

Chandler: Przepraszam!

Rachel: Nie masz w ogóle szacunku dla czyjejś prywatności...

Chandler: Rachel, czekaj, zaraz.

Rachel: Nie, ty czekaj! To śmieszne!

Chandler: Mogę ci powiedzieć tylko jedną rzecz ???

Rachel: Co ??? Co ???!

Chandler: Tak się dziwnie składa, że wciąż widzę... twoją klatkę piersiową.

Rachel: Oh!!

[Wybiega]

Intro


[Scena: Central Perk. Phoebe siedzi tam z chłopakiem Roger'em, rozmawiają z Rachel i Monicą]

Phoebe: Oh, kochanie, skarbie, opowiedz im tą historię o pacjencie, który myśli, że jakieś rzeczy są czymś innym. Wiesz ??? Jak dzwoni telefon to on bierze prysznic.

Roger: O to właśnie chodzi.

Phoebe: Oops!

Roger: Ale ty to opowiesz lepiej.

Phoebe: Dzięki. Dobra, teraz idź sobie, żebyśmy mogły o tobie porozmawiać.

Roger: Dobra. Będę tęsknił.

Phoebe: Czyż nie jest cudowny ???

Rachel: Taki słodki! I chyba bardzo cię lubi.

Phoebe: Wiem, wiem. Taki miły... i taki skomplikowany.

Monica: Myślisz, że zrobicie to na jego kozetce ???

Phoebe: Oh, nie wiem, nie wiem. To chyba trochę dziwne, wiecie ??? Ten winyl.

Rachel: Dobraaaa. [Do chłopaków na kanapie] Któryś z was chce coś jeszcze ???

Chandler: Oh, tak, mógłbym dostać jedną z tych...

Rachel: Nie, przykro mi, skończyły się. Ktoś jeszcze ???

Chandler: Dobra.

Roger: Coś mnie ominęło ???

Chandler: Nie, wciąż jest na mnie zła bo widziałem jej cycuszki.

Ross: Ty co ??? C...co robiłeś jak widziałeś ???

Chandler: Przez przypadek. Nie tak, że byłem po drugiej stronie ulicy z teleskopem i paczką pączków.

Rachel: Dobra, dobra, możemy już zmienić temat ???

Phoebe: Tak, to nie żadne cycuszki, ale piersi.

Rachel: Dobra, Pheebs, miałam nadzieję na bardziej radykalną zmianę.

Chandler: Wiesz, nie wiem czemu się tak wstydzisz, masz bardzo ładne cycuszki.

Rachel: Ładne ??? Były ładne. Tylko tyle ??? Rękawiczki mogą być ładne.

Chandler: Dobra, [pokazuje] twardy jak skała...to właśnie ja.

Roger: Jesteś taki zabawny! On jest taki zabawny! Nie chciał bym być przy tym jak zamilknie ten śmiech.

Chandler: Zaraz, zaraz...wstecz Sparky. Co miałeś na myśli ???

Roger: Oh, wydaje mi się, że miałeś wstydliwą przeszłość. Wiesz, a poczucie humoru trzyma ludzi na dystans.

Chandler: Huh.

Roger: Ale hey! Dopiero cię spotkałem, nie znamy się od czasów Adama. ...Jedynak, tak ??? Rodzice się rozwiedli jak zacząłeś dojrzewać.

Chandler: Uh-huh, skąd to wiesz ???

Roger: Z książki.

[Joey wchodzi ze swoim ojcem.]

Joey: Hey wam. Hey, wszyscy znacie mojego ojca, tak ???

Wszyscy: Hey! Hey, panie Trib!

Monica: Hey, jak długo jest pan w mieście ???

Pan Tribbiani: Kilka dni. Mam robotę koło miasta. Pomyślałem, że lepiej jak zostanę u syna niż wciąż ciągać się promem. [widzi Rogera] Tego nie znam.

Phoebe: Oh, to mój przyjaciel Roger.

Roger: Cześć.

Pan Tribbiani: Hey, hey. Fajnie cię spotkać, Roger.

Roger: Pana też.

Pan Tribbiani: [do Phoebe] Co się stało z tamtym ???

Joey: Tato, tato. [potrząsa głową]

Pan Tribbiani: Oh, przepraszam. Więc...Ross, jak tam żona ??? [Ross jęczy i kładzie się na ramionach Chandler'a] Dwa zero, uh ??? Uh, Chandler, szybko powiedz coś śmiesznego!

[Chandler ma kamienną twarz]

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Pan Trib rozmawia przez telefon.]

Pan Tribbiani: Muszę kończyć. Też za tobą tęsknię, kocham cię, ale robi się już późno...

Joey: [łapie za telefon] Hey mama. Słuchaj, umówiłem się na wizytę z dr Bazida, i... Że co ??? [do ojca] Wiedziałeś, że to nie mama ???

[Ojciec kiwa głową. Przeniesienie na później. Joey kroi grzyby.]

Pan Tribbiani: Ma na imię Ronni. Pracuje w zakładzie pogrzebowym dla zwierząt.

Joey: Jasne. To jak długo to trwa... [Wraca do siekania]

Pan Tribbiani: Pamiętasz jak byłeś takim małym chłopczykiem, zabierałem cię nad nabrzeże i pokazywałem statki marynarki ???

Joey: Tak długo ???!

Pan Tribbiani: Nie, tylko przez 6 lat. Chciałem tylko, żebyś mnie dobrze kiedyś wspominał, żebyś wiedział, że nie byłem takim złym facetem. ...Joe. Byłeś kiedyś zakochany ???

Joey: ...Nie wiem.

Pan Tribbiani: To nie byłeś. Przypalą ci się pomidory.

Joey: Miałeś mówić. [wrzuca grzyby na patelnię]

Pan Tribbiani: Joe, twój ojciec jest zakochany. A najgorsza część, to, że kocha dwie różne kobiety.

Joey: Oh rany. Proszę powiedz, że jedną z nich jest mama.

Pan Tribbiani: Oczywiście, jasne, że jest mama. Co się z tobą dzieje.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.]

Joey: To jest tak jakbyś się budził jednego dnia i dowiedział właśnie, że twój ojciec wiedzie podwójne życie. Jest z jednej strony szpiegiem, pracującym dla CIA. [myśli nad tym] To było by super.... Do dupy!

Rachel: Wiem, znaczy się, czemu rodzice nie mogą po prostu zostać rodzicami ??? [Podchodzi do kanapy koło Chandlera, a jego wzrok najwyraźniej jest skierowany na jej klatkę piersiową] Czemu muszą stać się ludźmi ??? Czemu muszą... [zauważa Chandlera] Czemu nie możesz przestać gapić się na moje piersi ???

Chandler: [Bez podnoszenia głowy] Co ??? [podnosi wzrok] Co ???

Rachel: Nie dość się wtedy napatrzyłeś ???

Ross: Dobra, dobra. Jesteśmy dorośli, jest tylko jeden sposób, żeby to załatwić. Skoro już widziałeś jej cycuszki, myślę, uh, że będziesz musiał jej pokazać ptaszka.

Chandler: Wiesz co, jakoś mi się nie wydaje ???

Rachel: Daj spokój, on ma rację. Coś za coś.

Chandler: Nic nie pokazuję.

[dzwoni domofon]

Monica: Halo ???

Phoebe: (przez interkom) Tu Phoebe.

Roger: (przez interkom) I Rog.

Monica: Wchodźcie.

Chandler: [sarkastycznie] Oh, dobrze. Rog przyszedł.

Joey: Coś nie tak z Rog'em ???

Ross: Tak.

Chandler: Oh, to nic, tylko coś takiego... nienawidzę go.

Ross: Co, to co, że trochę poanalizował. to jego zajęcie ??? Daj spokój, nie jest taki zły.

[Przeniesienie do Chandlera, Ross'a i Roger'a siedzących przy stole. Ross jest wkurzony.]

Ross: Widzisz, tu się właśnie mylisz. Po co miałbym się z nią żenić jakbym wiedział, że jest lesbijką ???

Roger: Nie wiem. Może chciałeś, żeby twoje małżeństwo sie nie udało.

Ross: Co ??? A po co ??? Po co ???

Roger: Nie wiem. Może masz niskie mniemanie o sobie, może chciałeś sobie zrekompensować dominację rodzeństwa, może ty...

Monica: Zaraz, zaraz, wróć do rodzeństwa.

Roger: No sam nie wiem. Może sabotowałeś to małżeństwo, żeby dla rodziców wyglądało to na klęskę rodzeństwa.

Ross: To śmieszne! Nie czuję się winny za jej klęski!

Monica: Oh! Więc myślisz, że ja poniosłam klęskę!

Phoebe: Czyż on nie jest dobry ???

Ross: Nie, nie, nie, nie to mówiłem...

Monica: Przez wszystkie te lata, myślałam, że byłeś po mojej stronie. Ale może tylko podlizywałeś się mamie i tacie, żeby cię bardziej lubili!

Ross: Hey, ożeniłem się z lesbijką żebyś dobrze wypadła!

[Przeniesienie na później. Rachel jest cała we łzach.]

Rachel: Masz rację! Masz rację! To nie były tylko lepianki, ale lepianki udające pałace, małe łódeczki udające wielkie łodzie. Oh, jakże ciężko jest przetrwać takiej łódeczce.

Roger: To trudne. Ciężka sprawa. Chodź, Pheebs, jak chcemy zdążyć to lepiej się zbierajmy.

Phoebe: Oh, dobra. Lepiej ci, Rachel, nie ???

Roger: Rany, spóźnimy się, kochanie...

Phoebe: Oh, dobra. Słuchaj, dzięki za wszystko, Mon.

Monica: Nie ma za co.

Roger: Słuchajcie, miło było was znów zobaczyć. Mon, um, ostrożnie z tymi ciasteczkami, dobra ??? Pamiętaj, to tylko jedzenie, a nie kochają.

[On zamyka za sobą drzwi, a Ross i Monica rzucają w nie ciastkami.]

Monica: Nienawidzę tego gościa! [Rzuca jeszcze jedno ciastko]

[Scena: Hol. Chandler i Joey wychodzą z mieszkania Moniki i Rachel.]

Joey: Dobranoc.

[Zauważają kobietę siedzącą przy ich drzwiach]

Chandler: Oh patrz, to ta kobieta, którą zamawialiśmy.

Joey: Hey. Możemy w czymś pomóc ???

Ronni: Oh, nie dzięki, czekam tu na, uh, Joey'a Tribbiani'ego.

Joey: Ja jestem Joey Tribbiani.

Ronni: Oh nie, nie ty, duży Joey. O mój Boże, jesteś jeszcze śliczniejszy niż na zdjęciach! [Joey gapi się na nią] Jestem Ronni....chipsa ???

Chandler: Uh, Joey ma zator, ale ja wezmę, wiesz ???

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Ronni rozmawia z Chandler'em. Nie ma ojca Joey'ego.]

Ronni: Większość ludzi, po śmierci ich zwierząt, chcą je ułożyć tak, żeby spały. Ale zdarzają się klienci, którzy chcą je ustawić w jakąś pozę. Na przykład jak gonią swój ogon, [pokazuje] albo, uh, jak skaczą po freezbie.

Chandler: Joey, jak ja będę pierwszy, to chcę wyglądać jakbym szukał kluczy.

Ronni: Dobre!

[Wchodzi tata Joey'a]

Pan Tribbiani: Hey, Joe.

Joey: Tato, Ronni tu jest.

Pan Tribbiani: Huh ???

Ronni: Cześć.

Pan Tribbiani: Hey! Hey kochanie! Co ty tu robisz ???

Ronni: Oh, uh, zostawiłeś perukę w moim mieszkaniu, pomyślałam, że będziesz jej potrzebował na jutrzejszym spotkaniu. [Podaje mu perukę]

Pan Tribbiani: Dzięki. Uh...

Chandler: Kto ma ochotę na mecz ???

Ronni: Nie powinnam była przychodzić. Lepiej już pójdę, nie chcę się spóźnić na ostatni pociąg.

Pan Tribbiani: Nie chcę żebyś teraz szła.

Ronni: Oh, to gdzie mam zostać, tu ???

Joey: Zaraz.

Pan Tribbiani: Pójdziemy do hotelu.

Ronni: [wzrusza ramionami] Pójdziemy do hotelu.

Joey: Nie, nie idziecie.

Ronni: Nie idziemy.

Joey: Jak pójdziecie do hotelu...to będziecie...robić rzeczy. Chcę was mieć na oku.

Pan Tribbiani: Będziesz nas obserwował ???

Joey: Właśnie proszę pana, nie obchodzi mnie wasz wiek, jak długo jesteście pod moim dachem będziecie przestrzegać moich zasad. A to znaczy nie spać z twoją dziewczyną.

Ronni: Wow. Ostry jest.

Joey: Tata, ty w moim pokoju, Ronni...uh, ty idziesz do Chandler'a.

Ronni: Dzięki. Jesteś dobrym dzieckiem.

Chandler: Chodź, zaprowadzę cię. ...Dziwnie to brzmi jak nikt teraz nie mówi: "nie dzięki, późno już trochę".

Joey: Dobra. to tylko na dziś. A od jutra wszystko się zmieni. to już i tak trwało zbyt długo.

Pan Tribbiani: Co za zmiany ???

Joey: Albo zerwiesz z Ronni...

Pan Tribbiani: Nie mogę!

Joey: to załatw to jakoś z mamą! Tak nie można!

Pan Tribbiani: Tak, ale to jest...

Joey: Nie chcę tego słuchać! Jazda do mojego pokoju!

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler i Joey śpią razem na rozłożonej kanapie. Joey się wierci.]

Chandler: Hey, kopiesz. Co ty robisz ???

Joey: staram się ułożyć. Nie mogę spać w bieliźnie.

Chandler: Będziesz musiał.

Joey: Tak sobie myślę. No wiesz jak zawsze widzę dziewczyny na dziewczynach...

Chandler: Stykają się głowami czy jak naleśniki ???

Joey: wiesz o co mi chodzi, jak zawsze się umawiałem z tymi dziewczynami. Zawsze myślałem, że jak spotkam tą jedyną to będę potrafił zachować dystans do innych, wiesz ??? Teraz patrzę na ojca i myślę...

Chandler: Hey, nie jesteś nim. Jesteś sobą. Jak cię namawiali, żebyś był razem z ojcem w rym biznesie hydraulicznym, wtedy uległeś ???

Joey: Nie.

Chandler: Nie. Postanowiłeś zostać aktorem bez pracy. To nie było łatwe, ale dokonałeś tego! Teraz wiem, że jak przyjdzie ta jedna właściwa będziesz miał na tyle odwagi, żeby powiedzieć: Nie dziękuję, jestem żonaty".

Joey: Naprawdę tak myślisz ???

Chandler: Tak. Poważnie.

Joey: Dzięki, Chandler. [przytula się do niego]

Chandler: Złaź ze mnie!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rano. Ktoś puka do drzwi i Monika otwiera.]

Ronni: Cześć.

Monica: Cześć...w czym mogę pomóc ???

Ronni: Tak, uh, Joey powiedział, że mogę skorzystać z prysznica, bo u nas jest Chandler ???

Monica: Dobra...kim ty jesteś ???

Ronni: Oh, jestem Ronni. Ronni Rappelano ??? Kochanka ???

Monica: Oh, proszę.

Ronni: Dzięki.

Rachel: Cześć, jestem Rachel.

Ronni: Cześć.

Rachel: Łazienka jest tam.

Ronni: Świetnie.

Rachel: Hey, słuchaj, Ronni, jak długo Chandler jest pod prysznicem ???

Ronni: Oh, z 5 minut ???

Rachel: Idealnie. Zapiąć pasy, czas na oglądanie. [idzie do mieszkania Joey'a i Chandler'a, gdzie pan Trib czyta gazetę] Hey, panie Trib.

Pan Tribbiani: Hey. Dzień dobry, kochanie.

[Rachel idzie do łazienki]

Rachel: Chandler Bing ??? Czas zobaczyć co tam masz.

[Otwiera drzwi i zadziera zasłonę. Tam jest Joey. Oboje wrzeszczą]

Joey: [Wybiega w ręczniku] Co jest z tobą ???!

Rachel: Myślałam, że tam był Chandler!

Chandler: [wybiega z pokoju] Co ??? Co ???

Rachel: Miałeś być tam, żebym mogła zobaczyć twojego ptaszka!

Chandler: Przykro mi, miałem przy sobie.

[Scena: Central Perk. Phoebe wchodzi]

Wszyscy: Hey, Pheebs.

Phoebe: Hey.

Monica: Jak leci ???

Phoebe: Dobrze. Oh oh! Roger urządza kolację i zaprasza was wszystkich.

[Chandler się śmieje]

Phoebe: co się dzieje ???

Monica: Nic, um, tylko, um... to Roger.

Ross: Nie wiem, tylko coś...

Chandler: Ogólnie myślimy, że on jest...

Rachel: Nienawidzimy go.

Wszyscy: Tak. Nienawidzimy.

Ross: Przykro nam, Pheebs, przykro nam.

Phoebe:Uh-huh. Dobra. Dobra, a nie sądzicie, że to ta jego spostrzegawczość i wnikliwość was tak wkurza ???

Wszyscy: ...Nie, nienawidzimy go.

Rachel: Przykro nam.

[Przeniesienie do mieszkania Chandlera i Joey'a. Joey próbuje wepchnąć rozkładaną część kanapy do jej wnętrza. Ktoś puka do drzwi]

Joey: Mama! Co ty tu robisz ???

Pani Tribbiani: Przyszłam dać ci to [daje mu torbę z zakupami] i to. [wali go po głowie]

Joey: Oww! Rany!

Pani Tribbiani: Czemu nagadałeś ojcu tyle głupot o tym, że trzeba wyjaśnić sprawy ??? Było wszystko dobrze tak jak było! Tam jest kurczak, odłóż to. Na miłość boską, Joey, poważnie. [podchodzi do tej kanapy i łagodnym pchnięciem wpycha i składa ją.]

Joey: Zaczekaj no, wiedziałaś ???

Pani Tribbiani: Jasne, że wiedziałam! a jak ci się wydaje ??? Twój ojciec to nie James Bond. Powinieneś usłyszeć te jego wymówki. "Zanocuję u księgowego", co to miało być ??? Proszę!

Joey: to jak ty...jak mogłaś...jak ???!-

Pani Tribbiani: Pamiętasz jaki kiedyś był ojciec ??? Zawsze wrzeszczał, nic mu się nie podobało, nic, ani statki w butelce, ani żadne sklepy, nic. A teraz jest szczęśliwy! To miło, że ma hobby.

Joey: Mamo, nie to, że cię nie szanuję, ale... co ty do cholery mówisz ???! Co się z tobą dzieje ???

Pani Tribbiani: Ze mną ??? Nic mi nie jest. Słuchaj kochanie, w idealnym świecie, nie było by jej, a twój ojciec wyglądał by jak Sting. I powiem ci coś jeszcze. Odkąd zjawiła się ta wypychaczka zwierząt, tak się siebie wstydzi, że jest bardziej troskliwy, bardziej kochający... tak jakby każdy dzień był naszą rocznicą.

Joey: Tak...cieszę...się za was ???

Pani Tribbiani: To się nie ciesz, bo teraz wszystko zepsułeś. Chcę żeby zostało tak jak było.

Joey: Mamo, przepraszam. Pomyślałem, że tego byś chciała.

Pani Tribbiani: Wiem, że tak. Oh, wiem. Powiedz mi. Widziałeś ją ???

Joey: Tak. Jesteś 10 razy ładniejsza od niej.

Pani Tribbiani: To świetnie. Pobiła bym ją ???

Joey: Z tą obrączką ??? Bezkonkurencyjnie.

[Scena: Central Perk. Phoebe tam jest z Roger'em.]

Roger: Co się dzieje kochanie ???

Phoebe: Nic, nic.

Roger: Aaaah, no mów, co jest. [Klepie się w nogi. Ona się kładzie z głową na jego kolanach.]

Phoebe: To tylko...znaczy się nic, nic, wszystko w porządku. To moi przyjaciele. Mają z tobą mały problem z lubieniem cię. Właściwie nie lubią.

Roger: Oh. Nie lubią.

Phoebe: Ale oni nie widzą tej wspaniałości, którą ja dostrzegam. Nie widzą wszystkich dobrych rzeczy. Myślą, że jestes taki mały...

Roger: Co ???

Phoebe: Poważny i straszny.

Roger: Oh.

Phoebe: Ale ja nie. Ja, Phoebe.

Roger: No ja...nie jestem zdziwiony, że tak myślą.

Phoebe: Nie ??? Widzisz, dlatego ty jesteś taka wspaniała!

Roger: Właściwie to typowe zachowanie jak się jest w takiej dysfunkcyjnej grupie o charakterystycznej dynamice. Wiesz, to uzależnienie, brak emocji, siedzą w tej głupiej kawiarni z tymi wielkimi kubkami, którym, przepraszam, brakuje tylko sutków, i wszyscy tylko gadają: "Oh, kochaj mnie, potrzebuję miłości!".

[przeniesienie do mieszkania Moniki i Rachel.]

Monica: Rozmawiałeś z ojcem, huh.

Joey: Tak. Będzie dalej zdradzał mamę tak jak ona chce, a ona nadal będzie udawać, że o niczym nie wie, chociaż wie, a moja mała siostra Tina nie może już spotykać się ze swoim mężem, bo dostała zakaz zbliżania się do męża...co nie ma nic do rzeczy poza tym, że właśnie się dowiedziałem.

Rachel: Wow.

Chandler: Dużo się pozmieniało.

Ross: To jak Joey, w porządku ???

Joey: Tak, chyba. Tylko...rodzice, po jakimś czasie musisz odpuścić. Nawet jak wiesz lepiej, musisz im pozwolić popełniać ich własne błędy.

Rachel: Pomyślcie, że za jakiś czas też tacy będziemy.

Chandler: Jak ja będę taki jak rodzice, albo będę alkoholikiem blondynem uganiającym się za 20-letnimi chłopcami, albo... skończę jak mama.

[Wchodzi Phoebe]

Phoebe: Hey.

Wszyscy: Hey, Pheebs.

Monica: Jak leci ???

Phoebe: Oh, dobrze, zerwałam z Roger'em.

Wszyscy: Awww.

Phoebe: Tak, właśnie.

Wszyscy: Aaawwwwww!!

Rachel: Co się stało ???

Phoebe: Nie wiem, on jest dobrą osobą, potrafi być słodki, czasami nawet myślę, że byłby dla mnie dobry, tylko, że...nienawidzę go!

Końcowe napisy


[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Phoebe czyta gazetę, a Joey wchodzi.]

Phoebe: Hey, Joey. Co jest ???

Joey: Oczyścić drogę dla pociągu atakującego cycuszki. Następny przystanek: Rachel Green. [Wchodzi do łazienki. Słychać wrzask i on wylatuje, za nim leci Monika w ręczniku.]

Monica: Joey!! Co ty do cholery robisz ???!

Joey: Przepraszam. Nie te cycuszki.

[On wychodzi. Przeniesienie do mieszkania Chandlera i Joey'a. Monika wchodzi. Podkrada się do łazienki.]

Monica: Hey, Joey.

[Odsuwa zasłonę i widzi ojca Joey'a]

Pan Tribbiani: Oh! ...Witaj kochanie. [Zasuwa zasłonę z przerażeniem.]

KONIEC