"Tuzin lazani"



Napisane przez: Jeffrey Astrof, Mike Sikowitz, Adam Chase & Ira Ungerleider
Przepisane przez: Jim i Tracy Lambers.

Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito.

[Scena: Wszyscy siedzą w Central Perk'u.]

[Ross rozwiązuje krzyżówkę, zaczyna nucić melodię z "The Odd Couple". Chandler przyłącza się, dalej Monica, Phoebe, potem już wszyscy. Po chwili wszyscy kończą. Wtedy Ross zaczyna gwizdać melodię z "I Dream Of Jeannie"]

CHANDLER: Nie, nie, nie, nie, nie, skończyliśmy.

INTRO



[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica pracuje w kuchni.]

MONICA [przez telefon]: Przestań krzyczeć! Jakbyś powiedziała, że chcesz wegetariańską lazanię, to bym zrobiła wegetariańską. [cisza, słucha] Mięso jest tylko w 3 warstwie, możesz zdrapać.

[Kamera pokazuje Chandlera, Phoebe, Ross i Joey siedzących w salonie]

JOEY: Ross, naprawdę czytałeś te wszystkie książki o dzieciach ???

ROSS: No! Mógłbyś mnie włożyć do każdej kobiecej macicy, bez kompasu, a ja bym się wydostał! [trzaska palcami]

PHOEBE: Ooh, to super...tu jest napisane, że w niektórych częściach świata, ludzie naprawdę zjadają łożyska. [Joey robi grymas odrazy]

CHANDLER: I skończyliśmy jogurt. [stawia swój jogurt na stole]

PHOEBE: [łagodnie] Przepraszam. [kamera pokazuje Monikę, wciąż rozmawiającą przez telefon]

MONICA: Ciociu Syl, zrobiłam ci przysługę, nie jestem dostawcą. I co mam teraz zrobić z tym tuzinem lazanii ??? [słucha i ma zaszokowaną minę] Miła jesteś ciociu Syl. [nowojorskim akcentem] Ucałujesz tymi ustami wuja Freddie'ego ???

[Kamera wraca do salonu]

JOEY: Hey Ross, słuchaj, wiesz, że teraz, twoje dziecko jest takie duże ??? [pokazuje palcami] To jest twoje dziecko. [dziecięcym głosem] Cześć tato!

ROSS: [macha] Hey!

JOEY [dziecięcym głosem] Czemu nie mieszkasz z mamą ??? [Ross nie jest rozbawiony] Czemu mama mieszka z inną panią ??? [Joey się uśmiecha, Ross nie] Co to jest lesbijka ??? [dla zabawy uderza Ross'a]

[Rachel wchodzi z Paolo'em, mówi po włosku. Ross jest teraz wkurzony.]

RACHEL: Kochanie, potrafisz to powiedzieć, Poconos, Poconos, to jak Poc-o-nos [dotyka jego nosa]

PAOLO: Ah, poke [dotyka jej nosa] a [znowu] nose, mmm [pocierają się nosami, a potem on ją całuje]

JOEY, CHANDLER, ROSS [siedzą w salonie i naśladują Paolo'a]: Mma, Mma, Mmaah

[Rachel, Monica, i Phoebe są w kuchni]

MONICA: Czy ja słyszałam Poconos ???

RACHEL: Tak, moja siostra oddaje nam swój domek na weekend.

PHOEBE: Woo-hoo, pierwszy weekend razem poza miastem!

MONICA: Tak, to wielki krok.

RACHEL: Wiem...

[Przeniesienie do Ross'a, który wygląda wyjątkowo dziwnie, jest przybity i nieszczęśliwy]

CHANDLER: Ah, to tylko weekend, wielkie rzeczy!

ROSS: A nie miało to być czasem tylko na chwilę, huh ??? Nie powinno...[pokazuje rękami] już się to skończyć ???

[Przeniesienie do Rachel]

RACHEL: Już minęliśmy całe to flirtowanie, teraz czuję się jak w książce Danielle Steele, wiecie ??? Jak jestem z nim jestem taka...taka...

[Przeniesienie do Ross'a, trzyma się za brzuch]

ROSS: ...przyprawia mnie to o mdłości, nie dobrze mi. Co ja mam zrobić, huh ??? Mam zadzwonić do urzędu imigracyjnego ??? [cisza, nagle go to zainspirowało] Mogę zadzwonić!

[Scena: Chandler i Joey wychodzą z mieszkania dziewczyn i niosą lazanie.]

JOEY: Kocham dzieci, te małe buciki, i te małe paluszki, i te małe rączki...

CHANDLER: Ok, dobra, masz przestać, na zawsze!

[Joey otwiera drzwi, rzuca klucze na stół, który pod ich ciężarem przewraca się]

JOEY: Potrzebujemy nowego stołu.

CHANDLER: Myślisz ???

[Scena: Mieszkanie Carol. Pukanie do drzwi.]

CAROL: Hey, hey, wejdź!

[Ross wchodzi, niesie lazanię]

ROSS: Hey, hey! Mmwa! [całuje Carol] Przyniosłem książki i lazanię od Moniki.

CAROL: Oh świetnie! Wegetariańska, bo Susan nie je mięsa.

ROSS [cisza]: Na pewno...

CAROL: Mam wyniki z dzisiejszych badań.

ROSS [macha rękami]: Oh, mów, mów, czy wszystko, uhh.... ???

CAROL: Całkowicie zdrowe!

ROSS: Oh, to świetnie, to świetnie! [Obejmuje i całuje Carol. Potem bierze jakieś zdjęcie w ramce.]

ROSS: Hey, kiedy ty i Susan poznałyście Huey Lewis'a ???

CAROL: Uh, to nasza przyjaciółka Tanya.

ROSS [zaskoczony, chichocze zdenerwowany]: Jasne, że to Tanya. [podnosi głowę przestraszony]

CAROL: Chcesz się dowiedzieć o płci ???

ROSS [znów chichocze]: Co ??? [chichocze] Um, wystarczający kłopot mam z wyobrażeniem sobie ciebie i Susan razem, a jak dorzucisz Tanya'ę [pokazuje rękami], yaw...

CAROL: O płci dziecka, Ross.

ROSS: Oh, znasz płeć dziecka ??? Oh, oh, oh, oh!

CAROL: Chcesz wiedzieć ???

ROSS: Nie, nie, nie, nie, nie, nie chcę wiedzieć, jasne, że nie. Myślę, że nie powinno się wiedzieć aż się nie spojrzy i powie, oop, jest! [cisza] Albo nie ma...

[Susan wchodzi]

SUSAN: Oh, hey Ross!

ROSS: Susan...

SUSAN: No i, no i słyszałaś ???

ROSS: Tak, wiem, wszystko jest dobrze!

SUSAN: Oh, to tak... [Susan obejmuje Carol, Ross się odsuwa] Naprawdę tak...a wiemy... ???

CAROL: Tak, wiemy, to będzie...

ROSS [macha rękami w geście protestu]: Oh, hey, hey, hey, ho, ho, ho, tu jest ktoś kto nie chce wiedzieć!

SUSAN: Oh, to będzie to co myślałyśmy, że będzie ???

CAROL: Mm-hmmm [Susan i Carol obejmują się i chichoczą. Ross odsuwa się i lekko klepie w ramię Susan]

ROSS: Ok, co, co...ok, co myślałyście ???

CAROL i SUSAN: To...

ROSS [przerywa]: Nie, nie, nie chcę wiedzieć, nie chcę wiedzieć. Ok, wiecie, pójdę już.

CAROL: Dzięki za książki.

ROSS: Nie ma problemu, ok, mmmwa [całuje Carol] oh, mmmwa [całuje brzuch Carol, potem wali w ramię Susan] Susan... [Ross wychodzi.]

SUSAN: Dobra, do kogo dzwonimy pierwsi, do twoich rodziców, czy do Deb'a i Rona'y ??? [dzwoni domofon]

CAROL: Halo ???

ROSS [przez interkom] Uh, nieważne, nie chcę wiedzieć. [Carol i Susan śmieją się]

[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Joey i Chandler podłożyli kolana pod stół, żeby ten się nie przewrócił.]

CHANDLER: Ok, więc dlatego, że to był mój stół mam kupować nowy ???

JOEY: Taka jest zasada.

CHANDLER: Jaka zasada ??? Nie ma zasad, a jak są to wisisz mi stół!

JOEY: Jak na to wpadłeś ???

CHANDLER: Nic mu nie było do czasu twojej małej przygody na śniadaniu z Angelą Delvecchio.

JOEY: Wiedziałeś o tym ???

CHANDLER: Cóż, twoje obrazki na maśle nie zostawiały wiele dla wyobraźni.

JOEY: Ok, ok, a może się podzielimy ???

CHANDLER: Co masz na myśli, żeby go kupić razem ???

JOEY: Tak.

CHANDLER: Myślisz, że jesteśmy gotowi na coś takiego ???

JOEY: A czemu nie ???

CHANDLER: No bo to duża...duże zobowiązanie, a co jak jeden z nas będzie chciał się wyprowadzić ???

JOEY: A co, wyprowadzasz się ???

CHANDLER: Nie wyprowadzam się.

JOEY: Powiedział byś mi jakbyś się wyprowadzał, nie ???

CHANDLER: Tak, tak, tylko, że mój ostatni współlokator Kip...

JOEY: Aw, wiem wszystko o Kip'ie!

CHANDLER: Kupiliśmy razem grill, potem uciekł i się ożenił, wszystko się zmieniło.

JOEY: Pozwól, że cię o coś zapytam. Czy Kip był lepszym współlokatorem niż ja ???

CHANDLER: Aw, nie rób tego.

ASYSTENTKA PHOEBE: Mamy drobne zmiany w kalendarzu. Twój ziołowy masaż o 4:00 jest przesunięty na 4:30 i pani Somerfield odwołała o 5:30.

PHOEBE: Ok, dzięki. [asystentka wychodzi i zaraz potem wraca]

ASYSTENTKA: Oh, idzie ten z 3:00. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nie profesjonalnie, ale, jest słodziutki. [wychodzi, a Paolo wchodzi]

PAOLO: Buon Giorno, Bella Phoebe!

PHOEBE: Oh, Paolo, cześć, co ty tu robisz ???

PAOLO: Uh, Racquela powiedziała, że robisz masaż, eh ???

PHOEBE: No, Racquela ma rację, tak!

[Paolo mówi coś po włosku]

PHOEBE: Oh, dobra, nie wiem co powiedziałeś, więc zaczynajmy.

PAOLO: Uh, mam być nago ???

PHOEBE: Um, to twój wybór, większość ludzi woli zdjąć...oh whoops! Jesteś nagi!

[Scena: Wszyscy siedzą w Central Perk]

RACHEL [do Ross'a]: Nie wierzę, że nie chcesz wiedzieć. Ja bym tak nie mogła...wiesz jak lekarz wie i Carol wie, i Susan wie....

MONICA: I Monica wie...

ROSS: Co, heh, skąd wiesz skoro nawet ja nie wiem!

MONICA: Carol dzwoniła i podziękowała za lazanię, to się zapytałam.

JOEY: I co będzie ??? [Monica szepcze do ucha Joey'a. Ross wstaje i protestuje machając rękami]

ROSS: Zaraz--oh--hey--huh, teraz i on wie, a ja nie!

MONICA: Przykro mi, ale tak się cieszę, że będę ciocią!

JOEY: A ja wujkiem...

[Phoebe wchodzi]

JOEY i CHANDLER: Hey Phoebe!

ROSS: Cześć Pheebs!

RACHEL: Pheebs!

PHOEBE: Świetnie!

MONICA: Phoebe, co się stało ???

PHOEBE: Nic, przykro mi, jestem trochę nie w sosie.

KLIENT: Hey, możemy dostać kapuccino ???

RACHEL: Oh, jasne, to ja!

JOEY: Hey, Chandler, ten sklep zamykają o 7, chodź.

CHANDLER: Dobra. [Joey i Chandler idą w kierunku drzwi]

MONICA: Phoebe, co jest ???

PHOEBE: Dobra, znasz Paolo'a ???

ROSS: Znam jego poczynania, tak...

PHOEBE: Dobierał się do mnie.

[Joey i Chandler wracają]

JOEY: Rany, jutro też będzie otwarte!

CHANDLER: Proszę jeszcze o kawę!

PHOEBE: Dobierał się do mnie.

JOEY, CHANDLER: Oooohhh...

ROSS: Mój Boże!

MONICA: Jesteś pewna ???

[Retrospekcja: Paolo, leży na stole i łapie za tyłek Phoebe.]

PHOEBE: Oh tak, jestem pewna. [Retrospekcja idzie dalej, ale i słychać głos Phoebe] I nagle jego dłonie nie były już problemem. [Paolo odwraca się, Phoebe pierw patrzy w dół, potem w górę i zagryza wargę i potrząsa głową]

MONICA: Był... ???

PHOEBE: Oh, cały oddział skautów mógłby rozbić tam obóz.

CHŁOPAKI: Oooooo....

[Rachel podbiega]

RACHEL: "Ooo", Co ???

PHOEBE: Uma Thurman.

MONICA: Oh!

ROSS: Ta aktorka!

[Wszyscy przybijają sobie piątki]

ROSS: Dzięki Rach.

[Rachel odchodzi]

CHANDLER: I co zamierzasz zrobić ???

ROSS: Musisz jej powiedzieć! Musisz powiedzieć! To twój moralny obowiązek jako przyjaciela, jako kobiety, to sprawa feministyczna! Chłopaki ??? Chłopaki ??? [czeka, aż go poprą]

CHANDLER: Oh, tak, musisz jej powiedzieć.

JOEY: Feministyczna. Właśnie mówiłem!

PHOEBE: Znienawidzi mnie.

ROSS [sympatycznie...]: Tak, cóż...

[Scena: Sklep meblowy. Chandler i Joey szukają stołu.]

JOEY: Wybierzesz jeden, wybieraj! Może ten ??? [pokazuje na jeden ze stołów]

CHANDLER: To ogrodowy!

JOEY: To co, że niby ludzie będą przychodzić i myśleć, że są w ogrodzie ??? Jasne!

CHANDLER [pokazuje na inny stół]: A co ty na te ptaszki ???

JOEY: Nie wiem, ptaszki nie mówią: "Cześć, siadaj, może byś coś zjadł".

CHANDLER: Ty wybierz.

JOEY: Dobra, a może te robaki ???

CHANDLER: Oh, zapomnij o ptaszkach, ale te insekty dobrze robią na apetyt!

JOEY: Świetnie, jak chcesz ptaszki to bierz ptaszki!

CHANDLER: To nie to! [cisza] Kip polubił by ptaszki! [Joey odwraca się i patrzy na Chandlera]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.. Rachel składa i pakuje rzeczy do walizek. Phoebe wchodzi]

PHOEBE: Hey!

RACHEL: Cześć Pheebs!

PHOEBE: Wyprowadzasz się ???

RACHEL: Nie, to nie wszystko są moje walizki. [bierze jedną i pokazuje Phoebe] Ta jest Paolo'a.

PHOEBE: Um, um, Rachel możemy pogadać ???

RACHEL: Jasne...ale przez chwilkę, Paolo już tu idzie.

PHOEBE: Oh! [siada] Ok, um, ok, um,

RACHEL: Oh, Pheebs, Pheebs...

PHOEBE: Ok, um, [odchrząkuje] Nie znamy się zbyt dużo, i, um, są 3 rzeczy jakie powinnaś o mnie wiedzieć. Raz, przyjaciele są dla mnie najważniejsi w życiu, dwa, nigdy nie kłamię, i trzy, robię najlepsze na świecie owsiane ciasteczka z rodzynkami. [Phoebe otwiera pudełko i daje Rachel jedno.]

RACHEL [bierze ciastko]: Ok, dzięki Pheebs [ugryzła ciastko] O mój Boże,

PHOEBE: Wiem.

RACHEL: Czemu ja ich przedtem nie jadłam ???

PHOEBE: Oh, nie robię ich często, bo to by było nie fair w stosunku do innych ciasteczek.

RACHEL: Dobra, masz rację, to najlepsze ciasteczka jakie kiedykolwiek jadłam.

PHOEBE: Co dowodzi, że nigdy nie kłamię.

RACHEL: Pewnie, że nie.

PHOEBE: Paolo się do mnie dobierał.

[Rachel jest zaszokowana]

[Scena: Mieszkanie chłopaków. Ross, Chandler, Joey i Monica podziwiają nowy stół. Stół do football'a.]

CHANDLER: I co myślicie ???

ROSS: To najpiękniejszy stół jaki widziałem.

CHANDLER: Wiem!

MONICA: To jak to będzie, będziecie stawiać im talerze na główkach ???

JOEY: A kogo to obchodzi, będziemy jeść przy zlewie! Dalej, gramy!

MONICA: Ross! [Monica wbija gola Chandler'owi i Joey'owi] Gol! [pokazuje na Chandler'a] Jesteś do dupy!

[Chandler patrzy na Joey'a ze zdziwieniem]

[Scena: Mieszkanie dziewczyn.]

PHOEBE: W porządku ???

RACHEL: Muszę się napić mleka.

PHOEBE: Ok, mam mleko [wyciąga termos i nalewa do filiżanki] Proszę... [Rachel zaczyna pić prosto z termosu] Oh! [Rachel kończy pić] Lepiej ???

RACHEL: Nie...oh!, tak głupio się czuję! Oh, myślę o tamtym wieczorze z wami, mówiłam: "Oh, Paolo, jest taki wspaniały, sprawia, że czuję się tak..." Oh, Boże, jestem taka zawstydzona!

PHOEBE: To mnie jest wstyd, to do mnie się dobierał!

RACHEL: Pheebs, jakbym go nie spotkała nie doszło by do tego!

RACHEL i PHOEBE: Przykro mi! Nie, mi przykro! Nie, to mnie jest przykro!

PHOEBE: Nie, zaraz, oh, czemu nam jest przykro ???

RACHEL: Nie wiem...to on jest świnią!

PHOEBE: Taką świnią!

RACHEL: Oh, Boże, wielką świnią!

PHOEBE: Oh jest jak..

RACHEL: Jest jak wielka...

PHOEBE: ...jak...

RACHEL: ...świnia...wieprz!

PHOEBE: Tak, dobrze! Ok...

RACHEL: Oh, ale to był mój wieprz...jak mogłam tego nie widzieć ???

PHOEBE: [podnosi rękę] Oh! Ja wiem! [Rachel jest zaskoczona] To dlatego... bo jest cudowny, czarujący i jak na ciebie patrzy...

RACHEL: Ok, Ok, Pheebs...

PHOEBE: Koniec.

RACHEL: Oh, Boże...

PHOEBE: Nie powinnam była ci mówić ???

RACHEL: Nie, nie, zaufanie, lepiej jest jak wiem. Uh, ale wcześniej było jeszcze lepiej...

[Phoebe obejmuje Rachel]

[Scena: Gra w football.]

PHOEBE: Chyba dobrze to zniosła. Paolo tam teraz jest, więc...powinniśmy tam iść i zobaczyć czy nic jej nie jest.

MONICA [zamienia się miejscami z Ross'em]: Tylko jedna...chwila! Gol! [Monica wbija gola i przybija piątkę z Ross'em] Koniec gry! Idziemy. [Monica i Phoebe wychodzą]

ROSS [wyciera czoło]: Ah...ooh! Skopaliśmy wam tyłki.

JOEY: Nie, nie, ona skopała. A ty mogłeś nie wstawać z ławki rezerwowych.

ROSS: Dalej, 2 na 1.

CHANDLER: Co ty tu jeszcze robisz ??? Właśnie zerwała z facetem, pora na twoje wejście!

ROSS: Co, teraz ???

JOEY: Tak, teraz! Masz być pewny, że jak Paolo stamtąd wyjdzie, to pierwszym facetem jakiego zobaczy Rachel będziesz ty, ona ma wiedzieć, że jesteś wszystkim czym on nie jest! Mas zbyć anty-Paolo'em!

CHANDLER: Mój katolicki przyjaciel ma rację. Masz przy niej być. Pozbierasz wszystko i nastąpi era Ross'a! [Ross i Chandler patrzą w dal. Joey, zastanawiając się na co oni patrzą też patrzy w tym samym kierunku.]

[Scena: Ubranie Paolo'a spadają z balkonu. To Rachel wyrzuca wszystko z jego walizki.]

PAOLO: Nie, wystarczy, wystarczy...

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.]

ROSS: Jak leci ???

MONICA: Nie patrz. Teraz kończy wyrzucać jego rzeczy przez balkon, teraz tylko gestykuluje i macha rękami, [pokazuje jak Rachel macha rękami przed klatką piersiową], Ok, pokazuje albo "Jak mogłeś" ??? Albo "wielkie piersi"! Idzie!

PHOEBE: Ooh!

[Paolo wchodzi. Ross, Phoebe i Monica rozpraszają się]

PAOLO: Uh, I am, uh, chcę się pożegnać.

PHOEBE: Oh, ok cześć.

MONICA: Paolo, naprawdę nienawidzę cię za to co zrobiłeś Rachel, [podaje mu lazanię] Ale wciąż mam tego pięć, trzymaj na 375 aż ser zacznie topnieć.

PAOLO: Dzięki.

ROSS: Paolo, chciałem ci tylko powiedzieć w imieniu nas wszystkich... [zamyka mu drzwi przed nosem i odchodzi]

PHOEBE: Oh, patrzcie na nią... [dziewczyny przesuwają się w kierunku balkonu]

ROSS: Oh słuchajcie, ktoś chyba powinien do niej pójść, żeby nie czuła się tym przytłoczona...

MONICA: Oh, masz rację.

ROSS: [odpycha Monikę] ...Chyba ja pójdę.

[Scena: Balkon. Ross wchodzi przez okno.]

ROSS: Hey.

RACHEL: Hey.

ROSS: Nic ci nie jest ???

RACHEL: Ooh, bywało lepiej...

ROSS: Chodź tu. [obejmuje Rachel] Słuchaj, zasługujesz na kogoś lepszego niż on...wiesz, musisz mieć kogoś kto będzie wiedział co ma jak będzie z tobą.

RACHEL: Oh, Ross...

ROSS: Co ???

RACHEL: Mam już dość facetów. Nie chcę szukać kolejnego faceta, nie chcę myśleć o innym facecie, nawet nie chcę być blisko kolejnego. [Ross krzyżuje ręce]

ROSS: Huh.

RACHEL: Oh Ross, jesteś taki wspaniały!

ROSS: Ohhhh [obejmuje ją i wzdycha.]

[Scena: Wewnątrz mieszkania dziewczyn.]

MONICA: Ooh...hey kochanie, w porządku ???

RACHEL: Oh...

PHOEBE: Dobrze się czujesz ???

RACHEL: ...Średnio...hmm...zostały jakieś ciasteczka ???

PHOEBE: Yep!

ROSS: Wiesz, Rach, uh, nie sądzę, żeby przeklinanie wszystkich facetów to był dobre rozwiązanie. Naprawdę. Myślę, że musisz sobie wypracować bardziej wyrafinowane kryteria.

RACHEL: Nie. Potrzebuję być trochę sama teraz, wiesz ??? Muszę się dowiedzieć czego chce.

ROSS: Uh, nie, nie, widzisz, bo nie...nie wszyscy są tacy jak Paolo.

RACHEL: Nie, wiem, wiem, jestem pewna, że twój mały chłopiec nie będzie taki.

ROSS [zdumiony]: Co ???

RACHEL: Co ???

ROSS: Mam, mam chłopca ???

RACHEL: Uh...nie. Nie, nie, właściwie to nie masz chłopca.

ROSS: Co...będę...będę miał chłopca! [bełkocze] Huh, będę miał chłopca ???

DZIEWCZYNY: Tak, będziesz miał chłopca! [Monica podbiega i obejmuje Ross'a]

ROSS: Będę miał chłopca! Oh, będę miał chłopca!

[Joey & Chandler wbiegają.]

CHANDLER: Co...

JOEY: Co...

JOEY & CHANDLER: Co jest ???

ROSS: Będę miał chłopca! Będę miał chłopca!

JOEY: Hey!

CHANDLER: Hey!

JOEY & CHANDLER: Wiedzieliśmy! [obejmują się]

ROSS: Będę miał syna. Um...

[Ross jest przestraszony.]

Końcowe napisy



[Scena: Gra przy stole do football'a.]

MONICA: Tak! I to was skończyło!

JOEY & CHANDLER: Zamknij się!

MONICA: Gdzie idziecie ??? No dalej, jeszcze jeden mecz!

JOEY: Uh, jest 2:30 rano!

CHANDLER: Tak,...wynoś się!

MONICA: A wy cały czas siedzicie u mnie! Dajcie spokój, będę grała tylko lewa ręką, huh ??? Dajcie spokój, tchórze! [Joey i Chandler podnoszą ją i wynoszą za drzwi] Dobra, ok, muszę iść. Idę, [wyrzucają ją za drzwi] Już mnie nie ma.

CHANDLER: Jeszcze jeden mecz ???

JOEY: Oh tak!

KONIEC