INTRO
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica pracuje w kuchni.]
MONICA [przez telefon]: Przestań krzyczeć! Jakbyś powiedziała, że chcesz wegetariańską lazanię, to bym zrobiła wegetariańską. [cisza, słucha] Mięso jest tylko w 3 warstwie, możesz zdrapać.
[Kamera pokazuje Chandlera, Phoebe, Ross i Joey siedzących w salonie]
JOEY: Ross, naprawdę czytałeś te wszystkie książki o dzieciach ???
ROSS: No! Mógłbyś mnie włożyć do każdej kobiecej macicy, bez kompasu, a ja bym się wydostał! [trzaska palcami]
PHOEBE: Ooh, to super...tu jest napisane, że w niektórych częściach świata, ludzie naprawdę zjadają łożyska. [Joey robi grymas odrazy]
CHANDLER: I skończyliśmy jogurt. [stawia swój jogurt na stole]
PHOEBE: [łagodnie] Przepraszam. [kamera pokazuje Monikę, wciąż rozmawiającą przez telefon]
MONICA: Ciociu Syl, zrobiłam ci przysługę, nie jestem dostawcą. I co mam teraz zrobić z tym tuzinem lazanii ??? [słucha i ma zaszokowaną minę] Miła jesteś ciociu Syl. [nowojorskim akcentem] Ucałujesz tymi ustami wuja Freddie'ego ???
[Kamera wraca do salonu]
JOEY: Hey Ross, słuchaj, wiesz, że teraz, twoje dziecko jest takie duże ??? [pokazuje palcami] To jest twoje dziecko. [dziecięcym głosem] Cześć tato!
ROSS: [macha] Hey!
JOEY [dziecięcym głosem] Czemu nie mieszkasz z mamą ??? [Ross nie jest rozbawiony] Czemu mama mieszka z inną panią ??? [Joey się uśmiecha, Ross nie] Co to jest lesbijka ??? [dla zabawy uderza Ross'a]
[Rachel wchodzi z Paolo'em, mówi po włosku. Ross jest teraz wkurzony.]
RACHEL: Kochanie, potrafisz to powiedzieć, Poconos, Poconos, to jak Poc-o-nos [dotyka jego nosa]
PAOLO: Ah, poke [dotyka jej nosa] a [znowu] nose, mmm [pocierają się nosami, a potem on ją całuje]
JOEY, CHANDLER, ROSS [siedzą w salonie i naśladują Paolo'a]: Mma, Mma, Mmaah
[Rachel, Monica, i Phoebe są w kuchni]
MONICA: Czy ja słyszałam Poconos ???
RACHEL: Tak, moja siostra oddaje nam swój domek na weekend.
PHOEBE: Woo-hoo, pierwszy weekend razem poza miastem!
MONICA: Tak, to wielki krok.
RACHEL: Wiem...
[Przeniesienie do Ross'a, który wygląda wyjątkowo dziwnie, jest przybity i nieszczęśliwy]
CHANDLER: Ah, to tylko weekend, wielkie rzeczy!
ROSS: A nie miało to być czasem tylko na chwilę, huh ??? Nie powinno...[pokazuje rękami] już się to skończyć ???
[Przeniesienie do Rachel]
RACHEL: Już minęliśmy całe to flirtowanie, teraz czuję się jak w książce Danielle Steele, wiecie ??? Jak jestem z nim jestem taka...taka...
[Przeniesienie do Ross'a, trzyma się za brzuch]
ROSS: ...przyprawia mnie to o mdłości, nie dobrze mi. Co ja mam zrobić, huh ??? Mam zadzwonić do urzędu imigracyjnego ??? [cisza, nagle go to zainspirowało] Mogę zadzwonić!
[Scena: Chandler i Joey wychodzą z mieszkania dziewczyn i niosą lazanie.]
JOEY: Kocham dzieci, te małe buciki, i te małe paluszki, i te małe rączki...
CHANDLER: Ok, dobra, masz przestać, na zawsze!
[Joey otwiera drzwi, rzuca klucze na stół, który pod ich ciężarem przewraca się]
JOEY: Potrzebujemy nowego stołu.
CHANDLER: Myślisz ???
[Scena: Mieszkanie Carol. Pukanie do drzwi.]
CAROL: Hey, hey, wejdź!
[Ross wchodzi, niesie lazanię]
ROSS: Hey, hey! Mmwa! [całuje Carol] Przyniosłem książki i lazanię od Moniki.
CAROL: Oh świetnie! Wegetariańska, bo Susan nie je mięsa.
ROSS [cisza]: Na pewno...
CAROL: Mam wyniki z dzisiejszych badań.
ROSS [macha rękami]: Oh, mów, mów, czy wszystko, uhh.... ???
CAROL: Całkowicie zdrowe!
ROSS: Oh, to świetnie, to świetnie! [Obejmuje i całuje Carol. Potem bierze jakieś zdjęcie w ramce.]
ROSS: Hey, kiedy ty i Susan poznałyście Huey Lewis'a ???
CAROL: Uh, to nasza przyjaciółka Tanya.
ROSS [zaskoczony, chichocze zdenerwowany]: Jasne, że to Tanya. [podnosi głowę przestraszony]
CAROL: Chcesz się dowiedzieć o płci ???
ROSS [znów chichocze]: Co ??? [chichocze] Um, wystarczający kłopot mam z wyobrażeniem sobie ciebie i Susan razem, a jak dorzucisz Tanya'ę [pokazuje rękami], yaw...
CAROL: O płci dziecka, Ross.
ROSS: Oh, znasz płeć dziecka ??? Oh, oh, oh, oh!
CAROL: Chcesz wiedzieć ???
ROSS: Nie, nie, nie, nie, nie, nie chcę wiedzieć, jasne, że nie. Myślę, że nie powinno się wiedzieć aż się nie spojrzy i powie, oop, jest! [cisza] Albo nie ma...
[Susan wchodzi]
SUSAN: Oh, hey Ross!
ROSS: Susan...
SUSAN: No i, no i słyszałaś ???
ROSS: Tak, wiem, wszystko jest dobrze!
SUSAN: Oh, to tak... [Susan obejmuje Carol, Ross się odsuwa] Naprawdę tak...a wiemy... ???
CAROL: Tak, wiemy, to będzie...
ROSS [macha rękami w geście protestu]: Oh, hey, hey, hey, ho, ho, ho, tu jest ktoś kto nie chce wiedzieć!
SUSAN: Oh, to będzie to co myślałyśmy, że będzie ???
CAROL: Mm-hmmm [Susan i Carol obejmują się i chichoczą. Ross odsuwa się i lekko klepie w ramię Susan]
ROSS: Ok, co, co...ok, co myślałyście ???
CAROL i SUSAN: To...
ROSS [przerywa]: Nie, nie, nie chcę wiedzieć, nie chcę wiedzieć. Ok, wiecie, pójdę już.
CAROL: Dzięki za książki.
ROSS: Nie ma problemu, ok, mmmwa [całuje Carol] oh, mmmwa [całuje brzuch Carol, potem wali w ramię Susan] Susan... [Ross wychodzi.]
SUSAN: Dobra, do kogo dzwonimy pierwsi, do twoich rodziców, czy do Deb'a i Rona'y ??? [dzwoni domofon]
CAROL: Halo ???
ROSS [przez interkom] Uh, nieważne, nie chcę wiedzieć. [Carol i Susan śmieją się]
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Joey i Chandler podłożyli kolana pod stół, żeby ten się nie przewrócił.]
CHANDLER: Ok, więc dlatego, że to był mój stół mam kupować nowy ???
JOEY: Taka jest zasada.
CHANDLER: Jaka zasada ??? Nie ma zasad, a jak są to wisisz mi stół!
JOEY: Jak na to wpadłeś ???
CHANDLER: Nic mu nie było do czasu twojej małej przygody na śniadaniu z Angelą Delvecchio.
JOEY: Wiedziałeś o tym ???
CHANDLER: Cóż, twoje obrazki na maśle nie zostawiały wiele dla wyobraźni.
JOEY: Ok, ok, a może się podzielimy ???
CHANDLER: Co masz na myśli, żeby go kupić razem ???
JOEY: Tak.
CHANDLER: Myślisz, że jesteśmy gotowi na coś takiego ???
JOEY: A czemu nie ???
CHANDLER: No bo to duża...duże zobowiązanie, a co jak jeden z nas będzie chciał się wyprowadzić ???
JOEY: A co, wyprowadzasz się ???
CHANDLER: Nie wyprowadzam się.
JOEY: Powiedział byś mi jakbyś się wyprowadzał, nie ???
CHANDLER: Tak, tak, tylko, że mój ostatni współlokator Kip...
JOEY: Aw, wiem wszystko o Kip'ie!
CHANDLER: Kupiliśmy razem grill, potem uciekł i się ożenił, wszystko się zmieniło.
JOEY: Pozwól, że cię o coś zapytam. Czy Kip był lepszym współlokatorem niż ja ???
CHANDLER: Aw, nie rób tego.
ASYSTENTKA PHOEBE: Mamy drobne zmiany w kalendarzu. Twój ziołowy masaż o 4:00 jest przesunięty na 4:30 i pani Somerfield odwołała o 5:30.
PHOEBE: Ok, dzięki. [asystentka wychodzi i zaraz potem wraca]
ASYSTENTKA: Oh, idzie ten z 3:00. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nie profesjonalnie, ale, jest słodziutki. [wychodzi, a Paolo wchodzi]
PAOLO: Buon Giorno, Bella Phoebe!
PHOEBE: Oh, Paolo, cześć, co ty tu robisz ???
PAOLO: Uh, Racquela powiedziała, że robisz masaż, eh ???
PHOEBE: No, Racquela ma rację, tak!
[Paolo mówi coś po włosku]
PHOEBE: Oh, dobra, nie wiem co powiedziałeś, więc zaczynajmy.
PAOLO: Uh, mam być nago ???
PHOEBE: Um, to twój wybór, większość ludzi woli zdjąć...oh whoops! Jesteś nagi!
[Scena: Wszyscy siedzą w Central Perk]
RACHEL [do Ross'a]: Nie wierzę, że nie chcesz wiedzieć. Ja bym tak nie mogła...wiesz jak lekarz wie i Carol wie, i Susan wie....
MONICA: I Monica wie...
ROSS: Co, heh, skąd wiesz skoro nawet ja nie wiem!
MONICA: Carol dzwoniła i podziękowała za lazanię, to się zapytałam.
JOEY: I co będzie ??? [Monica szepcze do ucha Joey'a. Ross wstaje i protestuje machając rękami]
ROSS: Zaraz--oh--hey--huh, teraz i on wie, a ja nie!
MONICA: Przykro mi, ale tak się cieszę, że będę ciocią!
JOEY: A ja wujkiem...
[Phoebe wchodzi]
JOEY i CHANDLER: Hey Phoebe!
ROSS: Cześć Pheebs!
RACHEL: Pheebs!
PHOEBE: Świetnie!
MONICA: Phoebe, co się stało ???
PHOEBE: Nic, przykro mi, jestem trochę nie w sosie.
KLIENT: Hey, możemy dostać kapuccino ???
RACHEL: Oh, jasne, to ja!
JOEY: Hey, Chandler, ten sklep zamykają o 7, chodź.
CHANDLER: Dobra. [Joey i Chandler idą w kierunku drzwi]
MONICA: Phoebe, co jest ???
PHOEBE: Dobra, znasz Paolo'a ???
ROSS: Znam jego poczynania, tak...
PHOEBE: Dobierał się do mnie.
[Joey i Chandler wracają]
JOEY: Rany, jutro też będzie otwarte!
CHANDLER: Proszę jeszcze o kawę!
PHOEBE: Dobierał się do mnie.
JOEY, CHANDLER: Oooohhh...
ROSS: Mój Boże!
MONICA: Jesteś pewna ???
[Retrospekcja: Paolo, leży na stole i łapie za tyłek Phoebe.]
PHOEBE: Oh tak, jestem pewna. [Retrospekcja idzie dalej, ale i słychać głos Phoebe] I nagle jego dłonie nie były już problemem. [Paolo odwraca się, Phoebe pierw patrzy w dół, potem w górę i zagryza wargę i potrząsa głową]
MONICA: Był... ???
PHOEBE: Oh, cały oddział skautów mógłby rozbić tam obóz.
CHŁOPAKI: Oooooo....
[Rachel podbiega]
RACHEL: "Ooo", Co ???
PHOEBE: Uma Thurman.
MONICA: Oh!
ROSS: Ta aktorka!
[Wszyscy przybijają sobie piątki]
ROSS: Dzięki Rach.
[Rachel odchodzi]
CHANDLER: I co zamierzasz zrobić ???
ROSS: Musisz jej powiedzieć! Musisz powiedzieć! To twój moralny obowiązek jako przyjaciela, jako kobiety, to sprawa feministyczna! Chłopaki ??? Chłopaki ??? [czeka, aż go poprą]
CHANDLER: Oh, tak, musisz jej powiedzieć.
JOEY: Feministyczna. Właśnie mówiłem!
PHOEBE: Znienawidzi mnie.
ROSS [sympatycznie...]: Tak, cóż...
[Scena: Sklep meblowy. Chandler i Joey szukają stołu.]
JOEY: Wybierzesz jeden, wybieraj! Może ten ??? [pokazuje na jeden ze stołów]
CHANDLER: To ogrodowy!
JOEY: To co, że niby ludzie będą przychodzić i myśleć, że są w ogrodzie ??? Jasne!
CHANDLER [pokazuje na inny stół]: A co ty na te ptaszki ???
JOEY: Nie wiem, ptaszki nie mówią: "Cześć, siadaj, może byś coś zjadł".
CHANDLER: Ty wybierz.
JOEY: Dobra, a może te robaki ???
CHANDLER: Oh, zapomnij o ptaszkach, ale te insekty dobrze robią na apetyt!
JOEY: Świetnie, jak chcesz ptaszki to bierz ptaszki!
CHANDLER: To nie to! [cisza] Kip polubił by ptaszki! [Joey odwraca się i patrzy na Chandlera]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.. Rachel składa i pakuje rzeczy do walizek. Phoebe wchodzi]
PHOEBE: Hey!
RACHEL: Cześć Pheebs!
PHOEBE: Wyprowadzasz się ???
RACHEL: Nie, to nie wszystko są moje walizki. [bierze jedną i pokazuje Phoebe] Ta jest Paolo'a.
PHOEBE: Um, um, Rachel możemy pogadać ???
RACHEL: Jasne...ale przez chwilkę, Paolo już tu idzie.
PHOEBE: Oh! [siada] Ok, um, ok, um,
RACHEL: Oh, Pheebs, Pheebs...
PHOEBE: Ok, um, [odchrząkuje] Nie znamy się zbyt dużo, i, um, są 3 rzeczy jakie powinnaś o mnie wiedzieć. Raz, przyjaciele są dla mnie najważniejsi w życiu, dwa, nigdy nie kłamię, i trzy, robię najlepsze na świecie owsiane ciasteczka z rodzynkami. [Phoebe otwiera pudełko i daje Rachel jedno.]
RACHEL [bierze ciastko]: Ok, dzięki Pheebs [ugryzła ciastko] O mój Boże,
PHOEBE: Wiem.
RACHEL: Czemu ja ich przedtem nie jadłam ???
PHOEBE: Oh, nie robię ich często, bo to by było nie fair w stosunku do innych ciasteczek.
RACHEL: Dobra, masz rację, to najlepsze ciasteczka jakie kiedykolwiek jadłam.
PHOEBE: Co dowodzi, że nigdy nie kłamię.
RACHEL: Pewnie, że nie.
PHOEBE: Paolo się do mnie dobierał.
[Rachel jest zaszokowana]
[Scena: Mieszkanie chłopaków. Ross, Chandler, Joey i Monica podziwiają nowy stół. Stół do football'a.]
CHANDLER: I co myślicie ???
ROSS: To najpiękniejszy stół jaki widziałem.
CHANDLER: Wiem!
MONICA: To jak to będzie, będziecie stawiać im talerze na główkach ???
JOEY: A kogo to obchodzi, będziemy jeść przy zlewie! Dalej, gramy!
MONICA: Ross! [Monica wbija gola Chandler'owi i Joey'owi] Gol! [pokazuje na Chandler'a] Jesteś do dupy!
[Chandler patrzy na Joey'a ze zdziwieniem]
[Scena: Mieszkanie dziewczyn.]
PHOEBE: W porządku ???
RACHEL: Muszę się napić mleka.
PHOEBE: Ok, mam mleko [wyciąga termos i nalewa do filiżanki] Proszę... [Rachel zaczyna pić prosto z termosu] Oh! [Rachel kończy pić] Lepiej ???
RACHEL: Nie...oh!, tak głupio się czuję! Oh, myślę o tamtym wieczorze z wami, mówiłam: "Oh, Paolo, jest taki wspaniały, sprawia, że czuję się tak..." Oh, Boże, jestem taka zawstydzona!
PHOEBE: To mnie jest wstyd, to do mnie się dobierał!
RACHEL: Pheebs, jakbym go nie spotkała nie doszło by do tego!
RACHEL i PHOEBE: Przykro mi! Nie, mi przykro! Nie, to mnie jest przykro!
PHOEBE: Nie, zaraz, oh, czemu nam jest przykro ???
RACHEL: Nie wiem...to on jest świnią!
PHOEBE: Taką świnią!
RACHEL: Oh, Boże, wielką świnią!
PHOEBE: Oh jest jak..
RACHEL: Jest jak wielka...
PHOEBE: ...jak...
RACHEL: ...świnia...wieprz!
PHOEBE: Tak, dobrze! Ok...
RACHEL: Oh, ale to był mój wieprz...jak mogłam tego nie widzieć ???
PHOEBE: [podnosi rękę] Oh! Ja wiem! [Rachel jest zaskoczona] To dlatego... bo jest cudowny, czarujący i jak na ciebie patrzy...
RACHEL: Ok, Ok, Pheebs...
PHOEBE: Koniec.
RACHEL: Oh, Boże...
PHOEBE: Nie powinnam była ci mówić ???
RACHEL: Nie, nie, zaufanie, lepiej jest jak wiem. Uh, ale wcześniej było jeszcze lepiej...
[Phoebe obejmuje Rachel]
[Scena: Gra w football.]
PHOEBE: Chyba dobrze to zniosła. Paolo tam teraz jest, więc...powinniśmy tam iść i zobaczyć czy nic jej nie jest.
MONICA [zamienia się miejscami z Ross'em]: Tylko jedna...chwila! Gol! [Monica wbija gola i przybija piątkę z Ross'em] Koniec gry! Idziemy. [Monica i Phoebe wychodzą]
ROSS [wyciera czoło]: Ah...ooh! Skopaliśmy wam tyłki.
JOEY: Nie, nie, ona skopała. A ty mogłeś nie wstawać z ławki rezerwowych.
ROSS: Dalej, 2 na 1.
CHANDLER: Co ty tu jeszcze robisz ??? Właśnie zerwała z facetem, pora na twoje wejście!
ROSS: Co, teraz ???
JOEY: Tak, teraz! Masz być pewny, że jak Paolo stamtąd wyjdzie, to pierwszym facetem jakiego zobaczy Rachel będziesz ty, ona ma wiedzieć, że jesteś wszystkim czym on nie jest! Mas zbyć anty-Paolo'em!
CHANDLER: Mój katolicki przyjaciel ma rację. Masz przy niej być. Pozbierasz wszystko i nastąpi era Ross'a! [Ross i Chandler patrzą w dal. Joey, zastanawiając się na co oni patrzą też patrzy w tym samym kierunku.]
[Scena: Ubranie Paolo'a spadają z balkonu. To Rachel wyrzuca wszystko z jego walizki.]
PAOLO: Nie, wystarczy, wystarczy...
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.]
ROSS: Jak leci ???
MONICA: Nie patrz. Teraz kończy wyrzucać jego rzeczy przez balkon, teraz tylko gestykuluje i macha rękami, [pokazuje jak Rachel macha rękami przed klatką piersiową], Ok, pokazuje albo "Jak mogłeś" ??? Albo "wielkie piersi"! Idzie!
PHOEBE: Ooh!
[Paolo wchodzi. Ross, Phoebe i Monica rozpraszają się]
PAOLO: Uh, I am, uh, chcę się pożegnać.
PHOEBE: Oh, ok cześć.
MONICA: Paolo, naprawdę nienawidzę cię za to co zrobiłeś Rachel, [podaje mu lazanię] Ale wciąż mam tego pięć, trzymaj na 375 aż ser zacznie topnieć.
PAOLO: Dzięki.
ROSS: Paolo, chciałem ci tylko powiedzieć w imieniu nas wszystkich... [zamyka mu drzwi przed nosem i odchodzi]
PHOEBE: Oh, patrzcie na nią... [dziewczyny przesuwają się w kierunku balkonu]
ROSS: Oh słuchajcie, ktoś chyba powinien do niej pójść, żeby nie czuła się tym przytłoczona...
MONICA: Oh, masz rację.
ROSS: [odpycha Monikę] ...Chyba ja pójdę.
[Scena: Balkon. Ross wchodzi przez okno.]
ROSS: Hey.
RACHEL: Hey.
ROSS: Nic ci nie jest ???
RACHEL: Ooh, bywało lepiej...
ROSS: Chodź tu. [obejmuje Rachel] Słuchaj, zasługujesz na kogoś lepszego niż on...wiesz, musisz mieć kogoś kto będzie wiedział co ma jak będzie z tobą.
RACHEL: Oh, Ross...
ROSS: Co ???
RACHEL: Mam już dość facetów. Nie chcę szukać kolejnego faceta, nie chcę myśleć o innym facecie, nawet nie chcę być blisko kolejnego. [Ross krzyżuje ręce]
ROSS: Huh.
RACHEL: Oh Ross, jesteś taki wspaniały!
ROSS: Ohhhh [obejmuje ją i wzdycha.]
[Scena: Wewnątrz mieszkania dziewczyn.]
MONICA: Ooh...hey kochanie, w porządku ???
RACHEL: Oh...
PHOEBE: Dobrze się czujesz ???
RACHEL: ...Średnio...hmm...zostały jakieś ciasteczka ???
PHOEBE: Yep!
ROSS: Wiesz, Rach, uh, nie sądzę, żeby przeklinanie wszystkich facetów to był dobre rozwiązanie. Naprawdę. Myślę, że musisz sobie wypracować bardziej wyrafinowane kryteria.
RACHEL: Nie. Potrzebuję być trochę sama teraz, wiesz ??? Muszę się dowiedzieć czego chce.
ROSS: Uh, nie, nie, widzisz, bo nie...nie wszyscy są tacy jak Paolo.
RACHEL: Nie, wiem, wiem, jestem pewna, że twój mały chłopiec nie będzie taki.
ROSS [zdumiony]: Co ???
RACHEL: Co ???
ROSS: Mam, mam chłopca ???
RACHEL: Uh...nie. Nie, nie, właściwie to nie masz chłopca.
ROSS: Co...będę...będę miał chłopca! [bełkocze] Huh, będę miał chłopca ???
DZIEWCZYNY: Tak, będziesz miał chłopca! [Monica podbiega i obejmuje Ross'a]
ROSS: Będę miał chłopca! Oh, będę miał chłopca!
[Joey & Chandler wbiegają.]
CHANDLER: Co...
JOEY: Co...
JOEY & CHANDLER: Co jest ???
ROSS: Będę miał chłopca! Będę miał chłopca!
JOEY: Hey!
CHANDLER: Hey!
JOEY & CHANDLER: Wiedzieliśmy! [obejmują się]
ROSS: Będę miał syna. Um...
[Ross jest przestraszony.]
Końcowe napisy
[Scena: Gra przy stole do football'a.]
MONICA: Tak! I to was skończyło!
JOEY & CHANDLER: Zamknij się!
MONICA: Gdzie idziecie ??? No dalej, jeszcze jeden mecz!
JOEY: Uh, jest 2:30 rano!
CHANDLER: Tak,...wynoś się!
MONICA: A wy cały czas siedzicie u mnie! Dajcie spokój, będę grała tylko lewa ręką, huh ??? Dajcie spokój, tchórze! [Joey i Chandler podnoszą ją i wynoszą za drzwi] Dobra, ok, muszę iść. Idę, [wyrzucają ją za drzwi] Już mnie nie ma.
CHANDLER: Jeszcze jeden mecz ???
JOEY: Oh tak!
KONIEC