"Pani Bing"
Napisane przez: Alexa Junge.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.
[Scena: Monica i Phoebe podchodzą do kiosku z gazetami.]
Phoebe: Myślisz, że będą mili wczorajsze gazety ???
Monica: A co ???
Phoebe: Chciałam sprawdzić horoskop, no czy się sprawdził.
Monica: O mój Boże. [Łapie Phoebe i odwraca ją] Phoebe. Nie patrz bo za tobą jest facet, który złamie nam serca i pogrąży nas w głębokiej depresji.
Phoebe: Gdzie ??? [Odwraca się do niego] Ooh, chodź do mamusi.
Monica: Idzie. Tylko spokój, spokój, spokój.
[Facet ich mija]
Facet: Fajny kapelusz.
Monica i Phoebe [unison]: Dzięki.
[Facet idzie dalej]
Phoebe: Powinniśmy coś zrobić. Gwiżdż.
Monica: Nie będziemy gwizdać.
Phoebe: Dalej, rób to.
Monica: Nie!
Phoebe: No już!
Monica: Nie!
Phoebe: Dalej, dalej, dalej!
Monica: [Krzyczy do niego] Woo-woo!
[Facet zaskoczony odwraca się. Monica pokazuje na Phoebe. Wtedy nagle faceta uderza ciężarówka.]
Phoebe: Nie wierzę, że to zrobiłaś!
INTRO
[Scena: Szpital. Facet leży w śpiączce. Monica i Pheebs odwiedziły go.]
Monica: Po co ja zrobiłam to "woo-hoo" ??? Co ja myślałam, że się stanie ??? Że się odwróci i powie: "uwielbiam ten dźwięk"...muszę cię teraz mieć ???
Phoebe: Chciała bym, żebyśmy mogły coś zrobić. [Pochyla się i mówi do niego] Hey. hey, śpiączkowy gościu. WSTAWAJ HARCERKO! GÓRA! GÓRA! GÓRA!
Monica: Phoebe, co ty robisz ???
Phoebe: Może nikt tego nie próbował.
Monica: Przynajmniej mogły byśmy znać jego imię... patrz na jego twarz. Nawet jak śpi to wygląda na mądrego. Założę się, że jest prawnikiem.
Phoebe: Tak, ale widziałaś te wgniecenia na kostkach ??? To znaczy, że jest artystą.
Monica: Dobra, to jest prawnik, który ma dodatkowe lekcje rzeźbienia. I...potrafi tańczyć!
Phoebe: Oh! I to jest typ faceta, który jak ty mówisz to słucha, wiesz, nie mówi: "Tak, rozumiem!" i zastanawia się jak wyglądasz nago.
Monica: Szkoda, że nie wszyscy są tacy jak on.
Phoebe: Wiem.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.]
Chandler: Nie było żadnych przytomnych facetów w mieście ???
Monica: On nie ma nikogo.
Phoebe: Tak, czujemy się odpowiedzialne.
Joey: Nie wierzę, że powiedziałaś woowoo. Nawet ja nie mówię woowoo.
Rachel: Oh, zaczyna się! Zaczyna się! [Włącza telewizor]
Jay Leno (w telewizji): Ludzie, po przerwie porozmawiamy o jej nowej książce, "Euphoria Unbound": zawsze interesująca Nora Tyler Bing. Połóżcie lepiej dzieci do łóżek.
[Wszyscy usiedli wygodnie, żeby pooglądać oprócz Chandlera]
Chandler: Wiecie, nie musimy tego oglądać. Weekend u Berie'ego leci na Showtime, HBL i Cinemax.
Rachel: Nie ma mowy, zapomnij.
Joey: Daj spokój, to twoja matka!
Chandler: Właśnie. Weekend u Bernie'ego! Martwy facet dostaje w pachwinę 20, 30 razy! Co ???
Rachel: Chandler, muszę ci powiedzieć, że uwielbiam książki twojej mamy! Kocham jej książki! Nie wsiadam do samolotu bez nich! To takie podniecające!
Chandler: Tak, nie uważała byś tak jakbyś miała 11 lat i wszyscy twoi przyjaciele krążyli wciąż koło strony 79 "Kochanki dziwki".
Ross: Daj spokój, Chandler, uwielbiam twoją mamę. Myślę, że jest super.
Chandler: Mówisz tak bo to nie twoja matka.
Ross: Oh, proszę.
[Rachel otwiera drzwi Paolo'owi]
Paolo: Bona sera.
Rachel: Oh, cześć kochanie. [Całują się]
Ross: Kiedy Rigatoni wrócił z Rzymu ???
Monica: Wczoraj.
Ross: Ah, więc jego samolot nie eksplodował, zamieniając się w wielką ognistą kulę ???... Miałem taki sen...ale, phew.
Phoebe: Hey, hey, hey! Już jest!
Paolo: Ah! Nora Bing!
Jay Leno (w telewizji): ...Jak to było z tym aresztowaniem w Londynie ??? O co chodziło ???
Phoebe: Aresztowali twoją mamę ???
Chandler: Shhh, dajcie mi rosnąć w dumę.
Pani Bing (w telewizji): ...to trochę krępujące, ale jak się rozstaje z mężczyzną...
Chandler: Czemu powiedziała, że wstydliwa ???
Wszyscy: Shhh.
Pani Bing (w telewizji): ...mam zawsze nieodpartą ochotę na kurczaka Kung Pow.
Chandler: ZA DUŻO INFORMACJI!!
Jay Leno (w telewizji): Dobrze, więc teraz jeździsz i promujesz książkę, jak idzie ???
Pani Bing (w telewizji): Oh, świetnie. Jutro jadę do Nowego York'u, którego nienawidzę...ale jadę spotkać się z synem, którego kocham...
Wszyscy: Awww!
Chandler: W taki sposób się dowiaduję. Większość mam używa telefonów.
Jay Leno (w telewizji): Wiesz co, nie zrozum mnie źle, ale jakoś nie widzę cię w roli mamy, jakoś tak... Wiesz o co chodzi...
Pani Bing (w telewizji): Oh nie, jestem wspaniałą matką! Kupiłam synowi jego pierwszą prezerwatywę.
[Wszyscy odwracają się i patrzą na Chandlera]
Chandler: ...i wtedy pochłonęły go ognie piekielne.
[Scena: Teraz pojawiają się sceny odwiedzin Moniki i Phoebe w szpitalu. W tle leci piosenka: "My Guy" (mój facet). Pierwsza: Monika czyta facetowi w śpiączce gazetę]
Monica: Zobaczymy. Kongres debatuje nad redukcją deficytów... burmistrz znów chce podnieść opłaty z metro... najwyższa temperatura 45 stopni... i...oh, drużyny grały w różnych meczach.
[Ujęcie jak obie wciągają jakąś wielką roślinę do sali, potem Monica robi mu na drutach sweter, potem Phoebe śpiewa, Phoebe goli go i rozmawia z Moniką]
Phoebe: A może Glen ??? Mógłby być Glen.
Monica: Nie... nie dość specyficznie.
Phoebe: Ooh! A może Agamemnon ???
Monica: Za bardzo specyficzne.
[Scena: Restauracja meksykańska. Monica, Phoebe, Joey, Chandler i jego mama tam są.]
Pani Bing: Jestem wygłodniała. Co zjemy... [Patrzy w menu Chandlera]
Chandler: Proszę, tylko nie kurczak Kung Pow.
Pani Bing: Oh, oglądałeś! I co myślisz ???
Chandler: Myślę, że powinnaś się trochę bardziej otworzyć.
Ross: [wchodzi] Co to ??? Tylko ty mogłaś wybrać to miejsce.
Pani Bing: Oooh, daj spokój, siadaj, jest zabawa. Obejmij mnie. [Oboje siadają] Myślę, że jesteśmy już gotowi na tequilę.
Chandler: Ja wiem, że ja jestem.
Pani Bing: Komu ???
Monica: Tak.
Phoebe: Ja też.
Pani Bing: Macie. Ross ???
Ross: Uh, nie mam raczej ochoty na picie.
[Wchodzą Rachel i Paolo. Oboje są trochę podenerwowani.]
Rachel: Cześć! Przepraszamy za spóźnienie, straciliśmy poczucie czasu.
Ross: ...Ludzie się zmieniają. [Nalewa sobie drinka]
[Przerwa. Ross teraz jest już najwyraźniej pijany. Przyłożył sobie kieliszek do oka jak jubiler.]
Ross: Ktoś chce, żebym coś wycenił ???
[Rachel podaje coś Paolo'owi. On zjada i liże jej rękę.]
Rachel: Pani Bing, muszę pani powiedzieć, przeczytałam wszystko co pani napisała. Nie, poważnie! Jak czytałam "Euforię o północy", chciałam zostać pisarką.
Pani Bing: Oh, proszę, kochanie, słuchaj, jak ja mogę to robić to każdy może. Wystarczy tylko parę europejskich miast, trochę eufemizmu na męskie klejnoty i bam! Masz już książkę.
Chandler: Panie i panowie: moja matka.
[Przeniesienie do holu. Pani Bing rozmawia przez telefon.]
Pani Bing: Tak, są jakieś wiadomości do pokoju 226 ???
[Ross wychodzi z toalety.]
Pani Bing: W porządku ???
Ross: Tak, nic mi nie jest. [Kobieta wychodzi z tej samej toalety, a Ross natychmiast próbuje ukryć, że i on tam był]
Pani Bing: Co jest dzisiaj z tobą ???
Ross: Nic. Nic, nic, nic.
Pani Bing: [do telefonu] Dobra, dziękuję. [do Ross'a] To ten włoski lizus, co.
Ross: Nie. To on liże.
Pani Bing: Ona miała tu być z tobą.
Ross: Dobra jesteś.
Pani Bing: Oh, Ross, słuchaj mnie. Sprzedałam miliony egzemplarzy mojej książki, a wiesz czemu ???
Ross: Bo na okładce była naga kobieta ???
Pani Bing: Nie. Bo wiem jak opisać mężczyznę, w którym zakochują się kobiety. Wierz mi, nie mogła bym sprzedać Paolo'a. Ludzie nie przewracali by przez 325 stron tylko dla Paolo'a. Daj spokój, to brudny charakter, a, wiesz takie komplikacje się wreszcie wykańcza.
Ross: Kiedy ???
Pani Bing: On nie jest bohaterem. ...A wiesz kto jest naszym bohaterem.
Ross: Ten facet na okładce, co jest nagi ???
Pani Bing: Nie, ty!
Ross: Proszę.
Pani Bing: Nie, poważnie, daj spokój. Jesteś mądry, sexowny...
Ross: Jasne.
Pani Bing: Nic ci nie będzie, wierz mi.
[Całuje go w policzek]
Ross: Uh-oh...
[...A teraz z języczkiem]
[Wchodzi Joey]
Joey: Uhhhh.... Wysikam się na ulicy.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a, ranek. Joey otwiera w szlafroku Ross'owi drzwi Ross]
Ross: Hey, jest Chandler ???
Joey: Tak.
[Ross wyciąga Joey'a na hol i zamyka drzwi]
Ross: Dobra, uh, co do wczoraj, um, Chandler.. nie powiedziałeś mu... [Joey potrząsa głową, że nie] Dobra, bo myślę, że nie musimy mu mówić, to był tylko pocałunek, nie ??? Jeden ??? Nic takiego ??? Nie ???
Joey: Jasne. Nic takiego.
Ross: Dobra.
Joey: W zboczonym świecie!! Złamałeś zasadę!
Ross: Jaką zasadę ???
Joey: Nie całuje się mamy przyjaciela! Siostra w porządku, może też ciotkę... ale nie mamę, nigdy mamę!
[Chandler otwiera drzwi i zaskakuje ich. Bierze gazetę.]
Chandler: Co wy tu robicie ???
Ross: Uh.. uh.. cóż, Joey i ja omawiamy nasze wyjście na porannego raquetball'a. Ale, um, najwyraźniej ktoś tu zaspał.
Joey: Tak, a ty nie masz rakietki.
Ross: Nie, nie nie mam bo ktoś miał mi przynieść.
Joey: Tak, nie zadzwoniłeś i nie powiedziałeś jaki ma być rozmiar uchwytu.
Chandler: Dobra, spędzacie razem zbyt dużo czasu. [Wchodzi do mieszkania i zamyka drzwi]
Ross: Dobra, jestem szumowiną.
Joey: Ross, jak mogłeś do tego dopuścić ???
Ross: Nie wiem, Boże, ale ona nie jest jak zwykła mama, wiesz ??? Ona jest sexowna, jest...
Joey: Myślisz, że moja mama nie jest sexowna ???
Ross: Nie w ten sam sposób...
Joey: Muszę ci powiedzieć, że Gloria Tribbiani była w swoim czasie bardzo przystojna, dobra ??? Myślisz, że to tak łatwo urodzić 7 dzieci ???
Ross: Dobra, myślę, że zbaczamy trochę z tematu...
[Mieszkanie Moniki i Rachel. Drzwi się otwierają i Rachel i Paolo wychodzą.]
Rachel: Hey.
Ross: Hey.
Rachel: Co wy tu robicie ???
Ross: Nie gramy w raquetballa!
Joey: Zapomniał mi podać rozmiar uchwytu!
Ross: A on nie przyniósł gogli!
Rachel: Wy dwoje chyba macie swoje sprawy.
[Ona i Paolo odchodzą trochę dalej w holu.]
Rachel: Żegnaj, słodki.
Paolo: Ciao, bela.
[Całują się. Ross patrzy na nich.]
Ross: Czekali na mnie, żeby to zrobić ???
[Joey i Ross wchodzą do mieszkania Moniki i Rachel.]
Joey: Zamierzasz mu powiedzieć ???
Ross: Po co mam mu mówić ???
Joey: Bo jak ty mu nie powiesz to może jego matka.
Ross: Oh...
Monica: [wchodzi] Co wy tu robicie ???
Joey: Uhhhh.... on nawet nie ma odpowiedniego kostiumu!
Monica: ...O co ja pytałam ???
[Scena: Szpital. Phoebe tam jest i czesze faceta w śpiączce, wtedy Monica wchodzi z balonami]
Monica: Cześć.
Phoebe: Cześć.
Monica: Co ty tu robisz ???
Phoebe: Nic, pomyślałam, że wpadnę po drodze.. wiesz, po...no.. wiesz, a co ty tu robisz ???
Monica: Mnie tu nie ma. Pomyślałam tylko, że podrzucę to...po drodze.. mojej drodze... Często tu jesteś ??? Beze mnie ???
Phoebe: Nie. [Monica zaczesuje mu włosy w drugą stronę] Nie! Nie! ...Więc, um, myślisz, że mu się polepszyło od rana ???
Monica: Skąd mam wiedzieć ??? Nie było mnie tu.
Phoebe: Tak ??? Nawet, um, żeby mu zmienić piżamę ???! [zrywa kołdrę]
[przeniesienie do mieszkania Chandlera i Joey'a. Ross rozmawia z Chandler'em. Joey robi sobie jedzenie przy zlewie.]
Chandler: O mój Boże.
Ross: Jesteś moim przyjacielem. Musiałem ci powiedzieć.
Chandler: Nie wierzę. Paolo całował się z mamą ???
Ross: Tak, um, nie wiem czy zauważyłeś, ale dużo wypił, a wiesz jaki się staje jak wypije ...uh... [zobaczył, że joey się na niego patrzy] Nie mogę tak, to ja, przykro mi, całowałem się z twoją matką.
Chandler: Co ???
Ross: Byłem wkurzony na Rachel i Paolo'a, chyba za dużo tequili, a Nora...um, pani...mama Bing...była taka miła, wiesz, ale do niczego nie doszło, nic...zapytaj Joey'a, Joey, uh, chodź tu...
Chandler: [do Joey'a] Wiedziałeś o tym ???
Joey: Uh... no wiesz, wiedza jest zdradliwa.
Chandler: Cały dzień z tobą byłem, czemu mi nie powiedziałeś ???!
Joey: Hey, hey, hey, masz szczęście że ich przyłapałem, inaczej kto wie co by się stało.
Ross: Dzięki, wielka pomoc.
Chandler: [do Ross'a] Nie wierzę w to! Co ty sobie myślałeś ???
Ross: Ja nie...nie...
Chandler: Wiesz co, z moich przyjaciół, nikt więcej nie wie co ja przechodzę z matką.
Ross: Wiem...
Chandler: Nie wierzę, że to zrobiłeś. [Idzie do drzwi]
Ross: Chandler...
Joey: Ja też, wiesz...
Chandler: Wciąż jestem na ciebie zły za to, że mi nie powiedziałeś.
Joey: Za co ???!
Ross: Chandler...
Chandler: Muszę trzasnąć drzwiami! [Wychodzi, trzaskając drzwiami]
Joey: [Krzyczy za nim] Chandler, to nie ja ją całowałem, to on! [do Ross'a] Widzisz co się dzieje jak łamiesz zasady ???
Ross: Joey...
Joey: Ah! [pokazuje na drzwi] Huh ??? [Wychodzi i trzaska drzwiami]
[Scena: Central Perk. Nie ma Chandlera. Rachel coś pisze, a Monika podchodzi.]
Monica: Hey.
Rachel: Hey.
Monica: [czyta] "Kobieta niespełniona", napisane przez Rachel Karen Green.
Rachel: Tak. Postanowiłam spróbować. Cały czas piszę pierwszy rozdział. Czy myślisz, że miłość można uwolnić z dżinsowej niewoli ???
Monica: [czyta] Tak, tak bym powiedziała. I brakuje ci literki.
Phoebe: [podchodzi z gitarą] Hey Rach.
Rachel: Hey.
Phoebe: Hey.
Monica: Hey.
Phoebe: Idziesz dziś do szpitala ???
Monica: Nie, a ty ???
Phoebe: Nie, a ty ???
Monica: Zapytałaś mnie właśnie.
Phoebe: Dobra, może to było podchwytliwe. [gra kilka dźwięków] Um, Rachel możemy teraz ???
Rachel: Dobra. [pisze coś jeszcze] Jestem taka podniecona!
Joey: [do Ross'a, na kanapie] to jest zdjęcie mojej matki i ojca w dniu ślubu. Powiedz mi, że nie jest powalająca.
Ross: Nie wierzę, że o tym mówimy.
Joey: Dalej! Wyobraź sobie, że nie jest w ciąży, wszystko.
Rachel: [do mikrofonu] Central Perk z dumą prezentuje pannę Phoebe Buffay.
Phoebe: Dzięki. Cześć, um, dobra. Zacznę od piosenki o mężczyźnie, którego niedawno poznałam, który jest dla mnie bardzo ważny. [Monica patrzy na nią] Dobrze. [śpiewa] You don't have to be awake to be my man,
As long as you have brainwaves I'll be there to hold your hand.
Though we just met the other day,
There's something I have got to say...
[Monika się wymyka] Dobra, dziękuje bardzo, krótka przerwa! [wybiega przewracając stojak na mikrofon]
Rachel: [Do mikrofonu] Dobra, to była Phoebe Buffay, wszyscy. Woo!
[Wchodzi Chandler]
Chandler: Co to było ???
Ross: Oh, uh, Phoebe właśnie zaczęła...
Chandler: Tak, mówiłem do Joey'a, dobra ty całujący mamusie ??? [podchodzi do baru]
Joey: [śmieje się] Całujący mamusie... [widzi spojrzenie Ross'a] Zamykam się.
Ross: Chandler, mogę coś powiedzieć ??? wiem, że wciąż jesteś na mnie zły, ale chciałem powiedzieć, że tam było dwoje ludzi. Dobra ??? Dwie pary ust.
Chandler: Tak, mogłem się tego spodziewać po niej. Dobra ??? Ona zawsze byłą Freud'owskim koszmarem.
Ross: Dobra, jak się tak zawsze zachowuje to czemu czegoś nie zrobisz ???
Chandler: Bo to jest skomplikowane, trudne...Hey, całowałeś się z moją mamą!
[Wszyscy w kawiarni się patrzą]
Ross: [Do całej reszty ludzi w Central Perk] Ćwiczymy sztukę grecką.
Chandler: Bardzo zabawne, skończyliśmy ???
Ross: Nie! Dobra, nie chcesz z nią pogadać, nie powiesz jej jak się z tym czujesz ???
Chandler: Nie. Słuchaj, to że zabawiałeś się językiem jej migdałkami to wcale nie znaczy, że ją znasz. Dobra ??? wierz mi, z nią nie można rozmawiać.
Ross: Dobra, ty nie możesz, czy [pokazuje na Chandlera] ty nie możesz ??? [Chandler łapie jego palec] Dobra, to mój palec. [Chandler przekręca go, a Ross klęka na jednym kolanie] to moje kolano. [do ludzi w Central Perk'u] Wciąż ta sztuka. Aaah!
[Przeniesienie do szpitala. Monica wpada, tuż za nią Phoebe. Łóżko jest puste]
Phoebe: Dobra, co z nim zrobiłaś ???
[Dźwięk spuszczanej w klozecie wody. Facet wychodzi z ubikacji.]
Monica: Oh! Obudziłeś się!
Phoebe: Patrzcie na ciebie! Jak, jak się czujesz ???
Facet: Uh, trochę dziwnie, ale ogólnie dobrze.
Monica: Świetnie wyglądasz!
Facet: I tak się czuję! ...Kim jesteście ???
Monica: Oh, przepraszam.
Phoebe: Ja jestem Phoebe Buffay.
Monica: A ja Monica Geller. Zajmowałam się tobą.
Phoebe: Obie się zajmowałyśmy.
Facet: Więc, to wszystko od was ???
Phoebe: Właściwie tak.
Monica: Ja robiłam ci masarze stóp.
Phoebe: A kto cię golił ??? Ja.
Monica: Ja ci czytałam.
Phoebe: Ja śpiewałam. [do Moniki] Hah!
Facet: Cóż,... dzięki.
Monica: Oh, przyjemność po naszej stronie.
Phoebe: Nie ma za co.
Facet: To. Do zobaczenia.
Phoebe: Co, to tyle ???
Monica: Do zobaczenia' ???
Facet: A co mam powiedzieć ???
Monica: Oh, nie wiem. Może, um, "to miłe" ??? "Doceniam to" ??? "Zadzwonię" ???
Facet: Dobra, zadzwonię.
Phoebe: Chyba nie masz tego na myśli.
Monica: To takie typowe. My dajemy, dajemy, dajemy. A potem...nic nie dostajemy! A potem pewnego dnia, on się budzi, mówi "do zobaczenia"! Idziemy, Phoebe.
Phoebe: Wiesz co ??? Myślałyśmy, że jesteś inny. Ale to chyba przez tą śpiączkę.
[Scena: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. Chandler rozmawia z mamą.]
Pani Bing: Samochód czeka na dole, chciałam tylko podrzucić książki dla twoich przyjaciół. Chcesz coś z Lisbony ???
Chandler: Nie, wystarczy, że będę wiedział, że tam jesteś.
Pani Bing: Dobra, to bądź dobry, kocham cię. [Całuje go i idzie do wyjścia]
Chandler: Całowałaś się z Ross'em! ...Albo coś w tym rodzaju.
Pani Bing: [wraca] Dobrze. Słuchaj, to było głupie.
Chandler: Bardzo głupie.
Pani Bing: Bardzo głupie. Nawet nie wiem jak do tego doszło. Przykro mi kochanie, obiecuję, że to się już nie powtórzy. W porządku już ???
Chandler: Tak. Nie. Nie...
[Przeniesienie na hol. Joey podsłuchuje przez drzwi. Ross podchodzi.]
Ross: Ah, zakazana miłość mężczyzny i jego drzwi.
Joey: Shh. Zrobił to. Nawrzucał jej, i nie tylko o pocałunku, o wszystkim.
Ross: Żartujesz.
Joey: Nie, nie. Powiedział: "Kiedy dorośniesz i zaczniesz być mamą ???"
Ross: Wow!
Joey: A potem ona powiedziała: "Pytanie jest takie, kiedy ty dorośniesz i zdasz sobie sprawę, że mam bombę ???"
Ross: Zaraz, czekaj, jesteś pewny, że nie powiedziała: "Kiedy ty dorośniesz i zdasz sobie sprawę, że masz mamę ???"
Joey: To ma więcej sensu.
Ross: To co się teraz dzieje ???
Joey: Nie wiem, stoję tu i gadam tobie! [wraca do drzwi] Nic nie słyszę. Oh, zaraz, czekaj, czekaj. [Patrzy w judasza]
Ross: Co widzisz ???
Joey: Ciężko powiedzieć, są tacy mali i do góry nogami. Zaraz, zaraz. Idą... idą... nie, nie idą, idą do nas! Uciekaj! Wiej!
[Joey biegnie w dal holu. Ross chce wejść do mieszkania Moniki i Rachel, ale jest zamknięte, więc odchodzi trochę w dal holu i udaje, że nie słuchał. Chandler i jego mama wychodzą.]
Pani Bing: W porządku już ???
Chandler: Tak, dobrze.
Pani Bing: Świetnie. [całuje go]
Chandler: Nieźle.
[Ona odchodzi]
Ross: [bardzo grzecznie] Pani Bing.
Pani Bing: Panie Geller.
[wychodzi]
[Ross puka do mieszkania Moniki i Rachel. ]
Chandler: Hey.
Ross: Chodzi ci o to ???
Chandler: Tak, czemu nie. [Podają sobie ręce] Powiedziałem jej.
Ross: Tak ??? Jak było ???
Chandler: Okropnie. Okropnie. Nie mogło być gorzej.
Ross: I jak się czujesz ???
Chandler: Całkiem nieźle! Powiedziałem jej.
Ross: Widzisz ??? To może to nie była taki zły pomysł, wiesz, że się z nią całowałem, uh ??? Co ??? [Kiwa palcem przed Chandler'em, potem go zabiera] Ale.. nie musimy tego znów przerabiać.
Końcowe napisy
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel rozdaje wszystkim kopie swojej książki.]
Rachel: Dobra. To dopiero pierwszy rozdział, proszę o szczerą opinię. Oh, oh, a na stronie drugiej, nie obejmuje jej stromych piersi.
Monica: Co to za skutek ???
Joey: To coś takiego na stromej piersi.
Rachel: Dobra, dobra, nie jestem najlepsza w pisaniu na maszynie...
Ross: Zaraz, macie już ten moment z jego ogromnym pensum ??? Lepiej nie być w pobliżu jak zabierze się do roboty!
Rachel: Dobrze, dość! Oddajcie! Koniec!
Wszyscy: Nieee!
KONIEC