"Małpa"


Napisane przez: Adam Chase i Ira Ungerleider.
Przepisane przez: guineapig.

Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wchodzi Ross]

Ross: Ludzie ??? Jest ktoś, kogo chcę wam przedstawić.

[Małpa wskakuje na jego ramię.]

Wszyscy: Oooh!

Monica: Zaraz. Co to jest ???

Ross: To jest Marcel. Chcesz się przywitać ???

Monica: Nie, nie, nie chcę.

Rachel: Oh, jest cudowny! Skąd go wziąłeś ???

Ross: Przyjaciel Bethel wyratował go z laboratorium.

Phoebe: To takie okrutne! Czemu ??? Po co rodzic miał by nazywać swoje dziecko Bethel ???

Chandler: Hey, ta małpa ma przyczepionego do tyłka Ross'a!

Monica: Ross, będzie mieszkał z tobą, wiesz, w twoim mieszkaniu ???

Ross: Tak. Było dość cicho odkąd Carol się wyprowadziła, więc...

Monica: Czemu nie załatwisz sobie współlokatora ???

Ross: Nie, nie wiem... osiągnąłem już ten wiek, mieć współlokatora to żał... [dociera do niego] ...nie tak, to, to..."żał", co oznacza "super sposób mieszkania".

INTRO


[Scena: Central Perk. Phoebe przygotowuje się do śpiewu. Joey'ego nie ma.]

Phoebe: Wiecie, śpiewam dziś nowe rzeczy. Mam 12 nowych piosenek o samobójstwie mojej matki i jedną o bałwanku.

Chandler: Możesz zacząć od tego bałwanka.

[Wchodzi Joey]

Wszyscy: Hey, Joey. Hey, koleś.

Monica: I jak poszło ???

Joey: Ahhhhhh, nie dostałem pracy.

Ross: Jak mogłeś jej nie dostać ??? W zeszłym roku byłeś Mikołajem.

Joey: Nie wiem. Jakiś gruby facet śpi z kierowniczką sklepu. Nawet nie jest wesoły, wszystko jest upolitycznione.

Monica: To kim będziesz ???

Joey: Ah, będę jednym z jego pomocników. To jak policzek w twarz, wiecie ???

Rachel: Hey, a wy wiecie co będziecie robić w Nowy Rok ??? [Wszyscy protestują i walą ją poduszkami] Rany, co ???! Co jest nie tak z Nowym Rokiem ???

Chandler: Nic dla ciebie, ty masz Paolo'a. Nie masz tej okropnej presji w te święta. Desperacka szamotanina, żeby znaleźć coś z ustami, żeby mieć tylko co pocałować jak wybije godzina!! Rany, ależ głośno mówię!

Rachel: Dla twojej informacji, Paolo w Nowy Rok będzie w Rzymie, więc będę tak samo żałosna jak reszta z was.

Phoebe: Tak, chciała byś!

Chandler: Dość mam już bycia ofiarą tych świąt Dick'a Clark'a. Obiecuję sobie w tym roku, żadnych randek, zawieramy pakt. Tylko nasza szóstka...kolacja.

Wszyscy: Tak, dobra. Jasne.

Chandler: Wiecie, oczekiwałem nieco więcej entuzjazmu.

Wszyscy: Woooo! Tak!

Rachel: Phoebe, zaczynaj.

Phoebe: Oh, oh, dobrze.

Rachel: [do mikrofonu] Dobra, cześć. Panie i panowie, na specjalne życzenie, panna Phoebe Buffay. Wooh!

Phoebe: [bierze mikrofon] Dzięki, cześć. Um, zacznę od piosenki, która wiele dla mnie znaczy o tej porze roku. [potrząsa dzwoneczkiem na wstępie] [śpiewa]
I made a man with eyes of coal
i a smile so bewitchin',
How was I supposed to know
That my mom was dead in the kitchen ???
[potrząsa dzwoneczkiem] La lalala la la la la lalala la la...
[Przeniesienie na później. Teraz już wszyscy są całkowicie przybici.]

Phoebe: [śpiewa]
...My mother's ashes
Even her eyelashes
Are resting in a little yellow jar,
i sometimes when it's breezy...
[Słyszymy dwóch facetów gadających jak śpiewa Phoebe: Max i David]

Phoebe: [śpiewa]
...I feel a little sneezy
i now I- [nagle przestaje]
Przepraszam, przepraszam! Tak, wy głośni chłopcy! [Przestają gadać i patrzą na nią] Czy to coś czym chcieli byście się podzielić z całą grupą ???

Max: Nie. Nie, to...nieważne.

Phoebe: No dalej, jeśli to takie ważne, żeby o tym mówić wtedy jak gram, to wnioskuję, że to jest na tyle ważne, żeby usłyszeli to wszyscy!

Chandler: [po cichu, do reszty] Wróci do domu z uwagą!

David: Nie...mówiłem tylko do mojego przyjaciela...

Phoebe: Mógłbyś mówić głośniej ???

David: [wstaje i mówi głośniej] Przepraszam, mówiłem właśnie do kolego, że jesteś najładniejszą kobietą jaką widziałem w życiu. A on wtedy powiedział...powiedziałeś, że myślisz...

Max: Daryl Hannah.

David: Daryl Hannah to najładniejsza kobieta jaką on widział w życiu i powiedziałem, że tak, podobała mi się w "Plusku", bardzo, ale nie tak bardzo jak w..."Wall Street", myślałem, że ma więcej...

Max: Że jest lepsza.

David: ...że jest lepsza. I uh, jak Daryl Hannah jest piękna w konwencjonalny sposób, a ty masz lśniący wdzięk i grację. Potem, uh, no wtedy właśnie zaczęłaś krzyczeć na nas. [siada]

Phoebe: Dobra, zrobimy krótką przerwę. [Podchodzi do ich stolika]

Joey: Hey, ten gość dostanie nie tylko uwagę!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Nie ma Joey'a. Wszyscy wystrajają mieszkanie na święta]

Ross: Chodź tu, Marcel. Siadaj. [Marcel odchodzi gdzieś indziej]

Rachel: Pheebs, nie wierzę, że jeszcze cię nie pocałował. Boże, do czasu mojej szóstej randki z Paolo'em, on już dawno nazwał obie moje piersi! ...Ooh. Zbyt bardzo się dzielę ???

Ross: Troszeczkę.

Phoebe: David taki nie jest, on jest, on jest jak naukowiec. Jest bardzo metodyczny.

Monica: Myślę, że to romantyczne.

Phoebe: Ja też! Oh! Widzieliście kiedyś Oficera i Dżentelmena ???

Rachel: Tak!

Phoebe: No jest właśnie takim typem faceta. Poza, poza tym, że jest mądrzejszy, fajniejszy i ukochańszy... Chcę być z nim cały czas. Dzień i noc, noc i dzień... i na specjalne okazje...

Chandler: Czekaj no, czekaj no, widzę o co ci chodzi, chcesz go zaprosić na Nowy Rok. Wyłamiesz się i złamiesz pakt. Ona chce złamać pakt.

Phoebe: Nie, nie, nie, nie, nie. Tak, a może już złamałam ???

Chandler: Tak, bo ja już zaprosiłem Janice.

Monica: Co ???!

Ross: Dajcie spokój, mieliśmy pakt! To był twój pakt!

Chandler: Wyłamałem się, dobra ??? Nie mogłem znieść napięcia i się wyłamałem.

Monica: Tak, ale Janice ??? To było najgorsze zerwanie w historii!

Chandler: Nie powiedziałem, że to był dobry pomysł, mówię tylko, że się wyłamałem!

[Wchodzi Joey. Na butach ma dzwoneczki, które dzwonią jak on chodzi. Ma też na sobie długi płaszcz.]

Joey: Cześć. Cześć, przepraszam za spóźnienie.

[Zdejmuje płaszcz i pokazuje swój strój elfa]

Chandler: Za dużo dowcipów... zbijajcie się z Joey'a!

Joey:Niezłe buty, huh ??? [porusza nogą i dzwoneczki brzęczą]

Chandler: Aah, dobijasz mnie tym dźwiękiem!

[Marcel zrzuca jakieś narzędzie w kuchni]

Monica: Ross! On znów się bawi moimi łopatkami!

Ross: Dobra, spokój, nic im nie zrobi, nie ???

Monica: Zawsze musisz go tu przynosić ???

Ross: Nie chciałem go zostawiać samego. Dobra ??? Dziś rano pierwszy raz się pokłóciliśmy. Myślę, że ma mi za złe to, że pracuję do późna. Powiedziałem kilka rzeczy, których nie miałem na myśli, a on...pokazał mi minę...

Chandler: Wiesz co, jak ty pracujesz do późna to ja mogę go popilnować za ciebie.

Ross: Oh, było by super! Dobra, ale jak tak, zrób to tak, żeby wyglądało to na to, że jestem tam dla niego, a nie że robisz mi przysługę.

Chandler: Dobra, ale jak będzie pytał to nie będę kłamał.

[Scena: Laboratorium Max'a i David'a. David wyjaśnia coś Phoebe na białej tablicy.]

David: ...Ale, tej teorii nie można sprawdzić, bo dzisiejsze urządzenia do napędzania cząsteczek nie mają tyle mocy, żeby nadać im taka prędkość, żeby były spełnione tamte warunki.

Phoebe: Dobra, dobra, mam pytanie.

David: Yuh.

Phoebe: Um, czy zaplanowałeś mnie kiedyś pocałować ???

David: Uh, to z pewnością, uh, ważne pytanie. I, uh, a odpowiedzią jest [pisze tak na tablicy] Tak. Tak planowałem. Ale, widzisz, chciałem, żeby to był wyjątkowy pocałunek w wyjątkowym miejscu, bo, bo to ty.

Phoebe: Jasne.

David: Właśnie. Ale, im dłużej czekam tym bardziej fenomenalny ten pocałunek będzie, a teraz dotarliśmy już do takiego miejsca, gdzie ja powinienem ... zmieść wszystko ze stołu i rzucić cię na niego. I, uh, ja nie jestem za bardzo taki.

Phoebe: Oh, David, myślę, że jednak jesteś. Jesteś zmiataczem! ...Siedzi w środku ciała naukowca.

David: Taaak.

Phoebe: Oh, tak, oh, jestem tego pewna. Powinieneś to zrobić, zmiataj i rzucaj mnie.

David: ...Teraz ??? Teraz ???

Phoebe: Oh tak, właśnie teraz.

David: Dobra, dobra, dobra. [przygotowuje się, już ma to zrobić, ale w ostatniej chwili zabiera z blatu laptop'a] Wiesz co, to jest dosyć drogie. [Odkłada go gdzieś indziej. Potem bierze mikroskop] I wezmę...to był prezent. [odsuwa go]

Phoebe: Dobra, teraz to już tak jakby sprzątasz.

David: Dobra, co mi tam. [zmiata resztę rzeczy i łapie Phoebe] Naprawdę chcesz, żebym cię rzucił czy może sama wskoczysz ???

Phoebe: Wskoczę. [Wskakuje na stół]

[Wreszcie się całują]

[Scena: Central Perk]

Ross: Powiedz mi coś. co wyrażenie "to był pakt" znaczy dla ciebie ???

Monica: Przykro mi, dobra. Chandler kogoś ma, a Phoebe też...pomyślałam, że zaproszę Zabawnego Bobby'ego.

Chandler: Zabawny Bobby ??? Twój były chłopka Zabawny Bobby ???

Monica: Tak.

Joey: A znasz jeszcze jakiegoś jeszcze Zabawnego Bobby'ego ???

Chandler: Kiedyś znałem Zabawnego Bob'a.

Rachel: [Przynosi Joey'owi kubek kawy] Dobra, zaczynamy...

Joey: Ooh ooh ooh ooh, nie ma miejsca na mleko!

Rachel: [Patrzy na Joey i wypija trochę kawy] Masz. Teraz jest.

Ross: Dobra, więc co do naszego wieczoru bez randek, troje z was już je ma.

Joey: Uh, cztery.

Ross: Cztery.

Rachel: Pięć.

Ross: Pięć. [Zakrywa twarz w dłoniach]

Rachel: Przykro mi. Paolo złapał wcześniejszy lot.

Joey: Tak, a ja spotkałem w sklepie tą naprawdę gorącą mamusię. A co ma do roboty elf ???

Ross: Dobra, więc będe jedyny samotny w chwili wybicia godziny ???

Rachel: Oh, daj spokój. Będzie wielkie przyjęcie, nikt nie będzie wiedział kto jest z kim.

Ross: Hey, wiesz co, nie tego potrzebowałem akurat teraz.

Monica: Co się stało ???

Ross: Oh, to Marcel. Wciąż mnie ucisza, wiesz ??? Łazi w kółko i wszystko łapie w ręce...

Chandler: To dziwne, wczoraj tak dobrze nam szło.

Ross: Tak ???

Chandler: Tak, bawiliśmy się, oglądali telewizję...to żonglowanie jest niesamowite.

Ross: Co, uh... jakie żonglowanie ???

Chandler: Skarpetkami zwiniętymi w kulkę ??? Myślałem, że ty go tego nauczyłeś.

Ross: Nie.

Chandler: Wiesz co, to nic takiego. Po prostu pozwijał skarpety... i melon...

[Max wpada do środka]

Max: Phoebe. Cześć.

Phoebe: Oh, cześć Max! Hey, znasz wszystkich ???

Max: Nie. Widziałaś David'a ???

Phoebe: Nie, nie, nie było go.

Max: Jak go zobaczysz powiedz mu, żeby spakował bagaże. Jedziemy do Minsk'a.

Phoebe: Minsk'a ???

Max: Minsk. Ten w Rosji.

Phoebe: Wiem gdzie jest Minsk.

Max: Dostaliśmy dotacje. Trzy lata, koszty pokryte.

Phoebe: A kiedy musicie wyjechać ???

Max: Pierwszego stycznia.

[Scena: Laboratorium Max'a i David'a. Pracują. Phoebe puka do drzwi.]

Phoebe: Hey ???

David: Hey!

Phoebe: Cześć.

David: Cześć! [całuje ją] Co ty tu robisz ???

Phoebe: Um, cóż, Max powiedział mi o Minsk'u, więc [dziwnym głosem] gratulacje! To takie ekscytujące!

Max: Było by bardziej ekscytujące jakbyśmy jechali.

Phoebe: Oh, nie jedziecie ??? [znów fałszywym głosem zawodu] Oh, czemu ???

Max: Powiedz jej, David. Nie chcę jechać do Minsk'a żeby pracować z Lifson'em i Yamaguchi'm i Flench'em, nie. Chcę zostać tu i kochać się ze swoją dziewczyną!! [wybiega]

David: Dzięki, Max. Dzięki.

Phoebe: Więc naprawdę nie jedziecie ???

David: Nie wiem. Nie wiem co mam robić. Ja...ty zdecyduj.

Phoebe: Oh nie rób tak.

David: Proszę.

Phoebe: Oh nie, nie.

David: Nie, ale ja proszę...

Phoebe: Oh, ale ja nie mogę...

David: Nie, ale ja nie mogę...

Phoebe: To twoja sprawa i...

David:...podejmij decyzję...

Phoebe: Dobra, um, zostań.

David: Zostać.

Phoebe: Zostań.

[Myśli przez chwilkę i zrzuca rzeczy ze stołu]

Phoebe: Wyrabiasz się w tym! [ona wskakuje na stół]

David: To rzeczy Max'a. [całują się]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przyjęcie.]

Janice: Uwielbiam te karczochy! Oh, nie mów mi co w nich jest, dieta zaczyna mi się jutro! [śmieje się jak Janice]

Chandler: Pamiętasz Janice.

Monica: Dokładnie.

[Ktoś puka do drzwi. Monica otwiera.]

Monica: Cześć.

Sandy: Cześć, jestem Sandy.

Joey: Sandy! Cześć! Wejdź! [Ona wchodzi, a razem z nią dwójka dzieci...chłopka i dziewczynka]...Przyprowadziłaś dzieci.

Sandy: Tak. To nie szkodzi, nie ???

[Joey i Monica patrzą na siebie i wzruszają ramionami. Ross wchodzi z Marcel'em na ramieniu]

Ross: Impreza!

Monica: to coś tu nie wchodzi.

Ross: To coś ??? To tak witasz gości na imprezie ??? Pozwól, że cię o coś zapytam, jakbym się pojawił tu z moją nową dziewczyną, nie była by mile widziana w twoim domu ???

Monica: Ale pewnie twoja nowa dziewczyna nie oddawała by moczu na moim stoliku.

Ross: Dobra. On był bardziej skrępowany niż ktokolwiek inny. Dobra ??? Dużo go to kosztowało, żeby tu wrócić tak jakby nigdy nic...

Monica: Dobra. Trzymaj go z dala ode mnie.

Ross: Dzięki. [odchodzi] Dalej Marcel, co powiesz na odrobinę towarzystwa ??? [Marcel odbiega] Dobra, a ja, uh... zobaczymy się później.

[Otwierają się drzwi. Rachel tam stoi. Jej płaszcz jest zabłocony i podarty, jej włosy są rozczochrane, a twarz posiniaczona. Wszyscy odwracają się, żeby na to popatrzeć.]

Monica: O mój Boże! Rachel, kochanie... nic ci nie jest ??? Gdzie Paolo ???

Rachel: W Rzymie. Dureń spóźnił się na samolot.

Phoebe: A potem... twoja twarz opuchła ???

Rachel: Nie. Dobra. Byłam na lotnisku, wsiadałam do taksówki, kiedy ta kobieta...ta blondynka z notesikiem zaczęła na mnie krzyczeć. Coś o tym, ż to była jej taksówka. A następne co pamiętam to to, że zaczęła...zaczęła ciągnąć mnie za włosy! Więc zaczęłam dmuchać w mój gwizdek do obrony i pojawiły się 3 nowe taksówki, jak już chciałam wsiąść do tej taksówki ona mnie powaliła. Uderzyłam głową w krawężnik i przecięłam wargę przez gwizdek...oh...wszyscy dobrze się bawią na przyjęciu ??? [do Moniki] Czy ludzie jedzą mój sos ???

[Przerwa. Monica i Rachel, coś przygotowały i wychodzą z sypialni]

Sandy: Wiesz, jak zobaczyłam cię w sklepie tamtego tygodnia, to był pewnie pierwszy raz kiedy zrozumiałam elfy.

Joey: Wow, to niegrzeczne.

Sandy: Tak.

[Prawie się całują i wtedy Joey zauważa, że gapią się na nich jej dzieci.]

Joey: Hey, dzieci...

Ross: [Patrzy jak Marcel bawi się z Phoebe. Do Chandlera] Patrz na niego. Nie mówię, że ma spędzić ze mną cały wieczór, ale mógłby chociaż zajrzeć.

Janice: [zaskakuje ich] tu jesteś! Haaah, uciekłeś mi!

Chandler: [naśladuje ją] Ale ty mnie znalazłaś!

Janice: Masz, Ross, zrób nam zdjęcie. [Daje mu aparat] Uśmiech! Jesteś w aparacie Janice!

Chandler: Zabij mnie. Teraz.

[Ktoś jeszcze puka do drzwi. Monica wygląda przez judasza]

Monica: Hey wszyscy! To Zabawny Bobby!

[Wszyscy krzyczą. Monica otwiera drzwi. Bobby jest najwyraźniej bardzo przybity.]

Zabawny Bobby: Hey, przepraszam za spóźnienie. Ale mój, uh, dziadek, zmarł 2 godziny temu. Ale nie mogę tam lecieć aż do jutra więc oto jestem!

Joey: [podchodzi] Hey Zabawny Bobby! Rany! Kto umarł ???

[Monica gestykuluje za plecami Bobby'ego]

[Przerwa. Bobby opowiada o dziadku. Wszyscy sa na granicy łez.]

Zabawny Bobby: Będzie otwarta trumna, więc...tak jakby znów go zobaczę.

Janice: [Ross wciąż robi im zdjęcia] Oh, skończę już ten i napiszę "Zjednoczeni".

Chandler: dobra, Janice, dość! Janice... Janice... Hey, Janice, jak cię zaprosiłem na to przyjęcie to wcale nie znaczyło, że my...

Janice: Oh, nie. Oh, nie.

Chandler: Przykro mi, że źle to zrozumiałaś...

Janice: O mój Boże. Słuchaj mnie, Chandler, słuchaj. Pewnego dnia to już będzie ostatnia twoja szansa ze mną. [odbiega]

[Ross wciąż robi zdjęcia]

Chandler: Oh, dawaj to. [Porywa aparat]

[David karmi Phoebe popcornem. Max podchodzi.]

Phoebe: Cześć, Max!

Max: Yoko. [do David'a] Zdecydowałem się jechać do Minska bez ciebie.

David: Wow.

Max: To nie będzie to samo...ale wciąż będzie to Minsk. Szczęśliwego Nowego Roku.[odchodzi]

Phoebe: Nic ci nie jest ???

David: Tak, w porządku.

[Phoebe prowadzi David'a do sypialni]

Phoebe: Pojedziesz do Minska.

David: Nie, ja...nie jadę do Minska.

Phoebe: Oh, jedziesz do Minsk'a. Ty należysz do Minska. Nie możesz tu zostać tylko dla mnie.

David: Tak, mogę. Bo jak pojadę to by znaczyło, że musze z tobą zerwać, a nie mogę z tobą zerwać.

Phoebe: Oh tak, możesz. Powiedz, um, "Phoebe, moja praca to moje życie i to teraz muszę robić". A ja powiem "twoja praca ???! Twoja praca ???! Jak możesz tak mówić ???!". A wtedy ty powiesz, um, "jestem rozdarty, ale nie mam wyboru. Czy nie możesz tego zrozumieć ???". A ja [uderza go] "Nie! Nie! Nie mogę!".

David: Uh, ow.

Phoebe: Ooh, przepraszam. Um, i, i potem mnie obejmiesz. I potem mnie obejmiesz. [on to robi] I, um, teraz mi powiesz, że mnie kochasz i że mnie nie zapomnisz.

David: Nigdy cię nie zapomnę.

Phoebe: I wtedy powiesz, że jest już prawie północ i że musisz już iść, bo nie możesz tu zostać skoro nie możesz tego skończyć. [całują się] Będę tęsknić. Ty naukowcu.

Dick Clark (w telewizji): Cześć, tu Dick Clark, na żywo z Times Square. Mamy tu prawdziwą wirtualną śnieżną burzę na Times Square...

[Joey przykrywa kocem dzieci Sandy]

Joey: Proszę dzieci.

Chandler: [Do kobiety, którą właśnie poznał] I wtedy ten paw mnie ugryzł. [śmieje się] Proszę pocałuj mnie o północy. [ona odchodzi]

Joey: Widziałeś Sandy ???

Chandler: Ooh. Uh, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale jest w sypialni Moniki, jest tam z Max'em, z tym głupim naukowcem. Ooh, patrz na to, wiedziałem jak ci to powiedzieć.

Rachel: Vrrbddy, impreza się kręci.

Wszyscy: [w kuchni]: Co ???

Rachel: Imprezka się kręci!

Dick Clark (w telewizji): Za 20 sekund będzie północ...

Chandler: A moment radości nas przenika.

Joey: Wygląda na to, że pakt bez randek jednak się udał.

Phoebe: Wszyscy są tacy szczęśliwi. Nienawidzę tego.

Monica: Nie wszyscy są nieszczęśliwi. Hey Bobby!

[Bobby macha i potem zalewa się łzami. Nadchodzi północ i wszyscy oprócz naszej szóstki biją brawo i całują się.]

Chandler: Wiecie co, ja uh.. pomyślałem, że może być dobrze. Nie jestem dobry z matmy, ale mamy tu 3 chłopaków i 3 dziewczyny. [wydaje dźwięk pocałunku]

Phoebe: Nie wiem. Nie mam ochoty nikogo całować.

Rachel: Ja nie mogę nikogo całować.

Monica: To ja całuję wszystkich ???

Joey: Nie, nie, nie możesz pocałować Ross'a, to twój brat.

Ross: Idealnie. Super. Więc teraz wszyscy się całują oprócz mnie.

Chandler: Dobra, niech ktoś mnie pocałuje. Jest północ, niech ktoś całuje! Ktoś ma mnie pocałować!

Joey: Dobra, dobra, dobra. [Całuje go. Ross robi zdjęcie] Proszę.

Końcowe napisy


[Scena: Na przyjęciu. Po przerwie.]

Ross: [Patrzy na Marcel'a i rozmawia z Rachel] Tak bardzo chciałem, żeby to się udało. Znaczy się, wciąż tu jestem, zmieniam mu pieluchy, wyciągam mu pchły... ale on ma to gdzieś. Trudno jest zaakceptować, że ktoś kogo tak bardzo kochasz, nie odwzajemnia twoich uczuć.

Rachel: ...Ta dziwka złamała mi ząb.

KONIEC