"Babcia umiera dwa razy"


Napisane przez: Marta Kaufmann i David Crane.
Przepisane przez: guineapig.
Specjalne podziękowania dla: Rachel Stigge za poprawę języka włoskiego.
Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Biuro Chandler'a. Chandler jest na przerwie śniadaniowej.]

[Wchodzi Shelley]


Shelley: Hey przystojniaku, jak leci ???

Chandler: Japońskie kluski w proszku pod fluorescencyjnym światłem... czy może być coś lepszego niż to ???

Shelley: Pytanie. Z nikim się nie spotykasz, no nie, bo poznałam kogoś kto był by dla ciebie idealny.

Chandler: Ah, widzisz, z tym czymś lepszym to może być problem. Powiedziałaś "uzależnioną", "destrukcyjną"...

Shelley: Chcesz się umówić w sobotę ???

Chandler: Tak, proszę.

Shelley: Dobra. Jest słodki, zabawny, jest...

Chandler: To jest on ???

Shelley: No tak! ...Oh Boże. Ja...pomyślałam, że...dobrze, Shelley. Pójdę się teraz spuścić w toalecie...[wychodzi z pokoju] ...Dobra, to cześć...

INTRO

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy tam są.]

Chandler: ...Nie mogłem się już cieszyć swoimi kluskami po czymś takim. Znaczy się, czy to śmieszne ??? Możecie uwierzyć, że ona tak pomyślała ???

Rachel: Um... tak. Jak pierwszy raz cię zobaczyłam, wiesz, pomyślałam może, możliwe, że możesz być...

Chandler: Tak ???

Rachel: Tak, ale potem całe urodzinowe przyjęcie spędziłeś na rozmawianiu z moimi piersiami, wtedy wiedziałam, że chyba już nie.

Chandler: Huh. A czy, uh... reszta z was pomyślała to samo ???

Monica: Ja tak.

Phoebe: Tak, chyba tak, tak.

Joey: Nie ja.

Ross: Nie, nie, ja też. Chociaż, uh, wiesz, w college'u, Susan Sallidor tak.

Chandler: Żartujesz! Powiedziałeś jej, że nie ???

Ross: Nie. Nie, nie, bo, uh, ja też się chciałem z nią umówić, więc, powiedziałem jej, właściwie to, że umawiałeś się z Bernie'em Spellman'em... który też jej się podobał, więc...

[Joey gratuluje Ross'owi, ale widzi spojrzenie Chandlera i przestaje]

Chandler: To fascynujące. więc, uh, co jest ze mną nie tak ???

Phoebe: Nie wiem, bo jesteś mądry, zabawny...

Chandler: Ross jest mądry i zabawny, pomyślałaś coś takiego o nim ???

Wszyscy: Tak! Właśnie!

Chandler: CO JEST ???!

Monica: Dobra, nie wiem, po prostu masz predyspozycje.

Wszyscy: Tak. Całkowicie. Predyspozycje.

Chandler: Oh, oh, predyspozycje, świetnie, bo już się martwiłem, że nie powiecie mi wprost.

[dzwoni telefon. Monika odbiera]

Monica: Halo ??? Halo ??? Oh! Rachel, to Paolo dzwoni z Rzymu.

Rachel: O mój Boże! Dzwoni z Rzymu! [bierze telefon] Bon giorno, caro mio.

Ross: [do Joey'a] Dzwoni z Rzymu. Ja też bym mógł. Muszę tylko lecieć do Rzymu.

Rachel: Monica, twój ojciec właśnie się włączył, możesz się pospieszyć ??? Rozmawiam z Rzymem. [Popisuje się przed Phoebe i Chandler'em] Rozmawiam z Rzymem.

Monica: Hey tato, co jest ??? Oh Boże. Ross, to babcia.

[Scena: Szpital. Pan i pani Geller tam są wraz z ciotka Lillian. Ross i Monica wchodzą. Wszyscy się witają]

Ross: I, uh, jak idzie ???

Ciocia Lillian: Lekarz powiedział, ze to kwestia godzin.

Monica: Jak się czujesz mamo ???

Pani Geller: Ja ??? Dobrze, w porządku. Cieszę się że przyszliście. ...Co z twoimi włosami ???

Monica: Co ???

Pani Geller: Coś się zmieniło ???

Monica: Nic.

Pani Geller: Oh, może jednak.

[Monica podchodzi do Ross'a, który robi kawę i mówi do niego]

Monica: Ona jest niesamowita, nasza matka jest...

Ross: Dobra, wyluzuj się, spokój. Będziemy tu przez jakiś czas, a wciąż jeszcze mamy ukrywać twoich facetów i karierę.

Monica: Oh Boże!

[Obejmują się. Później w szpitalu. Wszyscy rozmawiają z babcią.]

Monica: Te małe obklejone miętówki na dnie torebki.

Ross: Oh! ...Tak, były ogromne. Oh, wiecie co w niej lubiłem ??? Jej ciasteczka. Jak zawsze je podkradała z...restauracji.

Pan Geller: Nie tylko z restauracji, z naszego domu też.

[Z sali babci wychodzi pielęgniarka]

Pielęgniarka: Pani Geller ???

[Wszyscy wstają. Przeniesienie do Ross'a i Moniki w sali babci.]

Ross: Jest taka mała.

Monica: Wiem.

Ross: Przynajmniej teraz jest z Pop-pop i ciocią Phyllis.

Monica: Żegnaj babciu. [Całuje ją w czoło]

Ross: Cześć, babciu.

[Chce ją pocałować, ale ona się rusza. Monica krzyczy. Ross krzyczy i gapi się z niedowierzaniem. Monica wybiega z sali.]

Monica: Ross!

[Ross też wybiega]

Pani Geller: Co się dzieje ???!

Ross: Pamietasz jak pielęgniarka powiedziała, że babcia umarła ??? No więc nie, nie całkiem...

Pani Geller: Co ???

Ross: Nie umarła, jest w teraźniejszości, wróciła.

Ciocia Lillian: [wraca] Co się dzieje ???

Pan Geller: Ona może umarła.

Ciocia Lillian: Ona może umarła ???

Pan Geller: Jeszcze się dowiadujemy.

[Monica wraca z pielęgniarką i wchodzą do sali babci]

Ross: Pójdę sprawdzić. [wchodzi]

Pielęgniarka: to rzadko się zdarza!

[Babcia umarła po raz drugi, a pielęgniarka przykrywa ją kocem. Ross i Monica idą powiedzieć rodzinie.]

Ross: Teraz umarła.

[Scena: Central Perk. Pozostała czwórka tam jest.]

Chandler: Po prostu muszę wiedzieć, dobra. To moje włosy ???

Rachel: [doprowadzona do rozpaczy] Tak, Chandler, właśnie to. Twoje włosy.

Phoebe: Tak, masz gejowskie włosy.

[Wchodzą Monica i Ross]

Rachel: Więc, um, już...

Ross: Dwa razy.

Joey: Dwa razy ???

Phoebe: Oh, do dupy!

Joey: Nic wam nie jest ???

Ross: Nie wiem, to dziwne. znaczy się, umarła, ale czuję jakby, uh...

Phoebe: Może dlatego, że tak naprawdę nie odeszła.

Ross: Nie, nie, odeszła.

Monica: Sprawdziliśmy, wielokrotnie.

Phoebe: Hm, chyba nikt tak na dobre nie odchodzi. Jak umarła moja matka, cały czas mam przeczucie, że jest tu, wiecie ??? [Kręci głowa wokół prawego ramienia. Chandler, siedzący po jej prawej stronie odsuwa się zdenerwowany] Oh! A Debbie, moja najlepsza przyjaciółka, uderzył ja piorun na kursie mini golfa...zawsze mam to jakieś dziwne uczucie jak używam żółtych ołówków, wiesz ??? ...Tęsknie za nią.

Rachel: Aw. Hey, Pheebs, chcesz tego ??? [Dale jej ołówek]

Phoebe: Dzięki!

Rachel: Jasne. Dziś ją naostrzyłam.

Joey: A ja w to nie wierzę. Myślę, że jak się już raz umrze, to na dobre! Nie ma cię! Jesteś żarciem dla robaków! [dociera do niego jego brak taktu] ...To Chandler wygląda jak gej, huh ???

Phoebe: wiesz co, nie wiem kto to jest, ale na pewno nie Debbie. [oddaje ołówek]

[Scena: Dom babci. Ross, pani Geller i ciocia Lillian przeglądają ubrania]

Ross: Myślałem, że trumna będzie zamknięta.

Pani Geller: To wcale nie znaczy, że ma nie ma wyglądać ładnie!

[Otwierają drzwi, ale wejście zastawione jest przez szafkę pełną szuflad]

Pani Geller: Kochanie, myślisz, że możesz tam wejść ???

Ross: [sarkastycznie] Nie wiem czemu nie.

[Stara się tam wcisnąć. Przeciska się przez otwór na górze i wpada do środka pokoju, za szafkę. ]

Ross: Znalazłem coś swojego!

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica rozmawia z ojcem.]

Pan Geller: Tak sobie myślę. Jak przyjdzie mój czas...

Monica: Tato!

Pan Geller: Posłuchaj mnie! Jak przyjdzie mój czas, chcę być pochowany w morzu.

Monica: Że co ???

Pan Geller: Chcę być pochowany w morzu, będzie zabawniej.

Monica: Zdefiniuj zabawniej.

Pan Geller: Dajcie spokój, cały dzień wam to zajmie! Wypożyczycie łódź, spakujecie lunch...

Monica: ...a potem wrzucimy twoje ciało do wody... Rany, to brzmi zabawnie.

Pan Geller: Wszyscy myślą, że mnie znają. Wszyscy mówią: "Jack Geller, przewidywalny." Może po tym jak odejdę powiedzą: "Pochowany w morzu! Co!".

Monica: To pewnie właśnie powiedzą.

Pan Geller: Podoba mi się to.

[Scena: Biuro Chandlera. Shelley pije kawę, Chandler wchodzi.]

Chandler: Hey, ślicznotko.

Shelley: [zmieszana] Hey. Słuchaj, przepraszam za wczoraj, ja...um...

Chandler: Nie, nie, nie, nie martw się tym. wierz mi, najwyraźniej inni tez popełnili ten sam błąd.

Shelley: Oh! Dobra! Phew!

Chandler: Więc, uh... co myślisz, że jest ze mną nie tak ???

Shelley: Nie wiem, uh... po prostu masz...

Chandler: ...Predyspozycje, właśnie, super.

Shelley: Wiesz co, to szkoda bo ty i Lowell stanowili byście wspaniałą parę.

Chandler: Lowell ??? Z finansów, Lowell, to z nim mnie widziałaś ???

Shelley: Co ??? Jest słodki!

Chandler: No, tak... ale nie to co Brian z listy płac.

Shelley: To Brian... ???

Chandler: Nie! Uh, wiedział bym! Chodzi o to, że jak miał byś mnie z kimś ustawiać to z kimś takim jak on.

Shelley: Myślę, że Brian nie jest dla ciebie.

Chandler: Że co ??? Myślisz, że nie zdobył bym Brian'a ??? Bo mógłbym zdobyć Brian'a. Wierz mi. ...Naprawdę nie jestem.

[Przeniesienie do domku babci]

Ross: [wyciąga sukienkę z szafy] Może ta ???

Ciocia Lillian: Nie.

Ross: Pokazałem już wszystko co było. Chyba, że chcecie żeby wasza matka spędziła wieczność w żółto-cytrynowym kostiumie, jak nie to weźcie wiśniową.

Ciocia Lillian: Wiesz, cokolwiek wybierzemy, ona i tak powiedziała by, że to nie ta.

Pani Geller: Masz rację, bierzemy wiśniową.

Ross: Oh! Dobry wybór. Wychodzę. [Zaczyna się wspinać]

Ciocia Lillian: Czekaj! Potrzebujemy butów!

[Ross wraca do środka]

Ross: Dobra. Um, może te ??? [pokazuje im parę]

Pani Geller: To raczej buty na dzień.

Ross: A pewnie tam gdzie idzie wszyscy będą wystrojeni ???

Ciocia Lillian: Możemy zobaczyć coś na mniejszym obcasie ???

Ross: [szuka] Dobra, nie ma tu nic na noc i pasującego do wiśniowego. Mogę wam pokazać coś srebrnego co może pasować.

Ciocia Lillian: Nie, powinno być wiśniowe.

Pani Geller: Mm. Chyba, że wybierzemy inną sukienkę ???

Ross: Nie! Nie, nie, zaraz. Może mam coś z tyłu.

[Znajduje pudełko po butach, otwiera je. Jest pełne ciasteczek.]

Ross: O mój Boże...

Pani Geller: Wszystko w porządku, kochanie ???

Ross: Tak, tylko... tylko rzeczy babci.

[Sięga po drugie pudełko i wtedy spada na niego deszcz ciasteczek.]

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Monica i Rachel przygotowują się do pogrzebu.]

Ross: [wchodzi] Jak wam idzie, już gotowe ???

Monica: Mama dzwoniła dziś rano, żeby mi przypomnieć, żebym nie upiększała włosów i nie czesała się do góry. Wiedziałeś o tym, że moje uszy nie są moją przyszłością ???

Ross: Czasem tylko o tym myślę.

Phoebe: [wchodzi] Cześć, przepraszam za spóźnienie, nie mogłam znaleźć solczyków.

Rachel: Oh, chodzi ci o kolczyki ???

Phoebe: A co ja powiedziałam ???

Rachel: [podnosi nogę] Hm-m.

Monica: To te buty ???

Rachel: Tak. Paolo przysłał mi je z Włoch.

Ross: Co, to już tu nie mamy butów, czy... ???

Joey: [Wchodzi z Chandler'em] Dzień dobry. Gotowi do wyjścia ???

Chandler: Czy nie ładnie wyglądamy tak ubrani ???...To przez rzeczy tego typu, co ???

[wszyscy wychodzą]

[Scena: Cmentarz. Po pogrzebie.]

Monica: To był naprawdę piękny pogrzeb.

Pani Geller: Naprawdę tak. Oh, chodź no tu kochanie. [obejmuje ją] Wiesz, myślę, że już czas, żebyś zaczęła używać kremu na noc.

[Joey przysłuchuje się przez chwilkę swojemu płaszczowi potem wzdycha, wtedy zauważa Chandler'a, który na niego patrzy]

Joey: Co ???

Chandler: Nic, tylko twój płaszcz brzmi jak Brent Mussberger.

Joey: Patrz, Giants-Cowboys. [ma kieszonkowy telewizor]

Chandler: Oglądasz mecz na pogrzebie ???

Joey: Nie, to rozgrzewka. Mecz obejrzę na przyjęciu.

Chandler: Jesteś przerażający.

[Rachel wchodzi w błoto]

Rachel: Oh nie! Moje nowe buty od Paolo'a!

Ross: Oh, mam nadzieję, że nie są zniszczone.

Phoebe: Boże, co za super dzień. ...Co ??? Pogoda!

Ross: Wiem, uh, powietrze, drzewa... nawet jak babcia odeszła, jest coś, uh...nie wiem, [nie patrząc gdzie idzie wpada do otwartego grobu]

Wszyscy: Boże! Ross!

Ross: Nic mi nie jest. Tylko... ziścił się mój największy strach...

[Scena: Stypa w domu Geller'ów. Ross leży na plecach, a Phoebe przykucnęła przy nim, patrzy czy nie jest ranny]

Phoebe: Dobra, nie martw się, sprawdzam czy nie ma skurczu...huh.

Ross: Co, co jest ???

Phoebe: Nie trafiłeś w kółko przy pasku.

Ross: Oh! Nie...

Phoebe: Dobra, skurcz.

Pani Geller: Proszę, kochanie. Brałam je po swoim wypadku podczas golfa. [Podaje Ross'owi butelkę tabletek. Potem odwraca się do Moniki i poprawia jej włosy, teraz na uszy]

[Przeniesienie do Chandlera i kobiety, Andrea, oboje sięgają po jedną zakąskę.]

Chandler: Oh, nie...

Andrea: Przepraszam...Cześć, jestem córką Dorothy.

Chandler: Cześć, jestem Chandler, nie mam pojęcia kto to jest Dorothy.

[Podają sobie ręce. Przeniesienie do Ross'a, który nagle się pojawia w holu i najwyraźniej jest na prochach]

Phoebe: Hey, patrzcie kto wstał! Jak się czujesz ???

Ross: Super. Wspaniale, super.

Monica: Wow, te pastylki naprawdę poskutkowały, huh ???

Ross: Nie pierwsze dwie, ale kolejne dwie...woooo! ...Kocham was. Jesteście najwspanialsi. Kocham moją siostrę [całuje Mon], kocham Pheebs.. [obejmuje ją]

Phoebe: Ooh! to takie miłe...

Ross: ...Chandler!

Chandler: Hey.

Ross: [obejmuje go] i słuchaj, stary, jak chcesz być gejem, bądź gejem. Mnie to nie obchodzi.

Andrea: [Odwraca się do przyjaciółki] Miałaś rację. [Obie odchodzą i zostawiają Chandlera.]

Ross: Rachel. Rachel Rachel. [Siada koło niej] Kocham cię najbardziej.

Rachel: [naśladuje go] Oh, a wiesz kogo ja kocham najbardziej ???

Ross: Nie.

Rachel: Ciebie!

Ross: Oh... nic nie rozumiem! [Mdleje i powala się na jej kolana]

[Przeniesienie do Joey'a oglądającego telewizję w rogu. Robi gest niezadowolenia.]

Pan Geller: Co tam masz ???

Joey: [chowa telewizor, ale wciąż ma w uchu słuchawkę] Tylko, uh... mam upośledzone uszy.

Pan Geller: Jaki wynik ???

Joey: 17-14 dla Giants'ów... 3 minuty do końca 3.

Pan Geller: Pięknie! [Przyłącza się do oglądania]

[Przerwa. Niemal wszyscy mężczyźni oglądają mecz]

Rachel: [wciąż jest pod Ross'em] Pheebs, podasz mi krakersa ???

Pani Geller: [do Mon] Twojej babce by się to nie spodobało.

Monica: No jasne, to jej pogrzeb.

Pani Geller: Nie, słyszała bym tylko: "Dlaczego nie kupiłaś szynki ???", że nie wydałam wystarczająco na kwiaty, a jakbym wydała więcej to by mówiła: "Po co marnujesz pieniądze ??? Nie potrzebuję kwiatów, jestem martwa".

Monica: Brzmi jak babcia.

Pani Geller: Wiesz jak to jest dorastać przy kimś kto krytykuje wszystko co powiesz ???

Monica: ...Wyobrażam sobie.

Pani Geller: Mówię ci, to cud, że twoja matka jest większą optymistką.

Monica: To cud. Powiedz mi coś, mamo. Jakbyś musiała to zrobić jeszcze raz, znaczy się, jakby tu teraz była, powiedziała byś jej ???

Pani Geller: Co ???

Monica: Jak cię wkurzała, czepiając się każdego szczegółu, włosów... dla przykładu.

Pani Geller: Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi.

Monica: Uważasz, że było by lepiej jakbyś jej powiedziała ???

Pani Geller: ...Nie. Myślę, że o niektórych rzeczach lepiej nie mówić. Myślę, że jest lepiej jak ludzie się rozumieją.

Monica: Huh.

Pani Geller: Wina kochanie ???

Monica: Oh, jasne.

Pani Geller: [sięga, żeby poprawić jej włosy i dociera do niej] Te kolczyki wspaniale wyglądaja na tobie.

Monica: Dzięki, są twoje.

Pani Geller: Właściwie były babci.

[Krzyk rozczarowania dobiega od grupki facetów.]

Pan Geller: Teraz jestem przybity! ...[do wszystkich] Nawet bardziej niż byłem.

[Scena: Central Perk. Wszyscy przeglądają stare zdjęcia.]

Rachel: Hey, kto to jest ten mały nagus ???

Ross: To chyba ja.

Rachel: Aww, patrzcie na to małe.

Ross: Tak, tak, świetnie, to mój penis. Możemy być już dorośli ???

Chandler: Kim są ci ludzie ???

Ross: Nie wiem.

Monica: Oh, to babcia w środku. [czyta z tyłu] "Ja i reszta u Java Joey".

Rachel: Wow, Monica, wyglądasz jak twoja babcia. Ile wtedy miała lat ???

Monica: Zobaczmy, 1939... tak, 24, 25 ???

Ross: Wygląda to na zgraną paczkę. [Wszyscy patrzą na siebie i się uśmiechają]

Joey: Ooh, patrzcie, patrzcie, patrzcie! Mam nagą Monikę!

Ross: [patrzy] Nie, nie, to znowu ja. Coś właśnie przymierzam.

Końcowe napisy


[Scena: Biuro Chandlera. Kolejna przerwa na kawę. Wchodzi Lowell...]

Chandler: Hey, Lowell.

Lowell: Hey, Chandler.

Chandler: Jak tam wam leci w finansach ???

Lowell: Jak u Mardi Gras bez papierowych kapelusików. A jak u was ???

Chandler: Dobrze, dobrze. Słuchaj, heh, nie wiem co Shelly naopowiadała ci o mnie, ale, uh... nie jestem.

Lowell: Wiem. Właśnie to jej powiedziałem.

Chandler: Poważnie.

Lowell: Tak.

Chandler: Więc ty to widzisz ???

Lowell: Chyba tak, cały czas. Coś w rodzaju... radaru.

Chandler: Więc nie uważasz, że mam predyspozycje ???

Lowell: Dal dobra naszych musze powiedzieć, że nie. A przy okazji, twój przyjaciel Brian z listy płac, on jest.

Chandler: On jest ???

Lowell: Yup, daleko poza twoim zasięgiem. [wychodzi]

Chandler: Poza moim zasięgiem. Zdobył bym Brian'a. [Brian wchodzi i staje za nim] Jakbym chciał umówić się z Brian'em, to bym go zdobył. [widzi go] Hey, Brian.

KONIEC