Rachel: Wszyscy ??? Shh, shhh. Uhhh... Central Perk z dumą prezentuje muzykę panny Phoebe Buffay.
[brawa]
Phoebe: Cześć. Um, chciała bym zacząć od piosenki o takiej chwili w życiu, w której nagle orientujesz się o co w nim chodzi. OK, zaczynam. [gra jeden dźwięk, potem gasną światła] OK, bardzo wszystkim dziękuję.
[Scena: Bankowy przedsionek z bankomatem. Chandler jest w środku. Światła gasną, a on jest uwięziony w środku.]
Chandler: Oh, świetnie. Po prostu...
[Chandler zauważa, że razem z nim w przedsionku jest piękna modelka. Robi entuzjastyczny gest.]
Rachel: Wow, to jest super. Całe miasto jest zaciemnione!
Monica: Mama mówi, że cały Manhattan, część Brooklyn'u i Queens, nikt nie ma pojęcia, kiedy wróci światło.
Rachel: Wow, to super.
Monica: [przez telefon] Spodnie i sweter ??? Po co, mamo ??? Kto mnie ma zobaczyć ??? Ludzie z elektrowni ??? Bandyta ??? Możemy o tym pomówić później ??? OK. [rozłącza się]
Phoebe: Mogę pożyczyć telefon ??? Chcę zadzwonić do siebie i sprawdzić co z babcią. [do Moniki] Jaki mam numer ???
[Monica i Rachel patrzą na Phoebe.]
Phoebe: Nigdy do siebie nie dzwonię.
[Scena: Bank. Jill Goodacre rozmawia przez komórkę. Myśli Chandlera zaznaczone są kursywą .]
Chandler: O mój Boże, to ta modelka z Victoria Secret. coś tam... coś tam Goodacre.
JILL: [przez telefon] Cześć mamo, tu Jill.
Chandler: Ma rację, to Jill. Jill Goodacre. O mój Boże. Jestem uwięziony w przedsionku z Jill Goodacre! [cisza] To przedsionek ??? Może to hol. Oh, tak, to dobra rzecz do przemyśleń, idioto!
JILL: [przez telefon] Tak, nic mi nie jest. Utknęłam w przedsionku z bankomatem.
Chandler: Jill mówi, że to przedsionek... No to niech będzie przedsionek.
JILL: [przez telefon] W porządku. Nie, nie jestem sama... nie wiem, jakiś facet.
Chandler: Oh! Jakiś facet. Jakiś facet. "Hey Jill, widziałem cię wczoraj z jakimś facetem. Tak, to był jakiś facet.
[Chandler dumnie kroczy po przedsionku, a Jill patrzy się na niego.]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Joey wchodzi z lichtarzem.]
JOEY: Cześć wszystkim.
ROSS: Na dzisiejszym zaciemnieniu honory pełni rabin Tribbiani.
JOEY: Poprzedni współlokator Chandlera był Żydem, a to jedyne świece jakie mamy, więc... Wesołego Chanukah, wszystkim.
Phoebe: [przez okno] Eww, patrzcie. Obleśny golas zapala pełno świec.
[Wszyscy patrzą przez okno, odsuwają się z obrzydzenia i wzdrygają.]
Rachel: To musiało boleć!
[Scena: Bankowy przedsionek.]
Chandler: Dobra, dobra, dobra. To już 14 i pół minuty, a ty jeszcze nic nie powiedziałeś. Oh Boże, zrób coś. Nawiąż kontakt, uśmiechaj się!
[Chandler uśmiecha się do niej, a ona słodko do niego.]
Chandler: Właśnie!
[On dalej uśmiecha się jak idiota, a ona się przestraszyła.]
Chandler: Ty tu z pewnością straszysz.
JILL: [skrępowana] Chcesz do kogoś zadzwonić ??? [podaje mu telefon]
Chandler: Tak, do jakiś 300 chłopaków ze szkoły. Tak, dzięki. [bierze telefon]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Dzwoni telefon. To Chandler.]
Monica: Halo ???
Chandler: Hey, to ja.
Monica: [do wszystkich] To Chandler! [przez telefon] W porządku ???
Chandler: Tak, nic mi nie jest. [stara się ukryć przed Jill to co mówi] Jestm uwięzn w przedsnku z Jll Gdcr.
Monica: Co ???
Chandler: Jestem uwięźn... w przedsnku... z Jll Gdcr!
Monica: Nie mam pojęcia co przed chwilką powiedziałeś.
Chandler: [wkurzony] Daj Joey'a.
JOEY: Co jest stary ???
Chandler: Jestem uwięźn... w przedsnku... z JLL GDCR.
JOEY: [do wszystkich] O mój Boże! Jest uwięziony w przedsionku z Jill Goodacre! [przez telefon] Chandler, słuchaj. [mówi coś celowo przekręcone]
Chandler: Tak, już o tym pomyślałem.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Przerwa. Cała piątka siedzi przy stoliku i rozmawia.]
Rachel: Dobra, ktokolwiek.
Monica: OK, ja. OK, ostatni rok collage'u... na stole bilardowym.
Wszyscy: Whoooaa!
ROSS: To moja siostra.
JOEY: OK... moje najdziwniejsze miejsce to... damska łazienka na drugim piętrze publicznej biblioteki.
Monica: O mój Boże! Coś ty robił w bibliotece ???
ROSS: Phoebs, a ty ???
Phoebe: Oh... Milwaukee.
Rachel: Um... Ross ???
ROSS: Disneyland, 1989, przy "Taki mały ten świat".
Wszyscy: Nie gadaj!
ROSS: Na przejażdżce. Carol i ja weszliśmy za jednego z tych dziwnych, wielkich holenderskich dzieciaków... potem wyszło, poproszono nas, żebyśmy już nigdy nie odwiedzali Magicznego Królestwa.
Phoebe: Oh, Rachel.
Rachel: Oh dajcie spokój, ja już mówiłam.
Monica: Nie prawda!
Wszyscy: Dalej.
Rachel: Oh, dobrze. Najdziwniejsze miejsce... [wzdycha]... oh, w nogach łóżka.
ROSS: Cofnijcie się.
JOEY: Mamy zwycięzcę!
[Scena: Przerwa. Ross i Rachel rozmawiają, Joey siedzi na kanapie, a Monica i Phoebe są w innym pokoju.]
Rachel: Nigdy jakoś nie miałam związku z taką namiętnością, no wiesz, jak ma się kogoś...w samym środku parku.
ROSS: To była jedyna rzecz, do której nie było kolejki .
Rachel: Widzisz ??? Barry nie pocałował mnie nawet na kursie mini golfa.
ROSS: Daj spokój.
Rachel: Nie, mówił, że wstrzymujemy tych ludzi za nami.
ROSS: [sarkastycznie] A ty nie wyszłaś za niego bo... ???
Rachel: Myślisz, że są ludzie, którzy przechodzą przez życie i nie mają tego...
ROSS: Pewnie. Ale wiesz, powiem ci coś. Namiętność jest zbyt przereklamowana.
Rachel: Tak, jasne.
ROSS: Naprawdę. W końcu to rodzaj... wypala się. ale na szczęście, to co zostaje to zaufanie i poczucie bezpieczeństwa i... cóż, w przypadku mojej byłej żony, lesbijstwo. Więc dla wszystkich tych ludzi, którym brakuje namiętności... coś tam, jest przecież wiele innych dobrych rzeczy.
Rachel: [wzdycha] OK.
ROSS: Ale, um... nie uważam, że tak będzie z tobą.
Rachel: Nie ???
ROSS: Uh-uh. Widzisz, ja widzę... wielką namiętność w twojej przyszłości.
Rachel: Poważnie ???
ROSS: Mmmm.
Rachel: Tak ???
ROSS: Tak.
Rachel: Oh Ross, jesteś wspaniały. [dla zabawy zaczyna głaskać jego głowę i wstaje]
[Ross wstaje, zadowolony z siebie.]
JOEY: Nigdy do tego nie dojdzie.
ROSS: [niewinnie] Co ???
JOEY: Ty i Rachel.
ROSS: [zaskoczony] Co ??? [cisza] Czemu nie ???
JOEY: Bo za długo czekałeś, żeby wykonać ruch, a teraz jesteś już w strefie przyjaciół.
ROSS: Nie, nie, nie. Nie ma mnie w strefie.
JOEY: Ross, jesteś burmistrzem tej strefy.
ROSS: Nie spieszę się, ok ??? Robię sobie podstawę. Tak. Znaczy się, z każdym dniem jestem coraz bliżej...
JOEY: Kapłaństwa! Patrz Ross, mówię ci, ona nie ma pojęcia, o czym ty myślisz. Jak jest szybko nie zaprosisz gdzieś to utkniesz w tej strefie na zawsze.
ROSS: Zaproszę, zaproszę. Patrz, czekam już na dobry moment. [Joey patrzy na niego] Co ??? Co, teraz ???
JOEY: Taaaaaak! Co ci przeszkadza ??? Wino ??? Świece ??? Światło Księżyca ??? Idź do niej i powiedz: "Rachel, myślę, że..." [Rachel wchodzi do pokoju]
ROSS: Shhhh!
Rachel: Co tak uciszasz ???
ROSS: Uciszamy się... bo... staramy się coś usłyszeć. Słuchaj. [cisza] Nie słyszysz ???
Rachel: Ahhhh!
ROSS: Widzisz ???
Rachel: Huh. [zgadza się z nimi, ale jest trochę zmieszana]
[Scena: Bankowy przedsionek.]
JILL: Chcesz gumę ???
Chandler: Um, jest bez cukru ???
JILL: [sprawdza] Nie, przykro mi.
Chandler: Oh, to nie, dzięki. co to do cholery było ??? Mała podpowiedź: Jak Jill Goodacre daje ci gumę, bierzesz. Jak daje ci zniekształconą padlinę, bierzesz.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Phoebe śpiewa.]
Phoebe: [śpiewa] New York City has Nie power, i the milk is getting sour. Ale to me it is not scary, 'cause I stay away from dairy.... la la la, la la, la la... [zapisuje słowa]
ROSS: [do Joey'a] OK, zaczynam.
JOEY: Zamierzasz to zrobić ???
ROSS: Tak.
JOEY: Pomóc ci ???
ROSS: Jak stąd wyjdziesz to już nie żyjesz.
JOEY: Powodzenia, stary.
ROSS: Dzięki. [Joey obejmuje go] OK.
JOEY: OK. [Ross wychodzi na balkon do Rachel]
[Monica wchodzi i idzie od razu na balkon.]
JOEY: Hey, gdzie idziesz ???
Monica: Na zewnątrz.
JOEY: Nie możesz tam iść.
Monica: Czemu nie ???
JOEY: Bo... jest powód.
Monica: Mianowicie ???
JOEY: Nie mogę ci powiedzieć.
Monica: Joey, co się dzieje ???
JOEY: OK, ale musisz przyżec, że nigdy nie powiesz Ross'owi, że ci powiedziałem.
Monica: O czym ???
JOEY: On planuje twoje przyjęcie urodzinowe.
Monica: O mój Boże! Kocham go!
JOEY: [jak wchodzi Phoebe] Lepiej bądź zaskoczona.
Phoebe: Czemu ???
Monica: Moje przyjęcie niespodzianka!
Phoebe: Jakie przyjęcie niespodzianka ???
Monica: Oh przestań. Joey już mi powiedział.
Phoebe: Ale mi nie powiedział.
JOEY: Hey, nie patrz na mnie. to sprawa Ross'a.
Phoebe: To takie typowe. Ja zawsze się dowiaduję jako ostatnia.
Monica: Nie, wcale nie. Mówimy ci o wszystkim.
Phoebe: Yuh-huh! Ostatnia dowiedziałam się, że Chandlera pobił paw w zoo. Ostatnia się dowiedziałam, że miałaś ochotę na Joey'a jak się wprowadził. [Monica pokazuje Phoebe, żeby się zamknęła, a Joey patrzy zaskoczony, ale zadowolony] No tu chyba byłam przedostatnia.
[Scena: Balkon. Ross i Rachel rozmawiają.]
Rachel: Hmmm... to takie miłe.
ROSS: OK, mam pytanie. No właściwie to nie tyle pytanie, co... bardziej zastanawiam się... umm.
Rachel: OK.
ROSS: OK. Mówię. Przez jakiś czas, pragnąłem, um....
Rachel: Ohhh!!!! [patrzy na coś za Ross'em]
ROSS: Tak, tak, właśnie...
Rachel: Oh, patrz na tego miłego kotka! [Mały kotek jest na dachu za Ross'em]
ROSS: Co ??? [kot zeskakuje mu na ramiona] Ow!
[Scena: Wewnątrz. Monica, Joey i Phoebe śpiewają podczas gdy na zewnątrz Ross i Rachel starają się zdjąć kota z ramion Ross'a.]
Monika, Joey i Phoebe: [śpiewają] I'm on top of the world, looking down on creation i the only explanation I can find, is the wonders I've found ever since...
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Phoebe trzyma kota. Monica opatruje zadrapania na plecach Ross'a. Joey trzyma świecznik.]
Monica: [do Ross'a] to tylko woda utleniona. Nie będzie boleć.
[Ross wzdryga się z bólu.]
JOEY: Przepraszam, to był wosk.
Phoebe: Oh, biedna mała Tooty jest przerażona. Poszukajmy właściciela.
ROSS: A czemu po prostu nie wystawimy "biedną, małą Tooty" na hol ???
Rachel: Podczas zaciemnienia ??? Mogą ją zdeptać!
ROSS: [niechętnie] Tak ???
[Scena: Bankowy przedsionek.]
Chandler: Wiesz, tak sobie teraz myślę, że ta guma mi by się przydała. [Jill daje mu tą gumę i dziwnie na niego patrzy] "Guma mi by się przydała "??? "Guma mi by się przydała". Nie mogłeś powiedzieć: "możesz dać mi jednak tą gumę ???", albo "Wezmę jednak tą gumę", ale nie, nie, nie, nie. Dla mnie guma mi by się przydała. Nie cierpię siebie.
[Scena: Klatka schodowa w budynku z mieszkaniami. Phoebe i Rachel starają się znaleźć właściciela kota.]
Phoebe: [zatrzymują się przy drzwiach] Oh nie, Mendels'owie, oni nie znoszą wszystkiego co się rusza, tak ???
Rachel: Oh. [Pukają do drzwi obok, pan Heckles otwiera] Cześć. Właśnie znalazłyśmy tego kota i szukamy właściciela.
HECK: Er, tak, jest mój.
Phoebe: [stara się utrzymać, kotłującego się kota] Wydaje się, że on pana nienawidzi. Jest pan pewien ???
HECK: Tak, to mój kot. Oddajcie mi kota.
Phoebe: Zaraz no. Jak ma na imię ???
HECK: Ehhhh... B-Buttons.
Rachel: Bob Buttons ???
HECK: Mmm. Bob Buttons. Właśnie, Bob Buttons.
Phoebe: [kot jej ucieka] Oooh! Jest pan bardzo złym człowiekiem!
HECK: [jak Phoebe i Rachel odchodzą] Wisicie mi kota.
[Scena: Rachel teraz sama szuka właściciela.]
Rachel: Kici, kici. Kici, kici. Gdzie jesteś mały kotku ??? Kici, kici...
[Patrząc na podłogę i szukając kota Rachel wpada na jakieś nogi. Powoli się podnosi i widzi wielkiego faceta.]
PAOLO: [mówi coś po włosku]
Rachel: Wow. [Wzdycha ze zdziwienia i zdmuchuje świece]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Ross, Monica i Joey grają w Monopol.]
ROSS: [rzuca] Szczęśliwa szóstka...
Rachel: [wchodzi pod rękę z Paolo'em] Wszyscy, to jest Paolo. Paolo, poznaj moich przyjaciół. To jest Monica.
Monica: [oczarowana] Cześć!
Rachel: Joey...
Monica: Cześć!
Rachel: Ross.
Monica: Cześć!
PAOLO: [coś po włosku]
Rachel: [dumna] Nie mówi za dużo po Angielsku.
PAOLO: [pokazuje na grę] Monopol!
Rachel: Patrzcie na to!
ROSS: [zazdrosny] Więc, um... skąd się wziął Paolo ???
Rachel: Oh... z Włoch, chyba.
ROSS: Nie, chodzi mi o teraz, o budynek. Tak nagle. W naszych życiach.
Rachel: Kot... kot okazał się być Paolo'a!
ROSS: To, to zabawne... [do Joey'a]... i Rachel wciąż go dotyka.
[Phoebe wchodzi.]
Phoebe: Dobra. Łaziłam po całym budynku i nie mogłam znaleźć tego kota.
Rachel: Oh, znalazłam go. to kot Paolo'a.
Phoebe: Ah! Cóż! Właśnie! Znów ostatnia się dowiaduję! I zgaduję... że skoro nikt mi nie powiedział... to jest Paolo.
Rachel: Ah, Paolo, to jest Phoebe.
PAOLO: [coś po włosku, najwyraźniej Phoebe mu się podoba]
Phoebe: [uśmiecha się] Jasne!
[Scena: Bankowy przedsionek.]
Chandler: [żuje gumę] Ah, zobaczmy. Co teraz ??? Zrób balona. Balon będzie dobry. Ma w sobie... chłopięcy urok. Robimy.
[Chandler wyczekuje na chwilę, kiedy Jill patrzy, potem próbuje zrobić balona. Ale zamiast dmuchać przypadkowo wypluwa gumę, która leci na ścianę.]
Chandler: Nieźle. OK, w porządku. Muszę tylko pójść po to i wsadzić sobie z powrotem ją do ust. [Chandler nieśmiało idzie po gumę i wsadza do ust.]
Chandler: Dobra obrona! Wracamy na tor, i już... [grymasi] ...żuję jakąś inną gumę. To nie moja guma. O mój Boże! O mój Boże! A teraz się krztusisz.
[Chandler zaczyna się krztusić.]
JILL: Nic ci nie jest ???
[Chandler próbuje zrobić minkę, że wszystko w porządku, ale najwyraźniej nie może oddychać.]
JILL: Mój boże, ty się krztusisz! [Ona podbiega do niego i wali w plecy, a guma wylatuje mu z ust] Lepiej ???
Chandler: [wzdycha] Tak... dziękuję. To było... to było...
JILL: Co ci by się przydało ???
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel i Paolo są przy oknie. Ross i Joey patrzą z odrazą.]
PAOLO: [mówi coś romantycznego o Rachel i gwiazdach]
ROSS: [kpi z Paolo'a] Blah blah blah, blah blah blah... blah blaaaaaah....
[Rachel odchodzi od Paolo'a, śmieje się.]
ROSS: To co powiedział to było takie zabawne ???
Rachel: Nie mam pojęcia.
ROSS: To ... to klasyczne.
Rachel: [do Moniki i Phoebe] O mój Boże, co ja robię ??? Co ja robię ??? To przecież nie-ja!
Monica: Jak ty nie chcesz to ja to zrobię.
[Ross patrzy na Joey'a.]
Phoebe: Wiem, ja chcę poczuć jego dolną wargę. [Rachel patrzy na nią] Ale nie.
Rachel: Boże, pierwszy raz jak się do mnie uśmiechnął... te 3 sekundy były bardziej podniecające niż całe 3 tygodnie na Bermudach z Barry'm.
Phoebe: A jeździłaś na motorkach ??? Bo słyszałam... [gapią się na nią]... oh, rozumiem... nie o tym teraz mówimy. OK.
Rachel: Wiem, że to całkowicie powierzchowne i nie mamy nic ze sobą wspólnego, no i nawet nie mówimy tym samym językiem, ale Boooooożeeeeeeeee...
[Scena: Druga strona mieszkania. Ross podszedł do Paolo'a, żeby mu wyjaśnić kilka rzeczy.]
ROSS: Paolo. Cześć.
PAOLO: Ross!
[Ross zauważa, że Paolo stoi na schodku, co sprawia, że jest wyższy. Ross wchodzi na ten sam schodek, żeby móc patrzec na Paolo'a z góry.]
ROSS: Słuchaj. Um, słuchaj. Coś co powinieneś... wiedzieć... um, Rachel i ja... coś nas łączy.
PAOLO: Coś ???
ROSS: Coś, tak. Coś.
PAOLO: Ah, ty... sex ???
ROSS: Nie, nie, nie. Technicznie... sex nie... nie sex, ale... widzisz, nie o to chodzi. Znaczy się jest tak... Rachel i ja powinniśmy być razem. Wiesz, jak ty wejdziesz... um...
PAOLO: Łóżko ???
ROSS: Nie, nie, nie tam szedłem. A jak ty wejdziesz... w drogę, nam, których łączy coś, to wtedy będę bardzo smutny.
PAOLO: Oh!
ROSS: Tak! Przeszkoda ???
PAOLO: Si.
ROSS: Więc znasz trochę Angielskiego.
PAOLO: Poco... troszkę.
ROSS: A znasz słowo dupek ???
PAOLO: Nie.
ROSS: To zabawne, bo wiesz, jesteś wielkim dupkiem!
[Obejmują się.]
[Scena: Bankowy przedsionek. Chandler i Jill siedzą pod blatem, z którego zwisają długopisy na sznurkach. Jill pokazuje Chandler'owi jak zakręcić długopisem wokół głowy.]
JILL: Chandler, już od godziny to robimy! Patrz, to proste.
Chandler: OK.
JILL: Gotowy ??? [ona okręca długopis wokół głowy]
[Chandler próbuje zrobić to samo, ale długopis uderza go w głowę.]
JILL: Nie, dookoła.
[Znó powtarza się ta sytuacja.]
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy siedzą koło stolika.]
Phoebe: Oh, patrzcie, patrzcie, patrzcie. Ostatnia świeca zaraz się wypali. 10, 9, 8, 7... [przerwa]... minus 46, minus 47, minus 48.... [ktoś ją gasi i w pokoju jest zupełnie ciemno]
ROSS: Dzięki.
Phoebe: Dzięki.
ROSS: Trochę... strasznie bez świateł.
JOEY: [śmieje się jak jakiś maniak] Bwah-hah-hah!
[Każdy zaczyna go naśladować.]
ROSS: OK, ludzie, ludzie ??? Ja mam definitywny. Mwwwooooo-hah-hah...
[Światła wracają i widać jak Paolo i Rachel się całują. Ross ma rękę na klatce piersiowej.]
ROSS: Oh.. oh... oh.
JOEY: Hey Ross. To pewnie nie najlepsza chwila na to, ale musisz urządzić przyjęcie dla Moniki.
JILL: Fajnie było.
Chandler: Tak. Tak, dzięki za pożyczenie telefonu... i za uratowanie życia.
JILL: Żegnaj Chandler. Świetne zaciemnienie. [całuje go w policzek] Narazie.
[Ona wychodzi. Chandler przyciska twarz do szklanych drzwi za nią, łagodnie uderza szybę. Potem odwraca się do kamery i zaczyna do niej mówić.]
Chandler: Cześć, um, mój numer konta to 7143457. I, uh, nie wiem czy coś się nagrało, ale chciałbym dostać kopię tej kasety.