"Tyłek"


Napisane przez: Adam Chase & Ira Ungerleider.
Przepisane przez: guineapig.

Tłumaczenie: Sito.


Scena: Teatr (Wszyscy są na widowni i czekają na początek sztuki Joey'a.)

RACHEL: (czyta program) Ooh! Patrzcie! Patrzcie! Patrzcie! Tu jest zdjęcie Joey'a! To takie ekscytujące!

CHANDLER: Zawsze da się rozpoznać kogoś, kto jeszcze nigdy wcześniej nie widział jego sztuk. Zauważ, żadnych obaw, żadnego strachy przed zbliżającą się zagładą...

PHOEBE: Ten okrzyk w tytule mnie przeraża. (gestykuluje) Wiecie, to nie jest tylko Freud, to Freud!

(gasną światła)

ROSS: Oh, shhh, shh. Zaraz się staną czary.

(Pojawiają się światła na scenie: Joey (jako Freud) mówi coś do pacjentki.)

JOEY: Cóż, Eva, dokonaliśmy tu niezłego czynu, muszę powiedzieć, twój problem jest wyjaśniony.
(Zaczyna śpiewać i tańczyć)
All you want is a dingle,
Co you envy's a schwang,
A thing through which you can tinkle,
Or play with, or simply let hang...
(INTRO)

SCENA: Teatr (Tuż po zakończeniu, wszyscy biją brawo)

(Jak tylko aktorzy zeszli ze sceny wszyscy zaczynają jęczeć i ciężko zwalają się na fotele)

RACHEL: Boże. Czuję się zgwałcona.

MONICA: Czy ktoś jeszcze też czuje, jakby chciał zedrzeć z siebie skórę, żeby tylko mieć coś innego do roboty ???

CHANDLER: (gapi się na piękną kobietę) Ross, 10 godzina.

ROSS: Już ??? Myślałem, że druga.

CHANDLER: Nie, 10 godzina.

ROSS: Co ???

CHANDLER: (wzdycha i gestykuluje, żeby wyjaśnić) Piękna kobieta jest na ósmej, dziewiątej, dziesiątej!

ROSS: Oh. Hey, hey!

CHANDLER: Jest niesamowita! Przy niej kobiety, o których marzę są niskie, grube i są łysymi facetami!

MONICA: No to podejdź do niej! Z nikim nie jest.

CHANDLER: Oh tak, a co mam jej powiedzieć ??? 'Przepraszam. Blarrglarrghh.'

RACHEL: Oh, daj spokój. Ona jest człowiekiem, potrafisz!

CHANDLER: Oh proszę, czy mogła by być bardziej nie w moim typie ??? Ross, poprzyj mnie tu.

ROSS: Za milion lat by takiej nie zdobył.

CHANDLER: Dzięki, kolego.

PHOEBE: Oh, oh, ale wiesz, zawsze się widzi takie piękne kobiety z głupkowatymi facetami, mógłbyś być jednym z nich.

MONICA: Mógłbyś!

CHANDLER: Myślicie ???

Wszyscy: Tak!

CHANDLER: Oh Boże, nie wierzę, że to w ogóle rozważam... jestem bardzo, bardzo świadomy swojego języka...

ROSS: Dalej! Dalej!

CHANDLER: Idę. (Podchodzi do niej, ale nic tylko koło niej stoi)

AURORA: ...Tak ???

CHANDLER: Cześć.... um... Dobra, następne słowo... to będzie... Chandler! Chandler to moje imię i, uh... (chrząka)...Cześć.

AURORA: Tak, już to mówiłeś.

CHANDLER: Tak, tak mówiłem, ale nie powiedziałem jeszcze tego co chciałem powiedzieć, uh... może umówiła byś się kiedyś ze mną, dziękuję, dobranoc. (Odchodzi do reszty, ale ona go woła.)

AURORA: Chandler ???

(Joey wychodzi zza kurtyny. Wszyscy zaczynają krzyczeć)

Wszyscy: Hey! Grałeś w sztuce! Nie wiedziałem, że potrafisz tańczyć! Miałeś brodę!

JOEY: Co myślicie ???

(cisza)

Wszyscy: ...Hey! Grałeś w sztuce! Nie wiedziałem, że potrafisz tańczyć! Miałeś brodę!

JOEY: Dajcie spokój ludzie, nie było tak źle. Było lepiej niż wtedy z tymi trolami, przynajmniej teraz widzieliście moją głowę.

Wszyscy: (przyznają) Widzieliśmy głowę, widzieliśmy głowę.

CHANDLER: (podbiega) Powiedziała tak!! Powiedziała tak!! (do Joey'a) Okropna sztuka stary. (do reszty) Nazywa się Aurora, jest Włoszką i wymawia moje imię jak 'Chand-lrr'. 'Chand-lrr'. Chyba tak mi się bardziej podoba. (Do Joey'a) Oh, słuchaj, wprowadzający chciał, żebym ci to dał. (wyciąga kartkę papieru z ręki)

RACHEL: Co to jest ???

JOEY: Agencja talentów Estelle Leonard. Wow, agencja dała mi wizytówkę! Może chcą mnie zatrudnić!

PHOEBE: Bazując na tej sztuce ??? ...Bazując na tej sztuce!

SCENA: CENTRAL PERK (Wszyscy tam są jak wchodzi Chandler.)

CHANDLER: Hey, dzieci.

Wszyscy: Hey.

PHOEBE: (czyta z dłoni Moniki) Nie, bo ta linia to namiętność, a ta... to tylko linia.

CHANDLER: Nie mogę w to uwierzyć, że jestem już tu od 7 sekund, a wy jeszcze nie zapytaliście mnie jak mi poszła randka.

MONICA: Oh, właśnie, właśnie. Jak poszła randka, 'Chand-lrr' ???

CHANDLER: To było niewiarygodne. Jeszcze nie spotkałem nikogo takiego jak ona. Ma najwspanialsze życie! Była w Izraelskiej armii...

(Retrospekcja: Aurora i Chandler na randce w Central Perku. [oznaczone kursywą])

AURORA: ...Na szczęście żadna z kul nie trafiła w silnik. Więc dojechaliśmy do granicy, ale ledwo co i ja...ja tu opowiadam o sobie całą noc, przepraszam. A ty ??? Opowiedz mi trochę o sobie.

CHANDLER: Dobra. Raz wsiadłem sobie do metra, nie, była noc, i dojechałem do Brooklyn'u...dlatego tu jestem.

CHANDLER: Gadaliśmy chyba do drugiej. To było jak idealny wieczór... mniej więcej.

AURORA: ...I nagle zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w Yammon'ie.

CHANDLER: Oh, przepraszam, więc "my" to jest ???

AURORA: "My" to ja i Rick.

JOEY: Kto to Rick ???

CHANDLER: Kto to Rick ???

AURORA: Mój mąż.

Wszyscy: Ooooohhh.

CHANDLER: Oh, więc jesteś rozwiedziona ???

AURORA: Nie.

CHANDLER: Oh, przykro mi, wdowa ???...Mam nadzieję ???

AURORA: Nie, jestem wciąż żonata.

CHANDLER: Powiedz mi, jak ty...co myślisz, jak twój mąż zareagował by jakby wiedział, że sobie tu ze mną siedzisz ???...Bo wsadziłaś już swoją nogę tak wysoko w moje spodnie, że policzyłaś już chyba drobne w kieszeni ???

AURORA: Nie martw się. Wyobraź sobie, że wszystko w porządku, bo tak traktuje Ethan'a.

CHANDLER: Ethan ??? To jest jakiś Ethan ???

AURORA: Mmmm... Ethan to mój... chłopak.

Wszyscy: Co ???!

CHANDLER: Wyjaśnij mi tu coś, uh, jaki związek nas będzie łączyć skoro masz już chłopaka i męża ???

AURORA: Przypuszczalnie głównie sexualny.

CHANDLER: ...Hm.

MONICA: Oh. Przykro mi, że ci nie wyszło.

CHANDLER: Co nie wyszło ??? Widzę się z nią znów w czwartek. Nie słuchałaś historii ???

MONICA: A ty słuchałeś ??? Chodzi o to, że to jest zakręcone! Jak możesz się angażować z taką kobietą jak ona ???

CHANDLER: No wiesz, z początku też miałem z tym mały kłopot, ale spojrzałem na to w taki sposób, no i wyszły mi same dobre rzeczy: zabawa, rozmowa, sex...i żadnej odpowiedzialności. To marzenie każdego faceta!

PHOEBE: Oh, tak. To nie prawda. Ross, to twoje marzenie ???

ROSS: Nie, jasne, że nie! (myśli nad tym) ...Tak, jednak tak.

MONICA: Co ??? Więc wam chłopaki nie przeszkadza chodzenie z kimś, kto umawia się z innymi ???

JOEY: Ja bym nie mógł.

MONICA: No i dobrze, Joey.

JOEY: Jak jestem z kobietą, muszę wiedzieć że spotykam się z większą ilością ludzi niż ona.

ROSS: No wiesz, monogamia może być, uh, podstępna. Słowami antropologa...

(Wszyscy udają, że zasypiają)

ROSS: Świetnie. Dobrze, dobra, teraz nie będziecie wiedzieć.

MONICA: Żartujemy. Dalej, powiedz nam!

Wszyscy: Tak! Dalej!

ROSS: Dobra. Jest teoria, wyłożył ją Richard Leakey...

(Wszyscy znów zasypiają)

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Rachel tam jest. Wchodzą wszyscy oprócz Joey'a.)

RACHEL: Tah-daaah!

CHANDLER: Teraz tak się będziemy witać ??? Bo mi się podoba.

RACHEL: Patrzcie! Posprzątałam! Okna, podłogi... Użyłam nawet wszystkich końcówek do odkurzacza, oprócz tej okrągłej z włosami, nie wiem do czego jest.

ROSS: Oh tak, nikt nie wie. I nie wolno pytać.

RACHEL: Co myślicie ???

Wszyscy: Bardzo czysto! Wygląda świetnie! Doskonale!

MONICA: ...Oh! Widzę, że przestawiłaś zielony podnóżek.

Wszyscy: Uh-oh...

MONICA: Jak to się stało ???

RACHEL: Nie wiem. Pomyślałam, że tu będzie wyglądał lepiej. I także, teraz jest dodatkowe miejsce do siedzenia przy stoliku.

MONICA: Tak, tak, to interesujące. Ale wiesz co ??? Tak dla zabawy, zobaczymy jak będzie na starym miejscu. (przesuwa to) Dobrze, dla porównania. Zobaczmy. Tu też dobrze pasuje. Zostawmy go tak na chwilkę.

PHOEBE: (do Rachel) Nie wierzę, że próbowałaś przesunąć zielony podnóżek.

CHANDLER: Dzięki Bogu nie próbowałaś wyrzucać czasopism. Bo wydrapała by ci zaraz oczy.

MONICA: Nie jestem aż taka zła!

PHOEBE: Tak, jesteś, Monica. A pamiętasz jak z tobą mieszkałam ??? Byłaś taka, taka, no wiesz... Ree! Ree! Ree! Ree!

MONICA: To niesprawiedliwe!

ROSS: Oh daj spokój! Jak byliśmy dziećmi, twoje zwariowane przyjęcia dla lalek jako jedyne nie były zwariowane!

MONICA: Dobra, to co że jestem zorganizowana i odpowiedzialna. Ale hey, mogę być czubkiem.

ROSS: Dobrze, ty niegrzeczna dziewczynko. Wyobraź sobie to. Przychodzą rachunki za telefon, ale ty ich nie płacisz od razu.

MONICA: Czemu nie ???

ROSS: Bo jesteś czubkiem! Zamiast to czekasz aż przyślą ci upomnienie.

MONICA: Da się zrobić.

RACHEL: Dobra, uh, pozwalasz mi iść do sklepu, ja kupuję detergent do prania, ale nie taki z dziobkiem do łatwego dozowania.

MONICA: Po co ktokolwiek miał by to robić ???! ...Nie zastanawia mnie to.

CHANDLER: Ktoś zostawił szklankę na stoliku. Bez podkładki. To zimny drink, jest gorąco. Małe kropelki zbierają się na powierzchni szklanki i powolutku zbliżają się do powierzchni drewna...

MONICA: PRZESTAŃ!! ...O mój Boże. To prawda! Kim ja jestem ???

ROSS: Monica ??? Jesteś mamusią.

(Monika wstrzymuje oddech)

PHOEBE: Ree! Ree! Ree! Ree! Ree!

(Wchodzi Joey i rozmawia przez telefon)

JOEY: Uh huh.. uh huh... O mój Boże! Dobra! Dobra, przyjdę! (do wszystkich) To moja agentka. (Podrzuca i łapie telefon) Moja agentka właśnie załatwiła mi rolę...w nowym filmie Al'a Pacino!

Wszyscy: O mój Boże! Whoah!

MONICA: Well, co to za rola ???

JOEY: Możecie w to uwierzyć ??? Al Pacino! Przez tego gościa zostałem aktorem! Odbiło mi ??? Pfeeeh. Wam odbiło! Wszystkim odbiło!'

PHOEBE: Ale poważnie, co to za rola ???

JOEY: Jak już myślałem, że wypadłem, okazało się że nie!

ROSS: Dalej, poważnie, Joey, co to za rola ???

JOEY: ...Jestem jego (mamrocze)

RACHEL: ...Jesteś, jesteś 'mah mah mah' co ???

JOEY: ...Jestem dublerem jego tyłka. Dobra ??? Gram tyłek Al'a Pacino. W porządku ??? On wchodzi pod prysznic, a wtedy ja...jestem jego tyłkiem.

MONICA: (stara się nie śmiać) O mój Boże.

JOEY: Dajcie spokój. to prawdziwy film i Al Pacino w nim gra, a to jest wielkie!

CHANDLER: Oh nie, to doskonałe, to...to...wiesz...zasługujesz na to, po tylu latach walki, wreszcie wdarłeś się do showbusinessu.

JOEY: Dobra, dobra, świetnie! Śmiejcie się, nie obchodzi mnie to! To moja wielka szansa!

ROSS: Masz rację, masz rację, tak...to zaprosisz nas na wielką premierę ???

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (ranek) (Monika otwiera drzwi)

MONICA: Dobra, dobra, dobra...

(Wchodzi Joey i daje Monice gazetę)

JOEY: Masz. Pożycz mi krem nawilżający.

MONICA: Po co ???

JOEY: A jak myślisz ??? Dziś mój wielki dzień!

MONICA: O mój Boże. Dobra, idź do łazienki, używaj czego chcesz, tylko nigdy mi nie mów co tam robiłeś.

JOEY: Dzięki! (Wychodzi do łazienki)

(Chandler wchodzi z telefonem)

CHANDLER: Gdzie Joey ??? Dzwoni jego matka.

MONICA: Jest w łazience. Chyba nie chcesz tam wejść!

CHANDLER: Daj spokój, jesteśmy współlokatorami! (Wchodzi do łazienki, zaczyna wrzeszczeć i w pośpiechu wybiega) Moje oczy!! Moje oczy!!

MONICA: Ostrzegałam cię...

(Ze swojego pokoju wychodzi Rachel)

RACHEL: Kto tak wrzeszczy ???

CHANDLER: Oh, Monica. Hey, słuchaj, muszę pożyczyć kilka rzeczy, Aurora nocowała u mnie, a ja teraz chcę zrobić jej śniadanie.

MONICA: Oh, miałeś całą noc, huh ???

CHANDLER: Tak, cóż, mam tylko 20 minut zanim Ethan, więc, wiesz... (Atakuje lodówkę)

RACHEL: Ooh, czy ja tu wyczuwam jakiś żal ???

CHANDLER: Nie, nie żałuję, wierz mi, jest tego warta. Dobra ??? Znasz te momenty związków, które się będzie pamiętało do końca życia ??? No zawsze, wszystkie...z Aurorą pamiętasz każdą sekundę... i właśnie straciłem 35 z nich gadając tu z wami, więc, uh.. Monica, pomożesz mi z drzwiami ??? (ma w ręce pełno rzeczy)

MONICA: Jasne. Oh, um, Chandler ??? Wiesz, stara Monica przypomniała by ci, żebyś po użyciu tej teflonowej patelni wyskrobał ją plastikową szczotką...ale ja tego nie zrobię.

(Otwiera drzwi i wychodzi)

SCENA: Plan filmowy (Joey wchodzi)

Reżyser: (do krótkofalówki)...Cholera, zatrudnij dziewczynę! (odkłada ją) Dobra, wszyscy gotowi???

JOEY: Uh, słuchaj, chciałem podziękować, za tą szansę.

Reżyser: Zrzucaj szlafrok.

JOEY: Ja ???

Reżyser: Tak to ma być.

JOEY: Racja. Dobra. Zrzucam szlafrok. (zdejmuje go) i szlafrok spadł.

Reżyser: Dobra, wszyscy, chcieli byśmy załatwić to za jednym razem, proszę. Kręcimy... (prysznic włącza się).. i... akcja.

(Joey ponuro zaczyna się kąpać, ma zdecydowany wraz twarzy)

Reżyser: I cięcie. Hey, gość od tyłka, co ty wyprawiasz ???

JOEY: No...biorę prysznic.

Reżyser: Nie, zwierałeś pośladki.

JOEY: Oh. Ja to tak widzę, facet tu jest przygnębiony, wiecie ??? Jego żona nie żyje, zaginął mu brat... wydaje mi się, że jego tyłek jest tu trochę wkurzony.

Reżyser: Mnie się wydaje, że jego tyłek będzie chciał zrobić to ujęcie przed lunchem. Jeszcze raz, kręcimy... woda... i akcja....i cięcie. Co to było ???

JOEY: To była cicha desperacja. Skoro musi pan pytać...

SCENA: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. (Aurora i Chandler są w łóżku w pokoju Chandler'a)

CHANDLER: Boże, uwielbiam te paluszki...

AURORA: Dzięki.

CHANDLER: Nie, właściwie to chodziło mi o moje. Patrz na nie, patrz jakie są szczęśliwe.

AURORA: (Przesuwa rękę Chandlera i patrzy na jego zegarek) O mój Boże, jestem spóźniona. (wstaje)

CHANDLER: Oh nie, nienienienienienienienie, nie idź.. (całuje ją i ciągnie ją z powrotem)

AURORA: Dobra.

CHANDLER: Nie idź.

AURORA: Dobra. Oh nie, muszę.

CHANDLER: (do siebie) Szkoda że odchodzi.

AURORA: (wstaje i ubiera się) Przykro mi. On będzie na mnie czekał.

CHANDLER: Pomyślałem sobie...żebyś pogadała z Rick'iem.

AURORA: To nie Rick.

CHANDLER: Co, Ethan ??? Spędził z tobą cały dzień!

AURORA: Nie, to Andrew.

CHANDLER: Wiem, że będzie wiele takich chwil w przyszłości, kiedy będę żałował zadania tego pytania, ale Andrew to ???

AURORA: On jest... nowy.

CHANDLER: Oh, więc mówisz, że nie jesteś całkowicie zaspokajana przez Rick'a, Ethan'a i mnie ???

AURORA: Nie, nie dokładnie o to chodzi.

CHANDLER: No wiesz, normalnie kobiety zabijały by się dla takich facetów jak my.

AURORA: To czego ty chcesz ???

CHANDLER: Ciebie.

AURORA: Masz mnie!

CHANDLER: Nie, nie, tylko ciebie.

AURORA: Co masz na myśli ???

CHANDLER: Odejdź od tamtej reszty.

AURORA: ...Jak, ...od wszystkich ???

CHANDLER: Daj spokój, jesteśmy razem super, czemu nie ???

AURORA: Czemu po prostu nie możemy mieć tego co teraz mamy ??? Czemu nie możemy po prostu rozmawiać, śmiać się, kochać, bez poczucia obowiązku... i do dziś właśnie myślałam, że tego chcesz.

CHANDLER: ...No, wiesz, część mnie tak, ale we mnie jest dwóch facetów, wiesz ??? Znaczy się, jeden z nich mówi: "Zamknij się! To jest super!" Ale jest też ten drugi. Właściwie to ten zwykle zaczyna krzyczeć wtedy jak serce zaczyna się rozszerzać i pękać...tak jak jakaś miarka... i on mówi, wiesz, "To jest zbyt trudne! Uciekaj! Uciekaj!"

AURORA: To... którego z tych dwóch posłuchasz ???

CHANDLER: Nie wiem, muszę słuchać ich obojgu, żaden z nich nie daje drugiemu skończyć...

AURORA: Który ???

CHANDLER: ...Ten drugi.

AURORA: (wstaje, żeby wyjść) Zadzwoń jak zmienisz zdanie.

(Całuje go. On przytrzymuje ją i całuje ją namiętnie.)

CHANDLER: Przepraszam, ten pierwszy rządzi ustami.

(Aurora wychodzi. Chandler wzdycha i ciężko spada na łóżko.)

SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Ross pociesza Chandlera. Joey'a nie ma.)

ROSS: Patrz na to w ten sposób: ty rzuciłeś . Nie ??? Chodzi o to, że ta kobieta jest niesamowicie sexowna, piękna, inteligentna, nie do zaspokojenia... Powiedz mi jeszcze raz po coś to zrobił ???

(Joey wchodzi)

Wszyscy: Hey!

MONICA: Hey, zaraz, czy to nie ty grasz tyłek w nowym filmie Al'a Pacino ???

JOEY: Nie.

ROSS: Nie ??? Co się stało, wielki człowieku ???

CHANDLER: (Do Ross'a) Wielki człowieku ???

ROSS: Teraz to chwila jakby wielkiego człowieka.

JOEY: Wywalili mnie.

Wszyscy: Oh!

JOEY: Tak, powiedzieli, że zbyt bardzo się starałem. Powiedziałem o tym wszystkim! Teraz wszyscy pójdą do kina, spodziewając się, że zobaczą mnie, i...

RACHEL: Oh, Joey, wiesz co, nikt nie będzie pewnie w stanie się zorientować.

JOEY: Moja matka się zorientuje.

CHANDLER: Coś tak słodkiego... i intrygującego.

JOEY: Wiecie, od sześciu lat gram tylko w takich durnych przedstawieniach. Wreszcie dostałem szansę i ją zepsułem!

MONICA: Może to nie była twoja szansa.

ROSS: Tak, znaczy się...myślę, że jak będzie twoja szansa, wiesz, to będziesz o tym wiedział. To była twoja szansa... ???

JOEY: Ciężko powiedzieć, byłem nago.

PHOEBE: Nie, nie wydaję mi się, żeby to była twoja wielka szansa. Znaczy się, wydaje mi się, że w ogóle jeszcze nie miałeś szans. Naprawdę wierzę, że coś wielkiego na ciebie czeka, poważnie! Musisz tylko czekać na taki dzień kiedy jakiś dzieciak przybiegnie do swoich przyjaciół i krzyknie: "Dostałem rolę! Dostałem rolę! Będę tyłkiem Joey'a Tribbiani'ego!".

JOEY: Tak ??? To takie miłe! (obejmują się)

(Ross i Chandler patrzą na nich i też się obejmują)

MONICA: Przykro mi, Joey. Idę do łóżka.

Wszyscy: Dobranoc.

RACHEL: Uh, Mon, chcesz zostawić tu te buty ???

MONICA: (zdecydowana) Uh-huh!

RACHEL: Poważnie ??? Tak po prostu z niedbałości ???

MONICA: Nie ważne, wezmę je jutro. Albo nie. Jakkolwiek. (Idzie do siebie)

ROSS: Ona jest czubkiem.

(Końcowe napisy)

Scena: Monika w łóżku
(nie śpi)

MONICA: (Nuci przez chwilkę, potem przestaje.) (w głowie) Jak ci to tak przeszkadza, idź tam i weź te buty. Nie. Nie rób tego. To głupie! Nie muszę niczego udowadniać, pójdę po nie...ale wtedy wszyscy się dowiedzą. Chyba że je odłożę, potem obudzę się bardzo wcześnie i znów je tam położę! ...Muszę się leczyć! (Wgniata głowę w poduszkę)

KONIEC