"Wschodnio-niemiecki detergent do prania"


Napisane przez: Jeff Greenstein & Jeff Strauss
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]. Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.

Tłumaczenie: Sito.


[Scena: Central Perk. Wszyscy tam są.]

Monica: Odpuść sobie ??? To nie takie wielkie rzeczy.

ROSS: Nie takie wielkie rzeczy ??? To zadziwiające. Ok, weszłaś tam, jeden mały ruch i bam, stanik wychodził już przez rękaw. Dobra, jak się orientuję, facet nie może już więcej nic zrobić. Mam rację ???

Rachel: Daj spokój! Wy możecie sikać na stojąco.

Chandler: Oh tak ??? Dobra, muszę to sprawdzić.

JOEY: Ok, wiecie co mi zawraca głowę ??? Kobiety mogą oglądać piersi ile chcą. Patrzycie tylko w dół i już tam są. Ciężko mi to pojąć.

Phoebe: Oh, ok, a wiecie czego ja nie rozumiem ??? Jak faceci potrafią robić tyle podłych rzeczy i nawet ich to nie obchodzi.

[Długa cisza.]

ROSS: Wielokrotne orgazmy!

INTRO

[Scena: Central Perk. Wszyscy tam są.]

Chandler: Więc, sobota wieczór, wielka noc, randka, sobota wieczór, s-o-b-o-t-a wieczór!

JOEY: Nie masz planów, huh ???

Chandler: Ani jednego.

ROSS: Nawet nie zrywasz z Janice ???

Chandler: Oh, racja, racja, zamknij się.

Monica: Chandler, nikt nie lubi z nikim zrywać. Po prostu musisz to zrobić.

Chandler: Nie, wiem, ale jest tak trudno, wiesz ??? Chodzi o to, że siedzę tam z nią, ona nie ma pojęcia co się stanie, w końcu zdobywasz się na odwagę żeby to zrobić, a potem następuje ta okropna krępująca chwila kiedy już wie.

JOEY: A po co musisz z nią zrobić ??? Bądź mężczyzną, po prostu przestań dzwonić.

Phoebe: Wiesz, jak chcesz to ja to z tobą zrobię.

Chandler: Oh, dzięki, ale może sobie pomyśli, że wszyscy się sprzysięgli przeciw niej.

Phoebe: Nie, chodziło mi o to, że ty zerwiesz z Janice, a ja zerwę z Tony'm.

ROSS: Tony'm ???

Monica: Oh, zrywasz z Tony'm ???

Phoebe: Tak, wiem, jest słodki, ale już nie jest zabawny ??? Nie wiem czy to przeze mnie, czy to on czy już sama nie wiem.

Rachel: [podaje] Ktoś chce coś jeszcze ???

ROSS: Oh, tak, w zeszłym tygodniu mieliście takie wspaniałe orzechowo-czekoladowe ciasto. [Rachel patrzy na niego.] Nic, nic mi nie jest.

Phoebe: [do Rachel] Co się stało ??? Czemu tak oschle ???

Rachel: Przez mojego ojca. Chce dać mi Mercedesa kabrioleta.

ROSS: Ach ten facet, zaskakuje mnie.

Rachel: Tak, cóż, ale to za to, żebym wróciła do domu. Oh, to było okropne. Nazwał mnie młodą damą.

Chandler: Ooh, nienawidziłem jak mój ojciec tam na mnie mówił.

Monica: Znów ci wmawiał, że się do tego nie nadajesz ???

Rachel: Oh, tak, tak. Właściwie to, tym razem powiedział to z większym brzmieniem...dodawał wciąż, że sobie nie poradzę.

Phoebe: [rytmicznie] Uh-huh, uh-huh.

[Angela (ANGL), piękna kobieta w obcisłej sukience wchodzi.]

ANGL: Cześć, Joey.

JOEY: Mój Boże, Angela.

[Angela siada przy barze.]

Monica: Wow, ona najwyraźniej zgadza się być rzucona przez ciebie i jej się to podoba.

Phoebe: Podejdziesz do niej ???

JOEY: Nie, tak, nie, ok, ale jeszcze nie. Nie chcę wyjść na napaleńca. One Mississippi, two Mississippi, three Mississippi. Brzmi całkiem nieźle. [podchodzi do niej] Hey, Angela.

ANGL: [lekkim tonem] Joey.

JOEY: Dobrze wyglądasz.

ANGL: Bo założyłam sukienkę, która uwydatnia moje cycki.

JOEY: Nie mów.

[Przeniesienie do Ross'a i Rachel, rozmawiają.]

ROSS: Więc, uh, Rachel, co robisz dziś wieczorem ???

Rachel: Oh, błyskotliwa, wielka noc. Ja i Monica idziemy do pralni.

ROSS: Oh, niezły zbieg okoliczności ??? Zgadnij kto też dziś robi pranie ???

Rachel: Kto ???

ROSS: Ja. Czy to nie było oczywiste ??? Hey, może się do was przyłączę, co ???

Rachel: A nie masz pralni czasem w swoim budynku ???

ROSS: Tak, mam, um, ale tam jest... problem ze szczurami. Najwyraźniej spodobały im się świeże prześcieradła, rozgościły się tam, teraz wychodzą z tej pralni całe...puszyste. No to jak, o siódmej ???

Rachel: Jasne.

[Przeniesienie do Joey'a i Angela'li przy barze.]

ANGL: Zapomnij Joey. Teraz jestem z Bob'em.

JOEY: Bob ??? A kto to do cholery jest Bob ???

ANGL: Bob jest świetny. Mądry, wyrafinowany i ma prawdziwą pracę. Ty, pójdziesz na 3 przesłuchanie miesięcznie i nazywasz się aktorem, ale Bob...

JOEY: Daj spokój, byliśmy wspaniałą parą. Było nie tylko zabawnie, nawet rozmawialiśmy.

ANGL: Tak, przykro mi, Joe. Powiedziałeś, żebyśmy byli tylko przyjaciółmi, więc zgadnij co ???

JOEY: Co ???

ANGL: Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

JOEY: Świetnie, dobra, to może cała nasza czwórka poszła by na kolację wieczorem ??? No wiesz, jak przyjaciele ???

ANGL: Jaka czwórka ???

JOEY: No wiesz, ty i Bob, i ja i moja dziewczyna, uh, uh, Monica.

[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Joey tam jest, próbuje przekonać Monikę, żeby udawała jego dziewczynę.]

JOEY: Monica, mówię ci, ten facet jest dla ciebie idealny.

Monica: Zapomnij. Nie po twoim kuzynie, który potrafił wybekać alfabet.

JOEY: Daj spokój. Ten jest wspaniały. Ma na imię Bob. On jest...bratem Angela'i. Jest mądry, wyrafinowany, ma prawdziwą pracę. Ja, chodzę na 3 przesłuchania miesięcznie i nazywam się aktorem, ale Bob...

Monica: [wygląda przez okno] Oh, Boże pomóż nam.

JOEY: Co ???

Monica: Obleśny golas układa płytki w kuchni. Eww!

JOEY: Eww! Słuchaj, ja tu proszę o przysługę. Jak zrobię to dla jej brata, może Angela do mnie wróci.

Monica: Co się dzieje ??? Umawiasz się z setkami dziewczyn.

JOEY: [dumnie] Wiem, ale, popełniłem ogromny błąd. Nigdy nie powinienem był z nią zrywać. Pomożesz mi ??? Proszę ???

[Scena: Mieszkanie Ross'a. Chandler tam jest.]

ROSS: [przez telefon] Ok, cześć. [rozłącza się] Monika nie idzie, będziemy tylko ja i Rachel.

Chandler: Oh. Zaczekaj no koleś, jesteś pewien, że to przemyślałeś ???

ROSS: To pranie. Myślenie ograniczone jest do minimum.

Chandler: Tylko ty i Rachel, tylko was dwoje ??? To randka. Idziecie na randkę.

ROSS: Nuh-uh.

Chandler: Yuh-huh.

ROSS: Co ty mówisz ??? Powinienem się znów ogolić i wziąć wino, co ???

Chandler: Może potrzebujesz jeszcze czegoś. To będzie pierwszy raz kiedy ona zobaczy twoją bieliznę, chcesz żeby była brudna ???

ROSS: [zmieszany] Nie.

Chandler: Oh, i uh, zmiękczacz ???

ROSS: Ok, ok, co jest nie tak z moją "Przytulanką" ??? Co, mówi, że jestem wrażliwy, ciepły, no wiesz, jak ciepły, włochaty miś. Ok, kupię coś innego po drodze.

Chandler: No widzisz.

[Scena: Restauracja. Joey i Monica tam są z Angelą i Bob'em.]

Monica: Dzięki. To jak wygląda ten Bob ??? Jest wysoki ??? Niski ???

JOEY: No.

Monica: Co ???

JOEY: Co co ???

Monica: Nawet nie widziałeś Bob'a, nie ???

JOEY: Nie, ale jest...

Monica: O mój Boże, Joey, ten gość może być okropnie...

[Angela i Bob wchodzą. Bob jest przystojniakiem.]

ANGL: Hey, Joey.

Monica: ...okropnie przystojny. Już się zamykam.

[Scena: Central Perk. Chandler i Phoebe tam są, gotowi, żeby zerwać ze swoimi drugimi połowami.]

Chandler: Gdzie oni są ??? Gdzie oni są ???

Phoebe: To miłe. Nigdy razem nic nie robiliśmy.

Chandler: Świetnie. Może jutro pożyczymy samochód i przejedziemy kilka szczeniaków.

Phoebe: Eww, nie chcę tego robić.

[Janice (JNCE) i chłopak Phoebe, Tony, wchodzą.]

Chandler: Są.

Phoebe: Ok, miłego zrywania.

Chandler: Hey, Janice.

JNCE: Oh, mój Boże, tak się cieszę, że do mnie zadzwoniłeś. Miałam najbardziej beznadziejny dzień.

Chandler: Hey, to nie dobrze. Zamówić kawę ???

JNCE: Mam już te zdjęcia, wiesz, jak byliśmy małymi warzywami. No więc, były w większości do dupy, więc, wywaliłam resztę i poszłam na zakupy...[szuka czegoś w torbie]... i kupiłam ci coś, szukam, szukam, szukam, kupiłam ci...

[Chandler widzi jak Phoebe zrywa z Tony'm. Mówi do niego przez chwilkę, obejmuje go, potem on wychodzi. Chandler jest zdumiony jak łatwo jej poszło.]

Chandler: Co ???

JNCE: Co ???

Chandler: [zakrywa] Co... mi kupiłaś ???

JNCE: Kupiłam ci...to. [wyciąga parę skarpetek]

Chandler: Skarpetki. To słodziutkie.

JNCE: Wiedziałam, że masz podobne, więc pomyślałam, że możesz założyć jedną parę, możesz drugą i możesz pomieszać. Jak chcesz.

Chandler: Świetnie.

[Podana zostaje kawa, Chandler wypija swoją za jednym razem.]

Chandler: Ja zamawiam jeszcze jedno. Tobie też kochanie ???

JNCE: [trzyma pełną filiżankę] Nie, nie, wciąż pracuję z tą.

[Chandler podchodzi do baru, do Phoebe i wypytuje ją.]

Chandler: To tak ???

Phoebe: Tak, było trudno.

Chandler: Oh, tak, to objęcie było brutalne.

Phoebe: Ok, nie było cię tu.

[Scena: Pralnia. Rachel tam jest i czeka na Ross'a. Jakaś starsza kobieta zdejmuje z pralki rzeczy Rachel i wkłada swoje .]

Kobieta: Przejście. Z drogi.

Rachel: Oh, przepraszam. Ja używałam tej pralki.

Kobieta: Tak, ale teraz już tak jakby nie.

Rachel: Ale zarezerwowałam ją. Położyłam na niej mój koszyk.

Kobieta: Oh, przepraszam, to twój koszyk ??? Jest bardzo ładny. Niestety, nie widzę mydlin.

Rachel: Co ???

Kobieta: Nie ma mydlin, nie ma zajętej pralki. Ok ???

[Ross podchodzi.]

ROSS: Co się dzieje ???

Rachel: Cześć, uh, nic. Ta okropna kobieta właśnie zabrała mi pralkę.

ROSS: Twój koszyk był na niej postawiony ???

Rachel: Tak, ale, nie było mydlin.

ROSS: To co ???

Rachel: No wiesz, nie ma mydlin, nie ma zajętej pralki.

ROSS: Nie ma mydlin ??? Że co, zaczekaj chwilkę. [do tej kobiety] To pralka mojej koleżanki.

Kobieta: Hey, hey, hey, nie włożyła nawet w nią rzeczy.

ROSS: Hey, hey, hey, to nie jest zasada i wiesz o tym.

[Ross i ta kobieta gapią się na siebie przez chwilkę, a potem ona zabiera swoje rzeczy i odchodzi.]

ROSS: [do reszty ludzi] Dobra, koniec przedstawienia. Nie ma tu nic do oglądania. [do Rachel] Ok, do prania.

Rachel: To było niesamowite. Ja nawet nie potrafię odesłać zupy.

ROSS: Bo jesteś słodką, wdzięczną, uh...może ty...Oh, hey, potrzebny ci detergent.

[Ross wyciąga ogromne pudło z proszkiem.]

Rachel: Co to ???

ROSS: Uberveiss. To nowość, niemiecka, extra twardy.

[Rachel zaczyna ładować ubrania.]

ROSS: Rach, chcesz to rozdzielić ???

Rachel: Oh Boże. Oh, jestem jak jakaś dziewica tutaj ??? Znaczy się, mam użyć jednej pralki do majtek, a drugą do spodni ???

ROSS: Rach, robiłaś już to kiedyś ???

Rachel: Nie sama, ale znam ludzi, którzy to robili. Ok, złapałeś mnie. Jestem pralnianą dziewicą.

ROSS: Uh, nie martw się, łagodnie cię wprowadzę. Ok, musisz użyć jednej pralki do rzeczy białych, a całą drugą do kolorowych, a trzecią do rzeczy delikatnych...staników i majtek.

Rachel: [Trzyma majtki tuż przed Ross'em] Ok, a co z tymi białymi, bawełnianymi majtkami. One idą do białych czy delikatnych ???

ROSS: [wyraźniej zdenerwowany] Uh, to, to, to będzie twój osąd.

[Scena: Restauracja. Monica, Joey, Angela i Bob siedzą przy stoliku.]

Monica: [do Joey'a] Ależ on przystojny. [do Angela'i i Bob'a] Gdzie się wychowaliście ???

ANGL: Brooklyn Heights.

BOB: Cleveland.

Monica: Jak to się stało ???

JOEY: O mój Boże.

Monica: Co ???

JOEY: Nagle poczułem się tak jakbym spadał. Ale nie spadłem.

[Scena: Restauracja. Joey i Bob rozmawiają.]

JOEY: Więc ty i Angela, huh ???

BOB: Yep. No.

JOEY: Szczęściarz z ciebie. Wiesz za czym najbardziej u niej tęsknię ??? To słodkie mlaskanie przy jedzeniu. Jak mała szczęśliwa wiewiórka, albo łasica.

BOB: Huh, nawet nie zauważyłem.

JOEY: Oh, tak, tak, wsłuchaj się.

BOB: Monica, Monica jest świetna.

JOEY: Tak, ale to długo nie potrwa. Za bardzo wymagająca w łóżku. Pod względem sexualnym.

[Scena: Damska łazienka w restauracji. Monica i Angela rozmawiają.]

Monica: Muszę ci powiedzieć, że Bob jest wspaniały.

ANGL: Tak, no nie ???

Monica: To miłe jak spotyka się faceta, który jest zabawny i mądry i ma za sobą granicę dojrzałości...czyli 8 lat.

ANGL: Wiesz co jeszcze ??? Jest niesamowity w łóżku.

Monica: Wow. Mój brat nigdy mi nie opowiadał o tym jak stracił dziewictwo.

ANGL: Huh. To miło.

[Scena: Central Perk. Phoebe przygotowuje Chandler'a do zerwania z Janice.]

Phoebe: Ok, potrafisz. To tak jakby odtrącić pomoc. Zrób to naprawdę szybko, potem będzie dobrze.

[Chandler podchodzi do kanapy, do Janice.]

Chandler: Janice. Cześć, Janice. Ok, zaczynamy. Sądzę, że nie powinniśmy się już więcej spotykać. Janice.

JNCE: Dobrze. No i proszę. [stara się sama siebie uspokoić] Przestań, przestań, przestań.

[Scena: Pralnia.]

Rachel: Ok, wiem, że to brzmi naprawdę głupio, ale czuję, że jak dam z tym radę, jak sobie poradzę, jak zrobię to pranie sama, to myślę, że jestem w stanie zrobić wszystko.

ROSS: Dla mnie to nie brzmi głupio. Wiesz, to tak jak ja musiałem sobie pierwszy raz w życiu zrobić obiad dla siebie, wiesz, jak Carol mnie opuściła ??? [dzwoni pralka, że skończone] Przepraszam, tylko tyle mamy czasu. Dalej Ross...[otwiera pralkę] Uh-oh.

Rachel: Co uh-oh ???

ROSS: [nie chce jej powiedzieć] Uh-oh, uh-oh, pranie gotowe. To tak jak w piosence. Tej piosence o praniu. [śpiewa] Uh-oh pranie gotowe, uh-oh, uh-oh.

Rachel: Ross, co się stało ???

ROSS: Nic, nic. Lee-lo, pranie gotowe.

Rachel: Dalej, pokaż mi.

ROSS: Dobra, dobra, zostawiłaś tylko czerwoną skarpetkę w białych rzeczach i teraz, wszystko jest różowe.

Rachel: Oh, wszystko jest różowe.

ROSS: Tak, uh, oprócz tej czerwonej skarpetki, która wciąż jest czerwona. Przykro mi, proszę, nie martw się, mogło się zdarzyć każdemu.

Rachel: Tylko się nie zdarzyło. Stało się mi. Oh, Boże, będę wyglądała jak wielka świnka. Co mam zrobić ??? Co mam zrobić ??? Ojciec miał rację. Nie poradzę sobie sama! Nawet nie potrafię zrobić prania!

[Podchodzi tamta kobieta i zaczyna się śmiać.]

[Scena: Restauracja. Angela trzyma rękę w koszuli Bob'a, a Monica czuje się bardzo niezręcznie.]

Monica: Coś się zepsuło z wielkim psem i nie mogli napompować jego głowy. No więc, um, jego głowa skakała po Broadway'u, tak sobie myślę... jak bardzo to jest niestosowne. Um, mam coś w oku, uh, Joey, możesz pójść ze mną i obejrzeć to przy świetle ???

[On i Joey odchodzą od stolika.]

Monica: O mój Boże.

JOEY: Co ???

Monica: Hey! Siedzimy przy tym samym stoliku ??? to jak... koktajl w Appalachia.

JOEY: Daj spokój, oni są blisko.

Monica: Blisko ??? Ona włożyła mu język w ucho.

JOEY: Oh, tak jak byś ty z Ross'em zawsze była spokojna.

Monica: Joey, to jest chore, ohydne, to jest, to...nie jest prawda, co ???

JOEY: A kto mówi, że to na prawdę ??? Znaczy się...

Monica: O mój Boże, coś ty myślał ???

JOEY: Dobra, słuchaj, nie jestem z tego dumny, ok ??? No może trochę.

Monica: [lekko go uderza] Oh!

JOEY: Ow!

Monica: [odchodzi] Już mnie tu nie ma.

JOEY: Zaraz, zaraz, zaraz. Ty pragniesz jego, ja jej. On cię lubi.

Monica: Tak ???

JOEY: Tak. Tak sobie myślę, że jak wspólnie popracujemy to możemy ich rozbić.

[Później tej nocy. Monica przypadkowo rozlała drinka na koszulę Bob'a i zaczyna ją wycierać. Joey robi oczy do Angela'i.]

Monica: Przepraszam, nie wierzę, że to zrobiłam, ale nie mogłam przestać się śmiać z twojej historii o Norman'ie Mailer'rze.

[Angela je swojego kurczaka i wydaje taki dźwięk, o którym Joey opowiadał Bob'owi.]

JOEY: Uh, kelner, jeszcze jeden talerz kurczaka.

[Scena: Central Perk. Chandler wciąż próbuje ustawić sprawy z Janice, a przed nim stoi już z tuzin pustych filiżanek po kawie. On już zaczyna zachowywać się dziwnie.]

Chandler: chodzi o to, Janice. Wiesz, znaczy się, bardzo się różnimy. Ja jestem jak bing, bing, bing. A ty jak boom, boom, [Chandler zaczyna machać rękami i uderza Janice w oko]... boom.

JNCE: Ow!

Chandler: Oh, mój Boże, przykro mi. Wszystko w porządku ???

JNCE: Ow. Um, moje soczewki. Moje soczewki. Zaraz wracam.

[Wychodzi.] Chandler: [do Phoebe] Uderzyłem ją w oko! Walnąłem ją w oko! To najgorsze zerwanie z kimś w całej historii świata.

Phoebe: O mój Boże. [Chandler wypija kolejną kawę.] Ile już wypiłeś ???

Chandler: Oh, nie wiem, milion ???

Phoebe: Chandler, spokojnie, spokojnie. Odpłyń w swoje szczęśliwe miejsce. La la la la la la la.

Chandler: W porządku.

Phoebe: Dobra.

[Janice wraca z łazienki.]

Chandler: Nie w porządku. Idzie.

Phoebe: Czekaj tu. Oddychaj.

[Phoebe podchodzi, żeby porozmawiać z Janice. Rozmawia z nią kilka chwil, a potem Janice natychmiast się uśmiecha, obejmuje ją, macha do Chandlera i wychodzi.]

Chandler: Jak ty to robisz ???

Phoebe: To taki prezent.

Chandler: Zawsze powinniśmy zrywać razem.

Phoebe: Oh, z przyjemnością.

[Scena: Pralnia. Rachel sortuje swoje różowe ubrania.]

ROSS: Sama uprałaś te rzeczy. To jest najważniejsze.

Rachel: Oh, chyba tak. Ale tylko teraz wszystko wygląda trochę dziwnie.

[Ta sama kobieta podchodzi i zabiera wózek na pranie od Rachel.]

Rachel: Zaraz, przepraszam. Przepraszam. to nasz wózek.

Kobieta: Tak, cóż, miałam 24 cale w talii. Ty przegrywasz. Dalej, zejdź mi z drogi.

[Rachel patrzy na Ross'a, który pokazuje jej, żeby odzyskała wózek.]

Rachel: Przepraszam, może źle się wyraziłam. Uh, to jest nasz wózek.

Kobieta: Hey, hey, hey nie było w nim żadnych ubrań.

Rachel: Hey, hey, hey, hey, skończ wymyślać zasady!

Kobieta: Puszczaj!

[Obie zaczynają się bić o wózek. Wreszcie Rachel wchodzi do niego do środka.]

Rachel: Dobra, słuchaj no panienko. Jak chcesz ten wózek, będziesz musiała zabrać go ze mną!

[Myśli, że to koniec i odchodzi.]

Rachel: [do Ross'a] Tak! Widziałeś to ???

ROSS: Byłaś niesamowita! Nowiutka kobieta, panie i panowie.

Rachel: Nie zrobiłam bym tego bez ciebie.

[Rachel wstaje i całuje Ross'a. On jest tym oszołomiony. Następuje chwila ciszy.]

ROSS: Ok, um, uh, więcej rzeczy do suszarki ??? [Ross odwraca się i wali głową w drzwiczki suszarki.] Nic mi nie jest, nic mi nie jest.

Rachel: Jesteś pewny ???

ROSS: Nie.

[Scena: Central Perk. Ross, Rachel i Phoebe tam są. Ross ma przyłożony do głowy lód.]

Rachel: Oh, jesteś pewien, że nic ci nie jest ???

ROSS: Tak.

Rachel: Wciąż boli ???

ROSS: Tak.

Phoebe: [widzi ubranie Rachel] co za czysty pomysł. Wszystkie ubrania pasują do siebie. Też tak zrobię.

[Monica i Joey wchodzą.]

Monica: Cześć.

Phoebe: Hey, jak poszło ???

JOEY: Doskonale.

Monica: Rozerwaliśmy tą parę na części, sami skorzystaliśmy.

ROSS: Co za piękna historia. Hey, mnie nic nie jest tak przy okazji.

Monica: [zauważa jego głowę] Oh, przykro mi.

Rachel: Gdzie Chandler ???

Phoebe: Oh, potrzebuje trochę czasu, żeby się posmucić.

[Chandler przebiega koło okna na zewnątrz, pełen radości.]

Chandler: Wolny! Wolny!

Phoebe: To powinno mu pomóc.

KONIEC