"George Stephanopoulos"
Napisane przez: Alexa Junge.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.
Scena: CENTRAL PERK (Wszyscy oprócz Joey'a tam są.)
MONICA: Dobrze. Phoebe ???
PHOEBE: Dobra, dobra. Gdybym była wszechmocna przez jeden dzień życzyła bym sobie, um, pokoju na Ziemi, żeby nie było głodu, powodzenia lasom deszczowym...i większych piersi!
ROSS: Tak, widzisz...zabrałaś mi życzenie. Chandler, a ty ???
CHANDLER: Uh, jak ja bym był wszechmocny na dzień, to...uczynił bym się wszechmocnym na zawsze.
RACHEL: Zawsze ktoś się taki znajdzie. (kpi z niego) "Gdybym miał życzenie, życzył bym sobie mieć 3 życzenia."
(Joey wchodzi)
Wszyscy: Hey Joey. Cześć. Hey, koleś.
MONICA: Hey, Joey, co byś zrobił jakbyś był wszechmocny ???
JOEY: Pewnie bym się zabił!
MONICA: ...że co ???
JOEY: Hey, jak Mały Joey był by martwy to ja nie miał bym powodu do życia!
ROSS: Joey, uh... WSZECHmocny.
JOEY: Jesteś ??? Ross, przykro mi.
(INTRO)
SCENA: CENTRAL PERK (Ross i Monica patrzą jak Phoebe śpi.)
MONICA: Jak ona to robi ???
ROSS: Ja nie potrafię spać w miejscach publicznych.
MONICA: Patrz na nią ??? Jest taka spokojna.
PHOEBE: (budzi się i zaskakuje ich) Oh! Co, co, co! ...Cześć.
ROSS: W porządku, znów przysnęłaś.
MONICA: Co się z tobą dzieje ???
PHOEBE: Wczoraj w ogóle nie spałam!
ROSS: Czemu ???
PHOEBE: Moja babcia ma nowego chłopaka, oboje w łóżku czują się niepewnie. Oh, i głucho. Więc stale, stale zapewniają się, że dobrze się bawią. Nie macie pojęcia jak są głośni!
MONICA: Jak chcesz możesz przenocować ze mną i Rachel.
PHOEBE: Dzięki.
(Joey i Chandler wchodzą. Joey liczy kroki.)
JOEY: ...95, 96, 97. Widzisz, Mówiłem ci! Od domu do kawiarni jest mniej niż 100 kroków.
CHANDLER: Masz za dużo wolnego czasu.
JOEY: (do Ross'a) Hey! Jest nasz jubilat! Ross, patrz: bilety na hokeja, Rangers-Penguins, wieczorem w Garden, zabieramy cię.
CHANDLER: Wszystkiego najlepszego na urodziny koleś!
JOEY: Kochamy cię stary. (Całuje go.)
ROSS: Zabawne, moje urodziny były 7 miesięcy temu.
JOEY: I co ???
ROSS: Więc, zgaduję, że mieliście jeden dodatkowy bilet i nie mogliście się dogadać który z was ma przyprowadzić dziewczynę ???
CHANDLER: I znów "szklanka w połowie pusta".
ROSS: O mój Boże, oh...dziś jest 20-sty, 20-sty października ???
MONICA: Oh, miałam nadzieję, że nie będziesz pamiętał.
ROSS: Ohhh.
JOEY: A co jest w tym złego, że dziś 20-sty ???
CHANDLER: 11 dni przed Hallowen...i nie ma już dobrych kostiumów ???
ROSS: Dziś jest rocznica dnia kiedy ja i Carol po raz pierwszy...skonsumowaliśmy nasz fizyczny związek. (Joey jest zmieszany)...Sex. Wiecie co, rezygnuję z gry. Chyba pójdę do domu i porozmyślam o mojej żonie i jej lesbijskiej kochance.
JOEY: Do diabła z hokejem, wszyscy to zróbmy!
CHANDLER: (próbuje zatrzymać wychodzącego Ross'a) Dalej, Ross! Ty, ja, Joey, lodowe chłopaki, wychodzimy, co powiesz, wielki brahu, (udaje, że uderza go w brzuch) huh ??? Huh ??? Huh ???
ROSS: Co ty robisz ???
CHANDLER: (przestaje) Nie mam pojęcia.
JOEY: Dalej, Ross!
ROSS: Dobrze, dobra, może to mi pozwoli o tym zapomnieć. A kupicie mi wielkiego kciuka ???
CHANDLER: Załatwione.
(Wbiega Rachel, trzymając kopertę)
RACHEL: Patrzcie, patrzcie, patrzcie, patrzcie, moje pierwsza wypłata! Patrzcie na okno, tam jest moje imię! Cześć, dla mnie!
PHOEBE: Pamiętam jak ja dostałam pierwszą wypłatę. To było w kopalni i zginęło 8 ludzi.
MONICA: Wow, pracowałaś w kopalni ???
PHOEBE: Pracowałam w Dairy Queen, a co ???
RACHEL: Boże, czyż to nie podniecające ??? Sama to zarobiłam. Wycierałam stoliki, gotowałam mleko, to było całkowicie...(otwiera kopertę) ...nie warte. Kto to FICA ??? Czemu on zabiera mi tyle pieniędzy ??? Znaczy się, co...Chandler, patrz na to.
CHANDLER: (patrzy) Oh, nie jest tak źle.
JOEY: Oh, nic ci nie będzie, to twoja pierwsza praca.
ROSS: Bez problemu da się za to żyć.
MONICA: Tak, tak.
ROSS: Oh, przy okazji, świetna obsługa.
Wszyscy: Oh! Tak! (Wszyscy wyciągają portfele i dają hojne napiwki)
CHŁOPAKI: Hokej! (Wszyscy idą do wyjścia, ale zachodzą im drogę Leslie, Kiki i Joanne. Przez chwilkę chłopaki gapią się na nie.) Hokej! Hokej. (wszyscy 3 wychodzą)
LESLIE: (rozgląda się) Rachel ???
RACHEL: O mój Boże! (Rachel, Leslie, Kiki i Joanne wrzeszczą i obejmują się.)
MONICA: (do Phoebe) Przysięgam, widziałam jak ptaki w Wild Kingdom też tak robiły.
RACHEL: Co wy tu robicie ???
KIKI: Przyjechałyśmy na zakupy, twoje mama powiedziała, że tu pracujesz i to prawda!
JOANNE: Patrzcie na ten fartuszek. Wyglądasz jakbyś grała w teatrze.
RACHEL: (do ciężarnej Leslie) Patrzcie na ciebie, jesteś już taka duża, nie wierzę!
LESLIE: Wiem! Wiem! Mam bliźniaki.
RACHEL: (do Joanne) A co się dzieje u ciebie ???
JOANNE: Zgadnij kogo mój ojciec zaprosił do firmy na partnera ??? (pokazuje na siebie, wszystkie krzyczą)
KIKI: A jak już mówimy o nowościach... (Wyciąga palec, żeby pokazać obrączkę. Wszystkie krzyczą.)
PHOEBE: (do Moniki) Patrz, patrz, mam łokcie! (tak samo krzyczą)
SCENA: Chłopaki idą ulicą. (Chandler i Joey kopią przed siebie puszkę.)
CHANDLER: ...Poulet podaje do Leech'a! (podaje do Joey'a)
JOEY: Leech zatrzymuje Messier'a...jest podanie! (Podaje puszkę do Ross'a, ale ten patrzy się tylko na wystawę sklepową)
CHANDLER: Robimy krótka przerwę podczas której Messier popatrzy sobie na kobiece buty.
ROSS: Carol miała na sobie takie buty jak pierwszy raz...wiecie...wiecie. Fakt, nigdy ich nie zdejmowała bo my...(pod wpływem spojrzenia Chandler'a) Przepraszam.
(Zaczynają iść dalej. Chandler i Joey zaczynają rozmawiać, ale Ross zatrzymuje się i jęczy)
JOEY: Co ???
ROSS: Brzoskwinie.
CHANDLER: Tak, króliczku ???
ROSS: (pokazuje) Brzoskwinie. Tej nocy jak...mieliśmy...
JOEY: Brzoskwinie ???
ROSS: Właściwie to nektarynki, ale...
CHANDLER: (do Joey'a) Mogły by to być brzoskwinie.
ROSS: Potem się ubraliśmy, i ja...ja... odprowadziłem ją do... (podnosi głowę, dociera do niego i pokazuje) ...do przystanku autobusowego...nic mi nie jest.
JOEY: Hey, ta babka ma tyłek jak Carol! (Obaj odwracają się i gapią na niego) Co ??? Myślałem, że szukamy takich rzeczy.
(Przeniesienie do Central Perk'u. Rachel, Leslie, Kiki i Joanne rozmawiają.)
RACHEL: Dalej dziewczyny, opowiedzcie mi szczegóły!
KIKI: Teraz nie mówi się o niczym innym tylko wciąż o tym jak zostawiłaś Barry'ego na ołtarzu!
JOANNE: Dobra. Pomówmy teraz o rzeczywistości.
RACHEL: Dobra.
JOANNE: Kiedy wracasz do domu ???
RACHEL: Co ??? Rany, nie wracam.
JOANNE: Daj spokój, to my.
RACHEL: Nie wracam! Teraz to robię. Mam pracę...
KIKI: Kelnerka ???
RACHEL: Dobra, nie jestem tylko kelnerką. Ja... ja, um... wypisuje dania główne na tablicy, i, uh... i wyciągam zwiędłe kwiaty z wazonu... Oh, i, um, czasami Artelle pozwala mi udekorować ciasteczka czekoladą.
LESLIE: No. Twoja mama nie mówiła nam o ciasteczkach.
SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Phoebe i Monica są w piżamach. Monica robi coś w mikserze)
(Rachel wchodzi)
MONICA: Hey, Rach. Jak tam z przyjaciółkami ??? (ona i Phoebe krzyczą) Dobra! Masz ochotę na drinka Tiki Death ??? (rozlewa zawartość miksera do szklanek)
RACHEL: Co to ???
MONICA: Rum, i...
RACHEL: Dobra. (Łapie za mikser i zaczyna pić)
MONICA: Pomyślałyśmy, że skoro Phoebe zostaje z nami na noc to może urządzimy sobie małe przyjęcie. Mamy pisemka, ciasteczka, a też Twister'a... (dzwoni telefon. Monica odbiera.)
PHOEBE: Ooh! Ooh! Kupiłam "Operację"! Ale, um, ale zgubiłam pęsetę, ięc nie możemy operować. Ale możemy przygotować faceta! (dzwoni telefon, Monica odbiera)
MONICA: Uh, Rach, ludzie od Visy.
RACHEL: Oh, Boże, spytaj ich czego chcą.
MONICA: (przez telefon) Można wiedzieć o co chodzi ??? ...Tak, chwileczkę. (do Rachel) Um, mówią, że dzieje się coś dziwnego na twoim koncie.
RACHEL: Ale od tygodni nie używałam karty!
MONICA: To jest coś niezwykłego. Chcą się dowiedzieć czy nic ci nie jest.
RACHEL: chcą wiedzieć czy nic mi nie jest. Dobra...chcą to wiedzieć, dobra, zobaczmy. FICA zabrał mi wszystkie pieniądze, wszyscy, których znam albo wychodzą za mąż, albo awansują, albo zachodzą w ciążę, a ja robię kawę! I to nawet nie dla mnie! Więc skoro to brzmi tak jakby nic mi nie było, to powiedz im, że nic mi nie jest, dobra ???
MONICA: (do telefonu) Uh...Rachel właśnie wyszła, możecie zadzwonić później ???
RACHEL: Dobrze, dalej! (nieszczęśliwie) Gramy w Twister'a!
SCENA: Chłopaki są na meczu. (Próbują znaleźć swoje miejsca.)
ROSS: (przeciska się przez ludzi) Przepraszam, przepraszam... Uh-oh.
CHANDLER: Co ??? Tej nocy z Carol był lód, nie ??? Plastikowe siedzenia ??? 4 tysiące rozgniewanych kibiców z Pittsburgh'a ???
ROSS: Nie, właściwie chciałem powiedzieć, że chyba nie będziemy siedzieć razem. Ale skoro wspomniałeś o tym, był lód tamtej nocy... To był pierwszy mróz...
JOEY: Dalej, siadaj. Siadaj po prostu.
(Przeniesienie do dziewczyn)
MONICA: Powinnaś się czuć wspaniale! Wykonujesz wspaniałą niezależną czynność!
RACHEL: Monica, co jest takiego niesamowitego ??? Odpuściłam sobie jak wszystko. I dla czego ???
PHOEBE: Jesteś taka jak Jack.
RACHEL: ...Jack tez z dołu ???
PHOEBE: Nie, Jack tez z Beanstalk.
MONICA: Ah, ten drugi Jack.
PHOEBE: Tak, właśnie! Widzisz, on też odpuścił, ale potem dostał magiczne fasolki. Potem się obudził, a tam za jego oknem była ta wilka roślina, pełna nowych możliwości i różnych rzeczy... i mieszkał w wiosce, a ty mieszkasz w...
RACHEL: Dobra, ale Pheebs, Pheebs, Jack oddał krowę, a ja ortodontę. Dobra, wiem, wiem, że go nie kochałam...
PHOEBE: Oh, widzisz, Jack kochał swoją krowę.
RACHEL: Ale to był plan. Wszystko było jasne. Wiadomo jak miało być, a teraz wszystko jest jakby...
PHOEBE: Zakręcone ???
RACHEL: Tak.
MONICA: Więc co, nie jesteś sama. Znaczy się przez połowę czasu sami nie wiemy co mamy robić. Musisz się tylko odnaleźć i wszystko się ułoży i będzie już...nie zakręcone.
PHOEBE: Oh, jakby było takie słowo.
RACHEL: Dobra, ale Monica, a co jak się nie ułoży ???
MONICA: ...Pheebs ???
PHOEBE: Oh, cóż... bo...ty... nie podoba mi się to pytanie.
RACHEL: Dobra, widzicie, co jak ja nie dostanę magicznej fasolki ??? Co będzie jak jedyne co dostanę to zwykła...fasola ???
(Przeniesienie na mecz.)
ROSS: Bierz go! DALEJ! Bierz go! Dalej...TAK! Nie ma żartów...narazie stary!
CHANDLER: (do Ross'a) Widzisz kolego, tego ci trzeba, kupę bezzębnych facetów walących się kijami.
ROSS: Podaj! Podaj!
CHANDLER: On jest czysty!
Wszyscy: Wal! Wal! Wal!
(Gracz uderzył. Krążek wyleciał poza lodowisko i uderzył Ross'a w twarz. Chandler jest zaszokowany, ale gdy zobaczył...)
CHANDLER: Hey, patrzcie, jesteśmy na telebimie!
(Chandler i Joey łapią krążek i zaczynają wymachiwać, żeby się pokazać.)
SCENA: IZBA PRZYJĘĆ (Chandler i Joey wprowadzają Ross'a.)
CHANDLER: (do recepcjonistki) Przepraszam.
Recepcjonistka: (podnosi rękę, rozmawia przez telefon) Tu jest napisane, że mam dzwonić jak nie będę całkowicie zadowolona z tego batona. No więc nie jestem zadowolona.
CHANDLER: Słuchaj, to nagły wypadek. Pewnie to wiesz, albo byli byśmy w kłopotliwym położeniu.
(Recepcjonistka patrzy na niego.)
Recepcjonistka: (przez telefon) Chwileczkę. (do Chandler'a) Wypełnić i siadać tam. (rzuca mu jakiś formularz)
ROSS: (podskakuje) Słuchaj, nie chcę sprawiać kłopotów, dobra, ale mnie tu boli, w porządku ??? Moja twarz jest wgnieciona.
Recepcjonistka: Musisz zaczekać na swoją kolej.
JOEY: Jak długo to może potrwać ???
Recepcjonistka: (sarkastycznie) W każdej chwili.
ROSS: Hey, to... (patrzy na niego, a on nagle się cofa) Heyy...
(Przeniesienie do dziewczyn.)
RACHEL: Tak mi przykro. Nie chciałam tak was przybić.
MONICA: Nie, miałaś rację. Nie mam planu. (Pukanie do drzwi)
Dostarczyciel pizzy (na zewnątrz): Pizza.
RACHEL: Dzięki Bogu. Jedzenie. (Idzie otworzyć)
MONICA: Phoebe ???
PHOEBE: Co ???
MONICA: A ty masz plan ???
PHOEBE: Nawet nie mam "pl".
Dostarczyciel pizzy: Cześć, jedna, uh, grzyby, zielona papryka i cebula ???
RACHEL: (nieszczęśliwie) Nie, nie, nie to zamawiałyśmy... Zamawiałyśmy z dodatkową skórką i serem.
Dostarczyciel pizzy: Chwila, nie jesteście 'G.Stephanopoulos' ??? Rany, ojciec mnie zabije!
MONICA: (podskakuje i podbiega do drzwi) Zaraz! Powiedziałeś: 'G.Stephanopoulos' ???
Dostarczyciel pizzy: Tak. Na przeciwko ulicy, musiałem dać mu waszą. Oh, dureń, dureń!
MONICA: Czekaj, to był taki mały facet z fajnym uśmiechem ???
Dostarczyciel pizzy: Tak, chyba się zgadza.
MONICA: Miał na sobie ten wspaniały niebieski garnitur ???
PHOEBE: I muszkę ???
Dostarczyciel pizzy: Nie, chyba tylko ręcznik.
MONICA: (wstrząśnięta) Oh Boże.
Dostarczyciel pizzy: Mam więc to odnieść ???
MONICA: Oszalałeś ???! Mamy pizzę George'a Stephanopoulos'a!
(Rachel płaci mu. Monika łapie za lornetkę i leci do okna)
RACHEL: Uh, Pheebs ??? Kto to George Snuffalopagus ???
PHOEBE: Przyjaciel Wielkiego Ptaka.
MONICA: Widzę pizzę!
PHOEBE: Oh, też chcę widzieć! Daj popatrzeć! Dalej! (Podbiega i bierze lornetkę)
RACHEL: Hey ??? Na kogo się tak gapicie ???
MONICA: Na doradcę Białego Domu ??? Człowieka Clintona ??? Ten z bujnymi włosami, sexownym uśmiechem, naprawdę niezłym tyłkiem ???
RACHEL: Oh, on, ten mały ??? Oh, uwielbiam go!
PHOEBE: Ooh, zaraz... zaraz, widzę kobietę.
MONICA: Proszę, powiedzcie mi, że to jego matka.
PHOEBE: Definitywnie nie matka.
MONICA: Oh, nie...
PHOEBE: Oh, czekaj, przechodzi.. idzie... wciąż idzie... idzie po pizzę... (krzyczy) Hey, to nie dla ciebie zdziro!
(Phoebe zakrywa usta rękami i odchodzi od okna)
(Przeniesienie do szpitala. Joey pokazuje jakby krążek uderzał do w czoło. Chandler idzie ponownie do recepcjonistki.)
CHANDLER: Przepraszam, słuchaj, jesteśmy tu już od godziny, i wiele ludzi mniej poszkodowanych od mojego przyjaciela już weszło. Ten facet z palcem ??? Z kim on śpi ???
(Recepcjonistka zasuwa szybę oddzielającą pacjentów od niej.)
CHANDLER: Oh, daj spokój dobra, nie wściekaj się... wiem, że oboje powiedzieliśmy sobie rzeczy, których nie mieliśmy na myśli, ale to nie znaczy, że się już nie kochamy. (do Ross'a i Joey'a) Wiecie, chyba ją straciłem... (ona znów odsuwa szybę, Chandler odwraca się i zostaje zaskoczony) Ba!!!
(przeniesienie na balkon dziewczyn)
MONICA: Światła włączone ???
RACHEL: Tak.
MONICA: Oh. Może się zdrzemnęli.
RACHEL: Oh proszę, kochają się.
MONICA i PHOEBE: Zamknij się!
RACHEL: A myślicie, że jaki jest George ???
MONICA: Myślę, że jest nieśmiały.
PHOEBE: Tak ???
MONICA: Tak. Trzeba się nim zająć. A potem...wychodzi z niego zwierzę.
(szpital)
ROSS: Pamiętam jak podczas pełni Księżyca jego światło wpadało przez okno...jej twarz była tak ładna.
CHANDLER: Tak, tak...Księżyc, twarz, uczucie, przeszedłeś przez to...mogę dostać jakieś środki przeciwbólowe, proszę ???
JOEY: On ma rację...już wystarczy. Co dziś jest takiego szczególnego ??? Przespałeś się z nią pierwszy raz, i co ??? Spałeś z nią potem przez 7 lat.
ROSS: Słuchaj, to jest trochę bardziej skomplikowane...
CHANDLER: Co ??? Co ??? Co jest ??? Że cię zostawiła ??? Że lubi kobiety ??? Że zostawiła cię dla innej kobiety, która lubi kobiety ???
ROSS: Trochę głośniej, dobra, na 12 piętrze jest facet w śpiączce, który chyba nie usłyszał...
CHANDLER: To co ???
ROSS: Mój pierwszy raz z Carol był.. (mamrocze)
JOEY: Co ???
ROSS: To był mój pierwszy raz.
JOEY: Z Carol ???
(Ross patrzy na niego)
JOEY: Oh.
CHANDLER: Więc przez całe życie, byłeś tylko z jedną... (na niego też się patrzy) ...oh.
JOEY: Rany, kurczę, hokej to był wielki błąd! Jest jeszcze wiele innych rzeczy, które mogliśmy zrobić!
(balkon)
MONICA: Dobra. Dobra, też mam. Pamiętasz ten wegetariański pasztet, który wtedy zrobiłam i który tak bardzo ci smakował ???
PHOEBE: Uh-huh.
MONICA: No skoro gęś jest warzywem...ha haaaah!
PHOEBE: Oh! Oh! Oh! Dobra, świetnie, świetnie. Teraz nie żałuję, że się przespałam z Jason'em Hurley'em.
MONICA: Co ???! Spałaś z Jason'em ???
PHOEBE: Właśnie co zerwaliście.
RACHEL: Długo po ???
PHOEBE: Kilka godzin.
MONICA: Oh, nieźle!
RACHEL: Dobra, dobra, dobra, też mam coś! (wstaje i upuszcza poduszkę, o którą się opierała) No więc...ta walentynka od Tommy'ego Rollerson'a w twojej szafce była ode mnie.
MONICA: Słucham ???!
RACHEL: A co ??? Tak jakby on rzeczywiście chciał by ci przysłać ??? (do Phoebe) Była dużą dziewczynką.
MONICA: Poważnie. Przynajmniej takie duże dziewczynki nie sikają w majtki w siódmej klasie!
RACHEL: Śmiałam się! Rozśmieszyłaś mnie! (Monica i Rachel zaczynają się sprzeczać)
PHOEBE: Jest! Jest!
MONICA: Gdzie ???
PHOEBE: Tam...tam gdzie się patrzyłyśmy całą noc!
RACHEL: Jest taki słodki!
MONICA: Oh, George, kochanie, zrzuć ten ręcznik!
Wszystkie: Tak, upuść go! Zrzuć ręcznik! Proszę, zrzuć...(cisza) woowwwww.
(Szpital. Ross już wszedł.)
JOEY: Rany. Uwierzył byś, że kochał się tylko z 1 kobietą ???
CHANDLER: Myślę, że to wspaniałe. Wiesz, to słodkie, romantyczne...
JOEY: Tak ???
CHANDLER: Nie, żartujesz ??? On jest szalony...
(Wchodzi Ross)
OBAJ: Hey, kolego.
ROSS: Cześć. (Ma obandarzowany kawałek nosa. Rzuca jakieś formularze na biurko recepcjonistki.)
Recepcjonistka: (sarkastycznie) Oh, przystojniak.
CHANDLER: Oh, świetny byłeś w "Milczeniu Owiec". Oh idziemy, przyznaj to! Dobrze się dziś bawiłeś.
ROSS: Bawiłem ??? Gdzie była ta zabawa ??? Ze szczegółami, która część była zabawna ??? Gdzie mój krążek ???
JOEY: Oh, ten mały go ma.
ROSS: Ten mały... ??? (do dzieciaka) Przepraszam, uh, to mój krążek.
DZIECIAK: Znalazłem go. Kto znajduje zatrzymuje.
(Ross patrzy na Chandlera oczekując pomocy)
CHANDLER: Musisz to zrobić.
ROSS: (do dzieciaka) Oh tak ??? Jestem gumą, a ty klejem... (do Chandlera) ...nie mogę. (do dziecka) Słuchaj, oddaj mi krążek.
DZIECIAK: Nie.
ROSS: Tak, co ty na to. Chodź tu. Dawaj!
DZIECIAK: Nie! Nie!
(Walczą o niego.)
Recepcjonistka: Hey! Hey! Zachowywać się tu!
ROSS: (próbuje go zabrać) ODDAWAJ KRĄŻEK!! (Ale krążek wylatuje im z rąk i uderza w twarz recepcjonistkę)
ROSS: ...No to była zabawa.
Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Joey i dziewczyny grają w Twister'a)
ROSS: (kręci) Dobra, Monica: prawa stopa na czerwone.
MONICA: Mogliśmy grać w Monopol, ale nieeee.
(Pukanie do drzwi. Chandler otwiera. Jakiś facet nic nie mówiąc oddaje poduszkę.)
CHANDLER: Dzięki. (Facet kiwa głową i odchodzi)
ROSS: Dobra, Pheebs: prawa ręka na niebieskie. (Phoebe musi się pochylić.) Dobrze. (Joey gapi się na jej tyłek.)
(Dzwoni telefon, odbiera Chandler.)
CHANDLER: Halo ??? Oh, uh, Rachel, to ci ludzie od Visy.
RACHEL: Oh, dobra. Zajmiesz moje miejsce ???
CHANDLER: Dobra. (przez telefon) Tak, mówi Rachel.
RACHEL: Niee! (Zabiera mu słuchawkę, Chandler zajmuje jej miejsce w grze) Halo ??? Oh, tak, nie, wiem, nie używałam jej zbyt dużo. Oh, cóż, dzięki, ale, dobrze, naprawdę.
ROSS: Green. Na zielone (green).
RACHEL: Mam magiczną fasolkę. Nieważne.
CHANDLER: Na lewo, na lewo...aww! (wszyscy się przewracają)
RACHEL: Ohhh...nic mi nie jest.
KONIEC