"Kciuk"
Napisane przez: Jeffrey Astrof & Mike Sikowitz.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.
Scena: CENTRAL PERK
PHOEBE: (wchodzi) Cześć wam!
Wszyscy: Hey, Pheebs! Cześć!
ROSS: Hey. Oh, oh, jak poszło ???
PHOEBE: Um, nie bardzo. Odprowadził mnie do metra i powiedział: "Powinniśmy to kiedyś powtórzyć!"
Wszyscy: Ohh. Ouch.
RACHEL: Co ??? Powiedział: "Powinniśmy to kiedyś powtórzyć", to chyba dobrze, nie ???
MONICA: Uh, nie. Luźne tłumaczenie "Powinniśmy to kiedyś powtórzyć" to "Nigdy nie zobaczysz mnie nagiego".
RACHEL: Od kiedy ???
JOEY: Od zawsze. Tak jest z językiem. Wiesz, np. "to nie ty" znaczy "to ty".
CHANDLER: Albo "Jesteś taki miły" znaczy "Będę się umawiała z alkoholikami w skórach i będę się na nich żaliła u ciebie".
PHOEBE: Albo, albo, wiesz, um, "myślę, że powinniśmy się umawiać z innymi" znaczy "ha, ha, ja już się umawiam".
RACHEL: I wszyscy to wiedzą ???
JOEY: Tak. Taki slang.
CHANDLER: Tak, to tak jak byłaś dzieckiem, a twoi rodzice uśpili pasa, to mówili, że wysłali go na farmę.
ROSS: To zabawne, to, nie, bo nasi rodzice to zrobili, uh, wysłali psa na farmę.
MONICA: Uh, Ross.
ROSS: Co ??? C...hey ??? Farma Millners'ów w Connecticut ??? Millners'owie, mają tą niesamowitą farmę, mają konie, i, i króliki, które można gonić i to było...o mój Boże, Chi Chi!
(INTRO)
SCENA: Mieszkanie Chandlera i Joey'a. (Joey ćwiczy swoją rolę w czym pomaga mu Chandler)
CHANDLER: "Jak to jest wiedzieć, że za chwilkę się umrze ???"
JOEY: "Ty głupi strażniku, za pięć minut skończy się mój ból. A ty będziesz musiał żyć ze świadomością, że wysłał pan uczciwego człowieka na śmierć."
CHANDLER: Hey, to było bardzo dobre!
JOEY: Dzięki! Lećmy dalej.
CHANDLER: Dobra. "Więc. Czego ty ode mnie chcesz, Damone, huh ???"
JOEY: "Wrócę sobie do celi. Tam przynajmniej mogę palić."
CHANDLER: "Pal tutaj."
(Joey wyciąga paczkę papierosów i zapalniczkę. Coś mu nie wychodzi i upuszcza zapalniczkę. Potem zapala papierosa, zaciąga się i zaczyna kaszleć.)
CHANDLER: Sądzę, że dlatego właśnie Damone pali sam w celi.
JOEY: Co ???
CHANDLER: Rozluźnij rękę!
(Joey to robi, ale wygląda to tak, jakby zwiędła mu dłoń)
CHANDLER: Nie za bardzo!
JOEY: Zaraz!
CHANDLER: Hey!
JOEY: Hey!
CHANDLER: Dobra, a teraz się zaciągnij.
(Joey próbuje, ale krzywi się przy tym)
CHANDLER: Ok... Dobra. Nie. Daj mi to.
JOEY: Nie, nie, nie, nie daję ci papierosa.
CHANDLER: W porządku, dobrze jest. Chcesz dostać tą rolę czy nie ??? No.
(Joey niechętnie daje mu papierosa)
CHANDLER: Nie myśl o tym jak o papierosie. Myśl o tym jak o brakującej części twojej ręki. Jak go trzymasz, czujesz się kompletny. Czujesz się świetnie.
JOEY: Brakuje ci tego ???
CHANDLER: Nie, nie tak bardzo. Dobra, a teraz palimy. (zaciąga się) Oh...mój...Boże. (dalej pali)
SCENA: CENTRAL PERK(Wszyscy oprócz Rachel i Phoebe tam są.)
MONICA: Nie, nie, nie. Mówili, że to ta sama droga co od czubka kciuka do czubka palca wskazującego.
(Chłopaki rozciągają palce)
JOEY: To śmieszne!
ROSS: Można użyć... dowolnego kciuka ???
RACHEL: (przynosi napoje) Dobra, nie mówcie mi, nie mówcie mi! (rozdaje) Cappucino bezkofeinowe dla Joey'a... Czarna kawa...z mlekiem...mrożona herbata. Całkiem dobra już w tym jestem!
Wszyscy: Tak. Tak, doskonale.
RACHEL: (odchodzi) Dobrze!
(Wszyscy wymieniają się drinkami)
(Wchodzi Phoebe i coś mamrocze. Siada na kanapie bez słowa do innych.)
JOEY: W porządku, Phoebe ???
PHOEBE: Tak, nie, ja tylko, tak, nie warto...to mój bank.
MONICA: Co oni ci zrobili ???
PHOEBE: To nic, nic takiego, tylko...dobra. Przeglądałam pocztę i otworzyłam miesięczny bilans...
ROSS: Łatwizna.
PHOEBE: ...I mam extra 500 dolarów na koncie.
CHANDLER: Oh, sługusy Szatana znów w akcji.
PHOEBE: Tak, a teraz muszę tam iść i załatwić to z nimi.
JOEY: Co ty opowiadasz ??? Zatrzymaj to!
PHOEBE: Nie są moje, nie zarobiłam ich, jakbym je zatrzymała to by było jak kradzież.
RACHEL: Tak, ale jak je wydasz, to będzie jak zakupy!
PHOEBE: Dobra. Dobra, powiedzmy, że kupie parę wspaniałych butów. Wiecie co bym słyszała robiąc każdy krok ??? "Nie moje, nie moje, nie moje." nawet jakbym była szczęśliwa to zawsze..."Nie moje, nie moje, nie moje"...
MONICA: Rozumiemy to. Trzymamy z tobą.
(Chandler pochyla się za kanapą.)
PHOEBE: Dobra. Nigdy bym nie była w stanie się tym cieszyć. To było by jak gigantyczny dług.
RACHEL: Chandler, co ty robisz ???
MONICA: (podciąga) Hey. Co ty robisz ???
(Chandler próbuje to zignorować, ale w końcu otwiera usta, z których wydycha pełno dymu.)
Wszyscy: Oh! Oh, Boże!
ROSS: Co to jest ???!
CHANDLER: Palę, palę, palę.
PHOEBE: Oh, nie wierzę! Tak dobrze ci szło przez 3 lata!
CHANDLER: A to jest moja nagroda!
ROSS: Zaczekaj no chwilkę, dobra ??? Pomyśl sobie co przeszedłeś ostatnim razem jak rzucałeś.
CHANDLER: Dobra, więc tym razem nie rzucę!
Wszyscy: Ohhh! Zgaś go!
CHANDLER: Dobra! Już gaszę, już gaszę. (Wrzuca niedopałek do kawy Phoebe.)
PHOEBE: Oh, nie! Teraz tego nie wypiję!
MONICA: Dobra. Idę się przebrać, mam randkę.
RACHEL: Znów ten Alan ??? Jak wam idzie ???
MONICA: Całkiem nieźle, wiesz ??? Jest miło i dobrze się bawimy.
JOEY: Więc kiedy go poznamy ???
MONICA: Zobaczmy, dziś jest poniedziałek...nigdy.
Wszyscy: Oh, daj spokój! Daj spokój!
MONICA: Nie. Nie po tym co się stało ze Steve'em.
CHANDLER: O czym ty mówisz ??? Kochaliśmy Schhteve! Schhteve był schhexy!...Przepraszam.
MONICA: Słuchajcie, sama jeszcze nawet nie wiem co do niego czuję. Dajcie mi szansę, żebym do tego doszła.
RACHEL: No to możemy go poznać ???
MONICA: Nie. Schhorry.
SCENA: IRIDIUM (Monica i Paula pracują.)
MONICA: Niby czemu miała bym pozwolić im go spotkać ??? Przyprowadzam do domu faceta, a potem w ciągu niecałych 5 minut wszyscy go obsiadają. Są jak kojoty, wybierają słabe strony stada.
PAULA: Słuchaj. Powiem ci coś jak ktoś kto widział dużo: to jeszcze nie jest takie straszne. Chodzi o to, że oni są przyjaciółmi, troszczą się o ciebie.
MONICA: Wiem, ale chciała bym żebym tym razem przyprowadziła do domu faceta, którego będą lubić.
PAULA: A wiesz, że może być dużo gorzej jak nigdy go nie spotkają.
(Przeniesienie do mieszkania Moniki i Rachel. Chandler pali na balkonie, nie ma tylko Phoebe.)
JOEY: Odpuść, Ross.
ROSS: Tak, nie znałeś Chi Chi.
MONICA: Obiecujecie ???
Wszyscy: Tak! Obiecujemy! Będziemy dobrzy!
MONICA: (krzyczy do Chandlera) Chandler ??? Obiecujesz być dobry ???
(Chandler pokazuje jej, że tak. Zaczyna padać, więc on puka w okno.)
JOEY: Ty możesz wejść, ale twój mały koleś z filtrem zostaje na zewnątrz!
(Chandler dąsając się bierze pokrywkę od kubła na śmieci i skrywa się pod nim)
(Wchodzi Phoebe. Idzie prosto na kanapę, siada i znów nic nie mówi do reszty)
ROSS: Hey, Pheebs.
PHOEBE: Droga pani Buffay. Dziękujemy za zwrócenie nam uwagi na ten błąd. Udzieliliśmy pani kredytu na 500 dolarów. Przepraszamy za niedogodność, mamy nadzieje, że przyjmie pani ten...(szuka w swojej torebce)...telefon w kształcie piłki jako prezent. Uwierzycie w to ???! Teraz mam 1000 dolarów i piłkę!
RACHEL: Co to za bank ???
(Domofon dzwoni)
MONICA: Hey. To on. (przez interkom) Kto tam ???
ALAN (przez głośnik): Alan.
JOEY: (krzyczy na Chandlera) Chandler! Przyszedł!
(Wchodzi cały ociekający wodą)
MONICA: (do wszystkich) Dobra, proszę bądźcie dobrzy, proszę. Pamiętajcie jak bardzo mnie lubicie.
(Wchodzi Alan.)
MONICA: Cześć. Alan, to są wszyscy. Wszyscy to jest Alan.
ALAN: Cześć.
Wszyscy: Cześć, Alan.
ALAN: Tyle o was słyszałem!
SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Później tego wieczora.)
MONICA: (Do wychodzącego Alana) Dzięki. Zadzwonię jutro. (do wszystkich) Dobra. Dobra, niech zacznie się osądzanie Alana. Kto pierwszy, hmm ???
(cisza)
MONICA: No dalej!
ROSS: ...Ja. Zacznijmy od tego jak on się czepia...nie, zaraz, nie mogę, nie mogę. Kochamy go.
Wszyscy: Kochamy go! Tak! Jest wspaniały!
MONICA: Czekajcie no! Czy my wszyscy mówimy o kimś, z kim ja się umawiam ???
Wszyscy: Tak!
RACHEL: Zauważyliście... ??? (rozciąga palec wskazujący i kciuk)
Chłopaki: (niechętnie) Tak.
JOEY: Wiecie co było świetne ??? Sposób w jaki się uśmiecha.
PHOEBE: Tak, tak! Jak ten facet w bucie!
ROSS: ...jakim bucie ???
PHOEBE: Z tego rymu. 'Był sobie kanciarz, co miał uśmiech szeroki, co mieszkał w bucie, przez... chwilę...'
(podejrzana cisza)
ROSS: ...Myślę, że Alan stanie się taką miarką, przez którą będzie się mierzyć wszystkich twoich przyszłych facetów.
RACHEL: Jakich przyszłych facetów ??? Nie, nie...myślę, że to może być już...no wiecie...to.
MONICA: Poważnie!
CHANDLER: Oh, tak. Ożenił bym się z nim dla samego wrażenia takiego jak David'a Hasselhof'a. Wiecie, będę tak robił na przyjęciach ??? (robi to)
ROSS: A wiecie co mi się w nim najbardziej podoba ???
Wszyscy: Co ???
ROSS: Sposób w jaki sprawił, że teraz o sobie myślę inaczej.
Wszyscy: Tak...
SCENA: CENTRAL PERK(Monika tam jest. Wchodzą Ross, Rachel, Chandler i Joey w koszulkach do softball'a)
MONICA: Cześć...jak tam mecz ???
ROSS: Cóż...
Wszyscy: WYGRALIŚMY!! Dzięki! Tak!
MONICA: Fantastycznie! Mam jedno pytanie: Jak to możliwe ???
JOEY: Alan.
ROSS: Był niesamowity. Był jak królik Bugs w tej bajce gdzie grał na wszystkich pozycjach, ale zamiast królika był pierwsza baza...Alan, druga baza...Alan, trzecia baza...
RACHEL: To było tak jakby on zgrał całą naszą drużynę.
CHANDLER: No, pokazaliśmy tym jubilerom z Hassidic kilka rzeczy o softball'u.
MONICA: Mogę wam zadać pytanie ??? Nie wydaje się wam, że może Alan jest jakiś... czasem...
ROSS: Co ???
MONICA: ...nie wiem, trochę za bardzo Alan'owaty ???
RACHEL: Co, nie. to nie możliwe. Nie można być za bardzo Alan'owaty.
ROSS: Tak, ro właśnie tą wrodzoną Alan'owatość kochamy.
CHANDLER: Osobiście mógłbym mieć galon Alan'a.
(Przeniesienie na ulicę gdzie odpoczywa Lizzie. Phoebe podchodzi do niej.)
PHOEBE: Hey, Lizzie.
LIZZIE: Hey, dziwaczko.
PHOEBE: Przyniosłam ci zupę alfabetową.
LIZZIE: Wyciągnęłaś samogłoski ???
PHOEBE: Tak. Ale zostawiłam "y". Bo wiesz...czasem yyy... Uh, jeszcze coś dla ciebie mam. (szuka w torebce)
LIZZIE: Krakersy ???
PHOEBE: Nie, ale chciała byś 1000 dolarów i telefon w kształcie piłki ???
LIZZIE: Co ??? (otwiera kopertę, którą dała jej Phoebe) O mój Boże, tu naprawdę są pieniądze.
PHOEBE: Wiem.
LIZZIE: Dziwaczko, co ty robisz ???
PHOEBE: Nie, chcę ci to dać. Ja nie potrzebuję.
LIZZIE: Nie, nie, ja muszę ci coś teraz dać.
PHOEBE: Oh, nie trzeba, nie.
LIZZIE: Chcesz mój kapelusz z folii aluminiowej ???
PHOEBE: Nie. Bo tobie jest potrzebny. Nie, dzięki.
LIZZIE: Proszę, muszę ci się odwdzięczyć.
PHOEBE: Dobra, jasne, kup mi wodę, będziemy kwita. Dobra ???
LIZZIE: Dobra.
PHOEBE: Dobra.
(Przeniesienie do pracy Chandler'a)
(Chandler rozgląda się, potem wyciąga papierosa i zaciąga się. Potem rozpryskuje odświeżacz powietrza i sobie do ust odświeżacz do ust. Przez chwilkę coś pisze. Potem znów otwiera szufladę i znów się zaciąga. Nie uważając teraz odświeżacz do ust rozpryskuje wokół siebie, a odświeżacz powietrza do ust i zaczyna się krztusić.)
(Przeniesienie na ulicę do Phoebe i Lizzie.)
LIZZIE: Reszty nie trzeba. (do Phoebe) Na pewno nie chcesz precli ???
PHOEBE: Nie, dobra.
LIZZIE: (odchodzi) Narazie.
(Phoebe otwiera puszkę i wstrzymuje oddech)
PHOEBE: Huh!
(Przeniesienie do Central Perk'u)
ROSS: Kciuk ???!
(Phoebe przytakuje)
Wszyscy: Eww!
PHOEBE: Wiem! Wiem, otworzyłam to i tam był, pływał tam, jak takie małe coś!
CHANDLER: Może to jakiś konkurs, wiesz ??? Np. że musisz zebrać wszystkie 5 ???
PHOEBE: Ktoś chce zobaczyć ???
Wszyscy: Niee!
(Chandler zapala papierosa)
Wszyscy: Oh, hey, nie rób tego! Przestań!
RACHEL: to gorsze niż ten kciuk!
CHANDLER: Hey, to niesprawiedliwe!
MONICA: Oh, czemu niesprawiedliwe ???
CHANDLER: Więc mam słaby punkt! Wielkie rzeczy! A wyłamywanie palców przez Joey'a nie jest wkurzające ??? A Ross, to jego wyraźne wymawianie każdego słowa ??? A Monica, z tym parskaniem przy głośnym śmiechu ??? Znaczy się, co z tymi rzeczami ??? ...Ja je zaakceptowałem, czemu wy nie możecie tego mojego ???
(krępująca cisza)
JOEY: ...Czy to wyłamywanie palców wkurza każdego ???
RACHEL: Mogła bym bez tego żyć.
JOEY: To jest trochę wkurzające, tak jak gdy Phoebe żuje swoje włosy ???
(Phoebe wyjmuje włosy z ust)
ROSS: Oh, nie słuchajcie go, Pheebs, myślę, że to ujmujące.
JOEY: Oh, (naśladuje Ross'a) "czy ty, czy ty" ???
(Monica śmieje się i parska)
ROSS: Wiecie, nie ma nic w poprawnej wymowie.
RACHEL: "Chociaż może jest"... Powinnam wrócić do pracy.
PHOEBE: Tak, bo tak ktoś może jeszcze dostać to co zamawiał.
RACHEL: Ohh-ho-hooohhh. Włosy wypadają, rękawiczki spadają.
(Wszyscy zaczynają się sprzeczać, a Chandler wreszcie przez nikogo nie trapiony zapala triumfalnie papierosa.)
SCENA: IRIDIUM (ponownie, Monica i Paula przy pracy)
MONICA: Czy kiedykolwiek umawiałaś się z kimś kogo twoi przyjaciele naprawdę lubili ???
PAULA: Nie.
MONICA: Dobra... A ja mam takiego, którego moi przyjaciele lubią.
PAULA: Zaraz, zaraz... My mówimy o tych kojotach ??? Nieźle, krowa ma przejście!
MONICA: Możesz w to uwierzyć ??? Wiesz co ??? Nie czuję, tego. Znaczy się, oni to czują, ale ja nie.
PAULA: Kochanie... zawsze powinnaś to czuć. Słuchaj, jak tak się czujesz to rzuć tego faceta!
MONICA: Wiem, będzie mi ciężko.
PAULA: Na pewno jest dużym chłopcem, przejdzie przez to.
MONICA: Nie, on sobie poradzi. To o tą piątkę się boję.
(Przeniesienie do Central Perk'u, gdzie Ross i Joey prześladują Chandler'a)
JOEY: Masz jakiś szacunek dla swojego ciała ???
ROSS: Nie zdajesz sobie sprawy co ty sobie robisz ???
CHANDLER: Hey, wiem, słyszałem już od was o raku, o odmie i chorobach serca. ale najważniejsze jest to, że palenie jest super i ty o tym wiesz.
RACHEL: (z telefonem) Chandler ??? To Alan, chce z tobą rozmawiać.
CHANDLER: Poważnie ??? Naprawdę ??? (bierze telefon) Hey, koleś, co jest! Oh, powiedziała ci o tym co. No, tak, mam teraz jednego. No teraz. Nie tak wiele...to prawda...rany...nikt tego tak wcześniej nie ujął. Dobra, dzięki! (odkłada słuchawkę i gasi papierosa)
RACHEL: (do Ross'a, który się dziwi) Boże, dobry jest.
ROSS: Gdyby tylko był kobietą.
RACHEL: Tak.
(Oboje patrzą na siebie podejrzliwie)
(Przeniesienie do mieszkania Moniki i Rachel. Wszyscy oprócz Moniki i Joey'a oglądają telewizję.)
CHANDLER: Ooh, kotlet z jagnięcia. Jak stara jest ta skarpeta ??? Jakbym miał taką skarpetę na ręce przez 30 lat to też bym tak gadał.
ROSS: Dobra. Czas chyba jednak oduczyć kogoś palenia. (robi to)
(Monika wchodzi)
MONICA: Hey. Gdzie Joey ???
CHANDLER: Joey zjadł moją ostatnią gumę, więc go zabiłem. Myślisz, że to był błąd ???
RACHEL: Chyba jest na przeciwko.
MONICA: Dzięki. (idzie do niego)
ROSS: (kończy) Już.
CHANDLER: (śmiertelnie poważny) Ooh, żyję i jestem szczęśliwy.
ROSS: Hey Pheebs, będziesz jeszcze to jadła ??? Pheebs ???
PHOEBE: Czy ktoś chce jeszcze ???
ROSS: Hey, ja wezmę!
PHOEBE: Przepraszam. Wiecie, ci głupi ludzie od tej wody w puszce dali mi 7 tysięcy dolarów za tego kciuka.
Wszyscy: Żartujesz. O mój Boże.
PHOEBE: A w drodze tutaj nadepnęłam na gumę. co się dzieje z tym światem ???!
JOEY: (Wciągnięty przez Monikę do mieszkania. Właśnie wyszedł spod prysznica) co się dzieje ???
MONICA: Nic. Myślę tylko, że miło jest razem tu posiedzieć.
JOEY: Było by nawet milej jakbym mógł założyć bieliznę.
RACHEL: Uh, Joey..
JOEY: Oh, Boże! (natychmiast zamyka kolana)
MONICA: (wyłącza telewizor) Dobra...
Wszyscy: Oh! To był kotlet z jagnięcia!
MONICA: Proszę, ludzie, musimy pogadać.
PHOEBE: Zaraz, czekaj, mam deja vu...nie, nie mam.
MONICA: Dobra, musimy porozmawiać.
PHOEBE: Jest!
MONICA: Dobra. chodzi o Alan'a. Jest coś o czym powinniście wiedzieć. Nie jest łatwo mi to mówić...uh...zdecydowałam się zerwać z Alan'em.
(wszyscy wstrzymują oddech)
ROSS: Jest ktoś inny ???
MONICA: Nie, nie, nie, nie... tylko... zmieniło się. Ludzie się zmieniają.
RACHEL: My się nie zmieniliśmy.
JOEY: Więc to tak ??? to koniec ??? Tak po prostu ???
PHOEBE: Wiesz. Koniec, jak ci naprawdę zależy na kimś...(zaczyna rzuć swoje włosy)
MONICA: Słuchajcie, mogłam udawać...
JOEY: Dobra!
MONICA: ...ale to nie było by uczciwe wobec mnie, nie było by uczciwe w stosunku do Alan'a...i do was!
ROSS: A kto chce uczciwości ??? wiesz, ja chcę, żeby było tak jak było.
MONICA: Przykro mi.
CHANDLER: (sarkastycznie) Oh, jej jest przykro! Czuję się lepiej!
RACHEL: (zapłakana) Nie wierzę w to! Zbliżają się wakacje, chciałam go przedstawić rodzinie.
MONICA: Poznam kogoś innego. Będzie inny Alan.
Wszyscy: Oh, tak! Jasne!
MONICA: Poradzicie sobie ???
ROSS: Hey, hey, nic nam nie będzie. Potrzebujemy tylko trochę czasu.
MONICA: (wątpliwie) Rozumiem.
(Przeniesienie do restauracji. Monika zrywa z Alanem)
ALAN: Wow.
MONICA: Naprawdę mi przykro.
ALAN: Tak, mnie też. Ale, muszę ci powiedzieć, mam pewną ulgę.
MONICA: Ulgę ???
ALAN: Tak, świetnie się z tobą bawiłem...ale nie mogłem znieść twoich przyjaciół.
(Końcowe napisy)
Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. (Wszyscy tam siedzą i jedzą lody.)
RACHEL: Pamiętacie jak byliśmy w Central Park'u i pożyczyliśmy te łódki ??? To była zabawa.
ROSS: Tak. Wiosłował jak wiking.
(Wchodzi Monika)
MONICA: Cześć.
Wszyscy: Mmm.
ROSS: I jak było ???
MONICA: Oh, wiecie.
PHOEBE: Wspominał o nas ???
MONICA: Powiedział, że będzie mu was bardzo brakowało. (podejrzliwe spojrzenie)
ROSS: Miałaś ciężki dzień, huh...chodź tu. (Siada, a Ross kładzie rękę na jej czole.)
CHANDLER: ...To koniec. Idę po papierosa.
Wszyscy: Nie! Nie! Nie!
CHANDLER: (wychodzi) Nie obchodzi mnie to! Koniec gry! Jestem słaby! Muszę zapalić! Muszę poczuć dym!
PHOEBE: (krzyczy jak on już zamyka drzwi) Jak już nigdy nie zapalisz to dam ci 7 tysięcy dolarów!
CHANDLER: (wraca) Tak, dobra.
KONIEC