"Monica zyskuje nowego współlokatora...(Pilot)"
Napisane przez: Marta Kauffman i David Crane.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.
SCENA: CENTRAL PERK. (Wszyscy tam są oprócz Rachel i Ross'a)
MONICA: Nie ma o czym mówić! To tylko facet, z którym pracuję!
JOEY: Daj spokój, chodzisz z nim! Coś musi być z nim nie tak!
CHANDLER: Ma garb ??? Garb i perukę ???
PHOEBE: Zaraz, może je kredę ???
(Wszyscy patrzą się zdezorientowani)
PHOEBE: Po prostu nie chcę, żeby przechodziła to samo co ja z Carl'em...oh!
MONICA: Dobra, wszyscy spokój. To nawet nie randka. To tylko dwoje ludzi umawiających się na kolację i nie uprawiających sexu.
CHANDLER: Mnie to brzmi jak randka. (Przerwa. W Central Perk'u.) Dobra, więc jestem w szkole, stoję w samym środku stołówki i zdaję sobie sprawę, że jestem nagi.
Wszyscy: Oh, tak. Miałe(a)m ten sen.
CHANDLER: Potem patrzę w dół, patrzę, telefon...tam.
JOEY: Zamiast... ???
CHANDLER: Właśnie.
JOEY: Nigdy nie miałem takiego snu.
PHOEBE: Nie.
CHANDLER: Nagle, telefon zaczyna dzwonić. Okazuje się, że to moja matka, co jest bardzo dziwne bo...ona nigdy do mnie nie dzwoni!
(Ross wchodzi.)
ROSS: (zawstydzony) Cześć.
JOEY: Jak on się wita to mam ochotę się zabić.
MONICA: Wszystko w porządku kochanie ???
ROSS: Czuję się tak jakby ktoś wsadził mi rękę do brzucha, sięgnął po jelito i wyciągnął go do góry i zawiązał mi je na szyi...
CHANDLER: Ciasteczko ???
MONICA: (wyjaśnia pozostałym) Carol się wyprowadziła. (do Ross'a) Zamówmy ci kawę.
PHOEBE: Ooh! Oh! (zaczyna skubać powietrze tuż przed Ross'em)
ROSS: Nie, nie, nie! Przestań czyścić moją aurę! Nie, zostaw ją w spokoju, dobra ??? Poradzę sobie, dobra ??? Poważnie. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa.
MONICA: Nie masz.
ROSS: Nie mam, do diabła z nią, opuściła mnie!
JOEY: I nie wiedziałeś, że jest lesbijką...
ROSS: Nie!! Dobra ???! Czemu wszyscy się czepiają ??? Ona nie wiedziała to skąd ja miałem wiedzieć ???
CHANDLER: Czasem też chciał bym być lesbijką... (Wszyscy się na niego gapią) Powiedziałem to na głos ???
JOEY: Słuchaj Ross. Teraz czujesz dużo bólu. Jesteś zły. Cierpisz. Mogę ci powiedzieć co masz zrobić ???
(Ross pokazuje, że się zgadza.)
JOEY: Striptease! Daj spokój, jesteś sam! Daj sobie hormonów!
ROSS: Nie chce być sam, dobra ??? Ja... ja tylko chcę być znów żonaty!
(Wchodzi Rachel w mokrej sukni ślubnej. Zaczyna się rozglądać.)
CHANDLER: A ja chcę tylko milion dolarów! (Wyciąga ręce w kierunku drzwi pełny nadziei.)
MONICA: Rachel ???!
RACHEL: Oh Boże Monica cześć! Poszłam do twojego bloku, ale cię tam nie było i ten wielki facet z młotkiem powiedział, że możesz być tu i jesteś, jesteś!
KELNERKA: Podać kawę ???
MONICA: (pokazuje na Rachel) Bezkofeinową. (do reszty) Dobra, wszyscy, to jest Rachel, ona też przeżyła szkołę Lincolna. (do Rachel) to są wszyscy, to jest Chandler, i Phoebe, i Joey, i pamiętasz mojego brata Ross'a ???
RACHEL: Cześć, jasne!
ROSS: Cześć.
(Idą się objąć, ale otwiera się parasol Ross'a. Znów siada przybity.)
(Pojawia się moment ciszy)
MONICA: Powiesz nam teraz czy mamy czekać na druhny ???
RACHEL: Oh Boże... cóż, zaczęło się jakąś godzinę przed ślubem. Byłam w pokoju, gdzie trzymali wszystkie prezenty, przyglądałam się jednej sosjerce. To była bardzo piękna sosjerka. Kiedy nagle...(do kelnerki, która przyniosła jej kawę)...rany ??? Zdałam sobie sprawę, że bardziej mnie podnieca ta sosjerka niż Barry! Wtedy całkowicie oszalałam, wtedy też dotarło do mnie jak bardzo głowa Barry'ego przypomina mi ziemniaka. Wiecie, zawsze jakoś wyglądało to podobnie, ale... No więc musiałam się stamtąd wydostać, zaczęłam się zastanawiać: "Czemu to robię, dla kogo to robię ???". (do Moniki) Więc nie wiedziałam dokąd mam pójść i wiem, że ty i ja coś się rozłączyłyśmy po szkole, ale jesteś jedyną, którą znam i która mieszka w mieście.
MONICA: Nie zaprosiłaś mnie na ślub.
RACHEL: Ooh, miałam nadzieję, że tego nie powiesz...
SCENA: Mieszkanie Moniki. (Wszyscy tam są i oglądają hiszpańską operę mydlaną w telewizji)
MONICA: Zgaduję, że on kupił je te wielki rurowe organy, a ona się z tego raczej nie cieszy.
RACHEL: (przez telefon) Tatusiu, ja tylko... nie mogę za niego wyjść! Przykro mi. Po prostu go nie kocham. Dla mnie ma znaczenie!
CHANDLER: (patrząc w telewizor) Ooh, nie powinna mieć tych spodni.
JOEY: Zepchnij ją ze schodów.
PHOEBE+ROSS+CHANDLER+JOEY: Zepchnij ją ze schodów! Zepchnij ją ze schodów! Zepchnij ją ze schodów! (Tak się też dzieje w telewizji. Wszyscy klaszczą.)
RACHEL: Daj spokój tato, posłuchaj mnie! Całe moje życie zawsze mi mówili: "Jesteś butem! Jesteś butem, jesteś butem, jesteś butem!". A dziś to przerwałam i powiedziałam: "a co jak ja nie chcę być butem ??? A co jak chcę być np. torebką ??? Albo, albo...kapeluszem! Nie, nie chcę, żebyś mi kupił kapelusz, mówię tylko, że...to taka metafora, tato!
ROSS: Widać z czym ma kłopot.
RACHEL: Słuchaj tato, to moje życie. No może zostanę u Moniki.
MONICA: No to myślę, że już ustaliliśmy kto zostaje z Monicą...
RACHEL: No może to moja decyzja. Może nie potrzebuję twoich pieniędzy. Zaraz!! Czekaj, powiedziałam: "może"!!
(Przerwa. Teraz Rachel siedzi na kanapie i oddycha przez papierową torbę)
MONICA: Oddychaj, oddychaj... właśnie. Staraj się myśleć o spokojnych, miłych rzeczach...
PHOEBE: (śpiewa) Raindrops on roses i rabbits i kittens, (Rachel i Monica odwracają się na nią i gapią na nią)..bluebells i sleighbells i- something with mittens... La la la la...
RACHEL: Już mi lepiej.
PHOEBE: (Szeroko się uśmiecha i idzie do kuchni. Mówi do Chandler'a i Joey'a) Pomogłam jej!
MONICA: Dobra, wiesz, tak chyba będzie najlepiej ??? Niezależność. Masz kontrolę nad swoim życiem.
JOEY: (siada koło niej) Hey, jak czegoś potrzebujesz, zawsze możesz wpaść do Joey'a. Ja i Chandler mieszkamy po drugiej stronie holu. A jego często nie ma.
MONICA: Joey, przestań na nią lecieć! To dzień jego ślubu!
JOEY: Co, niby jest jakaś zasada, czy co ???
(Odzywa się domofon. Chandler odbiera.)
CHANDLER: Proszę nie rób tego więcej, to okropny dźwięk.
PAUL: (przez interkom) Tu Paul.
MONICA: Wpuść go!
JOEY: Kto to jest Paul ???
ROSS: Paul, ten od wina, Paul ???
MONICA: Może.
JOEY: Zaraz. Twoja niby nie randka jest z tym Paul'em od wina ???
ROSS: W końcu się z tobą umówił ???
MONICA: Tak!
CHANDLER: Ooh, musisz to wpisać do pamiętniczka.
MONICA: Rach, czekaj, mogę to odwołać...
RACHEL: Proszę, nie, idź, będzie dobrze!
MONICA: (do Ross'a) W porządku ??? Mam zostać ???
ROSS: (krztuszącym się głosem) Było by dobrze...
MONICA: (przerażona) Poważnie ???
ROSS: (normalnym głosem) Nie, idź! To Paul od wina!
(Pukanie do drzwi, Monica otwiera, to Paul)
MONICA: Cześć, wejdź! Paul, to są... (wszyscy stoją przy drzwiach)... wszyscy, wszyscy, to jest Paul.
Wszyscy: Hey! Paul! Cześć! Facet od wina! Hey!
CHANDLER: Przepraszam, nie usłyszałem imienia. Paul, tak ???
MONICA: (wprowadza go) 2 sekundy.
PHOEBE: Ooh, właśnie wyrwałam sobie 4 rzęsy. To nie może być dobre.
ROSS: Więc Rachel, co ty, uh... co porabiasz wieczorem ???
RACHEL: Miałam lecieć na Aruba'ę na mój miesiąc miodowy, więc nic!
ROSS: Racja, nawet nie będziesz miała miesiąca miodowego, Boże... Nie, nie, chociaż, Aruba, o tej porze roku... te... (myśli) ...wielkie jaszczurki... No więc, jak nie masz ochoty być dziś sama, Joey i Chandler przychodzą do mnie dziś i pomagają mi składać moje nowe meble.
CHANDLER: (śmiertelnie poważny) Tak, bardzo się cieszymy z tego powodu.
RACHEL: Właściwie to dzięki, ale chyba posiedzę sobie tu dzisiaj...
ROSS: Dobra, jasne.
JOEY: Hey Pheebs, chcesz pomóc ???
PHOEBE: Oh, chciała bym, ale mi się nie chce.
SCENA: Mieszkanie Ross'a. (Chłopaki składają meble)
ROSS: (czyta instrukcję, kucając) Mam przymocować tymi robaczkami te części po bokach. Nie mam żadnych robaczków, nie wiem co mam nimi połączyć...nie czuję już nóg.
(Chandler i Joey skończyli już swoją półkę, ale coś ona wydaje się być nie skończona)
JOEY: Co to ???
CHANDLER: Nie mam pojęcia.
(Joey patrzy, że Ross nie patrzy i rzuca resztę części)
JOEY: Półka skończona!
CHANDLER: Wszystko gotowe!
ROSS: (bierze puszkę piwa i wącha) To było ulubione piwo Carol. Zawsze piłą je z puszki, powinienem był wiedzieć.
JOEY: Ross, pozwól, że cię o coś zapytam. Zabrała meble, wieżę, telewizor...a co ci zostało ???
ROSS: Wy.
CHANDLER: Oh, rany.
JOEY: Oskubała cię.
(Przeniesienie do restauracji gdzie Monica je z Paul'em kolację)
MONICA: O mój Boże!
PAUL: Wiem, wiem, jestem idiotą. Wiem, powinienem był się domyślić, jak zaczęła chodzić do dentysty 5 razy w tygodniu. Znaczy się, jak dobre można mieć zęby ???
MONICA: Mój brat przechodzi teraz przez to samo, jest wrakiem. Jak ty się z tym uporałeś ???
PAUL: Postarałem się coś przypadkowo złamać...coś wartościowego. Powiedzmy jej...
MONICA: ...nogę ???
PAUL: (śmieje się) To jest ten sposób! Ja zgniotłem jej zegarek.
MONICA: Zepsułeś jej zegarek ???
(Przeniesienie do mieszkania Moniki. Rachel rozmawia przez telefon i łazi w kółko)
RACHEL: Barry, przepraszam... Tak mi przykro... wiem, że pewnie myślisz, że tu chodzi o to co wtedy mówiłam o kochanie się w skarpetkach, ale nie... nie, chodzi o mnie, ja tylko... (przestaje mówić, wybiera jakiś numer) Cześć, coś znów mnie rozłączyło... No więc...
(Mieszkanie Ross'a)
ROSS: Wiecie co jest najstraszniejsze ??? a co jest jak dla każdego jest tylko jedna kobieta ??? A co jak dostajesz tylko jedną kobietę...i to tyle ??? Niestety w moim przypadku było coś w stylu...jedna kobieta dla niej...
JOEY: Co ty opowiadasz ??? Jedna kobieta ??? to jakby mówić, że jest tylko jeden smak lodów dla ciebie. Powiem ci coś, Ross. Jest mnóstwo smaków lodów. Jest Rocky Road i Cookie Dough i Bing! Cherry Vanilla. Możesz je jeść z orzeszkami albo kremem! To najwspanialsza rzecz jaka cię spotkała! Ożeniłeś się, byłeś...jak...ile...8 ??? Witaj w prawdziwym świecie! Chwytaj łyżkę!
ROSS: Uczciwie powiem, że nie wiem czy jestem bardziej głodny czy napalony.
CHANDLER: Trzymaj się z dala od mojej zamrażarki!
(Przeniesienie do restauracji.)
PAUL: Odkąd ode mnie odeszła...
MONICA: Co ???..... Co, chcesz to przeliterować ???
PAUL: Nie, tylko, to jest bardziej coś jak piąta randka.
MONICA: Oh, więc będzie 5 randka ???
PAUL: A nie ???
MONICA: Tak... tak, chyba tak. Co chciałeś powiedzieć ???
PAUL: No ja... Jak mnie opuściła, um, nie miałem okazji, żeby się pokazać. (Monika zaczyna pić drinka) ...Sex.
MONICA: (wypluwa drinka zaszokowana) Oh Boże, oh Boże, przepraszam... Przepraszam...
PAUL: W porządku...
MONICA: Pewnie nie pragnąłeś teraz być opluty. Um... jak długo ???
PAUL: 2 lata.
MONICA: Wow! Cieszę się, że rozwaliłeś jej zegarek!
PAUL: Więc myślisz, że ty, um... chcesz nadal tej piątej randki ???
MONICA: (cisza)...Tak. Chcę.
(Przeniesienie do Rachel, oglądającej: 'JOANIE LOVES CHACHI')
TV: 'Ja, Joanie, biorę ciebie, Charlesie, za męża.' 'A czy ty...'
RACHEL: Oh...nie... Ale Joanie kocha Chachi! to jest różnica!
(Przeniesienie do Ross'a)
ROSS: (pogardliwie) Chwytaj łyżkę. Wiesz ile czasu minęło odkąd chwytałem łyżkę ??? Czy słowa "Billy, nie bądź bohaterem" coś ci mówią ??? Wiesz, o to chodzi. Nawet jakby do tego doszło...żeby umówić się z kobietą,... to kogo zaproszę ??? (gapi się przez okno)
(Przeniesienie do Rachel gapiącej się przez okno)
SCENA: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel robi kawę dla Joey'a i Chandlera)
RACHEL: Czy to nie wspaniałe ??? Nigdy przedtem nie robiłam kawy.
CHANDLER: To niesamowite.
JOEY: Gratulacje. A jak już się rozpędziłaś, może masz ochotę tez zrobić omlet albo coś... (Joey i Chandler próbują kawy, wykrzywiają się i wylewają ją do kwiatka) Chociaż nie jestem aż taki głodny...
(Monica wychodzi ze swojego pokoju)
Wszyscy: Dzień dobry.
(Paul wychodzi z jej pokoju)
PAUL: Dzień dobry.
JOEY: Dzień dobry, Paul.
RACHEL: Cześć, Paul.
CHANDLER: Cześć, Paul, tak ???
(Monica i Paul podchodzą do drzwi i coś do siebie mówią, ale tak cicho, że reszta tego nie słyszy. Wszyscy przesuwają stolik bliżej do drzwi)
MONICA: Naprawdę dobrze się bawiłam.
PAUL: Dzięki. Bardzo ci dziękuję.
MONICA: Pogadamy później.
PAUL: Tak. (całują się) Dziękuję. (Paul wychodzi)
JOEY: To nie była prawdziwa randka ???! Co ty w takim razie robisz na randkach ???
MONICA: Zamknijcie się i podsuńcie stół.
Wszyscy: Dobraaa! (robią to)
CHANDLER: Dobrze, dzieci, lecę do pracy. Muszę wprowadzić dane... bez różnicy...
RACHEL: Więc co, wy wszyscy macie pracę ???
MONICA: Tak, wszyscy. Wiesz, z tego kupujemy różne rzeczy.
JOEY: Tak, ja jestem aktorem.
RACHEL: Wow! Widziałam cię kiedyś w czymś ???
JOEY: Wątpię. Głównie małe przedstawienia.
MONICA: Oh zaraz, czekaj, chyba, że obejrzysz kiedyś powtórki produkcji Pinokia.
CHANDLER: 'Patrz, Gippetto, Jestem prawdziwym chłopcem.'
JOEY: Nie dam się sprowokować. (Podchodzi do drzwi i otwiera je, żeby wyjść)
CHANDLER: Masz rację, przykro mi. (Zaczyna śpiewać i tańczyć wybiegając za drzwi) A kiedyś byłem drewnianym chłopcem...
(Joey i Chandler wychodzą)
MONICA: Jak ci dzisiaj leci ??? Dobrze spałaś ??? Rozmawiałaś z Barry'm ??? Nie mogę się przestać uśmiechać.
RACHEL: To widać. Wyglądasz jakbyś spała z wieszakiem w ustach.
MONICA: Wiem, on jest taki, taki... Pamiętasz siebie z Tonym DeMarco ???
RACHEL: Oh, tak.
MONICA: On jest właśnie taki. Z uczuciami.
RACHEL: Oh wow. Masz kłopoty.
MONICA: Dobra. Dobra. Już wstaję, idę do pracy i nie myślę o nim cały dzień. albo po prostu wstanę i po prostu pójdę do pracy.
RACHEL: Oh, słuchaj, życz mi powodzenia!
MONICA: Po co ???
RACHEL: Pójdę poszukać sobie pracy.
(Monica wychodzi)
SCENA: Praca Moniki.
(FRANNIE wchodzi)
FRANNIE: Hey, Monica!
MONICA: Hey, witaj z powrotem! Jak było na Florydzie ???
FRANNIE: Kochałaś się, nie ???
MONICA: Jak ty to robisz ???
FRANNIE: I co ??? Kto ???
MONICA: Znasz Paul'a ???
FRANNIE: Paul'a, tego od wina ??? Oh tak, znam Paul'a.
MONICA: Znaczy się znasz Paul'a tak jak ja znam Paul'a ???
FRANNIE: Żartujesz ??? Ja go wyszkoliłam. Wiesz, przede mną, przez 2 lata mu nie wychodziło.
(Central Perk. Wszyscy oprócz Rachel tam są.)
JOEY: (Siedzi na brzegu kanapy) Jasne, że to bzdura!
MONICA: Czemu ???! Czemu ??? Co, po co ktokolwiek miał by robić coś takiego ???
ROSS: Zakładam, że oczekujesz bardziej skąplikowanej odpowiedzi od tej: "żeby cię zaciągnąć do łóżka".
MONICA: To ja ??? Czy mam coś takiego co tylko psy i faceci z problemami emocjonalnymi wyczuwają ???
PHOEBE: Dobra, chodź tu, daj mi stopy. (Masuje je)
MONICA: Myślałam tylko, że jest miły, wiesz ???
JOEY: (zaczyna się śmiać) Nie wierzę, że nie wiedziałaś, że to bzdura!
(Monica spycha go z kanapy. Wchodzi Rachel z zakupami.)
RACHEL: Zgadnijcie co ???
ROSS: Dostałaś pracę ???
RACHEL: Żartujesz ??? Nic nie umiem! Byłam chyba na 12 rozmowach.
CHANDLER: I jesteś w dobrym nastroju.
RACHEL: Też byś był jakbyś znalazł na wyprzedaży buty John'a i David'a, zniżka 50%!
CHANDLER: Oh, jak ty dobrze mnie znasz...
RACHEL: Są nowiutkie, nie potrzebuję pracy, nie potrzebuję rodziców, mam wspaniałe buty!
MONICA: Jak za nie zapłaciłaś ???
RACHEL: Uh, kartą kredytową.
MONICA: A kto za nią płaci ???
RACHEL: Um... mój... ojciec.
(Mieszkanie Moniki i Rachel. Wszyscy siedzą przy stoliku. Na nim leżą karty kredytowe Rachel i nożyczki.)
MONICA: Dalej, nie możesz żyć kosztem rodziców całe życie.
RACHEL: To wiem. Właśnie po to wychodziłam za mąż.
PHOEBE: Odczepcie się od niej, ciężko jest być po raz pierwszy niezależnym.
RACHEL: Dziękuję.
PHOEBE: Nie ma za co. Pamiętam jak ja pierwszy raz przyjechałam do miasta. Miałam 14 lat. Moja mama właśnie popełniła samobójstwo, a ojczym trafił do więzienia, a ja nikogo tu nie znałam. Skonczyłam z jakimś albinosem, czyścił okna w budynkach rządowych, a potem on też się zabił i w końcu podjęłam się aromaterapii. Więc uwierz mi, wiem jak się czujesz.
(cisza)
ROSS: Świat, którego szukasz jest...nieważne...
MONICA: Gotowa ???
RACHEL: Nie wydaje mi się.
ROSS: Dalej, tnij. Tnij, tnij, tnij...
Wszyscy: Tnij, tnij, tnij, tnij, tnij, tnij... (Przecina wszystkie. Wszyscy biją brawo.)
MONICA: Witaj w prawdziwym świecie! Jest do dupy. Spodoba ci się!
(Przerwa. Monika, Rachel i Ross właśnie skończyli oglądać telewizję)
MONICA: To koniec.
RACHEL: (do Ross'a) Będziesz spał na kanapie ???
ROSS: Nie. Nie, czasem idę do domu.
MONICA: Nic ci nie będzie ???
ROSS: Tak.
RACHEL: Hey Mon, patrz co znalazłam na podłodze. (Monica się uśmiecha) Co ???
MONICA: To zegarek Paul'a. Połóż tam gdzie go znalazłaś. Oh rany. Dobra. Dobranoc wszystkim. (Nadeptuje na ten zegarek i idzie do siebie)
ROSS: Mmm. (Oboje sięgają po ostatnie ciastko) Oh, nie...
RACHEL: Przepraszam...
ROSS: Nie, nie, nie, weź...
RACHEL: Nie, ty weź, ja nie chcę.
ROSS: Podzielimy się ???
RACHEL: Dobra.
ROSS: Dobra. (dzielą się) Wiesz, pewnie tego nie wiedziałaś, ale w w szkole bardzo mi się podobałaś.
RACHEL: Wiedziałam.
ROSS: Oh tak! Oh... Zawsze myślałem, że masz mnie tylko za głupkowatego brata Moniki.
RACHEL: Miałam.
ROSS: Oh. Słuchaj, myślisz...Tylko nie bierz pod uwagę teraz moją wrażliwość na różne czynniki... Ale myślisz, że mógłbym cię kiedyś gdzieś zaprosić ??? Czasem ??? Może ???
RACHEL: Tak, może...
ROSS: Dobra... Dobra, to może zaproszę.
RACHEL: Dobranoc.
ROSS: Dobranoc.
(Rachel wychodzi do swojej sypialni. Monica wychodzi ze swojego pokoju i widzi jak Ross zaczyna wychodzić z mieszkania.)
MONICA: Narazie... Zaraz, co ci jest ???
ROSS: Chwyciłem łyżkę. (Ross wychodzi)
Końcowe napisy
Scena: CENTRAL PERK
JOEY: Nie podoba mi się to co tu słyszę.
PHOEBE: (śpiewa) Nie podoba mi się to co tu słyszę...
MONICA: Co ??? Powiedziałam, że ty...
PHOEBE: (śpiewa) Co powiedziałam...
MONICA: (do Phoebe) Przestań ???
PHOEBE: Oh, znów to robiłam ???
RACHEL: (podchodzi z czajnikiem) Ktoś chce jeszcze kawy ???
CHANDLER: Sama robiłaś, czy tylko podajesz ???
RACHEL: Tylko podaję.
Wszyscy: Tak. Tak, ja się napiję.
CHANDLER: Ludzie, nowy sen... Jestem w Las Vegas. Jestem Lizą Minelli...
KONIEC