Menu główne
S. Potrzebowski, "ZADRUGA -
Do zdecydowanie upośledzonych zagadnień -
Atutem recenzowanej książki Potrzebowskiego jest to, że trafia ona w istniejącą lukę. Autor zajął się dziejami "Zadrugi", niewielkiej grupy skupionej wokół wydawanego od jesieni 1937 r. miesięcznika o tej samej nazwie. Pracę swą podzielił na 5 rozdziałów, z których I poświęcił duchowym protoplastom "Zadrugi"; II -
Baza źródłowa pracy nie jest zbyt wielka, co nie powinno dziwić, jako że obiekt badań stanowiły poglądy niewielkiego środowiska politycznego, działającego w dodatku dość krótko. Autor starał się ją rozszerzyć, docierając także i do takich wypowiedzi, które nie ukazały się drukiem. Podstawowym źródłem, na którym się oparł, jest publicystyka grupy "Zadrugi", konfrontowana ze współczesnymi "Zadrudze" polemikami i dyskusjami prasowymi. Zamieszczony wykaz literatury uzupełniającej sprawia wrażenie doboru dość przypadkowego -
Cechą wyróżniającą koncepcje "Zadrugi" spośród innych doktryn nacjonalistycznych był agresywny antyklerykalizm, wyrażający się we wrogim stosunku nie tylko do instytucji Kościoła, ale i religii w ogóle. Tendencja ta, widoczna już we wczesnych pracach teoretyka i twórcy grupy, Jana Stachniuka, stopniowo zaznaczała się coraz mocniej. I tak katolicyzm obarczano winą za nasze wady i bolączki narodowe, w szczególności zaś za opóźnienie cywilizacyjne wobec Zachodu. Tragedia Polski rozpocząć się miała wraz ze zwycięstwem kontrreformacji. W gruncie rzeczy jednak uważano, iż zło tkwiło o wiele głębiej, w samej istocie religii chrześcijańskiej, z właściwym jej personalizmem, skłaniającym do rozumowania w kategoriach dobra jednostki, nie zaś wspólnoty. Wady chrześcijaństwa właściwe były, zdaniem Stachniuka, również i innym wielkim religiom: buddyzmowi, hinduizmowi i islamowi. We współczesnej mu Polsce tę błędną, determinowaną przez religię postawę, wyznawać miał ogół społeczeństwa, w tym wszystkie partie polityczne, nie wyłączając Narodowej Demokracji. Postaw tej ostatniej zasługiwała -
Słusznie wskazuje Autor na zwartość doktryny "Zadrugi", logikę i wzajemną spójność wskazań ideowych i programowych z filozoficznymi i światopoglądowymi. Pod tym względem tworzyła ona hermetyczną całość, zamkniętą tak silnie, że nawet kataklizm II wojny światowej nie wprowadził do niej zasadniczych korekt. Analizując doktrynę "Zadrugi", Autor nie rozrywa jej ciągłości cenzurą 1939 czy 1944 r. i zabieg taki, w innym wypadku bardziej niż wątpliwy, tutaj wydaje się jak najbardziej na miejscu.
Wiele innych też budzi jednak wątpliwość, i to niekiedy bardzo poważne. Źródeł ideowej inspiracji "Zadrugi" upatruje Autor: 1. W twórczości entuzjastów Słowiańszczyzny z XIX w. (s. 27-
Wprawdzie wywód ten podparł Autor cytatami, mającymi świadczyć o pokrewieństwie koncepcji, lecz nie rozwiewa to wszystkich nasuwających się tu wątpliwości. Czy rzeczywiście np., zważywszy nieporównywalność kontekstu historycznego, można uznać "Zadrugę" za kontynuatora romantycznych mesjanistów z I połowy XIX w.? Czy nie mamy tu do czynienia z mitem, próbą kreowania własnej tradycji przez ruch polityczny? Nie sposób zresztą zauważyć, iż poza "Zadrugą" nawiązywano do romantycznej filozofii w stopniu niekiedy znacznie większym. Dość powołać się na twórczość Jerzego Brauna, którego nazwisko w książce Potrzebowskiego, niestety nie padło. Nie padło również nazwisko Mieczysława Suchockiego, a szkoda, gdyż mogłoby ilustrować pewną popularność nitu słowiańskiego również wśród młodzieży związanej dotąd z endecją.
Nie wydaje się, aby można było sprowadzać źródła inspiracji duchowej "Zadrugi" wyłącznie do przywołanych przez Autora trzech punktów odniesienia. Autor zbytnio chyba deprecjonuje znaczenie związków, łączących Stachniuka z szeroko rozumianą lewicą. Odnotowuje takie fakty z jego biografii, jak działalność w prorządowym Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej, ugrupowaniu o wyraźnie lewicowym -
Autor zaprzecza związkom ideowym "Zadrugi" z faszyzmem, przytaczając wypowiedzi świadczące o krytycznym stosunku Stachniuka do faszyzmu włoskiego i hitleryzmu (s. 68-
Czym więc była "Zadruga"? Zgodnie z jej własnymi deklaracjami należało uważać ją za ruch nacjonalistyczny. Autor używa określenia "einevölkische Bewegung" (s. 2), akcentując różnicę między nacjonalizmem a "volkizmem" -
W Polsce neopoganizm wegetował na marginesie życia politycznego. Jego XIX-
Podczas lektury książki Potrzebowskiego, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie potrafi on zachować stosownego dystansu wobec przedmiotu swoich badań. Widoczną w pracy tendencję do odmitologizowania "Zadrugi", a nawet oczyszczenia jej z ciążących zarzutów można byłoby jeszcze tłumaczyć właściwym ujęciom naukowym dążeniem do obiektywizmu -
Reasumując: praca Potrzebowskiego wypełnia, acz w stopniu niedostatecznym, istotną lukę w naszej wiedzy o przeszłości i w tym należy upatrywać jej główną zaletę. Posiada jednak bardzo poważne usterki, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego.
Krzysztof Kawalec
Śląski Kwartalnik Historyczny SOBÓTKA / Rocznik XLI (1986); NR 3/
POLEMIKI
Po ogłoszeniu przez K. Kawalca recenzji pracy S. Potrzebowskiego pt. ZADRUGA -
Recenzja czy zaślepienie?
Książka S. Potrzebowskiego, wychowanka Uniwersytetu Wrocławskiego, jest dysertacją doktorską przedstawioną na Uniwersytecie w Moguncji w r. 1982. Uzyskany tam przez autora stopień doktora został nostryfikowany na Uniwersytecie Wrocławskim w r. 1983. Książka była więc przedmiotem kontroli naukowej, przeprowadzonej przez kompetentnych znawców, i to na dwu uniwersytetach europejskich. K. Kawalec w swej recenzji -
Zupełnie jednak zaskakujący jest cały przedostatni akapit recenzji, z którym nikt rozsądny nie może się zgodzić. Przede wszystkim neologizmów wprowadzonych przez Jana Stachniuka, twórcę "Zadrugi", nie można nazywać "rażącymi dziwolągami językowymi". Neologizmy te (np. wspakultura, zadrużny) zostały utworzone zgodnie z zasadami słowotwórstwa polskiego (vide prof. Henryk Ułaszyn) i są nie od dziś używane przez wielu autorów np. Antoniego Wacyka, doc. dra Jacka Majchrowskiego, dra Bogumiła Grotta, M. S. Czarnowskiego.
S. Potrzebowski, jak o tym świadczy jego książka, a co potwierdza recenzent, uznał wywody Stachniuka za całkowicie trafne, a jego oryginalne koncepcje za intelektualne osiągnięcia nieprzemijające, a mające znaczenie uniwersalne. Świadczy to uczciwości intelektualnej Potrzebowskiego. Recenzent nazwał to jednak „niezrozumiałą fascynacją” i pisze oto tak: „Jest ona o tyle niezrozumiała, że obiektem fascynacji stała się doktryna programowo antyhumanistyczna, wypowiadająca walkę całemu dorobkowi naszej cywilizacji”. Zdanie to wprawia wprost w osłupienie. Sine ira et studio treść dzieł Stachniuka jest przepojona pełnym werwy humanizmem, apoteozującym wszak kulturę helleńską, epokę Renesansu i Reformacji, i „bardzo wyraźną jego fascynacją doświadczeniami radzieckimi” (jak pisze recenzent w poprzednich partiach swej recenzji). Czyż to wszystko nie należy do dorobku naszej cywilizacji? Jan Stachniuk walczył z bronią w ręku z hitleryzmem w Powstaniu Warszawskim, był parę razy ranny i został odznaczony Krzyżem Walecznych. Nazywanie działalności Stachniuka „antyhumanistyczną” jest obelgą dla twórcy „Zadrugi” i samozwańczą dyskwalifikacją dra Potrzebowskiego, oraz postawieniem pod znakiem zapytania kwalifikacji humanistów, którzy brali udział w przewodzie doktorskim i procesie nostryfikacji. Brakuje mi słów na określenie tego rodzaju stanowiska w recenzji.
Warto w końcu dodać, że książka Potrzebowskiego była recenzowana przez doc. dra Jacka Majchrowskiego na łamach „Dziejów Najnowszych”, nr 2 w r. 1984, oraz przez dra Bogumiła Grotta w „Przeglądzie Humanistycznym”, nr 1 / 2, w r. 1986.
Maciej S. Czarnowski
Pominę tu ów zbiorek nieporozumień, wmówień i nierozumień, jaki składa się na książkę o Zadrudze, którą to książkę recenzuje K. Kawalec. Interesują mię jedynie własne jego sądy o Zadrudze. Wypunktować je można tak:
Zadruga to ruch polityczny,
Zadruga to faszyzm,
Zadruga to neopoganizm,
Zadruga to antyreligijność,
Zadruga to antyhumanizm.
Przeoczył K. Kawalec komunizm Zadrugi, o czym barwnie i kwieciście informował lud boży organ oo. jezuitów „Wiara i Życie”.
Ad 1. Nie! Ruch polityczny to organizacja, członkowie, składki, program ideowy i polityczny, czynne zaangażowanie się w polityce. Nic z tego w Zadrudze. Zadruga nie była, nie jest i długo jeszcze nie będzie ruchem politycznym. Zadruga to ruch kulturotwórczy zdrowego, a nie schorzałego humanizmu. Tak – humanizmu. Dlatego jest tak zaciekle zwalczany.
Ad 2. Nie! W zjawiskach masowych XX w., jak faszyzm, hitleryzm, komunizm, Stachniuk rozróżnia dwie rzeczy:
a) drzemiący w masach potencjał energo-
Ad 3. K. Kawalec totalnie skąpi dowodów na rzekomy neopoganizm Zadrugi. Wyręczymy go zatem. Jak wiadomo z dobrze poinformowanych źródeł, jak np. „Goniec Warszawski” i krąg jego czytelników, w lokalu Zadrugi miał swe sanktuarium święty wąż, czczony przez zadrużan. Aliści zdarzyło się, że nieznani sprawcy porwali świętego węża, posiekali, usmażyli z cebulką i zjedli. I na czymże teraz oprzeć ten neopoganizm Zadrugi! Wytrwałym poszukiwaczom tego neopoganizmu wątpię, czy wystarczą słowa Jana Stachniuka: „bałwany zostawmy bałwanom”.
Ad 4. Nie! Upewniam pana Kawalca, że zadrużanie to ludzie głęboko religijni. Tyle tylko, że religia Zadrugi to nie „ponure bałwochwalstwo”, ta zmora bohatera znanej powieści Jana Parandowskiego.
Ad 5. Żeby ująć rzecz krótko: są dwa humanizmy. Jest humanizm reprezentowany np. przez św. Tomasza a Kempis (uczyń się tak uległym i małym, ażeby wszyscy po tobie chodzić i jak błoto na rozdrożu deptać cię mogli...) i jest humanizm inny, wyrażony np. przez Protagorasa (człowiek miarą jest wszechrzeczy). Dictum K. Kawalca o Zadrudze jako doktrynie antyhumanistycznej nie pozostawia wątpliwości, za jakim humanizmem opowiada się Szanowny Recenzent.
Antoni Wacyk
DWIE RECENZJE – DWA WYMIARY CZŁOWIEKA
Zdarzyło się, że w tym samym mniej więcej czasie ukazały się w naszej literaturze naukowej dwa odrębne omówienia pracy Stanisława Potrzebowskiego, stanowiącej monografię ruchu filozoficznego Zadrugi pt. „Zadruga – Eine Völkische Bewegung In Polen”, wydanej nakładem Instytutu Stosowanej Historii Społecznej, Bonn 1982 r.
Kto zacz Stanisław Potrzebowski i dlaczego wydał swą pracę w Bonn, w języku niemieckim? Absolwent Wydz. Filozoficzno – Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego, stypendysta, który dla wyjaśnienia ewentualnych paralel Zadrugi z niemieckimi ruchami nacjonalistycznymi podjął kontynuację studiów doktoranckich na uniwersytecie w Moguncji. Nie potwierdziwszy owych paralel, ocenił Zadrugę jako oryginalny polski nurt inelektualno – światopoglądowy.
Omówienie I – Bogumiła Grotta – opublikowano w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego” DCCLXXV – Studia Religiologica – z. 15, pt. „Neopogańska doktryna Jana Stachniuka – Stoigniewa jako przedmiot zainteresowania religioznawcy”, wyd. PWN Warszawa – Kraków 1986.
Omówienie II – Krzysztofa Kawalca – recenzja: S. Potrzebowski, „Zadruga – Eine Völkische Bewegung In Polen”, Bonn 1982, ss. 325, opublikowana w Śląskim Kwartalniku Historycznym „Sobótka”, Rocznik XLI (1986), nr 3, wyd. Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław 1986.
Obydwa teksty zostały oparte na tej samej pracy Stanisława Potrzebowskiego, nie publikowanej jeszcze w języku polskim i obydwaj autorzy powołują się na znajomość omawianego ruchu, zwanego dziś Kulturalizmem, a w szczególności dorobku pisarskiego jego twórcy Jana Stachniuka.
Jakże odmienne natomiast są ich podejścia i oceny, i jakże różny warsztat naukowy. Podczas gdy Bogumił Grott syntetycznie analizuje całokształt tego dorobki i stara się go pogłębić, znajdując wiele problemów jeszcze nie dopowiedzianych i wymagających dalszych dociekań. Krzysztof Kawalec wybiera z tak obszernego problemowo materiału niektóre elementy fragmentarycznie, z tendencją do zaszufladkowania Zadrugi i samego Stachniuka do istniejących już schematów pojęciowych o wartości obiegowej. I tu autor popełnia pewne błędy merytoryczne.
Cóż stwierdza Krzysztof Kawalec o Zadrudze w swej recenzji o pracy Stanisława Potrzebowskiego: docenia historyczność pojawienia się Zadrugi, jakkolwiek zaszeregowuje ją do „tworów efemerycznych o znikomych wpływach w społeczeństwie”, kwestionuje, może i słusznie, zbytnią tendencję autora monografii w przyrównywaniu Zadrugi do niemieckiego ruchu Ludendorfów, co zresztą Potrzebowski ujął raczej jako argument przeciwstawny do możliwości przyrównywania Zadrugi do ruchów nacjonalistyczno – totalitarnych.
Niesłusznie natomiast określa, że „obiekt badań stanowiły poglądy niewielkiego środowiska politycznego”, ponieważ Stachniuk i jego grupa odcinali się zdecydowanie od działań politycznych, a to w szczególności dla zachowania niezależności tworzonych zasad światopoglądowych. Stąd właśnie odcięcie się od kierunków zaangażowania Szukalskiego na łamach „Kraka” czy stronnictwa Widy – Wirskiego, błędnie ocenia Zadrugę „spośród innych doktryn nacjonalistycznych...”, „jako wroga religii w ogóle” -
W dalszej części swej recenzji autor polemizuje w przedmiocie poprawności czy kompletności wskazanych prze Potrzebowskiego źródeł ideowych inspiracji Zadrugi. I tu między różnymi dodatkowymi propozycjami wkradają się bardzo wątpliwej wartości naukowej deliberacje o pokrewieństwie Zadrugi z hitleryzmem uzasadniane analogiami, jak „biologizm koncepcji”, „mit słowiański”, zasłyszane opinie itp.
W moim odczuciu sam ten temat rozciągania zakresu wpływów i inspiracji jest uprawianiem scholastyki i nie wydaje się produktywny, chyba że autorowi zależało na podniesieniu puszczonych niegdyś w obieg insynuacji o związkach ideowych Zadrugi z faszyzmem, tak jak w okresie okupacji zadenuncjowano Zadrugę jako komunę.
Jest historyczną prawdą, że denuncjacja z okresu okupacji zapędziła niektórych przedstawicieli Zadrugi do obozów koncentracyjnych, a insynuacje powojenne spowodowały proces aktywnej w tym czasie grupy wraz z wydaniem wyroku trzykrotnej kary śmierci na Jana Stachniuka – z dekretu z 22 Stycznia 1946 r., „o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego”. Szczęśliwym zbiegiem przemian nie doszło do wykonania wyroków, a dwoje ze współoskarżonych, w tym Janina Kłopocka, twórczyni Rodła, zostało zrehabilitowanych. Rehabilitacji nie doczekał jednaj Jan Stachniuk, który po zwolnieniu w ramach ogólnej amnestii wiosną 1955 r. po kilkuletniej chorobie zmarł 14 sierpnia 1963 r.
Na temat źródeł inspiracji właściwsze jest spojrzenie, choćby szkicowe, na szczegóły życiorysu Jana Stachniuka. Jego motyw wiodący, drogi rozwoju myślowego, kierunki działania – wszystko to wyznaczała realna polska rzeczywistość w kształcie jego osobowości wrażliwej i przeciwstawnej ambicją człowieczej godności. „Jedni żyją, bo się urodzili i urodzą innych, inni, żeby umrzeć z godnością, a niektórym to wszystko nie wystarcza”. Urodzony na kresach polskich w Kowlu, przechrzczony przez popa ze Stachnika na Stachniuka, samouk w zakresie wykształcenia średniego, zapewne obszerniejszego niż ówczesne programy, studiuje w Poznaniu na Wydziale Handlowym. Szok wywołany innością mentalności środowiska poznańskiego w porównaniu ze środowiskiem kresowym, zaprotegowany jako prymus do pracy z min. Kwiatkowskim i wciągnięty w problemy uprzemysłowienia młodej porozbiorowej gospodarki polskiej – jako człowiek, w którym zderzyły się dwa światy: kresy i Poznańskie, dostrzega w trudnościach rozwoju ekonomicznego Polski sferę nie tylko ekonomiczną i struktury społecznej, ale przede wszystkim sferę moralną – psychologiczną. To była ta pierwsza iskra, za którą poszedł i konsekwentnie rozświetlał nią wszystkie swoje dociekania.
Nie znałem osobiście Stachniuka. Poznałem jego przyjaciół i część jego prac jeszcze w obozie koncentracyjnym. Nie przyjmuję go też ortodoksyjnie, a raczej wybiórczo. Dostrzegam kolejne jego okresy dojrzewania – jak z niezłomną wiarą w słuszność swojej diagnozy i z wolą oddania się swemu narodowi rozszerzał zasięg swych dociekań na słowiańszczyznę, aż zmierza ku idei kulturalizmu uniwersalnego. Gdyby postawić pytanie – kim był Jan Stachniuk jako osobowość – to najtrafniejszą odpowiedź daje praca Kazimierza Dąbrowskiego pt. „Trud Istnienia”. Inne prace naukowe z zakresu psychologii osobowości, a stanowiące w znacznym stopniu potwierdzenie założeń Stachniuka o istocie człowieczeństwa – to Kazimierza Obuchowskiego „Psychologia dążeń ludzkich” oraz „Adaptacja twórcza”.
Uznaję Stachniuka za siewcę szlachetnego ziarna. Zdawał on sobie sprawę, że ziarno kultury przyszłości wymaga głębokiej orki, i to szczególne głębokiej w naszej psychice i intelekcie. Odrzucał wszelkie powiązania polityczne jako niewspółbieżne dla komponowanej wizji człowieka przyszłości. Wydał rzeczywiście walkę katolicyzmowi jako „wspakulturze” -
Podstawowe założenia światopoglądu Zadrugi to:
-
-
-
-
Znaczne też wątpliwości budzi, ujęte w recenzji, uznanie prawa bytu dla niemieckiego „folkizmu”, a negowanie wręcz zasadności rozwoju w Polsce slawizmu, jakby szczególnie zależało autorowi na kategorycznym odcięciu się od naszych słowiańskich korzeni, czego nie czyni nawet papież Jan Paweł II.
Przy powyższym naświetleniu nie będzie paradoksem stwierdzenie, że mimo swej kontrowersyjności i wprost brutalnej formy pisarstwa Stachniuk, choć szerzej publiczności nieznany, wyznacza azymut współczesnym przemianom humanistycznej interpretacji ludzkich wartości – wartości twórczych i rozwojowych zarówno w kościele katolickim, jak i w przeciwstawnym światopoglądzie materialistycznym.
Jakże więc nieuzasadnione są, w zakończeniu recenzji, zastrzeżenia jej autora wobec Stanisława Potrzebowskiego, że wbrew naukowym zasadom niezbędnego „dystansu wobec przedmiotu swoich badań...”, „uległ fascynacji...o tyle niezrozumiałej, że obiektem jej jest doktryna programowo antyhumanistyczna wypowiadająca walkę całemu dorobkowi naszej cywilizacji”. Tutaj sam autor Krzysztof Kawalec uległ niezrozumiałej negatywnej emocji w stosunku do istoty Zadrugi i jej twórcy, którego niewątpliwie będzie jeszcze oceniała historia w przyszłości, ponieważ jego spuścizna jest żywa i aktualna.
Józef Brueckman
Ukazanie się recenzji Krzysztofa Kawalca o pracy S. Potrzebowskiego na temat Zadrugi odnotowałem z radością, gdyż przerywa to długie milczenie wokół tego ruch uzdrowienia kultury polskiej. Piśmiennictwo nasze dysponuje bardzo skąpym zasobem informacji o Zadrudze, zwłaszcza że nie wznawia się nawet głównych prac Stachniuka. Każda publikacja na ten temat jest tym istotniejsza, że rośnie aktualność problemów poszukiwania nowych paradygmatów kultury, kierunków i perspektyw narodowego bytu.
Będąc pełnym uznania dla K. Kawalca za zajęcie się tematyką Zadrugi, nie mogę przemilczeć faktu, iż prezentowany artykuł wykazuje absolutne niezrozumienie zarówno filozofii kulturalistycznej, jak i nacjonalizmu Stachniuka. Wykazuje też uprzedzenie autora do idei ruchu Zadrugi i niechęć do określenia ruchu przez istotę idei, czyli sposób pojmowania człowieczeństwa. Skutkiem tego artykuł, mający przybliżyć czytelnikowi zarówno Zadrugę, jak i jej percepcję przez S. Potrzebowskiego – stał się godny publikacji klerykałów.
Recenzenta nie powinien usprawiedliwiać fakt, że omawiając pracę, zajmującą się pobocznymi wątkami działalności Zadrugi, został przez temat pracy „zepchnięty” na tę tematykę. Oprócz bowiem ustosunkowania się do pracy Potrzebowskiego, daje autor swoje odczytanie Stachniuka oraz swój stosunek do idei Zadrugi. Ten stosunek emocjonalny uważa autor za jedyny możliwy, natomiast zauważony w recenzowanej pracy inny – uważa za niedopuszczalny brak dystansu wobec opisywanego zjawiska.
Oto, czego można się dowiedzieć o Zadrudze z recenzji K. Kawalca. Na początku, zgadzając się zresztą z Potrzebowskim, autor podkreśla „...zwartość doktryny Zadrugi, logikę i wzajemną spójność wskazań ideowych i programowych z filozoficznymi i światopoglądowymi. Pod tym względem tworzyła ona hermetyczną całość zamkniętą tak silnie, że nawet kataklizm II wojny nie wprowadził do niej zasadniczych korekt”. Pod takim stwierdzeniu czytelnik oczekuje czegoś niezwykle interesującego. Po wejściu w szczegóły „doktryny” K. Kawalec odkrywa, że jest ona inna, niż mówią o tym pisma Stachniuka, inna niż pisze o niej Potrzebowski, spiera się z nim na temat źródeł inspiracji, przy czym w grę wchodzi wszystko, od neopogaństw do faszyzmu i marksizmu. Podsumowuje „doktrynę”, że jest ona „programowo antyhumanistyczna, wypowiadająca walkę całemu dorobkowi naszej cywilizacji”, mimo że trzon kulturalizmu Stachniuka opiera się na humanizmie (tym prometejsko – renesansowym) i realizowaniu zadań kulturotwórczych, wyrzutowanych w oparciu o cały dorobek kultury.
Czytelnik, nie mający wyrobionego własnego zdania na temat Zadrugi, po przeczytaniu recenzji K. Kawalca (w poszukiwaniu podkreślonej raz jeszcze w ostatnich zdaniach imponującej zwartości i logiki doktryny) będzie cokolwiek skonsternowany. Moim zdaniem K. Kawalec za wiele wymaga od czytelnika, za mało natomiast od siebie.
Jestem w stanie wyobrazić sobie pozycję ideową, na której stojąc ktoś może bez żenady dopuszczać się takich gwałtów na omawianych pracach. Wówczas jednak obowiązuje pewna deklaracja na temat swojej pozycji. Pan ten wyjaśnił, że stoi na gruncie etyki katolickiej i z jego punktu widzenia to wszystko, co nazywam (za Stachniukiem) pierwiastkami wspakultury – to największe osiągnięcia ludzkości. Teraz się rozumiemy i wiemy o czym dalej rozmawiać.
Gdyby K. Kawalec w poważnym artykule o Zadrudze określił swoją pozycje i nie stosował gołosłownych stwierdzeń w sprawach istotnych (istotnych wg niego, ale też wg Stachniuka), to artykuł ten mimo krytycyzmu wobec idei miałby wartość merytoryczną. Byłby głosem świadczącym o percepcji kulturalizmu i nacjonalizmu Zadrugi w społeczeństwie polskim – z głosem tym podjąłbym rzeczową polemikę, z zadrużnego punktu widzenia.
Zdzisław Słowiński
O „ZADRUDZE” RAZ JESZCZE
Nadużywając argumentów ad personam, autorzy listów postawili mnie przed zadaniem bardzo niewdzięcznym. Jak zareagować na wyrażone w formie nie zawsze oględnej wątpliwości co do moich kwalifikacji już nie tylko fachowych, ale w ogóle umysłowych, a nawet moralnych? Odpowiadać na podobne zarzuty przecież nie sposób. Przyznać muszę, że podobne reakcje były dla mnie zaskoczeniem i przykro mi, że je mimowolnie wywołałem. Recenzując książkę Potrzebowskiego, jak też – wcześniej – zapoznając się z publicystyka Jana Stachniuka i „Zadrugi” sądziłem, że mam do czynienia z zamkniętą już kartą w dziejach idei. Że wizja zupełnego podporządkowania jednostki zbiorowości, likwidacji sfery prywatności, zniszczenia wszystkiego, co składa się na tradycyjne wartości społeczne w imię budowy nowego, wyspekulowanego ładu – utraciła już swą siłę przyciągającą. Dzisiaj już nie byłbym taki pewien. Światoburcze programy, pobudzając wyobraźnię, wciąż mogą liczyć na zwolenników, bez względu na społeczne koszty opartych na nich eksperymentów społecznych i bez względu na liczne sygnały ostrzegawcze, w które obfitują dzieje naszego stulecia. W tym kontekście zainteresowanie doktryną „Zadrugi” nie może dziwić; w końcu nie była ona ani bardziej, ani mnie odrażająca od innych totalitarnych utopii, na jej korzyść zaś przemawia fakt, że nie poddano jej próbie życia.
Przymiotnik „totalitarny” przywołano tutaj nie w charakterze epitetu. W moim przekonaniu trafnie określa on cechy doktryny programowo kolektywistycznej, silnie przy tym skażonej rysem skrajnej nietolerancji. Nietolerancji przejawiającej się i w swoistym poczuciu posłannictwa, przekonaniu o własnej, absolutnej racji, i we wrogości do wszelkich istniejących na mapie politycznej kraju nurtów ideowych, od nacjonalistycznej prawicy po socjalistyczną lewice. W publicystyce „Zadrugi” świadectwem owej nietolerancji był ton polemik prasowych, pełnych inwektyw, a także pogróżki pod adresem jej przeciwników. W jednej z prac Stachniuka znalazła się zapowiedź, że walka z wadami i ułomnościami społecznymi może polegać także i na likwidowaniu ich „w ciałach tych, którzy są ich nosicielami”. Doprawdy, trudno nie traktować podobnych poglądów jako antyhumanistycznych, wrogich dziedzictwu naszej cywilizacji.
Autorom listów nie podoba się klasyfikowanie „Zadrugi” jako grupy politycznej. Niewielkie, liczące kilkaset osób, środowisko „Zadrugi” nie utworzyło grupy sformalizowanej ani nie zaznaczyło swej obecności w toczącej się walce o władzę. Swoją aktywność zaznaczyło jednak nie tylko na niwie twórczości filozoficzno – historiozoficznej, ale i w rozważaniach o niższym szczeblu ogólności. Na łamach „Zadrugi” (podtytuł: Pismo nacjonalistów polskich) odnotowywano właściwie wszystkie ważniejsze wydarzenia w życiu kulturalnym i politycznym, przedstawiając przy okazji własne opinie i sugestie. Sposób, w jaki to czyniono, nie uzasadnia w moim przekonaniu traktowania „Zadrugi” na innej płaszczyźnie niż takie grupy i środowiska, których „polityczność” nie budzi niczyich wątpliwości. Nie widzę też powodu, dla którego analizując enuncjacje „Zadrugi” miałbym pomijać okoliczności, składające się na szersze tło – ideowe i polityczne – owych wystąpień. Nie sądzę, by zabieg taki był uprawianiem scholastyki, uważam natomiast, że bez niego podejmowanie rekonstrukcji poglądów niedużej w końcu, pozbawionej społecznego zaplecza grupy byłoby przysłowiową sztuką dla sztuki. Inna sprawa, że budzi on – i budzić musi – kontrowersje i emocje, szczególnie silne wśród ludzi, którzy analizowane zjawisko historyczne znają z autopsji. Ciężkie doświadczenia wojenne i powojenne dodatkowo emocjom takim sprzyjają. Autorzy listów kategorycznie odrzucają wszelkie sugestie na temat pokrewieństwa ideowego z narodowym socjalizmem, traktując je jako wynik ulegania złośliwym, datującym się jeszcze sprzed wojny pomówieniom. Może jednak warto byłoby się zastanowić, czy owe mało dla „Zadrugi” pochlebne opinie nie miały swego źródła także w przedwojennej publicystyce środowiska? Ot, choćby w lansowanym na łamach pisma, mało skądinąd oryginalnym poglądzie na temat źródeł chrześcijaństwa lub w dywagacjach na temat kwestii żydowskiej – gdzie bynajmniej nie stroniono od frazeologii rasowej – czy roli czynnika biologicznego w polityce narodu w ogóle. Trudno byłoby znaleźć podobne, wyrażone w formie równie jednoznacznej, opinie w enuncjacjach innych kierunków politycznych, także skrajnie prawicowych. Można się spierać o to, w jakiej mierze określały one oblicze ideowe „Zadrugi”, ale nie sposób traktować je jako niebyłe lub udawać, że nie miały znaczenia.
Krzysztof Kawalec
Od Redakcji (Śląskiego Kwartalnika Historycznego „Sobótka” 1988 r.): Na tym zamykamy polemikę.
Od Redakcji ARISTOS: w/w redakcja „Sobótki” w ten oto lakoniczny sposób zakończyła polemikę, zamykając możliwość odpowiedzi jej kulturalistycznych uczestników na w/w reakcję K. Kawalca...