Menu główne
Ditfurth -
Książkę Hoimara von Ditfurtha "Nie tylko z tego świata jesteśmy" przeczytałem z wielką uwagą.
Szczególną wartością jest dla mnie jasny wykład zjawiska ewolucji, jej praw i mechanizmów działania. Ewolucji mającej swój początek już w strukturach molekularnych materii nieożywionej, pierwszych organizmach żywych, promieniowaniu napływającym z kosmosu oraz Ziemi -
W wykładni Ditfurtha jest sporo innowacji w interpretacji podstawowych sformułowań Karola Darwina. Proces ewolucji ukazuje jako przebieg zjawisk przyczynowych, wynikających z przypadkowych mutacji genetycznych, których upowszechnienie lub zanik jest uzależniony od przydatności zaistniałej odmiany w zastanych warunkach środowiskowych. Tylko dodatnie, z tego punktu widzenia, cechy mutanta, które zapewniają osobnikowi bytowanie -
Na tej zasadzie ukazuje on darwinowskie, naturalne prawo "walki o byt" i zasadę "przetrwania najsprawniejszych" jako niezamierzone czynniki selekcji naturalnej, która w ten sposób działa w kierunku doskonalenia się form. Na przestrzeni miliardów lat, przy zmiennych warunkach środowiska pojawiają się przeróżne gatunki -
Konstruktywna w powyższym sensie interpretacja praw "walki o byt" i zasady "przetrwani najsprawniejszych" jako wymogi postępu w osiąganiu coraz wyższej sprawności, a nie mordercza eksterminacja i wyniszczanie / nieznaczne w naturze poza człowiekiem / jest właściwym momentem humanistycznego uświadomienia rozumnej roli i odpowiedzialności człowieka w dalszym toku dokonującej się ewolucji jego gatunku i środowiska.
W tym miejscu zbliża się Ditfurth do kulturalistycznego pojmowania rozwoju człowieka I roli tego rozwoju jako szczytnego zadania do spełnienia.
Dostrzega również Ditfurth ponadosobową rolę wartości kulturowych, decydujących o właściwym rozwoju -
Urzeczony doskonałością osiągniętych form życia, doskonałością struktury człowieka, jego umysłu i powiązań psychofizycznych / nie znajdując jeszcze w nauce wyjaśnień momentu powstania życia / -
Jan Stachniuk w swojej kulturalistycznej koncepcji rozwoju uznał odczuwanie przez człowieka transcendentalnej -
Ditfurth nie zdobywa się jednak na sformułowanie własnej, oryginalnej koncepcji światopoglądowej. Rozważa możliwość istnienia tej siły w samej naturze / monizm -
W istocie nie wydaje mi się ważnym gdzie na etapie dzisiejszej świadomości ulokujemy ową siłę kreatywną. Czy ona stworzyła świat, czy też w obszarze stającego się bytu wyłoniła się z niego i w postaci nadświadomości przewodzi także nam na drodze dalszej twórczości kulturowej.
Ważne jest natomiast, aby obecny człowiek -
Ditfurth potwierdza potrzebę nowego religijnego określenia miejsca człowieka na ziemi / a więc celu i sensu jego istnienia / zgodnie ze stanem nauki i świadomości XX wieku. Zadanie to ceduje jednak nie uczonym lecz teologom, upominając ich tylko aby odstąpili od archaicznych sformułowań i interpretacji biblijnych jako "źródła prawd odwiecznych". Dokonuje próby pogodzenia nauki i wiary. Zamiar uznany za piękny i oczekiwany przez ludzkość pozostającą w dualistycznej rozterce unicestwiającej jej twórcze możliwości, lecz przecież utopijny. Bo czy na przykład katolicyzm reprezentujący statyczną wizję świata zechce i będzie mógł sprostać takiemu zadaniu?
Hoimar von Ditfurth powierzając to zadanie teologom, wychodzi im jednak naprzeciw udowadniając dość zawile / mimo własnego bogatego bagażu naukowego / znikomość szans pełnego obiektywnego poznania naszymi zmysłami zarówno tego materialnego, jak i tamtego "pozaziemskiego" świata. Przy tym powołuje się na filozofię Kanta, że pełne poznanie jest dla człowieka nieosiągalne. Udowadnia przykładami z fizjologii jak subiektywne są odbiory obrazu świata naszymi zmysłami.
Warto tu wtrącić, że niezależnie od telereceptoru dającego "obraz" świata zewnętrznego / "radar" nietoperza, stukrotne oko muchy, oko psa rzutujące na jego siatkówce obraz powiększony, czy oko człowieka odbierające obraz odwrócony / -
Zgodzić się można jednak z takim stwierdzeniem, że wiele sfer może pozostawać i na pewno pozostaje poza zasięgiem naszego poznania.
Dziwne się wydaje natomiast, że Hoimar von Ditfurth w swoich dociekaniach nad spójnością ludzkiej psychiki i intelektu z "mądrością transcendentalną" nie posłużył się aktualnymi osiągnięciami np. psychologii osobowości ludzkiej / Szkoła warszawska reprezentowana m.in. przez Kazimierza Obuchowskiego, por. pracę pt. "Psychologia Dążeń Ludzkich" /, która stwierdza, że w ramach zakresu naszego doświadczenia możemy niewątpliwie potwierdzić ewolucję człowieka w sferze doznań i potrzeb psychicznych. Nie sięgnął Ditfurth do zjawisk stwierdzalnych choć nie wytłumaczalnych jeszcze dotąd w pełnym zakresie, a determinujących w pewnym stopniu predyspozycje osobnicze. Nie wyjaśnił istoty przyrodzonych człowiekowi naturalnych instynktów, ani też nabytych skłonności kształtowanych przez środowisko kulturowe.
Pewien cel, być może nawet nie zamierzony, osiągnął jednak Ditfurth w swojej książce niewątpliwie. Otóż -
Ale czyż historia ludzkości -
Wydaje się, że wywody naszego rodaka Jana Stachniuka o decydującej dla rozwoju społeczeństwa roli prężności kulturowej / "Człowieczeństwo i Kultura"/ były chyba znane Ditfurthowi, gdyż przyjął "właściwe", ze swego punktu widzenia, założenie pozostawienia podziału ludzi na "wiedzących" i "wierzących".
Według tak podzielonych ról w koncepcji Ditfurtha Niemcy w istocie już znaleźli swój sposób bycia we współczesnym świecie i właściwą dla siebie drogę...
Mimo przegranej II wojny światowej, mimo znacznego ubytku swego potencjału biologicznego -
Na dziś w świetle popularyzatorskich prac Ditfurtha Niemcy pragną stać się na nowo "nosicielami kultury" / kulturtraegerami / ale oczyszczonej z szowinizmu a przy tym wszystkim pogodzonej z bogiem chrześcijańskim, z "odwiecznymi prawdami" Starego i Nowego Testamentu. Jeżeli poprzednie prace Ditfurtha (2) mogły budzić niepokój wśród wierzących w dogmat wiary / przynajmniej niepokój intelektualny /, to po tej pracy czeka go uznanie nie tylko wśród Niemców. Ditfurth stał się także "swoim" wśród wierzących w dogmaty wielkich religii objawionych.
Zreflektujmy się jednak... Znajdźmy zbieżną płaszczyznę dyskusji. Subiektywne uwarunkowania, świadomość historycznych zaszłości i własne przeżycia z okresu wojny nastawiają mnie ostrożnie do wywodów Hoimara von Ditfurtha jako przedstawiciela niemieckiego sposobu myślenia...
Niedawno uczestniczył on w warszawskiej konferencji naukowców świata na rzecz pokoju. W wywiadzie telewizyjnym wyznał między innymi, że upowszechnia swoje wykłady w całej niemieckojęzycznej Europie, nie wyłączając Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wyraził swą wdzięczność i zadowolenie, że książki jego są także czytane w Polsce. Potępił zdecydowanie sprzeczne z interesami pokoju wykorzystywanie przez koncerny zbrojeniowe naukowców różnych narodowości przez kupowanie ich dorobku naukowo -
W tym przedmiocie każdy rozsądny obywatel przyzna Ditfurthowi rację.
Obiektywizm nakazuje, by dla humanistycznego ułożenia stosunków między ludźmi i narodami co rychlej wyrzec się narosłych animozji. Postulat Ditfurtha -
Wspomniany już Kazimierz Obuchowski w swojej pracy "Psychologia dążeń ludzkich" (3), uznał ową potrzebę indywidualnego odczucia celu i sensu życia jako konieczność bez której człowiek staje się bezwartościowym, a jego działanie znikomo wydajne i nie dające mu pełnej satysfakcji. Stwierdzenie to uzasadnia więc potrzebę religijnego stosunku do bytu, ale przecież nie pociąga za sobą potrzeby interpretacji personalistycznych zasad chrześcijańskich.
Czy w samej naturze nie znajdziemy dostatecznego uzasadnienia, że jesteśmy w sferze duchowej związani z innym wymiarem, -
Jeżeli naturalne predyspozycje zakodowane w poszczególnych organizmach / jak heliotropizm roślin, okresy skutecznego kiełkowania nasion, niezawodne działanie instynktu u zwierząt / mamy uznać za konstruktywny odbiór programu ewolucji, to możemy także przyjąć -
Czy tak się stanie, zależy od subiektywnych uwarunkowań i duchowego wyposażenia osobowości. Inna przecież będzie wizja u człowieka pełnego potrzeby aktywnego działania a inną z goła ukaże nam osobnik o zwichniętej psychice i zgoła innych tęsknotach -
Wyłożony przez Ditfurtha sposób pojmowania naturalnych praw ewolucji oraz żądanie wyrzucenia na śmietnik -
Przyjmijmy za Ditfurthem sprowadzenie praw selekcji naturalnej do zasady wolnej konkurencji form coraz bardziej ewolucyjnie doskonalącego się człowieka i załóżmy, że po następnych milionach lat ukształtuje się postać zgoła tak odmienna i doskonała, że już nikomu zagrażać nie będzie. Jest to możliwe -
Ditfurth proponuje przywrócenie rangi wierzeniom religijnym. Ale zdaje się zapominać, że większość religii światowych nigdy nie była i nie jest rzecznikiem ewolucjonizmu pojmowanego jako zasada stałego rozwoju -
Należy sobie w końcu uświadomić na jakiej płaszczyźnie toczy się współczesna "walka o byt".
Zwróćmy uwagę na wielkość zróżnicowania świadomości różnych grup ludzkich w rezultacie ich indoktrynacji, na przykład przez kontemplatywny katolicyzm lub przeciwnie przez aktywny protestantyzm czy ateistyczny liberalizm. Tej właśnie istotnej różnicy Ditfurth nie dostrzega, albo też rozmyślnie pomija w przeciwieństwie np. do Alaine`a Peyrefitte`a, który w swej analizie "Le mal francais" (4) ukazuje jak wielki dystans dzieli trzeźwe I dynamiczne "kraje Marty" od biernych "krajów Marii".
We współczesnych dążeniach do "humanizmu" toczy się nieprzerwanie walka o zasady pojmowania człowieczeństwa. Człowieczeństwo "statycznego" w pojęciach dotychczasowych religii o przyrodzonej godności bycia personą, czy też człowieczeństwa "ewolucyjnego" o głębokim poczuciu powinności i odpowiedzialności za kierunki rozwoju. Rzecz nie sprowadza się do sporu o definicję, ale do najistotniejszego określenia celu i sensu życia. Ideał persony ludzkiej, obcej życiu i pogrążonej w kontemplacji stał się już anachronizmem. Nawet w ramach chrześcijaństwa coraz silniej daje o sobie znać nowatorska teza, że jeśli Bóg -
Tymczasem w pierwszej grupie o dominującym charakterze pierwiastka personalizmu teologicznego, jak też i w zasadach egzystencjalizmu laickiego, w wymiarze społecznym, zasady te sprowadzają się do statyzmu i egocentryzmu osobniczego. Dopiero w grupie drugiej dostrzegamy postawę uniwersalną oraz aktywność integrującą ludzkie działanie.
Te dwa podstawowe, a tak przeciwstawne formy pojmowania człowieczeństwa stają się najistotniejszym kryterium podziału ludzi we współczesnym świecie, który jest może istotniejszy od podziałów opartych na kryteriach narodowościowych czy też politycznych. Tego właśnie nie wolno pomijać przy wszelkich rozważaniach nad nowymi, uniwersalistycznymi podstawami poglądu na świat.
Jako punkt wyjścia -
Człowiek -
Ze wszech miar godną jest analiza, której dokonał Bogdan Suchodolski w swym dziele "Kim jest człowiek" (5). Cytuję poniżej fragmenty jego wypowiedzi dotyczące wyboru właściwej człowieczej postawy: "W tych warunkach przyszłe odrodzenie / jedności wewnętrznej -
"Antropologiczny sens takich nadziei polega na tym, że ukazują one człowieka jako stworzenie, które nie tylko wybiera samotność albo świat, lecz także -
Szczególnego podkreślenia wymagają najcenniejsze zwroty: "wybór określonych wartości, z określonym stylem istnienia" oraz "aby potrzeba >bycia sobą< realizowała się na drogach wyznaczanych przez zasadę >bycia w świecie<".
Ta postawa wyjściowa decydująca o charakterze tworzonej wizji świata i sensu naszego życia, wizji wzorca absolutu, do którego człowiek pragnie zdążać, lub któremu pragnie służyć, powinna determinować każdy element i każdą postać nowoczesnego poglądu na świat.
Toteż nie teologom należy powierzyć zadanie określenia na dziś wyrazu ludzkiego absolutu.
Przywróćmy rangę autentycznej filozofii, która powinna wejść w wiek XXI jako kompendium nauk, jako sternik wśród wielości osiągniętej wiedzy i wyrazicielką humanistycznych inspiracji ku oczekiwanym formom rozwoju świata i człowieka.
Tutaj znów wracam do koncepcji Jana Stachniuka i współpracującego z nim zespołu Zadrugi, do jego wizji człowieczeństwa ewoluującego, zgodnie z odczuciem Woli Tworzycielskiej, do nieuświadomionych nam jeszcze form i twórczych osiągnięć. Jego religijne zaangażowanie w tym przedmiocie nie znajduje sobie do dzisiaj podobnych wzorów i choć nie zdążył on dokończyć pełnej, uniwersalnej konstrukcji nowego, oryginalnego światopoglądu przyszłości to zręby tej konstrukcji i zasady jej tworzenia, które pozostawił czekają na ich podjęcie i kontynuację.
Tymczasem Ditfurth swoją pracą "Nie tylko z tego świata jesteśmy" sprawił zawód i rozczarowanie. Zrezygnował z udziału w czołówce "walczących o nowy humanistyczny świat". Wycofał się w z pozycji naukowych nie usiłując nawet powiązać posiadanej wiedzy ze współczesną filozofią. W ten sposób potencjalny prekursor pozostanie epigonem.
Józef Brueckman (Jarosław Mostnik), Wrocław, w marcu 1986 r.
Nota bibliograficzna -
1. Jan Stachniuk "Człowieczeństwo i kultura" -
2. Hoimar von Ditfurth "Duch nie spadł z nieba", "Na początku był wodór", "Dzieci wszechświata".
3. Kazimierz Obuchowski "Psychologia dążeń ludzkich", PWN wyd. III W-
4. Alaine Peyrefitte "Marta i Maria" ("Le mal francais") -
5. Bogdan Suchodolski "Kim jest człowiek?" -