Po czteroletniej przerwie, na którą złożyły się praktycznie same
problemy, Red Hot Chili Peppers nagrali kolejną, siódmą w ich dorobku, płytę -
"Californication". Czy powtórzy ona sukces komercyjny i artystyczny słynnej
"BloodSugarSexMagic" z 1991 roku, może. W styczniu zeszłego roku do zespołu powrócił
John Frusciante, gitarzysta, któremu sukces ten w dużej mierze należy przypisać.
Powrót
Kiedis - "To był pomysł Flea. Spytał mnie kiedyś, czy mógłbym
znowu grać z Johnem. Powiedziałem, że to świetny pomysł, choć mało prawdopodobne jest
to, że się dogadamy. Szansa jak jeden na milion. Ale od pierwszej chwili wszystko doskonale się
ułożyło, ja sam czułem coś na kształt radosnego uniesienia. (...)"

Powrót do zespołu syna marnotrawnego zmobilizował Flea i Chada
Smitha do bardzo intensywnej pracy nad nowym materiałem. W trójkę opracowali tyle
instrumentalnych pomysłów, że Anthony Kiedis, odpowiedzialny za teksty i melodie, ledwie za
nimi nadążył. Większość utworów z "Californication" powstała na próbach w garażu Flea. "Jak
tylko John wrócił do zespołu, praktycznie codziennie spędzaliśmy po kilka, nawet 7-8 godzin
grając u mnie w garażu. Samo nagranie albumu zajęło nam tylko trzy tygodnie."
Smith twierdzi, że Red Hoci wrócili do swych źródeł, że stali się ponownie zespołem
garażowym. O garażowym (czyt. prawdziwym - nie gwiazdorskim), a odkrytym na nowo
statusie ma świadczyć wiosenna seria małych charytatywnych koncertów dla młodzieży w
ramach akcji przeciwdziałania przemocy oraz zamknięte, darmowe koncerty dla członków fan
Clubów, które miały miejsce w różnych miastach Europy w czerwcu. Dziennikarze przychylni
zespołowi zachwycają się powrotem do wspanialej formy, pozostali, szczególnie ci, którzy mieli
okazję spotkać się z muzykami twarzą w twarz, nie kryją niechęci wobec gwiazdorskich póz
Red Hotów, a nawet czegoś w rodzaju zniechęcenia, znudzenia i sceptycyzmu wobec nowej
artystycznej propozycji zespołu. Moim zdaniem niezasłużenie - nawet jeżeli zachowanie
muzyków jest wkurzające, nijak się to ma do wartości ich pracy.
Traumy
W 1992 roku Frusciante nagle porzucił Red Hot Chili Peppers.
Pozostawiając w przededniu trasy Lollapalooza zespół bez gitarzysty, popadł w ciężką depresję
i uzależnienie od heroiny. Póżniej nagrał dwa ponure i właściwie nie nadające się do słuchania
solowe albumy ("Niandra Lades And Usually Just A T Shirt" / '94, "Smile From The Streets You
Hold" / '97), wykorzystując zresztą materiał napisany przed odejściem z Red Hotów.
Stopniowo jednak wycofywał się z muzycznej branży, a w pewnym momencie przestał grać w
ogóle. Kiedy odchodził od zespołu był na skraju załamania psychicznego i fizycznego, cztery
lata później zupełnie przestał panować nad swoim życiem. Wegetującego Frusciante w jednym
z hoteli odnalazł dziennikarz jednej z gazet Los Angeles. Usłyszał wtedy od niego - "Nie boję
się śmierci. Jest mi obojętne czy żyję, czy jestem martwy".
Daruję wam opis fatalnego stanu, w jakim się znajdował. Faktem jest, że i dzisiaj po
skutecznej kuracji odwykowej i długim okresie niebrania, trudno w nim rozpoznać radosnego
dzieciaka z okresu nagrywania "Mother's Milk" (w 1989r. miał 19 lat).
Frusciante - "Kiedy odchodziłem od Red Hotów, czułem straszny zamęt w głowie.
Byłem przekonany, że gwiazdorstwo jest złe, gwiazdy rocka tylko nabierają swoich fanów.
Teraz już tak nie myślę."
Jego niespodziewane odejście bardzo zraniło Kiedisa, który przez lata unikał
jakiegokolwiek bliższego kontaktu z byłym przyjacielem. "Miałem nadzieję, że sam sobie
poradzi z problemami i wreszcie poczuje się szczęśliwy. (...) Mogłem mieć tylko nadzieję, że
żaden z nas nie umrze do czasu kiedy znowu będziemy mieć okazję pogadać."

Spotkali się
ponownie w 1997 roku w ośrodku odwykowym, gdzie Frusciante
dochodził do siebie. "Odwiedziłem go, bo cieszyłem się, że postanowił wrócić do naszego
świata. Kiedy stanęliśmy przed sobą, to było niesamowite, zapomnieliśmy o tym, co się
wydarzyło w przeszłości. Nie miało to już znaczenia."
Kiedis był pod wielkim wrażeniem dojrzałości Johna. Oto on - ten, który
(przynajmniej oficjalnie) zerwał z heroiną dziewięć lat wcześniej - w obecności Frusciante,
kończącego pierwszy kliniczny etap odwyku, czuł się jak czynny narkoman. W ogóle nie
rozmawiali o muzyce. Nie musieli. Red Hoci nie oddzielają muzyki od życia. Jeżeli macie jeszcze
jakieś wątpliwości, spójrzcie na tatuaże, zdobiące ciała muzyków - ten zrobił przyjaciel, który
nie żyje od roku, tamten upamiętnia narodziny córki...
Flea: Te piosenki są odbiciem nas samych. Te cztery lata przerwy między "One
Hot Minute" a "Californication" nie miały nic wspólnego z czasem, jakiego
potrzebowaliśmy, by nagrać nową płytę. Tu chodzi o nasze życie. Jeśli jesteś częścią
Red Hotów, nikt nie ma prawa wciskać cię w jakieś harmonogramy. W tym zespole nie
ma przymusu robienia czegokolwiek pod dyktando biznesu. Mamy w dupie ten cały
zasrany interes. Robimy to, co czujemy. Bez żadnego wysiłku. Ta grupa działa na zasadzie
wykorzystania duchowej energii każdego z nas. Napawa mnie obrzydzeniem myśl, że
miałbym w garniturze zapieprzać codziennie do biura. Nie wyobrażam sobie, bym w
takiej sytuacji był zdolny do jakichkolwiek doznań emocjonalnych albo duchowych. Za
żadne skarby świata nie byłbym w stanie oddać się temu z głębi serca. Tak szczerze, jak
to robię teraz. Właśnie szczerość, wymiana energii, przyjaźń i przeświadczenie, że muzyka
nie zna kolorów i nie dzieli się na białą i czarną, łączy muzyków Red Hot Chili Peppers.
Kiedis szczerze mówi o swojej nieprzerwanej walce z nałogiem. Pytany o to czy nie
obawia się, że John ponownie wpadnie w nałóg narażony na stresy związane z pracą w zespole,
odpowiada z ciepłym uśmiechem "Bardziej martwię się o siebie. Jest teraz dłużej czysty, niż ja
kiedykolwiek." Chyba każdy wie, że piękna ballada - "Under The Bridge" z przełomowej
"BIoodSugarSexMagic", opowiada właśnie o uzależnieniu od heroiny. Nie ona jedna zresztą
poświęcona jest walce z nałogiem. Pamiętam jak Kiedis kiedyś, na początku lat 90.,
stanowczo zapewniał o całkowitym zerwaniu z nałogiem, który prawie kosztował go życie.
Nigdy jednak tak do końca nie przestał brać. I raczej nie ma złudzeń, że kiedykolwiek się z
tego uzależnienia wyzwoli.
Kiedis twierdzi również, że zespół zawdzięcza przetrwanie uporowi i cierpliwości
Flea oraz Chada Smitha. "Flea był bardziej niż cierpliwy i pełen współczucia. Ja miałem
problemy z narkotykami, odszedł od nas John, nie mogliśmy się dogadać z Dave'm. To
niewiarygodne, że tak długo miał ochotę wszystko ciągnąć, że nie zrerygnował. Podobnie
Chad."
Flea w
pewnym momencie był tak zestresowany bezruchem w karierze zespołu, rok
przed powrotem Frusciante określa mianem totalnie jałowego, że postanowił nagrać solową
płytę. Po trzech miesiącach prób z Frusciante i zbiiżających się koncertach w Nowym Jorku i
Waszyngtonie, basista przeszedł poważne załamanie.
Kiedis - "W Red Hotach działa czynnik destabilizujący. Faktycznie, biorąc pod uwagę
śmierć oryginalnego gitarzysty zespołu - Hillela Slovaca, który zmarł w 1988 roku po
przedawkowaniu narkotyków oraz późniejsze zmian na stanowisku gitarzysty - (1989-1992 -
John Frusciante, 92 - Arik Marshall, 1993 - Jesse Tobias, 1993-1998 -Dave Navarro i od
1998 do dziś-John Frusciante), nie wspominając o wcześniejszych przetasowaniach składu w
okresie embrionalnym zespołu lub o odejściu pierwszego perkusisty-Jacka Ironsa,
wstrząśniętego śmiercią Hillela i przyjściu na jego miejsce Chada Smitha. "Nauczyliśmy się nie
planować przyszłości, nie myśleć o tym, jak długo skład może się utrzymać. Teraz wszystko
działa idealnie i to wystarczy." Tyle smucenia.
Californication
To absolutnie wspaniałe. Każdego dnia o tym myślę i jestem
wprost oczarowany faktem, że w Red Hot Chili Peppers mogę robić to, co zawsze
chciałem robić. Wspaniale się tu realizuję. To świetnie, że oni akceptują i doceniają mój
styl grania i pisania piosenek. To, że mogę tworzyć muzykę z tak genialnymi ludźmi,
odbieram jak błogosławieństwo, jak prezent od wszechświata. Gada jak nawiedzony -
widać sam nie może uwierzyć w to, że jest nowym człowiekiem. Jego powrót dodał Red
Hotom skrzydeł. Dosłownie po chwili nagrali pierwszy od miesięcy koncert na "Tibetan
Freedom Concert" (co ciekawe, w czasie ostatniego solowego występu Frusciante, który odbył
się 31 października 1993 w należącym do Johnny'ego Deppa klubie "Viper Room", zmarł z
powodu przedawkowania mistrz i mentor Johna, River Phoenix).
I z kopyta wzięli się za komponowanie materialu na długo oczekiwaną płytę. To, co
przez ostatnie lata wydawało się być niewykonalne -wciąż ktoś albo przeżywał momenty
zwątpienia, albo łamał nadgarstki i ramiona - zrobiono dosłownie w kilka tygodni w garażu Flea.
Kto powiedział, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki?
Atmosferę pracy gwarantowała "czystość". Ani Frusciante, ani Kiedis nie
potrzebowali cerbera, który pilnowałby ich przed heroinową pokusą jak niegdyś Courtney Love
na planie filmu Milosa Formam, "Skandalista Larry Flynt".
Flea: chcę wierzyć, że tak będzie już zawsze.. . Jeżeli zaś chodzi o mnie, wydaje
mi się, że mogłem zawsze dotrzeć do tego punktu, żyć w pięknym, uduchowionym
świecie, bez ich używania. Nie jestem jednak geniuszem i nie wiem, dlaczego stało się
inaczej. Przyznaję - miałem doświadczenia z różnymi narkotykami i dzięki nim poczułem
atmosferę, jakiej nie miałem nigdy wcześniej. Teraz, kiedy patrzę wstecz, wydaje mi się,
że bez narkotyków mógłbym osiągnąć to samo, a może nawet więcej zebrałbym przecież
o wiele lepsze żniwo.
John: Narkotyki mogą pomóc w zaszczepieniu w sobie uczuć, ale nigdy nie
pomogą w tworzeniu sztuki. Nie skończą piosenki, nie pomogą nagrać płyty. Dzięki nim
możesz poznać odmienne stany, ale poznasz je tylko ty, nikt inny, bo narkotyki oddziałują
tylko na ciebie.I to był właśnie błąd, który popełniłem.

Nawet wybór
producenta ma symboliczne znaczenie. Red Hoci wrócili do Ricka
Rubina, producenta "Mother's Milk" i "BIoodSugarSexMagic". "Napisali mnóstwo materiału.
Mieli mnóstwo pomysłów, bo minęło dużo czasu od poprzedniej sesji. Byli gotowi i pełni
energii." - tak Rubin wspomina swoje pierwsze spotkanie z muzykami Red Hot Chili Peppers.
"To było jeszcze długo przed nagraniem "BIoodSugar", za życia Hillela Slovaka. Byli w fatalnym
stanie. Kiedy ich zobaczyłem, pomyślałem, że sytuacja jest beznadziejna. Nie miałem ochoty
na współpracę. Podczas pracy nad "BIoodSugarSexMagic" byli już innym zespołem, w pełni
panowali nad sobą i byli gotowi na to aby zrobić coś wielkiego. Przy nagrywaniu nowej płyty
znaleźli w sobie podobną energię. Obecnie są jednak w innej sytuacji. Wtedy nie mieli za sobą
żadnego sukcesu. Dopiero się przebijali i nie mieli do czynienia z tym całym gównem, które
otacza wielkie zespoły. Poza tym teraz są dużo dojrzalsi."
"Californication" nagrali w różnych studiach, m. in. w słynnej "Dwójce", części
kompleksu Ocean Way Recording, gdzie swoje przeboje rejestrowali Frank Sinatra i Brian
Wilson z The Beach Boys. Ich duchy też nie próżnowały
John Frusciante: Chcieliśmy, by nasze brzmienie było porównywalne z takimi
wykonawcami jak: Tricky, Portishead, New Order czy Depeche Mode. Jednak choć
lubimy i wiemy, o co chodzi w nowinkach technicznych, nie używaliśmy żadnej
elektroniki, żadnych cudów - tylko starych, wypróbowanych klamotów z lat 50, 60, i 70.
Nie znaczy to bynajmniej, że jesteśmy grupą zatwardziałych pierdzieli - muzyka może
brzmieć nowocześnie bez najnowszej elektroniki, bez tych wszystkich samplerów i bitów.
Chodzi o to, by wypracować sobie własną koncepcję pracy z rytmem. Na przykład my
cały czas łoimy na normalnych gitarach i normalnej perkusji - sprzęcie, który jest w
obiegu już od pięćdziesięciu lat - i przynosi to coraz lepsze rezultaty. Ten zespół ma coraz
to nowe podejście do pisania piosenek, mimo iż praktycznie nie zmienia swego
instrumentarium
Jaka jest "Caiifornication"?
Na pewno nie jest wtórna, choć faktem jest, że brzmi jak bezpośrednia
kontynuacja "Blood SugarSexMagic". Płyta jest słodko-gorzką, delikatną i uduchowioną
opowieścią o wspaniałych możliwościach i złamanych obietnicach. "Opowiada o Kaliforni i
Hollywood, o tym wielkim wpływie, jaki wywierają na resztę świata. O ich dobrej i zlej stronie.
O marzeniach o tym dziwnym magicznym miejscu, które w rzeczywistości jest końcem świata,
ostatnim przystankiem Zachodu. Nauczyłem się jednego po tych wszystkich dziwacznych
doświadczeniach, przez jakie przeszliśmy." - Tak mówi Kiedis o nowej płycie i nowym życiu. -
"Wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny. Wszystko - klęski i zwycięstwa. Nasze sprawy
potoczyły się tak jak powinny. Nie osiągnęlibyśmy tego co mamy teraz, gdyby nie pokręcone
wydarzenia z przeszłości."
"Metal Hammer"(nr 7/99)
"XL"(sierpien 1999)