wstecz 62-80 80-83 83-86 86-87 87-90 90-94 94-95 95-00

1995-2000

Po czteroletniej przerwie, na którą złożyły się praktycznie same problemy, Red Hot Chili Peppers nagrali kolejną, siódmą w ich dorobku, płytę - "Californication". Czy powtórzy ona sukces komercyjny i artystyczny słynnej "BloodSugarSexMagic" z 1991 roku, może. W styczniu zeszłego roku do zespołu powrócił John Frusciante, gitarzysta, któremu sukces ten w dużej mierze należy przypisać.

Powrót

Kiedis - "To był pomysł Flea. Spytał mnie kiedyś, czy mógłbym znowu grać z Johnem. Powiedziałem, że to świetny pomysł, choć mało prawdopodobne jest to, że się dogadamy. Szansa jak jeden na milion. Ale od pierwszej chwili wszystko doskonale się ułożyło, ja sam czułem coś na kształt radosnego uniesienia. (...)"

Powrót do zespołu syna marnotrawnego zmobilizował Flea i Chada Smitha do bardzo intensywnej pracy nad nowym materiałem. W trójkę opracowali tyle instrumentalnych pomysłów, że Anthony Kiedis, odpowiedzialny za teksty i melodie, ledwie za nimi nadążył. Większość utworów z "Californication" powstała na próbach w garażu Flea. "Jak tylko John wrócił do zespołu, praktycznie codziennie spędzaliśmy po kilka, nawet 7-8 godzin grając u mnie w garażu. Samo nagranie albumu zajęło nam tylko trzy tygodnie."

Smith twierdzi, że Red Hoci wrócili do swych źródeł, że stali się ponownie zespołem garażowym. O garażowym (czyt. prawdziwym - nie gwiazdorskim), a odkrytym na nowo statusie ma świadczyć wiosenna seria małych charytatywnych koncertów dla młodzieży w ramach akcji przeciwdziałania przemocy oraz zamknięte, darmowe koncerty dla członków fan Clubów, które miały miejsce w różnych miastach Europy w czerwcu. Dziennikarze przychylni zespołowi zachwycają się powrotem do wspanialej formy, pozostali, szczególnie ci, którzy mieli okazję spotkać się z muzykami twarzą w twarz, nie kryją niechęci wobec gwiazdorskich póz Red Hotów, a nawet czegoś w rodzaju zniechęcenia, znudzenia i sceptycyzmu wobec nowej artystycznej propozycji zespołu. Moim zdaniem niezasłużenie - nawet jeżeli zachowanie muzyków jest wkurzające, nijak się to ma do wartości ich pracy.

Traumy

W 1992 roku Frusciante nagle porzucił Red Hot Chili Peppers. Pozostawiając w przededniu trasy Lollapalooza zespół bez gitarzysty, popadł w ciężką depresję i uzależnienie od heroiny. Póżniej nagrał dwa ponure i właściwie nie nadające się do słuchania solowe albumy ("Niandra Lades And Usually Just A T Shirt" / '94, "Smile From The Streets You Hold" / '97), wykorzystując zresztą materiał napisany przed odejściem z Red Hotów. Stopniowo jednak wycofywał się z muzycznej branży, a w pewnym momencie przestał grać w ogóle. Kiedy odchodził od zespołu był na skraju załamania psychicznego i fizycznego, cztery lata później zupełnie przestał panować nad swoim życiem. Wegetującego Frusciante w jednym z hoteli odnalazł dziennikarz jednej z gazet Los Angeles. Usłyszał wtedy od niego - "Nie boję się śmierci. Jest mi obojętne czy żyję, czy jestem martwy".

Daruję wam opis fatalnego stanu, w jakim się znajdował. Faktem jest, że i dzisiaj po skutecznej kuracji odwykowej i długim okresie niebrania, trudno w nim rozpoznać radosnego dzieciaka z okresu nagrywania "Mother's Milk" (w 1989r. miał 19 lat).

Frusciante - "Kiedy odchodziłem od Red Hotów, czułem straszny zamęt w głowie. Byłem przekonany, że gwiazdorstwo jest złe, gwiazdy rocka tylko nabierają swoich fanów. Teraz już tak nie myślę."

Jego niespodziewane odejście bardzo zraniło Kiedisa, który przez lata unikał jakiegokolwiek bliższego kontaktu z byłym przyjacielem. "Miałem nadzieję, że sam sobie poradzi z problemami i wreszcie poczuje się szczęśliwy. (...) Mogłem mieć tylko nadzieję, że żaden z nas nie umrze do czasu kiedy znowu będziemy mieć okazję pogadać."

Spotkali się ponownie w 1997 roku w ośrodku odwykowym, gdzie Frusciante dochodził do siebie. "Odwiedziłem go, bo cieszyłem się, że postanowił wrócić do naszego świata. Kiedy stanęliśmy przed sobą, to było niesamowite, zapomnieliśmy o tym, co się wydarzyło w przeszłości. Nie miało to już znaczenia."

Kiedis był pod wielkim wrażeniem dojrzałości Johna. Oto on - ten, który (przynajmniej oficjalnie) zerwał z heroiną dziewięć lat wcześniej - w obecności Frusciante, kończącego pierwszy kliniczny etap odwyku, czuł się jak czynny narkoman. W ogóle nie rozmawiali o muzyce. Nie musieli. Red Hoci nie oddzielają muzyki od życia. Jeżeli macie jeszcze jakieś wątpliwości, spójrzcie na tatuaże, zdobiące ciała muzyków - ten zrobił przyjaciel, który nie żyje od roku, tamten upamiętnia narodziny córki...

Flea: Te piosenki są odbiciem nas samych. Te cztery lata przerwy między "One Hot Minute" a "Californication" nie miały nic wspólnego z czasem, jakiego potrzebowaliśmy, by nagrać nową płytę. Tu chodzi o nasze życie. Jeśli jesteś częścią Red Hotów, nikt nie ma prawa wciskać cię w jakieś harmonogramy. W tym zespole nie ma przymusu robienia czegokolwiek pod dyktando biznesu. Mamy w dupie ten cały zasrany interes. Robimy to, co czujemy. Bez żadnego wysiłku. Ta grupa działa na zasadzie wykorzystania duchowej energii każdego z nas. Napawa mnie obrzydzeniem myśl, że miałbym w garniturze zapieprzać codziennie do biura. Nie wyobrażam sobie, bym w takiej sytuacji był zdolny do jakichkolwiek doznań emocjonalnych albo duchowych. Za żadne skarby świata nie byłbym w stanie oddać się temu z głębi serca. Tak szczerze, jak to robię teraz. Właśnie szczerość, wymiana energii, przyjaźń i przeświadczenie, że muzyka nie zna kolorów i nie dzieli się na białą i czarną, łączy muzyków Red Hot Chili Peppers.

Kiedis szczerze mówi o swojej nieprzerwanej walce z nałogiem. Pytany o to czy nie obawia się, że John ponownie wpadnie w nałóg narażony na stresy związane z pracą w zespole, odpowiada z ciepłym uśmiechem "Bardziej martwię się o siebie. Jest teraz dłużej czysty, niż ja kiedykolwiek." Chyba każdy wie, że piękna ballada - "Under The Bridge" z przełomowej "BIoodSugarSexMagic", opowiada właśnie o uzależnieniu od heroiny. Nie ona jedna zresztą poświęcona jest walce z nałogiem. Pamiętam jak Kiedis kiedyś, na początku lat 90., stanowczo zapewniał o całkowitym zerwaniu z nałogiem, który prawie kosztował go życie. Nigdy jednak tak do końca nie przestał brać. I raczej nie ma złudzeń, że kiedykolwiek się z tego uzależnienia wyzwoli.

Kiedis twierdzi również, że zespół zawdzięcza przetrwanie uporowi i cierpliwości Flea oraz Chada Smitha. "Flea był bardziej niż cierpliwy i pełen współczucia. Ja miałem problemy z narkotykami, odszedł od nas John, nie mogliśmy się dogadać z Dave'm. To niewiarygodne, że tak długo miał ochotę wszystko ciągnąć, że nie zrerygnował. Podobnie Chad."

Flea w pewnym momencie był tak zestresowany bezruchem w karierze zespołu, rok przed powrotem Frusciante określa mianem totalnie jałowego, że postanowił nagrać solową płytę. Po trzech miesiącach prób z Frusciante i zbiiżających się koncertach w Nowym Jorku i Waszyngtonie, basista przeszedł poważne załamanie.

Kiedis - "W Red Hotach działa czynnik destabilizujący. Faktycznie, biorąc pod uwagę śmierć oryginalnego gitarzysty zespołu - Hillela Slovaca, który zmarł w 1988 roku po przedawkowaniu narkotyków oraz późniejsze zmian na stanowisku gitarzysty - (1989-1992 - John Frusciante, 92 - Arik Marshall, 1993 - Jesse Tobias, 1993-1998 -Dave Navarro i od 1998 do dziś-John Frusciante), nie wspominając o wcześniejszych przetasowaniach składu w okresie embrionalnym zespołu lub o odejściu pierwszego perkusisty-Jacka Ironsa, wstrząśniętego śmiercią Hillela i przyjściu na jego miejsce Chada Smitha. "Nauczyliśmy się nie planować przyszłości, nie myśleć o tym, jak długo skład może się utrzymać. Teraz wszystko działa idealnie i to wystarczy." Tyle smucenia.

Californication

To absolutnie wspaniałe. Każdego dnia o tym myślę i jestem wprost oczarowany faktem, że w Red Hot Chili Peppers mogę robić to, co zawsze chciałem robić. Wspaniale się tu realizuję. To świetnie, że oni akceptują i doceniają mój styl grania i pisania piosenek. To, że mogę tworzyć muzykę z tak genialnymi ludźmi, odbieram jak błogosławieństwo, jak prezent od wszechświata. Gada jak nawiedzony - widać sam nie może uwierzyć w to, że jest nowym człowiekiem. Jego powrót dodał Red Hotom skrzydeł. Dosłownie po chwili nagrali pierwszy od miesięcy koncert na "Tibetan Freedom Concert" (co ciekawe, w czasie ostatniego solowego występu Frusciante, który odbył się 31 października 1993 w należącym do Johnny'ego Deppa klubie "Viper Room", zmarł z powodu przedawkowania mistrz i mentor Johna, River Phoenix).

I z kopyta wzięli się za komponowanie materialu na długo oczekiwaną płytę. To, co przez ostatnie lata wydawało się być niewykonalne -wciąż ktoś albo przeżywał momenty zwątpienia, albo łamał nadgarstki i ramiona - zrobiono dosłownie w kilka tygodni w garażu Flea. Kto powiedział, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki?

Atmosferę pracy gwarantowała "czystość". Ani Frusciante, ani Kiedis nie potrzebowali cerbera, który pilnowałby ich przed heroinową pokusą jak niegdyś Courtney Love na planie filmu Milosa Formam, "Skandalista Larry Flynt".

Flea: chcę wierzyć, że tak będzie już zawsze.. . Jeżeli zaś chodzi o mnie, wydaje mi się, że mogłem zawsze dotrzeć do tego punktu, żyć w pięknym, uduchowionym świecie, bez ich używania. Nie jestem jednak geniuszem i nie wiem, dlaczego stało się inaczej. Przyznaję - miałem doświadczenia z różnymi narkotykami i dzięki nim poczułem atmosferę, jakiej nie miałem nigdy wcześniej. Teraz, kiedy patrzę wstecz, wydaje mi się, że bez narkotyków mógłbym osiągnąć to samo, a może nawet więcej zebrałbym przecież o wiele lepsze żniwo.

John: Narkotyki mogą pomóc w zaszczepieniu w sobie uczuć, ale nigdy nie pomogą w tworzeniu sztuki. Nie skończą piosenki, nie pomogą nagrać płyty. Dzięki nim możesz poznać odmienne stany, ale poznasz je tylko ty, nikt inny, bo narkotyki oddziałują tylko na ciebie.I to był właśnie błąd, który popełniłem.

Nawet wybór producenta ma symboliczne znaczenie. Red Hoci wrócili do Ricka Rubina, producenta "Mother's Milk" i "BIoodSugarSexMagic". "Napisali mnóstwo materiału. Mieli mnóstwo pomysłów, bo minęło dużo czasu od poprzedniej sesji. Byli gotowi i pełni energii." - tak Rubin wspomina swoje pierwsze spotkanie z muzykami Red Hot Chili Peppers. "To było jeszcze długo przed nagraniem "BIoodSugar", za życia Hillela Slovaka. Byli w fatalnym stanie. Kiedy ich zobaczyłem, pomyślałem, że sytuacja jest beznadziejna. Nie miałem ochoty na współpracę. Podczas pracy nad "BIoodSugarSexMagic" byli już innym zespołem, w pełni panowali nad sobą i byli gotowi na to aby zrobić coś wielkiego. Przy nagrywaniu nowej płyty znaleźli w sobie podobną energię. Obecnie są jednak w innej sytuacji. Wtedy nie mieli za sobą żadnego sukcesu. Dopiero się przebijali i nie mieli do czynienia z tym całym gównem, które otacza wielkie zespoły. Poza tym teraz są dużo dojrzalsi."

"Californication" nagrali w różnych studiach, m. in. w słynnej "Dwójce", części kompleksu Ocean Way Recording, gdzie swoje przeboje rejestrowali Frank Sinatra i Brian Wilson z The Beach Boys. Ich duchy też nie próżnowały

John Frusciante: Chcieliśmy, by nasze brzmienie było porównywalne z takimi wykonawcami jak: Tricky, Portishead, New Order czy Depeche Mode. Jednak choć lubimy i wiemy, o co chodzi w nowinkach technicznych, nie używaliśmy żadnej elektroniki, żadnych cudów - tylko starych, wypróbowanych klamotów z lat 50, 60, i 70. Nie znaczy to bynajmniej, że jesteśmy grupą zatwardziałych pierdzieli - muzyka może brzmieć nowocześnie bez najnowszej elektroniki, bez tych wszystkich samplerów i bitów. Chodzi o to, by wypracować sobie własną koncepcję pracy z rytmem. Na przykład my cały czas łoimy na normalnych gitarach i normalnej perkusji - sprzęcie, który jest w obiegu już od pięćdziesięciu lat - i przynosi to coraz lepsze rezultaty. Ten zespół ma coraz to nowe podejście do pisania piosenek, mimo iż praktycznie nie zmienia swego instrumentarium

Jaka jest "Caiifornication"?

Na pewno nie jest wtórna, choć faktem jest, że brzmi jak bezpośrednia kontynuacja "Blood SugarSexMagic". Płyta jest słodko-gorzką, delikatną i uduchowioną opowieścią o wspaniałych możliwościach i złamanych obietnicach. "Opowiada o Kaliforni i Hollywood, o tym wielkim wpływie, jaki wywierają na resztę świata. O ich dobrej i zlej stronie. O marzeniach o tym dziwnym magicznym miejscu, które w rzeczywistości jest końcem świata, ostatnim przystankiem Zachodu. Nauczyłem się jednego po tych wszystkich dziwacznych doświadczeniach, przez jakie przeszliśmy." - Tak mówi Kiedis o nowej płycie i nowym życiu. - "Wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny. Wszystko - klęski i zwycięstwa. Nasze sprawy potoczyły się tak jak powinny. Nie osiągnęlibyśmy tego co mamy teraz, gdyby nie pokręcone wydarzenia z przeszłości."

"Metal Hammer"(nr 7/99)
"XL"(sierpien 1999)



wstecz 62-80 80-83 83-86 86-87 87-90 90-94 94-95 95-00


Ustaw jako stronę startową



WWW.PAJACYK.PL