Anthony
Kiedis urodził się 1 listopada 1962 roku w Grand Rapids w stanie Michigan. Jego
rodzice rozwiedli się. gdy miał cztery lata. Anthony został z matką w rodzinnym mieście. Matka zabrała
Kiedisa juniora z powrotem do Grand Rapids zostawiając byłemu mężowi przyczepę i małego Chevroleta
Corvair, którym przybyli do Los Angeles.
"Kiedy dorastałem moja matka była idealnym przykładem bezwarunkowej miłości i zapracowywała
się by utrzymywać mnie i wychowywać przez około 10 lat - wspomina Anthony - Wpoiła we mnie wartości,
z których jestem dumny i bardzo jej za to wdzięczny. Mieszkaliśmy w środowisku niezbyt zamożnej,
średniej klasy. Mama codziennie chodziła do pracy, była sekretarką w firmie prawniczej. A ja rozrabiałem,
powiększałem konto swoich chuligańskich wybryków. Chodziłem do szkoły integracyjnej - uczyły się tam
też dzieci głuche i opóźnione w rozwoju. Spontanicznie stałem się obrońcą tych dzieciaków. Miałem sporo
kłopotów z nauczycielami przez wdawanie się w bójki z kolesiami, którzy dręczyli upośledzone dzieci .
Grunt, że matka uważała, że moja postawa jest OK. To było ważne wiedzieć, że ktoś cię wspiera w tym co
robisz."
Ojciec wyjechał do Hollywood. Próbował tam robić karierę aktorską pod pseudonimem Blackie Dammett.
Z reguły grywał jakieś małe rólki w podrzędnych filmach. Dla małego chłopca w prowincjonalnym mieście
wystarczyło to jednak, aby ojciec został bohaterem. Kiedis z przejęciem oglądał wszystkie filmy, w których
choć na chwilę pojawiała się twarz ojca. Ten zaś czasami dzwonił do domu i opowiadał o życiu w Hollywood.
O zajęciach, jakich musiał się łapać. aby przeżyć, o rolach o jakie się starał i z rzadka o filmach w których
udało mu się zagrać. Przede wszystkim jednak Anthony marzył o dniu, w którym Blackie zabierze go do
siebie. Do Kalifornii...
Jego marzenia ziściły się w 1973 roku. gdy skończył jedenaście lat. Wprawdzie ojciec posłał go
do szkoły i pilnował, aby w miarę przykładał się do nauki. Były to jednak jedyne obowiązki, jakie spadły na
Anthony'ego. Poza tym jego życie zamieniło się w jedną nieustającą balangę. Blackie ciągle zmieniał
dziewczyny. Po domu nieustannie kręcili się jacyś faceci i panienki. Wciąż pili brali narkotyki, kłócili się,
rozrabiali no i oczywiście uprawiali seks. Specyficzne miejsce na wychowywanie dorastającego chłopaka...
Tata Blackie tak wspomina tamte czasy: "Pracowałem z Alice'm Cooperem, Johnem Lennonem i miaLem
zdrowo narąbane. Więc Anthony dojrzewał w szalonym i nabuzowanym środowisku.
Zawsze wiedziałem, że będzie robił wielkie rzeczy".
Mieć przystojnego i zabawowego tatusia to dla kilkunastoletniego wyrostka przyspieszona szkoła życia. Tak
jak następcę brytyjskiego tronu za młodu wprowadza się w arystokratyczne elity i uczy się obcowania z mniej
utytułowanymi poddanymi, tak Blackie Anthony'ego zaanonsował rock'n'rollowo-aktorskiemu środowisku
Hollywood. Pozwalał mu właściwie na wszystko. To sprawiło, że upojony wolnością chłopak musiał z
czasem sam się nauczyć co jest dobre, a co złe, co mu wolno, czego nie. I nawet nie w imię jakichś zasad
moralnych, a po prostu po to, by się utrzymać na powierzchni. Problemy jednak pojawią się później - na razie
jest jedna wielka balanga.
"To jak ci ludzie się ubierali, jaką muzykę grali, sztukę jaką tworzyli - po prostu uwielbiałem -
mówi Kiedis. - Trawkę pierwszy raz zapaliłem w obecności taty i poczułem się, jakbym wylądował w tym
magicznym królestwie, w którym wszystko jest możliwe. Byłem uwalony a mój ojciec miał panienkę, która
biegała po domu bez koszuli. Pomyślałem sobie. "Jak bardzo młodzieniec może być szczęśliwy" Wtedy
myślałem, że jestem najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie. Mój ojciec preferował bezustanną wymiankę
panienek - opowiadał Kiedis przy innej okazji. - Nie żeby z zimną krwią wykorzystywał ludzi. Po prostu miał
nieokiełznane pragnienie zbliżenia się do wszystkich pięknych dziewczyn tego świata. I świetnie, bo
dzięki temu mogłem bardzo wcześnie nabrać pewności siebie w kontaktach z kobietami. Uważałem, że to
była najwspanialsza rzecz pod słońcem, mieć te wszystkie kobiety przychodzące do naszego domu, nie czuć
się skrępowanym faktem, że z nimi rozmawiasz, albo uprawiasz sex. Możesz mi wierzyć, że przyjaciele
pozostawali pod wrażeniem mojej sytuacji".
Anthony też był zachwycony faktem, iż ojciec miał mnóstwo słynnych znajomych. Wielu z nich
Kiedis poznał osobiście.
Johna Lennona, Davida Bowiego, Keitha Moona, Alice'a Coopera... Blackie imponował mu coraz
bardziej. Chciał się do niego jak najbardziej upodobnić, jak najbardziej zbliżyć. Pomogła mu w tym niejaka
Kimberley Smith. Piękna. rudowłosa osiemnastolatka. W 1974 Anthony stracił z nią dziewictwo. A że
Kimberley sypiała również z jego ojcem? Kiedisowi w ogóle to nie przeszkadzało.
W stwierdzeniu, że Hollywood jest współczesnym Babilonem nie ma chyba zbyt wiele przesady...
W 1976 roku Kiedis zadebiutował w filmie. To była mała rólka w obrazie pod tytułem F.S. T. Zagrał syna
Sylvestra Stallone'a. W spisie aktorów trudno jednak szukać Anthony'ego Kiedisa. Pojawia się tam natomiast
niejaki Cole Dammett. Jeszcze jeden gest wobec ojca...
Rok później Anthony rozpoczął naukę w Fairfax High School. Nie znalazł tam zbyt wielu znajomych.
Włóczył się z nim wprawdzie jakiś jeden podobnie jak on zwariowany koleś. Ale dość szybko jego miejsce
zajął nieśmiały, wystraszony chłopak mówiący z jakimś dziwnym, obcym akcentem...

Nowy przyjaciel
Anthony'ego nazywał się Michael Flea
Balzary .Urodził się w Melbourne w Australii 16 pażdziernika 1962 roku.
Podobnie jak Kiedis pochodził z rozbitej rodziny. Gdy miał pięć lat, jego matka powtórnie wyszła za mąż za
Waltera Urbana Jr. nowojorskiego muzyka jazzowego. Cała rodzina przeniosła się do Stanów. Najpierw do
Nowego Jorku, potem do Los Angeles... Aha - nawisem mówiąc Flea dopiero kilka lat temu zaczął się ubiegać
o przyznanie mu obywatelstwa amerykańskiego. Michael wychowywał się otoczony muzyką.
"Nigdy nie interesowała mnie teoria kompozycji - wspomina po latach. Za to zawsze bezbłędnie
wczuwałem się w klimat. Uwielbiałem grać... "
Zaczynał od perkusji. Potem, gdy skończył dziewięć lat, zainteresował się trąbką. Gdy wszyscy
jego rówieśnicy słuchali Grand Funk i T. Rex, Michael po raz kolejny zdzierał na swoim adapterze płyty
Milesa Davisa i Ornette'a Colemana.
"Lubiłem Dizzy'ego Gillespie i Louisa Armstronga bo chciałem grać na trąbce - tłumaczył
Michael. - Od przypadku do przypadku słuchałem rocka, ale wydawał mi się strasznie głupi i prostacki."
Tak radykalne nastawienie nie dziwi jeżeli wziąć pod uwagę doświadczenia chłopca w obcowaniu z
hippisami, bądź co bądź ruchem dość bezpośrednio z rockiem kojarzonym.
"Pamiętam, jak sobie myślałem, że hippisi są w porządku - mówi Michael. - Kiedyś wałęsaliśmy
się z kolegą ulicami i zobaczyliśmy psychodelicznie pomalowany mikrobus Vo1kswagena. W środku
siedziało dwóch gości z naprawdę długimi włosami. No to my: "Hippisi!!!! i zaczęliśmy świrować
pokazując im znaki pokoju i tak dalej. Jak nie wyskoczą za nami. " Wy małe skurwiele, zabijemy was!
Myślałem, że się zesram ze strachu. Obaj wyglądali jak Manson (słynny wielokrotny morderca - przyp. aut.)
i gonili nas chyba z pół godziny.
Nie pozostawało więc nic innego jak rozwijać w sobie talent trębacza i stronić od rock'n'rolla.
Kiedy Michael z rodzicami przenieśli się z Nowego Jorku do Los Angeles było chyba z tym stronieniem nieco
ciężko, ale z początku się udało . Dla młodego trębacza znalazło się miejsce w Los Angeles Junior
Philharmonic. A że trąbienie Michaela przysłuży się potem muzyce rockowej to już inna sprawa. Już ciesząc się
miejscem na rockowym panteonie Kiedis powie:
"The Red Hot Chili Peppers to Flea. Jest tak esencjonalną częścią tego owocu, że nie można sobie
wyobrazić by jedno istniało bez drugiego. To samo ze mną. Red Hot Chili Peppers co prawda nigdzie się na
razie nie wybierają, ale kiedy już znikniemy, znikniemy razem."
Czuł się wyobcowany. Szczególnie dawało to o sobie znać w szkole. Był nowy, miał dziwny gust i
na dodatek świetnie się uczył. Był pupilkiem nauczycieli. To jeszcze bardziej go pogrążało. Dzieci w Fairfax
nieustannie się z niego nabijały. Przodował w tym chłopak z klasy Michaela Jack Irons...
W przeciwieństwie do Balzary'ego Irons był w miarę zwykłym uczniem amerykańskiej szkoły
średniej. Uczył się przeciętnie, lubił rozrabiać i słuchał muzyki rockowej. Z tłumu podobnych mu
nastolatków wyróżniało go właściwie tylko jedno. Bałwochwalcze uwielbienie dla grupy Kiss. Właściwie
Kiss lubili wtedy wszyscy. Ale nie aż tak, jak Jack. On był na ich punkcie po prostu stuknięty. W każdym razie
w Fairfax był tylko jeszcze jeden koleś, który darzył muzykę Kiss tak wielką miłością. Najbliższy przyjaciel
Jacka, Hillel Slovak...

Hillel Slovak to ten z
Ziemi Świętej. Urodził się 13 kwietnia 1962 roku w Haifie w Izraelu. Choć Hajfa należy do tamtejszych
centrów przemysłowych, Iiczbą mieszkańców tylko nieznacznie góruje nad Grand Rapids. Punkt widzenia
zależy od punktu siedzenia. Hillel niezwykle dumny ze swego dziedzictwa kulturowego nie miał jednak
problemu z odnalezieniem się w Los Angeles jako zawodnik niezwykle zabawowy i obdarzony artystyczną
duszą. Realizował się w końcu nie tylko w muzyce, ale i w malarstwie.
Po paru latach jego rodzina przeniosła się najpierw do Nowego Jorku. potem do Kalifornii. Irons
był jednym z jego pierwszych znajomych w nowym miejscu zamieszkania. Być może obu chłopców zbliżyło
żydowskie pochodzenie? A może zdecydowała raczej fascynacja muzyką? Nie wiadomo.
W każdym razie, gdy obaj poszli do Fairfax High School, byli już nierozłącznymi przyjaciółmi. Marzyła im się
własna grupa rockowa. Zaczęli od podrabiania idoli. Przebierali się w specjalne kostiumy, malowali twarze,
włączali jakąś płytę Kiss i udawali, że grają. Zdobyli nawet pewną popularność w szkole. Ale to nie było to.
Chcieli grać naprawdę. Razem z kolegą z klasy, Alainem Johannesem w 1977 roku założyli zespół. Jack grał na
perkusji, Alain i Hillel na gitarach. Nazwali się Anthem. Potem Anthym.
W 1979 roku odszedł od nich basista. Na jego miejsce do grupy przyszedł Michael "Flea" Balzary...
"W ogóle nie kumałem rocka zanim nie spotkałem Hillela, który razem z Jackiem Ironsem miał w szkole
taką rockową kapelkę, Anthem - mówi Flea. - Kiedy zostaliśmy przyjaciółmi powiedzieli mi: "Czemu nie
spróbujesz jak się gra na basie?' Wywalimy naszego bassmena i możesz z nami grać". Hillel zaczął mi
puszczać masę płyt rockowych i bardzo załapałem się na Led Zeppelin i Jimmiego Hendrixa. Dawał mi do
słuchania Rush, Billa Bruforda, Alana Holdswortha, Dixie Dregs, Black Sabbath - wszystko co się dało ."
W ciągu tych kilku lat Michael uległ ogromnej przemianie. Właściwie Michaela już nie było. Na jego miejsce
narodził się Flea. Chłopak. który jeszcze nie tak dawno nie potrafił umówić się z dziewczyną na randkę, teraz
był najbardziej postrzelonym kolesiem w całym liceum. Razem z Anthonym Kiedisem wymyślali coraz to
nowe wariactwa. Nocą zakradali się do obcych rezydencji, włazili na dach i stamtąd skakali do basenów.
Potrafili też całymi godzinami rozbijać się po ulicach Los Angeles samochodem Anthony'ego. Niby nic
wielkiego. Tyle tylko, że samochód miał kompletnie niesprawne hamulce...
Anthem - przynajmniej pod względem składu - stał się pierwowzorem Red Hot Chili Peppers.
Ustalono podział ról: Anthony śpiewał (choć wyraźnie bez operowych ambicji - dopiero rap pozbawił go
kompleksów nieszczególnie utalentowanego wokalisty}, Michael grał na basie i trąbce, Hillel na gitarze, a Jack
na perkusji. Choć z perspektywy czasu może to trochę dziwić, działalność Anthem okazała się epizodem.
Niby Kiedis miał tego punkowego "irokeza" , lecz to Balzary może się pochwalić prawdziwie punkową
przeszłością. O ile w punk rockowej grupie Fear grał krótko, o tyle załoganckie przezwisko "Flea" będzie się
go trzymać chyba do końca życia.
Pewnego wieczora zarzuciłem kwasa i poszedłem posłuchać tej kapeli, Fear - wspomina Flea.
Powiedziałem sobie: O rany. Muzyka rockowa - to o to tu chodzi! A tydzień później zobaczyłem ogłoszenie w
gazecie: "Fear poszukuje nowego basisty". I już tam leciałem, załapałem się na koncert. To właśnie sporo
zmieniło we mnie i wokół mnie .
Fear swego czasu mocno rządził na hardcore'owej scenie L.A. - epatował humorem i czadem, w
którym było sporo rock'n'rolla. Zespół nagrał dwie płyty. The Record (Slash, 1982} i More Beer (Restless,
1985}. W przygotowaniu żadnej z nich Flea jednak nie maczał palców. Odszedł z Fear zanim kapela weszła do
studia. Niektóre encyklopedie muzyczne w haśle "Fear" w ogóle nawet nie wspominają o kimś takim jak
Michael Balzary - Flea.
A już namacalnych śladów współpracy Flea z inną kapelką Trulio Disgracias - naprawdę nie ma co
szukać. Dla rocka bez wątpienia najbardziej kreatywnym i rozwojowym okresem były lata sześćdziesiąte -
mówi Flea. - A najwspanialszą rzeczą jaka wydarzyła się później jest dla mnie punk rock . Nie możesz dziś się
uważać za dojrzałego muzyka rockowego, jeżeli nie znasz i nie rozumiesz punk rocka. Piękna w punku była
niesamowita intensywność, energia. I punk zdeprecjonował to całe rockowe gwiazdorstwo. Do rockowego
gwiazdorstwa to Flea i koledzy mieli jeszcze bardzo daleko.

Zwłaszcza Kiedis,
który wziął się za studiowanie nauk politycznych na University Of California. Slovak i Irons nie mieli jednak
zamiaru rozstawać się z muzyką. Po epizodzie z Anthem spotkali się znowu w What Is This, zespole, którego
animatorem od początku był HilleI. Szalony, siłowy funk pomieszany z rockiem to brzmi jak definicja Red Hot
Chili Peppers. Jednak taką właśnie muzykę można było usłyszeć na debiutanckim minialbumie What Is This
zatytułowanym Squeezed (San Andreas, 1984). Oprócz Slovaka i Ironsa w zespole znaleźli się Chris
Hutchinson i Alain Johannes. Przez skład przewinął się także gitarzysta Jack
Sherman. Kiedy Hillel opuścił What Is This w kierunku Red Hot Chili
Peppers, zespół w trzyosobowym składzie stracił rozpęd. Płyta What Is This i koncertowo studyjny
minialbum 3 Out Of 5 Live (oba wydawnictwa MCA, 1985) okazały się już łabędzim śpiewem. Być może to
zadecydowało, że i Irons dopełnił później składu Red Hot Chili Peppers.
Hillel, Flea i Anthony bardzo przypadli sobie do gustu. Utworzyli nawet własną grupę. Nazwali się
Los Faces. Nie był to jednak zespół muzyczny. Raczej grupa komediantów. Potrafili całymi godzinami
siedzieć i opowiadać dowcipy...