Evangelium Vitae

Jan Paweł II

ENCYKLIKA

O wartosci i nienaruszalnosci
zycia ludzkiego

EVANGELIUM VITAE

Do biskupów,
do kaplanów i diakonów,
do zakonników i zakonnic,
do katolików swieckich
oraz
Do wszystkich ludzi dobrej woli

 

Czcigodni Bracia i Drodzy Synowie,
Pozdrowienie i Apostolskie Blogoslawienstwo!

 

Wprowadzenie

1. EWANGELIA ZYCIA znajduje sie w samym sercu oredzia Jezusa Chrystusa. Kosciól kazdego dnia przyjmuje ja z miloscia, aby wiernie i odwaznie glosic ja jako dobra nowine ludziom wszystkich epok i kultur.

Gdy zajasniala jutrzenka zbawienia, wiesc o narodzinach Dziecka zostala ogloszona jako radosna nowina: „Oto zwiastuje wam radosc wielka, która bedzie udzialem calego narodu: dzis w miescie Dawida narodzil sie wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Lk 2, 10-11). Zródlem tej „wielkiej radosci” jest oczywiscie przyjscie na swiat Zbawiciela; ale Boze Narodzenie objawilo równiez gleboki sens kazdych ludzkich narodzin i ukazuje, ze radosc mesjanska jest fundamentem i wypelnieniem tej radosci, jaka przynosi kazde dziecko przychodzace na swiat (por. J 16, 21).

Jezus, przedstawiajac istote swojej odkupienczej misji, mówi: „Ja przyszedlem po to, aby [owce] mialy zycie i mialy je w obfitosci” (J 10, 10). Ma tu w rzeczywistosci na mysli owo zycie „nowe” i „wieczne”, polegajace na komunii z Ojcem, do której kazdy czlowiek zostaje bez zadnych zaslug powolany w Synu za sprawa Ducha Uswieciciela. Ale wlasnie w swietle takiego „zycia” nabieraja pelnego znaczenia wszystkie aspekty i momenty zycia czlowieka.

 

Nieporównywalna wartosc ludzkiej osoby

2. Czlowiek jest powolany do pelni zycia, która przekracza znacznie wymiary jego ziemskiego bytowania, poniewaz polega na uczestnictwie w zyciu samego Boga.

Wznioslosc tego nadprzyrodzonego powolania ukazuje wielkosc i ogromna wartosc ludzkiego zycia takze w jego fazie doczesnej. Zycie w czasie jest bowiem podstawowym warunkiem, poczatkowym etapem i integralna czescia calego i niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji. Proces ten — nieoczekiwanie i bez zadnej zaslugi czlowieka — zostaje opromieniony obietnica i odnowiony przez dar zycia Bozego, które urzeczywistni sie w pelni w wiecznosci (por. 1 J 3, 1-2). Równoczesnie to nadprzyrodzone powolanie uwydatnia wzglednosc ziemskiego zycia mezczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistoscia „ostateczna”, ale „przedostateczna”; jest wiec rzeczywistoscia, swieta, która zostaje nam powierzona, abysmy jej strzegli z poczuciem odpowiedzialnosci i doskonalili ja przez milosc i dar z siebie ofiarowany Bogu i braciom.

Kosciól jest swiadom, ze Ewangelia zycia, przekazana mu przez Chrystusa1, wzbudza zywy i powazny odzew w sercu kazdego czlowieka, tak wierzacego jak i niewierzacego, poniewaz przerastajac nieskonczenie jego oczekiwania, zarazem w zadziwiajacy sposób wspólbrzmi z nimi. Mimo wszelkich trudnosci i niepewnosci kazdy czlowiek szczerze otwarty na prawde i dobro moze dzieki swiatlu rozumu i pod wplywem tajemniczego dzialania laski rozpoznac w prawie naturalnym wypisanym w sercu (por. Rz 2, 14-15) swietosc ludzkiego zycia od poczecia az do kresu oraz dojsc do przekonania, ze kazda ludzka istota ma prawo oczekiwac absolutnego poszanowania tego swojego podstawowego dobra. Uznanie tego prawa stanowi fundament wspólzycia miedzy ludzmi oraz istnienia wspólnoty politycznej.

Obroncami i rzecznikami tego prawa powinni byc w sposób szczególny wierzacy w Chrystusa, swiadomi wspanialej prawdy przypomnianej przez Sobór Watykanski II: „Syn Bozy przez wcielenie swoje zjednoczyl sie jakos z kazdym czlowiekiem”2. W tym zbawczym wydarzeniu objawia sie bowiem ludzkosci nie tylko bezgraniczna milosc Boga, który „tak (...) umilowal swiat, ze Syna swego Jednorodzonego dal” (J 3, 16), ale takze nieporównywalna wartosc kazdej osoby.

Kosciól zas, rozwazajac wnikliwie tajemnice Odkupienia, uswiadamia sobie te wartosc zawsze z tym samym zdumieniem3 i czuje sie powolany, by glosic ludziom wszystkich czasów te „ewangelie” — zródlo niezlomnej nadziei i prawdziwej radosci dla kazdej epoki dziejów. Ewangelia milosci Boga do czlowieka, Ewangelia godnosci osoby i Ewangelia zycia stanowia jedna i niepodzielna Ewangelie.

To dlatego wlasnie czlowiek, czlowiek zyjacy, stanowi pierwsza i podstawowa droge Kosciola4.

 

Nowe zagrozenia zycia ludzkiego

3. Kazdy czlowiek wlasnie ze wzgledu na tajemnice Slowa Bozego, które stalo sie cialem (por. J 1, 14) zostaje powierzony macierzynskiej trosce Kosciola. Dlatego tez kazde zagrozenie godnosci i zycia czlowieka gleboko wstrzasa samym sercem Kosciola, dotyka samej istoty jego wiary w odkupiencze wcielenie Syna Bozego i przynagla Kosciól, by pelnil swa misje gloszenia Ewangelii zycia calemu swiatu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15).

Gloszenie to staje sie szczególnie naglace dzisiaj, gdy lek budza coraz liczniejsze i powazniejsze zagrozenia zycia ludzi i narodów, zwlaszcza zycia slabego i bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nedza, glód, choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiaja sie dzis plagi nowe, przybierajace nieznane dotad formy i niepokojace rozmiary.

Juz Sobór Watykanski II w jednej z wypowiedzi, która do dzis zachowala swa dramatyczna aktualnosc, potepil stanowczo liczne zbrodnie i zamachy wymierzone przeciw zyciu ludzkiemu. Przypominajac po trzydziestu latach slowa Soboru, raz jeszcze i równie stanowczo potepiam w imieniu calego Kosciola te przestepstwa, w przekonaniu, ze wyrazam w ten sposób autentyczne odczucia kazdego prawego sumienia: „Wszystko, co godzi w samo zycie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spedzanie plodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza calosc osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane cialu i duszy, próby wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliza godnosci ludzkiej, jak nieludzkie warunki zycia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i mlodzieza; a takze nieludzkie warunki pracy, w których traktuje sie pracowników jak zwykle narzedzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki sa czyms haniebnym; zakazajac cywilizacje ludzka bardziej hanbia tych, którzy sie ich dopuszczaja, niz tych, którzy doznaja krzywdy, i sa jak najbardziej sprzeczne z czcia nalezna Stwórcy”5.

4. Niestety, te niepokojace zjawiska bynajmniej nie zanikaja, przeciwnie, ich zasieg staje sie raczej coraz szerszy: nowe perspektywy otwarte przez postep nauki i techniki daja poczatek nowym formom zamachów na godnosc ludzkiej istoty, jednoczesnie zas ksztaltuje sie i utrwala nowa sytuacja kulturowa, w której przestepstwa przeciw zyciu zyskuja aspekt dotad nieznany i — rzec mozna — jeszcze bardziej niegodziwy, wzbudzajac gleboki niepokój; znaczna czesc opinii publicznej usprawiedliwia przestepstwa przeciw zyciu w imie prawa do indywidualnej wolnosci i wychodzac z tej przeslanki domaga sie nie tylko ich niekaralnosci, ale wrecz aprobaty panstwa dla nich, aby móc ich dokonywac z calkowita swoboda, a nawet korzystajac z bezplatnej pomocy sluzby zdrowia.

Wszystko to prowadzi do glebokich przemian w sposobie patrzenia na zycie i na relacje miedzy ludzmi. Fakt, ze prawodawstwo wielu panstw, oddalajac sie nawet od fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju praktyk wymierzonych przeciw zyciu, ale wrecz uznaje je za calkowicie legalne, jest niepokojacym przejawem, a zarazem jedna z istotnych przyczyn powaznego kryzysu moralnego: czyny jednomyslnie uwazane niegdys za przestepcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskuja stopniowo spoleczna aprobate. Nawet medycyna, która z tytulu swego powolania ma sluzyc obronie zycia ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych dziedzinach staje sie coraz czesciej narzedziem czynów wymierzonych przeciw czlowiekowi i tym samym znieksztalca swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwlacza godnosci tych, którzy ja uprawiaja. W takim kontekscie kulturowym i prawnym równiez powazne problemy demograficzne, spoleczne i rodzinne, nekajace wiele narodów swiata i domagajace sie odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony spolecznosci narodowych i miedzynarodowych, staja sie przedmiotem rozwiazan falszywych i zludnych, sprzecznych z prawda oraz z dobrem osób i narodów.

Prowadzi to do dramatycznych konsekwencji: choc samo zjawisko eliminacji wielu ludzkich istot poczetych lub bliskich juz kresu zycia jest niezwykle grozne i niepokojace, równie grozny i niepokojacy jest fakt, ze nawet ludzkie sumienie zostaje jak gdyby zacmione przez oddzialywanie wielorakich uwarunkowan i z coraz wiekszym trudem dostrzega róznice miedzy dobrem a zlem w sprawach dotyczacych fundamentalnej wartosci ludzkiego zycia.

 

W jednosci z wszystkimi biskupami swiata

5. Problemowi zagrozen zycia ludzkiego w naszych czasach poswiecony byl Nadzwyczajny Konsystorz Kardynalów, obradujacy w Rzymie od 4 do 7 kwietnia 1991 r. Po obszernym i glebokim omówieniu problemu oraz wyzwan, jakie stawia on calej ludzkiej rodzinie, a zwlaszcza wspólnocie chrzescijanskiej, Kardynalowie zwrócili sie do mnie z jednomyslnie wyrazona prosba, abym autorytetem Nastepcy sw. Piotra potwierdzil wartosc ludzkiego zycia i jego nienaruszalnosc, nawiazujac do obecnej sytuacji i do zagrazajacych mu dzis niebezpieczenstw.

Odpowiadajac na te prosbe, w uroczystosc Zeslania Ducha Swietego 1991 r. skierowalem osobny list do kazdego ze Wspólbraci, aby w duchu biskupiej kolegialnosci zechcieli dopomóc mi w opracowaniu dokumentu poswieconego tej sprawie6. Jestem gleboko wdzieczny wszystkim Biskupom, którzy nadeslali odpowiedzi, zawierajace cenne informacje, sugestie i propozycje. Równiez w ten sposób dali swiadectwo jednomyslnego i zdecydowanego udzialu w nauczycielskiej i duszpasterskiej misji Kosciola, gloszacego Ewangelie zycia.

W tymze liscie, wyslanym kilka dni po obchodach stulecia Encykliki Rerum novarum, zwracalem uwage wszystkich na pewna szczególna analogie: „Podobnie jak przed stu laty, wobec zagrozenia podstawowych praw robotników, Kosciól z ogromna odwaga wystapil w ich obronie, gloszac swiete prawa pracownika jako osoby, tak tez dzis, gdy zagrozone sa podstawowe prawa innej kategorii osób, Kosciól poczuwa sie do obowiazku uzyczenia z ta sama odwaga swego glosu tym, którzy glosu nie maja. Glos Kosciola jest zawsze ewangelicznym krzykiem w obronie ubogich tego swiata, tych, którzy sa zagrozeni, otoczeni pogarda, i których prawa ludzkie sa gwalcone”7.

Jestesmy dzis swiadkami deptania fundamentalnego prawa do zycia wielkiej rzeszy slabych i bezbronnych istot ludzkich, jakimi sa zwlaszcza dzieci jeszcze nie narodzone. Jezeli u schylku ubieglego stulecia Kosciól nie mógl milczec wobec istniejacych wówczas form niesprawiedliwosci, tym bardziej nie wolno mu milczec dzisiaj, gdy obok dawnych niesprawiedliwosci spolecznych, niestety nie wszedzie jeszcze przezwyciezonych, w wielu czesciach swiata obserwujemy zjawiska wiekszej jeszcze niesprawiedliwosci i ucisku, mylnie nieraz uwazane za dowód postepu na drodze do ustanowienia nowego porzadku swiatowego.

Niniejsza Encyklika, owoc wspólpracy Episkopatu wszystkich krajów swiata, ma zatem byc stanowczym i jednoznacznym potwierdzeniem wartosci ludzkiego zycia i jego nienaruszalnosci, a zarazem zarliwym apelem skierowanym w imie Boze do wszystkich i do kazdego: szanuj, bron, miluj zycie i sluz zyciu — kazdemu zyciu ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwosc, rozwój, prawdziwa wolnosc, pokój i szczescie!

Oby slowa te dotarly do wszystkich synów i córek Kosciola! Oby dotarly do wszystkich ludzi dobrej woli, zatroskanych o dobro kazdego czlowieka i o przyszlosc calego spoleczenstwa!

6. Zjednoczony wiezia glebokiej wspólnoty z kazdym bratem i siostra w wierze i ozywiony szczera przyjaznia dla wszystkich, pragne ponownie rozwazyc i obwiescic Ewangelie zycia, blask prawdy rozjasniajacy sumienia, czyste swiatlo uzdrawiajace przycmiony wzrok, niewyczerpane zródlo wytrwalosci i odwagi, które pozwalaja nam podejmowac wciaz nowe wyzwania, jakie napotykamy na naszej drodze.

Gdy zatem wspominam bogate doswiadczenia Roku Rodziny, dopisujac jak gdyby symboliczne zakonczenie Listu do Rodzin, skierowanego „do konkretnych rodzin na calym globie”8, spogladam z nowa ufnoscia na wszystkie wspólnoty domowe i wyrazam nadzieje, ze odrodzi sie i umocni w kazdym srodowisku wola wszystkich udzielenia pomocy rodzinie, aby takze dzisiaj — mimo licznych trudnosci i powaznych zagrozen — pozostala ona zawsze „sanktuarium zycia”9, zgodnie z Bozym zamyslem.

Do wszystkich czlonków Kosciola, który jest ludem zycia i sluzy zyciu, zwracam sie ze szczególnie naglacym wezwaniem, abysmy razem ukazali wspólczesnemu swiatu nowe znaki nadziei, troszczac sie o wzrost sprawiedliwosci i solidarnosci, o utrwalenie nowej kultury ludzkiego zycia, w celu budowania autentycznej cywilizacji prawdy i milosci.

 

Rozdzial I
Krew brata twego glosno wola ku mnie z ziemi
Aktualne zagrozenia zycia ludzkiego

 

„Kain rzucil sie na swego brata Abla i zabil go” (Rdz 4, 8): u korzeni przemocy skierowanej przeciw zyciu

7. „Bo smierci Bóg nie uczynil i nie cieszy sie ze zguby zyjacych. Stworzyl bowiem wszystko po to, aby bylo (...). Bo dla niesmiertelnosci Bóg stworzyl czlowieka — uczynil go obrazem swej wlasnej wiecznosci. A smierc weszla na swiat przez zawisc diabla i doswiadczaja jej ci, którzy do niego naleza” (Mdr 1, 13-14; 2, 23-24).

Ewangelia zycia, ogloszona na poczatku wraz z aktem stworzenia czlowieka na obraz Bozy, przeznaczonego do zycia pelnego i doskonalego (por. Rdz 2, 7; Mdr 9, 2-3), zostaje podwazona przez bolesne doswiadczenie smierci, która wchodzi na swiat i rzuca cien absurdu na cala egzystencje czlowieka. Smierc pojawia sie na skutek zawisci diabla (por. Rdz 3, 1. 4-5) i grzechu pierwszych rodziców (por. Rdz 2, 17; 3, 17-19). Wchodzi na swiat przemoca poprzez zabójstwo Abla, który ginie z reki swego brata Kaina: „gdy byli na polu, Kain rzucil sie na swego brata Abla i zabil go” (Rdz 4, 8).

To pierwsze zabójstwo jest opisane w sposób niezwykle wymowny na kartach Ksiegi Rodzaju, przez co nabiera znaczenia paradygmatu: te stronice sa na nowo zapisywane nieprzerwanie i kazdego dnia, z zatrwazajaca jednostajnoscia, w ksiedze dziejów ludzkosci.

Przeczytajmy jeszcze raz te biblijna opowiesc, która mimo swej archaicznosci i niezwyklej prostoty zawiera w sobie wyjatkowo bogata nauke.

„Abel byl pasterzem trzód, a Kain uprawial role. Gdy po niejakim czasie Kain skladal dla Pana w ofierze plody roli, zas Abel skladal równiez pierwociny ze swej trzody i z ich tluszczu, Pan wejrzal na Abla i na jego ofiare; na Kaina zas i na jego ofiare nie chcial patrzec.

Smucilo to Kaina bardzo i chodzil z ponura twarza. Pan zapytal Kaina: «Dlaczego jestes smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przeciez gdybys postepowal dobrze, mialbys twarz pogodna; jezeli zas nie bedziesz dobrze postepowal, grzech lezy u wrót i czyha na ciebie, a przeciez ty masz nad nim panowac».

Rzekl Kain do Abla, brata swego: «Chodzmy na pole». A gdy byli na polu, Kain rzucil sie na swego brata Abla i zabil go.

Wtedy Bóg zapytal Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpowiedzial: «Nie wiem. Czyz jestem strózem brata mego?» Rzekl Bóg: «Cózes uczynil? Krew brata twego glosno wola ku mnie z ziemi! Badz wiec teraz przeklety na tej roli, która rozwarla swa paszcze, aby wchlonac krew brata twego, przelana, przez ciebie. Gdy role te bedziesz uprawial, nie da ci juz ona wiecej plonu. Tulaczem i zbiegiem bedziesz na ziemi!»

Kain rzekl do Pana: «Zbyt wielka jest kara moja, abym mógl ja zniesc. Skoro mnie teraz wypedzasz z tej roli, i mam sie ukrywac przed toba, i byc tulaczem i zbiegiem na ziemi, kazdy, kto mnie spotka, bedzie mógl mnie zabic!» Ale Pan mu powiedzial: «O, nie! Ktokolwiek by zabil Kaina, siedmiokrotna pomste poniesie!» Dal tez Pan znamie Kainowi, aby go nie zabil, ktokolwiek go spotka. Po czym Kain odszedl od Pana i zamieszkal w kraju Nod, na wschód od Edenu” (Rdz 4, 2-16).

8. Kain jest bardzo „smutny” i ma „ponura twarz”, poniewaz „Pan wejrzal na Abla i na jego ofiare” (Rdz 4, 4). Tekst biblijny nie wyjasnia dlaczego Bogu bardziej sie podoba ofiara Abla niz Kaina; bardzo jasno wskazuje jednak, ze Bóg, choc wybiera ofiare Abla, nie przerywa dialogu z Kainem. Karci go, przypominajac mu o jego wolnosci wobec zla: zlo nie jest bynajmniej nieuniknionym przeznaczeniem czlowieka. To prawda, ze podobnie jak wczesniej Adam, Kain jest kuszony przez zlowroga moc grzechu, który niczym dzika bestia czyha u wrót jego serca, aby rzucic sie na swa ofiare. Ale Kain pozostaje wolny od grzechu. Moze i powinien nad nim panowac: „grzech (...) czyha na ciebie, a przeciez ty masz nad nim panowac” (Rdz 4, 7).

Zazdrosc i gniew uzyskuja przewage nad Bozym upomnieniem. Kain rzuca sie na swego brata i zabija go. Jak czytamy w Katechizmie Kosciola Katolickiego, „Pismo Swiete w opisie zabójstwa Abla przez jego brata Kaina ukazuje od poczatku historii ludzkosci obecnosc w czlowieku gniewu i pozadliwosci, skutków grzechu pierworodnego. Czlowiek stal sie nieprzyjacielem swego blizniego”10.

Brat zabija brata. Podobnie jak w pierwszym bratobójstwie, tak i w kazdym zabójstwie czlowieka zostaje podeptana wiez pokrewienstwa „duchowego”, która laczy ludzi w jedna wielka rodzine11, jako ze wszyscy maja udzial w tym samym podstawowym dobru: w równej godnosci osobowej. Nierzadko zostaje podeptane takze pokrewienstwo „ciala i krwi”, na przyklad kiedy zagrozenia zycia powstaja w relacjach miedzy rodzicami a dziecmi, jak to sie dzieje w przypadku przerywania ciazy, albo gdy w szerszym srodowisku rodziny czy krewnych dopuszcza sie lub zaleca stosowanie eutanazji.

U korzeni wszelkiej przemocy skierowanej przeciw blizniemu lezy ustepstwo na rzecz „logiki” Zlego, to znaczy tego, który „od poczatku byl zabójca” (por. J 8, 44), jak przypomina nam apostol Jan: „Taka bowiem jest wola Boza, która objawiono nam od poczatku, abysmy sie wzajemnie milowali. Nie tak, jak Kain, który pochodzil od Zlego i zabil swego brata” (1 J 3, 21-12). Tak wiec zabójstwo brata od zarania historii jest smutnym swiadectwem tego, z jak przerazajaca szybkoscia szerzy sie zlo: do buntu czlowieka przeciw Bogu w rajskim ogrodzie, dolacza sie smiertelna walka czlowieka przeciw czlowiekowi.

Po zbrodni Bóg wkracza, aby pomscic zabitego. Kain, zapytany o los Abla, zamiast zawstydzic sie przed Bogiem i prosic o przebaczenie, z zuchwaloscia omija pytanie: „Nie wiem. Czyz jestem strózem brata mego?” (Rdz 4, 9). „Nie wiem”: Kain próbuje klamstwem zakryc zbrodnie. Czyniono tak czesto w przeszlosci i czyni sie nadal, poslugujac sie róznymi ideologiami dla usprawiedliwienia i zamaskowania najokropniejszych przestepstw przeciw osobie. „Czyz jestem strózem brata mego?”: Kain nie chce myslec o bracie i odrzuca odpowiedzialnosc, która kazdy czlowiek ponosi za blizniego. Mimo woli przychodza tu na mysl wspólczesne tendencje, prowadzace do uwolnienia czlowieka od odpowiedzialnosci za bliznich, wyrazajace sie miedzy innymi zanikiem solidarnosci z najslabszymi czlonkami spoleczenstwa, jak starcy, chorzy, imigranci i dzieci oraz obojetnoscia czesto wystepujaca w relacjach miedzy narodami, nawet wówczas, gdy w gre wchodza wartosci fundamentalne, takie jak zycie, wolnosc i pokój.

9. Ale Bóg nie moze pozwolic, aby zbrodnia pozostala bezkarna: krew zabitego wola do Niego z ziemi, na której zostala przelana i domaga sie, aby wymierzyl sprawiedliwosc (por. Rdz 37, 26; Iz 26, 21; Ez 24, 7-8). Z tego tekstu Kosciól zaczerpnal okreslenie „grzechy wolajace o pomste do nieba” i wlaczyl do tej kategorii przede wszystkim dobrowolne zabójstwo czlowieka12. Dla Zydów, podobnie jak dla wielu innych narodów w starozytnosci, krew jest nosnikiem zycia, wiecej — „krew jest zyciem” (por. Pwt 12, 23), zycie zas, zwlaszcza ludzkie, nalezy wylacznie do Boga: kto podnosi reke na zycie czlowieka, podnosi niejako reke na samego Boga.

Kain zostaje przeklety przez Boga, ale równiez przez ziemie, która odmówi mu swoich plonów (por. Rdz 4, 11-12). Zostaje tez ukarany: bedzie mieszkal na stepie i na pustyni. Zabójcza przemoc calkowicie odmienia srodowisko zycia czlowieka. Ziemia, która „w ogrodzie Eden” (Rdz 2, 15) byla kraina obfitosci, zyczliwych relacji miedzy ludzmi i przyjazni z Bogiem, staje sie „krajem Nod” (por. Rdz 4, 16) — miejscem „nedzy”, samotnosci i oddalenia od Boga. Kain bedzie „tulaczem i zbiegiem na ziemi” (Rdz 4, 14): niepewnosc i niestalosc losu stana sie jego udzialem na zawsze.

Bóg jednak, który zawsze jest milosierny, nawet wtedy, gdy karze, „dal (...) znamie Kainowi, aby go nie zabil, ktokolwiek go spotka” (Rdz 4, 15): daje mu wiec znak rozpoznawczy, który nie ma go skazac na potepienie przez ludzi, ale oslaniac i bronic przed tymi, którzy chcieliby go zabic, chocby po to, by pomscic smierc Abla. Nawet zabójca nie traci swej osobowej godnosci i Bóg sam czyni sie jej gwarantem. Wlasnie tutaj objawia sie paradoksalna tajemnica milosiernej sprawiedliwosci Boga, o której pisze sw. Ambrozy: „Skoro zostalo popelnione bratobójstwo, czyli najwieksza ze zbrodni, w momencie gdy wszedl na swiat grzech, natychmiast tez musialo zostac ustanowione prawo Bozego milosierdzia; gdyby bowiem kara spadla bezposrednio na winnego, ludzie nie okazywaliby umiaru ani lagodnosci w karaniu, ale natychmiast wymierzaliby kare winowajcom. (...) Bóg odrzucil Kaina sprzed swojego oblicza, a gdy wyrzekli sie go takze rodzice, nakazal mu zyc jakby na wygnaniu, w osamotnieniu, poniewaz zwierzeca dzikosc wyparla zen ludzka lagodnosc. Jednakze Bóg nie zamierza ukarac zabójcy zabójstwem, gdyz chce nawrócenia grzesznika bardziej niz jego smierci”13.

 

„Cózes uczynil?” (Rdz 4, 10): oslabienie wartosci zycia

10. Bóg powiedzial do Kaina: „Cózes uczynil? Krew brata twego glosno wola ku mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Krew wylana przez ludzi nie przestaje wolac, z pokolenia na pokolenie, i wolanie to przybiera wciaz nowe brzmienia i akcenty.

Pytanie Boga: „Cózes uczynil?”, od którego Kain nie moze sie uchylic, jest skierowane takze do wspólczesnego czlowieka, aby uswiadomil sobie ogrom i powage zamachów na zycie, których pietno nadal ciazy nad dziejami ludzkosci; aby poszukiwal róznorakich przyczyn, które leza u podstaw tych zamachów i je pomnazaja; aby z najglebsza powaga zastanowil sie nad konsekwencjami, jakie z zamachów tych wynikaja dla istnienia osób i narodów.

Niektóre zagrozenia pochodza z samej natury, ale narastaja z winy czlowieka, który okazuje beztroske i dopuszcza sie zaniedban, chociaz nierzadko móglby im zapobiec; inne sa skutkiem przemocy, nienawisci, sprzecznych interesów, które sklaniaja ludzi do agresji wobec innych, czego przejawem sa zabójstwa, wojny, masowe mordy i ludobójstwo.

Jakze nie wspomniec tu o przemocy wymierzonej przeciw zyciu milionów istot ludzkich, zwlaszcza dzieci, zmuszonych znosic nedze, niedozywienie i glód z powodu niesprawiedliwego podzialu ziemi pomiedzy poszczególne narody i klasy spoleczne? O przemocy nieodlacznie zwiazanej nie tylko z wojna ale takze z gorszacym handlem bronia, który przyczynia sie do zaostrzenia licznych konfliktów zbrojnych, nekajacych swiat? O zasiewie smierci, jaki dokonuje sie przez bezmyslne naruszanie równowagi ekologicznej, przez zbrodniczy handel narkotykami i przez propagowanie wzorców zachowan w dziedzinie zycia plciowego, które nie tylko sa moralnie nie do przyjecia, ale rodza takze powazne niebezpieczenstwa dla zycia? Nie sposób sporzadzic pelnej listy róznorakich zagrozen zycia ludzkiego, tak wiele jawnych i ukrytych form przybieraja one w naszych czasach!

11. W tym miejscu pragniemy jednak zwrócic szczególna uwage na inny rodzaj zagrozen wymierzonych przeciw zyciu poczetemu lub zyciu, które zbliza sie do konca: dostrzegamy w nich nowe aspekty, nieznane w przeszlosci oraz problemy niezwyklej wagi, zwiazane z faktem, ze w swiadomosci zbiorowej te zamachy na zycie traca stopniowo charakter „przestepstwa” i w paradoksalny sposób zyskuja status „prawa”, do tego stopnia, ze zada sie uznania ich pelnej legalnosci przez panstwo, a nastepnie wykonywania ich bezplatnie przez pracowników sluzby zdrowia. Zamachy te uderzaja w ludzkie zycie, gdy jest ono najslabsze i calkiem pozbawione mozliwosci obrony. Jeszcze grozniejszy jest fakt, ze w duzej mierze dochodzi do nich w gronie rodziny i za sprawa rodziny, która przeciez ze swej natury powinna byc „sanktuarium zycia”.

Jak moglo dojsc do takiej sytuacji? Trzeba wziac pod uwage wiele róznych czynników. Podloze stanowi gleboki kryzys kultury, który rodzi sceptyczna postawe wobec samych fundamentów poznania i etyki oraz sprawia, ze coraz trudniej jest zrozumiec w pelni sens istnienia czlowieka, jego praw i obowiazków. Lacza sie z tym najrózniejsze trudnosci zwiazane z codziennym zyciem i ze stosunkami miedzy ludzmi, szczególnie dotkliwie odczuwane w zlozonej rzeczywistosci wspólczesnego spoleczenstwa, w którym pojedyncze osoby, malzenstwa i rodziny pozostaja czesto same ze swoimi problemami. Nie brak sytuacji szczególnego ubóstwa, niedostatku i niepewnosci, w których trud codziennej egzystencji, cierpienie siegajace granic ludzkiej wytrzymalosci oraz doznawana przemoc — zwlaszcza przemoc wymierzona przeciw kobietom — sprawiaja, ze opowiedzenie sie po stronie zycia i jego obrona staja sie trudne, a czasem wymagaja wrecz heroizmu.

Wszystko to tlumaczy, przynajmniej czesciowo, dlaczego wartosc zycia ulega dzis swoistemu „przycmieniu”, chociaz sumienie nieustannie przypomina o jego swietosci i nienaruszalnosci, czego dowodem jest sam fakt, ze próbuje sie przeslaniac niektóre przestepstwa przeciw zyciu poczetemu lub zmierzajacemu ku naturalnemu koncowi okresleniami typu medycznego, które maja odwracac uwage od tego, ze w rzeczywistosci zagrozone jest prawo konkretnego czlowieka do istnienia.

12. W istocie, choc wiele powaznych problemów, wystepujacych we wspólczesnym spoleczenstwie, moze tlumaczyc w pewnej mierze, dlaczego tak powszechny jest klimat niepewnosci moralnej i zmniejszac czasem subiektywna odpowiedzialnosc poszczególnych osób, jest równiez prawda, ze stoimy tu wobec rzeczywistosci bardziej rozleglej, która mozna uznac za prawdziwa strukture grzechu: jej cecha charakterystyczna jest ekspansja kultury antysolidarystycznej, przybierajacej w wielu wypadkach forme autentycznej „kultury smierci”. Szerzy sie ona wskutek oddzialywania silnych tendencji kulturowych, gospodarczych i politycznych, wyrazajacych okreslona koncepcje spoleczenstwa, w której najwazniejszym kryterium jest sukces.

Rozpatrujac cala sytuacje z tego punktu widzenia, mozna mówic w pewnym sensie o wojnie silnych przeciw bezsilnym: zycie, które domaga sie wiekszej zyczliwosci, milosci i opieki, jest uznawane za bezuzyteczne lub traktowane jako nieznosny ciezar, a w konsekwencji odrzucane na rózne sposoby. Czlowiek, który swoja choroba, niepelnosprawnoscia lub — po prostu — sama swoja obecnoscia zagraza dobrobytowi lub zyciowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejowanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym nalezy sie bronic albo którego nalezy wyeliminowac. Powstaje w ten sposób swoisty „spisek przeciw zyciu”. Wciaga on nie tylko pojedyncze osoby w ich relacjach indywidualnych, rodzinnych i spolecznych, ale siega daleko szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszajac i niszczac relacje laczace narody i panstwa.

13. Aby ulatwic rozpowszechnianie stosowania aborcji, zainwestowano i nadal inwestuje sie ogromne fundusze w produkcje srodków farmaceutycznych, pozwalajacych na zabicie plodu w lonie matki w taki sposób, ze nie jest konieczna pomoc lekarza. Wydaje sie, ze prawie wylacznym celem badan naukowych w tej dziedzinie jest uzyskiwanie produktów coraz prostszych w uzyciu i coraz skuteczniej niszczacych zycie, a zarazem pozwalajacych na wykonywanie przerywania ciazy bez zadnej spolecznej kontroli i odpowiedzialnosci.

Twierdzi sie czesto, ze antykoncepcja, jesli jest bezpieczna i dostepna dla wszystkich, stanowi najskuteczniejszy srodek przeciw aborcji. Zarzuca sie tez Kosciolowi katolickiemu, ze w rzeczywistosci sprzyja rozpowszechnieniu sie przerywania ciazy, poniewaz uparcie obstaje przy swojej nauce o moralnej niegodziwosci antykoncepcji. Taka argumentacja okazuje sie w rzeczywistosci zwodnicza. Byc moze wielu ludzi rzeczywiscie stosuje srodki antykoncepcyjne po to, aby nie narazac sie pózniej na pokuse aborcji. Jednakze antywartosci wszczepione w „mentalnosc antykoncepcyjna” która jest czyms zupelnie odmiennym od odpowiedzialnego ojcostwa i macierzynstwa, przezywanego w poszanowaniu pelnej prawdy aktu malzenskiego — sprawiaja, ze ta wlasnie pokusa staje sie jeszcze silniejsza, jezeli dojdzie do poczecia „nie chcianego” zycia. W istocie, kultura proaborcyjna jest najbardziej rozpowszechniona wlasnie w srodowiskach, które odrzucaja nauczanie Kosciola o antykoncepcji. Z pewnoscia antykoncepcja i przerywanie ciazy, z moralnego punktu widzenia, to dwa zasadniczo rózne rodzaje zla: jedno jest sprzeczne z pelna prawda aktu plciowego jako wlasciwego wyrazu milosci malzenskiej, drugie niszczy zycie ludzkiej istoty; pierwsze sprzeciwia sie cnocie czystosci malzenskiej, drugie zas jest sprzeczne z cnota sprawiedliwosci i bezposrednio lamie Boze przykazanie „nie zabijaj”.

Mimo tej odmiennej natury i ciezaru moralnego pozostaja one bardzo czesto w scislym zwiazku, niczym owoce jednej rosliny. To prawda, ze nie brak przypadków, w których czlowiek ucieka sie do antykoncepcji lub nawet do aborcji pod wplywem licznych trudnosci egzystencjalnych, które jednak nikogo nie zwalniaja z obowiazku pelnego zachowywania prawa Bozego. W bardzo wielu przypadkach korzenie tych praktyk tkwia w hedonistycznej i nieodpowiedzialnej postawie wobec zycia plciowego i oparte sa na egoistycznej koncepcji wolnosci, która widzi w prokreacji przeszkode dla pelnego rozwoju osobowosci czlowieka. Zycie, które moze sie poczac ze wspólzycia mezczyzny i kobiety, staje sie zatem wrogiem, którego trzeba bezwzglednie unikac, zas przerwanie ciazy jest jedyna mozliwoscia w przypadku niepowodzenia antykoncepcji.

Niestety, scisla wiez laczaca na plaszczyznie mentalnosci praktyke antykoncepcji z przerywaniem ciazy staje sie coraz bardziej oczywista, czego wysoce niepokojacym dowodem jest produkcja srodków chemicznych, wkladek wewnatrzmacicznych oraz szczepionek, które sa równie latwo dostepne jak srodki antykoncepcyjne, ale w rzeczywistosci doprowadzaja do przerwania ciazy w najwczesniejszych stadiach rozwoju zycia nowej istoty ludzkiej.

14. Takze rózne techniki sztucznej reprodukcji, które wydaja sie sluzyc zyciu i czesto sa stosowane z ta intencja, w rzeczywistosci stwarzaja mozliwosc nowych zamachów na zycie. Sa one nie do przyjecia z punktu widzenia moralnego, poniewaz oddzielaja prokreacje od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu malzenskiego14, a ponadto stosujacy te techniki do dzis notuja wysoki procent niepowodzen: dotyczy to nie tyle samego momentu zaplodnienia, ile nastepnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko rychlej smierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza sie wieksza liczbe embrionów, niz to jest konieczne dla przeniesienia któregos z nich do lona matki, a nastepnie te tak zwane „embriony nadliczbowe” sa zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które maja rzekomo sluzyc postepowi nauki i medycyny, a w rzeczywistosci redukuja zycie ludzkie jedynie do roli „materialu biologicznego”, którym mozna swobodnie dysponowac.

Badania prenatalne, które nie wzbudzaja obiekcji moralnych, o ile sa podejmowane w celu wskazania ewentualnych terapii, których podjecia wymaga zdrowie dziecka nie narodzonego, zbyt czesto dostarczaja okazji do zaproponowania i wykonywania przerwania ciazy. Jest to wówczas aborcja eugeniczna, akceptowana przez opinie publiczna o specyficznej mentalnosci, co do której ustala sie bledny poglad, ze jest ona wyrazem wymogów „terapeutycznych”: mentalnosc ta przyjmuje zycie tylko pod pewnymi warunkami, odrzucajac ulomnosc, kalectwo i chorobe.

Ta sama logika doprowadza do sytuacji, w których odmawia sie podstawowego leczenia i opieki, a nawet pozywienia dzieciom urodzonym z powaznymi ulomnosciami lub chorobami. Obraz wspólczesnego swiata staje sie jeszcze bardziej niepokojacy w zwiazku ze zglaszanymi tu i ówdzie propozycjami, by uznac za prawnie dopuszczalne — na tej samej zasadzie co przerywanie ciazy — nawet dzieciobójstwo. Oznaczaloby to powrót do epoki barbarzynstwa, z której — jak sie wydawalo — wyszlismy juz raz na zawsze.

15. Nie mniej powazne niebezpieczenstwa zagrazaja nieuleczalnie chorym i umierajacym w takim kontekscie spolecznym i kulturowym, w którym trudno jest przyjac i znosic cierpienie, a zatem zwieksza sie pokusa rozwiazania problemów cierpienia, eliminujac go u podstaw przez przedwczesne spowodowanie smierci w momencie uznanym za najwlasciwszy.

Na taka decyzje wplywaja czesto róznego rodzaju motywy, które niestety prowadza lacznie do tego samego straszliwego rezultatu. U chorego decydujacy wplyw moze wywierac odczuwany lek, napiecie, a nawet rozpacz wywolane doswiadczeniem intensywnego i przedluzajacego sie bólu. Wystawia to na ciezka próbe poczucie równowagi, niekiedy juz zachwianej, zycia osobistego i rodzinnego, tak ze z jednej strony chory, mimo coraz skuteczniejszej pomocy lekarskiej i socjalnej, moze czuc sie jakby zmiazdzony przez wlasna slabosc; z drugiej strony u osób uczuciowo zwiazanych z chorym moze wówczas dochodzic do glosu zrozumiala — chociaz zle pojeta — litosc. Wszystko to zaostrza sie pod wplywem atmosfery kulturowej, która nie dostrzega zadnego znaczenia czy wartosci cierpienia, a przeciwnie, uwaza je za zlo samo w sobie, które nalezy za wszelka cene wyeliminowac; dzieje sie tak zwlaszcza wówczas, gdy brakuje motywacji religijnej, która pomoglaby czlowiekowi odczytac pozytywnie tajemnice cierpienia.

Jednakze na plaszczyznie kulturowej zaznacza sie takze wplyw swoistego prometeizmu czlowieka, który ludzi sie, ze w ten sposób moze zapanowac nad zyciem i smiercia, poniewaz sam o nich decyduje, podczas gdy w rzeczywistosci zostaje pokonany i zmiazdzony przez smierc nieodwracalnie zamknieta na wszelka perspektywe sensu i na wszelka nadzieje. Tragicznym przejawem tego wszystkiego jest rozpowszechnianie sie eutanazji, zakamuflowanej i pokatnej, albo wykonywanej otwarcie, a nawet za przyzwoleniem prawa. Usprawiedliwia sie ja nie tylko rzekomym wspólczuciem dla cierpiacego pacjenta, ale czasem takze racjami utylitarystycznymi, nakazujacymi unikanie nieproduktywnych wydatków, które nadmiernie obciazaja spoleczenstwo. Proponuje sie zatem pozbawianie zycia noworodków z deformacjami ciala, osób z powaznymi uposledzeniami, niepelnosprawnych, starców — zwlaszcza niezdolnych do samodzielnego zycia — oraz ludzi smiertelnie chorych. Nie mozemy tez przemilczec istnienia innych, lepiej zamaskowanych, ale nie mniej groznych i realnych form eutanazji. Mielibysmy z nimi do czynienia na przyklad wówczas, gdyby w celu uzyskania wiekszej ilosci organów do przeszczepów przystepowaloby sie do pobierania tychze organów od dawców, zanim jeszcze zostaliby uznani wedlug obiektywnych i adekwatnych kryteriów za zmarlych.

16. Inne wspólczesne zjawisko, z którym wiaza sie czesto zagrozenia zycia i zamach na zycie, to przemiany demograficzne. Przebiegaja one odmiennie w róznych czesciach swiata: w krajach bogatych i rozwinietych obserwujemy niepokojacy spadek, czasem bardzo gwaltowny, liczby urodzin; kraje ubogie natomiast maja na ogól wysoki wskaznik przyrostu ludnosci, co stwarza trudne do rozwiazania problemy w kontekscie powolniejszego rozwoju gospodarczego i spolecznego czy wrecz glebokiego zacofania. Wobec problemu przeludnienia krajów ubogich spolecznosc miedzynarodowa nie podejmuje odpowiednich dzialan na skale globalna — powaznej polityki rodzinnej i spolecznej oraz programów zmierzajacych do postepu kulturowego i do sprawiedliwego podzialu dóbr — nadal realizuje sie natomiast rózne formy polityki antynatalistycznej.

Antykoncepcje, sterylizacje i aborcje mozna z pewnoscia zaliczyc do praktyk, które przyczyniaja sie do powaznego spadku liczby urodzin. Dlatego silna moze byc pokusa posluzenia sie tymi metodami, wymierzonymi przeciw zyciu, takze w sytuacji „eksplozji demograficznej”.

Faraon starozytnego Egiptu, przerazony obecnoscia i stale rosnaca liczebnoscia synów Izraela, przesladowal ich na wszelkie sposoby i wydal rozkaz zabicia kazdego noworodka plci meskiej urodzonego z kobiety hebrajskiej (por. Wj 1, 7-22). W ten sam sposób postepuje i dzis wielu moznych tego swiata. Oni takze sa przerazeni obecnym tempem przyrostu ludnosci i obawiaja sie, ze narody najbardziej plodne i najubozsze stanowia zagrozenie dla dobrobytu i bezpieczenstwa ich krajów. W konsekwencji, zamiast podjac próbe rozwiazania tych powaznych problemów w duchu poszanowania godnosci osób i rodzin oraz nienaruszalnego prawa kazdego czlowieka do zycia, wola propagowac albo narzucac wszelkimi srodkami na skale masowa polityke planowania urodzin. Nawet wówczas, gdy proponuja pomoc gospodarcza, uzalezniaja ja wbrew sprawiedliwosci od akceptacji polityki antynatalistycznej.

17. Obraz wspólczesnej ludzkosci budzi rzeczywiscie gleboki niepokój, zwlaszcza gdy pomyslimy nie tylko o róznych dziedzinach, w których dochodzi do zamachów na zycie, ale takze o ich szczególnej czestotliwosci, a zarazem o wielorakim i silnym poparciu, jakie zyskuja one dzieki szerokiemu przyzwoleniu spolecznemu, czestym przypadkom ich prawnego uznania oraz wlaczeniu w nie niektórych pracowników sluzby zdrowia.

Jak powiedzialem z naciskiem w Denver z okazji obchodów VIII Swiatowego Dnia Mlodziezy, „z uplywem czasu zagrozenia, na jakie wystawione jest zycie, bynajmniej nie zanikaja. Przybieraja ogromne rozmiary. I nie sa to tylko zagrozenia zewnetrzne, ze strony zywiolów przyrody albo «Kainów», którzy zabijaja «Ablów»; nie — sa to zagrozenia zaprogramowane w sposób naukowy i systematyczny. Wiek XX zapisze sie jako epoka masowych ataków na zycie, jako nie konczaca sie seria wojen i nieustanna masakra niewinnych istot ludzkich. Falszywi prorocy i falszywi nauczyciele odniesli w tym stuleciu najwieksze sukcesy”15. Niezaleznie od intencji, które bywaja rózne i moga sie nawet wydawac przekonujace czy wrecz powolywac sie na zasade solidarnosci, stoimy tu w rzeczywistosci wobec obiektywnego „spisku przeciw zyciu”, w który zamieszane sa takze instytucje miedzynarodowe, zajmujace sie propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji. Nie mozna na koniec zaprzeczyc, ze równiez srodki spolecznego przekazu biora czesto udzial w tym spisku, utwierdzajac w opinii publicznej owa kulture, która uwaza stosowanie antykoncepcji, sterylizacji, aborcji, a nawet eutanazji za przejaw postepu i zdobycz wolnosci, natomiast postawe bezwarunkowej obrony zycia ukazuja jako wroga wolnosci i postepowi.

 

„Czyz jestem strózem brata mego?” (Rdz 4, 9): wynaturzone pojecie wolnosci

18. Aby wlasciwie ujac opisana tu sytuacje, trzeba nie tylko przyjrzec sie samym zjawiskom niszczacym zycie, które sie na nia skladaja, ale odkryc tez róznorakie przyczyny, które ja ksztaltuja. Zadane przez Boga pytanie: „Cózes uczynil?” (Rdz 4, 10) zdaje sie byc jakoby wezwaniem skierowanym do Kaina, aby wyszedl poza materialna rzeczywistosc swojego zbrodniczego czynu i dostrzegl cala jego groze w motywacjach, które daly mu poczatek, i w konsekwencjach, które zen wynikaja.

Decyzje wymierzone przeciw zyciu rodza sie czasem z trudnych czy wrecz dramatycznych doswiadczen glebokiego cierpienia, samotnosci, calkowitego braku perspektyw ekonomicznych, depresji i leku o przyszlosc. Tego rodzaju okolicznosci moga takze znacznie zlagodzic odpowiedzialnosc subiektywna, a w konsekwencji takze wine tych, którzy podejmuja takie decyzje, ze swej natury zbrodnicze. Niemniej problem ten wykracza dzisiaj poza sytuacje osobiste, chociaz ich znaczenia pominac nie mozna. Wystepuje on bowiem takze na plaszczyznie kulturowej, spolecznej i politycznej, gdzie ujawnia sie jego aspekt najbardziej szkodliwy i niepokojacy, a mianowicie tendencja — coraz bardziej rozpowszechniona — do interpretowania wymienionych tu przestepstw przeciw zyciu jako uprawnionych przejawów wolnosci osobistej, które nalezy uznawac i chronic jako autentyczne prawa jednostki.

W ten sposób dokonuje sie tragiczny w skutkach zwrot w dlugim procesie historycznym, który doprowadziwszy do odkrycia idei „praw czlowieka” — jako wrodzonych praw kazdej osoby, uprzednich wobec konstytucji i prawodawstwa jakiegokolwiek panstwa — popada dzis w zaskakujaca sprzecznosc: wlasnie w epoce, w której uroczyscie proklamuje sie nienaruszalne prawa osoby i publicznie deklaruje wartosc zycia, samo prawo do zycia jest w praktyce lamane i deptane, zwlaszcza w najbardziej znaczacych dla czlowieka momentach jego istnienia, jakimi sa narodziny i smierc.

Z jednej strony, rózne deklaracje praw czlowieka oraz liczne inicjatywy, które sie do nich odwoluja, wskazuja na poglebianie sie w calym swiecie wrazliwosci moralnej, bardziej sklonnej uznac wartosc i godnosc kazdej ludzkiej istoty jako takiej, bez wzgledu na jej rase, narodowosc, religie czy poglady polityczne i pochodzenie spoleczne.

Z drugiej strony, w kontrascie z tymi wznioslymi deklaracjami pozostaja, niestety, fakty tragicznie im przeczace. Ta sytuacja jest tym bardziej niepokojaca, czy raczej tym bardziej gorszaca, ze powstaje wlasnie w spoleczenstwie, dla którego gwarancja ochrony praw czlowieka stanowi glówny cel i zarazem powód do chluby. Jak mozna pogodzic te wielokrotnie powtarzane deklaracje zasad z nieustannym mnozeniem sie zamachów na zycie i z powszechnym ich usprawiedliwianiem? Jak pogodzic te deklaracje z odtraceniem slabszych, bardziej potrzebujacych pomocy, starców i tych, których zycie dopiero sie poczelo? Te zamachy sa jawnym zaprzeczeniem szacunku dla zycia i stanowia radykalne zagrozenie dla calej kultury praw czlowieka. Zagrozenie to moze ostatecznie podwazyc sam sens demokratycznego wspólistnienia: nasze miasta przestana byc wspólnotami ludzi „zyjacych razem”, a stana sie spolecznosciami zapomnianych, zepchnietych na margines, odtraconych i skazanych na zaglade. Gdy zas przyjrzymy sie szerszej sytuacji swiatowej, czyz nie zauwazymy bez trudu, ze te deklaracje praw osób i narodów, gloszone na forum konferencji miedzynarodowych, sa jedynie jalowa retoryka, jezeli nie towarzyszy im zdemaskowanie egoizmu krajów bogatych, które zamykaja krajom ubogim dostep do rozwoju albo uzalezniaja go od absurdalnych zakazów prokreacji i tym samym przeciwstawiaja rozwój samemu czlowiekowi? Czyz nie nalezaloby poddac pod dyskusje samych systemów ekonomicznych, przyjmowanych przez niektóre panstwa czesto pod wplywem nacisków i uwarunkowan o charakterze miedzynarodowym, a ksztaltujacych i utrwalajacych sytuacje niesprawiedliwosci i przemocy, które obrazaja i depcza ludzka godnosc calych spoleczenstw?

19. Gdzie leza przyczyny tak paradoksalnej sprzecznosci?

Mozemy je odkryc poprzez calosciowa ocene zjawisk w dziedzinie kultury i moralnosci, poczynajac od tej mentalnosci, która doprowadzajac do skrajnosci, a nawet wypaczajac pojecie subiektywnosci, uznaje za posiadacza praw tylko tego, kto dysponuje pelna albo przynajmniej zaczatkowa autonomia i wychodzi juz ze stanu calkowitej zaleznosci od innych. Czyz mozna jednak pogodzic takie zalozenie z uznaniem czlowieka za istote, która nie mozna „rozporzadzac”? Teoria praw czlowieka opiera sie wlasnie na uznaniu faktu, ze czlowiek, inaczej niz zwierzeta i rzeczy, nie moze podlegac niczyjemu panowaniu. Trzeba tu wspomniec takze o pewnym sposobie myslenia, który sklonny jest utozsamiac godnosc osobowa ze zdolnoscia do bezposredniego porozumiewania sie z innymi za pomoca jezyka — w sposób doswiadczalnie sprawdzalny. Jest oczywiste, ze w takich warunkach nie ma na swiecie miejsca dla kogos, kto — jak na przyklad nie narodzone dziecko albo czlowiek umierajacy — jest podmiotem strukturalnie slabym, wydaje sie zupelnie zdany na laske innych osób, jest od nich calkowicie uzalezniony i umie sie porozumiewac tylko nieslyszalnym jezykiem glebokiej symbiozy uczuc. Tak wiec czynnikiem ksztaltujacym decyzje i dzialania w sferze relacji miedzy osobami i wspólzycia spolecznego staje sie sila. Jest to jednak dokladne zaprzeczenie tego, do czego dazylo w ciagu dziejów panstwo prawa jako wspólnota, w której „racja sily” zostaje zastapiona przez „sile racji”.

Na innej plaszczyznie zródlem sprzecznosci miedzy oficjalnymi deklaracjami praw czlowieka a ich tragiczna negacja w praktyce jest pojecie wolnosci, które absolutyzuje znaczenie jednostki ludzkiej, przekreslajac jej odniesienie do solidarnosci z drugimi, do pelnej akceptacji drugiego czlowieka i do sluzenia innym. Chociaz prawda jest, ze do eliminacji zycia poczetego czy dobiegajacego kresu dochodzi w niektórych przypadkach pod wplywem zle pojetego altruizmu albo zwyklej ludzkiej litosci, nie mozna zaprzeczyc, ze tego rodzaju kultura smierci jako taka jest wyrazem calkowicie indywidualistycznego pojecia wolnosci, która staje sie ostatecznie wolnoscia „silniejszych”, wymierzona przeciw slabszym, skazanym na zaglade.

Wlasnie w ten sposób mozna interpretowac odpowiedz Kaina na pytanie Boga: „Gdzie jest brat twój, Abel?”: „Nie wiem. Czyz jestem strózem brata mego?” (Rdz 4, 9). Tak, kazdy czlowiek jest „strózem swego brata”, poniewaz Bóg powierza czlowieka czlowiekowi. I wlasnie w perspektywie tego zawierzenia Bóg obdarza kazdego czlowieka wolnoscia, w której istotne znaczenie ma wymiar relacyjny. Wolnosc jest wielkim darem Stwórcy, jako ze ma sluzyc osobie i jej spelnieniu, które dokonuje sie przez dar z siebie i otwarcie sie na drugiego czlowieka. Natomiast absolutyzacja wolnosci w indywidualistycznym ujeciu prowadzi do ogolocenia jej z pierwotnej tresci oraz do przekreslenia jej najglebszego powolania i godnosci.

Trzeba tu zwrócic uwage na jeszcze glebszy aspekt problemu: wolnosc zapiera sie samej siebie, zmierza do autodestrukcji i do zniszczenia drugiego czlowieka, gdy przestaje uznawac i respektowac konstytutywna wiez, jaka laczy ja z prawda. Ilekroc wolnosc, pragnac wyswobodzic sie od wszelkiej tradycji i autorytetu, zamyka sie nawet na pierwotne najbardziej oczywiste pewniki prawdy obiektywnej i powszechnie uznawanej, stanowiacej podstawe zycia osobistego i spolecznego, wówczas czlowiek nie przyjmuje juz prawdy o dobru i zlu jako jedynego i niepodwazalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje sie wylacznie swoja subiektywna i zmienna opinia lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem.

20. Ta koncepcja wolnosci prowadzi do glebokiego znieksztalcenia zycia spolecznego. Jezeli promocja wlasnego „ja” jest pojmowana w kategoriach absolutnej autonomii, prowadzi nieuchronnie do negacji drugiego czlowieka; jest on postrzegany jako wróg, przed którym trzeba sie bronic. W ten sposób spoleczenstwo staje sie zbiorowoscia jednostek zyjacych obok siebie, ale nie polaczonych wzajemnymi wiezami: kazdy pragnie zrealizowac swoje cele niezaleznie od innych czy wrecz dazy do wlasnych korzysci kosztem innych. Jednakze fakt, ze takze inni maja podobne dazenia, zmusza do poszukiwania jakiejs formy kompromisu, jezeli spoleczenstwo ma zagwarantowac kazdemu mozliwie jak najwiecej wolnosci. W ten sposób zanika wszelkie odniesienie do wspólnych wartosci i do prawdy absolutnej, uznawanej przez wszystkich: zycie spoleczne zostaje wystawione na ryzyko calkowitego relatywizmu. Wszystko staje sie wówczas przedmiotem umowy i negocjacji; takze owo pierwsze z podstawowych praw, jakim jest prawo do zycia.

Otóz to wlasnie ma dzis miejsce takze na scenie polityki i panstwa: pierwotne i niezbywalne prawo do zycia staje sie przedmiotem dyskusji lub zostaje wrecz zanegowane na mocy glosowania parlamentu lub z woli czesci spoleczenstwa, chocby nawet liczebnie przewazajacej. Jest to zgubny rezultat nieograniczonego panowania relatywizmu: „prawo” przestaje byc prawem, poniewaz nie jest juz oparte na mocnym fundamencie nienaruszalnej godnosci osoby, ale zostaje podporzadkowane woli silniejszego. W ten sposób demokracja, sprzeniewierzajac sie wlasnym zasadom, przeradza sie w istocie w system totalitarny. Panstwo nie jest juz „wspólnym domem”, gdzie wszyscy moga zyc zgodnie z podstawowymi zasadami równosci, ale przeksztalca sie w panstwo tyranskie, uzurpujace sobie prawo do dysponowania zyciem slabszych i bezbronnych, dzieci jeszcze nie narodzonych, w imie pozytku spolecznego, który w rzeczywistosci oznacza jedynie interes jakiejs grupy.

Mozna odniesc wrazenie, ze wszystko odbywa sie z pelnym poszanowaniem praworzadnosci, przynajmniej w tych przypadkach, gdy prawa dopuszczajace przerywanie ciazy lub eutanazje zostaja przeglosowane zgodnie z tak zwanymi zasadami demokratycznymi. W rzeczywistosci mamy tu jednak do czynienia jedynie z tragicznym pozorem praworzadnosci, zas ideal demokratyczny — który zasluguje na to miano tylko wówczas, gdy uznaje i chroni godnosc kazdej osoby — zostaje zdradzony u samych podstaw: „Czyz mozna mówic o godnosci kazdej osoby, kiedy pozwala sie na zabijanie tej najslabszej i najbardziej niewinnej? W imie jakiej sprawiedliwosci poddaje sie osoby najbardziej niesprawiedliwej dyskryminacji, uznajac niektóre z nich za godne obrony, a odmawiajac tej godnosci innym?”16. Pojawienie sie takich sytuacji oznacza, ze dzialaja juz mechanizmy, które prowadza do zaniku prawdziwego ludzkiego wspólzycia i do rozpadu samego organizmu panstwowego.

Rewindykacja prawa do przerywania ciazy, dzieciobójstwa i eutanazji oraz prawne jego uznanie jest równoznaczne z przyjeciem wynaturzonej i nikczemnej wizji ludzkiej wolnosci: z uznaniem jej za absolutna wladze nad innymi i przeciw innym. To jednak oznacza smierc prawdziwej wolnosci: „Zaprawde, zaprawde, powiadam wam: Kazdy, kto popelnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8, 34).

 

„Mam sie ukrywac przed toba” (Rdz 4, 14): oslabienie wrazliwosci na Boga i czlowieka

21. Poszukujac najglebszych korzeni walki miedzy „kultura zycia” a „kultura smierci”, nie mozemy uznac za jej jedyna przyczyne wspomnianej wyzej, wynaturzonej idei wolnosci. Trzeba dojsc do sedna dramatu, jaki przezywa wspólczesny czlowiek: jest nim oslabienie wrazliwosci na Boga i czlowieka, zjawisko typowe w kontekscie spolecznym i kulturowym zdominowanym przez sekularyzm, którego wplywy przenikaja nawet do wnetrza wspólnot chrzescijanskich i wystawiaja je na próbe. Kto poddaje sie oddzialywaniu tej atmosfery, latwo moze sie znalezc w zamknietym kole, które wciaga go niczym straszliwy wir: tracac wrazliwosc na Boga, traci sie takze wrazliwosc na czlowieka, jego godnosc i zycie; z drugiej strony, systematyczne lamanie prawa moralnego, zwlaszcza w powaznej materii poszanowania zycia ludzkiego i jego godnosci, prowadzi stopniowo do swoistego oslabienia zdolnosci odczuwania ozywczej i zbawczej obecnosci Boga.

Raz jeszcze mozemy sie tu odwolac do historii zabójstwa Abla przez jego brata. Po przeklenstwie nalozonym przez Boga na Kaina tak zwraca sie on do Pana: „Zbyt wielka jest kara moja, abym mógl ja zniesc. Skoro mnie teraz wypedzasz z tej roli i mam sie ukrywac przed toba, i byc tulaczem i zbiegiem na ziemi, kazdy, kto mnie spotka, bedzie mógl mnie zabic!” (Rdz 4, 13-14). Kain uwaza, ze nigdy nie uzyska Bozego przebaczenia za swój grzech i ze jego nieuniknionym przeznaczeniem jest „ukrywanie sie” przed Bogiem. Jesli Kain potrafi wyznac, ze jego wina jest „zbyt wielka”, to dlatego, ze uswiadamia sobie, ze znajduje sie przed obliczem Boga i przed Jego sprawiedliwym sadem. W istocie bowiem tylko czlowiek stojacy przed Panem moze uznac swój grzech i dostrzec caly jego ciezar. Doswiadczyl tego Dawid, który „uczyniwszy, co zle jest przed Bogiem” i wysluchawszy nagany proroka Natana (por. 2 Sm 11-12), wola: „Uznaje (...) moja nieprawosc, a grzech mój jest zawsze przede mna. Tylko przeciw Tobie zgrzeszylem i uczynilem, co zle jest przed Toba” (Ps 51 [50], 5-6).

22. Gdy zatem zanika wrazliwosc na Boga, zostaje tez zagrozona i znieksztalcona wrazliwosc na czlowieka, jak stwierdza lapidarnie Sobór Watykanski II: „Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika. (...) Co wiecej, samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu”17. Czlowiek nie potrafi juz postrzegac samego siebie jako kogos „przedziwnie odmiennego” od innych ziemskich stworzen; uznaje, ze jest tylko jedna z wielu istot zyjacych, organizmem, który — w najlepszym razie — osiagnal bardzo wysoki stopien rozwoju. Zamkniety w ciasnym kregu swojej fizycznej natury, staje sie w pewien sposób „rzecza” i przestaje rozumiec „transcendentny” charakter tego, ze „istnieje jako czlowiek”. Dlatego nie traktuje juz zycia jako wspanialego daru Bozego, który zostal powierzony jego odpowiedzialnosci, aby on strzegl go z miloscia i „czcil” jako rzeczywistosc „swieta”. Zycie staje sie dla niego po prostu „rzecza”, która on uwaza za swa wylaczna wlasnosc, poddajaca sie bez reszty jego panowaniu i wszelkim manipulacjom.

W rezultacie, stajac w obliczu zycia, które sie rodzi, i zycia, które umiera, czlowiek nie potrafi juz sobie zadac pytania o najbardziej autentyczny sens swego istnienia, przyjmujac w sposób prawdziwie wolny te przelomowe momenty swego „bycia”. Interesuje go tylko „dzialanie” i dlatego stara sie wykorzystywac wszelkie zdobycze techniki, aby programowac i kontrolowac narodziny i smierc, rozciagajac nad nimi swoje panowanie. Te pierwotne doswiadczenia, które powinny byc „przezywane”, staja sie wówczas rzeczami, czlowiek zas rosci sobie prawo do ich „posiadania” lub „odrzucenia”.

Nie dziwi zreszta fakt, ze gdy raz wykluczy sie odniesienie do Boga, znaczenie wszystkich rzeczy ulega glebokiemu znieksztalceniu, a sama natura, przestajac byc „mater”, czyli matka, zostaje sprowadzona do „materialu”, którym mozna swobodnie manipulowac.

Do tego zdaje sie prowadzic swoisty racjonalizm techniczno-naukowy, dominujacy we wspólczesnej kulturze, odrzucajacy sama idee prawdy o stworzeniu, która nalezy uznac, czy tez Bozego zamyslu wobec zycia, który trzeba uszanowac. Jest to równiez prawdziwe w przypadku, kiedy lek przed rezultatami takiej „wolnosci bez prawa” prowadzi niektórych do przeciwnego stanowiska „prawa bez wolnosci”, czego przykladem sa ideologie kontestujace dopuszczalnosc jakichkolwiek interwencji w nature w imie niemal jej „ubóstwienia”, które takze tym razem nie dostrzega jej zaleznosci od zamyslu Stwórcy.

W rzeczywistosci zyjac tak „jakby Bóg nie istnial”, czlowiek zatraca nie tylko tajemnice Boga, ale równiez tajemnice swiata i swojego istnienia.

23. Oslabienie wrazliwosci na Boga i czlowieka prowadzi nieuchronnie do materializmu praktycznego, co sprzyja rozpowszechnianiu sie indywidualizmu, utylitaryzmu i hedonizmu. Ujawnia sie tu takze niezmienna prawdziwosc slów Apostola: „A poniewaz nie uznali za sluszne zachowac prawdziwe poznanie Boga, wydal ich Bóg na pastwe na nic niezdatnego rozumu, tak ze czynili to, co sie nie godzi” (Rz 1, 28). W ten sposób wartosci zwiazane z „byc” zostaja zastapione przez wartosci zwiazane z „miec”.

Jedynym celem, który sie bierze pod uwage, jest wlasny dobrobyt materialny. Tak zwana „jakosc zycia” jest interpretowana najczesciej lub wylacznie w kategoriach wydajnosci ekonomicznej, nie uporzadkowanego konsumpcjonizmu, atrakcji i przyjemnosci czerpanych z zycia fizycznego, natomiast zapomina sie o glebszych — relacyjnych, duchowych i religijnych — wymiarach egzystencji.

W takim klimacie cierpienie, które nieustannie ciazy nad ludzkim zyciem, ale moze tez stac sie bodzcem do osobowego wzrostu, zostaje „ocenzurowane”, odrzucone jako bezuzyteczne, a nawet jest zwalczane jako zlo, którego nalezy unikac zawsze i we wszystkich okolicznosciach. Gdy nie mozna go przezwyciezyc i gdy znika nawet nadzieja na dobrobyt w przyszlosci, czlowiek sklonny jest sadzic, ze zycie stracilo wszelki sens, i doznaje coraz silniejszej pokusy, aby przypisac sobie prawo do polozenia mu kresu.

W tym samym kontekscie kulturowym cialo nie jest postrzegane jako typowa rzeczywistosc osobowa, znak i miejsce relacji z innymi, z Bogiem i ze swiatem. Zostaje sprowadzone do wymiaru czysto materialnego: jest tylko zespolem organów, funkcji i energii, których mozna uzywac, stosujac wylacznie kryteria przyjemnosci i skutecznosci. W konsekwencji takze plciowosc zostaje pozbawiona wymiaru osobowego i jest traktowana instrumentalnie: zamiast byc znakiem, miejscem i jezykiem milosci, to znaczy daru z siebie i przyjecia drugiego czlowieka wraz z calym bogactwem jego osoby, staje sie w coraz wiekszym stopniu okazja i narzedziem afirmacji wlasnego „ja” oraz samolubnego zaspokajania wlasnych pragnien i popedów. Znieksztalca sie w ten sposób i falszuje pierwotna tresc ludzkiej plciowosci, zas dwa znaczenia — jednoczace i prokreacyjne — wpisane gleboko w nature aktu malzenskiego, zostaja sztucznie rozdzielone: jednosc mezczyzny i kobiety zostaje tym samym zdradzona, a plodnosc poddana ich samowoli. Prokreacja jest wówczas traktowana jako „wróg”, którego nalezy unikac we wspólzyciu plciowym: jezeli zostaje przyjeta, to tylko dlatego, ze wyraza pragnienie czy wrecz wole posiadania dziecka „za wszelka cene”, a wcale nie dlatego, ze oznacza bezwarunkowa akceptacje drugiego czlowieka, a wiec takze otwarcie sie na bogactwo zycia, które przynosi z soba dziecko.

Opisana tu materialistyczna wizja prowadzi do prawdziwego zubozenia relacji miedzy osobami. Szkode ponosza tu przede wszystkim kobiety, dzieci, chorzy lub cierpiacy, starcy. Wlasciwe kryterium, które powinno przesadzac o uznaniu godnosci osoby — to znaczy kryterium szacunku, bezinteresownosci i sluzby — zostaje zastapione przez kryterium wydajnosci, funkcjonalnosci i przydatnosci: drugi czlowiek jest ceniony nie za to, kim „jest”, ale za to, co „posiada, czego dokonuje i jakie przynosi korzysci”. Oznacza to panowanie silniejszego nad slabszym.

24. Oslabienie wrazliwosci na Boga i czlowieka, wraz z wszystkimi tego zgubnymi konsekwencjami dla zycia, dokonuje sie w glebi sumienia. Chodzi tu przede wszystkim o sumienie kazdego czlowieka, który w swojej jedynosci i niepowtarzalnosci staje sam przed Bogiem18. Ale w pewnym sensie chodzi tu tez o „sumienie” spoleczenstwa: jest ono w jakis sposób odpowiedzialne nie tylko dlatego, ze toleruje albo popiera zachowania wymierzone przeciw zyciu, ale takze dlatego, iz ksztaltuje „kulture smierci”, posuwajac sie nawet do tworzenia i utrwalania prawdziwych „struktur grzechu”, wymierzonych przeciw zyciu. Sumienie, zarówno indywidualne, jak i spoleczne, jest dzis narazone — miedzy innymi na skutek natarczywego oddzialywania wielu srodków spolecznego przekazu — na bardzo powazne i smiertelne niebezpieczenstwo: polega ono na zatarciu granicy miedzy dobrem a zlem w sprawach dotyczacych fundamentalnego prawa do zycia. Znaczna czesc dzisiejszego spoleczenstwa okazuje sie, niestety, podobna do tego, które opisuje sw. Pawel w Liscie do Rzymian. Sklada sie z ludzi, „którzy przez nieprawosc nakladaja prawdzie peta” (1, 18): odwracajac sie od Boga i mniemajac, ze moga zbudowac ziemska spolecznosc bez Niego, „znikczemnieli w swoich myslach”, tak ze „zacmione zostalo bezrozumne ich serce” (1, 21); „podajac sie za madrych, stali sie glupimi” (1, 22), dopuszczaja sie czynów zaslugujacych na smierc i „nie tylko je popelniaja, ale nadto chwala tych, którzy je czynia” (1, 32). Jezeli sumienie, które jest okiem dajacym swiatlo duszy (por. Mt 6, 22-23), nazywa „zlo dobrem, a dobro zlem” (por. Iz 5, 20), znaczy to, ze weszlo juz na droge niebezpiecznej degeneracji i calkowitej slepoty moralnej.

Jednakze zadne okolicznosci ani próby zagluszenia nie zdolaja stlumic glosu Boga, który rozbrzmiewa w sumieniu kazdego czlowieka: wlasnie w tym ukrytym sanktuarium sumienia czlowiek moze sie zawsze nawrócic i znów wejsc na droge milosci, otwarcia sie na innych i sluzby zyciu ludzkiemu.

 

„Przystapiliscie do pokropienia krwia” (por. Hbr 12, 22. 24): znaki nadziei i zacheta do dzialania

25. „Krew brata twego glosno wola ku mnie z ziemi!” (Rdz 4, 10). Nie tylko krew Abla, pierwszej niewinnej ofiary zabójstwa, wola glosno do Boga, który jest zródlem i obronca zycia. Takze krew kazdego innego czlowieka zabitego po Ablu jest glosem wznoszacym sie do Pana. W sposób absolutnie jedyny i wyjatkowy wola do Boga krew Chrystusa, którego prorocza zapowiedzia jest postac niewinnego Abla, jak przypomina Autor Listu do Hebrajczyków: „Wy natomiast przystapiliscie do góry Syjon, do miasta Boga zyjacego, (...) do Posrednika Nowego Testamentu — Jezusa, do pokropienia krwia, która przemawia mocniej niz [krew] Abla” (12, 22. 24).

Jest to krew pokropienia. Jej symbolem i proroczym znakiem byla krew ofiar Starego Przymierza, poprzez które Bóg ukazywal ludziom, ze pragnie przekazac im swoje zycie, oczyszczajac ich i uswiecajac (por. Wj 24, 8; Kpl 17, 11). Otóz wszystko to spelnia sie i urzeczywistnia w Chrystusie: Jego krew jest krwia pokropienia, która dokonuje odkupienia, oczyszcza i zbawia; jest to krew Posrednika Nowego Przymierza, „za wielu (...) wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28). Krew plynaca z przebitego boku Chrystusa na krzyzu (por. J 19, 34) „przemawia mocniej niz krew Abla”: ta krew wyraza bowiem i domaga sie glebszej „sprawiedliwosci”, przede wszystkim jednak blaga o milosierdzie19, oreduje przed obliczem Ojca za bracmi (por. Hbr 7, 25), jest zródlem doskonalego odkupienia i darem nowego zycia.

Krew Chrystusa objawia, jak wielka jest milosc Ojca, a zarazem ukazuje, jak cenny jest czlowiek w oczach Boga i jak ogromna jest wartosc jego zycia. Przypomina nam o tym apostol Piotr: „Wiecie bowiem, ze z waszego, odziedziczonego po przodkach zlego postepowania zostaliscie wykupieni nie czyms przemijajacym, srebrem lub zlotem, ale drogocenna krwia Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19). Wlasnie kontemplujac drogocenna krew Chrystusa, znak Jego ofiarowania sie z milosci (por. J 13, 1), czlowiek wierzacy uczy sie dostrzegac i cenic niemalze Boska godnosc kazdej osoby i moze wolac pelen wdziecznosci i radosnego zdumienia: „Jakaz wartosc musi miec w oczach Stwórcy czlowiek, skoro «zasluzyl na takiego i tak poteznego Odkupiciela» (por. Exultet z Wigilii Paschalnej), skoro «Bóg Syna swego Jednorodzonego dal», azeby on, czlowiek, «nie zginal, ale mial zycie wieczne» (por. J 3, 16)!”20.

Krew Chrystusa objawia tez czlowiekowi, ze jego wielkosc, a zatem jego powolanie, polega na bezinteresownym darze z siebie. Wlasnie dlatego, ze krew Jezusa zostala wylana jako dar zycia, nie jest juz znakiem smierci i ostatecznej rozlaki z bracmi, ale narzedziem komunii udzielajacej wszystkim zycia w obfitosci. Kto pije te krew w sakramencie Eucharystii i trwa w Jezusie (por. J 6, 56), zostaje wlaczony w dynamike Jego milosci i ofiary z wlasnego zycia, aby mógl wypelnic pierwotne powolanie do milosci, wlasciwe kazdemu czlowiekowi (por. Rdz 1, 27; 2, 18-24).

Z krwi Chrystusa wszyscy ludzie czerpia równiez moc do dzialania w obronie zycia. Ta wlasnie krew jest najmocniejszym znakiem nadziei, a wrecz fundamentem absolutnej pewnosci co do tego, ze zgodnie z Bozym zamyslem zycie zwyciezy. „A smierci juz odtad nie bedzie” — wola donosny glos wychodzacy od tronu Bozego w niebianskim Jeruzalem (Ap 21, 4). Zas sw. Pawel zapewnia nas, ze dzisiejsze zwyciestwo nad grzechem jest znakiem i zapowiedzia ostatecznego zwyciestwa nad smiercia, kiedy to „sprawdza sie slowa, które zostaly napisane: Zwyciestwo pochlonelo smierc. Gdziez jest, o smierci, twoje zwyciestwo? Gdziez jest, o smierci, twój oscien?” (1 Kor 15, 54-55).

26. W rzeczywistosci nie brak znaków zapowiadajacych to zwyciestwo w naszych spoleczenstwach i kulturach, choc nosza one tak silne pietno „kultury smierci”. Nasz obraz sytuacji bylby zatem jednostronny i móglby sklaniac do przyjecia jalowej postawy rezygnacji, gdybysmy ujawniajac zagrozenia zycia nie wskazali takze znaków pozytywnych, których oddzialywanie mozemy zaobserwowac we wspólczesnym spoleczenstwie.

Niestety, czesto sprawia trudnosc dostrzezenie i rozpoznanie tych pozytywnych znaków, byc moze takze dlatego, ze srodki spolecznego przekazu nie poswiecaja im naleznej uwagi. W rzeczywistosci jednak podjeto juz i nadal podejmuje sie bardzo wiele inicjatyw — we wspólnocie chrzescijanskiej i w calym spoleczenstwie, na szczeblu lokalnym, krajowym i miedzynarodowym, za sprawa pojedynczych osób, grup, ruchów oraz róznego rodzaju organizacji — aby zapewnic pomoc i oparcie najslabszym i najbardziej bezbronnym.

Nadal bardzo wielu jest malzonków, którzy w duchu ofiarnej odpowiedzialnosci umieja przyjac dzieci bedace „najcenniejszym darem malzenstwa”21. Nie brak tez rodzin, które nie poprzestajac na swej codziennej sluzbie zyciu, potrafia otworzyc sie na przyjecie dzieci opuszczonych, mlodych ludzi zmagajacych sie z trudnosciami, osób niepelnosprawnych, samotnych, starców. Wiele jest osrodków opieki nad zyciem lub tym podobnych instytucji, prowadzonych przez osoby lub grupy, które z podziwu godnym oddaniem i ofiarnoscia niosa pomoc moralna i materialna matkom znajdujacym sie w trudnych sytuacjach i narazonym na pokuse aborcji. Powstaja tez i sa coraz liczniejsze grupy wolontariuszy, które staraja sie otoczyc opieka osoby pozbawione rodziny, ludzi zmagajacych sie ze szczególnymi problemami oraz tych, którzy musza sie znalezc w odpowiednim srodowisku wychowawczym, aby przezwyciezyc zgubne nalogi i odzyskac wiare w sens zycia.

Medycyna, dzieki wysilkom naukowców i lekarzy, postepuje naprzód w poszukiwaniu coraz skuteczniejszych srodków leczenia chorób: nowe odkrycia, niegdys niewyobrazalne, zapowiadaja dalsze postepy i juz dzis sluza rodzacemu sie zyciu, ludziom cierpiacym, ciezko chorym albo umierajacym. Rózne instytucje i organizacje staraja sie udostepnic najnowsze osiagniecia medycyny nawet krajom najbolesniej dotknietym przez nedze i choroby endemiczne. Równiez krajowe i miedzynarodowe stowarzyszenia lekarzy spiesza z pomoca ofiarom klesk zywiolowych, epidemii i wojen. Choc wiele jeszcze brakuje do pelnej realizacji na skale miedzynarodowa sprawiedliwego podzialu srodków medycznych, jakze nie dostrzec w dzialaniach, do tej pory podjetych, oznaki coraz powszechniejszej solidarnosci miedzy narodami, godnego uznania wzrostu wrazliwosci na potrzeby ludzi i nakazy moralne oraz wiekszego szacunku dla zycia?

27. W odpowiedzi na ustawy prawne dopuszczajace przerwanie ciazy oraz na próby legalizacji eutanazji tu i ówdzie zakonczone powodzeniem, powstaly na calym swiecie ruchy i inicjatywy, których celem jest obrona zycia poprzez budzenie wrazliwosci spolecznej. Gdy dzialaja one zgodnie ze swa autentyczna inspiracja, stanowczo i konsekwentnie, ale bez uzycia przemocy, upowszechniaja swiadomosc wartosci zycia, stymulujac i organizujac bardziej zdecydowana jego obrone.

Jakze nie wspomniec równiez o wszystkich gestach goscinnosci, poswiecenia i bezinteresownej troski, spelnianych codziennie z miloscia przez ogromna liczbe osób w rodzinach, w szpitalach, sierocincach, domach spokojnej starosci lub innych osrodkach czy wspólnotach obrony zycia? Kosciól, idac za przykladem Jezusa, „dobrego Samarytanina” (por. Lk 10, 29-37) i z Niego czerpiac swoja moc, stal zawsze w pierwszej linii na wszystkich tych frontach dzialalnosci charytatywnej: wiele jego synów i córek, zwlaszcza zakonnice i zakonnicy, przyjmujac dawne, ale zawsze aktualne formy dzialania, poswiecilo i nadal poswieca zycie Bogu, oddaje je z milosci bliznim najslabszym i najbardziej potrzebujacym.

Te gesty klada glebokie fundamenty owej „cywilizacji milosci i zycia”, bez której egzystencja osób i spoleczenstwa traci swój sens najbardziej ludzki. Nawet gdyby ich nikt nie zauwazal i gdyby pozostawaly one zakryte przed wiekszoscia ludzi, wiara daje nam pewnosc, ze Ojciec, „który widzi w ukryciu” (Mt 6, 4), nie tylko je wynagrodzi w przyszlosci, ale juz teraz sprawia, ze przynosza trwaly pozytek wszystkim.

Do znaków nadziei trzeba takze zaliczyc fakt, ze w wielu kregach opinii publicznej wzrasta nowa wrazliwosc coraz bardziej przeciwna wojnie jako metodzie rozwiazywania konfliktów miedzy narodami i coraz aktywniej poszukujaca skutecznych sposobów powstrzymywania — choc „bez uzycia przemocy” — uzbrojonych agresorów. W tej samej perspektywie nalezy widziec coraz powszechniejszy sprzeciw opinii publicznej wobec kary smierci, chocby stosowanej jedynie jako narzedzie „uprawnionej obrony” spolecznej: sprzeciw ten wynika z przekonania, ze wspólczesne spoleczenstwo jest w stanie skutecznie zwalczac przestepczosc metodami, które czynia przestepce nieszkodliwym, ale nie pozbawiaja go ostatecznie mozliwosci odmiany zycia.

Nalezy z zadowoleniem powitac takze wzrost zainteresowania jakoscia zycia oraz ekologia, jaki nastapil zwlaszcza w spoleczenstwach o wysokim stopniu rozwoju, w których ludzie daza juz nie tyle do zapewnienia sobie podstawowych srodków do zycia, ile do globalnego polepszenia warunków zycia. Zjawiskiem szczególnie waznym jest ozywienie refleksji etycznej wokól zycia: powstanie i coraz szerszy rozwój bioetyki sprzyja refleksji i dialogowi — miedzy wierzacymi i niewierzacymi, a takze miedzy wyznawcami róznych religii — o podstawowych problemach etycznych zwiazanych z ludzkim zyciem.

28. Ten obraz pelen swiatel i cieni powinien nam w pelni uswiadomic, ze stoimy wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania miedzy zlem i dobrem, miedzy smiercia i zyciem, miedzy „kultura smierci” i „kultura zycia”. Jestesmy nie tylko swiadkami, ale nieuchronnie zostajemy wciagnieci w te walke: wszyscy w niej uczestniczymy i stad nie mozemy uchylic sie od obowiazku bezwarunkowego opowiedzenia sie po stronie zycia.

Takze do nas skierowane jest wyrazne i stanowcze wezwanie Mojzesza: „Patrz! Klade dzis przed toba zycie i szczescie, smierc i nieszczescie. (...) Klade przed wami zycie i smierc, blogoslawienstwo i przeklenstwo. Wybierajcie wiec zycie, abyscie zyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30, 15. 19). To wezwanie dobrze odpowiada takze naszej sytuacji, bo i my musimy kazdego dnia wybierac miedzy „kultura zycia” a „kultura smierci”. Ale slowa Ksiegi Powtórzonego Prawa maja jeszcze glebszy sens, poniewaz kaza nam dokonac wyboru scisle religijnego i moralnego. Mamy nadac naszej egzystencji pewien podstawowy kierunek, a w zyciu przestrzegac wiernie i konsekwentnie prawa Bozego: „Ja dzis nakazuje ci milowac Pana, Boga twego i chodzic Jego drogami, pelniac Jego polecenia, prawa i nakazy. (...) Wybierajcie wiec zycie, abyscie zyli wy i wasze potomstwo, milujac Pana, Boga swego, sluchajac Jego glosu, lgnac do Niego; bo tu jest twoje zycie i dlugie trwanie twego pobytu na ziemi” (30, 16. 19-20).

Bezwarunkowe opowiedzenie sie po stronie zycia zyskuje pelne znaczenie religijne i moralne, gdy wyplywa z wiary w Chrystusa, jest przez nia uksztaltowane i z niej czerpie moc. Nic bardziej nie pomaga w przyjeciu wlasciwej postawy wobec konfliktu miedzy smiercia i zyciem, w którym jestesmy pograzeni, niz wiara w Syna Bozego, który stal sie czlowiekiem i przyszedl do ludzi, „aby [owce] mialy zycie i mialy je w obfitosci” (J 10, 10): to wiara w Zmartwychwstalego zwyciezyla smierc; wiara w krew Chrystusa, „która przemawia mocniej niz [krew] Abla” (Hbr 12, 24).

Swiatlo i moc tej wiary pozwala zatem Kosciolowi stojacemu wobec wyzwan obecnej sytuacji glebiej uswiadomic sobie, ze otrzymal od swego Pana laske i zadanie gloszenia, wyslawiania i sluzenia Ewangelii zycia.

 

Rozdzial II
Przyszedlem, aby mieli zycie
Chrzescijanskie oredzie o zyciu

 

„Zycie objawilo sie. Mysmy je widzieli” (1J 1, 2): wpatrzeni w Chrystusa, „slowo zycia”

29. Wobec niezliczonych i powaznych niebezpieczenstw, jakie zagrazaja zyciu we wspólczesnym swiecie, czujemy sie jakby przygnieceni poczuciem bezsilnosci: wydaje sie, ze dobro nigdy nie znajdzie dosc sil, aby pokonac zlo!

W obliczu takiej wlasnie sytuacji Lud Bozy, a w nim kazdy wierzacy, zostaje powolany, aby z pokora i odwaga wyznac swa wiare w Jezusa Chrystusa, „Slowo zycia” (por. 1 J 1, 1). Ewangelia zycia nie jest jedynie refleksja, chocby oryginalna i gleboka, nad ludzkim zyciem; nie jest tez wylacznie przykazaniem, które ma uwrazliwiac sumienia i wywolac glebokie przemiany spoleczne; tym bardziej tez nie jest zludna obietnica lepszej przyszlosci. Ewangelia zycia jest rzeczywistoscia konkretna i osobowa, gdyz polega na gloszeniu osoby samego Jezusa. Zwracajac sie do apostola Tomasza, a za jego posrednictwem do kazdego czlowieka, Jezus tak mówi o sobie: „Ja jestem droga i prawda, i zyciem” (J 14, 6). Tak samo okresla swoja tozsamosc w rozmowie z Marta, siostra Lazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i zyciem. Kto we Mnie wierzy, chocby i umarl, zyc bedzie. Kazdy, kto zyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25-26). Jezus jest Synem, który odwiecznie otrzymuje zycie od Ojca (por. J 5, 26) i który przyszedl do ludzi, aby dac im udzial w tym darze: „Ja przyszedlem po to, aby [owce] mialy zycie i mialy je w obfitosci” (J 10, 10).

Tak wiec slowa, czyny i sama osoba Jezusa daja czlowiekowi mozliwosc „poznania” pelnej prawdy o wartosci zycia ludzkiego; z tego „zródla” czerpie on zwlaszcza zdolnosc doskonalego „czynienia” tej prawdy (por. J 3, 21), to znaczy przyjecia i pelnej realizacji obowiazku milowania ludzkiego zycia i sluzenia mu, bronienia go i wspomagania.

W Chrystusie bowiem zostala ostatecznie ogloszona i w pelni ofiarowana czlowiekowi owa Ewangelia zycia, która — darowana juz w Objawieniu Starego Testamentu, wiecej, wpisana w jakis sposób w serce kazdego mezczyzny i kobiety — rozbrzmiewa w kazdym sumieniu „od poczatku”, to znaczy od chwili stworzenia, tak ze mimo negatywnych wplywów grzechu moze byc poznana w swej istotnej tresci równiez przez ludzki rozum. Jak pisze Sobór Watykanski II, Chrystus „przez cala swoja obecnosc i okazanie sie przez slowa i czyny, przez znaki i cuda, zwlaszcza zas przez smierc swoja i pelne chwaly zmartwychwstanie, a wreszcie przez zeslanie Ducha Prawdy, objawienie doprowadzil do konca i do doskonalosci oraz swiadectwem Bozym potwierdza, ze Bóg jest z nami, by nas z mroków grzechu i smierci wybawic i wskrzesic do zycia wiecznego”22.

30. Ze spojrzeniem utkwionym w Chrystusie Panu pragniemy zatem raz jeszcze uslyszec od Niego „slowa Boze” (J 3, 34) i rozwazyc Ewangelie zycia. Najglebszy i najpierwotniejszy sens tego rozwazania oredzia objawionego o zyciu ludzkim zostal wyrazony przez apostola Jana, który tak pisze na poczatku swego Pierwszego Listu: „[To wam oznajmiamy], co bylo od poczatku, cosmy uslyszeli o Slowie zycia, co ujrzelismy wlasnymi oczami, na co patrzylismy i czego dotykaly nasze rece — bo zycie objawilo sie. Mysmy je widzieli, o czym swiadczymy i glosimy wam zycie wieczne, które bylo w Ojcu, a nam zostalo objawione — oznajmiamy wam, cosmy ujrzeli i uslyszeli, abyscie i wy mieli wspóluczestnictwo z nami” (1, 1-3).

W Jezusie, „Slowie zycia”, zostaje nam tedy zapowiedziane i udzielone zycie Boze i wieczne. Dzieki temu objawieniu i temu obdarowaniu fizyczne i duchowe zycie czlowieka, takze w swoim stadium ziemskim, zyskuje pelna wartosc i znaczenie: zycie Boze i wieczne jest bowiem celem, do którego zmierza i jest powolany czlowiek zyjacy w tym swiecie. Tak wiec Ewangelia zycia zawiera w sobie to wszystko, co ludzkie doswiadczenie i rozum mówia o wartosci zycia czlowieka, przejmuje to, wywyzsza i dopelnia.

„Pan jest moja moca i zródlem mestwa! Jemu zawdzieczam moje ocalenie” (Wj 15, 2): zycie jest zawsze dobrem 31. Pelnia ewangelicznego oredzia o zyciu zostala w rzeczywistosci przygotowana juz w Starym Testamencie. Zwlaszcza historia wyjscia z Egiptu, stanowiaca podstawe wiary Starego Testamentu, pozwala Izraelowi odkryc, jak cenne jest jego zycie w oczach Boga. Kiedy wydaje sie, ze naród jest juz skazany na zaglade, gdyz wszystkim nowo narodzonym dzieciom plci meskiej grozi smierc (por. Wj 1, 15-22), Bóg objawia sie mu jako wybawca, zdolny zapewnic przyszlosc ludowi pozbawionemu nadziei. W ten sposób rodzi sie w Izraelu szczególna swiadomosc: jego zycie nie jest zdane na laske faraona, który moze samowolnie nim rozporzadzac; przeciwnie, jest ono otoczone czula i wielka miloscia Boga.

Wyprowadzenie z niewoli oznacza obdarzenie narodu tozsamoscia i uznanie jego nieprzemijajacej godnosci, daje tez poczatek nowej historii, w której odkrywanie Boga idzie w parze z odkrywaniem siebie. Wyjscie z Egiptu jest doswiadczeniem konstytutywnym i wzorcowym. Poucza ono Izraela, ze za kazdym razem gdy jego istnienie jest zagrozone, wystarczy mu uciec sie do Boga z odnowiona ufnoscia, aby uzyskac od Niego skuteczna pomoc: „Uksztaltowalem ciebie, jestes moim sluga. Izraelu, nie pójdziesz u Mnie w niepamiec” (Iz 44, 21).

Tak wiec Izrael, uswiadamiajac sobie wartosc swojego istnienia jako narodu, coraz wyrazniej dostrzega tez sens i wartosc zycia jako takiego. Ten kierunek refleksji rozwijaja zwlaszcza Ksiegi „madrosciowe”, wychodzac od codziennego doswiadczenia „kruchosci” zycia oraz od stwierdzenia niebezpieczenstw, jakie mu zagrazaja. Sprzecznosci egzystencji stanowia wyzwanie dla wiary i domagaja sie odpowiedzi z jej strony.

Zwlaszcza problem cierpienia niepokoi wiare i wystawia ja na próbe. Czyz medytacja z Ksiegi Hioba nie jest jakby jekiem bólu calej ludzkosci? Jest zrozumiale, ze niewinny czlowiek, zmiazdzony przez cierpienie, zadaje sobie pytanie: „Po co sie daje zycie strapionym, istnienie zlamanym na duchu, co smierci czekaja na prózno, szukaja jej bardziej niz skarbu w roli?” (3, 20-21). Ale nawet posród najbardziej nieprzeniknionych ciemnosci wiara prowadzi do uznania „tajemnicy” z ufnoscia i uwielbieniem: „Wiem, ze Ty wszystko mozesz, co zamyslasz, potrafisz uczynic” (Hi 42, 2).

Objawienie pozwala stopniowo coraz wyrazniej dostrzec zalazek zycia niesmiertelnego, umieszczony przez Stwórce w sercach ludzi: „Uczynil wszystko pieknie w swoim czasie, dal im nawet wyobrazenie o wiecznosci” (por. Koh 3, 11). Ten zalazek doskonalej pelni ma sie objawic przez milosc i urzeczywistnic — na mocy niezasluzonego daru Bozego — przez udzial w Jego zyciu wiecznym.

 

„Przez wiare w imie Jezusa temu czlowiekowi (...) imie to przywrócilo sily” (Dz 3, 16): doswiadczajac ulomnosci ludzkiej egzystencji, Jezus urzeczywistnia pelny sens zycia

32. Doswiadczenie ludu Przymierza odnawia sie w doswiadczeniu wszystkich „ubogich”, którzy spotykaja Jezusa z Nazaretu. Podobnie jak niegdys Bóg, „milosnik zycia” (por. Mdr 12, 26) zapewnil Izraelowi bezpieczenstwo posród zagrozen, tak teraz Syn Bozy obwieszcza wszystkim, których egzystencja jest wystawiona na niebezpieczenstwa i podlega ograniczeniom, ze takze ich zycie jest dobrem, któremu milosc Ojca nadaje sens i wartosc.

„Niewidomi wzrok odzyskuja, chromi chodza, tredowaci doznaja oczyszczenia i glusi slysza; umarli zmartwychwstaja, ubogim glosi sie Ewangelie” (Lk 7, 22). Tymi slowami proroka Izajasza (35, 5-6; 61, 1) Jezus ukazuje sens swojej misji: w ten sposób wszyscy, którzy cierpia z powodu jakiegos „pomniejszenia” swojej egzystencji, moga uslyszec od Niego dobra nowine o tym, ze Bóg sie nimi interesuje, i przekonuja sie, iz takze ich zycie jest darem zazdrosnie strzezonym w rekach Ojca (por. Mt 6, 25-34).

Wlasnie do „ubogich” skierowane jest przede wszystkim przepowiadanie i dzialalnosc Jezusa. Rzeszom chorych i zepchnietych na margines, którzy za Nim chodza i Go szukaja (por. Mt 4, 23-25), Jego slowa i czyny objawiaja, jak wielka wartosc ma ich zycie i na jak mocnej podstawie jest oparte ich oczekiwanie zbawienia.

Podobnie dzieje sie od samego poczatku misji Kosciola. Gloszac Jezusa jako Tego, który „przeszedl dobrze czyniac i uzdrawiajac wszystkich, którzy byli pod wladza diabla, dlatego ze Bóg byl z Nim” (por. Dz 10, 38), Kosciól wie, ze jest zwiastunem oredzia zbawienia, którego nowosc jawi sie w calej pelni wlasnie w sytuacjach ponizenia i ubóstwa ludzkiego zycia. To oredzie oglasza Piotr, gdy uzdrawia chromego, którego kladziono kazdego dnia przy wejsciu do swiatyni jerozolimskiej, w bramie zwanej „Piekna”, aby prosil o jalmuzne: „Nie mam srebra ani zlota — powiedzial Piotr — ale co mam, to ci daje: W imie Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodz” (Dz 3, 6). Przez wiare w Jezusa, „Dawce zycia” (Dz 3, 15), zycie wzgardzone i zdane na laske innych odnajduje swoja tozsamosc i pelna godnosc.

Slowa i czyny Jezusa i Jego Kosciola nie dotycza jedynie tych, którzy doswiadczaja chorób, cierpien i róznych form odrzucenia przez spoleczenstwo. W glebszym znaczeniu dotycza samego sensu zycia kazdego czlowieka w jego wymiarze moralnym i duchowym. Tylko czlowiek, który uznaje, ze jego zycie jest dotkniete choroba grzechu, moze odnalezc prawde i autentycznosc swojego istnienia przez spotkanie z Jezusem Zbawicielem, w mysl Jego wlasnych slów: „Nie potrzebuja lekarza zdrowi, ale ci, którzy sie zle maja. Nie przyszedlem wezwac do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Lk 5, 31-32).

Ten natomiast, kto sadzi — jak bogaty rolnik z ewangelicznej przypowiesci — ze potrafi zapewnic sobie zycie wylacznie przez gromadzenie dóbr materialnych, w rzeczywistosci oszukuje samego siebie: zycie wymyka sie mu i rychlo zostanie mu odebrane, on zas nigdy nie pojmie jego prawdziwego sensu: „Glupcze, jeszcze tej nocy zazadaja twojej duszy od ciebie, komu wiec przypadnie to, cos przygotowal? ” (Lk 12, 20).

33. Takze w zyciu samego Jezusa, od poczatku do konca, spotykamy sie z ta szczególna „dialektyka” miedzy doswiadczeniem kruchosci ludzkiego zycia a potwierdzeniem jego wartosci. Zycie Jezusa jest bowiem naznaczone nietrwaloscia juz od chwili Jego narodzin. Zostaje On co prawda przyjety przez sprawiedliwych, którzy przylaczaja sie do ochoczego i radosnego „tak” Maryi (por. Lk 1, 38). Lecz zaraz jest takze odrzucony przez swiat, który jest Mu wrogi i poszukuje Dzieciecia, „aby Je zgladzic” (Mt 2, 13) albo okazuje obojetnosc i brak zainteresowania wobec dokonujacej sie tajemnicy tego zycia, które przychodzi na swiat: „nie bylo dla nich miejsca w gospodzie” (Lk 2, 7). Wlasnie dzieki temu kontrastowi miedzy zagrozeniami i niepewnoscia z jednej strony, a moca daru Bozego z drugiej, jasnieje szczególnym blaskiem chwala promieniujaca z nazaretanskiego domu i betlejemskiej stajni: to rodzace sie zycie jest zbawieniem dla calej ludzkosci (por. Lk 2, 11).

Jezus przyjmuje w pelni sprzecznosci i cale ryzyko, jakie niesie zycie: „bedac bogaty, dla was stal sie ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacic” (2 Kor 8, 9). Ubóstwo, o którym mówi Pawel, nie jest tylko ogoloceniem sie z Boskich przywilejów, ale pelnym uczestnictwem w unizeniu i nietrwalosci ludzkiego zycia (por. Flp 2, 6-7). Jezus doswiadcza tego ubóstwa przez cale swoje zycie, az do kulminacyjnego momentu smierci na krzyzu: „unizyl samego siebie, stawszy sie poslusznym az do smierci — i to smierci krzyzowej. Dlatego tez Bóg Go nad wszystko wywyzszyl i darowal Mu imie ponad wszelkie imie” (Flp 2, 8-9). Wlasnie przez swoja smierc Jezus objawia cala wielkosc i wartosc zycia, jako ze Jego ofiara na krzyzu staje sie zródlem nowego zycia dla wszystkich ludzi (por. J 12, 32). W tym pielgrzymowaniu wsród sprzecznosci, a nawet w obliczu utraty zycia, Jezus kieruje sie przeswiadczeniem, ze jest ono w reku Ojca. Dlatego na krzyzu moze powiedziec: „Ojcze, w Twoje rece powierzam ducha mojego” (Lk 23, 46) — to znaczy moje zycie. Prawdziwie wielka jest wartosc ludzkiego zycia, skoro Syn Bozy przyjal je i uczynil miejscem, w którym dokonuje sie zbawienie calej ludzkosci!

 

„Powolani (...) by sie stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8, 28-29): chwala Boza jasnieje na obliczu czlowieka

34. Zycie zawsze jest dobrem. Czlowiek jest powolany, aby zrozumiec gleboka motywacje tego intuicyjnego przeswiadczenia, które jest tez faktem poznawalnym doswiadczalnie.

Dlaczego zycie jest dobrem? To pytanie pojawia sie w calej Biblii i juz na jej pierwszych stronicach znajduje trafna i zdumiewajaca odpowiedz. Zycie, które Bóg daje czlowiekowi, jest inne i odrebne od zycia wszelkich innych stworzen zyjacych, jako ze czlowiek, choc jest spokrewniony z prochem ziemi (por. Rdz 2, 7; 3, 19; Hi 34, 15; Ps 103 [102], 14; 104 [103], 29), jest w swiecie objawieniem Boga, znakiem jego obecnosci, sladem jego chwaly (por. Rdz 1, 26-27; Ps 8, 6). Na to wlasnie pragnal zwrócic uwage sw. Ireneusz z Lyonu w swoim znanym powiedzeniu: „Chwala Boza jest czlowiek zyjacy”23. Czlowiek zostaje obdarzony najwyzsza godnoscia, która jest zakorzeniona w wewnetrznej wiezi laczacej go ze Stwórca: jasnieje w nim odblask rzeczywistosci samego Boga.

Stwierdza to Ksiega Rodzaju w pierwszym opisie stworzenia, ukazujac czlowieka jako szczyt i ukoronowanie stwórczego dzialania Boga, który z bezksztaltnego chaosu wyprowadza stworzenie najdoskonalsze. Wszystko w rzeczywistosci stworzonej jest ukierunkowane ku czlowiekowi i jemu poddane: „rozmnazajcie sie, abyscie zaludnili ziemie i uczynili ja sobie poddana: abyscie panowali (...) nad wszystkimi zwierzetami” (1, 28) — nakazuje Bóg mezczyznie i kobiecie. Podobne oredzie zawiera tez drugi opis stworzenia: „Pan Bóg wzial zatem czlowieka i umiescil go w ogrodzie Eden, aby uprawial go i dogladal” (Rdz 2, 15). Potwierdza sie w ten sposób prymat czlowieka nad rzeczami: sa one jemu podporzadkowane i powierzone jego odpowiedzialnosci, podczas gdy on sam pod zadnym pozorem nie moze byc zniewolony przez swoich bliznich i jakby zredukowany do rzedu rzeczy.

W opisie biblijnym odrebnosc czlowieka od innych istot stworzonych jest podkreslona zwlaszcza przez fakt, ze tylko jego stworzenie zostaje przedstawione jako owoc specjalnej decyzji Boga i Jego postanowienia, by polaczyc czlowieka ze Stwórca szczególna i specyficzna wiezia: „Uczynmy czlowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Zycie ofiarowane przez Boga czlowiekowi jest darem, dzieki któremu Bóg udziela cos z siebie stworzeniu.

Izrael bedzie pytal wytrwale o sens tej szczególnej i specyficznej wiezi czlowieka z Bogiem. Równiez Ksiega Madrosci Syracha stwierdza, ze Bóg stwarzajac ludzi „przyodzial ich w moc podobna do swojej i uczynil ich na swój obraz” (17, 3). Do takiego wniosku, wedlug Autora Ksiegi, prowadzi nie tylko panowanie czlowieka nad swiatem, ale takze wyposazenie go w jemu tylko wlasciwe wladze duchowe, takie jak rozum, rozeznanie dobra i zla, wolna wola: „Napelnil ich wiedza i rozumem, o zlu i dobru ich pouczyl” (Syr 17, 7). Zdolnosc poznania prawdy i doswiadczenie wolnosci sa przywilejem czlowieka jako istoty stworzonej na obraz swego Stwórcy, Boga prawdziwego i sprawiedliwego (por. Pwt 32, 4). Sposród stworzen widzialnych tylko czlowiek „zdolny jest do poznania i milowania swego Stwórcy”24. Zycie, którym Bóg obdarza czlowieka, jest czyms wiecej niz tylko istnieniem w czasie. Jest dazeniem ku pelni zycia; jest zalazkiem istnienia, które przekracza granice czasu: „bo dla niesmiertelnosci Bóg stworzyl czlowieka — uczynil go obrazem swej wlasnej wiecznosci” (Mdr 2, 23).

35. Takze jahwistyczny opis stworzenia jest wyrazem tego samego przeswiadczenia. W tym prastarym opowiadaniu mówi sie bowiem o tchnieniu Bozym, którym zostaje napelniony czlowiek, aby stac sie istota zyjaca: „Pan Bóg ulepil czlowieka z prochu ziemi i tchnal w jego nozdrza tchnienie zycia, wskutek czego stal sie czlowiek istota zywa” (Rdz 2, 7).

Boskie pochodzenie tego ducha zycia wyjasnia, dlaczego czlowiekowi przez cale zycie na ziemi towarzyszy poczucie niespelnienia. Stworzony przez Boga i noszacy w sobie niezatarty slad Boga, czlowiek w naturalny sposób dazy ku Niemu. Kazdy czlowiek, wsluchany w glebokie pragnienia swego serca, musi uznac, ze i do niego odnosza sie slowa prawdy wypowiedziane przez sw. Augustyna: „Uczyniles nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”25.

Niezwykle wymownym swiadectwem jest poczucie niezaspokojenia, jakiego doznaje czlowiek w raju, dopóki jego jedynym punktem odniesienia jest swiat roslinny i zwierzecy (por. Rdz 2, 20). Dopiero pojawienie sie kobiety, to znaczy istoty, która jest cialem z jego ciala i koscia z jego kosci (por. Rdz 2, 23), i w której takze zyje duch Boga Stwórcy, moze zaspokoic potrzebe dialogu miedzyosobowego, majacego tak zywotne znaczenie dla ludzkiej egzystencji. W bliznim — mezczyznie czy kobiecie — mozna dostrzec odbicie samego Boga, ostatecznego celu i zaspokojenia kazdego czlowieka.

„Czym jest czlowiek, ze o nim pamietasz, i czym — syn czlowieczy, ze sie nim zajmujesz?” — pyta Psalmista (Ps 8, 5). W obliczu bezmiaru wszechswiata czlowiek wydaje sie istota niewiele znaczaca, ale wlasnie ten kontrast uwypukla jego wielkosc: „Uczyniles go niewiele mniejszym od istot niebieskich [mozna takze tlumaczyc: niewiele mniejszym od Boga], chwala i czcia go uwienczyles” (Ps 8, 6). Chwala Boza jasnieje na obliczu czlowieka. W nim Stwórca znajduje odpoczynek, jak pisze ze wzruszeniem i zdumieniem sw. Ambrozy: „Zapadl zmierzch szóstego dnia i stworzenie swiata zakonczylo sie uksztaltowaniem tego arcydziela, jakim jest czlowiek, który sprawuje wladze nad wszystkimi istotami zywymi i jest jakby zwienczeniem wszechswiata, najpiekniejsza sposród wszystkich istot stworzonych. Prawdziwie, powinnismy zachowac pelne bojazni milczenie, poniewaz Pan odpoczal po wszystkich ziemskich pracach. Spoczal nastepnie we wnetrzu czlowieka, spoczal w jego umysle i w jego myslach, stworzyl przeciez czlowieka jako istote rozumna, zdolna Go nasladowac, wzorujaca sie na Jego cnotach, spragniona niebianskich lask. W tych cechach czlowieka zamieszkuje Bóg, który powiedzial: «Ja patrze na tego, który jest biedny i zgnebiony na duchu, i który z drzeniem czci moje slowo» (Iz 66, 2). Dziekuje Panu Bogu naszemu za to, ze stworzyl tak cudowne dzielo, w którym moze znalezc odpocznienie”26.

36. Niestety, wspanialy zamysl Bozy zostaje przycmiony przez grzech, który wdziera sie w ludzkie dzieje. Przez grzech czlowiek buntuje sie przeciw Stwórcy, co prowadzi go do balwochwalczej czci stworzenia: „stworzeniu oddawali czesc, i sluzyli jemu, zamiast sluzyc Stwórcy” (Rz 1, 25). W ten sposób czlowiek nie tylko oszpeca obraz Bozy w samym sobie, ale doznaje pokusy, aby znieksztalcic go takze w innych, wprowadzajac w miejsce wzajemnej komunii nieufnosc, obojetnosc i wrogosc, która posuwa sie nawet do zabójczej nienawisci. Kto nie uznaje Boga jako Boga, sprzeniewierza sie glebokiemu pojeciu czlowieka i narusza komunie miedzy ludzmi.

Obraz Bozy zajasnial na nowo w zyciu czlowieka i objawil sie w calej pelni wraz z przyjsciem na swiat w ludzkim ciele Syna Bozego: „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15), „odblaskiem Jego chwaly i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1, 3). On jest doskonalym obrazem Ojca.

Zamysl zycia, powierzony pierwszemu czlowiekowi — Adamowi, ostatecznie znajduje wypelnienie w Chrystusie. Podczas gdy nieposluszenstwo Adama niszczy i znieksztalca zamysl Bozy wobec ludzkiego zycia i wprowadza na swiat smierc, odkupiencze posluszenstwo Chrystusa jest zródlem laski, która rozlewa sie na ludzi, otwierajac wszystkim na osciez bramy królestwa zycia (por. Rz 5, 12-21). Apostol Pawel pisze: „Stal sie pierwszy czlowiek, Adam, dusza zyjaca, a ostatni Adam duchem ozywiajacym” (1 Kor 15, 45).

Tym, którzy godza sie pójsc za Chrystusem, zostaje ofiarowana pelnia zycia: obraz Bozy zostaje w nich przywrócony, odnowiony i doprowadzony do doskonalosci. Taki jest zamysl Bozy wobec ludzi, „by sie stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8, 29). Tylko w ten sposób, w blasku tego obrazu, czlowiek moze dostapic wyzwolenia z niewoli balwochwalstwa, odbudowac zerwane wiezi braterstwa i odnalezc wlasna tozsamosc.

 

„Kazdy, kto zyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 26): dar zycia wiecznego

37. Zycia, które Syn Bozy przyniósl ludziom, nie mozna sprowadzic wylacznie do istnienia w czasie. Zycie, które odwiecznie istnieje „w Nim” i jest „swiatloscia ludzi” (J 1, 4), polega na tym, ze czlowiek zostaje zrodzony przez Boga, aby miec udzial w pelni jego milosci: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjeli, dalo moc, aby sie stali dziecmi Bozymi, tym, którzy wierza w imie Jego — którzy ani z krwi, ani z zadzy ciala, ani z woli meza, ale z Boga sie narodzili” (J 1, 12-13).

Sam Jezus nazywa niekiedy to zycie, które przyniósl w darze, po prostu „zyciem”; ukazuje przy tym, ze zrodzenie przez Boga jest niezbedne, aby czlowiek mógl osiagnac cel, dla którego stworzyl go Bóg: „powiadam ci, jesli sie ktos nie narodzi powtórnie, nie moze ujrzec królestwa Bozego” (J 3, 3). Dar tego zycia stanowi wlasciwy przedmiot misji Jezusa: On jest Tym, „który z nieba zstepuje i zycie daje swiatu” (J 6, 33), moze zatem glosic zgodnie z prawda: „Kto idzie za Mna (...) bedzie mial swiatlo zycia” (J 8, 12).

Przy innych okazjach Jezus mówi o „zyciu wiecznym”, przy czym przymiotnik nie oznacza tu tylko wymiaru ponadczasowego. Zycie, które Jezus obiecuje i daje, jest „wieczne”, bo jest pelnia uczestnictwa w zyciu „Wiekuistego”. Kazdy, kto wierzy w Jezusa i zostaje wlaczony w komunie z Nim, ma zycie wieczne (por. J 3, 15; 6, 40), bo od Niego slyszy jedyne slowa, które objawiaja mu pelnie zycia i wnosza ja w jego egzystencje; sa to „slowa zycia wiecznego”, jak stwierdza Piotr w swoim wyznaniu wiary: „Panie, do kogóz pójdziemy? Ty masz slowa zycia wiecznego, a mysmy uwierzyli i poznali, ze Ty jestes Swietym Boga” (J 6, 68-69). Sam Jezus natomiast ukazuje, na czym polega zycie wieczne, zwracajac sie do Ojca w swej modlitwie arcykaplanskiej: „A to jest zycie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga oraz Tego, którego poslales, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3). Poznac Boga i Jego Syna znaczy przyjac tajemnice komunii milosci Ojca, Syna i Ducha Swietego we wlasnym zyciu, które juz teraz otwiera sie na zycie wieczne przez uczestnictwo w zyciu Bozym.

38. Zycie wieczne jest zatem zyciem samego Boga i zarazem zyciem synów Bozych. Wobec tej nieoczekiwanej i nieogarnionej prawdy, która przychodzi do nas od Boga w Chrystusie, reakcja wierzacego musi byc nie slabnace zdumienie i bezgraniczna wdziecznosc. Czlowiek wierzacy powtarza wówczas za apostolem Janem: „Popatrzcie, jaka miloscia obdarzyl nas Ojciec: zostalismy nazwani dziecmi Bozymi, i rzeczywiscie nimi jestesmy. (...) Umilowani, obecnie jestesmy dziecmi Bozymi, ale jeszcze sie nie ujawnilo, czym bedziemy. Wiemy, ze gdy sie objawi, bedziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3, 1-2).

W ten sposób osiaga swój szczyt chrzescijanska prawda a zyciu. Godnosc zycia nie wynika jedynie z jego zródel, czyli z faktu, ze pochodzi ono od Boga, ale takze z jego celu, z jego przeznaczenia do komunii z Bogiem przez poznanie Go i umilowanie. Wlasnie w swietle tej prawdy sw. Ireneusz uscisla i uzupelnia swoja pochwale czlowieka: tak, „czlowiek zyjacy” jest „chwala Boza”, ale „zycie czlowieka to ogladanie Boga”27

Wynikaja stad bezposrednie konsekwencje dla zycia czlowieka nawet w jego ziemskiej kondycji, w której juz zakielkowalo i wzrasta zycie wieczne. Jesli czlowiek instynktownie miluje zycie, bo jest ono dobrem, to milosc taka znajduje ostateczne uzasadnienie i moc, rozszerza sie i poglebia w Boskich wymiarach tego dobra. W podobnej perspektywie milosc do zycia, jaka ma kazda istota ludzka, nie ogranicza sie do zwyklego szukania przestrzeni pozwalajacej na realizowanie siebie i na nawiazanie stosunków z innymi, ale rozwija sie w radosnym przeswiadczeniu, ze mozna uczynic z wlasnej egzystencji „miejsce” objawienia sie Boga, spotkania i komunii z Nim. Zycie, którym obdarza nas Jezus, nie pozbawia wartosci naszej doczesnej egzystencji, ale ja ogarnia i prowadzi ku jej ostatecznemu przeznaczeniu: „Ja jestem zmartwychwstaniem i zyciem. (...) Kazdy, kto zyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25-26).

 

„Upomne sie (...) u kazdego o zycie brala” (Rdz 9, 5): czesc i milosc wobec kazdego ludzkiego zycia

39. Zycie czlowieka pochodzi od Boga, jest Jego darem, Jego obrazem i odbiciem, udzialem w Jego ozywczym tchnieniu. Dlatego Bóg jest jedynym Panem tego zycia: czlowiek nie moze nim rozporzadzac. Bóg sam przypomina o tym Noemu po potopie: „Upomne sie tez u czlowieka o zycie czlowieka i u kazdego — o zycie brata” (Rdz 9, 5). Autor tekstu biblijnego stara sie w tym miejscu podkreslic, ze fundamentem swietosci zycia jest Bóg i Jego dzialanie stwórcze: „bo czlowiek zostal stworzony na obraz Boga” (Rdz 9, 6).

Zycie i smierc czlowieka sa zatem w reku Boga, w Jego mocy: „w Jego reku — tchnienie zycia i dusza kazdego czlowieka”, wola Hiob (12, 10). „To Pan daje smierc i zycie, wtraca do Szeolu i zen wyprowadza” (1 Sm 2, 6). Tylko Bóg moze powiedziec: „Ja zabijam i Ja sam ozywiam” (Pwt 32, 39).

Ta wladza sprawowana przez Boga nie jest jednak zagrazajaca samowola, ale opiekuncza i pelna milosci troska, która otacza On swoje stworzenia. To prawda, ze zycie czlowieka jest w reku Boga, ale prawda jest tez, ze sa to rece milujace, podobne dloniom matki, która tuli, karmi i pielegnuje swoje dziecko: „wprowadzilem lad i spokój do mojej duszy. Jak niemowle u swej matki, jak niemowle — tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131 [130], 2; por. Iz 49, 15; 66, 12-13; Oz 11, 4). Tak wiec Izrael nie patrzy na dzieje narodów i ludzi jako na owoc czystego przypadku albo slepego losu, ale widzi w nich realizacje zamyslu milosci, zgodnie z którym Bóg gromadzi wszystkie moce zycia i przeciwstawia je silom zla zrodzonym z grzechu: „Bo smierci Bóg nie uczynil i nie cieszy sie ze zguby zyjacych. Stworzyl bowiem wszystko po to, aby bylo” (Mdr 1, 13-14).

40. Z prawdy o swietosci zycia wynika zasada jego nienaruszalnosci, wpisana od poczatku w serce czlowieka, w jego sumienie. Pytanie: „Cózes uczynil?” (Rdz 4, 10), które Bóg zadal Kainowi, gdy ten zabil swego brata Abla, wyraza doswiadczenie kazdego czlowieka: glos przemawiajacy w glebi jego sumienia przypomina mu zawsze o nienaruszalnosci zycia — wlasnego i innych — jako rzeczywistosci, która do niego nie nalezy, bo jest wlasnoscia i darem Boga, Stwórcy i Ojca.

Przykazanie mówiace o nienaruszalnosci ludzkiego zycia rozbrzmiewa posród „dziesieciu slów” przymierza synajskiego (por. Wj 34, 28). Zakazuje przede wszystkim zabójstwa: „Nie bedziesz zabijal” (Wj 20, 13); „nie wydasz wyroku smierci na niewinnego i sprawiedliwego” (Wj 23, 7); ale zabrania takze — jak to precyzuje pózniejsze prawodawstwo Izraela — zranienia w jakikolwiek sposób ciala blizniego (por. Wj 21, 12-27). Trzeba oczywiscie przyznac, ze w Starym Testamencie ta wrazliwosc na wartosc zycia, choc juz tak wyrazna, nie ma jeszcze owej subtelnosci, wyrazonej w Kazaniu na Górze, czego swiadectwem sa niektóre aspekty prawodawstwa wówczas obowiazujacego, które przewidywalo dotkliwe kary cielesne, a nawet kare smierci. Lecz to ogólne przeslanie, które zostanie udoskonalone przez Nowy Testament, jest stanowczym wezwaniem do uszanowania zasady nienaruszalnosci zycia fizycznego i integralnosci osobistej, zas jego punktem kulminacyjnym jest pozytywne przykazanie, które kaze poczuwac sie do odpowiedzialnosci za blizniego jak za siebie samego: „bedziesz milowal blizniego jak siebie samego” (Kpl 19, 18).

41. Przykazanie „nie zabijaj”, zawarte w pozytywnym przykazaniu milosci blizniego i przez nie poglebione, zostaje potwierdzone w calej swej mocy przez Pana Jezusa. Na pytanie bogatego mlodzienca: „Nauczycielu, co dobrego mam czynic, aby otrzymac zycie wieczne?”, Jezus odpowiada: „jesli chcesz osiagnac zycie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 16. 17). I jako pierwsze z nich wymienia przykazanie „nie zabijaj” (w. 18). W Kazaniu na Górze Jezus zada od swoich uczniów sprawiedliwosci doskonalszej niz sprawiedliwosc uczonych w pismie i faryzeuszów, takze w dziedzinie poszanowania zycia: „Slyszeliscie, ze powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by sie dopuscil zabójstwa, podlega sadowi. A Ja wam powiadam: Kazdy, kto sie gniewa na swego brata, podlega sadowi” (Mt 5, 21-22).

Przez swoje slowa i czyny Jezus jeszcze wyrazniej ukazuje pozytywne wymogi przykazania dotyczacego nienaruszalnosci zycia. Mozna je odnalezc juz w Starym Testamencie, którego prawodawstwo staralo sie chronic zycie w chwilach slabosci i zagrozenia, otaczajac opieka cudzoziemców, wdowy, sieroty, chorych, wszelkiego rodzaju ubogich oraz zycie nie narodzonych (por. Wj 21, 22; 22, 20-26). Dzieki Jezusowi te pozytywne wymogi zyskuja nowa zywotnosc i rozmach, ukazujac caly swój zasieg i glebie: obejmuja nie tylko troske o zycie brata (krewnego, czlonka tego samego narodu czy cudzoziemca mieszkajacego w kraju Izraela), ale takze odpowiedzialnosc za obcych, a nawet milosc nieprzyjaciól.

Zaden czlowiek nie jest obcy dla tego, kto powinien byc bliznim wszystkich potrzebujacych i poczuwac sie do odpowiedzialnosci za ich zycie, jak naucza wymowna i przekonujaca przypowiesc o dobrym Samarytaninie (por. Lk 10, 25-37). Nawet wróg przestaje byc wrogiem dla tego, kto ma obowiazek go kochac (por. Mt 5, 38-48; Lk 6, 27-35) i „czynic mu dobro” (por. Lk 6, 27. 33. 35), zaspokajajac gorliwie i bezinteresownie jego zyciowe potrzeby (por. Lk 6, 34-35). Szczytem tej milosci jest modlitwa za nieprzyjaciól, która wspólbrzmi z przewidujaca miloscia Boga: „A Ja wam powiadam: Milujcie waszych nieprzyjaciól i módlcie sie za tych, którzy was przesladuja; tak bedziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; poniewaz On sprawia, ze slonce Jego wschodzi nad zlymi i nad dobrymi, i On zsyla deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 44-45; por. Lk 6, 28. 35).

Tak wiec najglebszym wymiarem Bozego przykazania, chroniacego zycie czlowieka, jest wymóg okazywania czci i milosci kazdej osobie i jej zyciu. Takie pouczenie kieruje do chrzescijan Rzymu apostol Pawel, nawiazujac do slów Jezusa (por. Mt 19, 17-18): „Albowiem przykazania: Nie cudzolóz, nie zabijaj, nie kradnij, nie pozadaj, i wszystkie inne — streszczaja sie w tym nakazie: Miluj blizniego swego jak siebie samego. Milosc nie wyrzadza zla blizniemu. Przeto milosc jest doskonalym wypelnieniem Prawa” (Rz 13, 9-10).

„Badzcie plodni i rozmnazajcie sie, abyscie zaludnili ziemie i uczynili ja sobie poddana” (Rdz 2, 28): odpowiedzialnosc czlowieka za zycie

42. Bronic zycia i umacniac je, czcic je i kochac — oto zadanie, które Bóg powierza kazdemu czlowiekowi, powolujac go — jako swój zywy obraz — do udzialu w Jego panowaniu nad swiatem: „Po czym Bóg im blogoslawil, mówiac do nich: «Badzcie plodni i rozmnazajcie sie, abyscie zaludnili ziemie i uczynili ja sobie poddana; abyscie panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzetami pelzajacymi po ziemi»” (Rdz 1, 28).

Tekst biblijny ukazuje w pelnym swietle rozleglosc i glebie panowania, jakim Bóg obdarza czlowieka. Chodzi nade wszystko o panowanie nad ziemia i kazda istota zyjaca, jak przypomina Ksiega Madrosci: „Boze przodków i Panie milosierdzia, (...) w Madrosci swojej stworzyles czlowieka, by panowal nad stworzeniami, co przez Ciebie sie staly, by wladal swiatem w swietosci i sprawiedliwosci” (9, 1-3). Takze Psalmista opiewa panowanie czlowieka jako znak chwaly i godnosci nadanej mu przez Stwórce: „Obdarzyles go wladza nad dzielami rak Twoich; zlozyles wszystko pod jego stopy: owce i bydlo wszelakie, a nadto i polne stada, ptactwo powietrzne oraz ryby morskie, wszystko, co szlaki mórz przemierza” (Ps 8, 7-9).

Czlowiek zostal powolany, aby uprawiac ogród ziemi i strzec go (por. Rdz 2, 15), jest zatem w szczególny sposób odpowiedzialny za srodowisko zycia, to znaczy za rzeczywistosc stworzona, która z woli Boga ma sluzyc jego osobowej godnosci i jego zyciu: odpowiedzialny nie tylko wobec obecnej epoki, ale i przyszlych pokolen. Na tym polega kwestia ekologiczna z wszystkimi jej aspektami — od ochrony naturalnych „habitatów” róznych gatunków zwierzat i form zycia po „ekologie czlowieka” w scislym sensie28; droge do jej rozwiazania, szanujacego to wielkie dobro, jakim jest zycie, kazde zycie, wskazuja zasady etyczne, jasno i stanowczo sformulowane na stronicach Biblii. W istocie, „panowanie, przekazane przez Stwórce czlowiekowi, nie oznacza wladzy absolutnej, nie moze tez byc mowy o wolnosci «uzywania» lub dowolnego dysponowania rzeczami. Ograniczenie nalozone od poczatku na czlowieka przez samego Stwórce i wyrazone w sposób symboliczny w zakazie «spozywania owocu drzewa» (por. Rdz 2, 16-17) jasno ukazuje, ze w odniesieniu do widzialnej natury jestesmy poddani nie tylko prawom biologicznym, ale takze moralnym, których nie mozna bezkarnie przekraczac”29.

43. Pewien udzial czlowieka w panowaniu Boga ujawnia sie takze w szczególnej odpowiedzialnosci, jaka zostala mu powierzona w odniesieniu do zycia prawdziwie ludzkiego. Najwznioslejszym przejawem tej odpowiedzialnosci jest przekazywanie zycia przez akt zrodzenia, dokonany przez mezczyzne i kobiete w malzenstwie, jak przypomina nam Sobór Watykanski II: „Bóg sam to powiedzial: «Nie jest dobrze czlowiekowi byc samemu» (Rdz 2, 18), i «uczynil czlowieka od poczatku jako mezczyzne i niewiaste» (Mt 19, 14), chcac dac mu pewne specjalne uczestnictwo w swoim wlasnym dziele stwórczym, poblogoslawil mezczyznie i kobiecie mówiac: «badzcie plodni i rozmnazajcie sie» (Rdz 1, 28)”30.

Mówiac o „pewnym specjalnym uczestnictwie” mezczyzny i kobiety w „stwórczym dziele” Boga, Sobór pragnie podkreslic, ze zrodzenie dziecka jest wydarzeniem gleboko ludzkim i wysoce religijnym, gdyz angazuje malzonków, tworzacych „jedno cialo” (por. Rdz 2, 24), a zarazem Boga samego, który jest obecny. Jak napisalem w Liscie do Rodzin, „gdy z malzenskiej jednosci dwojga rodzi sie nowy czlowiek, to przynosi on z soba na swiat szczególny obraz i podobienstwo Boga samego: w biologie rodzenia wpisana jest genealogia osoby. Jesli mówimy, ze malzonkowie jako rodzice sa wspólpracownikami Boga-Stwórcy w poczeciu i zrodzeniu nowego czlowieka, to sformulowaniem tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, ze w ludzkim rodzicielstwie sam Bóg jest obecny — obecny w inny jeszcze sposób niz to ma miejsce w kazdym innym rodzeniu w swiecie widzialnym, «na ziemi». Przeciez od Niego tylko moze pochodzic «obraz i podobienstwo», które jest wlasciwe istocie ludzkiej, tak jak przy stworzeniu. Rodzenie jest kontynuacja stworzenia”31.

Taka nauke przekazuje prostym i wymownym jezykiem biblijnym tekst, który przytacza radosny okrzyk pierwszej kobiety, „matki wszystkich zyjacych” (por. Rdz 3, 20). Ewa, swiadoma Bozej interwencji, wola: „Otrzymalam mezczyzne od Pana” (Rdz 4, 1). Tak wiec w akcie rodzenia, w którym rodzice przekazuja zycie dziecku, zostaje tez przekazany — dzieki stworzeniu niesmiertelnej duszy32 — obraz i podobienstwo samego Boga. Taki jest sens slów, które rozpoczynaja „rodowód potomków Adama”: „Gdy Bóg stworzyl czlowieka, na podobienstwo Boga stworzyl go; stworzyl mezczyzne i niewiaste, poblogoslawil ich i dal im nazwe «ludzie», wtedy gdy ich stworzyl. Gdy Adam mial sto trzydziesci lat, urodzil mu sie syn, podobny do niego jako jego obraz, i dal mu na imie Set” (Rdz 5, 1-3). Wlasnie ta rola wspólpracowników Boga przekazujacego swój obraz nowej istocie stanowi o wielkosci malzonków, gotowych „wspóldzialac z miloscia Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciaz powieksza i wzbogaca swoja rodzine”33. Zgodnie z ta wizja biskup Amfiloch wywyzszal wartosc „swietego malzenstwa, wybranego i wyniesionego ponad wszystkie ziemskie dary” jako wspólnoty, która „rodzi czlowieczenstwo i tworzy obrazy Boze”34.

Tak wiec mezczyzna i kobieta zjednoczeni w malzenstwie zostaja wlaczeni w Boze dzielo: poprzez akt zrodzenia dar Bozy zostaje przyjety i nowe zycie otwiera sie na przyszlosc.

Niezaleznie jednak od specyficznej misji rodziców, zadanie opieki nad zyciem i sluzenie mu spoczywa na wszystkich, zwlaszcza w sytuacjach, gdy zycie jest szczególnie slabe i bezbronne. Przypomina nam o tym sam Chrystus, zadajac, bysmy Go kochali w braciach dotknietych przez wszelkiego rodzaju cierpienie: w glodnych, spragnionych i cudzoziemcach, w nagich, chorych, uwiezionych... To, co czynimy jednemu z nich, czynimy samemu Chrystusowi (por. Mt 25, 31-46).

 

„Ty bowiem utworzyles moje nerki” (Ps 139 [138], 13): godnosc dziecka jeszcze nie narodzonego

44. Zycie ludzkie jest szczególnie slabe i kruche, kiedy przychodzi na swiat oraz kiedy opuszcza doczesnosc, aby osiagnac wiecznosc. Slowo Boze wielokrotnie wzywa do otoczenia zycia opieka i szacunkiem, zwlaszcza zycia naznaczonego przez chorobe i starosc. Jezeli brak w Biblii bezposrednich i jednoznacznych wezwan do ochrony zycia u jego poczatków, zwlaszcza przed narodzeniem, podobnie zreszta jak w obliczu bliskiego juz kresu, mozna to latwo wyjasnic faktem, ze nawet sama mozliwosc dzialania przeciw zyciu, napasci na nie lub wrecz odebrania zycia w takich okolicznosciach nie miescila sie w pojeciach religijnych i kulturowych Ludu Bozego.

Lud Starego Testamentu bal sie bezplodnosci jako przeklenstwa, zas liczne potomstwo uwazal za blogoslawienstwo: „Oto synowie sa darem Pana, a owoc lona nagroda” (Ps 127 [126], 3; por. Ps 128 [127], 3-4). To przekonanie wynika miedzy innymi ze swiadomosci, ze Izrael jest ludem Przymierza, powolanym, aby sie rozmnazac zgodnie z obietnica dana Abrahamowi: „Spójrz w niebo i policz gwiazdy, jesli zdolasz to uczynic; (...) Tak liczne bedzie twoje potomstwo” (Rdz 15, 5). Przede wszystkim jednak do glosu dochodzi tu przeswiadczenie, ze zycie przekazywane przez rodziców ma zródlo w Bogu, czego swiadectwo mozna znalezc na wielu stronicach Biblii, które ze czcia i miloscia mówia o poczeciu, o ksztaltowaniu sie zycia w lonie matki, o narodzinach i o scislej wiezi, jaka zachodzi miedzy pierwsza chwila istnienia a dzialaniem Boga Stwórcy.

„Zanim uksztaltowalem cie w lonie matki, znalem cie, nim przyszedles na swiat, poswiecilem cie” (Jr 1, 5): zycie kazdego czlowieka od samego poczatku przebiega zgodnie z Bozym zamyslem. Hiob, pograzony w cierpieniu, oddaje sie kontemplacji dzialania Bozego, które dostrzega w przedziwnym procesie ksztaltowania sie swego ciala w lonie matki, i to pozwala mu zachowac ufnosc oraz wyrazic pewnosc, ze istnieje Bozy plan wobec jego zycia: „Twe rece uksztaltowaly mnie, uczynily: opuszczonego dokola chcesz zniszczyc? Wspomnij, zes mnie ulepil z gliny: i chcesz mnie obrócic w proch? Czy mnie nie zlales jak mleko, czyz zsiasc sie nie dales jak serowi? Odziales mnie skóra i cialem i spiales zylami i koscmi, darzyles miloscia, bogactwem, troskliwosc Twa strzegla mi ducha” (10, 8-12). Takze niektóre psalmy wyrazaja pelne czci zdumienie dzialaniem Boga, który ksztaltuje zycie czlowieka w lonie matki35.

Czyz jest to do pomyslenia, by chocby przez chwile ten cudowny proces rodzenia sie zycia nie podlegal madremu i milujacemu dzialaniu Stwórcy i byl wydany na laske ludzkiej samowoli? Z pewnoscia nie sadzi tak matka siedmiu braci, która wyraza swa wiare w Boga jako zródlo i rekojmie zycia od chwili poczecia, a zarazem fundament nadziei na nowe zycie po smierci: „Nie wiem, w jaki sposób znalezliscie sie w moim lonie, nie ja wam dalam tchnienie i zycie, a czlonki kazdego z was nie ja ulozylam. Stwórca swiata bowiem, który uksztaltowal czlowieka i wynalazl poczatek wszechrzeczy, w swojej litosci ponownie odda wam tchnienie i zycie, dlatego, ze wy gardzicie soba teraz dla Jego praw” (2 Mch 7, 22-23).

45. Objawienie Nowego Testamentu potwierdza bezwarunkowe uznanie wartosci zycia od chwili poczecia. Gdy Elzbieta staje sie brzemienna, wypowiada swa radosc slowami, które wyrazaja pochwale plodnosci i pelne troski oczekiwanie na nowe zycie: „Pan (...) wejrzal laskawie i zdjal ze mnie hanbe” (Lk 1, 25). Jednakze wartosc osoby od chwili jej poczecia zostaje jeszcze mocniej podkreslona w spotkaniu Maryi Dziewicy i Elzbiety, a zarazem dwojga dzieci, ukrytych w lonie matek. To wlasnie one — dzieci — obwieszczaja nadejscie ery mesjanskiej: w chwili spotkania zaczyna dzialac odkupiencza moc obecnosci Syna Bozego wsród ludzi. „Natychmiast — pisze sw. Ambrozy — staja sie odczuwalne dobrodziejstwa, jakie plyna z przybycia Maryi i z obecnosci Pana. (...) Elzbieta jako pierwsza uslyszala glos, ale Jan pierwszy odczul dzialanie laski; ona uslyszala w porzadku natury, on rozradowal sie ze wzgledu na tajemnice; ona uslyszala nadchodzaca Maryje, on zas Chrystusa; niewiasta spostrzegla przybycie Niewiasty, a dziecie przybycie Dzieciecia. One rozmawiaja o otrzymanych laskach, oni zas, pozostajac w lonach swych matek, urzeczywistniaja laske i tajemnice milosierdzia dla dobra samych matek, tak ze na mocy podwójnego cudu prorokuja one pod natchnieniem synów, których nosza w lonie. O synu jest powiedziane, ze sie rozradowal, a o matce, ze zostala napelniona Duchem Swietym. To nie matka byla pierwsza napelniona Duchem, ale Syn, pelen Ducha. Swietego, napelnil takze matke”36.

 

„Ufalem, nawet gdy mówilem: «jestem w wielkim ucisku»” (Ps 116 [115], 10): zycie w starosci i cierpieniu

46. Równiez jesli chodzi o ostatnie chwile zycia, byloby anachronizmem szukanie w Objawieniu biblijnym tresci bezposrednio zwiazanych z aktualna problematyka dotyczaca poszanowania osób starszych i chorych czy wyraznego potepienia prób spowodowania przemoca ich przedwczesnej smierci: znajdujemy sie bowiem w kontekscie kulturowym i religijnym, w którym tego rodzaju pokusy nie sa znane, a przeciwnie, w osobie starca, z uwagi na jego madrosc i doswiadczenie, dostrzega sie niezastapione bogactwo dla rodziny i spoleczenstwa.

Starosc cieszy sie powazaniem i jest otoczona czcia, (por. 2 Mch 6, 23). Sprawiedliwy nie prosi o uwolnienie od starosci i od jej ciezaru, przeciwnie, modli sie slowami: „Ty bowiem, mój Boze, jestes moja nadzieja, Panie, ufnosci moja od moich lat mlodych! (...) Lecz i w starosci, w wieku sedziwym nie opuszczaj mnie, Boze, gdy [moc] Twego ramienia glosic bede, calemu przyszlemu pokoleniu — Twa potege” (Ps 71 [70], 5. 18). Era mesjanska jest przedstawiana jako czas, kiedy „nie bedzie juz (...) starca, który by nie dopelnil swych lat” (Iz 65, 20).

Jak jednak w latach starosci stawic czolo nieuchronnemu schylkowi zycia? Jaka postawe przyjac w obliczu smierci? Czlowiek wierzacy wie, ze jego zycie jest w reku Boga: „Ty, Panie, mój los zabezpieczasz” (por. Ps 16 [15], 5) i godzi sie przyjac od Niego takze smierc: „Taki jest wyrok wydany przez Pana na wszelkie cialo: i po co odrzucac to, co sie podoba Najwyzszemu?” (Syr 41, 4). Czlowiek nie jest panem smierci, tak jak nie jest panem zycia; w zyciu i w smierci musi zawierzyc sie calkowicie „woli Najwyzszego”, zamyslowi Jego milosci.

Takze w czasie choroby czlowiek zostaje powolany, aby okazac podobne zawierzenie Panu i odbudowac w sobie glebokie zaufanie do Tego, który „leczy wszystkie (...) niemoce” (Ps 103 [102], 3). Kiedy czlowiekowi wydaje sie, ze nie ma juz szans na odzyskanie zdrowia — tak ze chcialby zawolac: „Dni moje sa podobne do wydluzonego cienia, a ja usycham jak trawa” (Ps 102 [101], 12) — nawet wówczas wierzacy jest pelen niezlomnej ufnosci w ozywiajaca moc Boga. Choroba nie pograza go w rozpaczy i nie kaze mu szukac smierci, ale raczej wolac z nadzieja: „Ufalem, nawet gdy mówilem: «Jestem w wielkim ucisku»” (Ps 116 [115], 10); „Panie, mój Boze, do Ciebie wolalem, a Tys mnie uzdrowil. Panie, dobyles mnie z Szeolu, przywróciles mnie do zycia sposród schodzacych do grobu” (Ps 30 [29], 3-4).

47. Misja Jezusa i liczne dokonane przezen uzdrowienia pokazuja, jak bardzo Bóg troszczy sie takze o cielesne zycie czlowieka. Jako „lekarz ciala i ducha”37, Jezus zostal poslany przez Ojca, aby glosil dobra nowine ubogim i opatrywal rany serc zlamanych (por. Lk 4, 18; Iz 61, 1). Z kolei On sam, rozsylajac w swiat swoich uczniów, powierza im misje, w której gloszenie Ewangelii laczy sie z uzdrawianiem chorych: „Idzcie i gloscie: «Bliskie juz jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarlych, oczyszczajcie tredowatych, wypedzajcie zle duchy !” (Mt 10, 7-8; por. Mk 6, 13; 16, 18).

Zycie cielesne w swojej ziemskiej kondycji bez watpienia nie jest dla wierzacego wartoscia absolutna, tak ze moze on zostac wezwany, aby je porzucic dla wyzszego dobra; jak mówi Jezus, „kto chce zachowac swoje zycie, straci je; a kto straci swe zycie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 35). Liczne sa w tej materii swiadectwa Nowego Testamentu. Jezus nie waha sie poswiecic samego siebie i dobrowolnie sklada wlasne zycie w ofierze Ojcu i za swoich przyjaciól (por. J 10, 15-17). Takze smierc Jana Chrzciciela, przygotowujacego nadejscie Zbawiciela poswiadcza, ze zycie ziemskie nie jest dobrem absolutnym: wazniejsza od niego jest wiernosc slowu Bozemu, nawet wówczas, gdy moze kosztowac zycie (por. Mk 6, 17-19). Szczepan zas — kiedy maja odebrac mu doczesne zycie, gdyz swiadczyl wiernie o zmartwychwstaniu Chrystusa — nasladuje Mistrza i wychodzi na spotkanie swoich oprawców ze slowami przebaczenia (por. Dz 7, 59-60), otwierajac droge nieprzeliczonej rzeszy meczenników, od poczatku otoczonych czcia Kosciola.

Zaden czlowiek nie moze jednak samowolnie decydowac o tym, czy ma zyc, czy umrzec; jedynym i absolutnym Panem, wladnym podjac taka decyzje, jest Stwórca — Ten, w którym „zyjemy, poruszamy sie i jestesmy” (Dz 17, 28).

 

„Wszyscy, którzy sie go trzymaja, zyc beda” (Ba 4, 1): od prawa nadanego na Synaju po dar Ducha Swietego

48. Zycie nosi w sobie niezatarty zapis swojej prawdy. Czlowiek, przyjmujac dar Bozy, powinien dazyc do zachowania zycia w tej prawdzie, która nalezy do samej istoty zycia. Oderwac sie od niej znaczy skazac samego siebie na egzystencje pozbawiona znaczenia i nieszczesliwa, a w konsekwencji stac sie wrecz zagrozeniem dla istnienia innych, jako ze zostaja zniesione bariery, które gwarantuja poszanowanie i obrone zycia w kazdej sytuacji.

Prawda zycia zostaje objawiona przez Boze przykazanie. Slowo Boze wskazuje konkretny kierunek, w którym powinno zmierzac zycie, aby uszanowac swoja prawde i zachowac godnosc. Nie tylko specjalne przykazanie „nie bedziesz zabijal” (Wj 20, 13; Pwt 5, 17) zapewnia ochrone zycia: cale Prawo Panskie sluzy jego ochronie, poniewaz objawia owa prawde, w której zycie odnajduje pelne znaczenie.

Nic dziwnego zatem, ze Przymierze, jakie Bóg zawiera ze swoim ludem, jest tak mocno zwiazane z perspektywa zycia, takze w jego wymiarze cielesnym. Przykazanie zostaje tu przedstawione jako droga zycia: „Klade dzis przed toba zycie i szczescie, smierc i nieszczescie. Ja dzis nakazuje ci milowac Pana, Boga twego, i chodzic jego drogami, pelniac Jego polecenia, prawa i nakazy, abys zyl i mnozyl sie, a Pan, Bóg twój, bedzie ci blogoslawil w kraju, który idziesz posiasc” (Pwt 30, 15-16). Chodzi tu nie tylko o ziemie Kanaan i istnienie ludu Izraela, ale o swiat dzisiejszy i przyszly oraz o istnienie calej ludzkosci. Jest to bowiem absolutnie niemozliwe, aby zycie zachowalo swój autentyzm i pelnie, odrywajac sie od dobra; dobro zas nalezy do samej istoty przykazan Bozych, czyli „prawa zycia” (por. Syr 17, 11). Dobro, które nalezy czynic, nie zostaje narzucone zyciu niczym przytlaczajacy je ciezar, ale to ono wlasnie stanowi istotna racje zycia, które mozna budowac wylacznie poprzez czynienie dobra.

Tak wiec Prawo jako calosc w pelni chroni zycie czlowieka. Tlumaczy to, dlaczego tak trudno jest dochowac wiernosci przykazaniu „nie zabijaj”, jesli nie przestrzega sie innych „slów zycia” (por. Dz 7, 38), z którymi jest zwiazane to przykazanie. Wyrwane z tej perspektywy, staje sie ono ostatecznie tylko zwyklym zewnetrznym zakazem, zas czlowiek rychlo zaczyna sie doszukiwac jego ograniczen, sposobów zlagodzenia go i uchylenia w wyjatkowych sytuacjach. Tylko wówczas, gdy otwiera sie na pelnie prawdy o Bogu, o czlowieku i o historii, przykazanie „nie zabijaj” odzyskuje swój pelny blask jako dobro dla czlowieka we wszystkich jego wymiarach i relacjach. W tej perspektywie mozemy dostrzec pelnie prawdy zawartej w slowach Ksiegi Powtórzonego Prawa, przywolanych przez Jezusa jako odpowiedz na pierwsze kuszenie na pustyni: „nie samym tylko chlebem zyje czlowiek, ale (...) wszystkim, co pochodzi z ust Pana” (8, 3; por. Mt 4, 4).

Sluchajac slowa Bozego, czlowiek moze zyc godnie i sprawiedliwie, przestrzegajac Prawa Bozego, czlowiek moze przynosic owoce zycia i szczescia: „Wszyscy, którzy sie go trzymaja, zyc beda. Którzy je zaniedbuja, pomra” (Ba 4, 1).

49. Dzieje Izraela ukazuja, jak trudno jest dochowac wiernosci prawu zycia, które Bóg wpisal w serca ludzi i powierzyl ludowi Przymierza na górze Synaj. Gdy niektórzy poszukiwali wizji zycia niezgodnych z Bozym planem, przede wszystkim Prorocy przypominali z moca, ze tylko Bóg jest prawdziwym zródlem zycia. Czytamy zatem u Jeremiasza: „podwójne zlo popelnil mój naród: opuscili Mnie, zródlo zywej wody, zeby wykopac sobie cysterny, cysterny popekane, które nie utrzymuja wody” (2, 13). Prorocy oskarzaja tych, którzy gardza zyciem i lamia prawa osoby: „w prochu ziemi depca glowy biednych” (Am 2, 7); „napelnili to miejsce krwia niewinnych” (Jr 19, 4). Prorok Ezechiel wielokrotnie pietnuje za to Jerozolime, nazywajac ja „krwawym miastem” (por. 22, 2; 24, 6. 9) i „miastem, które przelewa wlasna krew” (por. 22, 3).

Demaskujac przestepstwa przeciw zyciu, Prorocy starali sie przede wszystkim wzbudzic oczekiwanie na nowa zasade zycia, zdolna polozyc fundamenty pod odnowiona wiez z Bogiem i bracmi, otwierajac nieznane dotad i niezwykle mozliwosci zrozumienia i realizacji wszystkich wymogów Ewangelii zycia. Stanie sie to mozliwe wylacznie dzieki darowi Bozemu, który oczyszcza i odnawia: „pokropie was czysta woda, abyscie sie stali czystymi, i oczyszcze was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bozków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchne do waszego wnetrza” (Ez 36, 25-26; por. Jr 31, 31-34). To „serce nowe” pozwala zrozumiec i urzeczywistnic najprawdziwszy i najglebszy sens zycia: jest nim dar, który sie spelnia w dawaniu siebie. To wzniosle oredzie o wartosci zycia wyraza biblijna postac Slugi Panskiego: „Jesli On wyda swe zycie na ofiare za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedluzy (...). Po udrekach swej duszy, ujrzy swiatlo” (Iz 53, 10-11).

Prawo wypelnia sie w zyciu i dzialalnosci Jezusa z Nazaretu, zas nowe serce zostaje dane czlowiekowi za posrednictwem Jego Ducha. Jezus bowiem nie odrzuca Prawa, ale doprowadza do jego wypelnienia: Prawo i Prorocy mieszcza sie w zlotej regule wzajemnej milosci (por. Mt 7, 12). W Jezusie Prawo staje sie ostatecznie „ewangelia”, dobra nowina o Bozym panowaniu nad swiatem, które sprowadza wszelkie istnienie na nowo do jego korzeni i do pierwotnych perspektyw. Jest to Nowe Prawo, „prawo Ducha, który daje zycie w Chrystusie Jezusie” (Rz 8, 2), a jego podstawowym wyrazem, na wzór Chrystusa oddajacego zycie za przyjaciól swoich (por. J 15, 13), jest dar z siebie z milosci do braci: „My wiemy, ze przeszlismy ze smierci do zycia, bo milujemy braci” (1 J 3, 14). Jest to prawo wolnosci, radosci i szczescia.

„Beda patrzec na Tego, którego przebili” (J 19, 37): na drzewie Krzyza wypelnia sie Ewangelia zycia 50. Konczac ten rozdzial, poswiecony rozwazaniu chrzescijanskiego oredzia o zyciu, chcialbym zatrzymac sie na chwile z kazdym z was, aby wspólnie kontemplowac Tego, którego przebili i który wszystkich przyciaga ku sobie (por. J 19, 37; 12, 32). Patrzac na „widowisko” krzyza (Lk 23, 48), mozemy dostrzec w tym chwalebnym drzewie wypelnienie i pelne objawienie calej Ewangelii zycia.

Wczesnym popoludniem w Wielki Piatek „mrok ogarnal cala ziemie (...). Slonce sie zacmilo i zaslona przybytku rozdarla sie przez srodek” (Lk 23, 44-45). Jest to obraz wielkiego kosmicznego wstrzasu i nadludzkiego zmagania miedzy silami dobra i silami zla, miedzy zyciem i smiercia. I my znajdujemy sie dzis w samym centrum dramatycznej walki miedzy „kultura smierci” i „kultura zycia”. Ale blask Krzyza nie zostaje przesloniety przez ten mrok — przeciwnie, na jego tle Krzyz jasnieje jeszcze mocniej i wyrazniej, jawi sie jako centrum, sens i cel calej historii i kazdego ludzkiego zycia.

Jezus zostaje przybity do krzyza i wywyzszony nad ziemie. Przezywa chwile swej najwiekszej „niemocy”, a Jego zycie wydaje sie calkowicie zdane na szyderstwa przeciwników i przemoc oprawców: drwia z Niego, wysmiewaja Go i zniewazaja (por. Mk 15, 24-36). Ale wlasnie w obliczu tego wszystkiego, „widzac, ze w ten sposób oddal ducha”, rzymski setnik wola: „Prawdziwie, ten czlowiek byl Synem Bozym” (Mk 15, 39). Tak wiec tozsamosc Syna Bozego objawia sie w chwili Jego skrajnej slabosci: na Krzyzu ukazuje sie Jego chwala!

Przez swoja smierc Jezus rzuca swiatlo na sens zycia i smierci kazdej istoty ludzkiej. Przed smiercia modli sie do Ojca o przebaczenie dla swoich przesladowców (por. Lk 23, 34), zas lotrowi, który prosi Go, by pamietal o nim w swoim królestwie, odpowiada: „Zaprawde, powiadam ci: Dzis ze Mna bedziesz w raju” (Lk 23, 43). Po Jego smierci „groby sie otworzyly i wiele cial Swietych, którzy umarli, powstalo” (Mt 27, 52). Zbawienie dokonane przez Jezusa jest darem zycia i zmartwychwstania. Przez cale swoje zycie Jezus obdarzal ludzi zbawieniem takze przez to, ze ich uzdrawial i dobrze czynil wszystkim (por. Dz 10, 38). Cuda zas, uzdrowienia, a nawet wskrzeszenia byly znakiem innego zbawienia, polegajacego na przebaczeniu grzechów, czyli na uwolnieniu czlowieka od najglebszej choroby i wyniesieniu go do zycia samego Boga.

Na Krzyzu odnawia sie i dokonuje, zyskujac pelna i ostateczna doskonalosc, cud weza wywyzszonego przez Mojzesza na pustyni (por. J 3, 14-15; Lb 21, 8-9). Takze dzisiaj kazdy czlowiek zagrozony w swoim istnieniu moze skierowac wzrok ku Temu, który zostal przebity, aby odnalezc niezawodna nadzieje wyzwolenia i odkupienia.

51. Jest jeszcze jedno wydarzenie, które przyciaga moja uwage i sklania mnie do glebokiej kontemplacji. „A gdy Jezus skosztowal octu, rzekl: Wykonalo sie! I skloniwszy glowe oddal ducha” (J 19, 30). Zas jeden z rzymskich zolnierzy „wlócznia przebil Mu bok i natychmiast wyplynela krew i woda” (J 19, 34).

Wszystko sie juz wypelnilo. Wyrazenie „oddal ducha” opisuje smierc Jezusa, podobna do smierci kazdego innego czlowieka, ale wydaje sie wskazywac takze na „dar Ducha”, przez który On wybawia nas od smierci i otwiera na nowe zycie.

Czlowiek otrzymuje udzial w zyciu samego Boga. Poprzez sakramenty Kosciola — których symbolami sa krew i woda wyplywajace z boku Chrystusa — to zycie jest nieustannie przekazywane synom Bozym, przez co staja sie oni ludem Nowego Przymierza. Z Krzyza — zródla zycia — rodzi sie i rozrasta „lud zycia”.

Kontemplacja Krzyza prowadzi nas w ten sposób do najglebszych korzeni tego, co sie wydarzylo. Jezus, który przychodzac na swiat powiedzial: „Oto ide, abym spelnial, o Boze, wole Twoja” (por. Hbr 10, 9), stal sie we wszystkim posluszny Ojcu i „umilowawszy swoich na swiecie, do konca ich umilowal” (J 13, 1), oddajac za nich bez reszty samego siebie.

On, który „nie przyszedl, aby Mu sluzono, lecz zeby sluzyc i dac swoje zycie na okup za wielu” (Mk 10, 45), osiaga na Krzyzu szczyt milosci: „nikt nie ma wiekszej milosci od tej, gdy ktos zycie swoje oddaje za przyjaciól swoich” (J 15, 13). On zas umarl za nas, gdysmy jeszcze byli grzesznikami (por. Rz 5, 8).

Tym samym obwieszcza On, ze zycie osiaga swój szczyt, swój sens i swoja pelnie, kiedy zostaje zlozone w darze.

W tym miejscu nasze rozwazanie staje sie uwielbieniem i dziekczynieniem, a zarazem sklania nas do nasladowania Jezusa i pójscia za Nim (por. 1 P 2, 21).

Takze i my jestesmy powolani, aby oddac zycie za braci, urzeczywistniajac w ten sposób prawdziwy sens i przeznaczenie naszej egzystencji.

Jestesmy do tego zdolni, bo Ty, o Panie, dales nam przyklad i przekazales nam moc Twego Ducha. Zdolamy to uczynic, jezeli kazdego dnia, z Toba i tak jak Ty, bedziemy poslusznie spelniac wole Ojca.

Dozwól zatem, bysmy umieli z sercem uleglym i ofiarnym sluchac kazdego slowa, które wychodzi z ust Bozych: w ten sposób nauczymy sie nie tylko „nie zabijac” ludzkiego zycia, ale bedziemy tez umieli je czcic, milowac i umacniac.


Rozdzial III
Nie zabijaj
Swiete prawo Boze

 

„Jesli chcesz osiagnac zycie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17): ewangelia i przykazanie

52. „A oto podszedl do Niego pewien czlowiek i zapytal: «Nauczycielu, co dobrego mam czynic, aby otrzymac zycie wieczne?»” (Mt 19, 16). Jezus odpowiedzial: „jesli chcesz osiagnac zycie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17). Nauczyciel mówi o zyciu wiecznym, to znaczy o uczestnictwie w zyciu samego Boga. Droga do tego zycia prowadzi przez zachowywanie przykazan Bozych, a wiec takze przykazania „nie zabijaj”. Jest to pierwszy z zakazów Dekalogu, które Jezus przypomina mlodziencowi pytajacemu Go, jakich przykazan ma przestrzegac: „Jezus odpowiedzial: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzolóz, nie kradnij»” (Mt 19, 18).

Przykazania Bozego nie mozna nigdy oddzielac od milosci Boga: zawsze jest darem, który ma sluzyc rozwojowi czlowieka i jego radosci. Jako takie stanowi istotny aspekt i nieodlaczny element Ewangelii, wiecej — samo jawi sie jako „ewangelia”, czyli dobra i radosna nowina. Takze Ewangelia zycia jest wielkim darem Boga i zarazem zobowiazujacym zadaniem dla czlowieka. Budzi podziw i wdziecznosc wolnej osoby i domaga sie od niej, by ja przyjela, chronila i cenila z zywym poczuciem odpowiedzialnosci: dajac czlowiekowi zycie, Bóg zada, by czlowiek to zycie kochal, szanowal i rozwijal. W ten sposób dar staje sie przykazaniem, a samo przykazanie jest darem.

Stwórca chcial, aby czlowiek, zywy obraz Boga, byl królem i panem. „Bóg uczynil czlowieka — pisze sw. Grzegorz z Nyssy — w taki sposób, aby mógl on sprawowac swa funkcje króla ziemi. (...) Czlowiek zostal stworzony na podobienstwo Tego, który rzadzi wszechswiatem. Wszystko to wskazuje, ze od samego poczatku jego natura nosi znamie królewskosci. (...) Takze czlowiek jest królem. Stworzony, aby panowac nad swiatem, otrzymal podobienstwo do króla wszechswiata, jest zywym obrazem, który przez swoja godnosc uczestniczy w doskonalosci Boskiego wzoru”38. Czlowiek — powolany, aby byc plodnym i rozmnazac sie, by czynic sobie ziemie poddana i panowac nad wszystkimi istotami nizszymi od niego (por. Rdz 1, 28) — jest królem i panem nie tylko rzeczy, ale takze i przede wszystkim samego siebie39, a w pewnym sensie zycia, które zostalo mu dane i które moze przekazywac przez dzielo rodzenia, wypelniane w milosci i z poszanowaniem dla zamyslu Bozego. Nie jest to jednak panowanie absolutne, ale sluzebne — rzeczywisty odblask jedynego i nieskonczonego panowania Boga. Dlatego czlowiek powinien je wypelniac z madroscia i miloscia, uczestniczac w niezmierzonej madrosci i milosci Boga. Dokonuje sie to przez posluszenstwo Jego swietemu Prawu: posluszenstwo wolne i radosne (por. Ps 119 [118]), którego zródlem i pokarmem jest swiadomosc, ze przykazania Panskie sa darem laski, powierzonym czlowiekowi tylko i wylacznie dla jego dobra, aby strzec jego godnosci osobowej i prowadzic go do szczescia.

Czlowiek nie jest absolutnym wladca i samowolnym sedzia rzeczy, a tym bardziej zycia, ale jest „sluga planu ustalonego przez Stwórce”40 — i na tym polega jego niezrównana wielkosc.

Zycie zostaje powierzone czlowiekowi jako skarb, którego nie wolno mu roztrwonic i jako talent do wykorzystania. Czlowiek musi sie z niego rozliczyc przed swoim Panem (por. Mt 25, 14-30; Lk 19, 12-27).

 

„Upomne sie (...) u czlowieka o zycie czlowieka” (Rdz 9, 5): zycie ludzkie jest swiete i nienaruszalne

53. „Zycie ludzkie jest swiete, poniewaz od samego poczatku domaga sie «stwórczego dzialania Boga» i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem zycia, od jego poczatku az do konca. Nikt, w zadnej sytuacji, nie moze roscic sobie prawa do bezposredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej”41. W tych slowach Instrukcja Donum vitae wyraza zasadnicza tresc Bozego Objawienia o swietosci i nienaruszalnosci zycia ludzkiego.

Pismo Swiete rzeczywiscie ukazuje czlowiekowi przykazanie „Nie bedziesz zabijal” jako nakaz Bozy (Wj 20, 13; Pwt 5, 17). Znajduje sie ono — jak juz podkreslilem — w Dekalogu, w samym sercu Przymierza, zawartego przez Boga z ludem wybranym; ale bylo obecne juz w pierwotnym przymierzu, które Bóg zawarl z ludzkoscia po oczyszczajacej karze potopu, wywolanej przez rozprzestrzenianie sie grzechu i przemocy (por. Rdz 9, 5-6).

Bóg oglasza, ze jest absolutnym Panem zycia czlowieka, uksztaltowanego na Jego obraz i podobienstwo (por. Rdz 1, 26-28). Zycie ludzkie ma zatem charakter swiety i nienaruszalny, w którym odzwierciedla sie nienaruszalnosc samego Stwórcy. Dlatego wlasnie sam Bóg bedzie surowym sedzia kazdego pogwalcenia przykazania „nie zabijaj”, stanowiacego podstawe wszelkiego wspólzycia spolecznego. To On jest „goelem”, czyli obronca niewinnego (por. Rdz 4, 9-15; Iz 41, 14; Jr 50, 34; Ps 19 [18], 15). Takze w ten sposób Bóg ukazuje, ze „nie cieszy sie ze zguby zyjacych” (Mdr 1, 13). Tylko Szatan moze sie nia cieszyc: przez jego zawisc smierc weszla na swiat (por. Mdr 2, 24). On to, który jest „zabójca od poczatku”, jest tez „klamstwem i ojcem klamstwa” (por. J 8, 44): zwodzac czlowieka, prowadzi go do grzechu i smierci, które ukazuje jako cel i owoc zycia.

54. Przykazanie „nie zabijaj” ma wyraznie tresc negatywna: wskazuje na istotna granice, której nigdy nie mozna przekroczyc. Posrednio jednak sklania do przyjecia pozytywnej postawy absolutnego szacunku dla zycia, prowadzac do jego obrony i do postepowania droga milosci, która sklada siebie w darze, przyjmuje i sluzy. Takze lud Przymierza, choc powoli i wsród trudnosci, dojrzewal stopniowo do takiej postawy, przygotowujac sie w ten sposób na wielka zapowiedz Jezusa: przykazanie milosci blizniego jest podobne do przykazania milosci Boga; „Na tych dwóch przykazaniach opiera sie cale Prawo i Prorocy” (por. Mt 22, 36-40). „Albowiem przykazania: (...) nie zabijaj (...) i wszystkie inne — podkresla sw. Pawel — streszczaja sie w tym nakazie: Miluj blizniego swego jak siebie samego” (Rz 13, 9; por. Ga 5, 14). Przykazanie „nie zabijaj”, przejete i wypelnione w Nowym Prawie, pozostaje nieodzownym warunkiem „otrzymania zycia” (por. Mt 19, 16-19). W tej samej perspektywie mieszcza sie takze stanowcze slowa apostola Jana: „Kazdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójca, a wiecie, ze zaden zabójca nie nosi w sobie zycia wiecznego” (1 J 3, 15).

Od samego poczatku zywa Tradycja Kosciola na nowo potwierdzila, w sposób stanowczy, przykazanie „nie zabijaj”, jak o tym swiadczy Didache, najstarszy pozabiblijny tekst chrzescijanski: „Dwie sa drogi, jedna zywota, druga smierci, róznica zas wielka miedzy tymi drogami. (...) Drugie zas przykazanie nauki jest takie: nie zabijaj, (...) nie zabijaj plodu, nie odbieraj zycia niemowleciu. (...) A oto droga smierci: (...) nie znaja litosci wobec nieszczesliwego, nie pomagaja utrudzonemu, nie licza sie ze Stwórca, lecz bez skrupulów zabijaja niemowleta i spedzaja plód, odwracaja sie od ubogiego, drecza ucisnionego, bronia bogaczy, a biednych sadza niesprawiedliwie i w ogóle wszelkie mozliwe popelniaja grzechy. Wy, dzieci, nie miejcie z tym nic wspólnego!”

W miare uplywu czasu ta sama Tradycja Kosciola zawsze i jednoznacznie nauczala o absolutnej i trwalej wartosci przykazania „nie zabijaj”. Powszechnie wiadomo, ze w pierwszych wiekach zabójstwo zaliczano do grupy trzech najwiekszych grzechów — wraz z apostazja i cudzolóstwem — i ze skruszony zabójca musial odbyc wyjatkowo dluga i uciazliwa pokute publiczna, zanim udzielono mu przebaczenia i ponownie przyjeto do wspólnoty koscielnej.

55. Nie powinno to dziwic, poniewaz zabójstwo ludzkiej istoty, która jest obrazem Bozym, stanowi grzech szczególnie ciezki. Tylko Bóg jest Panem zycia! Jednakze wobec licznych i czesto dramatycznych przypadków, jakie zdarzaja sie w zyciu indywidualnym i spolecznym, refleksja ludzi wierzacych zmierzala zawsze do pelniejszego i glebszego zrozumienia tego, czego przykazanie Boze zabrania i co nakazuje. Zdarzaja sie bowiem sytuacje, w których wartosci zawarte w Prawie Bozym przybieraja forme prawdziwego paradoksu. Na przyklad jest tak w przypadku uprawnionej obrony, kiedy prawo do ochrony wlasnego zycia oraz obowiazek nieszkodzenia zyciu drugiego czlowieka okazuja sie w konkretnych okolicznosciach trudne do pogodzenia. Nie ulega watpliwosci, ze wewnetrzna wartosc zycia oraz obowiazek milosci samego siebie w takiej samej mierze jak innych sa podstawa autentycznego prawa do obrony wlasnej. Nawet wymagajace przykazanie milosci blizniego, ogloszone w Starym Testamencie i potwierdzone przez Jezusa, przyjmuje za punkt odniesienia milosc samego siebie: „Bedziesz milowal swego blizniego jak siebie samego” (Mk 12, 31). Nikt zatem nie moze wyrzec sie prawa do obrony wlasnej tylko dlatego, ze nie dosc miluje zycie lub samego siebie, ale jedynie na mocy heroicznej milosci, która poglebia i przemienia milosc samego siebie, zgodnie z duchem ewangelicznych blogoslawienstw (por. Mt 5, 38-48), w radykalna gotowosc do ofiary, której najwyzszym wzorem jest Chrystus Pan.

Z drugiej strony, „uprawniona obrona moze byc nie tylko prawem, ale powaznym obowiazkiem tego, kto jest odpowiedzialny za zycie drugiej osoby, za wspólne dobro rodziny lub panstwa”44. Zdarza sie niestety, ze koniecznosc odebrania napastnikowi mozliwosci szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go zycia. W takim przypadku spowodowanie smierci nalezy przypisac samemu napastnikowi, który narazil sie na nia swoim dzialaniem, takze w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialnosci ze wzgledu na brak poslugiwania sie rozumem45.

56. W tej perspektywie nalezy tez rozpatrywac problem kary smierci. Zarówno w Kosciele, jak i w spolecznosci cywilnej oraz powszechnej zglasza sie postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wrecz calkowitego zniesienia. Problem ten nalezy umiescic w kontekscie sprawiedliwosci karnej, która winna coraz bardziej odpowiadac godnosci czlowieka, a tym samym — w ostatecznej analizie — zamyslowi Boga wzgledem czlowieka i spoleczenstwa. Istotnie, kara wymierzana przez spoleczenstwo ma przede wszystkim na celu „naprawienie nieporzadku wywolanego przez wykroczenie”46. Wladza publiczna powinna przeciwdzialac naruszaniu praw osobowych i spolecznych, wymierzajac sprawcy odpowiednia do przestepstwa kare, jako warunek odzyskania prawa do korzystania z wlasnej wolnosci. W ten sposób wladza osiaga takze cel, jakim jest obrona ladu publicznego i bezpieczenstwa osób, a dla samego przestepcy kara stanowi bodziec i pomoc do poprawy oraz wynagrodzenia za winy47.

Jest oczywiste, ze aby osiagnac wszystkie te cele, wymiar i jakosc kary powinny byc dokladnie rozwazone i ocenione, i nie powinny siegac do najwyzszego wymiaru, czyli do odebrania zycia przestepcy, poza przypadkami absolutnej koniecznosci, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony spoleczenstwa. Dzisiaj jednak, dzieki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki sa bardzo rzadkie, a byc moze juz nie zdarzaja sie wcale.

W kazdym razie pozostaje w mocy zasada wskazana przez nowy Katechizm Kosciola Katolickiego: „Jesli srodki bezkrwawe wystarczaja do obrony zycia ludzkiego przed napastnikiem i do ochrony porzadku publicznego oraz bezpieczenstwa osób, wladza powinna stosowac te srodki, gdyz sa bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadaja godnosci osoby ludzkiej”48.

57. Jesli tak wielka uwage zwraca sie na szacunek dla kazdego zycia, nawet dla zycia przestepcy i niesprawiedliwego napastnika, to przykazanie „nie zabijaj” ma wartosc absolutna w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to czlowiek slaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bozego przykazania znajduje radykalna obrone przed samowola i przemoca innych.

Istotnie, absolutna nienaruszalnosc niewinnego zycia ludzkiego jest prawda moralna bezposrednio wynikajaca z nauczania Pisma Swietego, niezmiennie uznawana przez Tradycje Kosciola i jednomyslnie gloszona przez jego Magisterium. Ta jednomyslnosc jest oczywistym owocem owego „nadprzyrodzonego zmyslu wiary”, wzbudzonego i umacnianego przez Ducha Swietego, który chroni od bledu Lud Bozy, gdy „ujawnia on swa powszechna zgodnosc w sprawach wiary i obyczajów”49.

Wobec stopniowego zacierania sie w sumieniach i w spoleczenstwie swiadomosci, ze bezposrednie odebranie zycia jakiejkolwiek niewinnej ludzkiej istocie, zwlaszcza na poczatku i na koncu jej egzystencji, jest absolutnym i ciezkim wykroczeniem moralnym, Magisterium Kosciola nasililo swoje wystapienia w obronie swietosci i nienaruszalnosci zycia ludzkiego. Z Magisterium papieskim, które szczególnie czesto powracalo do tego zagadnienia, bylo zawsze zlaczone nauczanie biskupów, zawarte w licznych i obszernych dokumentach doktrynalnych i duszpasterskich, oglaszanych zarówno przez Konferencje Episkopatów, jak i przez poszczególnych biskupów. Równiez Sobór Watykanski II poswiecil tej sprawie zwiezla, ale stanowcza i jednoznaczna wypowiedz50.

Dlatego moca Chrystusowej wladzy udzielonej Piotrowi i jego Nastepcom, w komunii z biskupami Kosciola Katolickiego, potwierdzam, ze bezposrednie i umyslne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem gleboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które kazdy czlowiek dzieki swiatlu rozumu znajduje we wlasnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Pismie Swietym, przekazana przez Tradycje Kosciola oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne51.

Swiadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia zycia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze zlem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie moze byc dozwolona ani jako cel, ani jako srodek do dobrego celu. Jest to bowiem akt powaznego nieposluszenstwa wobec prawa moralnego, co wiecej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwosci i milosci. „Nic i nikt nie moze dac prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy plód, dziecko czy dorosly, czlowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierajacy. Ponadto nikt nie moze sie domagac, aby popelniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie moze tez bezposrednio ani posrednio wyrazic na to zgody. Zadna wladza nie ma prawa do tego zmuszac ani na to przyzwalac”52.

Pod wzgledem prawa do zycia kazda niewinna istota ludzka jest absolutnie równa wszystkim innym. Ta równosc stanowi podstawe wszelkich autentycznych relacji spolecznych, które rzeczywiscie zasluguja na to miano tylko wówczas, gdy sa oparte na prawdzie i na sprawiedliwosci, uznajac i broniac kazdego czlowieka jako osoby, a nie jako rzeczy, która mozna rozporzadzac. Wobec normy moralnej, która zabrania bezposredniego zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej, „nie ma dla nikogo zadnych przywilejów ani wyjatków. Nie ma zadnego znaczenia, czy ktos jest wladca swiata, czy ostatnim «nedzarzem» na tej ziemi: wobec wymogów moralnych jestesmy wszyscy absolutnie równi”53.

„Kiedy w ukryciu powstawalem, oczy twoje juz wtedy mnie widzialy” (por. Ps 139 [138], 15-16): odrazajaca zbrodnia przerywania ciazy 58. Wsród wszystkich przestepstw przeciw zyciu, jakie czlowiek moze popelnic, przerwanie ciazy ma cechy, które czynia z niego wystepek szczególnie powazny i godny potepienia. Sobór Watykanski II okresla je wraz z dzieciobójstwem jako „okropne przestepstwa”54.

Dzisiaj jednak swiadomosc jego zla zaciera sie stopniowo w sumieniach wielu ludzi. Akceptacja przerywania ciazy przez mentalnosc, obyczaj i nawet przez prawo jest wymownym znakiem niezwykle groznego kryzysu zmyslu moralnego, który stopniowo traci zdolnosc rozróznienia miedzy dobrem i zlem, nawet wówczas, gdy chodzi o podstawowe prawo do zycia. Wobec tak groznej sytuacji szczególnie potrzebna jest dzis odwaga, która pozwala spojrzec prawdzie w oczy i nazywac rzeczy po imieniu, nie ulegajac wygodnym kompromisom czy tez pokusie oszukiwania siebie. Kategorycznie brzmi w tym kontekscie przestroga Proroka: „Biada tym, którzy zlo nazywaja dobrem, a dobro zlem, którzy zamieniaja ciemnosci na swiatlo, a swiatlo na ciemnosci” (Iz 5, 20). Wlasnie w przypadku przerywania ciazy mozna sie dzis czesto spotkac z dwuznacznymi okresleniami, jak na przyklad „zabieg”, które zmierzaja do ukrycia jego prawdziwej natury i zlagodzenia jego ciezaru w swiadomosci opinii publicznej. Byc moze, samo to zjawisko jezykowe jest juz objawem niepokoju nurtujacego sumienia. Jednak zadne slowo nie jest w stanie zmienic rzeczywistosci: przerwanie ciazy jest — niezaleznie od tego, w jaki sposób zostaje dokonane — swiadomym i bezposrednim zabójstwem istoty ludzkiej w poczatkowym stadium jej zycia, obejmujacym okres miedzy poczeciem a narodzeniem.

Ciezar moralny przerywania ciazy ukazuje sie w calej prawdzie, jesli sie uzna, ze chodzi tu o zabójstwo, a zwlaszcza jesli rozwazy sie szczególne okolicznosci, które je okreslaja. Tym, kto zostaje zabity, jest istota ludzka u progu zycia, a wiec istota najbardziej niewinna, jaka w ogóle mozna sobie wyobrazic: nie sposób uznac jej za napastnika, a tym bardziej za napastnika niesprawiedliwego! Jest ona slaba i bezbronna do tego stopnia, ze jest pozbawiona nawet tej znikomej obrony, jaka stanowi dla nowo narodzonego dziecka jego blagalne kwilenie i placz. Jest calkowicie powierzona trosce i opiece tej, która nosi ja w lonie. Ale czasem to wlasnie ona, matka, podejmuje decyzje i domaga sie zabójstwa tej istoty, a nawet sama je powoduje.

To prawda, ze czesto przerwanie ciazy jest dla matki przezyciem dramatycznym i bolesnym, poniewaz decyzja o pozbyciu sie owocu poczecia nie zostaje podjeta z racji czysto egoistycznych i dla wygody, ale w celu ratowania pewnych waznych dóbr, takich jak wlasne zdrowie albo godziwy poziom zycia innych czlonków rodziny. Czasem zachodzi obawa, ze poczete dziecko bedzie musialo zyc w tak zlych warunkach, iz lepiej sie stanie, jesli sie nie narodzi. Jednakze wszystkie te i tym podobne racje, jakkolwiek powazne i dramatyczne, nigdy nie moga usprawiedliwic umyslnego pozbawienia zycia niewinnej istoty ludzkiej.

59. Decyzje o zabójstwie dziecka jeszcze nie narodzonego podejmuje czesto nie tylko matka, ale inne jeszcze osoby. Winien moze byc przede wszystkim ojciec dziecka, nie tylko wówczas, gdy bezposrednio naklania kobiete do przerwania ciazy, ale takze kiedy posrednio przyczynia sie do podjecia przez nia takiej decyzji, pozostawiajac ja sama w obliczu problemów zwiazanych z ciaza55: w ten sposób rodzina zostaje smiertelnie zraniona i zbezczeszczona w swej naturze jako wspólnota milosci oraz w swym powolaniu, jako „sanktuarium zycia”. Nie nalezy tez pomijac nacisków, jakie sa wywierane przez szersze srodowisko rodziny i przyjaciól. Nierzadko kobieta poddawana jest tak silnej presji, ze czuje sie psychicznie zmuszona do wyrazenia zgody na przerwanie ciazy: nie ulega watpliwosci, ze w takim przypadku odpowiedzialnosc moralna spoczywa w szczególny sposób na tych, którzy bezposrednio lub posrednio zmusili ja do przerwania ciazy. Odpowiedzialni sa takze lekarze i pracownicy sluzby zdrowia, gdy oddaja na sluzbe smierci wiedze i umiejetnosci zdobyte po to, by bronic zycia.

Ale odpowiedzialnosc spada tez na prawodawców, którzy poparli i zatwierdzili prawa dopuszczajace przerywanie ciazy oraz — w takiej mierze, w jakiej sprawa ta od nich zalezy — na zarzadzajacych instytucjami sluzby zdrowia, w których dokonuje sie przerywania ciazy. Ogólna i nie mniej powazna odpowiedzialnosc spoczywa zarówno na tych, którzy przyczynili sie do rozpowszechnienia postawy permisywizmu seksualnego i lekcewazenia macierzynstwa, jak i na tych, którzy powinni byli zatroszczyc sie — a nie uczynili tego — o skuteczna polityke rodzinna i spoleczna, wspomagajaca rodziny, zwlaszcza wielodzietne albo zmagajace sie ze szczególnymi trudnosciami materialnymi i wychowawczymi. Na koniec, nie nalezy lekcewazyc zorganizowanego sprzysiezenia, ogarniajacego takze instytucje miedzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadza programowa walke o legalizacje i rozpowszechnienie aborcji na swiecie. W tym sensie problem przerywania ciazy wykracza poza sfere odpowiedzialnosci poszczególnych osób, a zlo przez nie wyrzadzone przyjmuje daleko idacy wymiar spoleczny: przerwanie ciazy jest niezwykle bolesna rana zadana spoleczenstwu i jego kulturze przez tych, którzy powinni byc jego budowniczymi i obroncami. Jak napisalem w moim Liscie do Rodzin, „stajemy tu wobec olbrzymiego zagrozenia nie tylko poszczególnego jednostkowego zycia ludzkiego, ale calej naszej cywilizacji”56. Stajemy wobec czegos, co mozna okreslic jako „strukture grzechu” wymierzona przeciw jeszcze nie narodzonemu zyciu ludzkiemu.

60. Niektórzy próbuja usprawiedliwic przerywanie ciazy, uwazajac, ze owoc poczecia przed uplywem pewnej liczby dni nie moze byc uwazany za osobowe zycie ludzkie. W rzeczywistosci, „od chwili zaplodnienia komórki jajowej rozpoczyna sie zycie, które nie jest zyciem ojca ani matki, ale nowej istoty ludzkiej, która rozwija sie samoistnie. Nie stanie sie nigdy czlowiekiem, jezeli nie jest nim od tego momentu. Te oczywista prawde, zawsze uznawana, (...) nowoczesna genetyka potwierdza cennymi dowodami. Ukazala ona, ze od pierwszej chwili istnieje dokladny program tego, kim bedzie ta zywa istota: czlowiekiem, tym konkretnym czlowiekiem, którego cechy szczególne sa w pelni okreslone. Od zaplodnienia rozpoczynaja sie dzieje zycia czlowieka, choc potrzeba czasu, aby kazda z jego wielkich potencjalnych zdolnosci w pelni sie uksztaltowala i mogla byc wykorzystana”57. Chociaz obecnosc rozumnej duszy nie moze byc stwierdzona w zaden sposób doswiadczalnie, to jednak sama wiedza naukowa o embrionie ludzkim „dostarcza cennej wskazówki dla rozumowego rozpoznania obecnosci osobowej od pierwszego momentu pojawienia sie zycia ludzkiego: czy jednostka ludzka nie jest osoba ludzka?”58.

Chodzi tu zreszta o sprawe tak wielka z punktu widzenia powinnosci moralnej, ze nawet samo prawdopodobienstwo istnienia osoby wystarczyloby dla usprawiedliwienia najbardziej kategorycznego zakazu wszelkich interwencji zmierzajacych do zabicia embrionu ludzkiego. Wlasnie dlatego, niezaleznie od dyskusji naukowych i stwierdzen filozoficznych, w które Magisterium nie angazowalo sie bezposrednio, Kosciól zawsze nauczal i nadal naucza, ze owoc ludzkiej prokreacji od pierwszego momentu swego istnienia ma prawo do bezwarunkowego szacunku, jaki moralnie nalezy sie ludzkiej istocie w jej integralnosci oraz jednosci cielesnej i duchowej: „Istota ludzka powinna byc szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego poczecia i dlatego od tego samego momentu nalezy jej przyznac prawa osoby, wsród których przede wszystkim nienaruszalne prawo kazdej niewinnej istoty ludzkiej do zycia”59.

61. Teksty Pisma Swietego, które w ogóle nie mówia o dobrowolnym przerwaniu ciazy, a wiec nie zawieraja bezposredniego i okreslonego potepienia tego czynu, wyrazaja wielki szacunek dla ludzkiej istoty w lonie matczynym, co kaze nam wyciagnac logiczny wniosek, ze takze ona jest objeta Bozym przykazaniem: „nie zabijaj”.

Zycie ludzkie jest swiete i nienaruszalne w kazdej chwili swego istnienia, takze w fazie poczatkowej, która poprzedza narodziny. Czlowiek juz w lonie matki nalezy do Boga, bo Ten, który wszystko przenika i zna, tworzy go i ksztaltuje swoimi rekoma, widzi go, gdy jest jeszcze malym, bezksztaltnym embrionem i potrafi w nim dostrzec doroslego czlowieka, którym stanie sie on w przyszlosci i którego dni sa juz policzone, a powolanie juz zapisane w „ksiedze zywota” (por. Ps 139 [138], 1. 13-16). Jak poswiadczaja liczne teksty biblijne60, takze czlowiek ukryty jeszcze w lonie matki jest w pelni osobowa istota, ku której zwraca sie milosciwa i ojcowska Opatrznosc Boga.

Tradycja chrzescijanska — jak ukazuje wyraznie Deklaracja opublikowana w tej sprawie przez Kongregacje Nauki Wiary61 — od poczatku az do naszych czasów jest jasna i jednomyslna, okreslajac przerwanie ciazy jako szczególnie powazny nielad moralny. Od pierwszej chwili zetkniecia sie ze swiatem grecko-rzymskim, w którym byly szeroko praktykowane przerywanie ciazy i dzieciobójstwo, wspólnota chrzescijanska stanowczo sprzeciwiala sie swoim nauczaniem i postepowaniem obyczajom przyjetym w ówczesnym spoleczenstwie, jak o tym swiadczy juz cytowane tu Didache62. Atenagoras, jeden z greckich pisarzy koscielnych, przypomina, ze chrzescijanie uwazaja za zabójczynie kobiety, które stosuja srodki poronne, poniewaz dzieci, chociaz jeszcze ukryte w lonie matki, „sa juz otoczone opieka Bozej Opatrznosci”63. Tertulian, pisarz lacinski, stwierdza: „Kto nie pozwala czlowiekowi sie narodzic, zabija go przed czasem: nie ma znaczenia, czy zabija sie osobe juz narodzona, czy tez powoduje sie smierc w chwili narodzin. Jest juz czlowiekiem ten, kto ma nim byc”64

Na przestrzeni dwóch prawie tysiecy lat istnienia Kosciola te nauke glosili niezmiennie Ojcowie Kosciola, jego Pasterze i Doktorzy. Takze dyskusje w zakresie nauk scislych i filozofii, dotyczace konkretnej chwili, w której nastepuje zjednoczenie z dusza rozumna, nigdy w najmniejszym stopniu nie podwazyly moralnego potepienia aborcji.

62. Najnowsze nauczanie papieskie bardzo stanowczo potwierdzilo te powszechna doktryne. W szczególnosci Pius XI w Encyklice Casti connubii odrzucil falszywe usprawiedliwienia przerywania ciazy65; Pius XII potepil wszelka aborcje bezposrednia, to znaczy kazdy akt, który zmierza wprost do zabicia jeszcze nie narodzonego zycia ludzkiego, „niezaleznie od tego, czy zabójstwo stanowi cel sam w sobie, czy tez jest tylko srodkiem do celu”66; Jan XXIII potwierdzil prawde, ze zycie ludzkie jest swiete, poniewaz „od samego poczatku wymaga dzialania Boga Stwórcy”67. Sobór Watykanski II, jak juz zostalo wspomniane, bardzo surowo potepil przerywanie ciazy: „Nalezy (...) z najwieksza troska ochraniac zycie od samego jego poczecia; spedzanie plodu, jak i dzieciobójstwo sa okropnymi przestepstwami”68.

Juz od pierwszych wieków dyscyplina kanoniczna Kosciola nakladala sankcje karne na tych, którzy splamili sie grzechem przerywania ciazy i taka praktyka, przewidujaca lzejsze lub ciezsze kary, znalazla potwierdzenie w róznych okresach historii. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku za przerwanie ciazy grozil kara ekskomuniki69. Takze odnowione prawodawstwo kanoniczne idzie po tej samej linii, gdy stwierdza: „Kto powoduje przerwanie ciazy, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiazacej moca samego prawa”70, to znaczy przez sam fakt popelnienia przestepstwa. Ekskomunika obejmuje wszystkich, którzy dopuszczaja sie tego przestepstwa, wiedzac, jaka jest oblozone kara, a wiec takze tych wspólsprawców, bez których udzialu to przestepstwo nie zostaloby popelnione71. Za pomoca takiej surowej kary Kosciól wskazuje na to przestepstwo jako na jedno z najciezszych i najbardziej niebezpiecznych, zachecajac sprawce do gorliwego poszukiwania drogi nawrócenia. W Kosciele bowiem kara ekskomuniki wymierzana jest po to, aby w pelni uswiadomic winnemu powage popelnionego grzechu, a z kolei by doprowadzic go do koniecznego nawrócenia i pokuty.

Ta wielka jednomyslnosc tradycji doktrynalnej i dyscyplinarnej Kosciola pozwolila Pawlowi VI stwierdzic, ze nauczanie w tej dziedzinie „nie zmienilo sie i jest niezmienne”72. Dlatego moca wladzy, która Chrystus udzielil Piotrowi i jego Nastepcom, w komunii z Biskupami — którzy wielokrotnie potepili przerywanie ciazy, zas w ramach wspomnianej wczesniej konsultacji wyrazili jednomyslnie — choc byli rozproszeni po swiecie — aprobate dla tej doktryny — oswiadczam, ze bezposrednie przerwanie ciazy, to znaczy zamierzone jako cel czy jako srodek, jest zawsze powaznym nieladem moralnym, gdyz jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnym i na slowie Bozym spisanym, jest przekazana przez Tradycje Kosciola i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne73.

Zadna okolicznosc, zaden cel, zadne prawo na swiecie nigdy nie beda mogly uczynic godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, poniewaz sprzeciwia sie Prawu Bozemu, zapisanemu w sercu kazdego czlowieka, poznawalnemu przez sam rozum i gloszonemu przez Kosciól.

63. Ocena moralna przerywania ciazy dotyczy takze nowych form zabiegów dokonywanych na embrionach ludzkich, które chociaz zmierzaja do celów z natury swojej godziwych, prowadza nieuchronnie do zabicia embrionów. Odnosi sie to do eksperymentów na embrionach, coraz powszechniej dokonywanych w ramach badan biomedycznych i dopuszczanych przez prawo niektórych panstw. Choc „nalezy uznac za dopuszczalne zabiegi dokonywane na embrionie ludzkim, pod warunkiem ze uszanuja zycie i integralnosc embrionu, nie narazajac go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie, ale sa podejmowane w celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowania zagrozonego zycia”74, trzeba zarazem stwierdzic, ze wykorzystywanie embrionów i plodów ludzkich jako przedmiotu eksperymentów jest przestepstwem przeciw ich godnosci istot ludzkich, które maja prawo do takiego samego szacunku jak dziecko juz narodzone i jak kazdy czlowiek75.

Na takie samo potepienie moralne zasluguje takze praktyka wykorzystywania embrionów i plodów ludzkich jeszcze zywych — czasem wyprodukowanych „specjalnie w tym celu w drodze zaplodnienia” w probówce — juz to jako „materialu biologicznego” do wykorzystania , juz to jako zródla organów albo tkanek do przeszczepów, sluzacych leczeniu niektórych chorób. W rzeczywistosci zabójstwo niewinnych istot ludzkich, nawet gdy przynosi korzysc innym, jest aktem absolutnie niedopuszczalnym.

Nalezy zwrócic specjalna uwage na ocene moralna prenatalnych technik diagnostycznych, które pozwalaja na wczesne wykrycie ewentualnych anomalii w organizmie jeszcze nie narodzonego dziecka. W istocie ze wzgledu na zlozonosc tych technik ich ocena winna byc dokladniejsza i bardziej okreslona. Sa one moralnie godziwe, gdy nie stwarzaja nadmiernych zagrozen dla dziecka i dla matki i gdy stosowane sa po to, by umozliwic wczesne leczenie lub tez by dopomóc w spokojnym i swiadomym przyjeciu majacego sie narodzic dziecka. Zwazywszy jednak, ze mozliwosci leczenia przed narodzeniem sa jeszcze dzis ograniczone, nierzadko zdarza sie, ze techniki te sluza mentalnosci eugenicznej, która dopuszcza selektywne przerywanie ciazy, aby zapobiegac narodzinom dzieci dotknietych przez róznego rodzaju anomalie. Tego rodzaju mentalnosc jest haniebna i w najwyzszym stopniu naganna, poniewaz rosci sobie prawo do mierzenia wartosci ludzkiego zycia wylacznie wedlug kryteriów „normalnosci” i zdrowia fizycznego, otwierajac tym samym droge do uprawomocnienia takze dzieciobójstwa i eutanazji.

W rzeczywistosci jednak wlasnie odwaga i radosc, z jaka ida przez zycie liczni nasi bracia dotknieci powaznymi uposledzeniami, jesli zaznaja akceptacji i milosci z naszej strony, stanowi niezwykle wymowne swiadectwo autentycznych wartosci, które ksztaltuja zycie i sprawiaja, ze nawet w trudnych warunkach jest ono cenne samo w sobie i dla innych. Kosciól stoi u boku tych malzonków, którzy z wielkim niepokojem i bólem godza sie przyjac dzieci dotkniete powaznymi uposledzeniami, jest tez wdzieczny tym wszystkim rodzinom, które przez adopcje przyjmuja dzieci porzucone przez rodziców z powodu kalectwa lub choroby.

 

„Ja zabijam i ja sam ozywiam” (Pwt 32, 39): dramat eutanazji

64. U kresu zycia czlowiek staje w obliczu tajemnicy smierci. Dzisiaj, w wyniku postepu medycyny i w kontekscie kulturowym zamknietym czesto na transcendencje, doswiadczenie umierania nabiera pewnych nowych cech charakterystycznych. Kiedy bowiem zaczyna przewazac tendencja do uznawania zycia za wartosciowe tylko w takiej mierze, w jakiej jest ono zródlem przyjemnosci i dobrobytu, cierpienie jawi sie jako nieznosny ciezar, od którego trzeba sie za wszelka cene uwolnic. Smierc jest uwazana za „bezsensowna”, kiedy niespodziewanie kladzie kres zyciu otwartemu jeszcze na przyszlosc, która moze przyniesc wiele interesujacych doswiadczen; staje sie natomiast „upragnionym wyzwoleniem”, gdy ludzka egzystencja zostaje uznana za pozbawiona dalszego sensu, poniewaz jest pograzona w bólu i nieuchronnie wystawiona na coraz dotkliwsze cierpienie.

Ponadto czlowiek, odrzucajac swa podstawowa wiez z Bogiem lub zapominajac o niej, sadzi, ze sam jest dla siebie kryterium i norma oraz uwaza, ze ma prawo domagac sie równiez od spoleczenstwa, by zapewnilo mu mozliwosc i sposoby decydowania o wlasnym zyciu w pelnej i calkowitej autonomii. Postepuje tak zwlaszcza czlowiek zyjacy w krajach rozwinietych: sklania go do tego miedzy innymi nieustanny postep medycyny i jej technik, coraz bardziej zaawansowanych. Dzieki wykorzystaniu niezwykle skomplikowanych metod i urzadzen wspólczesna wiedza i praktyka medyczna sa w stanie skutecznie dzialac w przypadkach dawniej beznadziejnych i lagodzic lub usuwac ból, a takze podtrzymywac i przedluzac zycie w sytuacjach skrajnej slabosci, sztucznie reanimowac osoby, których podstawowe funkcje biologiczne ulegly gwaltownemu zalamaniu oraz interweniowac w celu uzyskania organów do przeszczepów.

W takim kontekscie coraz silniejsza staje sie pokusa eutanazji, czyli zawladniecia smiercia poprzez spowodowanie jej przed czasem i „lagodne” zakonczenie zycia wlasnego lub cudzego. W rzeczywistosci to, co mogloby sie wydawac logiczne i humanitarne, przy glebszej analizie okazuje sie absurdalne i nieludzkie. Stajemy tu w obliczu jednego z najbardziej niepokojacych objawów „kultury smierci”, szerzacej sie zwlaszcza w spoleczenstwach dobrobytu, charakteryzujacych sie mentalnoscia nastawiona na wydajnosc, wedlug której obecnosc coraz liczniejszych ludzi starych i niesprawnych wydaje sie zbyt kosztowna i uciazliwa. Ludzie ci bardzo czesto sa izolowani przez rodziny i spoleczenstwo, kierujace sie prawie wylacznie kryteriami wydajnosci produkcyjnej, wedle których zycie nieodwracalnie uposledzone nie ma juz zadnej wartosci.

65. Aby sformulowac poprawna ocene moralna eutanazji, trzeba ja przede wszystkim jasno zdefiniowac. Przez eutanazje w scislym i wlasciwym sensie nalezy rozumiec czyn lub zaniedbanie, które ze swej natury lub w intencji dzialajacego powoduje smierc w celu usuniecia wszelkiego cierpienia. „Eutanazje nalezy zatem rozpatrywac w kontekscie intencji oraz zastosowanych metod”76.

Od eutanazji nalezy odróznic decyzje o rezygnacji z tak zwanej „uporczywej terapii”, to znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które przestaly byc adekwatne do realnej sytuacji chorego, poniewaz nie sa juz wspólmierne do rezultatów, jakich mozna by oczekiwac, lub tez sa zbyt uciazliwe dla samego chorego i dla jego rodziny. W takich sytuacjach, gdy smierc jest bliska i nieuchronna, mozna w zgodzie z sumieniem „zrezygnowac z zabiegów, które spowodowalyby jedynie nietrwale i bolesne przedluzenie zycia, nie nalezy jednak przerywac normalnych terapii, jakich wymaga chory w takich przypadkach”77. Istnieje oczywiscie powinnosc moralna leczenia sie i poddania sie leczeniu, ale taka powinnosc trzeba okreslac w konkretnych sytuacjach: nalezy mianowicie ocenic, czy stosowane srodki lecznicze sa obiektywnie proporcjonalne do przewidywanej poprawy zdrowia. Rezygnacja ze srodków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna z samobójstwem lub eutanazja; wyraza raczej akceptacje ludzkiej kondycji w obliczu smierci78.

We wspólczesnej medycynie coraz wieksze znaczenie zyskuja tak zwane „terapie paliatywne”, których celem jest zlagodzenie cierpienia w koncowym stadium choroby i zapewnienie pacjentowi potrzebnego mu ludzkiego wsparcia. W tym kontekscie wylania sie miedzy innymi problem godziwosci stosowania róznego rodzaju srodków przeciwbólowych i uspokajajacych w celu ulzenia cierpieniom chorego, gdy wiaze sie to z ryzykiem skrócenia mu zycia. Jesli bowiem mozna uznac za godna pochwaly postawe kogos, kto dobrowolnie przyjmuje cierpienie, rezygnujac z terapii usmierzajacej ból, aby zachowac pelna swiadomosc i uczestniczyc swiadomie — jesli jest wierzacy — w mece Chrystusa, to nie sposób utrzymywac, ze wszyscy sa zobowiazani do takiej „heroicznej” postawy. Juz Pius XII stwierdzil, ze jest dozwolone usmierzanie bólu za pomoca narkotyków, nawet gdy w konsekwencji prowadzi to do ograniczenia swiadomosci i skrócenia zycia, „jezeli nie istnieja inne srodki i jesli w danych okolicznosciach nie przeszkadza to wypelnieniu innych powinnosci religijnych i moralnych”79. W takim przypadku bowiem nie pragnie sie smierci i nie dazy do niej, choc z uzasadnionych przyczyn dopuszcza sie ryzyko smierci: pragnie sie jedynie skutecznie zlagodzic ból, stosujac srodki przeciwbólowe udostepnione przez medycyne. Niemniej jednak „nie nalezy pozbawiac umierajacego swiadomosci bez powaznych przyczyn”80: w obliczu zblizajacej sie smierci ludzie powinni byc w stanie wypelnic swoje obowiazki moralne i rodzinne, zwlaszcza zas powinni miec mozliwosc w pelni swiadomego przygotowania sie na ostateczne spotkanie z Bogiem.

Poczyniwszy te rozróznienia, w zgodzie z Magisterium moich Poprzedników81 i w komunii z Biskupami Kosciola Katolickiego, potwierdzam, ze eutanazja jest powaznym naruszeniem Prawa Bozego jako moralnie niedopuszczalne dobrowolne zabójstwo osoby ludzkiej. Doktryna ta jest oparta na prawie naturalnym i na slowie Bozym spisanym, jest przekazana przez Tradycje Kosciola oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne82.

Praktyka eutanazji zawiera — zaleznie od okolicznosci — zlo cechujace samobójstwo lub zabójstwo.

66. Samobójstwo zas jest zawsze moralnie niedopuszczalne w takiej samej mierze, jak zabójstwo. Tradycja Kosciola niezmiennie je odrzucala jako czyn zdecydowanie zly83. Chociaz okreslone uwarunkowania psychologiczne, kulturowe i spoleczne moga sklonic do popelnienia czynu tak radykalnie sprzecznego z wrodzona sklonnoscia kazdego czlowieka do zachowania zycia, lagodzac lub eliminujac odpowiedzialnosc subiektywna, z obiektywnego punktu widzenia samobójstwo jest aktem gleboko niemoralnym, poniewaz oznacza odrzucenie milosci do samego siebie i uchylenie sie od obowiazku sprawiedliwosci i milosci wobec blizniego, wobec róznych wspólnot, do których sie nalezy i wobec spoleczenstwa jako calosci84. W swej najglebszej istocie jest ono odrzuceniem absolutnej wladzy Boga nad zyciem i smiercia, o której tak mówi w modlitwie starozytny medrzec Izraela: „Ty masz wladze nad zyciem i smiercia: Ty wprowadzasz w bramy Otchlani i Ty wyprowadzasz” (Mdr 16, 13).

Kto popiera samobójczy zamiar drugiego czlowieka i wspóldziala w jego realizacji poprzez tak zwane „samobójstwo wspomagane”, staje sie wspólnikiem, a czasem wrecz bezposrednim sprawca niesprawiedliwosci, która nigdy nie moze byc usprawiedliwiona, nawet wówczas, gdy zostaje dokonana na zadanie. Zdumiewajaca aktualnosc maja tu slowa sw. Augustyna: „Nigdy nie wolno zabic drugiego czlowieka: nawet gdyby sam tego chcial, gdyby wrecz o to prosil i stojac na granicy miedzy zyciem i smiercia blagal, by pomóc mu w uwolnieniu duszy, która zmaga sie z wiezami ciala i pragnie sie z nich wyrwac; nie wolno nawet wówczas, gdy chory nie jest juz w stanie zyc”85. Takze w przypadku, gdy motywem eutanazji nie jest egoistyczna odmowa ponoszenia trudów zwiazanych z egzystencja osoby cierpiacej, trzeba eutanazje okreslic mianem falszywej litosci, a nawet uznac ja za niepokojace „wynaturzenie”: prawdziwe „wspólczucie” bowiem sklania do solidarnosci z cudzym bólem, a nie do zabicia osoby, której cierpienia nie potrafi sie zniesc. Czyn eutanazji zatem wydaje sie tym wiekszym wynaturzeniem, gdy zostaje dokonany przez tych, którzy — jak na przyklad krewni chorego — powinni opiekowac sie nim cierpliwie i z miloscia, albo tez przez tych, którzy — jak lekarze — ze wzgledu na nature swojego zawodu powinni leczyc chorego nawet w koncowych i najciezszych stadiach choroby.

Eutanazja staje sie aktem jeszcze bardziej godnym potepienia, gdy przybiera forme zabójstwa, dokonanego przez innych na osobie, która w zaden sposób jej nie zazadala ani nie wyrazila na nia nigdy zgody. Szczytem zas samowoli i niesprawiedliwosci jest sytuacja, w której niektórzy — na przyklad lekarze lub prawodawcy — roszcza sobie wladze decydowania o tym, kto ma zyc, a kto powinien umrzec. Pojawia sie tu znów pokusa z Edenu: stac sie jak Bóg, „poznajac dobro i zlo” (por. Rdz 3, 5). Ale tylko Bóg ma wladze decydowania o smierci i zyciu: „Ja zabijam i Ja sam ozywiam” (Pwt 32, 39; por. 1 Sm 2, 6; 2 Krl 5, 7). Sprawuje On swa wladze, kierujac sie zawsze i wylacznie zamyslem madrosci i milosci. Kiedy czlowiek, zaslepiony przez glupote i egoizm, uzurpuje sobie te wladze, nieuchronnie czyni z niej narzedzie niesprawiedliwosci i smierci. W ten sposób zycie slabszego zostaje oddane w rece silniejszego; w spoleczenstwie zanika poczucie sprawiedliwosci i zostaje podwazone u samych korzeni wzajemne zaufanie — fundament wszelkiej autentycznej relacji miedzy osobami.

67. Zupelnie inna jest natomiast droga milosci i prawdziwej litosci, która nam nakazuje nasze wspólne czlowieczenstwo i która wiara w Chrystusa Odkupiciela, umarlego i zmartwychwstalego, rozjasnia swiatlem nowych uzasadnien. Prosba, jaka wyplywa z serca czlowieka w chwili ostatecznego zmagania z cierpieniem i smiercia, zwlaszcza wówczas, gdy doznaje on pokusy pograzenia sie w rozpaczy i jakby unicestwia sie w niej, to przede wszystkim prosba o obecnosc, o solidarnosc i o wsparcie w godzinie próby. Jest to prosba o pomoc w zachowaniu nadziei, gdy wszystkie ludzkie nadzieje zawodza. Jak przypomina nam Sobór Watykanski II, „tajemnica losu ludzkiego ujawnia sie najbardziej w obliczu smierci”; jednakze czlowiek „instynktem swego serca slusznie osadza sprawe, jesli wzdryga sie przed calkowita zaglada i ostatecznym koncem swej osoby, i mysl o tym odrzuca. Zaród wiecznosci, który nosi w sobie, jako niesprowadzalny do samej tylko materii, buntuje sie przeciw smierci”86.

Ta naturalna odraza do smierci i ten zalazek nadziei niesmiertelnosci znajduje uzasadnienie i spelnienie w wierze chrzescijanskiej, która zapowiada i daje udzial w zwyciestwie zmartwychwstalego Chrystusa: jest to zwyciestwo Tego, który przez swa odkupiencza smierc uwolnil czlowieka od smierci, która jest „zaplata za grzech” (Rz 6, 23), i dal mu Ducha jako zadatek zmartwychwstania i zycia (por. Rz 8, 11). Pewnosc przyszlej niesmiertelnosci i nadzieja na obiecane zmartwychwstanie rzucaja nowe swiatlo na tajemnice cierpienia i smierci i napelniaja wierzacego niezwykla moca, która pozwala mu zaufac zamyslowi Bozemu.

Apostol Pawel wyrazil te nowa rzeczywistosc w kategoriach calkowitej przynaleznosci do Pana, która ogarnia kazda ludzka kondycje: „Nikt zas z nas nie zyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jezeli bowiem zyjemy, zyjemy dla Pana; jezeli zas umieramy, umieramy dla Pana. I w zyciu wiec i w smierci nalezymy do Pana” (Rz 14, 7-8). Umrzec dla Pana oznacza przezywac wlasna smierc jako najwyzszy akt posluszenstwa Ojcu (por. Flp 2, 8), godzac sie przyjac ja w „godzinie” okreslonej i wybranej przez Tego (por. J 13, 1), który sam tylko moze uznac, kiedy ziemska wedrówka czlowieka winna sie zakonczyc. Zyc dla Pana znaczy takze uznac, ze cierpienie, choc samo w sobie pozostaje zlem i próba, zawsze moze sie stac zródlem dobra. Staje sie nim, jesli jest przezywane dla milosci i z miloscia i jesli jest uczestnictwem — na mocy niezasluzonego daru Bozego i dobrowolnego wyboru czlowieka — w cierpieniach samego ukrzyzowanego Chrystusa. W ten sposób, kto przezywa swoje cierpienie w Panu, bardziej upodabnia sie do Niego (por. Flp 3, 10; 1 P 2, 21) i zostaje glebiej zespolony z Jego dzielem odkupienia dla dobra Kosciola i ludzkosci87. Takie jest doswiadczenie Apostola, do przezycia którego wezwany jest takze kazdy czlowiek cierpiacy: „Teraz raduje sie w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopelniam braki udrek Chrystusa dla dobra Jego Ciala, którym jest Kosciól” (Kol 1, 24).

 

„Trzeba bardziej sluchac Boga niz ludzi” (Dz 5, 29): prawo cywilne a prawo moralne

68. Jak juz powiedzielismy kilkakrotnie, jednym z charakterystycznych zjawisk towarzyszacych wspólczesnym zamachom na ludzkie zycie jest tendencja do zadania ich uznania prawnego, jak gdyby chodzilo tu o prawa, które panstwo — przynajmniej w okreslonych warunkach — zobowiazane jest przyznac obywatelom; w konsekwencji wymaga sie tez, aby byly one wykonywane przy fachowej i bezplatnej pomocy lekarzy i pracowników sluzby zdrowia.

Nierzadko uwaza sie, ze zycie czlowieka jeszcze nie narodzonego lub gleboko uposledzonego jest dobrem tylko wzglednym: w mysl logiki proporcjonalistycznej lub z czystego wyrachowania nalezaloby je porównac z innymi dobrami i ocenic w odniesieniu do nich. Utrzymuje sie takze, ze tylko czlowiek znajdujacy sie w konkretnej sytuacji i osobiscie w nia zaangazowany moze dokonac poprawnej oceny dóbr, z jakimi ma do czynienia: w konsekwencji, tylko on sam móglby orzekac o moralnosci swojej decyzji. Panstwo zatem, majac na uwadze zgodne wspólzycie i harmonie spoleczna powinno by uszanowac te decyzje posuwajac sie nawet do dopuszczenia przerywania ciazy i eutanazji.

Kiedy indziej znów uwaza sie, ze prawo cywilne nie moze zadac od wszystkich obywateli, aby moralny poziom ich zycia byl wyzszy niz ten, który oni sami uwazaja za wlasciwy. Dlatego prawo powinno wyrazac zawsze opinie i wole wiekszosci obywateli i przyznawac im — przynajmniej w pewnych skrajnych wypadkach — takze prawo do przerywania ciazy i eutanazji. W takich przypadkach zreszta — argumentuje sie — wprowadzenie zakazu i karalnosci przerywania ciazy i eutanazji doprowadziloby nieuchronnie do rozpowszechnienia sie praktyk nielegalnych, te zas wymykalyby sie spod koniecznej kontroli spolecznej i bylyby wykonywane bez nalezytego zabezpieczenia medycznego. Zadaje sie tez pytanie, czy utrzymywanie prawa, którego nie mozna wyegzekwowac w praktyce, nie prowadzi ostatecznie do podwazenia autorytetu wszelkich innych praw.

Wreszcie, wedlug opinii najbardziej radykalnych, nowoczesne i pluralistyczne spoleczenstwo powinno pozostawiac kazdej osobie pelna autonomie w dysponowaniu zyciem wlasnym oraz zyciem tego, który sie jeszcze nie narodzil: nie jest zatem rzecza prawa dokonywanie wyboru pomiedzy róznymi pogladami moralnymi, a tym bardziej nie powinno ono dazyc do narzucenia jednej szczególnej opinii na niekorzysc innych.

69. W kazdym razie, we wspólczesnej kulturze demokratycznej szeroko rozpowszechnil sie poglad, wedle którego porzadek prawny spoleczenstwa powinien ograniczac sie do utrwalania i przyswajania sobie przekonan wiekszosci i w konsekwencji winien byc zbudowany wylacznie na tym, co wiekszosc obywateli stosuje i uznaje za moralne. Jesli nastepnie uwaza sie wrecz, iz prawda wspólna i obiektywna jest w rzeczywistosci niedostepna, to szacunek dla wolnosci obywateli — którzy w systemie demokratycznym uchodza za prawdziwych suwerenów — nakazywalby w zakresie prawnym uznanie autonomii sumienia jednostki, to znaczy, ze ustanawiajac te normy, które w kazdym przypadku sa niezbedne dla wspólzycia spolecznego, nalezaloby kierowac sie wylacznie wola wiekszosci, jakakolwiek by ona byla. W ten sposób kazdy polityk w swojej dzialalnosci powinien by wyraznie oddzielac sfere osobistego sumienia od sfery aktywnosci publicznej.

W konsekwencji mozna zaobserwowac dwie tendencje, na pozór diametralnie sprzeczne. Z jednej strony pojedyncze osoby roszcza sobie prawo do calkowitej autonomii moralnego wyboru i zadaja od panstwa, aby nie opowiadalo sie po stronie zadnej okreslonej koncepcji etycznej i nie narzucalo jej innym, ale by ograniczylo sie do zapewnienia kazdemu mozliwie jak najwiekszej przestrzeni wolnosci, której jedynym ograniczeniem zewnetrznym jest zasada nienaruszania przestrzeni autonomii, do jakiej ma prawo kazdy inny obywatel. Z drugiej strony uwaza sie, ze szacunek dla wolnosci wyboru innych wymaga, aby w sprawowaniu funkcji publicznych i zawodowych nikt nie kierowal sie wlasnymi przekonaniami, ale kazdy staral sie spelniac wszelkie zadania obywateli, uznawane i gwarantowane przez ustawy prawne, przyjmujac jako jedyne kryterium moralne w wypelnianiu swoich funkcji to, co zostalo okreslone w tychze ustawach. W ten sposób odpowiedzialnosc osoby zostaje powierzona prawu cywilnemu, co oznacza rezygnacje z wlasnego sumienia przynajmniej w sferze dzialalnosci publicznej.

70. Wspólnym korzeniem wszystkich tych tendencji jest relatywizm etyczny, cechujacy znaczna czesc wspólczesnej kultury. Mozna sie spotkac z pogladem, ze relatywizm ten jest warunkiem demokracji, jako ze tylko on mialby gwarantowac tolerancje, wzajemny szacunek miedzy ludzmi i uznanie decyzji wiekszosci, podczas gdy normy moralne uwazane za obiektywne i wiazace prowadzilyby rzekomo do autorytaryzmu i nietolerancji.

Ale wlasnie problematyka szacunku dla zycia pozwala dostrzec, jakie dwuznacznosci i sprzecznosci — a w slad za nimi przerazajace konsekwencje praktyczne — kryja sie za tym pogladem.

To prawda, ze historia zna przypadki zbrodni dokonywanych w imie „prawdy”. Ale do czynów równie zbrodniczych i do radykalnego pogwalcenia wolnosci dochodzilo tez i nadal dochodzi pod wplywem „relatywizmu etycznego”. Gdy wiekszosc parlamentarna lub spoleczna uchwala, ze zabicie jeszcze nie narodzonego zycia ludzkiego jest prawnie dopuszczalne, chocby nawet pod pewnymi warunkami, to czyz nie podejmuje tym samym decyzji „tyranskiej” wobec najslabszej i najbardziej bezbronnej ludzkiej istoty? Sumienie powszechne slusznie wzdryga sie w obliczu zbrodni przeciw ludzkosci, które staly sie tak smutnym doswiadczeniem naszego stulecia. Czyz te zbrodnie przestalyby byc zbrodniami, gdyby nie popelnili ich pozbawieni skrupulów dyktatorzy, ale gdyby nadala im prawomocnosc zgoda wiekszosci?

W rzeczywistosci demokracji nie mozna przeceniac, czyniac z niej namiastke moralnosci lub „cudowny srodek” na niemoralnosc. Jest ona zasadniczo „porzadkiem” i jako taka srodkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia sie samoczynnie, ale zalezy od jej zgodnosci z prawem moralnym, któremu musi byc podporzadkowana podobnie jak kazda inna dzialalnosc ludzka: zalezy zatem od moralnosci celów, do których zmierza, i srodków, jakimi sie posluguje jesli wartosc demokracji jest dzis prawie powszechnie uznawana, to nalezy w tym widziec pozytywny „znak czasów”, co równiez stwierdzil wielokrotnie Urzad Nauczycielski Kosciola88. Ale wartosc demokracji rodzi sie albo zanika wraz z wartosciami, które ona wyraza i popiera: do wartosci podstawowych i koniecznych nalezy z pewnoscia godnosc kazdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a takze uznanie „dobra wspólnego” za cel i kryterium rzadzace zyciem politycznym.

Podstawa tych wartosci nie moga byc tymczasowe i zmienne „wiekszosci” opinii publicznej, ale wylacznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako „prawo naturalne”, wpisane w serce czlowieka, jest normatywnym punktem odniesienia takze dla prawa cywilnego. Gdyby na skutek tragicznego zagluszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podal w watpliwosc nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwialoby to samymi podstawami ladu demokratycznego, tak ze stalby sie on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji róznych i przeciwstawnych dazen89.

Móglby ktos pomyslec, ze równiez taka funkcja demokracji, z braku czegos lepszego, ma swoja wartosc, jako ze sluzy pokojowi spolecznemu. Nawet uznajac pewien element prawdy w takiej ocenie, trudno nie zauwazyc, iz bez zakorzenienia w obiektywnej moralnosci nawet demokracja nie moze zapewnic trwalego pokoju, tym bardziej, ze pokój, jesli jego miara nie sa wartosci takie jak godnosc kazdego czlowieka i solidarnosc wszystkich ludzi, nierzadko okazuje sie pozorny. W systemach wladzy opartych na zasadzie uczestnictwa regulowanie interesów odbywa sie czesto na korzysc silniejszych, gdy potrafia oni skuteczniej sterowac nie tylko mechanizmami wladzy, ale takze procesem ksztaltowania sie zgodnej opinii. W takiej sytuacji demokracja latwo staje sie pustym slowem.

71. Tak wiec w trosce o przyszlosc spoleczenstwa i rozwój zdrowej demokracji trzeba pilnie odkryc na nowo istnienie wartosci ludzkich i moralnych, nalezacych do samej istoty i natury czlowieka, które wynikaja z prawdy o czlowieku oraz wyrazaja i chronia godnosc osoby: wartosci zatem, których zadna jednostka, zadna wiekszosc ani zadne panstwo nie moga tworzyc, zmieniac ani niszczyc, ale które winny uznac, szanowac i umacniac.

W tym celu trzeba przypomniec podstawowe elementy relacji miedzy prawem cywilnym a prawem moralnym, tak jak je przedstawia Kosciól, a które naleza tez do dziedzictwa wielkich tradycji prawodawstwa ludzkosci.

Nie ulega watpliwosci, ze zadanie prawa cywilnego jest inne niz prawa moralnego, a zakres jego oddzialywania wezszy. Jednak „w zadnej dziedzinie zycia prawo cywilne nie moze zastapic sumienia ani narzucac norm, które przekraczaja jego kompetencje”90, do których nalezy ochrona wspólnego dobra osób poprzez uznanie i obrone ich podstawowych praw, umacnianie pokoju i moralnosci publicznej91. Zadaniem prawa cywilnego jest bowiem ochrona ladu spolecznego opartego na prawdziwej sprawiedliwosci, tak abysmy „mogli prowadzic zycie ciche i spokojne z cala poboznoscia i godnoscia” (1 Tm 2, 2). Wlasnie dlatego prawo cywilne musi zapewnic wszystkim czlonkom spoleczenstwa poszanowanie pewnych podstawowych praw, które naleza do natury osoby i które musi uznac i chronic kazde prawo stanowione. Wsród nich pierwszym i podstawowym jest nienaruszalne prawo do zycia kazdej niewinnej ludzkiej istoty. Chociaz wladza panstwowa moze niekiedy powstrzymac sie od zakazania czegos, co — gdyby zostalo zabronione — spowodowaloby jeszcze powazniejsze szkody92, nigdy jednak nie moze uznac, ze jest prawem jednostek — nawet jesli stanowilyby one wiekszosc spoleczenstwa — zniewazanie innych osób przez lamanie ich tak podstawowego prawa, jakim jest prawo do zycia. Prawna tolerancja przerywania ciazy lub eutanazji nie moze wiec w zadnym przypadku powolywac sie na szacunek dla sumienia innych wlasnie dlatego, ze spoleczenstwo ma prawo i obowiazek bronic sie przed naduzyciami dokonywanymi w imie sumienia i pod pretekstem wolnosci93.

W Encyklice Pacem in terris Jan XXIII pisal na ten temat: „Podkresla sie dzisiaj, ze prawdziwe dobro wspólne polega przede wszystkim na poszanowaniu praw i obowiazków ludzkiej osoby. Wobec tego glównym zadaniem sprawujacych wladze w panstwie jest dbac z jednej strony o uznawanie tych praw, ich poszanowanie, uzgadnianie, ochrone i staly ich wzrost, z drugiej zas strony to, aby kazdy mógl latwiej wypelniac swoje obowiazki. Albowiem «podstawowym zadaniem wszelkiej wladzy publicznej jest strzec nienaruszalnych praw czlowieka i dbac o to, by kazdy mógl z wieksza latwoscia wypelniac swe obowiazki». Dlatego, jesli sprawujacy wladze nie uznaja praw czlowieka, albo je gwalca, to nie tylko sprzeniewierzaja sie powierzonemu im zadaniu; równiez wydawane przez nich zarzadzenia pozbawione sa wszelkiej mocy obowiazujacej”94.

72. W ciaglosci z cala Tradycja Kosciola pozostaje takze nauczanie o koniecznej zgodnosci prawa cywilnego z prawem moralnym, jak to przedstawia cytowana Encyklika Jana XXIII: „Wladzy rozkazywania domaga sie porzadek duchowy i wywodzi sie ona od Boga. Jesli wiec sprawujacy wladze w panstwie wydaja prawa wzglednie nakazuja cos wbrew temu porzadkowi, a tym samym wbrew woli Bozej, to ani ustanowione w ten sposób prawa, ani udzielone kompetencje nie zobowiazuja obywateli (...). Wtedy w rzeczywistosci konczy sie wladza, a zaczyna potworne bezprawie”95. Takie tez jest jednoznaczne nauczanie sw. Tomasza z Akwinu, który pisze miedzy innymi: „Prawo ludzkie jest prawem w takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wyplywa z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakies prawo jest sprzeczne z rozumem, nazywane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje byc prawem i staje sie raczej aktem przemocy”96. A w innym miejscu: „Kazde prawo ustanowione przez ludzi o tyle ma moc prawa, o ile wyplywa z prawa naturalnego. Jesli natomiast pod jakims wzgledem sprzeciwia sie prawu naturalnemu, nie jest juz prawem, ale wypaczeniem prawa”97

Otóz to nauczanie odnosi sie przede wszystkim i bezposrednio do ludzkiego ustawodawstwa, które nie uznaje podstawowego i pierwotnego prawa kazdego czlowieka do zycia. Tak wiec ustawy, które dopuszczaja bezposrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciazy i eutanazje, pozostaja w calkowitej i nieusuwalnej sprzecznosci z nienaruszalnym prawem do zycia, wlasciwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczaja równosci wszystkich wobec prawa. Mozna by wysunac zastrzezenie, ze nie dotyczy to eutanazji, gdy zostaje ona dokonana na w pelni swiadome zadanie zainteresowanego. Jednakze panstwo, które uznaloby takie zadanie za prawomocne i zezwoliloby na jego spelnienie, usankcjonowaloby swoista forme samobójstwa-zabójstwa, wbrew podstawowym zasadom, które zabraniaja rozporzadzac zyciem i nakazuja ochraniac kazde niewinne zycie. W ten sposób zmierza sie do oslabienia szacunku dla zycia i otwiera droge postawom niszczacym zaufanie w relacjach spolecznych. Prawa, które dopuszczaja oraz ulatwiaja przerywanie ciazy i eutanazje, sa zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale takze z dobrem wspólnym i dlatego sa calkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do zycia, wlasnie dlatego, ze prowadzi do zabójstwa osoby, której spoleczenstwo ma sluzyc, gdyz to stanowi racje jego istnienia, przeciwstawia sie zdecydowanie i nieodwracalnie mozliwosci realizacji dobra wspólnego. Wynika stad, ze gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciazy i eutanazje, juz przez ten sam fakt przestaje byc prawdziwym prawem, moralnie obowiazujacym.

73. Przerywanie ciazy i eutanazja sa zatem zbrodniami, których zadna ludzka ustawa nie moze uznac za dopuszczalne. Ustawy, które to czynia, nie tylko nie sa w zaden sposób wiazace dla sumienia, ale stawiaja wrecz czlowieka wobec powaznej i konkretnej powinnosci przeciwstawienia sie im poprzez sprzeciw sumienia. Od samych poczatków Kosciola przepowiadanie apostolskie pouczalo chrzescijan o obowiazku posluszenstwa wladzom publicznym prawomocnie ustanowionym (por. Rz 13, 1-7; 1 P 2, 13-14), ale zarazem przestrzegalo stanowczo, ze „trzeba bardziej sluchac Boga niz ludzi” (Dz 5, 29). Juz w Starym Testamencie znajdujemy wymowny przyklad oporu wobec niesprawiedliwego rozporzadzenia wladz — i to wlasnie takiego, które bylo wymierzone przeciw zyciu. Zydowskie polozne sprzeciwily sie faraonowi, który nakazal zabijac wszystkie nowo narodzone dzieci plci meskiej: „nie wykonaly rozkazu króla egipskiego, pozostawiajac przy zyciu [nowo narodzonych] chlopców” (Wj 1, 17). Trzeba jednak zwrócic uwage na gleboki motyw takiej postawy: „polozne baly sie Boga” (tamze). Wlasnie z posluszenstwa Bogu — któremu nalezy sie bojazn, wyrazajaca uznanie Jego absolutnej i najwyzszej wladzy — czlowiek czerpie moc i odwage, aby przeciwstawiac sie niesprawiedliwym ludzkim prawom. Jest to moc i odwaga tego, kto gotów jest nawet isc do wiezienia lub zginac od miecza, gdyz jest przekonany, ze „tu sie okazuje wytrwalosc i wiara swietych” (Ap 13, 10).

Tak wiec w przypadku prawa wewnetrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczajace przerywanie ciazy i eutanazje, nie wolno sie nigdy do niego stosowac „ani uczestniczyc w ksztaltowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani tez okazywac mu poparcia w glosowaniu”98.

Szczególny problem sumienia móglby powstac w przypadku, w którym glosowanie w parlamencie mialoby zdecydowac o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzajacego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiacego alternatywe dla prawa bardziej permisywnego, juz obowiazujacego lub poddanego glosowaniu. Takie przypadki nie sa rzadkie. Mozna bowiem zauwazyc, ze podczas gdy w niektórych czesciach swiata nadal prowadzi sie kampanie na rzecz wprowadzenia ustaw dopuszczajacych przerywanie ciazy, popierane nierzadko przez potezne organizacje miedzynarodowe, w innych natomiast krajach — zwlaszcza tych, które doswiadczyly juz gorzkich konsekwencji takiego permisywnego ustawodawstwa — pojawia sie coraz wiecej oznak ponownego przemyslenia sprawy. W omawianej tu sytuacji, jesli nie byloby mozliwe odrzucenie lub calkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciazy, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciazy bylby jasny i znany wszystkim, postapilby slusznie, udzielajac swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwosci takiej ustawy i zmierzajacych w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na plaszczyznie kultury i moralnosci publicznej. Tak postepujac bowiem, nie wspóldziala sie w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje sie sluszna i godziwa próbe ograniczenia jego szkodliwych aspektów.

74. Wprowadzenie niesprawiedliwych ustaw prawnych stawia czesto ludzi moralnie prawych przed trudnymi problemami sumienia dotyczacymi kwestii wspólpracy, a wynikajacymi z obowiazku obrony wlasnego prawa do odmowy uczestnictwa w dzialaniach moralnie zlych. Decyzje, które trzeba wówczas podjac, sa nieraz bolesne i moga wymagac rezygnacji z osiagnietej pozycji zawodowej albo wyrzeczenia sie slusznych oczekiwan zwiazanych z przyszla kariera. W innych przypadkach moze sie zdarzyc, ze wykonywanie pewnych dzialan, ze swej natury obojetnych albo wrecz pozytywnych, przewidzianych przez ustawy prawne globalnie niesprawiedliwe, pozwala na ratowanie zagrozonego zycia ludzkiego. Z drugiej jednak strony mozna sie slusznie obawiac, ze gotowosc do wykonywania tych dzialan nie tylko wywola zgorszenie i przyczyni sie do oslabienia niezbednego sprzeciwu wobec zamachów na zycie, ale doprowadzi niepostrzezenie do coraz powszechniejszego ulegania permisywnej logice.

Aby wyjasnic te trudna kwestie moralna, nalezy przypomniec ogólne zasady dotyczace wspóludzialu w zlych czynach. Stanowczy nakaz sumienia zabrania chrzescijanom, podobnie jak wszystkim ludziom dobrej woli, formalnego wspóludzialu w praktykach, które zostaly co prawda dopuszczone przez prawodawstwo panstwowe, ale sa sprzeczne z Prawem Bozym. Z moralnego punktu widzenia nigdy nie wolno formalnie wspóldzialac w czynieniu zla. Takie wspóldzialanie ma miejsce wówczas, gdy dokonany czyn — juz to z samej swej natury, juz to ze wzgledu na okreslony kontekst ksztaltujacych go okolicznosci — ma charakter bezposredniego uczestnictwa w dzialaniu przeciwko niewinnemu zyciu ludzkiemu albo tez wyraza poparcie dla niemoralnej intencji glównego sprawcy. Takiego wspóldzialania nie mozna nigdy usprawiedliwic ani powolujac sie na zasade poszanowania wolnosci drugiego czlowieka, ani tez wykorzystujac fakt, ze prawo cywilne je przewiduje i nakazuje: za czyny dokonywane osobiscie przez kazdego istnieje bowiem odpowiedzialnosc moralna, od której nikt nie moze sie uchylic i z której bedzie sadzony przez samego Boga (por. Rz 2, 6; 14, 12).

Odmowa wspóludzialu w niesprawiedliwosci to nie tylko obowiazek moralny, ale takze podstawowe ludzkie prawo. Gdyby tak nie bylo, czlowiek bylby zmuszony popelniac czyny z natury swojej uwlaczajace jego godnosci i w ten sposób jego wolnosc, której autentyczny sens i cel polega na dazeniu do prawdy i dobra, zostalaby radykalnie naruszona. Chodzi tu zatem o prawo podstawowe, które wlasnie z tego wzgledu powinno byc przewidziane w ustawodawstwie panstwowym i przez nie chronione. Oznacza to, ze lekarze, personel medyczny i pielegniarski oraz osoby kierujace instytucjami sluzby zdrowia, klinik i osrodków leczniczych powinny miec zapewniona mozliwosc odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywaniu i dokonywaniu czynów wymierzonych przeciw zyciu. Kto powoluje sie na sprzeciw sumienia, nie moze byc narazony nie tylko na sankcje karne, ale takze na zadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe.

„Bedziesz milowal (...) swego blizniego jak siebie samego” (Lk 10, 27): „umacniaj” zycie

75. Boze przykazania wskazuja nam droge zycia. Negatywne nakazy moralne, to znaczy te, które uznaja wybór okreslonego czynu za moralnie niedopuszczalny, maja dla ludzkiej wolnosci wartosc absolutna: obowiazuja zawsze i we wszystkich okolicznosciach, bez zadnych wyjatków. Wskazuja, ze wybór okreslonych postaw jest radykalnie sprzeczny z miloscia do Boga i z godnoscia osoby, stworzonej na. Tego obraz: takiego wyboru nie mozna zatem uzasadnic zadna dobra intencja ani konsekwencja; pozostaje on w jaskrawej sprzecznosci z komunia miedzy osobami i przeciwstawia sie podstawowej decyzji podporzadkowania wlasnego zycia Bogu99.

Juz w tym sensie negatywne nakazy moralne spelniaja niezwykle wazna funkcje pozytywna: zawarte w nich bezwarunkowe „nie” okresla nieprzekraczalna granice, ponizej której czlowiek wolny nie moze schodzic, a zarazem wskazuje pewne minimum, które musi on zachowywac i od którego musi rozpoczac wypowiadanie niezliczonych „tak”, zdolnych ogarniac stopniowo caly horyzont dobra (por. Mt 5, 48). Przykazania, a zwlaszcza negatywne nakazy moralne, sa poczatkiem i koniecznym pierwszym etapem drogi do wolnosci: „Pierwsza wolnosc — pisze sw. Augustyn — polega na uwolnieniu sie od wystepków, (...) takich jak zabójstwo, cudzolóstwo, nierzad, kradziez, oszustwo, swietokradztwo i tym podobne. Kiedy czlowiek zaczyna byc wolny od tych wystepków (a nie powinien ich popelniac zaden chrzescijanin), zaczyna podnosic glowe ku wolnosci, ale jest to dopiero poczatek wolnosci, a nie wolnosc doskonala”100.

76. Przykazanie „nie zabijaj” stanowi wiec poczatek drogi prawdziwej wolnosci, która prowadzi nas do energicznych dzialan na rzecz obrony zycia i ksztaltowania okreslonych postaw i zachowan jemu sluzacych: czyniac tak, wywiazujemy sie z naszej odpowiedzialnosci za osoby powierzone naszej opiece i wyrazamy przez czyny i gloszenie prawdy wdziecznosc Bogu za wielki dar zycia (por. Ps 139 [138], 13-14).

Stwórca powierzyl zycie czlowieka jego odpowiedzialnej trosce nie po to, by nim samowolnie dysponowal, ale by go madrze strzegl oraz zarzadzal nim wiernie i z miloscia. Bóg Przymierza powierzyl zycie kazdego czlowieka drugiemu czlowiekowi — jego bratu, zgodnie z prawem wzajemnosci dawania i otrzymywania, skladania siebie w darze i przyjmowania daru blizniego. Gdy nadeszla pelnia czasu, Syn Bozy, wcielajac sie i oddajac zycie za czlowieka, ukazal, jakie wyzyny i glebie moze osiagnac to prawo wzajemnosci. Przez dar swego Ducha Chrystus nadaje nowa tresc i znaczenie prawu wzajemnosci, zawierzeniu czlowieka czlowiekowi. Duch, sprawca komunii w milosci, tworzy miedzy ludzmi nowe braterstwo i solidarnosc, prawdziwy odblask tajemnicy wzajemnego dawania i przyjmowania, wlasciwej Trójcy Przenajswietszej. Sam Duch staje sie nowym prawem, które daje wierzacym moc i budzi w nich odpowiedzialnosc, aby w zyciu umieli wzajemnie czynic dar z siebie i przyjmowac drugiego czlowieka, uczestniczac w milosci samego Jezusa Chrystusa i na Jego miare.

77. To nowe prawo ozywia i ksztaltuje takze przykazanie „nie zabijaj”. Tak wiec dla chrzescijanina przykazanie to zawiera najwyzszy nakaz szanowania, kochania i wspierania zycia kazdego brata, stosownie do wymogów i wymiarów milosci, jaka Bóg okazal w Jezusie Chrystusie. „On oddal za nas zycie swoje. My takze winnismy oddac zycie za braci” (1 J 3, 16).

Przykazanie „nie zabijaj” takze w swojej tresci najbardziej pozytywnej, jako nakaz szanowania, kochania i umacniania zycia, jest wiazace dla wszystkich ludzi. Rozbrzmiewa bowiem w sumieniu kazdego czlowieka niczym nie milknace echo pierwotnego przymierza Boga Stwórcy z czlowiekiem; wszyscy moga je poznac dzieki swiatlu rozumu i zachowywac dzieki tajemniczemu dzialaniu Ducha Swietego, który tchnac tam, gdzie chce (por. J 3, 8), dosiega i ogarnia kazdego czlowieka zyjacego na tym swiecie.

Wszyscy zatem mamy niesc naszemu blizniemu posluge milosci, broniac jego zycia i wspomagajac je zawsze, a zwlaszcza wówczas, gdy jest slabe lub zagrozone. Powinnismy troszczyc sie o nie tylko jako jednostki, ale takze jako wspólnota, czyniac z bezwarunkowego szacunku dla zycia ludzkiego fundament nowego spoleczenstwa.

Jestesmy wezwani, aby kochac i szanowac zycie kazdego czlowieka oraz dazyc wytrwale i z odwaga do tego, by w naszej epoce, w której mnoza sie zbyt liczne oznaki smierci, zapanowala wreszcie nowa kultura zycia, owoc kultury prawdy i milosci.


Rozdzial IV
Mniescie to uczynili
O nowa kulture zycia ludzkiego

 

„Wy zas jestescie ludem [Bogu] na wlasnosc przeznaczonym, abyscie oglaszali dziela jego potegi” (por. 1 P 2, 9): lud zycia i dla zycia

78. Kosciól otrzymal Ewangelie jako oredzie oraz zródlo radosci i zbawienia. Otrzymal ja w darze od Jezusa, poslanego przez Ojca, aby „ubogim niósl dobra nowine” (Lk 4, 18). Otrzymal ja za posrednictwem Apostolów, przez Niego poslanych na caly swiat (por. Mk 16, 15; Mt 28, 19-20). W Kosciele zrodzonym z tego gloszenia Ewangelii nieustannie rozbrzmiewa echo przestrogi Apostola: „Biada mi, gdybym nie glosil Ewangelii” (2 Kor 9, 16). „Obowiazek ewangelizacji — pisal papiez Pawel VI — nalezy uwazac za laske i wlasciwe powolanie Kosciola; wyraza on najprawdziwsza jego wlasciwosc. Kosciól jest dla ewangelizacji”101.

Ewangelizacja jest dzialaniem globalnym i dynamicznym, które ogarnia caly Kosciól uczestniczacy w prorockiej, kaplanskiej i królewskiej misji Pana Jezusa. Dlatego do jej nieodlacznych elementów nalezy przepowiadanie, celebracja i posluga milosci. Jest aktem gleboko eklezjalnym, który domaga sie udzialu wszystkich pracowników Ewangelii — kazdego wedle wlasciwego mu charakteru i poslugi.

Dotyczy to takze gloszenia Ewangelii zycia, stanowiacej integralna czesc Ewangelii, która jest Jezus Chrystus. Tej Ewangelii sluzymy, podtrzymywani przekonaniem, ze otrzymalismy ja w darze i zostalismy poslani, by ja glosic calej ludzkosci, „az po krance ziemi” (Dz 1, 8). Tak wiec zachowujemy pokorna i wdzieczna swiadomosc, ze jestesmy ludem zycia i dla zycia, i jako ten lud stajemy wobec swiata.

79. Jestesmy ludem zycia, poniewaz Bóg w swojej bezinteresownej milosci dal nam Ewangelie zycia, przez która zostalismy przemienieni i zbawieni. Zostalismy na powrót zdobyci przez „Dawce zycia” (Dz 3, 15) za cene Jego bezcennej krwi (por. 1 Kor 6, 20; 7, 23; 1 P 1, 19), a poprzez obmycie woda chrztu zostalismy wszczepieni w Niego (por. Rz 6, 4-5; Kol 2, 12) niczym galezie, które z jednego drzewa czerpia soki i zdolnosc owocowania (por. J 15, 5). Wewnetrznie odnowieni laska Ducha, „Pana i Ozywiciela”, stalismy sie ludem dla zycia i mamy postepowac zgodnie z tym powolaniem.

Jestesmy powolani: sluzba zyciu nie jest dla nas powodem do wynoszenia sie, ale obowiazkiem, który rodzi sie ze swiadomosci, ze jestesmy „ludem [Bogu] na wlasnosc przeznaczonym, abysmy oglaszali dziela Jego potegi” (por. 1 P 2, 9). W naszej wedrówce prowadzi nas i umacnia prawo milosci: zródlem i wzorem tej milosci jest wcielony Syn Bozy, który stal sie czlowiekiem i „przez swoja smierc dal zycie swiatu”102,

Jestesmy poslani jako lud. Obowiazek sluzby zyciu spoczywa na wszystkich i na kazdym z nas. Jest to zadanie w scislym sensie „eklezjalne”, wymagajace zgodnego i ofiarnego dzialania wszystkich czlonków i wszystkich srodowisk chrzescijanskiej wspólnoty. Wspólnotowy charakter tego zadania nie pozbawia ani nie umniejsza jednak odpowiedzialnosci osoby, do której skierowany jest nakaz Chrystusa, by „stawala sie bliznim” kazdego czlowieka: „Idz i ty czyn podobnie!” (Lk 10, 37).

Wszyscy razem poczuwamy sie do obowiazku gloszenia Ewangelii zycia, celebrowania jej w liturgii i w calym zyciu oraz sluzenia jej poprzez rózne inicjatywy i za posrednictwem struktur, które maja byc dla niej oparciem i narzedziem promocji.

 

„Oznajmiamy wam, cosmy ujrzeli i uslyszeli” (1J 1, 3): glosic Ewangelie zycia

80. „To (...), co bylo od poczatku, cosmy uslyszeli o Slowie zycia, co ujrzelismy wlasnymi oczami, na co patrzylismy i czego dotykaly nasze rece (...) — oznajmiamy wam, (...) abyscie i wy mieli wspóluczestnictwo z nami” (1 J 1, 1. 3). Jezus jest jedyna Ewangelia: nie mozemy mówic ani swiadczyc o niczym innym.

Wlasnie gloszenie Jezusa jest gloszeniem zycia. On bowiem jest „Slowem zycia” (por. 1 J 1, 1). W Nim zycie „objawilo sie” (1 J 1, 2), wiecej — On sam jest „zyciem wiecznym, które bylo w Ojcu, a nam zostalo objawione” (por. tamze). To samo zycie dzieki darowi Ducha zostalo udzielone czlowiekowi. Skierowane ku pelni zycia, czyli ku „zyciu wiecznemu”, takze zycie ziemskie kazdego czlowieka zyskuje swój pelny sens.

Oswieceni przez te Ewangelie zycia, odczuwamy potrzebe gloszenia jej i swiadczenia o jej niezwyklej nowosci: poniewaz jest ona tozsama z Jezusem, który przynosi wszelka nowosc103 i przezwycieza to, co „stare”, a co bierze sie z grzechu i prowadzi do smierci104, Ewangelia ta przerasta wszelkie oczekiwania czlowieka i objawia, na jakie wspaniale wyzyny zostaje wyniesiona moca laski godnosc osoby. Tak mówi o niej sw. Grzegorz z Nyssy: „Czlowiek, który niczym sie nie wyróznia sposród stworzen, który jest prochem, zielskiem i marnoscia, gdy zostanie przybrany za syna przez Boga wszechswiata, staje sie czlonkiem rodziny tej Istoty, której wspanialosci i wielkosci nikt nie moze zobaczyc, uslyszec ani pojac. Jakiez slowo, mysl czy poryw ducha zdola wyslowic przeobfitosc tej laski? Czlowiek przerasta wlasna nature: ze smiertelnego staje sie niesmiertelny, ze zniszczalnego niezniszczalny, z przemijalnego wieczny, zas z czlowieka staje sie Bogiem”105,

Wdziecznosc i radosc z niezmierzonej godnosci czlowieka kaze nam dzielic sie z wszystkimi tym oredziem: „oznajmiamy wam, cosmy ujrzeli i uslyszeli, abyscie i wy mieli wspóluczestnictwo z nami” (1 J 1, 3). Trzeba dotrzec z Ewangelia zycia do serca kazdego czlowieka i wprowadzic ja do samego wnetrza ludzkiego spoleczenstwa.

81. Trzeba przede wszystkim glosic najistotniejsza tresc tej Ewangelii. Jest ona zwiastowaniem Boga zywego i bliskiego, który wzywa nas do glebokiego zjednoczenia z soba i otwiera nas na niezawodna nadzieje zycia wiecznego; jest potwierdzeniem nierozerwalnej wiezi, jaka laczy osobe, jej zycie i jej cielesnosc; jest ukazywaniem zycia ludzkiego jako zycia „w relacji”, jako daru Boga, owocu i znaku Jego milosci; jest proklamacja niezwyklej wiezi Jezusa z kazdym czlowiekiem, która pozwala rozpoznac w kazdej ludzkiej twarzy oblicze Chrystusa; jest ukazywaniem, ze „bezinteresowny dar z siebie” to zadanie i miejsce pelnej realizacji wlasnej wolnosci.

Zarazem trzeba tez wskazac na wszystkie konsekwencje tej Ewangelii, które tak mozna ujac: zycie ludzkie, jako cenny dar Bozy, jest swiete i nienaruszalne, co oznacza w szczególnosci, ze absolutnie niedopuszczalne jest przerywanie ciazy i eutanazja; zycia ludzkiego nie tylko nie wolno zabijac, ale trzeba je chronic, otaczajac je troskliwa opieka; zycie znajduje swój sens, gdy daje sie i odzyskuje milosc, z której rodzi sie pelna prawda o ludzkiej plciowosci i prokreacji; ta milosc nadaje sens takze cierpieniu i smierci, a choc pozostaja one okryte tajemnica, moga sie stac wydarzeniami zbawczymi; szacunek dla zycia wymaga, aby nauka i technika byly zawsze podporzadkowane czlowiekowi i jego integralnemu rozwojowi; cale spoleczenstwo powinno szanowac, chronic i umacniac godnosc kazdej osoby ludzkiej, w kazdej chwili i stanie jej zycia.

82. Aby byc naprawde ludem sluzacym zyciu, musimy konsekwentnie i odwaznie glosic te prawdy juz na pierwszym etapie ewangelizacji, a nastepnie w katechezie i róznych formach przepowiadania, w dialogu osobowym i we wszelkich dzialaniach wychowawczych. Wychowawcy, nauczyciele, katecheci i teolodzy winni podkreslac racje antropologiczne, które uzasadniaja i umacniaja szacunek dla kazdego zycia ludzkiego. W ten sposób ukazemy w pelnym blasku pierwotna nowosc Ewangelii zycia i pomozemy wszystkim odkryc, takze w swietle rozumu i doswiadczenia, ze chrzescijanskie oredzie ukazuje pelnie prawdy o czlowieku oraz o sensie jego bytu i istnienia; odkryjemy cenne mozliwosci spotkania i dialogu takze z niewierzacymi i wszyscy razem bedziemy ksztaltowac nowa kulture zycia.

W sytuacji, gdy z róznych stron wypowiadane sa najbardziej sprzeczne opinie i gdy wielu odrzuca zdrowa nauke o ludzkim zyciu, zdajemy sobie sprawe, ze takze do nas skierowana jest usilna prosba, z jaka sw. Pawel zwracal sie do Tymoteusza: „glos nauke, nastawaj w pore, nie w pore, [w razie potrzeby] wykaz blad, poucz, podnies na duchu z cala cierpliwoscia, ilekroc nauczasz” (2 Tm 4, 2). Ta zacheta winna rozbrzmiewac ze szczególna moca w sercach tych, którzy w Kosciele z róznego tytulu uczestnicza bardziej bezposrednio w jego misji „nauczyciela” zycia. Niech zabrzmi zwlaszcza dla nas Biskupów: od nas przede wszystkim oczekuje sie, ze bedziemy niestrudzonymi glosicielami Ewangelii zycia, na mocy powierzonego nam zadania mamy tez czuwac nad integralnym i wiernym przekazem nauczania na nowo ujetego w tej Encyklice oraz stosowac wszelkie odpowiednie srodki, aby chronic wiernych przed kazda doktryna sprzeczna z tym nauczaniem. Szczególna uwage winnismy poswiecic trosce o to, aby na uczelniach teologicznych, w seminariach i w róznych instytucjach katolickich gloszono, wyjasniano i poglebiano znajomosc zdrowej nauki106. Niech uslysza slowa Pawlowego wezwania teolodzy, pasterze i wszyscy inni, którzy zajmuja sie nauczaniem, katecheza i formacja sumien: swiadomi swoich zadan, niech wystrzegaja sie powaznego wykroczenia, jakim jest zdrada prawdy i wlasnej misji przez gloszenie osobistych pogladów sprzecznych z Ewangelia zycia, wiernie przedstawiona na nowo i interpretowana przez Magisterium.

Gloszac te Ewangelie nie powinnismy sie lekac sprzeciwów i niepopularnosci, ale odrzucac wszelkie kompromisy i dwuznacznosci, które upodobnilyby nas do tego swiata (por. Rz 12, 2). Mamy byc w swiecie, ale nie ze swiata (por. J 15, 19; 17, 16), czerpiac moc z Chrystusa, który przez swoja smierc i zmartwychwstanie zwyciezyl swiat (por. J 16, 33).

 

„Dziekuje Ci, ze mnie stworzyles tak cudownie” (Ps 139 [138], 14): wyslawiac Ewangelie zycia

83. Jestesmy poslani do swiata jako „lud dla zycia” i dlatego nasze gloszenie musi wyrazac sie takze przez wyslawianie Ewangelii zycia w pelnym tego slowa znaczeniu. Wiecej — wlasnie to wyslawianie, dzieki sugestywnej wymowie swoich gestów, symboli i obrzedów, powinno stac sie cennym i waznym sposobem ukazywania piekna i wielkosci tej Ewangelii.

W tym celu nalezy przede wszystkim pielegnowac w nas samych i w innych postawe kontemplacji107. Rodzi sie ona z wiary w Boga zycia, który stworzyl kazdego czlowieka i cudownie go uksztaltowal (por. Ps 139 [138], 14). Jest to postawa tego, kto widzi zycie w calej jego glebi, kto dostrzega jego bezinteresownosc i piekno oraz przyjmuje je jako wezwanie do wolnosci i odpowiedzialnosci. Jest to postawa tego, kto nie próbuje zagarnac dla siebie rzeczywistosci, ale przyjmuje ja jako dar, odkrywajac w kazdej rzeczy odblask Stwórcy, a w kazdej osobie Jego zywy obraz (por. Rdz 1, 27; Ps 8, 6). Kto zachowuje taka postawe, nie poddaje sie zniecheceniu, gdy widzi czlowieka chorego, cierpiacego, odepchnietego albo na progu smierci; wszystkie te sytuacje przyjmuje jako wezwanie do poszukiwania sensu i wlasnie w takich okolicznosciach otwiera sie, aby w twarzy kazdej osoby dostrzec zaproszenie do spotkania, do dialogu, do solidarnosci.

Czas juz, abysmy wszyscy przyjeli taka postawe i na nowo nauczyli sie czcic i szanowac kazdego czlowieka z sercem pelnym religijnego zachwytu, jak nam zalecal Pawel VI w jednym ze swoich oredzi na Boze Narodzenie108. Nowy lud odkupionych, który przyjal taka postawe kontemplacji, nie moze wyrazic tego inaczej, jak tylko przez hymny radosci, chwaly i dziekczynienia za bezcenny dar zycia, za tajemnice powolania kazdego czlowieka do uczestnictwa w Chrystusie w zyciu laski i do wiecznego istnienia w komunii z Bogiem Stwórca i Ojcem.

84. Wyslawiac Ewangelie zycia znaczy oddawac czesc Bogu zycia — Bogu, który daje zycie: „Musimy wyslawiac zycie wieczne, od którego pochodzi wszelkie inne zycie. Od niego otrzymuje zycie, stosownie do swojej miary, kazda istota, która w jakis sposób ma udzial w zyciu. To Boskie Zycie, które jest ponad wszelkim innym zyciem, ozywia i zachowuje zycie. Kazde zycie i kazdy proces zyciowy pochodzi od tego Zycia, które przerasta wszelkie zycie i wszelka zasade zycia. To jemu zawdzieczaja dusze swoja niezniszczalnosc, podobnie jak dzieki niemu zyja wszystkie zwierzeta i rosliny, w których echo zycia jest slabsze. Ludziom, jako istotom zlozonym z ducha i materii, Zycie udziela zycia. Gdy potem nadchodzi czas, aby je porzucic, wtedy Zycie, moca swojej przeobfitej milosci do czlowieka, przemienia nas i przywoluje do siebie. Nie tylko: obiecuje doprowadzic nas z dusza i cialem do zycia doskonalego, do niesmiertelnosci. Nie dosc powiedziec, ze to Zycie zyje: ono jest Poczatkiem zycia, Przyczyna i jedynym Zródlem zycia. Kazda istota zyjaca winna je kontemplowac i wielbic: z tego Zycia tryska zycie”109.

Takze my, wzorem Psalmisty, w codziennej modlitwie osobistej i wspólnotowej chwalimy i blogoslawimy Boga, naszego Ojca, który utkal nas w matczynym lonie, widzial nas i umilowal, gdysmy powstawali w ukryciu (por. Ps 139 [138], 13. 15-16), i przepelnieni ogromna radoscia wolamy: „Dziekuje Ci, ze mnie stworzyles tak cudownie, godne podziwu sa Twoje dziela. I dobrze znasz moja dusze” (Ps 139 [138], 14). Doprawdy, „to smiertelne zycie — mimo jego trudów, jego niezbadanych tajemnic, cierpien i nieuniknionej przemijalnosci — jest czyms niezwykle pieknym, cudem zawsze nowym i zachwycajacym, wydarzeniem godnym tego, by opiewac je z radoscia i uwielbieniem”110. Co wiecej, czlowiek i jego zycie jawia sie nam jako jeden z najwspanialszych cudów stworzenia: Bóg obdarzyl bowiem czlowieka niemal Boska godnoscia (por. Ps 8, 6-7). W kazdym rodzacym sie dziecku i w kazdym czlowieku, który zyje lub umiera, dostrzegamy obraz Bozej chwaly: te chwale wyslawiamy w kazdym czlowieku, znaku Boga zywego, ikonie Jezusa Chrystusa.

Jestesmy powolani, aby wyrazac zachwyt i wdziecznosc za zycie otrzymane w darze oraz by przyjmowac z radoscia i przekazywac Ewangelie zycia nie tylko w modlitwie osobistej i wspólnotowej, ale przede wszystkim przez celebracje roku liturgicznego. Nalezy tu zwlaszcza wymienic Sakramenty, które sa skutecznymi znakami obecnosci i zbawczego dzialania Chrystusa Pana w chrzescijanskim zyciu: daja ludziom udzial w Boskim zyciu, zapewniajac im potrzebna duchowa energie, aby mogli urzeczywistnic pelny i prawdziwy sens zycia, cierpienia i smierci. Celebracje liturgiczne, zwlaszcza sakramentalne, dzieki ponownemu odkryciu autentycznego znaczenia tych obrzedów i ich nalezytemu docenieniu, beda mogly coraz lepiej wyrazac pelnie prawdy o narodzinach, zyciu, cierpieniu i smierci, pomagajac ludziom przezywac te rzeczywistosci jako udzial w paschalnej tajemnicy Chrystusa umarlego i zmartwychwstalego.

85. Wyslawiajac i gloszac Ewangelie zycia, nalezy umiec docenic i wykorzystac takze gesty i symbole, których tak wiele jest w róznych tradycjach kulturowych i obyczajach ludowych. Sa to przejawy i formy porozumiewania sie ludzi, którzy w róznych krajach i kulturach wyrazaja za ich posrednictwem radosc z narodzin nowego zycia, poszanowanie i wole obrony kazdego ludzkiego istnienia, troske o cierpiacego i potrzebujacego, bliskosc z czlowiekiem starym i umierajacym, wspólczucie w zalobie, nadzieje i pragnienie niesmiertelnosci.

W tym kontekscie proponuje, nawiazujac takze do sugestii Kardynalów zgromadzonych na Konsystorzu w 1991 r., aby corocznie w kazdym kraju obchodzono Dzien Zycia, podobnie jak dzieje sie to juz z inicjatywy niektórych Konferencji Episkopatów. Trzeba, aby dzien ten byl przygotowany i obchodzony przy czynnym udziale wszystkich czlonków Kosciola lokalnego. Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kosciele i w spoleczenstwie swieckim wrazliwosci na sens i wartosc ludzkiego zycia w kazdym momencie i w kazdej kondycji: nalezy zwlaszcza ukazywac, jak wielkim zlem jest przerywanie ciazy i eutanazja, nie nalezy jednak pomijac innych momentów i aspektów zycia, które trzeba kazdorazowo starannie rozwazyc w kontekscie zmieniajacej sie sytuacji historycznej.

86. Logika kultu duchowego przyjemnego Bogu (por. Rz 12, 1) wymaga, aby slawienie Ewangelii zycia dokonywalo sie przede wszystkim w codziennym zyciu i wyrazalo sie przez milosc do innych i dar z samego siebie. W ten sposób cale nasze istnienie bedzie sie stawac autentycznym i odpowiedzialnym przyjmowaniem daru zycia oraz szczerym i wdziecznym chwaleniem Boga, który ofiarowal nam ten dar. To wlasnie dokonuje sie w tak wielu gestach ofiary, czesto niepozornej i ukrytej, spelnianej przez mezczyzn i kobiety, dzieci i doroslych, mlodych i starszych, ludzi zdrowych i chorych.

W takim kontekscie, bogatym w wartosci ludzkie i w milosc, rodza sie takze gesty heroiczne. Sa one najbardziej uroczystym wyslawianiem Ewangelii zycia, poniewaz glosza ja poprzez calkowity dar z siebie; sa chwalebnym objawieniem milosci najwiekszej, która kaze oddac zycie za ukochana osobe (por. J 15, 13); sa uczestnictwem w tajemnicy Krzyza, w której Jezus objawia, jak wielka wartosc ma dla Niego zycie kazdego czlowieka i jak realizuje sie ono w pelni poprzez bezinteresowny dar z siebie. Oprócz faktów powszechnie znanych, istnieje jeszcze heroizm dnia codziennego, na który skladaja sie male lub wielkie gesty bezinteresownosci, umacniajace autentyczna kulture zycia. Posród tych gestów na szczególne uznanie zasluguje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet zycia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei.

Ten heroizm dnia codziennego obejmuje milczace, ale niezwykle plodne i wymowne swiadectwo „tych wszystkich heroicznych matek, które bez reszty poswiecaja sie swoim rodzinom, które cierpia wydajac dzieci na swiat, a potem gotowe sa podjac wszelkie trudy, poniesc wszelkie ofiary, azeby tym dzieciom przekazac wszystko, co maja w sobie najlepszego”111. Spelniajac w zyciu swoja misje, „nie zawsze te heroiczne matki znajduja oparcie w swoim srodowisku. Wrecz przeciwnie, modele cywilizacji, czesto kreowane i propagowane przez srodki spolecznego przekazu, nie sprzyjaja macierzynstwu. W imie postepu i nowoczesnosci prezentuje sie jako przestarzale takie wartosci, jak wiernosc, czystosc, poswiecenie, którymi wyróznialy sie i nadal wyrózniaja rzesze chrzescijanskich matek i narzeczonych. (...) Dziekujemy wam, heroiczne matki, za wasza milosc niczym nie przezwyciezona! Dziekujemy za heroiczne zawierzenie Bogu i Jego milosci. Dziekujemy za ofiare, która zlozylyscie ze swojego zycia. (...) Chrystus oddaje wam w tajemnicy paschalnej ten dar, jakiscie Mu zlozyly. On bowiem ma moc oddac zycie, które przynioslyscie Mu w ofierze”112.

 

„Jaki z tego pozytek, bracia moi, skoro ktos bedzie utrzymywal, ze wierzy, a nie bedzie spelnial uczynków?” (Jk 2, 14): sluzyc Ewangelii zycia

87. Obrona i promocja zycia ludzkiego jest przejawem uczestnictwa w misji królewskiej Chrystusa i dlatego powinna miec charakter poslugi milosci, która wyraza sie przez swiadectwo osobiste, rózne formy wolontariatu, dzialalnosci spolecznej i zaangazowania politycznego. Jest to potrzeba szczególnie naglaca w chwili obecnej, gdy „kultura smierci” tak agresywnie atakuje „kulture zycia” i czesto wydaje sie nad nia przewazac. Przede wszystkim jednak jest to potrzeba zrodzona z wiary, „która dziala przez milosc” (Ga 5, 6), jak nam o tym przypomina List sw. Jakuba: „jaki z tego pozytek, bracia moi, skoro ktos bedzie utrzymywal, ze wierzy, a nie bedzie spelnial uczynków? Czy [sama] wiara zdola go zbawic? Jesli na przyklad brat lub siostra nie maja odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktos z was powie im: «Idzcie w pokoju, ogrzejcie sie i najedzcie do syta!» — a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebuja dla ciala — to na co sie to przyda? Tak tez i wiara, jesli nie bylaby polaczona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (2, 14-17).

W posludze milosci powinna nas ozywiac i wyrózniac okreslona postawa: musimy zatroszczyc sie o blizniego jako o osobe, która Bóg powierzyl naszej odpowiedzialnosci. Jako uczniowie Jezusa jestesmy wezwani, aby stawac sie bliznim kazdego czlowieka (por. Lk 10, 29-37), poswiecajac szczególna uwage ubogim, samotnym, potrzebujacym. Wlasnie poprzez pomoc okazana czlowiekowi glodnemu, spragnionemu, obcemu, nagiemu, choremu, uwiezionemu — a takze jeszcze nie narodzonemu dziecku albo starcowi dotknietemu przez cierpienie lub bliskiemu smierci — jest nam dane sluzyc Jezusowi, który sam powiedzial: „Wszystko, co uczyniliscie jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mniescie uczynili” (Mt 25, 40). Dlatego musimy uznac, ze takze do nas odnosi sie wezwanie i osad zawarty w zawsze aktualnych slowach sw. Jana Zlotoustego: „Chcesz czcic Chrystusa? Nie gardz Nim, gdy ujrzysz Go nagim. Nie oddawaj Mu czci w swiatyni, odzianemu w jedwabie, aby potem wzgardzic Nim za brama, gdzie cierpi zimno i nagosc”113,

Posluga milosci wobec zycia powinna obejmowac wszystko i wszystkich: nie moze tolerowac jednostronnosci ani dyskryminacji, poniewaz zycie ludzkie jest swiete i nienaruszalne w kazdej swojej fazie i kondycji; jest ono dobrem niepodzielnym. Trzeba zatem „zatroszczyc sie” o cale zycie i o zycie wszystkich. Wiecej — trzeba dotrzec jeszcze glebiej, do samych korzeni zycia i milosci.

Wlasnie taka gleboka milosc do kazdego czlowieka dala poczatek niezwykle bogatej historii dzialalnosci charytatywnej, która rozwijala sie przez stulecia i dzieki której pojawily sie w zyciu Kosciola i spoleczenstwa bardzo liczne struktury sluzace zyciu. Budza one podziw kazdego obserwatora pozbawionego uprzedzen. Kazda chrzescijanska wspólnota, przeniknieta zawsze zywym poczuciem odpowiedzialnosci, powinna zapisywac kolejne karty tej historii poprzez róznorodna dzialalnosc duszpasterska i spoleczna. W tym duchu nalezy w sposób dyskretny i skuteczny towarzyszyc rodzacemu sie zyciu, otaczajac szczególna opieka te matki, które nie boja sie wydac na swiat dziecka i wychowac je nawet bez udzialu ojca. Podobna troske nalezy okazac zyciu ludzi cierpiacych i osamotnionych, zwlaszcza w jego koncowych fazach.

88. Wszystko to stwarza koniecznosc podjecia cierpliwej i odwaznej pracy wychowawczej, która zacheci wszystkich i kazdego do wziecia na wlasne barki brzemion innych (por. Ga 6, 2); wymaga nieustannej troski o powolania do sluzby, zwlaszcza wsród mlodziezy; nakazuje realizacje konkretnych projektów i inicjatyw, trwalych i ozywianych ewangelicznym duchem.

Istnieja liczne metody tej pracy, które nalezy stosowac w sposób kompetentny i z glebokim zaangazowaniem. Rodzacemu sie zyciu sluza osrodki upowszechniania naturalnych metod regulacji plodnosci: nalezy je rozwijac, poniewaz skutecznie pomagaja one w stosowaniu zasad odpowiedzialnego ojcostwa i macierzynstwa, dzieki którym kazda osoba — poczynajac od dziecka — jest uznawana i szanowana ze wzgledu na swa samoistna wartosc, zas kryterium wszelkich decyzji jest bezinteresowny dar z siebie. Takze pracownicy poradnictwa malzenskiego i rodzinnego, którzy pelnia wlasciwa sobie misje doradzania i prewencji, kierujac sie antropologia zgodna z chrzescijanska wizja osoby, malzenstwa i plciowosci, oddaja cenna przysluge wszystkim rodzinom, pomagajac im na nowo odkryc sens zycia i milosci, wspomagajac je i towarzyszac w ich misji jako „sanktuarium zycia”. Sluza rodzacemu sie zyciu takze osrodki pomocy zyciu i domy czy osrodki opieki nad zyciem. Dzieki ich dzialalnosci liczne niezamezne matki i pary malzenskie znajdujace sie w trudnym polozeniu odzyskuja poczucie sensu i motywacje oraz znajduja potrzebna pomoc i oparcie w przezwyciezaniu problemów i leków, zwiazanych z przyjeciem poczetego czy nowo narodzonego zycia.

W obliczu róznych zyciowych trudnosci, patologii, chorób i odtracenia przez spoleczenstwo, takze inne metody dzialalnosci — takie jak wspólnoty terapeutyczne dla narkomanów, osrodki opieki nad nieletnimi lub chorymi umyslowo, osrodki leczenia i opieki dla chorych na AIDS, stowarzyszenia pomocy, przede wszystkim niepelnosprawnym — stanowia wymowny przyklad tego, czego potrafi dokonac chrzescijanska milosc, aby kazdemu przywrócic nadzieje i stworzyc konkretne mozliwosci zycia.

Gdy zas ziemskie zycie czlowieka zbliza sie ku koncowi, jest jeszcze milosc, która potrafi znalezc najwlasciwsze sposoby, aby zapewnic osobom starszym, zwlaszcza gdy nie sa juz samodzielne, oraz chorym w tak zwanej ostatniej fazie zycia pomoc prawdziwie humanitarna i nalezycie zaspokoic ich potrzeby, a przede wszystkim zlagodzic ich leki i poczucie osamotnienia. W tych przypadkach niezastapiona jest rola rodziny, ale osoby te moga znalezc wielka pomoc w strukturach opieki spolecznej, a kiedy jest to konieczne w leczeniu paliatywnym, korzystajac z odpowiednich uslug sanitarnych i spolecznych, dzialajacych zarówno w miejscach zorganizowanej opieki, jak i w domu.

Pod szczególna rozwage nalezy wziac na nowo role szpitali, klinik i osrodków rekonwalescencji: zgodnie ze swoja prawdziwa tozsamoscia nie sa one jedynie instytucjami, w których otacza sie opieka chorych i umierajacych, ale przede wszystkim srodowiskami, w których dostrzega sie i przezywa ludzki i prawdziwie chrzescijanski sens choroby, cierpienia i smierci. Ta tozsamosc powinna byc szczególnie widoczna w instytucjach prowadzonych przez zakony lub w jakis sposób zwiazanych z Kosciolem.

89. Te struktury i miejsca sluzace zyciu, a takze wszystkie inne formy pomocy i solidarnosci, które okazuja sie doraznie potrzebne w okreslonych sytuacjach, musza byc prowadzone przez osoby bezinteresownie zaangazowane i gleboko swiadome tego, jak decydujace znaczenie ma Ewangelia zycia dla dobra jednostki i spoleczenstwa.

Szczególna odpowiedzialnosc spoczywa na personelu sluzby zdrowia: lekarzach, farmaceutach, pielegniarkach i pielegniarzach, kapelanach, zakonnikach i zakonnicach, pracownikach administracyjnych i wolontariuszach. Ich zawód kaze im strzec ludzkiego zycia i sluzyc mu. W dzisiejszym kontekscie kulturowym i spolecznym, w którym nauka i sztuka medyczna zdaja sie tracic swój wrodzony wymiar etyczny, moga doznawac oni czesto silnej pokusy manipulowania zyciem, z czasem wrecz powodowania smierci. Wobec istnienia takiej pokusy wzrasta niezmiernie ich odpowiedzialnosc, która znajduje najglebsza inspiracje i najmocniejsze oparcie wlasnie we wrodzonym i niezbywalnym wymiarze etycznym zawodu lekarskiego, o czym swiadczy juz starozytna, ale zawsze aktualna przysiega Hipokratesa, wedlug której kazdy lekarz jest zobowiazany okazywac najwyzszy szacunek zyciu ludzkiemu i jego swietosci.

Absolutne poszanowanie kazdego niewinnego zycia ludzkiego nakazuje takze skorzystac z prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji i eutanazji. „Usmiercenie” nigdy nie moze zostac uznane za dzialanie lecznicze, nawet wówczas, gdy jedyna intencja jest spelnienie zadania pacjenta: jest to raczej sprzeniewierzenie sie zawodowi lekarskiemu, który mozna okreslic jako zarliwe i stanowcze „tak” wobec zycia. Takze w dziedzinie poszukiwan biomedycznych, fascynujacej i zapowiadajacej nowe wielkie odkrycia sluzace dobru ludzkosci, nalezy zawsze unikac eksperymentów, badan i zastosowan, które lekcewazac nienaruszalna godnosc ludzkiej istoty przestaja sluzyc czlowiekowi i choc pozornie mu pomagaja, w rzeczywistosci sa wymierzone przeciw niemu.

90. Szczególna role maja do odegrania osoby zaangazowane w wolontariat: wnosza one cenny wklad w sluzbe zyciu, gdy potrafia polaczyc kwalifikacje zawodowe z wielkoduszna i bezinteresowna miloscia. Ewangelia zycia przynagla je, aby postawe zwyklej filantropii wynosily na wyzyny milosci Chrystusa; aby kazdego dnia, mimo trudów i zmeczenia, odnawialy w sobie swiadomosc godnosci kazdego czlowieka; aby staraly sie odkrywac potrzeby ludzi i wytyczac — jesli to konieczne — nowe drogi tam, gdzie potrzeby sa pilniejsze, zas slabsi wymagaja wiekszej uwagi i pomocy.

Konsekwentny realizm milosci nakazuje sluzyc Ewangelii zycia takze poprzez rózne formy dzialalnosci spolecznej i aktywnosci politycznej, polegajace na gloszeniu i obronie wartosci zycia w naszych coraz bardziej zlozonych i pluralistycznych spoleczenstwach. Jednostki, rodziny, grupy i stowarzyszenia sa odpowiedzialne — choc z róznego tytulu i na rózne sposoby — za te dzialalnosc spoleczna i za realizacje przedsiewziec w dziedzinie kultury, gospodarki, polityki i prawodawstwa, które kierujac sie szacunkiem dla wszystkich i logika demokratycznego wspólistnienia, przyczyniaja sie do budowania spoleczenstwa opartego na uznaniu i ochronie godnosci kazdej osoby oraz na obronie i promocji zycia wszystkich.

Jest to zadanie, które spoczywa przede wszystkim na odpowiedzialnych za sprawy publiczne. Powolani do sluzby czlowiekowi i dobru wspólnemu, maja oni obowiazek opowiadac sie odwaznie po stronie zycia, zwlaszcza w sferze rozporzadzen prawnych. W systemie demokratycznym, gdzie podstawa praw i decyzji jest zgodna wola wielu obywateli, w swiadomosci osób sprawujacych wladze moze oslabnac poczucie osobistej odpowiedzialnosci. Nikt jednak nie moze sie od niej uchylic, zwlaszcza jesli sprawuje funkcje ustawodawcze lub decyzyjne, które kaza mu odpowiedziec przed Bogiem, przed wlasnym sumieniem i przed calym spoleczenstwem za ewentualne decyzje sprzeczne z prawdziwym dobrem wspólnym. Choc prawa nie sa jedynym narzedziem obrony ludzkiego zycia, odgrywaja role bardzo wazna, a czasem decydujaca w procesie ksztaltowania okreslonej mentalnosci i obyczaju. Powtarzam raz jeszcze, ze ustawa lamiaca naturalne prawo niewinnego czlowieka do zycia jest niesprawiedliwa i jako taka nie moze miec mocy prawnej. Dlatego stanowczo ponawiam swój apel do wszystkich polityków, aby nie wprowadzali ustaw, które nie uznaja godnosci osoby i tym samym zagrazaja samym korzeniom spolecznego wspólzycia.

Kosciól wie, ze w kontekscie pluralistycznych demokracji, w których wspólistnieja silne nurty kulturowe o róznej orientacji, trudno jest zapewnic zyciu skuteczna ochrone prawna. Jest jednak przekonany, ze glos moralnej prawdy rozbrzmiewa w glebi kazdego sumienia, i dlatego zacheca polityków, przede wszystkim chrzescijanskich, aby nie poddawali sie zniecheceniu i podejmowali decyzje, które uwzgledniajac konkretne mozliwosci, prowadza do przywrócenia wlasciwego ladu poprzez uznanie i promocje wartosci zycia. W tym kontekscie nalezy podkreslic, ze nie wystarczy zniesienie niegodziwych praw. Nalezy usunac przyczyny, które sprzyjaja zamachom na zycie, przede wszystkim przez zapewnienie nalezytej pomocy rodzinie i macierzynstwu: polityka rodzinna musi byc filarem i motorem wszelkiej polityki spolecznej. Dlatego nalezy podejmowac dzialania spoleczne i prawodawcze zdolne zapewnic warunki autentycznej wolnosci w podejmowaniu decyzji dotyczacych ojcostwa i macierzynstwa; konieczne jest tez oparcie na nowych zasadach polityki w sferze pracy, rozwoju miast, budownictwa mieszkaniowego i uslug, tak aby mozna bylo pogodzic rytmy pracy z rytmem zycia rodzinnego oraz zapewnic rzeczywista opieke dzieciom i starcom.

91. Wazna dziedzina polityki na rzecz zycia jest dzis problematyka demograficzna. Wladze publiczne sa oczywiscie zobowiazane „wplywac na ukierunkowanie demografii ludnosci”114, ale dzialania te musza zakladac i respektowac pierwotna i niezbywalna odpowiedzialnosc malzonków i rodzin, nie moga tez uciekac sie do metod sprzecznych z godnoscia osoby i z jej podstawowymi prawami, przede wszystkim z prawem kazdej niewinnej istoty ludzkiej do zycia. Jest zatem moralnie niedopuszczalna taka polityka regulacji urodzin, która zacheca lub wrecz zmusza do stosowania antykoncepcji lub dokonywania sterylizacji i aborcji.

Do rozwiazania kwestii demograficznej nalezy dazyc zupelnie innymi drogami: rzady i rózne instytucje miedzynarodowe powinny przede wszystkim zmierzac do stworzenia warunków ekonomicznych, spolecznych, medycznych, sanitarnych i kulturowych, które pozwola malzonkom podejmowac decyzje o prokreacji z pelna wolnoscia i z prawdziwa odpowiedzialnoscia; powinny tez podejmowac wysilki, aby „wytwarzac wiecej srodków i sprawiedliwiej dzielic bogactwo, dajac wszystkim równy udzial w korzystaniu z dóbr stworzenia. Trzeba szukac rozwiazan w skali calego swiata, tworzac prawdziwa ekonomie wspólnoty i wspóludzialu w dobrach, zarówno na szczeblu miedzynarodowym, jak i krajowym”115. Jest to jedyna droga szanujaca godnosc osób i rodzin, a zarazem autentyczne dziedzictwo kulturowe narodów.

Sluzba Ewangelii zycia jest zatem dziedzina rozlegla i zlozona. Coraz wyrazniej dostrzegamy, ze stwarza ona cenne mozliwosci konkretnej wspólpracy z bracmi innych Kosciolów i Wspólnot koscielnych, zgodnie z linia ekumenizmu dzialania, do którego zachecil nas z naciskiem Sobór Watykanski II116. Dziedzina ta jawi sie tez jako ofiarowana nam przez Opatrznosc przestrzen dialogu i wspólpracy z wyznawcami innych religii i z wszystkimi ludzmi dobrej woli: obrona i promocja zycia nie sa niczyim monopolem, ale zadaniem i odpowiedzialnoscia wszystkich. Wyzwanie, przed którym stajemy u progu trzeciego tysiaclecia, jest trudne: tylko zgodna wspólpraca wszystkich, którzy wierza w wartosc zycia, pozwoli uniknac kleski cywilizacji i jej nieobliczalnych konsekwencji.

 

„Oto synowie sa darem pana, a owoc lona nagroda” (Ps 127 [126], 3): rodzina jako „sanktuarium zycia”

92. W lonie „ludu zycia i dla zycia” najwazniejsza odpowiedzialnosc spoczywa na rodzinie: odpowiedzialnosc ta wyplywa z samej natury rodziny — jako wspólnoty zycia i milosci, opartej na malzenstwie — i z jej misji „strzezenia, objawiania i przekazywania milosci”117. Mowa tu o milosci samego Boga, którego wspólpracownikami i w pewnym sensie rzecznikami staja sie rodzice, gdy przekazuja zycie i wychowuja je zgodnie z Jego ojcowskim zamyslem118. Jest to zatem milosc, która staje sie bezinteresownym darem, przyjeciem i ofiarowaniem: w rodzinie kazdy spotyka sie z akceptacja, szacunkiem i czcia, poniewaz jest osoba, jezeli zas ktos bardziej potrzebuje pomocy, zostaje otoczony tym czujniejsza i troskliwsza opieka.

Rodzina jest powolana, aby spelniac swoje zadania w ciagu calego zycia swoich czlonków, od narodzin do smierci. Jest prawdziwym „sanktuarium zycia (...) miejscem, w którym zycie, dar Boga, moze w sposób wlasciwy byc przyjete i chronione przed licznymi atakami, na które jest ono wystawione, moze tez rozwijac sie zgodnie z wymogami prawdziwego ludzkiego wzrostu”119. Dlatego rodzina odgrywa decydujaca i niezastapiona role w ksztaltowaniu kultury zycia.

Jako Kosciól domowy rodzina jest powolana do gloszenia, wyslawiania i sluzenia Ewangelii zycia. Jest to zadanie przede wszystkim malzonków, którzy sa wezwani, aby byc przekazicielami zycia na podstawie nieustannie odnawianej swiadomosci sensu rodzicielstwa, pojmowanego jako doniosle wydarzenie, ukazujace, ze zycie ludzkie jest darem, który przyjmujemy po to, aby go ponownie ofiarowac. Rodzac nowe zycie, rodzice przekonuja sie, ze dziecko, „choc jest owocem ich wzajemnego daru milosci, jest zarazem darem dla obojga — darem, który wyplywa z daru”120.

Rodzina spelnia swoja misje gloszenia Ewangelii zycia przede wszystkim przez wychowanie dzieci. Przez slowo i przyklad, przez codzienne kontakty i decyzje, przez konkretne gesty i znaki rodzice ucza swoje dzieci autentycznej wolnosci, która sie urzeczywistnia przez bezinteresowny dar z siebie, i rozwijaja w nich szacunek dla innych, poczucie sprawiedliwosci, postawe serdecznej akceptacji innych, dialogu, wielkodusznej sluzby i solidarnosci oraz wszelkie inne wartosci, które pomagaja przyjmowac zycie jako dar. Praca wychowawcza chrzescijanskich rodziców powinna sluzyc rozwojowi wiary dzieci i pomagac im w spelnianiu powolania, które otrzymaly od Boga. W ramach swojej misji wychowawczej rodzice powinni nauczyc dzieci, slowem i swiadectwem, jaki jest prawdziwy sens cierpienia i smierci: zdolaja to uczynic, jesli sami beda dostrzegac wszelkie przejawy cierpienia wokól siebie, a bardziej jeszcze, jesli beda umieli okazac serdecznosc, opiekunczosc oraz wspólczucie chorym i osobom starszym we wlasnej rodzinie.

93. Ponadto rodzina wyslawia Ewangelie zycia przez codzienna modlitwe osobista i rodzinna: chwali w niej Boga i dziekuje Mu za dar zycia, prosi o swiatlo i moc, aby stawiac czolo trudnosciom i cierpieniom, nigdy nie tracac nadziei. Jednakze sposobem wyslawiania, które nadaje sens wszelkim innym formom modlitwy i kultu jest ten, który sie wyraza w codziennym zyciu rodziny, gdy jego tresc stanowi milosc i ofiara.

W ten sposób wyslawianie przeksztalca sie w sluzbe Ewangelii zycia, której wyrazem jest solidarnosc, doswiadczana wewnatrz i na zewnatrz rodziny jako czujna i serdeczna troska, a okazywana przez drobne i skromne gesty kazdego dnia. Szczególnie wymownym znakiem solidarnosci miedzy rodzinami jest adopcja lub wziecie pod opieke dzieci porzuconych przez rodziców czy tez zyjacych w trudnych warunkach. Niezaleznie od zwiazków ciala i krwi, prawdziwa milosc ojcowska i macierzynska gotowa jest przyjac takze dzieci pochodzace z innych rodzin, obdarzajac je tym wszystkim, co jest im potrzebne do zycia i pelnego rozwoju. Wsród róznych form adopcji warto zalecic takze adopcje na odleglosc, bardziej wskazana w przypadkach, gdy jedynym powodem porzucenia dziecka jest glebokie ubóstwo jego rodziny. Ten typ adopcji pozwala bowiem zapewnic rodzicom niezbedna pomoc, aby mogli utrzymac i wychowac wlasne dzieci, a nie laczy sie z koniecznoscia wyrwania ich z naturalnego srodowiska.

Solidarnosc, rozumiana jako „mocna i trwala wola angazowania sie na rzecz dobra wspólnego”121, musi sie urzeczywistniac takze poprzez rózne formy udzialu w zyciu spolecznym i politycznym. Tak wiec sluzba Ewangelii zycia polega równiez na tym, ze rodziny, glównie przez zrzeszanie sie w odpowiednich organizacjach, staraja sie tak oddzialywac na prawodawstwo i na instytucje panstwowe, aby w zaden sposób nie naruszaly one prawa do zycia od poczecia do naturalnej smierci, ale chronily je i umacnialy.

94. Szczególne miejsce nalezy przyznac ludziom starszym. Podczas gdy w niektórych kulturach osoba w podeszlym wieku pozostaje wlaczona w zycie rodzinne i odgrywa w nim czynna i wazna role, w innych kulturach czlowiek stary jest postrzegany jako bezuzyteczny ciezar i bywa pozostawiany samemu sobie: w takim kontekscie latwo moze sie zrodzic pokusa zastosowania eutanazji.

Spychanie ludzi starych na margines albo wrecz ich odrzucanie jest niedopuszczalne. Ich obecnosc w rodzinie, a przynajmniej utrzymanie scislego kontaktu z nimi, gdyby ze wzgledu na ciasnote mieszkaniowa lub z innych przyczyn ta obecnosc nie byla mozliwa, ma fundamentalne znaczenie w ksztaltowaniu klimatu wzajemnej wymiany i wzbogacajacego dialogu miedzy róznymi pokoleniami. Konieczne jest zatem zachowanie swoistej „umowy” miedzy pokoleniami — lub jej przywrócenie, jezeli zostala zarzucona — na mocy której rodzice w podeszlym wieku, bliscy juz kresu swojej wedrówki, moga oczekiwac od dzieci opieki i solidarnosci, jaka sami okazali dzieciom na poczatku ich zycia: wymaga tego posluszenstwo Bozemu przykazaniu o oddawaniu czci naleznej ojcu i matce (por. Wj 20, 12; Kpl 19, 3). Ale to nie wszystko. Czlowiek stary jest nie tylko „przedmiotem” troski, opieki i sluzby. On sam moze takze wniesc cenny wklad w Ewangelie zycia. Moze i powinien wykorzystywac bogate doswiadczenie, jakie zdobyl w ciagu lat swego zycia, aby przekazywac madrosc, swiadczyc o nadziei i milosci.

Chociaz prawda jest, ze „przyszlosc ludzkosci idzie przez rodzine”122, trzeba przyznac, ze w dzisiejszych warunkach spolecznych, ekonomicznych i kulturowych zadania rodziny w sluzbie zycia staja sie czesto trudniejsze i bardziej uciazliwe. Aby rodzina mogla wypelnic swoje powolanie jako „sanktuarium zycia” i komórka spoleczenstwa, które miluje i przyjmuje zycie, nalezy koniecznie i pilnie zapewnic jej pomoc i oparcie. Spoleczenstwo i panstwo powinny udzielic wszelkiej niezbednej pomocy, takze ekonomicznej, aby rodziny mogly rozwiazywac swoje problemy w sposób bardziej ludzki. Ze swej strony Kosciól winien niestrudzenie rozwijac duszpasterstwo rodzin zdolne pobudzic kazda rodzine do odkrycia i przezywania z radoscia i odwaga misji wyznaczonej jej przez Ewangelie zycia.

 

„Postepujcie jak dzieci swiatlosci” (Ef 5, 8): potrzeba glebokiej odnowy kultury

95. „Postepujcie jak dzieci swiatlosci! (...) Badajcie, co jest mile Panu. I nie miejcie udzialu w bezowocnych czynach ciemnosci” (Ef 5, 8. 10-11). We wspólczesnym kontekscie spolecznym, naznaczonym przez dramatyczna walke miedzy „kultura zycia” a „kultura smierci”, nalezy wyksztalcic w sobie silny zmysl krytyczny, pozwalajacy na rozeznanie prawdziwych wartosci i autentycznych potrzeb.

Potrzebna jest powszechna mobilizacja sumien i wspólny wysilek etyczny, aby wprowadzic w czyn wielka strategie obrony zycia. Wszyscy razem musimy budowac nowa kulture zycia: nowa, to znaczy zdolna podejmowac i rozwiazywac istniejace dzis, a dawniej nieznane problemy zwiazane z ludzkim zyciem; nowa, to znaczy bardziej zdecydowanie i czynnie przyjeta przez wszystkich chrzescijan; nowa, to znaczy zdolna pobudzic do powaznej i smialej konfrontacji kulturowej z wszystkimi. Naglaca potrzeba tej odnowy kultury wynika z sytuacji dziejowej, w jakiej obecnie zyjemy, ale przede wszystkim jest zakorzeniona w samej misji ewangelizacyjnej, powierzonej Kosciolowi. Ewangelia bowiem zmierza do „przemienienia od wewnatrz i odnowienia ludzkosci”123; jest jak zaczyn, który zakwasza cale ciasto (por. Mt 13, 33) i dlatego ma przenikac wszystkie kultury i ozywiac je od wewnatrz124, aby wyrazaly cala prawde o czlowieku i o jego zyciu.

Nalezy rozpoczac od odnowy kultury zycia wewnatrz samych wspólnot chrzescijanskich. Zbyt czesto ludzie wierzacy, nawet ci, którzy uczestnicza czynnie w zyciu Kosciola, ulegaja tendencji do odrywania wiary chrzescijanskiej od jej wymogów etycznych dotyczacych zycia, co prowadzi do subiektywizmu moralnego i do pewnych niedopuszczalnych zachowan. Musimy zatem z cala jasnoscia i odwaga postawic sobie pytanie, jaka kultura zycia jest dzis rozpowszechniona wsród poszczególnych chrzescijan, rodzin, stowarzyszen i wspólnot w naszych diecezjach. Równie jasno i zdecydowanie musimy okreslic dzialania, jakie mamy podjac, aby sluzyc zyciu w swietle pelnej prawdy o nim. Jednoczesnie powinnismy rozwijac powazny i gleboki dialog z wszystkimi, takze z niewierzacymi, na temat podstawowych problemów ludzkiego zycia i prowadzic go w osrodkach twórczosci intelektualnej, w róznych srodowiskach zawodowych oraz tam, gdzie przebiega codzienne zycie kazdego z nas.

96. Pierwszym i podstawowym krokiem w kierunku tej odnowy kultury jest ksztaltowanie i uwrazliwianie sumienia na niewymierna i nienaruszalna wartosc kazdego ludzkiego zycia. Sprawa najwyzszej wagi jest ponowne odkrycie nierozerwalnej wiezi miedzy zyciem a wolnoscia. Sa to dobra nierozdzielne: naruszenie jednego z nich prowadzi do naruszenia takze drugiego. Nie ma prawdziwej wolnosci tam, gdzie nie przyjmuje sie i nie miluje zycia; pelnia zycia jest mozliwa tylko w wolnosci. Obydwie te rzeczywistosci maja tez wspólny aspekt, wrodzony i szczególny, który laczy je nierozerwalnie: powolanie do milosci. Ta milosc, pojmowana jako bezinteresowny dar z siebie125, stanowi najprawdziwszy sens zycia i wolnosci czlowieka.

Równie decydujace znaczenie dla formacji sumienia ma ponowne odkrycie konstytutywnej wiezi laczacej wolnosc z prawda. Jak juz wielokrotnie stwierdzalem, oderwanie wolnosci od obiektywnej prawdy uniemozliwia oparcie praw czlowieka na solidnej bazie racjonalnej i stwarza sytuacje, w której w spoleczenstwie moze zapanowac anarchiczna samowola jednostek albo zabójczy totalitaryzm wladzy126.

Jest zatem konieczne, aby czlowiek uznal swoja pierwotna i niezaprzeczalna kondycje stworzenia, które otrzymuje od Boga istnienie i zycie jako dar i zadanie: tylko akceptujac te przyrodzona zaleznosc swego bytu, czlowiek moze realizowac w pelni swoje zycie i wolnosc, a zarazem szanowac doglebnie zycie i wolnosc kazdej innej osoby. Tutaj przede wszystkim ujawnia sie, ze „osia kazdej kultury jest postawa czlowieka wobec najwiekszej tajemnicy: tajemnicy Boga”127. Kiedy odrzuca sie Boga i zyje tak, jakby On nie istnial, albo nie szanuje sie jego przykazan, latwo odrzuca sie lub podwaza godnosc ludzkiej osoby i nienaruszalnosc jej zycia.

97. Z formacja sumienia laczy sie scisle praca wychowawcza, która pomaga czlowiekowi stawac sie coraz bardziej czlowiekiem, wprowadza go coraz glebiej w prawde, ksztaltuje w nim coraz wiekszy szacunek dla zycia, wychowuje go do prawidlowych relacji miedzyosobowych.

Nalezy zwlaszcza wpajac szacunek dla wartosci zycia, i to poczynajac od samych jego korzeni. Zludne jest przekonanie, ze mozna budowac prawdziwa kulture ludzkiego zycia, nie pomagajac mlodym w pojmowaniu i przezywaniu plciowosci, milosci i zycia zgodnie z ich prawdziwym znaczeniem i w ich scislej wspólzaleznosci. Plciowosc jest bogactwem calego czlowieka, „ujawniajacym swe glebokie znaczenie w doprowadzeniu osoby do zlozenia daru z siebie w milosci”128. Banalizacja plciowosci jest jednym z glównych czynników, które stoja u poczatków pogardy dla rodzacego sie zycia: tylko prawdziwa milosc umie strzec zycia. Nie mozna zatem uchylac sie od obowiazku zapewnienia — przede wszystkim mlodszej i starszej mlodziezy — autentycznego wychowania do plciowosci i milosci, formacji zawierajacej wychowanie do czystosci jako cnoty, która sprzyja osiagnieciu osobowej dojrzalosci i uzdalnia do poszanowania „oblubienczego” znaczenia ciala.

Dzielo wychowania do zycia obejmuje formacje malzonków do odpowiedzialnego rodzicielstwa. Wymaga ona, zgodnie ze swym prawdziwym znaczeniem, aby malzonkowie byli posluszni wezwaniu Bozemu i dzialali jako wierni wyraziciele Jego zamyslu: ma to miejsce wówczas, gdy decyduja sie wielkodusznie otworzyc rodzine na nowe zycie i zachowuja postawe sluzby zyciu nawet wtedy, gdy z powaznych przyczyn i zgodnie z prawem moralnym postanawiaja unikac tymczasowo lub na czas nieokreslony nowych narodzin. Prawo moralne zobowiazuje ich w kazdym przypadku do panowania nad sklonnosciami instynktu i namietnosciami oraz do szanowania praw biologicznych wpisanych w ich osoby. Wlasnie taki szacunek uprawnia, w duchu sluzby odpowiedzialnemu rodzicielstwu, do stosowania naturalnych metod regulacji plodnosci: sa one coraz bardziej precyzyjne z naukowego punktu widzenia i stwarzaja konkretne mozliwosci podejmowania decyzji zgodnych z wartosciami moralnymi. Rzetelna ocena rezultatów osiagnietych na tym polu powinna usunac uprzedzenia, nadal zbyt rozpowszechnione, i przekonac malzonków oraz pracowników sluzb medycznych i spolecznych o potrzebie wlasciwej formacji w tej dziedzinie. Kosciól jest wdzieczny tym, którzy za cene osobistych wyrzeczen i ofiar, czesto nie docenianych, zajmuja sie poszukiwaniem i upowszechnianiem tego rodzaju metod, troszczac sie tym samym o wychowanie do wartosci, które stanowia ich podloze.

W pracy wychowawczej nie mozna tez pomijac refleksji nad cierpieniem i smiercia. W rzeczywistosci bowiem kazdy czlowiek ich doswiadcza i daremne jest, a ponadto bledne, przemilczac je czy tez usuwac z pola uwagi. Nalezy raczej dopomóc kazdemu w dostrzezeniu ich glebokiej tajemnicy, ukrytej w tej konkretnej i trudnej rzeczywistosci. Takze ból i cierpienie maja sens i wartosc, gdy sie je przezywa w scislej wiezi z miloscia, która sie otrzymuje i ofiarowuje. W tej perspektywie pragnalem, by co roku byl obchodzony Swiatowy Dzien Chorego, aby podkreslic „zbawczy charakter ofiary cierpienia, które przezywane z Chrystusem, nalezy do samej istoty Odkupienia”129. Zreszta nawet smierc jest czyms calkowicie innym niz doswiadczenie beznadziejnosci: jest brama istnienia otwarta na wiecznosc, a dla przezywajacych ja w Chrystusie uczestnictwem w Jego tajemnicy smierci i zmartwychwstania.

98. Reasumujac mozemy powiedziec, ze postulowana tu odnowa kultury wymaga od wszystkich odwaznego przyjecia nowego stylu zycia, którego wyrazem jest opieranie konkretnych decyzji — na plaszczyznie osobistej, rodzinnej, spolecznej i miedzynarodowej — na wlasciwej skali wartosci: na prymacie „byc” nad „miec”130 i osoby nad rzecza131. Ten odnowiony styl zycia domaga sie takze zmiany postawy — z obojetnosci na zainteresowanie drugim czlowiekiem oraz z odrzucenia go na akceptacje: inni ludzie nie sa konkurentami, przed którymi trzeba sie bronic, ale bracmi i siostrami, zaslugujacymi na solidarnosc i na milosc; wzbogacaja nas sama swoja obecnoscia.

Nikt nie powinien czuc sie wylaczony z tej mobilizacji na rzecz nowej kultury zycia: wszyscy maja do odegrania wazna role. Obok rodziny szczególnie doniosle zadanie spelniaja nauczyciele i wychowawcy. W duzej mierze od nich zalezy, czy mlodzi, wychowani do prawdziwej wolnosci, beda umieli zachowac w sobie i szerzyc wokól siebie autentyczne idealy zycia oraz ksztaltowac w sobie postawe szacunku i sluzby wobec kazdej osoby, w rodzinie i spoleczenstwie.

Takze intelektualisci moga wiele uczynic dla budowy nowej kultury ludzkiego zycia. Szczególne zadanie maja do spelnienia intelektualisci katoliccy, powolani do aktywnej obecnosci w srodowiskach kulturotwórczych, w szkolach i uniwersytetach, w osrodkach badan naukowych i technicznych, na polu twórczosci artystycznej i refleksji humanistycznej. Czerpiac energie dla mysli i dzialania z czystych wód Ewangelii, winni angazowac sie w sluzbe na rzecz nowej kultury zycia poprzez swoje dokonania — powazne i udokumentowane, zaslugujace na szacunek i zainteresowanie wszystkich. Wlasnie w tej perspektywie ustanowilem Papieska Akademie „Pro Vita”, której zadaniem jest „studiowanie podstawowych problemów medycyny i prawa, majacych znaczenie dla promocji i obrony zycia, zwlaszcza w ich bezposrednim powiazaniu z chrzescijanska moralnoscia i wskazaniami Magisterium Kosciola, a takze szerzenie wiedzy o nich i formacja w tej dziedzinie”132. Szczególny wklad powinny tu wniesc takze Uniwersytety, zwlaszcza katolickie oraz Osrodki, Instytuty i specjalne komisje bioetyki.

Wielka i powazna odpowiedzialnosc spoczywa na pracownikach srodków przekazu: maja oni troszczyc sie o to, aby tresci przekazywane w sposób tak skuteczny sluzyly kulturze zycia. Winni zatem ukazywac wzniosle i szlachetne przyklady zycia i poswiecac uwage pozytywnym, a czasem wrecz heroicznym swiadectwom ludzkiej milosci; z wielkim szacunkiem mówic o wartosciach plciowosci i milosci, nie akcentujac tego, co oszpeca i poniza ludzka godnosc. Interpretujac rzeczywistosc, powinni unikac podkreslania tego, co moze budzic lub podsycac uczucia czy postawy obojetnosci i pogardy wobec zycia lub sklaniac do odrzucenia go. Przestrzegajac skrupulatnie zasady wiernosci prawdzie, maja laczyc w jedna calosc wolnosc informacji, szacunek dla kazdej osoby i gleboki zmysl czlowieczenstwa.

99. W dziele ksztaltowania nowej kultury sprzyjajacej zyciu, kobiety maja do odegrania role wyjatkowa, a moze i decydujaca, w sferze mysli i dzialania: maja stawac sie promotorkami „nowego feminizmu”, który nie ulega pokusie nasladowania modeli „maskulinizmu”, ale umie rozpoznac i wyrazic autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach zycia spolecznego, dzialajac na rzecz przezwyciezania wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku.

Przypominajac slowa koncowego oredzia Soboru Watykanskiego II i ja zwracam sie do kobiet z naglacym wezwaniem: „Pojednajcie ludzi z zyciem”133. Jestescie powolane, aby dawac swiadectwo prawdziwej milosci — tego daru z siebie i tego przyjecia drugiego czlowieka, które dokonuja sie w sposób szczególny we wspólnocie malzenskiej, ale które musza stanowic istote kazdej innej wiezi miedzy osobami. Doswiadczenie macierzynstwa wyostrza w was wrazliwosc na blizniego, ale zarazem obarcza was wyjatkowym zadaniem: „macierzynstwo zawiera w sobie szczególne obcowanie z tajemnica zycia, które dojrzewa w lonie kobiety. (...) Ten jedyny sposób obcowania z nowym ksztaltujacym sie czlowiekiem stwarza z kolei takie odniesienie do czlowieka — nie tylko do wlasnego dziecka, ale do czlowieka w ogóle — które gleboko charakteryzuje cala osobowosc kobiety”134. Matka bowiem przyjmuje i nosi w sobie innego czlowieka, pozwala mu wzrastac i czyni mu miejsce w swoim wnetrzu, szanujac go w jego innosci. Dzieki temu kobieta pojmuje i uczy innych, ze ludzkie relacje sa autentyczne, jesli sie otwieraja na przyjecie drugiej osoby, akceptowanej i kochanej ze wzgledu na godnosc, która nadaje jej sam fakt bycia osoba, a nie inne czynniki, jak na przyklad przydatnosc, sila, inteligencja, uroda, zdrowie. Taki jest najwazniejszy wklad, jakiego Kosciól i ludzkosc oczekuja od kobiet. Stanowi on nieodzowna przeslanke prawdziwej odnowy kultury.

Szczególna uwage pragne poswiecic wam, kobiety, które dopuscilyscie sie przerwania ciazy. Kosciól wie, jak wiele czynników moglo wplynac na wasza decyzje, i nie watpi, ze w wielu przypadkach byla to decyzja bolesna, moze nawet dramatyczna. Zapewne rana w waszych sercach jeszcze sie nie zabliznila. W istocie bowiem to, co sie stalo, bylo i jest gleboko niegodziwe. Nie ulegajcie jednak zniecheceniu i nie traccie nadziei. Starajcie sie raczej zrozumiec to doswiadczenie i zinterpretowac je w prawdzie. Z pokora i ufnoscia otwórzcie sie — jesli tego jeszcze nie uczynilyscie — na pokute: Ojciec wszelkiego milosierdzia czeka na was, by ofiarowac wam swoje przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania. Odkryjecie, ze nic jeszcze nie jest stracone, i bedziecie mogly poprosic o przebaczenie takze swoje dziecko: ono teraz zyje w Bogu. Wsparte rada i pomoca zyczliwych wam i kompetentnych osób, bedziecie mogly uczynic swoje bolesne swiadectwo jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do zycia. Poprzez wasze oddanie sprawie zycia, uwienczone byc moze narodzinami nowych istot ludzkich i poswiadczone przyjeciem i troska o tych, którzy najbardziej potrzebuja waszej bliskosci, uksztaltujecie nowy sposób patrzenia na zycie czlowieka.

100. W tym wielkim wysilku tworzenia nowej kultury zycia wspiera nas i ozywia ufne przekonanie, ze Ewangelia zycia, tak jak Królestwo Boze, wzrasta i wydaje owoc obfity (por. Mk 4, 26-29). Istnieja oczywiscie ogromne dysproporcje miedzy licznymi i poteznymi srodkami, w jakie sa wyposazone sily dzialajace na rzecz „kultury smierci”, a tymi, którymi dysponuja obroncy „kultury zycia i milosci”. My jednak wiemy, ze mozemy ufac w pomoc Boga, dla którego nie ma nic niemozliwego (por. Mt 19, 26).

Z tym przekonaniem w sercu, przynaglony gleboka troska o los kazdego czlowieka, powtarzam dzis wobec wszystkich to, co powiedzialem do rodzin spelniajacych swoje trudne zadania posród zagrazajacych im niebezpieczenstw135: pilnie potrzebna jest wielka modlitwa za zycie, przenikajaca caly swiat. W ramach specjalnych inicjatyw oraz w codziennej modlitwie niech kazda chrzescijanska wspólnota, kazdy ruch i stowarzyszenie, kazda rodzina i kazdy wierzacy zanosza zarliwe blaganie do Boga, Stwórcy i Milosnika zycia. Jezus pokazal nam, ze modlitwa i post to najwazniejsza i najskuteczniejsza bron przeciw mocom zla (por. Mt 4, 1-11) i pouczyl swoich uczniów, ze niektóre zle duchy mozna wypedzic tylko w ten sposób (por. Mk 9, 29). Zdobadzmy sie zatem na pokore i odwage modlitwy i postu, aby sprowadzic moc z Wysoka, która obali mury oszustwa i klamstwa, zaslaniajace przed oczyma wielu naszych braci i sióstr niegodziwosc czynów i ustaw wrogich zyciu i wzbudzi w ich sercach postanowienia i zamiary inspirowane cywilizacja zycia i milosci.

 

„Piszemy to w tym celu, aby nasza radosc byla pelna” (1 J 1, 4): ewangelia zycia jest przeznaczona dla calej ludzkiej spolecznosci

101. „Piszemy to w tym celu, aby nasza radosc byla pelna” (1 J 1, 4). Objawienie Ewangelii zycia zostaje nam udzielone jako dobro, które mamy przekazywac wszystkim: aby wszyscy ludzie trwali w komunii z nami i z Trójca Przenajswietsza (por. 1 J 1, 3). Nawet my sami nie moglibysmy zaznac pelnej radosci, gdybysmy nie glosili tej Ewangelii innym, ale zachowali ja tylko dla siebie.

Ewangelia zycia nie jest przeznaczona jedynie dla wierzacych: jest dla wszystkich. Sprawa zycia oraz jego obrony i promocji nie jest wylaczna prerogatywa chrzescijan. Choc czerpie swe niezwykle swiatlo i moc z wiary, nalezy do kazdego ludzkiego sumienia, które dazy do prawdy i któremu nie sa obojetne losy ludzkosci. Zycie ma w sobie niewatpliwie cos swietego i religijnego, ale ten jego aspekt nie dotyczy tylko wierzacych: chodzi bowiem o wartosc, która kazda ludzka istota moze pojac takze w swietle rozumu i dlatego bez watpienia odnosi sie ona do wszystkich.

Dlatego dzialanie, które podejmujemy jako „lud zycia i dla zycia”, domaga sie wlasciwego zrozumienia i przychylnego przyjecia. Kiedy Kosciól stwierdza, ze bezwarunkowe poszanowanie prawa do zycia kazdej niewinnej osoby — od poczecia do naturalnej smierci — jest jednym z filarów kazdego cywilizowanego spoleczenstwa, „pragnie po prostu przyczyniac sie do budowy panstwa o ludzkim obliczu. Panstwa, które uznaje za swa podstawowa powinnosc obrone fundamentalnych praw czlowieka, zwlaszcza czlowieka slabszego”136.

Ewangelia zycia jest przeznaczona dla calej ludzkiej spolecznosci. Dzialac na rzecz zycia znaczy przyczyniac sie do odnowy spoleczenstwa przez budowanie wspólnego dobra. Nie mozna bowiem budowac wspólnego dobra, jesli sie nie uznaje i nie chroni prawa do zycia, na którym sie opieraja i z którego wynikaja wszystkie inne niezbywalne prawa czlowieka. Nie moze tez miec solidnych podstaw spoleczenstwo, które — choc opowiada sie za wartosciami takimi jak godnosc osoby, sprawiedliwosc i pokój — zaprzecza radykalnie samemu sobie, przyjmujac i tolerujac najrozmaitsze formy ponizania i naruszania zycia ludzkiego, zwlaszcza zycia ludzi slabych i zepchnietych na margines. Tylko szacunek dla zycia moze stanowic fundament i gwarancje najcenniejszych i najpotrzebniejszych dla spoleczenstwa wartosci, takich jak demokracja i pokój.

Nie moze bowiem istniec prawdziwa demokracja, jezeli nie uznaje sie godnosci kazdego czlowieka i nie szanuje jego praw.

Nie moze istniec prawdziwy pokój, jesli sie nie bierze w obrone i nie popiera zycia, jak przypomnial papiez Pawel VI: „Kazde przestepstwo przeciw zyciu jest zamachem na pokój, zwlaszcza wówczas, gdy wypacza obyczaj narodu (...); natomiast tam, gdzie prawa czlowieka sa naprawde szanowane, publicznie uznawane i chronione, spoleczenstwo zyje i rozwija sie w radosnej atmosferze pokoju”137,

„Lud zycia” raduje sie z tego, ze moze dzielic sie swoja misja z wieloma innymi, dzieki czemu coraz liczniejszy staje sie „lud dla zycia”, a nowa kultura milosci i solidarnosci moze wzrastac i sluzyc prawdziwemu dobru ludzkiego spoleczenstwa.

 

Zakonczenie

102. Na koncu tej Encykliki kierujemy spojrzenie ku Jezusowi, „Dziecieciu narodzonemu dla nas” (por. Iz 9, 5), aby kontemplowac w Nim „Zycie”, które „objawilo sie” (1 J 1, 2). W tajemnicy tych narodzin Bóg spotyka sie z czlowiekiem i rozpoczyna sie wedrówka Syna Bozego po ziemi — wedrówka, której uwienczeniem bedzie dar z zycia zlozony na krzyzu: przez swoja smierc On zwyciezy smierc i stanie sie dla calej ludzkosci poczatkiem nowego zycia.

Ta, która przyjela „Zycie” w imieniu wszystkich i ku pozytkowi wszystkich, byla Maryja, Dziewica-Matka. Jest Ona zatem bardzo scisle i osobiscie zwiazana z Ewangelia zycia. Przyzwolenie Maryi, wyrazone w momencie Zwiastowania i Jej macierzynstwo, znajduja sie u samego zródla tajemnicy zycia, które Chrystus przyniósl ludziom (por. J 10, 10). Poprzez Jej zgode na przyjecie Slowa, które stalo sie cialem i opieke nad Jego zyciem, zycie czlowieka zostalo uwolnione od wyroku ostatecznej i wiecznej smierci.

Dlatego Maryja „jest Matka wszystkich, którzy odradzaja sie do zycia, tak jak Kosciól, którego Ona jest wzorem. Jest Matka tego zycia, z którego wszyscy zyja. Rodzac zycie, niejako odrodzila tych, którzy tym zyciem mieli zyc”138.

Kontemplujac macierzynstwo Maryi, Kosciól odkrywa sens wlasnego macierzynstwa i sposób, w jaki ma je wyrazac. Zarazem macierzynskie doswiadczenie Kosciola odslania najglebsza perspektywe, w której mozna zrozumiec doswiadczenie Maryi jako niezrównanego wzoru przyjscia zycia i opieki nad nim.

 

„Wielki znak sie ukazal na niebie: Niewiasta obleczona w slonce” (Ap 12, 1): macierzynstwo Maryi i Kosciola

103. Wzajemna wiez miedzy tajemnica Kosciola a Maryja ujawnia sie wyraziscie w „wielkim znaku” opisanym w Apokalipsie: „Wielki znak sie ukazal na niebie: Niewiasta obleczona w slonce i ksiezyc pod jej stopami, a na glowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). W tym znaku Kosciól dostrzega obraz wlasnej tajemnicy: choc jest zanurzony w historii, ma swiadomosc, ze ja przekracza, jako ze stanowi na ziemi „zalazek oraz zaczatek” Królestwa Bozego139. Pelne i wzorcowe wypelnienie tej tajemnicy Kosciól odnajduje w Maryi. To Ona jest owa niewiasta pelna chwaly, w której zamysl Bozy mógl sie wypelnic w sposób najdoskonalszy.

„Niewiasta obleczona w slonce” — czytamy w Ksiedze Apokalipsy — „byla brzemienna” (por. 12, 2). Kosciól jest w pelni swiadom, ze nosi w sobie Zbawiciela swiata, Chrystusa Pana, i ze jest powolany, aby dawac Go swiatu, odradzajac ludzi do zycia Bozego. Nie moze jednak zapominac, ze ta jego misja stala sie mozliwa dzieki macierzynstwu Maryi, która poczela i wydala na swiat Tego, który jest „Bogiem z Boga”; „Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego”. Maryja jest prawdziwie Matka Boga, Theotókos, której macierzynstwo nadaje najwyzsza godnosc powolaniu do macierzynstwa, wpisanemu przez Boga w zycie kazdej kobiety. Tym samym Maryja staje sie wzorem dla Kosciola, powolanego, aby byc „nowa Ewa”, matka wierzacych, matka „zyjacych” (por. Rdz 3, 20).

To duchowe macierzynstwo Kosciola nie urzeczywistnia sie inaczej — i takze tego Kosciól jest swiadom — jak tylko posród „bólu i meki rodzenia” (Ap 12, 2), to znaczy w nieustannym zmaganiu z mocami zla, które nadal przenikaja swiat i oddzialuja na ludzkie serca, stawiajac opór Chrystusowi: „W Nim bylo zycie, a zycie bylo swiatloscia ludzi, a swiatlosc w ciemnosciach swieci i ciemnosc jej nie ogarnela” (J 1, 4-5).

Podobnie jak Kosciól, takze Maryja musiala przezywac swoje macierzynstwo pod znakiem cierpienia: „Oto Ten przeznaczony jest (...) na znak, któremu sprzeciwiac sie beda. A Twoja dusze miecz przeniknie, aby na jaw wyszly zamysly serc wielu” (Lk 2, 34-35). Te slowa, które na samym poczatku ziemskiej egzystencji Zbawiciela Symeon kieruje do Maryi, stanowia zwiezla zapowiedz odrzucenia Jezusa, a wraz z Nim takze Maryi, które siegnie szczytu na Kalwarii. Stojac „obok krzyza Jezusowego” (J 19, 25) Maryja uczestniczy w darze, jaki Jej Syn sklada z samego siebie: ofiarowuje nam Jezusa, daje Go, rodzi Go ostatecznie dla nas. Jej „tak”, wypowiedziane w dniu Zwiastowania, dojrzewa w pelni w dniu Krzyza, gdy dla Maryi nadchodzi czas, kiedy ma przyjac i zrodzic jako syna kazdego czlowieka, który stal sie uczniem, przelewajac na niego odkupiencza milosc Syna: „Kiedy wiec Jezus ujrzal Matke i stojacego obok Niej ucznia, którego milowal, rzekl do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój»” (J 19, 26).

„I stanal smok przed majaca rodzic Niewiasta, azeby skoro porodzi, pozrec jej dziecie” (ap 12, 4): zycie zagrozone przez moce zla 104. W Ksiedze Apokalipsy obok „wielkiego znaku” niewiasty (por. 12, 1), pojawia sie „inny znak” (...) na niebie: „wielki Smok barwy ognia” (12, 3), symbolizujacy Szatana, uosobiona potege zla, a zarazem wszystkie moce zla, które dzialaja w historii i przeciwstawiaja sie misji Kosciola.

Maryja i tu oswieca Wspólnote Wierzacych: wrogosc potegi zla objawia sie bowiem jako uporczywy sprzeciw, który zanim dotknie uczniów Chrystusa, zwraca sie przeciw Jego Matce. Aby uchronic zycie Syna przed tymi, którzy sie Go boja, gdyz widza w Nim niebezpieczenstwo i zagrozenie dla siebie, Maryja musi uciekac z Józefem i Dziecieciem do Egiptu (por. Mt 2, 13-15).

W ten sposób Maryja pomaga Kosciolowi uswiadomic sobie, ze zycie znajduje sie zawsze w centrum wielkiego zmagania miedzy dobrem a zlem, miedzy swiatlem a ciemnoscia. „Nowo narodzone dziecie” (por. Ap 12, 4), które Smok chce pozrec, jest figura Chrystusa zrodzonego przez Maryje, „gdy nadeszla pelnia czasu” (por. Ga 4, 4), którego Kosciól musi nieustannie niesc ludziom w róznych epokach dziejów. Ale w pewien sposób jest takze figura kazdego czlowieka, kazdego dziecka, zwlaszcza zas kazdej istoty slabej i zagrozonej, poniewaz — jak przypomina nam Sobór Watykanski II — „Syn Bozy przez wcielenie swoje zjednoczyl sie jakos z kazdym czlowiekiem”140. Wlasnie w „ciele” kazdego czlowieka Chrystus nieustannie objawia sie i ustanawia komunie z nami, tak ze odrzucenie zycia czlowieka, dokonywane w róznych formach, jest w istocie odrzuceniem Chrystusa. Taka jest wlasnie ta fascynujaca, a zarazem wymagajaca prawda, która objawia nam Chrystus i która Jego Kosciól niestrudzenie glosi: „Kto by przyjal jedno takie dziecko w imie moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18, 5). „Zaprawde, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliscie jednym z tych braci moich najmniejszych, Mniescie uczynili” (Mt 25, 40).

 

„A smierci juz odtad nie bedzie” (Ap 21, 4): blask zmartwychwstania

105. Zwiastowanie przyniesione Maryi przez aniola rozpoczyna sie i konczy slowami budzacymi otuche: „Nie bój sie, Maryjo” i „dla Boga (...) nie ma nic niemozliwego” (Lk 1, 30. 37). Istotnie, dziewicza Matka w calym swoim zyciu zachowuje pewnosc, ze Bóg jest blisko Niej i wspomaga Ja swa troskliwa dobrocia. To samo mozna powiedziec o Kosciele, który znajduje „schronienie” (por. Ap 12, 6) na pustyni — w miejscu, gdzie Bóg poddaje swój lud próbie, ale takze objawia nam swa milosc (por. Oz 2, 16). Maryja jest zywym slowem pocieszenia dla Kosciola zmagajacego sie ze smiercia. Ukazujac nam Syna, zapewnia nas, ze w Nim moce smierci juz zostaly pokonane: „Smierc zwarla sie z zyciem i w boju, o dziwy, choc polegl Wódz zycia, króluje dzis zywy”141.

Baranek zlozony w ofierze zyje ze znamionami meki w blasku zmartwychwstania. Tylko On jeden panuje nad wszystkimi wydarzeniami historii: lamie jej „pieczecie” (por. Ap 5, 1-10) i utwierdza — w czasie i poza czasem — wladze zycia nad smiercia. W „nowym Jeruzalem”, to znaczy w nowym swiecie, ku któremu zmierzaja dzieje ludzkosci, „smierci juz odtad nie bedzie. Ani zaloby, ni krzyku ni trudu juz [odtad] nie bedzie, bo pierwsze rzeczy przeminely” (Ap 21, 4).

Podazajac z ufnoscia do „nowego nieba i nowej ziemi” (por. Ap 21, 1) jako lud pielgrzymujacy, lud zycia i dla zycia, kierujemy ufne spojrzenie ku Tej, która jest dla nas znakiem „pewnej nadziei i pociechy”142.

O Maryjo,
jutrzenko nowego swiata,
Matko zyjacych,
Tobie zawierzamy sprawe zycia:
spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze
dzieci, którym nie pozwala sie przyjsc na swiat,
ubogich, którzy zmagaja sie z trudnosciami zycia,
mezczyzn i kobiet — ofiary nieludzkiej przemocy,
starców i chorych zabitych przez obojetnosc
albo falszywa litosc.
Spraw, aby wszyscy wierzacy w Twojego Syna
potrafili otwarcie i z miloscia glosic
ludziom naszej epoki
Ewangelie zycia.
Wyjednaj im laske przyjecia jej
jako zawsze nowego daru,
radosc wyslawiania jej z wdziecznoscia
w calym zyciu
oraz odwage czynnego i wytrwalego
swiadczenia o niej,
aby mogli budowac,
wraz z wszystkimi ludzmi dobrej woli,
cywilizacje prawdy i milosci
na czesc i chwale Boga Stwórcy,
który miluje zycie.


W Rzymie, u Sw. Piotra, dnia 25 marca 1995, w uroczystosc Zwiastowania Panskiego, w siedemnastym roku mego Pontyfikatu.

Jan Pawel II, papiez


 

Przypisy:

1. Wyrazenie „Ewangelia zycia” nie znajduje sie wprawdzie w Pismie Swietym jako takie, ale odpowiada ono dobrze istotnej tresci oredzia biblijnego.

2. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 22.

3. Por. JAN PAWEL II, Enc. Redemptor hominis (4 marca 1979), 10: AAS 71 (1979), 275.

4. Por. tamze, 14, l.c., 285

5. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 27.

6. Por. List do wszystkich Braci w Biskupstwie o „Ewangelii zycia” (19 maja 1991): Insegnamenti XIV 1 (1991), 1293-1296.

7. Tamze, l.c., 1294.

8. JAN PAWEL II, List do Rodzin Gratissimam sane (2 lutego 1994), 4: AAS 86 (1994), 871.

9. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 39: AAS 83 (1991), 842.

10. N. 2259.

11. Por. SW. AMBROZY, De Noe, 26, 94-96: CSEL 32, 480-481.

12. Por. Katechizm Kosciola Katolickiego, nn. 1867 i 2268.

13. De Cain et Abel, II, 10, 38: CSEL 32, 408.

14. Por. KONGREGACJA NAUKI WIARY, Instr. o szacunku dla rodzacego sie zycia ludzkiego i o godnosci jego przekazywania Donum vitae (22 lutego 1987): AAS 80 (1988), 70-102.

15. Przemówienie podczas czuwania modlitewnego przed VIII Swiatowym Dniem Mlodziezy (14 sierpnia 1993), II, 3: AAS 86 (1994), 419.

16. JAN PAWEL II, Przemówienie do uczestników sympozjum naukowego na temat „Prawo do zycia a Europa” (18 grudnia 1987): Insegnamenti X, 3 (1987), 1446-1447.

17. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 36.

18. Por. tamze, 16.

19. Por. SW. GRZEGORZ WIELKI, Moralia in Job, 13, 23: CCL 143 A, 683.

20. JAN PAWEL II, Enc. Redemptor hominis (4 marca 1979), 10: AAS 71 (1979), 274.

21. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 50.

22. Konst. dogm. o Objawieniu Bozym Dei verbum, 4.

23. „Gloria Dei vivens homo”: Adversus haereses, IV 20, 7: Sch 100/2, 648-649.

24. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 12.

25. Confessiones, I, 1: CCL 27, 1

26. Exameron, VI, 75-76: CSEL 32, 260-261.

27. „Vita autem hominis visio Dei”: Adversus haereses, IV 20, 7: SCh 100/2, 648-649.

28. Por. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 38: AAS 83 (1991), 840-841.

29. JAN PAWEL II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 34: AAS 80 (1988), 560.

30. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 50.

31. List do Rodzin Gratissimam sane (2 lutego 1994), 9: AAS 86 (1994), 878; por. Pms XII, Enc. Humani generis (12 sierpnia 1950): AAS 42 (1950), 574.

32. „Animas enim a Deo immediate creari catholica fides nos retinere iubet”: PIUS XII, Enc. Humani generis (12 sierpnia 1950): AAS 42 (1950), 575.

33. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 50; por. JAN PAWEL II, Adhort. apost. Familiaris consortio (22 listopada 1981), 28: AAS 74 (1982), 114.

34. Homilie, II, 1: CCSG 3, 39.

35. Zob. np. Psalmy 22 [21], 10-11; 71 [70], 6; 139 [138], 13-14.

36. Expositio Evangelii secundum Lucam, II, 22-23: CCL 14, 40-41.

37. SW. IGNACY ANTIOCHENSKI, Ad Ephesios 7, 2: Patres Apostolici, wyd. F.X. FUNK, II, 82.

38. De hominis opificio, 4: PG 44, 136.

39. Por. SW. JAN DAMASCENSKI, De fide orthodoxa, 2, 12: PG 94, 920. 922, cytowany przez SW. TOMASZA Z AKWINU, Summa Theologiae, I-II, Prol.

40. PAWEL VI, Enc. Humanae vitae (25 lipca 1968), 13: AAS 60 (1968), 489.

41. KONGR. NAUKI WIARY, Instr. o szacunku dla rodzacego sie zycia ludzkiego i o godnosci jego przekazywania Donum vitae (22 lutego 1987), Wstep, 5: AAS 80 (1988), 76-77; por. Katechizm Kosciola Katolickiego, n. 2258.

42. Didache, I, 1; II, 1-2; V 1 i 3: Patres Apostolici, wyd. F.X. FUNK, I, 2-3, 6-9, 14-17; por. List pseudo-Barnaby, XIX, 5: l.c., 90-93.

43. Por. Katechizm Kosciola Katolickiego, nn. 2263-2269; por. Katechizm Soboru Trydenckiego III, 327-332.

44. Katechizm Kosciola Katolickiego, n. 2265.

45. Por. SW. TOMASZ Z AKWINU, Summa Theologiae, II-II, q. 64, a. 7; Sw. ALFONS DE LIGUORI, Theologia moralis, 1. III, tr. 4, c. 1, dub. 3.

46. Katechizm Kosciola Katolickiego, n. 2266.

47. Por. tamze.

48. N. 2267.

49. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 12.

50. Por. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 27.

51. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 25.

52. KONGR. NAUKI WIARY, Dekl. o eutanazji Iura et bona (5 maja 1980), II: AAS 72 (1980), 564.

53. JAN PAWEL II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 96: AAS 85 (1993), 1209.

54. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 51: „spedzanie plodu jak i dzieciobójstwo sa okropnymi przestepstwami”.

55. Por. JAN PAWEL II, List apost. Mulieris dignitatem (15 sierpnia 1988), 14: AAS 80 (1988), 1686.

56. List do Rodzin Gratissimam sane (2 lutego 1994), 21: AAS 86 (1994), 920.

57. KONGR. NAUKI WIARY, Dekl. o przerywaniu ciazy (18 listopada 1974), 12-13: AAS 66 (1974), 738.

58. Por. KONGREGACJA NAUKI WIARY, Instr. o szacunku dla rodzacego sie zycia ludzkiego i o godnosci jego przekazywania Donum vitae (22 lutego 1987), I, 1: AAS 80 (1988), 78-79.

59. Tamze, l.c., 79.

60. Tak mówi prorok Jeremiasz: „Pan skierowal do mnie nastepujace slowo: «Zanim uksztaltowalem cie w lonie matki, znalem cie, nim przyszedles na swiat, poswiecilem cie, prorokiem dla narodów ustanowilem cie»” (1 4-5). Psalmista, ze swej strony, zwraca sie do Pana tymi slowami: „Ty byles moja podpora od narodzin, od lona matki moim opiekunem” (Ps 71 [70], 6; por. Iz 46, 3; Hi 10, 8-12; Ps 22 [21] 10-11). Takze ewangelista Lukasz - w opisie niezwyklego spotkania dwóch matek, Elzbiety i Maryi oraz dwóch synów, Jana Chrzciciela i Jezusa, ukrytych jeszcze w lonie matczynym (por. 1, 39-45) - podkresla, jak dziecko odczuwa obecnosc Dzieciecia i okazuje radosc.

61. Por. Deklaracja o przerywaniu ciazy (18 listopada 1974): AAS 66 (1974), 740-747.

62. „Nie niszcz dziecka przez przerwanie ciazy ani nie zabijaj go po urodzeniu”: V 2: Patres Apostolici, wyd. F.X. FUNK, I, 17.

63. Prosba za chrzescijanami, n. 35; PG 6, 969.

64. Apologeticum, IX, 8: CSEL 69, 24.

65. Por. Enc. Casti connubii (31 grudnia 1930), II: AAS 22 (1930), 562-592.

66. Przemówienie do uczestników Unii Lekarsko-Biologicznej Sw. Lukasza (12 listopada 1944): Przemówienia i oredzia radiowe, VI, (1944-1945), 191; por. Przemówienie do uczestniczek Kongresu Katolickiej Unii Wloskich Poloznych (29 pazdziernika 1951), II: AAS 43 (1951), 838.

67. Enc. Mater et Magistra (15 maja 1961), 3: AAS 53 (1961). 447.

68. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 51.

69. Por. kan. 2350, § 1.

70. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1398; por. takze Kodeks Kanonów Kosciolów Wschodnich, kan. 1450, § 2.

71. Por. tamze, kan. 1329; podobnie Kodeks Kanonów Kosciolów Wschodnich, kan. 1417.

72. Por. Przemówienie do Wloskich Prawników Katolickich (9 grudnia 1972): AAS 64 (1972), 777; Enc. Humanae vitae (25 lipca 1968), 14: AAS 60 (1968), 490.

73. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 25.

74. KONGR. NAUKI WIARY, Instr. o szacunku dla rodzacego sie zycia ludzkiego i o godnosci jego przekazywania Donum vitae (22 lutego 1987), I, 3: AAS 80 (1988), 80.

75. Por. Karta Praw Rodziny (22 pazdziernika 1983), art. 4 b: Tipografia Poliglotta Vaticana, 1983.

76. KONGR. NAUKI WIARY, Dekl. o eutanazji Iura et bona (5 maja 1980), II: AAS 72 (1980), 546.

77. Tamze, IV l.c., 551.

78. Por. tamze.

79. Przemówienie do miedzynarodowej grupy lekarzy (24 lutego 1957), III: AAS 49 (1957), 147; por. KONGR. NAUKI WIARY, Dekl. o eutanazji Iura et bona (5 maja 1980), III: AAS 72 (1980), 547-548.

80. Przemówienie do miedzynarodowej grupy lekarzy (24 lutego 1957), III: AAS 49 (1957), 145

81. Por. PIUS XII, Przemówienie do miedzynarodowej grupy lekarzy (24 lutego 1957), III: AAS 49 (1957) 129-147 KONGR. SWIETEGO OFICJUM, Decretum de directa insontium occisione (2 grudnia 1940): AAS 32 (1940), 553-554; PAWEL VI, Oredzie do telewizji francuskiej: „Kazde zycie jest swiete” (27 stycznia 1971): Insegnamenti IX (1971) 57-58; Przemówienie do International College of Surgeons (1 czerwca 1972): AAS 64 (1972) 432-436; SOBÓR WAT.II, Konst. duszpast. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 27.

82. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 25.

83. Por. SW. AUGUSTYN, De Civitate Dei I, 20: CCL 47, 22; Sw. TOMASZ Z AKWINU, Summa Theologiae, II-II, q. 6, a. 5.

84. Por. KONGREGACJA NAUKI WIARY, Dekl. o eutanazji Iura et bona (5 maja 1980), I: AAS 72 (1980), 545; Katechizm Kosciola Katolickiego, nn. 2281-2283.

85. Epistula 204, 5: CSEL 57, 320.

86. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 18.

87. Por. JAN PAWEL II, List apost. Salvifici doloris (11 lutego 1984), 14-24: AAS 76 (1984), 214-234.

88. Por. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 46: AAS 83 (1991), 850; PIUS XII, Oredzie radiowe na Boze Narodzenie (24 grudnia 1944): AAS 37 (1945), 10-20.

89. Por. JAN PAWEL II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 97 i 99: AAS 85 (1993), 1209-1211.

90. KONGR. NAUKI WIARY, Instr. o szacunku dla zycia ludzkiego i o godnosci jego przekazywania Donum vitae (22 lutego 1987), III: AAS 80 (1988), 98.

91. Por. SOBÓR WAT. II, Dekl. o wolnosci religijnej Dignitatis humanae 7.

92. Por. SW. TOMASZ Z AKWINU, Summa Theologiae, I-II, q. 96, a 2.

93. Por. SOBÓR WAT. II, Dekl. o wolnosci religijnej Dignitatis humanae 7.

94. Enc. Pacem in terris (11 kwietnia 1963), II: AAS 55 (1963), 273-274; tekst cytowany wewnatrz jest wziety z: PIUS XII, Oredzie radiowe na urocz. Zeslania Ducha Swietego 1941 (1 czerwca 1941): AAS 33 (1941), 200. Do tego tematu Encyklika nawiazuje w przypisie: PIUS XI, Enc. Mit brennender Sorge (14 marca 1937): AAS 29 (1937), 159; Enc. Divini Redemptoris (19 maja 1937) III: AAS 29 (1937), 79; PIUS XII, Oredzie radiowe na Boze Narodzenie (24 grudnia 1942): AAS 35 (1943), 9-24.

95. Enc. Pacem in terris (11 kwietnia 1963), l.c., 271.

96. Summa Theologiae, I-II, q. 93, a 3, ad 2um.

97. Tamze, I-II, q. 95, a. 2. Akwinata cytuje SW. AUGUSTYNA: „Non videtur esse lex, quae iusta non fuerit”, De libero arbitrio, I, 5, 11: PL 32, 1227.

98. KONGR. NAUKI WIARY, Deklaracja o przerywaniu ciazy (18 listopada 1974), 22: AAS 66 (1974), 744.

99. Por. Katechizm Kosciola Katolickiego, nn. 1753-1755; JAN PAWEL II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 81-82: AAS 85 (1993), 1198-1199.

100. In Iohannis Evangelium Tractatus, 41, 10: CCL 36, 363; por. JAN PAWEL II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 13: AAS 85 (1993), 1144.

101. Adhort. apost. Evangelii nuntiandi (8 grudnia 1975), 14: AAS 68 (1976), 13.

102. Por. Mszal Rzymski, Modlitwa celebransa przed Komunia.

103. Por. SW. IRENEUSZ: „Omnem novitatem attulit, semetipsum afferens, qui fuerat annuntiatus”, Adversus haereses, IV 34, 1: SCh 100/2, 846-847.

104. Por. SW. TOMASZ Z AKWINU, „Peccator inveterascit, recedens a novitate Christi”, In Psalmos Davidis lectura, 6, 5.

105. De beatitudinibus, Oratio VII: PG 44, 1280.

106. Por. JAN PAWEL II, Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 116: AAS 85 (1993), 1224.

107. Por. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 37: AAS 83 (1991), 840.

108. Por. Oredzie na Boze Narodzenie 1.967: AAS 60 (1968), 40.

109. PSEUDO-DIONIZY AREOPAGITA, O imionach Bozych, 6, 1-3: PG 3, 856-857.

110. PAWEL VI, Pensiero alla morte (Mysli o smierci), Istituto Paolo VI, Brescia 7.988, s. 24.

111. JAN PAWEL II, Homilia podczas Mszy sw. beatyfikacyjnej Izydora Bakanji, Elzbiety Canori Mory i Joanny Beretty Molli (24 kwietnia 1994) L'Osservatore Romano, wyd. polskie nn. 6-7/1994, ss. 38-39.

112. Tamze.

113. In Matthaeum, tom. L, 3: PG 58, 508.

114. Por. Katechizm Kosciola Katolickiego, n. 2372.

115. JAN PAWEL II, Przemówienie na otwarcie obrad IV Konferencji Ogólnej Episkopatu Ameryki Lacinskiej w Santo Domingo (12 pazdziernika 1992), 15: AAS 85 (1993), 819.

116. Por. Dekl. o ekumenizmie Unitatis redintegratio, 12; Konst. duszpast. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 90.

117. JAN PAWEL II, Adhort. apost. Familiaris consortio (22 listopada 1981), 17: AAS 74 (1982), 100.

118. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 50.

119. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 39: AAS 83 (1991), 8-12.

120. JAN PAWEL II, Przemówienie do uczestników VII Sympozjum Biskupów europejskich na temat „Wspólczesne postawy wobec narodzin i smierci: wyzwanie do ewangelizacji” (17 pazdziernika 1985), n. 5: Insegnamenti XII, 2 (1989), 945. W tradycji bibiijnej dzieci przedstawiane sa wlasnie jako dar Bozy (por. Ps 127 [126], 3); i jako znak blogoslawienstwa dla czlowieka, który chodzi drogami Bozymi (por. Ps 128 [127], 3-4).

121. JAN PAWEL II, Enc. Sollicitudo rei socialis (30 grudnia 1987), 38: AAS 80 (1988), 565-566.

122. JAN PAWEL II, Adhort. apost. Familiaris consortio (22 listopada 1981), 85: AAS 74 (1982), 188.

123. PAWEL VI, Adhort. apost. Evangelii nuntiandi (8 grudnia 1975), 18: AAS 68 (1976), 17.

124. Por. tamze, 20, l.c., 18.

125. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 24.

126. Por. Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 17: AAS 83 (1991), 814; Enc. Veritatis splendor (6 sierpnia 1993), 95-101: AAS 85 (1993), 1208-1213.

127. JAN PAWEL II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 24: AAS 83 (1991), 822.

128. JAN PAWEL II, Adhort. apost. Familiaris consortio (22 listopada 1981), 37: AAS 74 (1982), 128.

129. List o ustanowieniu Swiatowego Dnia Chorego (13 maja 1992), 2: Insegnamenti XV 1 (1992), 1410.

130. Por. SOBÓR WAT. II, Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 35; PAWEL VI, Enc. Populorum progressio (26 marca 1967), 15: AAS 59 (1967), 265.

131. Por. JAN PAWEL II, List do Rodzin Gratissimam sane (2 lutego 1994), 13: AAS 86 (1994), 892.

132. JAN PAWEL II, Motu proprio Vitae mysterium (11 lutego 1994), 4: AAS 86 (1994), 386-387.

133. Oredzia Soboru do ludzkosci (8 grudnia 1965): Do kobiet.

134. JAN PAWEL II, List apost. Mulieris dignitatem (15 sierpnia 1988), 18: AAS 80 (1988), 1696.

135. Por. JAN PAWEL II, List do Rodzin Gratissimam sane (2 lutego 1994), 5: AAS 86 (1994), 872.

136. JAN PAWEL II, Przemówienie do uczestników sympozjum naukowego na temat „Prawo do zycia a Europa” (18 grudnia 1987): Insegnamenti X, 3 (1987), 1446.

137. Oredzie na Swiatowy Dzien Pokoju 1977: AAS (1976), 711-712.

138. BL. GUERYK Z IGNY, In Assumptione B. Mariae, Sermo I, 2: PL 85, 188.

139. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 5.

140. Konst. duszp. o Kosciele w swiecie wspólczesnym Gaudium et spes, 22.

141. Mszal Rzymski, Sekwencja na Niedziele Zmartwychwstania Panskiego.

142. SOBÓR WAT. II, Konst. dogm. o Kosciele Lumen gentium, 68.