|
Jeszcze nie ucichły zachwyty wokół "Amelii", a już wchodzi na ekrany kolejny film z Audrey Tautou w roli głównej. W błyskotliwej komedii "Bóg jest wielki, a ja malutka" Audrey znów nas bawi i wzrusza do łez. Trudno uwierzyć, że ta filigranowa dziewczyna o pięknych oczach jeszcze niedawno chciała biegać po dżungli za gorylami....
Audrey Tautou naprawdę przez kilka lat widziała swoją przyszłość wśród małp. Myślała, by zostać zoologiem i ratować ginące gatunki goryli. Jeszcze w liceum usilnie prosiła rodziców, żeby kupili jej małego szympansa, co miało pomóc w zdobyciu wymarzonego zawodu. Niestety, natrafiła na zdecydowany opór. Ani jej ojciec- powszechnie szanowany dentysta, ani matka powszechnie szanowana nauczycielka, nie byli zachwyceni zainteresowaniami córki. Zaczęli więc usilnie namawiać ją na mniej ekstrawagancki zawód.
Kiedy po maturze trzeba było złożyć dokumenty na uczelnie, Audrey ku wielkiej radości rodziców, wybrała literaturę na Sorbonie. Ale jednocześnie zapisała się na wieczorowe kursy aktorskie. Rodzice potraktowali to jednak jako niegroźne (w porównaniu z gorylami!) dziwactwo i wierzyli, że ich córka już wkrótce zostanie stateczną nauczycielką literatury. Mylili się. Audrey już po kilku miesiącach zajęć wystawiła swój aktorski talent na próbę, wybierając się na casting telewizyjnego filmu "środek tarczy strzelniczej". Ku własnemu zaskoczeniu dostała rolę, która... polegała na wygłoszeniu jednego zdania. Wtedy po raz pierwszy stanęła przed kamerą. Był rok 1997. W najśmielszych snach nie przewidywała, że cztery lata później najlepsi francuscy (i nie tylko) reżyserzy będą zabiegać o to, by zaczęła dla nich pracować. Po swoim jednozdaniowym debiucie telewizyjnym Audrey zagrała jeszcze kilka podobnych epizodów w równie nie znaczących produkcjach, aż zauważyła ją Toni Marshall, francuska reżyserka, która nakręciła "Instytut piękności Venus" ("Venus Beaute"). Dzięki niej Audrey zadebiutowała na dużym ekranie i, jak się okazało, odniosła pierwszy wielki sukces. Za rolę w tym filmie dostała kilka nagród, z czego najważniejszą był Cezar "dla najlepszej aktorki młodego pokolenia".
Bez wątpienia był to Cezar bardzo trafiony. Kolejna duża rola Audrey Tautou w "Amelii" Jean-Pierr'a Jeuneta przyniosła jej już światową sławę, porównania z talentem Audrey Hepburn, deszcz nagród i wielo milionową widownię.
W tych okolicznościach Sorbona musiała polec-Audrey nie zrobiła dyplomu z literatury, ale stała się za to bohaterką Francji i ulubienicą widzów na wszystkich kontynentach. W niewątpliwie wielkim stylu i niebywale krótkim czasie dołączyła do największych gwiazd francuskiego kina.
Sukces "Amelii" dał Audrey wielką życiową szansę, ale przewrócił jej życie do góry nogami. Z anonimowej, skromnej studentki nagle stała się osobą numer jeden we Francji. Prezydent Jacques Chirac zaprosił ją na specjalne spotkanie, a było to tylko jedno z setek oficjalnych spotkań, które zorganizowano na jej cześć. Wścibscy dziennikarze zaczęli "prześwietlać" całą jej rodzinę, pochodzącą z prowincjonalnego miasteczka Montlucon. Pisali o bracie żandarmie oraz dziadku, prostym rolniku z Owerni. Roztrząsali w nieskończoność, skąd wziął się "taaaaki" talent i subtelna uroda w rodzinie pozbawionej jakichkolwiek tradycji artystycznych.
Kilka miesięcy po premierze Audrey skarżyła się, że nie może już spokojnie przejść ulicą, bo ludzie pokazują ja sobie palcami, proszą o autografy, albo bez pytania robią jej zdjęcia. To, co na początku było miłym zaskoczeniem, wkrótce stało się irytującą monotonią. Niedawno w jednym z wywiadów Audrey powiedziała: -Marzę, by już uwolnić się od Amelii, długo żyłyśmy jednym życiem. Teraz przyszedł czas, by każda z nas poszła w swoją stronę, co nie oznacza zerwania kontaktów.
"Amelia" odmieniła też co nieco Paryż. Od czasu nakręcenia filmu kawiarnię "Les Deux Moulins" (tę, w której pracowała Amelia Poulain) odwiedza teraz mnóstwo turystów. Wcześniej interes nie prosperował najlepiej i właściciel chciał sprzedać swój mały bar. Dzisiaj zazwyczaj brakuje tam miejsc, wszędzie tłoczą się turyści i fani, liczący na to, że może pojawi się tu w końcu zagadkowa piękność, którą znają z ekranu. Audrey nie bywa w "Les Deux Moulins". Ale niektórzy przewodnicy włączyli kawiarnię oraz warzywniak, w którym robiła zakupy "Amelia" do programu zwiedzania Paryża. A w kilku sklepach na Montmartrze można teraz kupić "bagietki Amelii". Jednak dla Audrey "Amelia" to już przeszłość. Po wielu atrakcyjnych, choć wyczerpujących podróżach promujących film, aktorka wyjechała na prywatne wakacje do Indonezji, z plecakiem, jak za dawnych czasów. A teraz żyje już przede wszystkim kolejną premierą, podobno bardzo interesującą.
O najnowszej roli Audrey Tautou w filmie "Bóg jest wielki, a ja malutka"("Dieu est grand, je suis toute petite" reż. Pascale Bailly) już mówi się, że jest nie mniej oryginalna niż słynna Amelia Poulain. Tym razem Audrey gra zagubioną dziewczynę, która uporczywie poszukuje sensu życia wśród wyznawców kolejnych religii. Michele, bo tak ma na imię nowe wcielenie Audrey Tautou, pisze w swoim pamiętniku: "mam 20 lat i zmarnowane życie", bo choć jest młoda, już dostała od życia w kość. Ale mimo że czuje się czasem przegrana nie poddaje się i szuka swojej drogi. Zwraca się po radę do Boga, a zawiedziona szuka odpowiedzi w innych wyznaniach. Ale tak naprawdę to mniej chodzi tu o religię, a bardziej o poszukiwanie swojego miejsca w życiu.
-Inteligentne komedie, które poza śmiechem potrafią też wzbudzić wielkie emocje to mój ulubiony gatunek filmowy-twierdzi Audrey Tautou, -Dlatego najchętniej gram w takich filmach. Czasem mam wrażenie, że smutne tragiczne filmy, wyczerpują psychicznie zarówno aktorów jak i widzów. Może nie pasuję do takich ról i one mnie unikają??
Wielki talent Audrey Tautou do wzruszania ludzkich serc, zwrócił też uwagę producentów z Hollywood. Dostała stamtąd kilka propozycji, ale z nich nie skorzystała. - Nie znam na tyle dobrze angielskiego, żebym mogła czuć się swobodnie w Ameryce. A grając w języku, którego nie rozumiem, wyszłabym na idiotkę- tłumaczyła tym, którzy przekonywali ją, że traci życiową szansę. - A poza tym jest tylu dobrych francuskich reżyserów, u których chciałabym zagrać, że nie ma potrzeby szukać szczęścia gdzie indziej. Wierzę, że nadszedł teraz dobry czas dla francuskiego kina. Ani "Amelia" ani "Bóg jest wielki, a ja malutka" nie miałyby tyle wdzięku gdyby powstały w Hollywood.
A jednak pierwsi widzowie "Bóg jest wielki, a ja malutka" porównują ten film do produkcji pewnego
amerykańskiego reżysera. Twierdzą, że scenariusza i efektu końcowego nie powstydziłby się sam Woody Allen. -Takie porównanie to dla mnie zaszczyt, bo bardzo lubię humor i wyrafinowanie Allena -komentuje to Audrey. -Jeśli rzeczywiście w tej komedii jest coś a la Woody Allen, to w bardzo francuskim duchu. Dla mnie najważniejsze jest to, że przyłożyłam się do powstania jeszcze jednego filmu, który przyniesie ludziom radość i wzruszenie.
|