
|
Audrey Tautou urodziła się 9 sierpnia w Beaumont we Francji. Jej dzieciństwo w niczym nie przypominało dzieciństwa Amelii; kochający rodzice, dwie siostry i brat. Jak to zazwyczaj bywa, mała Audrey miała zupełnie inne spojrzenie na swoją przyszłość. Nie myślała o aktorstwie, interesowały ją za to ssaki naczelne, w związku z czym chciała zostać antropologiem. Zainteresowanie małpami nie minęło jej do dziś, na razie nie myśli o zmianie zawodu, ale z drugiej strony, nadal ma wątpliwości, czy wiązać przyszłość wyłącznie z aktorstwem. Poza podpatrywaniem małp, Audrey przez 6 lat uczyła się gry na pianinie, grała nawet w młodzieżowej orkiestrze z Auvergne na oboju. Nie żałuje jednak, że jej kariera nie jest związana z muzyką. Co więcej, do swojego muzykowania mogłaby powrócić tylko wtedy, gdyby miało to jakiś związek z filmem. Po zdaniu matury, Audrey zaczęła uczęszczać na kurs teatralny Cours Florent, jednocześnie studiując literaturę francuską. W międzyczasie grała mało znaczące rólki w serialach telewizyjnych dla TF1. Jej pierwszą realną szansą zmierzenia się z prawdziwym kinem była rola w filmie "Venus Beauté" ("Salon piękności Venus") Tonie Marshalla. O mały włos, rola przeszłaby jej koło nosa, i to z dosyć prozaicznego powodu. Audrey udając się na kasting po wyjściu z metra zabłądziła w Paryżu i dotarła na miejsce z 40 minutowym opóźnieniem. Po sprzeczce z kierownikiem kastingu, który chciał ją odprawić z kwitkiem, popłakała się (co jak twierdzi, rzadko jej się zdarza), co z kolei zmiękczyło reżysera. Oczywiście nie spowodowało to automatycznego podarowania jej roli, ale dało szansę na występ w przesłuchaniu. Szczęście jej sprzyjało, film dostał 4 Cezary, a ona sama również została nagrodzona statuetką za swoją rolę, w kategorii "żeńska nadzieja roku", za którą dziękowała swojemu aniołowi stróżowi. Nie spowodowało to jednak lawiny nowych propozycji. Zagrała znowu kilka mniejszych ról w filmach "Épouse-moi" , "Voyous voyelles", "Le Libertin" - rolę, którą dzisiaj wspomina z zażenowaniem, właśnie przez jej "rozwiązłość" - oraz w "Le battement d'ailes du papillon". Swoją pierwszą główną rolę teoretycznie zagrała nie w Amelii, jak to się powszechnie sądzi, ale w "Dieu est grand et je suis tout petite" ("Bóg jest wielki, a ja malutka"). Teoretycznie, ponieważ film był kręcony jeszcze przed filmem Jeuneta, na ekranach miał pojawić się mniej więcej w tym samym czasie, ale dystrybutor postanowił przesunąć jego premierę na nieco późniejszy termin. Audrey dostała w końcu szansę, o której nie jedna aktorka mogłaby tylko pomarzyć. Jean-Pierre Jeunet, francuski reżyser znany już na świecie ze swoich wizjonerskich filmów - "Delicatessen", "La cite des enfants perdus" ("Miasto zaginionych dzieci", oba filmy zrobione wspólnie z Marcem Caro) i zrobionym na zamówienie w Hollywood "Alien: Resurrection", szukał kandydatki do roli Amelii do swojego nowego filmu. Początkowo, film miał być po angielsku, a w rolę tytułową miała się wcielić Emily Watson (znana między innymi z "Breaking the waves" Larsa von Triera czy "Angela's ashes" Alana Parkera). Jednak gdy ta zrezygnowała, Jeunet musiał poszukać innej kandydatki do tej roli. Tutaj ponownie dał znać o sobie anioł stróż Audrey, który nie tak dawno przyczynił się do sukcesu jej roli w filmie Tonie Marshalla. To właśnie na plakacie "Venus Beauté" Jeunet wypatrzył swoją przyszłą Amelię, przez co została zaproszona na przesłuchanie. Audrey twierdzi, że jako zachęta do zagrania w filmie wystarczy jej tylko dobry scenariusz. Wielkość roli nie ma znaczenia. Scenariuszem do Amelii była zachwycona, po jego przeczytaniu przez dwie noce nie mogła zasnąć, więc nic dziwnego, że przyszła na to przesłuchanie. Jeunet co do swoich aktorów jest bardzo wymagający (do roli konduktora z pociągu podobno przesłuchał 20 aktorów!), stąd też Audrey postanowiła dać z siebie wszystko. Jak wspomina, na przesłuchaniu Jeunet nie ukrywał swoich emocji i zachwytu; jak było śmiesznie, nieomal tarzał się ze śmiechu, jak było poruszająco, miał łzy w oczach. Dalszy ciąg chyba każdy już zna. Audrey nie ma zamiaru w tym momencie spocząć na laurach. Ma świadomość, że taki sukces może się już więcej nie powtórzyć. Dla aktorów, którzy zyskują międzynarodową sławę, zazwyczaj kolejnym etapem jest osiągnięcie sukcesu w Hollywood. Jednak ona nie patrzy na to w takich kategoriach, nigdy nie marzyła ani nadal nie myśli o karierze w Stanach. Obecnie jest w trakcie realizacji kolejnych filmów, "L'Auberge Espagnole", "A la folie... pas du tout", "Les marins perdus" i anglojęzyczny "Dirty pretty things". Jej rolą marzeń jest (albo było) zagrać w "La fille sur le point" ("Dziewczyna na moście") Patrice Leconte, ale twierdzi, że chyba nie dorównałaby Vanessie Paradis. Audrey lubi sobie czasem pobujać w obłokach. Jeżeli pracuje, to nie robi nic innego, tylko pracuje. W wolnych nie ogląda telewizji. Ba! Zazwyczaj nie ma nawet telewizora. W wolnych chwilach zazwyczaj śpi, albo czyta (np. Oscara Wilde'a), albo spotyka się ze znajomymi. A wiecie, co lubi Audrey Tautou? Lubi zapach benzyny, obłoczek, który tworzy się gdy wleje się mleko do herbaty, uczucie stąpania po śniegu... Natomiast nie lubi - samochodów przejeżdżających na czerwonym świetle,wybierać widokówek, kropli deszczu, która wpada za kołnierz i spływa po plecach. Dzięki Chemical za biografię. |