Mitologia germańska - Odin udaje się na wędrówkę

W dziewięciu światach panował pokój. Karły pracowały pilnie w swoich kuźniach pod ziemią; olbrzymi w Jotunheimie, zakłopotani odwiedzinami Thora, trwali w bezczynności i nie knuli żadnych spisków przeciw Asom. W Muspellsheimie, krainie ognia, nie działo się nic, czekano na dzień Ragnaroku. Elfy i Vanowie żyli w szczęściu; w smutnym kraju Hel i w mglistym Niflheimie panował zupełny bezruch. Odin i Frigg, jego królowa, udali się przez most Bifrost do Midgardu, aby w przebraniu wędrować po świecie ludzi.
Zacny król Raudung miał dwóch niedorosłych synów: Geirroda i Agnara. Właśnie w tym czasie chłopcy wypłynęli jednego dnia łódką, aby łowić ryby na spokojnym morzu u brzegów państwa swego ojca.
Nagle chmury przesłoniły jasne niebo, zerwała się gwałtowna burza i wichura zapędziła łódkę daleko na morze. Bracia kurczowo trzymali się burty w obawie, że lada chwila łódka się przewróci i zatoną. Dopłynęli w końcu do małej wysepki i w jej pobliżu łódka ugrzęzła na mieliźnie. Chłopcy ostatkiem sil dobrnęli do suchego lądu.
Zapadła noc. W oddali ujrzeli blask światła. Kierując się w jego stronę dowlekli się do chatynki, z której komina snuł się dym, a przez okno migotał ogień.
Agnar zastukał do drzwi. Otworzył im jednooki starzec w szerokoskrzydłym kapeluszu i zaprosił chłopców do środka. Starzec i jego żona posadzili rozbitków przy ogniu, nakarmili, ułożyli na spoczynek.
Zima nadeszła, nim chłopcy odzyskali pełnię sił po tej przygodzie. Gospodarze zatrzymali ich do wiosny i dbali o nich jak o własne dzieci.
Podczas tych długich miesięcy spędzonych na wyspie chłopcy nauczyli się wiele od swoich zacnych przybranych rodziców. Gospodarz pokazywał im, jak strzelać z łuku i rzucać dzidą, jak mocować się i biegać, jak władać mieczem, jak rzucać toporem i młotem. A jego żona prowadziła ich czasem głęboko w lasy i opowiadała o wszystkim, co żyje. Uczyła rozpoznawać śpiew ptaków i zbierać zioła przeciw chorobom i na gojenie się ran.
W długie zimowe wieczory ci dobrzy starzy wieśniacy opowiadali chłopcom o czynach bogów i ludzi, mówili o chwale bitewnej i o jeszcze większej chwale, płynącej z wypełniania nakazów czci i praw gościnności.
Nadeszła w końcu wiosna, a kiedy wczesnym latem uśmiech słońca rozjaśnił morze, Geirrod i Agnar spuścili znowu swoją łódkę na wodę i szykowali się do odpłynięcia. Stary wieśniak i jego żona zeszli na brzeg morza i pobłogosławili dzieci.
- Podnieście żagiel - rozkazała kobieta niespodziewanie mocnym i młodym głosem, głosem wielkiej królowej - a ja ześlę silny dobry wiatr, aby bezpiecznie niósł was przez fale do ojczystego kraju.
- Płyńcie, moje dzieci - powiedział mężczyzna, który także wydawał się młodszy i stal ze wzniesioną ręką niby król, posyłający rycerzy na bitwę. - Przybyliście do nas jako dzieci, odpływacie jako młodzieńcy, wysocy i silni. Przed wami całe życie. Przeżyjcie je godnie, a potem przybądźcie do pełnej szczęścia Walhalli.
Łódka oddalała się, ślizgając po wodzie, a kiedy Agnar i Geirrod obrócili się, zobaczyli na brzegu wspaniałe postacie Odina i Frigg.
Przez cały dzień żeglowali po roztańczonych falach, a o zmierzchu dopłynęli do kraju, w którym panował ich ojciec, król Raudung. Agnar radował się na myśl o powrocie do domu i nad wieczorem, kiedy łódka uderzyła o brzeg, miał już wyskoczyć na ląd, lecz niespodziewanie brat rzucił się na niego.
- Odpływaj stąd, Agnarze! - krzyczał. - Płyń tam, gdzie pochwycą cię olbrzymi i trolle!
Uderzył go tak mocno, że Agnar bez zmysłów runął na dno łódki, którą Geirrod zepchnął z powrotem na morze. Porwały ją fale odpływu i wirujące morskie prądy zniosły na głębinę.
A Geirrod udał się do pałacu ojca, gdzie stary król powitał go radośnie.
- Lecz gdzie jest Agnar, twój brat? - zapytał.
- Niestety - odpowiedział Geirrod - utonął w czasie naszej niebezpiecznej morskiej podróży. Wielka fala zmiotła go z łódki i choć robiłem, co mogłem, nie zdołałem go wyratować.
W niedługi czas potem król Raudung umarł. Geirrod został jego następcą. Słynął ze swych bogactw i lękali się go wrogowie.
Agnara zaś fale zaniosły do ziemi, olbrzymów, którzy odnosili się do niego życzliwie, bo jego dobroć i łagodność kazała nawet im zapomnieć o dzikich obyczajach.
Po pewnym jednak czasie Agnar zatęsknił za swym domem i krajem. W przebraniu udał się do ojczyzny i przybył na dwór swego brata, Geirroda. Nie wyjawił, kim jest, ale został sługą w swoim własnym domu i służąc okrutnemu, skąpemu królowi pomagał wszystkim, którym mógł pomóc.
Tymczasem Odin i Frigg powrócili do Asgardu, a pewnego dnia, gdy siedzieli razem na zamku Hlidskjalf i rozglądali się po świecie, Odin odezwał się do swej królowej:
- Czy widziałaś naszego przybranego syna, Agnara, twego ulubieńca? Przebywał ostatnio wśród naszych wrogów, olbrzymów, i wydaje mi się, że nawet ożenił się z olbrzymką. O ileż lepszy okazał się jego brat Geirrod: spojrzyj na niego, na tego potężnego królu, mądrze panującego nad ziemią swego ojca.
Ale Frigg odparła:
- Geirrod to okrutnik i sknera. Próbował pozbawić życia swego brata, Agnara, a jedzenia żałuje nawet swoim gościom.
- Pójdę do niego w przebraniu - rzekł Odin - aby się przekonać, czy mówisz sprawiedliwie. Zstąpię do Asgardu idąc do Jolunheimu, gdzie zamierzam odbyć rozmowy z Vafthrudnirem, mądrym olbrzymem, bo ten się chełpi, że zna więcej tajemnic świata niż ja sam. Jeżeli rzeczywiście może mnie czegoś nauczyć, skorzystam z tego, ale jeżeli to tylko czcze przechwałki, ukarzę go, jak na to zasługuje.
- A ja ci radzę, ojcze bogów i ludzi, pozostać w Asgardzie - namawiała go Frigg. - Vafthrudnir jest rzeczywiście najmądrzejszym z olbrzymów, ale to nasz wróg, a jego mądrość to przynęta mająca cię ściągnąć do Jotunheimu i narazić na niebezpieczeństwo.
Ale Odin odparł:
- Daleko podróżowałem, wiele rzeczy widziałem i znałem wiele istot żyjących. Ale nigdy nie toczyłem rozmów z mądrym olbrzymem, takim jak Vafthrudnir, i jego muszę odwiedzić.
- A więc niech ci się powodzi, zarówno w drodze do Jotunheimu, jak i z powrotem - rzekła z przejęciem Frigg. - I niechaj twoja mądrość jak najlepiej ci służy, kiedy dojdzie do wymiany słów między tobą a olbrzymem.
Odin zatem owinął się w długi błękitny płaszcz, nasunął głęboko na czoło swój szerokoskrzydły kapelusz i wyruszył w drogę przez Midgard, podając się za mędrca-imieniem Grimnir, który zna wiele potężnych runicznych zaklęć, wie, jakie wyroki wydały Norny w sprawach przyszłości, jak również posiada znajomość przeszłości.
Doszedł wreszcie do kraju, w którym panował Geirrod, i poprosił o nocleg w pałacu.
Kiedy Odin był w drodze, Frigg wysłała swą służebnicę, Fullę, do króla Geirroda z następującym poleceniem:
"Zajmij się człowiekiem w błękitnym płaszczu. Jest kimś więcej, niż świadczą pozory, a poznasz to po tym, że najdzikszy pies nawet na niego nie warknie".
A Geirrod o złym sercu osądził, że znaczy to tylko jedno: "Człowiek w błękitnym płaszczu musi być niecnym czarownikiem, który przychodzi do mojego kraju, ażeby rzucić złe czary na mnie samego i na moich poddanych".
Rozpuścił więc swoje najdziksze psy i kazał ludziom trwać w gotowości i schwycić przybysza, gdy się tylko zjawi.
Rzeczywiście pewnego wieczoru stary człowiek w szerokoskrzydłym kapeluszu i błękitnym płaszczu stanął przed bramą zamku. Złe psy wybiegły, aby rzucić się na niego, ale gdy się zbliżyły, jeden po drugim podkulały pod siebie ogony i uciekały chyłkiem nie warknąwszy nawet.
Kiedy Geirrod zobaczył, że psy wcale nie zaszczekały na obcego, kazał go natychmiast pochwycić.
- Kim jesteś? - zapytał go. - I co tutaj robisz?
- Jestem biednym podróżnym imieniem Grimnir - usłyszał w odpowiedzi. - Udałem się w podróż w celu załatwienia swoich własnych spraw. Ale kiedy ugościsz mnie przy swoim ognisku, jak przystoi wielkiemu królowi ugościć takiego biednego wędrowca jak ja, wyjawię ci w swojej mądrości pewne rzeczy, które winieneś znać.
- O tak, ogrzejesz się przy moim ognisku bez obawy - odpowiedział posępnie Geirrod - i wkrótce już powiesz mi wszystko, co wiesz.
Następnie rozkazał swoim ludziom uwiązać Grimnira między dwoma ogniskami i dorzucać do nich drew, żeby płonęły wielkim ogniem, póki niegodziwy czarownik nie wyzna, w jakim celu przyszedł.
Przez osiem dni i osiem nocy Grimnir siedział między dwoma ogniami, bez jedzenia i picia, i cierpiał straszliwie. Ósmej nocy sługa, którym był Agnar w przebraniu, podpełznął cicho między dwa ogniska i podał jeńcowi wielki róg pokrzepiającego miodu.
Grimnir wypił miód do ostatniej kropelki i powiedział cicho:
- Bądź pozdrowiony, dobry Agnarze. Pierwszy z Asów, ojciec bogów i ludzi, dobrze ci życzy. Nigdy za łyk miodu nie spotka cię większa nagroda.
W przerażeniu i zdumieniu Agnar odskoczył, a wtedy więzień, siedzący między dwoma ogniami, które zaczęły mu już przypiekać skórę - pochylił w tył głowę i zaczął śpiewać czystym, rześkim głosem. Śpiewał o wielkich pałacach Asgardu: jak na początku Odin budował wielkie pałace dla Asów. O Thrudheimie, twierdzy Thora, i pięknym Ydalir, gdzie mieszkał Ull, o Alfaheimie, w którym panem był Frey, i Walhalli, do której Odin sprowadza swych bohaterów spośród wojowników poległych w bitwie, o Thrymheimie, gdzie żył olbrzym Thjazi, póki nie zabili go Asowie i nie umieścili jego oczu wśród gwiazd, o Breidabliku, najbardziej błogosławionej siedzibie słonecznego Baldra, o niebiańskim pałacu, w którym Heimdall, bystrooki strażnik Asów, popijał miód w pokoju; o Folkvangu. gdzie piękna Freyja gościła tych, których wybrała spośród poległych na polu bitwy; o Glitnir, lśniącym domostwie, gdzie Forseti, mądry syn Baldra, zasiadał co dzień na sądzie i o spokojnym Noatun nad huczącym morzem, gdzie żyje Njord.
Śpiewał o jesionie Yggdrasil, drzewie świata, i jego trzech korzeniach; o Nidhoggu, który podgryzał najgłębszą część korzeni; o wiewiórce Ratatosk,. skaczącej po gałęziach jesionu. Śpiewał także o tajemnicach dnia i nocy? i o wozach słońca i księżyca, o wilkach, które ścigają je po niebie.
Kiedy tak śpiewał, Geirrod począł zbliżać się ku niemu z twarzą ciemną-od gniewu, ale jego gniew zmienił się w strach, gdy pieśń dobiegła końca i Grimnir dźwignął się z wolna na nogi. Więzy opadły z jego rąk, a jedyne oko rzucało błyskawice.
- O, Geirrodzie! - zawołał - za bardzo upiłeś się miodem zła. Smutne to dla ciebie, któremu przypadł ten los, że straciłeś i przegrałeś przyjaźń Odina i miejsce zarezerwowane w sali wybrańców... Twoi przyjaciele nie mogą ci pomóc. Widzę twój miecz zaczerwieniony twoją własną krwią. Nadchodzi kres twojego życia i Norny przecinają już jego pasmo. A teraz oglądasz Odina twarzą w twarz, bo ja nim jestem!... Geirrodzie, podejdź, do mnie, jeżeli możesz.
Geirrod rzucił się naprzód, aby paść na kolana i błagać Odina o przebaczenie, ale tymczasem miecz wypadł mu z pochwy, król potknął się, próbował miecz podnieść, ale runął nań, tak że ten przebił mu serce, kładąc go trupem na miejscu.
Odin zwrócił się do nędznie ubranego sługi, który przyniósł mu róg miodu.
- Wystąp naprzód, dobry Agnarze! - zawołał. - Syn Raudunga, a brat Geirroda teraz tutaj panować będzie. Niechaj spoczywa na tobie błogosławieństwo Odina, bo wiem, że będziesz rządził dobrze i sprawiedliwie, okazując wszystkim miłosierdzie i dobroć, nawet najbardziej obcym przybyszom.
A potem zostawiwszy Agnara, którego czekało długie, pełne chwały panowanie nad ludem Gotów, Odin owinął się płaszczem, włożył szerokoskrzydły kapelusz i wyruszył nocą w drogę do Jotunheimu.
Stanął na czas przed zamkiem olbrzyma Vafthrudnira i poprosił o schronienie.
- Nazywam się Gangrad - powiedział - i przyszedłem z daleka. W moim kraju zaliczają mnie do najmądrzejszych spośród mieszkańców i mogę rywalizować z tobą pod względem znajomości wyższych spraw, zarówno przeszłych, jak i tych, co dopiero mają nastąpić.
- Dlaczego stoisz w drzwiach? - zawołał Vafthrudnir. - Wejdź do sali i usiądź. Witam ciebie, bo nie opuścisz mojego zamku, jeżeli nie odejdziesz jako zwycięzca, wiedz bowiem, że ten, komu się nie powiedzie w zawodach mądrości, daje głowę.
- Wiem o tym dobrze - odpowiedział gość, który nazwał się Gangrad. - A teraz zacznij zadawać pytania, jeżeli znając grożącą ci karę, ośmielisz się współzawodniczyć z nieznanym cudzoziemcem, który nie ma ochoty mówić, skąd przychodzi.
- Gdybyś był nawet samym Odinem - zawołał Vafthrudnir z okrutnym uśmiechem - i tak miałbym twoją głowę. Bo nawet pierwszy z Asów nie wie więcej niż ja.
Olbrzym zaczął zadawać podobne pytania, jakie Odin stawiał mądremu Alvisowi: pytał o imiona rumaków dnia i nocy, pytał, jak nazywa się rzeka, która oddziela Asgard od Jotunheimu, i pole, na którym toczyć się będzie bitwa Ragnarok.
- Skinfaxi, koń lśniący, ciągnie powóz dnia - odpowiadał Gangrad - a Rimfaxi, koń oszroniony, niesie noc po jej szlaku. Ifing to rzeka mroczna i nigdy nie skuta lodem, która oddziela Asów od olbrzymów, a ostatnia bitwa rozegra się na równinach Vigrid.
Kiedy na cudzoziemca przyszła kolej zadawać pytania, dotyczyły one powstania ziemi i nieba, Ginnungagap i Wielkiego Ymira, przybycia do Asgardu
Njorda, pana Vanów, Norn i ich mądrości, i tego, kto przeżyje zagładę bogów.
- Jesteś zaprawdę mądry - powiedział Gangrad - ale czy możesz mi powiedzieć, jaki los spotka Odina w ostatniej wielkiej bitwie, w dzień Ragnaroku?
- Pożre go wilk - odpowiedział Vafthrudnir - a pomści Vidar, który rozerwie ziejącą śmiercią paszczę.
- Daleko wędrowałem - powiedział Gangrad - i próbowałem rzeczy wprost nie do opowiedzenia; zaszedłem w nieznane światy i wypytywałem różne stworzenia. Dlatego też powiedz mi - a jeżeli potrafisz, przyznam ci, zaiste, miano najmądrzejszego spośród olbrzymów - powiedz mi, jakie słowo nadziei szepnie Odin w głuche ucho syna, gdy ten leżeć będzie na pogrzebowym stosie?
Poznał wówczas olbrzym Vafthrudnir, że to sam Odin stawia mu pytania, skłonił głowę, by otrzymać śmiertelny cios mieczem, i rzekł:
- Nikt z żyjących nie wie, jakie słowo szepniesz w głuche ucho syna, słowo od wieków skryte w tajemnicach Norn, a jednak o wieki dalekie w przyszłości. Ustami skazańca rzucałem pytania o losy świata, gdyż ty jesteś Odin i zawsze będziesz najmędrszy ze wszystkich.
- Przegrałeś głowę - odparł z powagą Odin - ale nie wezmę ci jej teraz. Pamiętaj tylko, abyś się nie przechwalał swoją mądrością ani też w żaden sposób nie skrzywdził tych, co przybędą szukać u ciebie gościny.
Odin znowu wyruszył w drogę, a kiedy ogarnęła go noc, zrzucił z siebie przebranie i stanął w swej własnej postaci, jako król Asów i pan ludzi, wyniosły, w złotym hełmie, z mieczem ciskającym błyskawice.
I, jak gdyby wezwany jego myślą, przybiegł ku niemu wielki koń Sleipnir, ośmionogi, bujnogrzywy rumak Odina. Pan Asów skoczył na grzbiet swego konia i pomknął przez Jotunheim. Nie minęli jednak mrocznej rzeki Ifing przed wschodem słońca i traf chciał, że przejeżdżali koło siedziby Hrungnira, wielkiego olbrzyma gór.
- Kiedy Odin się zbliżył, sam Hrungnir wyjechał mu na spotkanie i witał go przyjaźnie.
- Kim jesteś? - wołał. - Nigdy dotychczas nie widziałem takiego wojownika jak ty, który by w złotym hełmie na głowie, siedząc na ośmionogim rumaku, przejeżdżał, gdy zechce, przez ziemię i morze.
- Jestem jednym z Asów, którzy mieszkają w Asgardzie - odpowiedział Odin - i w dziewięciu światach nie ma takiego rumaka jak mój. Stawiam w zakład głowę, że w Jotunheimie nie ma konia, który mógłby biec równie szybko i długo.
- Twoja głowa przeciw mojej! - zawołał Hrungnir. - Mój Złotogrzywy jest lepszym koniem niż twój! Nie ma co do tego wątpliwości. Już prawie straciłeś głowę!
- A więc dogoń mnie i prześcignij! - zawołał Odin i ubódłszy Sleipnira ostrogą znalazł się w jednej chwili na szczycie następnego pagórka.
Lecz teraz częsta u olbrzymów wściekłość opanowała Hrungnira. Spiął konia ostrogami i Złotogrzywy pędził za Sleipnirem jak wicher w czasie burzy lub górska lawina. Odin jechał szybko i długo, pędząc wśród chmur, a kopyta Sleipnira ledwo dotykały górskich szczytów.
Pierwszy przybył do Asgardu i zawrócił, by powitać Hrungnira w bramie.
Olbrzym zeskoczył z ociekającego pianą Złotogrzywego i stał w bramie Asgardu.
- Wejdź jako gość i napij się z nami - rzekł Odin - bo masz dobrego rumaka, a jednak twoja głowa należeć będzie do mnie, jeśli spodoba mi się jej zażądać.
Hrungnir wszedł więc wielkimi krokami do sali i głośno domagał się, aby mu podano największy róg miodu, jaki jest w Walhalli. Thora nie było, przyniesiono więc jego róg olbrzymowi i dzbany, w których ten napój przechowywano.
Hrungnir wychylił róg, a potem nalewał do niego miodu z jednego dzbana po drugim, aż się upił, zaczął przechwalać i rzucać pogróżki.
- Jakiż to piękny dwór! - wolał. - Zabiorę go ze sobą. Walhalla stać będzie w Jotunheimie, nie w Asgardzie... Będziecie chcieli mi przeszkodzić? Nie obawiam się Asów! Pozabijani ich wszystkich! Nie, nie zabiję pięknej Freyji ani złotowłosej Sif! Zabiorę je ze sobą. Podejdź! Nalej mi miodu... Co, żaden z was nie ma odwagi?
Jedna tylko Freyja odważyła się napełnić mu miodem róg i Hrungnir raz jeszcze wychylił go do dna, wołając:
- Wypiję wszystek miód Asom! Ani kropli nic zostanie w Asgardzie! A potem wrócę do mojego domu w Jotunheimie z Freyją i Sif, moimi brankami! Kto się ośmieli mnie powstrzymać!
W tym momencie wszedł na salę Thor wymachując swoim miotem Mjollnirem, a kiedy zobaczył pijanego olbrzyma, jego oczy poczęły ciskać płomienie.
- Kto pozwolił temu obmierzłemu olbrzymowi postawić stopę w Asgardzie? - zawołał. - Kto mu zapewnił bezpieczne wejście do Walhalli? Jak do tego doszło, że piękna Freyją nalewa miód jednemu z naszych wrogów z Jotunheimu?
- Przyszedłem tu jako gość - odburknął Hrungnir, rzucając mu gniewne spojrzenie. - Sam Odin mnie zaprosił, żebym pił miód z Asami w Walhalli.
- Nim stąd odejdziesz, pożałujesz, żeś przyjął zaproszenie - zagrzmiał Thor.
- Niewielką sławę zdobędziesz, wielki Thorze, jeżeli zabijesz mnie teraz, gdy jestem nie uzbrojony - zawołał Hrungnir. - Jeżeli chcesz okazać swą odwagę, spotkaj się ze mną sam na sam na granicy Jotunheimu, w Grjotunagardzie, miejscu kamiennego ogrodzenia.
- Wracaj do Jotunheimu i uzbrój się - ryknął Thor - a potem zjawiaj się w Grjotunagardzie z jednym tylko pachołkiem do pomocy, kimkolwiek on będzie. Spotkam się tam z tobą i stoczymy śmiertelną walkę.
Wtedy Hrungnir skoczył na Złotogrzywego i popędzając wściekle konia wrócił do Jotunheimu. Opowiedział olbrzymom, co się zdarzyło i o wielkim pojedynku, jaki miał nastąpić.
- Musisz go pokonać - powiedzieli olbrzymi. - Jeżeli Thor zwycięży, to w swojej pysze najedzie Jotunheim, bo ty jesteś najsilniejszy z olbrzymów, a Thor chowa do nas urazę, gdyż Utgardaloki okpił ich obu, Thora i Lokego, kiedy przybyli z wizytą do Utgardu.
A więc olbrzymi udali się do Grjotunagardu i tam ulepili z gliny mężczyznę, który miał być pachołkiem Hrungnira. Ten olbrzym był na dziewięć mil wysoki, a szeroki w barach na trzy mile. Największą trudność stanowiło znalezienie odpowiednio wielkiego serca, gdyż sami nie byli w stanie go zrobić. Ostatecznie wzięli serce klaczy, bo było to największe z serc, jakie znaleźli, i osadzili je w ulepionej z gliny klatce piersiowej.
Hrungnir miał serce z kamienia, ostre i o trzech zębach, podobne do runicznej litery W, którą też z tego powodu nazwano sercem Hrungnira. Głowę miał także z kamienia, toteż jego mózg nie należał do najlepszych. Osłaniała go tarcza również z kamienia.
Kiedy nadszedł dzień walki, przeciwnicy wyruszyli do Grjotunagardu. Gliniany pachołek pierwszy zobaczył nadchodzącego Thora, a na ten widok kolana się pod nim ugięły i cały się spocił.
Ale do Hrungnira przybiegł szybkostopy Thjalfi i zawołał:
- Olbrzymie, chcę cię przestrzec! Przegrasz walkę, jeżeli będziesz trzymał tarczę przed sobą. Thor ciebie zobaczył i zszedł pod ziemię. Wyjdzie naprzeciw ciebie z dołu - z głębi ziemi.
Posłyszawszy to Hrungnir położył kamienną tarczę na ziemi i stanął na niej, dzięki czemu mógł oburącz ująć swój oręż - wielką osełkę wyciętą z ogromnej masy kamienia.
Zaledwie to uczynił, ujrzał Thora, nadchodzącego ku niemu w świetle błyskawic, z grzmotem dudniącym pod stopami. Rycząc z wściekłości Thor zakręcił swoim wielkim młotem Mjollnirem i rzucił nim w Hrungnira. W tej samej chwili olbrzym podniósł swoją osełkę i cisnął nią w Thora. Oba oręże zderzyły się w pól drogi. Osełka pękła na kawałki, które rozsypały się po ziemi, dając początek złożom kamieni szlifierskich i krzemienia. Ale jeden odłamek uderzył Thora w czoło tak mocno, iż upadł twarzą na ziemię.
Mjollnir jednak trafił Hrungnira w głowę miażdżąc jego kamienną czaszkę w kawałki nie większe od ziarnka piasku, tak że olbrzym padł martwy, a jedna jego stopa przygniotła kark Thora. A tymczasem zręczny Thjalfi ruszył na glinianego pachołka ze swoją łopatą, a ponieważ glina, z której ten był zrobiony, namokła już i rozmiękła, w parę minut rozgniótł go zupełnie i rozsypał po polach jako margiel.
Potem pośpieszył na ratunek Thorowi, którego przygniatała do ziemi stopa Hrungnira. Ale choć próbował z całych sił, nie zdołał jej unieść.
Tymczasem zjawili się w Grjotunagardzie Asowie, którzy posłyszeli o nieszczęściu Thora. I oni również próbowali unieść stopę Hrungnira. Ale ani sam wielki Odin, ani mocarz Tyr, ani Ull o potężnych barach, ani przebiegły Loki nie mogli uwolnić Thora.
Wreszcie syn Thora, Magni, liczący wówczas zaledwie trzy lata, przyszedł zobaczyć, co stało się z ojcem, a kiedy ujrzał na jego karku stopę olbrzyma, bez trudu ją podniósł i obrzucił.
- Co za szkoda, że przyszedłem tak późno! - zawołał. - Gdybym był tu wcześniej, zabiłbym olbrzyma uderzeniem pięści i nie miałbyś tych wszystkich kłopotów.
- Kiedy dorośniesz, będziesz takim samym pogromcą olbrzymów jak ja - powiedział z dumą Thor, podniósłszy się z ziemi. - A teraz na pamiątkę tego pierwszego dowodu twej siły podaruję ci Złotogrzywego, rumaka zabitego olbrzyma.
- Ten koń powinien należeć do mnie - oświadczył z powagą Odin. - Ale bez żalu oddam go mojemu dzielnemu wnukowi... choć jego matka jest olbrzymką.
Matką bowiem tego syna Thora nie była złotowłosa Sif, ale Jarnsaxa, żelazny nóż, najsilniejsza ze wszystkich olbrzymek. w, Jotunheimie.
Zwycięscy Asowie wrócili do Asgardu zawarłszy pokój z olbrzymami, przerażonymi śmiercią Hrungnira i zniszczeniem glinianego potwora.
Ale Thor siedział w swoim potężnym dworzyszczu Thrudvangar markotny i zły, podpierając ręką obolałą głowę. Odłamek kamienia, który go uderzył, tkwił mu nadal w czaszce i ani on sam, ani Magni nie potrafili go wyciągnąć czy też uśmierzyć bólu, jaki sprawiał.
Na próżno Sif delikatnymi palcami obmywała ranę i skraplała łzami jak rosą.
- Osełka Hrungnira musiała być wycięta i uformowana przy pomocy czarów - jęknął Thor. - Bez wątpienia jakieś runiczne zaklęcie jest wyryte na kawałku kamienia tkwiącym w mojej głowie i tylko czary mogą go usunąć.
Posłano więc po czarodziejkę Groę, żonę Aurvandila mężnego, tego, którego ze wszystkich mężów Midgardu najbardziej lękali się olbrzymi i który sam udawał się do Jotunheimu i podstępem ich zabijał.
Groa chętnie przyszła do Thrudvangar, bo Thor niejednokrotnie wspomagał Aurvandila w czasie jego wypraw na Jotunheim. Nakreśliła znaki runiczne na podłodze i zaczęła śpiewać dziwne, tajemnicze pieśni i recytować zaklęcia, trzymając ręce nad głową Thora.
Thor poczuł, że odłamek kamienia obluźnia się i ból ustępuje. Z wdzięczności za doznaną ulgę, chcąc nagrodzić Groę za udzieloną pomoc, powiedział:
- Mam dla ciebie przyjemne nowiny. Kiedy ostatnim razem wędrowałem po Jotunheimie, spotkałem twojego męża Aurvandila w chwili, gdy zagrażało mu poważne niebezpieczeństwo ze strony olbrzymów. Ale uratowałem go unosząc w bezpieczne miejsce. Kiedy przechodziłem przez Elivagar, lodowy potok, ukryłem go w koszu na moich plecach. Dam ci dowód, jak my, Asowie z Asgardu, cenimy twego męża za jego walkę z olbrzymami. Kiedy przechodziłem w bród te gryzące zimne wody, spostrzegłem, że jeden palec jego nogi wystaje z kosza i że jest odmrożony na kamień! Odłamałem go więc i rzuciłem na niebo, a tam zamienił się w najjaśniejszą z gwiazd. Ale Aurvandil żyje i jest zdrów, i wraca do ciebie do domu.
Kiedy posłyszała to Groa, wpadła w takie podniecenie, że zapomniała o swoich czarach i runicznych pieśniach. Zawróciła do drzwi, wybiegła z Thrudvangar i jak mogła najszybciej popędziła do domu, by powitać swego męża Aurvandila w chwili jego powrotu.
Tak więc odłamek kamienia pozostał w głowie Thora, choć ból już przeszedł. Ale od tej pory nie wolno było w Midgardzie suwać osełek po podłodze ani nawet upuszczać ich na ziemię, bo wtedy kamień, tkwiący w czole Thora, poruszał się, sprawiając mu ból.

Strona główna

Mitologia

Powstanie świata

Ogólnie o mitologii

Galeria grafik - Smoki

Wyszukiwarka

Bibliografia