Mitologia germańska - Loki i olbrzymi

Loki mieszkał w Asgardzie, uznany za jednego z Asów, i nikt nie przypuszczał, że wydal Idun olbrzymowi burzy, nim ją sprowadził z powrotem. Tego rodzaju postępowanie leżało w jego naturze, tak wielką bowiem radość sprawiało mu platanie niegodziwych figlów, że często robił, co mu przyszło do głowy, nie licząc się z następstwami. Trzeba przyznać, że był wielce przebiegły i chytry, a dzięki swym uzdolnieniom oddawał Asom ogromne usługi. Na początku należał do najważniejszych strażników Asgardu i niejeden raz ustrzegł Asów przed nieszczęściem.
Odin wierzył, że w końcu Loki przezwyciężył w sobie naturę olbrzymów, że o niej zapomniał, a zważając na to, że łączy się braterstwo krwi, pilnował, żeby Lokego traktowano jak prawdziwego potomka Bestii, a nie tylko jej kuzyna.
Bardzo wcześnie w historii Midgardu Loki dowiódł swego sprytu pokonując olbrzyma Skrymsli, który okazał się zbyt przebiegłym przeciwnikiem zarówno dla Odina jak i Honira.
Zdarzyło się bowiem, że ci trzej Asowie wędrując znów razem po ziemi, co w tych wczesnych dniach świata robili często, zaszli do domu wieśniaka na Wyspach Owczych.
Wieśniak nie rozpoznał ich, gdyż byli przebrani, ale zaprosił trzech wędrowców do swej kuchni i postawił przed nimi sutą wieczerzę. Jednak nie przyłączył się do nich, kiedy weselili się przy ogniu nad kielichami miodu, i Odin zauważył, że od czasu do czasu odwraca się i płacze.
- Co cię gnębi, uprzejmy nasz gospodarzu? - zapytał go w końcu. - Czy nie moglibyśmy ci w czymś pomóc lub pocieszyć cię jakoś?
- Niestety, szlachetny panie - odpowiedział wieśniak, z twarzą zalaną łzami - żaden śmiertelnik nie może mi pomóc. Rano przyjdzie ten okrutnik, olbrzym Skrymsli, aby zabrać nam ukochanego najmłodszego syna Rognira, bo go sobie upatrzył na jutrzejszy obiad. Daremnie błagaliśmy o litość, nie chce okazać miłosierdzia naszemu ukochanemu dziecku.
- To się stać nie może! - zawołał Odin, zrywając się na równe nogi i ukazując swą prawdziwą postać. - Ukryjemy rano chłopca przed Skrymslim, a jeżeli mnie się to nie uda, schowa go mój brat, Honir.
Wieśniak i jego żona padli na kolana przed trzema Asami. Odin szybko podszedł do drzwi i wyciągnąwszy w górę ramiona zaintonował pieśni runiczne, których nauczył się od swego wuja, Mimira, mądrego olbrzyma.
Kiedy tak śpiewał, na dzikich ugorach wyrastało zboże i o wschodzie słońca jak okiem sięgnąć rozpościerały się złote łany, gotowe pod sierp.
Wtedy Odin zabrał małego Rognira i ukrył go w ziarnku zboża w jednym z kłosów na środku wielkiego pola. Potem trzej Asowie stanęli we drzwiach domu, aby patrzeć, co się stanie, i wkrótce od strony gór nadszedł niebotyczny olbrzym.
- Dawać mi małego Rognira! - zawołał.
- Ukrył się na polu zboża - powiedział wieśniak.
- A więc znajdę go przed zachodem słońca - odparł olbrzym. Wyciągnął ostry miecz i zaczął ścinać zboże, wytrząsając ziarno i odrzucając słomę z pustymi kłosami, aż na krańcu pola powstał wysoki bróg.
Zapadał wieczór, kiedy Skrymsli ściął ów nieszczęsny kłos, wytrząsnął jego ziarna na rękę i wybrał to właśnie, w którym ukrywał się Rognir.
Przerażone dziecko wezwało Odina na pomoc i jeden z jego kruków nadfrunął, porwał ziarenko z dłoni olbrzyma i zaniósł je do domu, gdzie Rognir natychmiast odzyskał swą naturalną postać.
- Zrobiłem wszystko, co w mej mocy, aby wam pomóc - zwrócił się Odm do wieśniaka. - Słońce zaszło, Skrymsli oddalił się i chłopiec jest bezpieczny.
Trzej Asowie pozostali w chacie wieśniaka na noc, a rankiem zobaczyli, że olbrzym Skrymsli idzie ku nim. Honir wziął za rękę chłopca i wyprowadził go szybko tylnymi drzwiami do lasu, do którego sfrunęły dwa śnieżnobiałe łabędzie, i zamienił go w maleńkie piórko na szyi jednego z tych ptaków.
Tymczasem olbrzym stanął w drzwiach chaty.
- Dawać mi małego Rognira! - zaryczał.
- Ukrywa się w lasku - odpowiedział wieśniak.
- A więc go znajdę przed zachodem słońca - odrzekł Skrymsli i pobiegł do lasku.
Przez cały dzień prowadził poszukiwania wśród leśnych ptaków i zwierząt, a wieczorem złapał tego właśnie łabędzia, na którego szyi ukrywał się Rognir. Z okrzykiem triumfu podniósł ptaka do ust, chciał go ugryźć, ale Honir widząc to, posłał powiew wiatru, który zdmuchnął piórko sprzed warg olbrzyma i zaniósł je do domu, gdzie przerażony chłopiec wrócił do swej naturalnej postaci.
- Zrobiłem wszystko, co mogłem, aby wam pomóc - zwrócił się Honir do wieśniaka. - Słońce zaszło, Skrymsli oddalił się i chłopiec jest bezpieczny.
Jednakże Asowie pozostali jeszcze na jedną noc w domu wieśniaka i następnego poranku zobaczyli, że olbrzym Skrymsli znowu idzie ku nim.
Tym razem Loki pochwycił chłopca za rękę - wyprowadził go szybko tylnymi drzwiami i pobiegł z nim na brzeg morza. Wsadził go do łodzi, wypłynął na morze, zarzucił wędkę i wkrótce wyłowił trzy flądry, ukrył chłopca w najmniejszym jajeczku ikry jednej z nich i wrzucił ryby w morze.
Tymczasem olbrzym zbliżył się do drzwi domu wieśniaka.
- Dawać mi małego Rognira! - ryknął.
- Wyszedł łowić ryby - powiedział ojciec.
- A więc go znajdę przed wieczorem! - zawołał Skrymsli, poszedł na brzeg morza, wsiadł do łódki i odpłynął. Kiedy znalazł się na głębi, spotkał Lokego, który natychmiast tak pokierował swoim czółnem, że łódź olbrzyma zderzyła się z nim i zgruchotała je.
Loki wdrapał się na łódź olbrzyma, usiadł na rufie dygocąc z zimna i błagał Skrymslego, żeby go zawiózł na ląd, nim zemrze z zaziębienia.
Ale olbrzym nie zwracał na niego uwagi i wiosłował szybko, aż znalazł się daleko na morzu. Wtedy opuścił kotwicę i zarzucił wędkę.
Wkrótce złowił trzy flądry. a w jednej z nich Loki rozpoznał tę właśnie, w której ukrył Rognira.
- Dobry panie Skrymsli - zaczął prosić olbrzyma - daj mi tę małą rybkę. Dla człowieka, który się o mało nic utopił, nie ma nic lepszego niż surowa ryba.
- A więc jesteś głodny, co? - warknął Skrymsli podnosząc rybę. - No cóż, obawiam się, że będziesz musiał poczekać, aż słońce zajdzie.
Mówiąc to rozpłatał trzy flądry i liczył każde jajeczko w ich ikrze, aż doszedł do tego, w którym ukrywał się chłopiec.
Ale Loki przyglądał się mu pilnie i gdy zobaczył, że trzyma to właśnie ziarenko ikry, zamienił się w sokola, porwął je z dłoni olbrzyma i odfrunął ku brzegowi.
Tutaj przywrócił chłopcu jego właściwą postać i rzekł:
- Czekaj, aż Skrymsli postawi stopy na brzegu, a wtedy biegnij jak możesz najszybciej przez pas bielutkiego piasku i tam, gdzie się kończy, wbij ten żelazny pal.
Rognir uczynił, jak mu kazano, i w tym lotnym pędzie zdawało mu się, że piasek się rusza i dziwnie dzwoni pod stopami. Kiedy się obrócił i wbił pal zgodnie z poleceniem, zobaczył, że Skrymsli zapada się w piasek.
Olbrzym ugrzązł w nim aż po kolana, a wtedy rozpaczliwym wysiłkiem, wydając ryk wściekłości, wydobył jedną nogę i rzucił się naprzód. Potknął się, a chcąc się ratować rozpostarł obie ręce. Ale pokrył je sypki piasek jak woda. Uderzył głową o żelazny pal i to lak mocno, że stracił przytomność, a nim ją odzyskał, runął głową naprzód w piach i utonął. Tylko nogi sterczały mu z ziemi.
A Loki pozbawił ich Skrymslego jego własnym sierpem.
Po tym zwycięstwie Lokego nad Skrymslim Odin i inni Asowie jeszcze chętniej zwracali się do niego z prośbą o radę w sprawach tyczących się olbrzymów, a wkrótce jego przebiegłość ponownie została wystawiona na próbę, ale tym razem chodziło o coś znacznie ważniejszego.
Nie syn wieśniaka był w niebezpieczeństwie, ale zagrożony został sam Asgard. Zdarzyło się, że Odin i inni Asowie spotkali się na naradzie, aby zadecydować, jakie mury należy wznieść wokół Asgardu dla obrony przeciw wrogom.
Kiedy omawiali trudności z tym związane, przyszedł Heimdall, strażnik mostu Bifrost, i tak powiedział:
- Ojcze Odinie, przed bramą Asgardu stoi mężczyzna, który podejmuje się zbudować mury, zdolne powstrzymać zarówno olbrzymów z gór, jak i olbrzymów szronu. Chce mówić z wami wszystkimi i ułożyć się co do ceny, jaką mu zapłacicie za jego pracę.
Odin zatem i inni Asowie zbliżyli się do bramy Asgardu i spojrzeli na nizinę u jej stóp, gdzie stał ów przybysz, trzymając w ręku wodze pięknego ogiera. Był to posępny, wysoki mężczyzna, ale nie dostrzegli w nim nic nadzwyczajnego, prócz jego niezwykle złego humoru.
- Czy jesteś mistrzem murarskim, który proponuje wznieść nam mury?
- Tak - odparł ów mężczyzna. - I przysięgam, że w ciągu trzech lat wzniosę cały mur, mur tak mocny i tak wysoki, aby mógł powstrzymać rasę olbrzymów.
- A jakiej żądasz zapłaty za tak wielki popis sztuki budowniczej?
- Waszej uroczystej przysięgi, że dacie mi panią Freyję, z rodu Vanów, za oblubienicę - odpowiedział mężczyzna - a również słońce i księżyc.
Kiedy Asowie posłyszeli te słowa, chcieli je uznać za żart i odprawić mężczyznę ostrzegając go, by na przyszłość nie czynił tak bezczelnych propozycji.
Ale Loki powiedział:
- A może warto nad tym się zastanowić. Wiecie doskonale, że nikt z nas nie potrafiłby zbudować takiego muru w ciągu trzech lat. Niemożliwe, żeby mógł to zrobić ktokolwiek z ludzi, chyba że posiadłby nie znane nam tajemnice tego rzemiosła. Zgódźcie się więc na warunki przybysza, ale zażądajcie, aby całą ścianę, aż do ostatniego kamienia, wzniósł w ciągu jednej zimy, i to bez niczyjej pomocy. Uprzedźcie go też, że jeżeli w pierwszym dniu lata praca jego nie będzie absolutnie wykończona, nie otrzyma wcale zapłaty. Niemożliwe, aby skończył całą budowlę, ale może przynajmniej położy solidne fundamenty i będziemy je mieć za darmo.
Wyglądało na to, że Loki napił się krwi Kvasira, bo jego słowa przekonały Asów i Odin przedstawił te warunki budowniczemu.
- Zgadzam się na wszystko - odpowiedział - i żaden człowiek nie będzie mi pomagał. Ale musicie mi pozwolić posługiwać się moim koniem.
Nie widzieli w tym nic złego, więc wszyscy Asowie złożyli uroczystą przysięgę, że dadzą mu Freyję, słońce i księżyc, jeśli praca zostanie ukończona przed pierwszym dniem lata.
Następnego dnia zaczynała się zima i dziwny murarz zabrał się do roboty. O zmroku obserwujący ją Asowie poczuł się nieswojo. Koń murarza, Svadilfari, zdążył już przywieźć tak wielkie ilości ogromnych bloków skalnych, że zakrawało to na cud. Co więcej, nim nadszedł dzień, murarz sam poprzycinał wszystkie te kamienie i ustawił je na właściwym miejscu, mocno ze sobą spojone.
I tak posuwała się praca. Każdego dnia Svadilfari przywlekał ogromne ładunki kamieni, a każdej nocy jego pan je ustawiał, i kiedy nadchodził kres zimy, mur również bliski był ukończenia.
Wówczas Asowie, zaniepokojeni i przerażeni, spotkali się znów na naradzie.
- Brakuje już tylko trzech dni do początku lata - zagaił Odin - i wszyscy widzicie, że murarz z łatwością ukończy pracę w terminie. Czyż więc będziemy musieli dać jedną spośród nas, piękną Freyję, przybyszowi z Midgardu?
Czyż będziemy musieli dopuścić do zniszczenia Midgardu i Asgardu, wyrzekając się słońca i księżyca, które ten czarownik może sprzedać olbrzymom, naszym wrogom?
- Ale złożyliśmy przysięgę, więc nie możemy jej złamać - przypomniał im syn jasnego Baldra, Forseti, pilnujący przysiąg.
- Ach, czemuż składaliśmy tak głupią, nikczemną przysięgę! - wyrzekł z gniewem Tyr, pan wojny. - Pokonalibyśmy olbrzymów bez muru.
- Namówił nas przebiegły Loki - Odin cedził wolno słowa.
- Wszyscy zgadzaliście się, że zapowiedź budowniczego to tylko przechwałka - wypomniał mu Loki. - Nie wolno wam zrzucać całej winy na mnie, bo ja tylko wysunąłem pewną propozycję, a wy skwapliwie ją przyjęliście.
- Mnie wtedy nie było - zawarczał Thor, jeżąc rudą brodę. - Byłem daleko stąd, strzegłem was przed olbrzymami. Jestem pewien, że Loki, syn Laufey, spłatał wam brzydkiego figla. Wpakował nas w okropną sytuację... musi nas z niej wydobyć... albo będzie miał ze mną do czynienia!
Większość Asów zdawała się zgadzać z Thorem i Loki poczuł strach.
- Ależ ja nie miałem pojęcia, tak samo jak wy, że koń tego człowieka posiada moc czarnoksięską! - protestował. - Na pewno wymyślę jakiś sposób, aby murarz stracił prawo do zapłaty. Mam pełno pomysłów w głowie, ale boli mnie, gdy widzę, że podejrzewacie mnie o świadome sprowadzenie na was tego strasznego niebezpieczeństwa, a to był przecież tylko przypadek.
- Nikt nie posądza cię o to, Loki - odpowiedział Odin. - Jesteś jednym z Asów, łączy nas braterstwo krwi. Ale Thor ma rację: masz w sobie o wiele więcej chytrości niż którykolwiek z nas. Tyś nas namówił na tę ugodę i musisz nas wydobyć z matni.
- Ale tak, żebyśmy nie musieli łamać przysięgi ani plamić naszej czci - powiedział cicho Forseti. Asowie przytaknęli mu i ukończono naradę.
Loki natychmiast wyszedł samotnie z Asgardu i Thor szeptem dał wyraz podejrzeniu, że Loki szuka schronienia u olbrzymów, po czym stwierdził, że Heimdal, strażnik Asgardu, nie powinien go przepuścić przez Bifrost.
Inni Asowie nie mówili nic. Każdy zajął miejsce na niemal ukończonym murze i spoglądając w dół, wypatrywał, co nastąpi.
Z zapadnięciem nocy pojawił się murarz, prowadząc ogromnego ogiera, Svadilfarego, z nowym ładunkiem kamieni. Już dochodzili do muru, kiedy nagle z pobliskiego lasu wyskoczył drugi koń, piękna biała klacz, rżąc i tańcząc na zadnich nogach.
Wydawało się, że Svadilfari z miejsca oszalał. Stanął dęba, zarżał w odpowiedzi na rżenie białej klaczy, gwałtownym szarpnięciem wyrwał się z zaprzęgu, przewracając wóz z kamieniami i pomknął w ciemność.
Przez całą tę noc i przez cały następny dzień Svadilfari uganiał się za białą klaczą, a jego pan biegł za nim, klnąc i nawołując go bez rezultatu. Ostatniej nocy zimy budowniczy powrócił sam, kulejąc, do Asgardu.
Przeszedł przez Bifrost, stanął wpośród Asów i miotał na nich przekleństwa, nazywając ich oszustami i krzywoprzysiężcami. Wpadał w coraz większą wściekłość, aż w pewnym momencie stracił panowanie nad sobą i chytrze zmienioną postacią począł rosnąć w oczach i stał się olbrzymi, potworny, obmierzły. Asowie poznali, że to jeden z ich wrogów, olbrzym szronu z Jotunheimu, i zagniewani otoczyli go, odgrażając mu się w złości. Mądry Odin umieścił Svalin, tarczę, na wschodniej stronie nieba, aby zasłonić wschodzące słońce. Olbrzym nie zaprzestawał krzyczeć w furii, że wszystkich Asów, z wyjątkiem Freyji, strąci z Asgardu do Niflheimu. Wtem zobaczył blask słońca na krawędzi tarczy i z okrzykiem przerażenia rzucił się ku murowi.
Odin zdjął z nieba Svalin, promienie wschodzącego słońca padły na olbrzyma i zamieniły go w kamień, który podskakując potoczył się ku brzegowi muru, zsunął się zeń i poleciał w dół, ku dalekiej dolinie Midgardu, gdzie roztrzaskał się na tysiące odłamków.
Loki zaś wrócił w parę miesięcy później do Asgardu, prowadząc wspaniałego siwka, Sleipnira, najszybszego konia na świecie, konia o ośmiu nogach. Był to źrebak Svadilfarego i białej klaczy. Odin wziął go dla siebie i jeździł na nim przez chmury nad Midgardem i dokądkolwiek zapragnął.

Strona główna

Mitologia

Powstanie świata

Ogólnie o mitologii

Galeria grafik - Smoki

Wyszukiwarka

Bibliografia