Mitologia germańska - Jabłka Idun

W zaraniu świata, pewnego pogodnego letniego dnia, płynęła po morzu łódź żaglowa. Siedzący w niej przystojny młodzian grał na złotej lirze i śpiewał słodko białym mewom, fruwającym dokoła. Łódka przybiła do brzegu tak blisko Asgardu, jak tylko wody pozwalały, i śpiewak zszedł na ląd. Gdziekolwiek stąpnął, wyrastała z ugoru trawa, a potem rozkwitały kwiaty. Zaczynały śpiewać ptaki, a drobne zwierzątka igrały swawolnie dokoła.
Gdy zbliżył się do Asgardu, Asowie posłyszeli słodkie dźwięki liry i pospieszyli mu na spotkanie przez most Bifrost.
Lecz zanim nadeszli, ziemia zadrżała, rozwarła się tuż u jego stóp i wyszła z jej wnętrza piękna dziewczyna, jasna jak sama wiosna, trzymając w rękach złoty koszyk.
Młodzieniec jakby jej oczekiwał, wyciągnął ku niej rękę, ona ją ujęła, tak że zbliżyli się do stóp Bifrostu trzymając się za ręce.
- Witajcie, jaśni panowie Asgardu! - zawołał śpiewak. - Przybywam z Jotunheimu, krainy olbrzymów, ale jestem jednym z was. Piękna Gunnlod jest moją matką, ta, która strzegła ambrozji natchnienia, sporządzonej z krwi Kvasira, Odin jest moim ojcem, on poślubił Gunnlod w komnacie-skarbcu Suttunga. Krew Kvasira płynie w moich żyłach, przyszedłem do Asgardu, aby wam śpiewać i grać.
- Witaj, Bragi, mój synu, panie poezji i słodkiej muzyki - pozdrowił go Odin. - W mądrości swojej wiedziałem, że przyjdziesz i przyniesiesz radość Asom.
- Rzeczywiście, przyniosłem wam radość - potwierdził Bragi i wyprowadził naprzód piękną córę ziemi. - To moja przyszła oblubienica, piękna Idun, której ojcem jest lvaldi, karzeł ziemi.
- Witaj w Asgardzie, Idun, pani młodości - pozdrowił ją Odin. - Powiedz nam, proszę, co niesiesz ze sobą w swym złotym koszyku?
- Przynoszę wam jabłka młodości - odpowiedziała Idun głosem tak miękkim i pełnym słodyczy, jak podzwanianie wód w górskim jeziorze. - Jeżeli będziecie jeść te jabłka, to pozostaniecie młodzi na zawsze.
- Witaj, po trzykroć witaj w Asgardzie - zawołał Odin z rozjaśnioną radością twarzą. - Nawet bogowie się starzeją, a potrzebujemy młodości i siły, skoro mamy walczyć przeciwko olbrzymom i dawać dobre dary mieszkańcom Midgardu. Wejdźcie oboje do Asgardu, a wieczorem wyprawimy wam ucztę weselną i będziemy się radować jak nigdy przedtem.
Tak więc wieczorem odbyły się zaślubiny Bragego z Idun i odtąd zamieszkali wśród Asów.
Pod koniec uczty Idun, krążąc wśród weselników, obdarowywała każdego z nich jabłkiem ze złotego koszyka, a gdy je spożyli, poczuł, że młodość pulsuje im w żyłach. A choć Idun rozdawała Asom wiele jabłek, jej koszyczek pozostawał wciąż pełen.
Naturalnie, że kiedy olbrzymi posłyszeli o tym cudzie, zapragnęli skraść jabłka i mieć je dla siebie. Przez długi czas wysiłki ich były daremne, bo żadnemu nie udało się wśliznąć do Asgardu, Idun zaś nigdy nie znosiła swoich jabłek na niziny Midgardu.
Pewnego dnia jednakże zdarzyło się, że 0din i jego brat, jasny Honir, wędrowali przez Midgard - w przebraniu zwykłych podróżnych, obserwując radości i smutki, prace i rozrywki śmiertelników.
Idąc szybko dotarli po dłuższym czasie do gór, wznoszących się niedaleko granicy z Jotunheimem. Gdy przechadzali się tam wśród dolin i sosnowych lasów, napotkali młodzieńca o miłej powierzchowności i łotrowskim spojrzeniu iskrzących się oczu.
- Bądźcie pozdrowieni, Odinie i Honirze, potężni Asowie, synowie Bora i Bestli! - zawołał ów młodzieniec.
Odin zmarszczył czoło i odpowiedział surowo:
- Jakże to być może, młodzieńcze, że wiesz, kim jesteśmy, i znasz nasze imiona? Muszą tkwić w tym chyba jakieś czary olbrzymów.
- Nie ma w tym żadnych czarów - odparł nieznajomy. - Jestem bowiem waszym kuzynem, nazywam się Loki. Krew olbrzymów krąży, to prawda, w moich żyłach, ale płynie także i w waszych, o ile mi wiadomo. Przecież ojcem Bestli był olbrzym Bolthorn, a jego brat Bergelmir był ojcem Farbautego, mego ojca... Pozwólcie więc, kuzynowie, abym wędrował razem z wami i dowiódł, że jestem godzien stanąć u boku Asów w ich walce ze złymi olbrzymami, mieszkającymi w Jotunheimie.
Tak więc Loki wędrował z Odinem i Honirem, pomagając im w ich pracach. I wkrótce pokazał, że może się przydać strażnikom Asgardu, bo wielce był przebiegły i chytry. Jeśli kiedykolwiek stanęły przed nimi trudności, zawsze znajdował na nie jakiś sposób. Umiał także, podobnie jak Odin, przybierać jaką zechciał postać.
Jednego dnia wszakże zetknął się z silą większą niż jego własna i okazało się, że bynajmniej nie jest wolny od zła, cechującego olbrzymów.
Wędrował z Odinem i Honirem przez góry i pustkowia, gdzie trudno było znaleźć coś do jedzenia. Ale kiedy zeszli do samotnej doliny, ujrzeli pasące się tam stado bydła.
Jedną sztukę zabili i zręczny Loki wzniecił ogień pocierając o siebie dwa suche patyczki, a potem zabrał się do gotowania solidnego obiadu.
Po pewnym czasie pomyślał, że pieczeń musi już być gotowa, zdjął więc rożen z ognia i miał zamiar odkroić potężny kawał mięsiwa, kiedy ku swemu zdumieniu spostrzegł, że jest zupełnie surowe.
Umieścił je blisko największego żaru i pozostawił tam jeszcze na pól godziny.
Czas ten dobiegał już końca, kiedy Honir zawołał:
- Z pewnością do tej pory wół się już upiekł! Gdzież twoja zwykła zaradność, Loki?
Wtedy Loki opowiedział im, co zaszło.
- Myślę, że jest w tym coś dziwnego - zakończył. - Może więc zechcecie obaj przyjrzeć się temu ogniowi, póki się smaży na nim mięso, i mięsu, gdy już je zdejmę z ognia.
Rozrzucił ogień i zdjął wołowinę.
- Patrzcie! - zawołał...-- Jest tak samo surowe, jak zaraz po zabiciu wołu! A przecież wisiało nad ogniem prawie dwie godziny!
Dwaj Asowie przyjrzeli się mięsu i stwierdzili, że Loki ma zupełną rację.
- Muszą tu działać złe czary - zawyrokował Odin.
- Cha! cha! cha! - zaskrzeczał jakiś glos na drzewie nad nimi. - Nic upieczecie mięsa bez mojej pomocy.
Zdumieni podnieśli wzrok i ujrzeli wielkiego orła.
- A więc, czy nam pomożesz? - zapytał Loki, który pierwszy ochłonął ze zdumienia.
- Tak, pomogę! - krzyknął orzeł. - Ale musicie przyrzec, że gdy mięso będzie gotowe, pozwolicie mi zjeść, ile zechcę, nim sami zaczniecie.
Asowie zgodzili się, bo byli bardzo głodni, a wówczas orzeł nadleciał i machając skrzydłami wzniecił potężny ogień.
Kiedy Loki rozgarnął płonące gałęzie i zajął mięso ze szpikulca, było doskonale upieczone.
- Teraz ja wezmę swoją porcję - zaskrzeczał orzeł - a potem wy będziecie mogli zacząć jeść. To mówiąc zagarnął dla siebie .cztery udźce, szynkę, comber i łopatki.
- Dość! - wrzasnął Loki i aż podskoczył z wściekłości. - Zabrałeś wiele więcej, niż ci się należy, a nam zostawiłeś za mało. Ja sam zjadłbym tę resztkę.
Orzeł nie zwracał na niego uwagi, tylko siedział łykając wołowinę i chichocząc cicho. Wtedy Loki zupełnie stracił panowanie nad sobą. Porwał za leżącą w pobliżu gałąź i uderzył nią orła, krzycząc:
- Oddaj nam trochę mięsa, ty łakoma bestio!
Orzeł natychmiast wzbił się w powietrze i odfrunął. Ale gałąź przylgnęła do jego piór, do gałęzi przylepił się Loki. Mimo usilnych starań nie mógł się odkleić.
Orzeł obniżył lot, kiedy zbliżyli się do zbocza góry, i wlókł Lokego po ostrych odłamkach skał, po drzewach, tarni i jeżynach, aż nieszczęśnik znalazł się w opłakanym stanie. Zdawało mu się, że lada chwila jego ramiona wyłamią się ze stawów.
Zaczął więc błagać orła, aby mu nie zabierał życia, obiecując dać w zamian wszystko, czego zażąda.
- Wyprowadź z Asgardu Idun z jej koszykiem jabłek, a zabiorę cię z powrotem do twoich przyjaciół i oddam ci twój obiad odpowiedział orzeł. Oburzony Loki odmówił.
- Nie mógłbym tego zrobić, nawet choćbym chciał - zakończył. - Nie należę do Asów i wątpię, czy mnie kiedykolwiek wpuszczą do Asgardu.
- W takim razie będę cię wlókł z jednego krańca Midgardu w drugi - wrzasnął wściekle orzeł. - Wiedz, że jestem Thjazi, olbrzym burzy, i to, co dotychczas zrobiłem z tobą, jest niczym w porównaniu z tym, co potrafię!
Kiedy usłyszał to Loki, spadło na niego przerażenie i natychmiast przyrzekł, że postara się wyprowadzić Idun z koszeni jabłek poza granicę Asgardu.
Wtedy Thjazi zaniósł jeńca z powrotem do Odina i Honira, którzy wciąż czekali przy ogniu, odczepił od niego gałąź i oddal zgłodniałym Asom dwa udźce wołu.
Loki nie zdradził swym towarzyszom, za jaką cenę został uwolniony, i nawet nie powiedział, że orzeł był w rzeczywistości olbrzymem burzy. Oświadczył tylko, że spotkała go słuszna kara za uderzenie orła - do którego dodał, należy zabity przez nich wół - że orzeł mu przebaczył i zwrócił część mięsa jako rekompensatę za jego cierpienie.
Odin nie podejrzewał nic i tak polubił Lokego, że kiedy wrócili do Asgardu, wyznaczył mu siedzibę w Midgardzie u stóp mostu Bifrost, i często przychodził do niego na naradę. Loki z oddaniem pracował dla Asów. Ale nie za: pomniał obietnicy danej Thjazemu, olbrzymowi burzy, i z całą przebiegłością obmyślał, jak mógłby nakłonić Idun, aby z koszykiem jabłek wyszła samotnie z Asgardu.
Pewnego dnia Idun spacerowała z Bragim wśród pięknych łąk i lasów Midgardu, a kiedy na chwilę odłączyła się od małżonka, podszedł do niej w przebraniu Loki i powiedział:
- Pani Idun, słyszałem o cudownych jabłkach, jakie masz w Asgardzie. Niedaleko stąd w małym lasku rosną podobne, ale jestem pewien, że są ładniejsze i smaczniejsze od twoich.
- Nie wierzę! - zaprotestowała Idun. - Ale gdyby tak było naprawdę, musiałabym zerwać jabłka, o których mówisz, bo tylko Asom wolno ich kosztować.
- Gdybyś, pani, miała swoje jabłka ze sobą - podsuwał Loki - mogłabyś je porównać z tymi, które znalazłem.
- Nie mam ich ze sobą - odpowiedziała nie przeczuwająca nic złego Idun. - Ale przyniosę tu jutro mój koszyk jabłek. Nie zaznam chwili spokoju, póki się nie przekonam, co to za owoce znalazłeś. Dotąd myślałam, że dobra matka ziemia wydala tylko jeden plon jabłek młodości - te, które mnie powierzyła.
Powiedziawszy to, Idun zawróciła, szukając Bragego, a Loki udał się spiesznie do Thjazego, z wiadomością, co go czeka nazajutrz.
Następnego dnia, od momentu gdy jasny wóz Słońca wyruszył na niebieskie szlaki, Loki czekał u stóp Bifrostu w tym samym co w przeddzień przebraniu.
Wczesnym rankiem Idun, świeża i piękna jak wiosna, zeszła po tęczowym moście, niosąc w rękach złoty koszyk.
Loki niezwłocznie sprowadził ją w cień drzew, aby nikt jej nie widział, a gdy znaleźli się dostatecznie daleko od Asgardu, przeprosił ją na chwilę i po kryjomu powrócił spiesznie ścieżką, którą przyszli. Gdy znalazł się na skraju lasu, zrzucił przebranie i kręcił się przez resztę dnia po dolinie, aby go mógł widzieć Odin i inni Asowie.
A tymczasem nadleciał olbrzymi orzeł, zakołysał się nad Idun i uniósł ją daleko od Asgardu, w głąb Jotunheimu, aż do Thrymheimu, krainy wiatrów.
Tutaj ją osadził w potężnym zamku, zbudowanym na szczycie nagiej turni, wokół której nieustannie szalały burze i zawodziły wichry.
Wtedy zrzucił swe orle przebranie i pod własną lęk budzącą postacią stanął przed biedną, drżącą Idun.
- Jestem Thjazi, olbrzym burzy! - zawołał. - A to jest moja twierdza, daleko od Asgardu, za daleko, aby Asowie mogli udzielić ci jakiejś pomocy. Tutaj musisz pozostać, a jeżeli pozwolisz mi jeść twoje czarodziejskie jabłka młodości, uczynię cię moją żoną i królową Thrymheimu.
- Nigdy, przenigdy - sprzeciwiła się odważnie Idun. - Te jabłka są tylko dla Asów, nigdy ich nie dotkną wargi olbrzyma. Nie mogę być twoją królową, bo jestem żoną Bragego, boskiego śpiewaka, pana wszelkiej słodkiej muzyki.
Na te słowa Thjazi wybuchnął taką złością, że aż zamek się zatrząsł od jego gwałtownego oddechu.
- A więc tu pozostaniesz! - wrzasnął. - Zostaniesz tu sama, aż dasz mi, czego pragnę! - Po czym zamknął Idun w najwyższej komnacie wieży zamku i w szale gniewu wybiegł szerząc zniszczenie w Jotunheimie i w Midgardzie.
Tymczasem w Asgardzie Asowie zaczęli odczuwać brak wieczornych odwiedzin Idun, przynoszącej do sali uczt czarodziejskie jabłka w złotym koszyku.
- Gdzie jest Idun? - pytali, a Bragi pochylał smutnie głowę i dobywał żałosnych tonów ze swej złotej liry.
- Odeszła ode mnie, nie wiem dokąd - wzdychał. - Z wnętrza ziemi przyszła do mnie. może tam powróciła. Ale z pewnością przyjdzie znowu.
Starość zaczęła naznaczać swym piętnem Asów. Nawet w złocistych włosach Baldra pojawiały się srebrne pasma; sztywniały kości Odina i sam Thor odczuwał ciężar lat na swych mocarnych barkach.
Odin nie mógł się niczego dowiedzieć o Idun; nawet z Hlidskjalfu nie mógł dojrzeć, co się z nią stało, nawet głowa Mimira nie potrafiła przepowiedzieć mu, kiedy powróci.
Ale jego kruki, Hugin i Munin, fruwały szybko i daleko, nad Midgardem i w głąb Jotunheimu, co dzień dalej. Wreszcie przyniosły wiadomość.
- Idun zamknięta jest w wysokiej wieży nad zamkiem Thjazego olbrzyma burzy w wietrzystym Thrymheimie - zakrakały. - Jabłka młodości spoczywają bezpiecznie w jej złotym koszyku i Thjazi ich nie tknie. Ale Idun mizernieje i blednie, gdy siedząc w wysokim oknie patrzy bez przerwy w stronę Asgardu i daremnie wzywa męża na ratunek.
Odin zwołał Asów na naradę i powiedział im o tym.
- Musimy uderzyć na Jotunheim i pozabijać wszystkich olbrzymów! - zagrzmiał Thor. - Nie ma chwili do stracenia, starzejemy się! Odin z uśmiechem potrząsnął głową.
- Zawsze byłeś zapaleńcem, mój synu! - upomniał Thora. - Zawsze uważałeś, że siłą dokona się wszystkiego, a cierpliwością nic. Już jako niemowlę mię dawałeś się okiełznać swojej dobrej matce Jord. Doskonale pamiętam, jak pierwszy raz okazałeś swą silę zrzucając dziesięć skór niedźwiedzich, którymi cię przykryła, starając się na próżno zatrzymać cię w kołysce. Nie. tym razem przebiegłość to nasza jedyna szansa. Ale nie wiem, kto nas wesprze, bo olbrzymi czuwają, a ja nie wśliznę się do Jotunheimu w przebraniu tak łatwo jak wtedy, gdy wyniosłem ze skarbca Suttunga ambrozję natchnienia.
Następnie zabrał głos świetlisty Honir, mieszkający stale u Vanów, który bawił wówczas w Asgardzie.
- Przypominam sobie, że podczas naszej ostatniej wspólnej wędrówki po świecie towarzyszył nam niejaki Loki, na wpół olbrzym, a jednak bardzo podobny do nas, Asów. Dzięki swemu sprytowi pokonywał z łatwością wszelkie przeszkody, jakie stanęły na naszej drodze.
- Dobrze to zapamiętałeś, mój bracie - pochwalił go Odin. - Właśnie Lokego nam potrzeba. Mieszka obecnie w Midgardzie. u stóp Bifrostu, i chodzę do niego od czasu do czasu, aby zasięgnąć rady.
Odin zatem i wielu Asów zeszli Bifrostem do Midgardu i znaleźli Lokego w pobliskim lesie.
Kiedy powiedzieli mu o porwaniu Idun i złotych jabłek i zapytali, czyby im nie chciał dopomóc w jej odzyskaniu, zamyślił się ponuro.
- Może zdołałbym sprowadzić do Asgardu panią Idun i jej jabłka - odparł wreszcie - ale zadanie jest ciężkie i niebezpieczne... Jest trudne przede wszystkim dlatego, że nie należę do Asów i jako jeden z plemienia olbrzymów nie mam wstępu do Asgardu.
- Jeżeli sprowadziłbyś z powrotem Idun z jej koszem jabłek młodości, uczynilibyśmy cię jednym z nas - obiecał Odin. - Ale musiałbyś także za-przysiąc nam lojalność i wierność w wojnie z olbrzymami.
Loki przystał na to, wiążąc się straszliwymi przysięgami, które sprowadziłyby na niego przerażające kary, gdyby je złamał. Potem Odin uroczyście zawarł z nim braterstwo krwi i rzekł:
- Teraz krew Asów płynie w twoich żyłach i możesz wejść do Asgardu jako jeden z nas. Mimo to spotka cię niechybnie straszny los, jeżeli wstąpisz do Asgardu, a nie sprowadzisz pięknej Idun z jej zaklętymi jabłkami.
- Idę sprowadzić ją z Thrymheimu - odpowiedział z tryumfem Loki. - Tymczasem przygotujcie wielki stos z wiórów i strużyn żywicznej sosny w samej bramie Asgardu. Ale nie zapalajcie go, aż nadejdzie właściwy moment. Pamiętajcie, że mogę zmienić się w co zechcę, ale Thjazi olbrzym burzy potrafi tylko przybrać kształt potwornego orła.
Loki szybkim krokiem wyruszył w drogę. Ale gdy tylko znikł Asom z oczu, zamienił się w sokoła i pomknął w stronę Thrymheimu. Kiedy doleciał do zaniku, krążył nad nim czas jakiś, nasłuchując, co mówią żołnierze i słudzy olbrzyma. Dowiedział się z ich rozmowy, że Thjazi poszedł łowić ryby, a Idun jest zupełnie sama w swym więzieniu w wieży.
Wfrunął więc tam śmiało i zobaczył Idun, która siedziała smutnie, wsparłszy swą piękną twarz na dłoniach i patrząc wciąż ku jasnym wiośnianym krajom leżącym za zimowym Jotunheimem.
- Pani Idun! - zawołał. - Prędko! Przybyłem z Asgardu, aby cię ratować... Aby cię zabrać z powrotem do męża. Bierz złoty koszyk z jabłkami młodości, trzymaj go mocno, cokolwiek by się działo, i zaufaj mi!
Idun zerwała się żywo, owinęła się płaszczem, chwyciła zloty koszyk i tuląc go mocno do piersi zawołała:
- Jestem gotowa, błogosławiony ptaku z krainy światła i lata! Jeśli doniesiesz mnie szczęśliwie do Asgardu, sokół stanie się na zawsze przyjacielem Asów i wszystkich mieszkańców Midgardu, ptakiem, któremu nikt nie będzie wyrządzać krzywdy!
Wtedy Loki w postaci sokoła nadał Idun kształt i wielkość orzecha, chwycił ją w swoje szpony i szybko wyfrunął z wieży.
Wkrótce wrócił do domu olbrzym Thjazi i popędził do komnaty na szczycie wieży. Kiedy nie zastał w niej Idun i spostrzegł brak jabłek, gwałtowny wybuch jego gniewu wstrząsnął wieżą, która runęła na dziedziniec.
- Nie było tu żadnego człowieka! - wołała służba, drżąc ze strachu. - Ani żadnego zwierza! Tylko sokół krążył nad zamkiem jakiś czas, potem wpadł przez okno do wieży, a po chwili wyleciał stamtąd, niosąc coś, co wyglądało jak wróbel, przysmak sokołów. Odfrunął niedawno w stronę Midgardu.
Thjazi przybrał postać orła, tak ogromnego, że skrzydła jego zdawały się rozpościerać od jednego do drugiego krańca widnokręgu.
Wzbił się w powietrze, a wiatry wyjąc leciały za nim, kiedy szybował w dal. W poszumie piór przemknął nad Jotunheimem i nad Midgardem a pęd powietrza wyrywał drzewa z korzeniami; kładło się na ziemi dojrzałe zboże, waliły w gruzy, potężne zamki, unosiły w górę domy i stogi siana, statki rozbijały się o skały lub zalewały je spiętrzone wody.
W Asgardzie Asowie czekali przy wielkiej bramie, rzucając niespokojne spojrzenia przez Midgard ku Jotunheimowi.
Nagle dalekowzroczny Heimdall zawołał:
- Widzę nadlatującego od Jotunheimu sokoła, który trzyma w szponach orzech! Leci szybko ku nam!... A daleko za nim widzę orła! Nigdy jeszcze nie było w Midgardzie tak wielkiego ptaka! Orzeł leci szybciej niż sokół i dogania go!
Teraz i Asowie mogli dojrzeć lecącego ku nim dzielnego sokola z orzechem w szponach. Widzieli czarnego orła, który pruł powietrze za nim i stawał się z każdą chwilą większy. Widzieli, jak od orlego lotu pochylają się lasy i kładzie się zboże w Midgardzie, i odgadli, że to Thjazi, olbrzym burzy.
Asowie zapalili pochodnie i ze wzrokiem utkwionym w ptaki stali z dwu stron ogromnego stosu wiórów i smolnych drzazg w bramie, przez którą most Bifrost prowadził do Asgardu.
Coraz bliżej nadlatywał sokół, lecz widać było, że goni ostatkiem sił, i coraz bliżej nadciągał orzeł. Niewielka odległość dzieliła już ptaki, gdy sokół minął bramę i opadł w cieniu murów.
Asowie cisnęli pochodnie na stos, ogień zasyczał gwałtownie w tym właśnie momencie, gdy orzeł, nie mogąc już wstrzymać lotu przelatywał przez bramę.
Wpadł wprost w płomienie, zapaliły się pióra jego skrzydeł i runął w dół w bramie Asów. Zginął od ostrych cięć mieczy, uderzeń dzid i toporów.
Asowie odwrócili się od martwego ciała olbrzyma Thjazego ku stojącemu w cieniu murów Lokemu. Stojąca koło niego Idun z okrzykiem radości podbiegła ku Bragemu i padła mu w ramiona.
Tej nocy Loki zajął miejsce wśród Asów na wielkiej uczcie, a potem jadł z nimi jabłka młodości. I od tej pory przyjęli go do swego grona, tak samo jak przedtem Njorda, władcę Vanów.
Chociaż Thjazi nie żył, a Idun ze złotymi jabłkami była znowu w Asgardzie, niebezpieczeństwo ze strony olbrzymów burzy nie zostało zażegnane.
Następnego dnia szła przez Midgard dziewczyna olbrzymka, ubrana w błyszczącą zbroję, z włócznią w ręku.
- Jestem Skadi, córka olbrzyma burzy Thjazego! - zawołała. - Żądam zadośćuczynienia za śmierć ojca. Jeśli go nie otrzymam, pomszczę Thjazego, bo żyją dwaj jego bracia, Idi i Gang, tak silni i potężni jak on.
A Odin, stojąc w bramie Asów. odpowiedział:
- Skadi, nie chcemy z tobą walczyć! Złożymy ci zadośćuczynienie za śmierć ojca. Ofiarowujemy także przyjaźń tobie i twemu rodowi. Powiedz, ile mamy dać ci złota, jako cenę krwi.
A Skadi zawołała:
- Mamy więcej złota, niż jest w całym Asgardzie! Czyż nie wiecie, że po śmierci olbrzyma Osvaldego pozostało po nim tyle złota, że jego synowie Thjazi, Idi i Gang nie mogli go zważyć, gdyż żadna waga świata nie uniosłaby nawet dziesiątej części tego ciężaru? Podzielili je więc, układając w stosy. Nie, dajcie mi za męża któregoś z Asów i rozśmieszcie mnie. bo jeszcze nigdy się nie śmiałam.
Zastanowiła Asów ta propozycja i uznali, że mądrze uczynią, jeżeli ją przyjmą. Skadi bowiem była piękna, a przymierze z olbrzymami burzy wydawało się konieczne, bo w przeciwnym razie mogliby zniszczyć Midgard i Asgard.
Odin więc udzielił takiej odpowiedzi:
- Zgadzamy się na twoje warunki, waleczna dziewczyno. Ale musisz wybrać sobie męża nie widząc całej jego postaci, tylko stopy.
Skadi przystała na to i Odin wprowadził ją do Asgardu. gdzie stanąwszy w swojej lśniącej zbroi nie wydawała się wiele większa od zgromadzonych.
A potem weszli do wielkiej sali i wskazał jej zasłonę, za którą ukryli się Asowie, wysunąwszy jedynie stopy. Skadi je oglądała, a kiedy zbliżyła się do pary stóp zgrabniejszych niż inne, wykrzyknęła:
- Wybieram tego za męża, bo nic mogłabym znaleźć lepszego niż Baldr! - Kiedy odsunięto zasłonę, zobaczyła, że wybrała nic Baldra, ale Njorda z Vanaheimu.
Ale oboje byli sobie radzi i wieczorem wyprawiono im wesele, Loki zaś tak wesoło dokazywał i błaznował z kozłem, że Skadi śmiała się w glos. Spełniono zatem postawione przez nią warunki.
Bardzo prędko jednak wynikły między małżonkami nieporozumienia, ponieważ Njord chciał zamieszkać w zamku Noatun nad morzem, a Skadi tęskniła za wietrzystym domem w Thrymheimie. Ułożyli się, że będą spędzać dziewięć nocy w Thrymheimie, a następne dziewięć w Noatun. Ale kiedy Njord wracał do swego zamku, wołał:
- Och, jakże nienawidzę gór! Jak okropne wydaje się wycie wilków po śpiewie ptaków.
Skadi, jednakże, mówiła wręcz coś przeciwnego:
- Pisk morskich ptaków nie daje mi spać. A jeśli już zasnę, mewy budzą mnie przed świtem.
Spędzała więc coraz więcej czasu w górach, biegając po śniegu i zabijając niedźwiedzie swymi szybko mknącymi strzałami. Mimo to w pięknym nadmorskim Noatunie urodziło się Skadi i Njordowi dwoje zachwycających dzieci: syn nazwany Freyem i córka nazwana Freyją.
Kiedy dorośli, zamieszkali w Asgardzie i nikt nie był bardziej szanowany i kochany wśród Asów niż Frey, pan owocowania i szczodrego pokoju, i Freyją, pani miłości i piękności, która jednakże potrafiła ruszyć na bitwę u boku Odina. powożąc złotym wozem, zaprzężonym w koty.

Strona główna

Mitologia

Powstanie świata

Ogólnie o mitologii

Galeria grafik - Smoki

Wyszukiwarka

Bibliografia