Mitologia germańska - Freyja oblubienica

Frey i Freyja, Vanowie, dzieci Njorda i Skadi, dorastali szczęśliwie w Asgardzie, on najchętniej przebywał wśród jasnych elfów, ona wśród młodzieży Midgardu - młodzieńców i dziewcząt, którzy po raz pierwszy poznawali radości i smutki miłości. Freyja znała zarówno owe smutki, jak i radości, ponieważ była poślubiona pięknemu Odowi, którego wiernie kochała. Przebywali w dworzyszczach i ogrodach Asgardu, a ich dom nazywał się Folkvang. Mieszkali lam niektórzy bohaterowie Midgardu, polegli w bitwie, bo Odin pozwolił Freyji wybierać spośród wojowników, przyprowadzonych przez walkirie, tych mężów, których chciała mieć w swoich posiadłościach.
Freyja i Od żyli długi czas szczęśliwie w swoim zamku i mieli dwie urocze, zachwycające jak klejnoty, córki, które znajdowały radość we wszystkim, co piękne.
Jednak na Freyję spadł wielki smutek, tym większy, że wyniknął z jej własnej winy, chociaż nigdy by nie przypuściła, że upodobanie do klejnotów może popsuć szczęście małżeńskie.
Zdarzyło się raz, że Freyja wędrowała przez Midgard i przez Alfaheim, w którym rządził jej brat Frey, i doszła do granicy Svartalfaheimu, gdzie mieszkały czarne elfy.
Dvalin i jego trzej bracia zastawili tam na nią pułapkę. Siedzieli w swojej kuźni przy wejściu do obszernej pieczary i robili najcudowniejszy naszyjnik ze złota, jaki kiedykolwiek widziano. Nazywał się Brisingamen, czyli naszyjnik Brisingów.
Freyja przystanęła, zobaczywszy karły, a piękno naszyjnika wzbudziło w niej zachwyt. Przyglądała się ich pracy, dopóki nie ukończyli naszyjnika.
- Czy sprzedacie mi ten naszyjnik za dużą ilość srebra? - spytała. - Bo doprawdy nigdy nie widziałam ładniejszego i nie mogę bez niego żyć.
- Nie - odpowiedziały karły. - Za wszystko srebro ziemi nie sprzedamy naszyjnika Brisingów.
- Czy sprzedacie mi go za dużą ilość złota? - spytała Freyja.
- Nie - odpowiedziały karły. - Nawet za wszystko złoto świata go nie sprzedamy.
- Czy jest na świecie taki skarb, za który oddalibyście mi ten naszyjnik? - spytała Freyja. - Bo odkąd ujrzałam ten klejnot, nie mogę żyć bez niego.
- O tak - odpowiedziały karły. - Jest taki skarb na świecie, za który oddalibyśmy Brisingamen. Ale musisz zapłacić każdemu z nas osobno. Tym skarbem jest twoja miłość. Bądź żoną każdego z nas przez dzień i przez noc - bo na tak krótki okres zawierają małżeństwo karły Svartalfaheimu - a wtedy Brisingamen będzie twój.
A Freyja, w swym szaleństwie niepomna na nic, myślała tylko o blasku i lśnieniu najpiękniejszej ozdoby świata, naszyjnika Brisingów wspanialszego od wszystkich innych. Znikł z jej pamięci Od, jej mąż, dwie urocze córeczki, zapomniała, że jest królową wśród Asów.
- Dobrze - odpowiedziała jak we śnie - za Brisingamen mogę być żoną nawet takich jak wy.
Tak więc w dalekim Svartalfaheimie cztery karły zawierały małżeństwo z Freyją, a nikt z Asów nie wiedział o tym - nikt z wyjątkiem niegodziwca Lokego, bo on jeden zawsze wiedział, gdzie krzewi się zło.
Kiedy Freyja powróciła do Asgardu i zamieszkała ponownie w pałacu w Folkvang, wstydziła się swego postępku i ukryła naszyjnik Brisingów przed oczyma wszystkich. Ale gdy była sama w swej alkowie, do której nie mógł wejść nikt nie proszony, wyjmowała go i poiła oczy iskrzącym blaskiem.
Loki poszedł do Oda i powiedział mu, co zrobiła Freyja. Od nie chciał mu wierzyć i wstydził się nawet wspomnieć żonie o tym, co mówił mu Loki.
- Nie wierzę nawet, że ma naszyjnik Brisingów - zakończył rozmowę Od. - Ale jeżeli ma i wykradniesz go od niej, i pokażesz mi, uwierzę twojej opowieści i serce mi pęknie.
- Byłoby bardzo trudno go ukraść - bronił się Loki. - Wiesz, jak szczelnie wpasowane są drzwi komnaty Freyji i jak mocno je zamyka od wewnątrz.
- Jeżeli nie potrafisz dowieść prawdy tej historii w jedyny sposób, na jaki się zgadzam - zawołał Od - będę wiedział, że to kłamstwo, i Thor skruszy cię na miazgę swoim młotem Mjollnirem.
Loki musiał wobec tego ukraść naszyjnik. Przyszedł nocą do komnaty Freyji, ale drzwi były szczelnie zamknięte i mimo swej przebiegłości nie potrafił ich otworzyć. Zamienił się więc w muchę i fruwał dokoła zamka i zawiasów, ale nigdzie nie mógł znaleźć szpareczki. W końcu, blisko zwieńczenia drzwi, znalazł maleńką dziurkę, niewiele większą od tej, jaką robi igła. Z największą trudnością udało mu się przez nią przecisnąć. Rozejrzał się bacznie, czy nikt nie czuwa w komnacie, ale podobnie jak w całym pałacu, królował tu sen.
Loki podszedł do łoża Freyji. Spała, mając na szyi naszyjnik Brisingów. Spostrzegł, że leży na zapięciu klejnotów, więc nie mógłby go rozpiąć.
Przedzierzgnął się w pchłę i ugryzł Freyję w policzek. Na wpół obudzona obróciła się i znowu zasnęła. Gdy tylko Loki posłyszał jej spokojny oddech, wrócił do swej naturalnej postaci, rozpiął zameczek i ściągnął naszyjnik. Otworzył drzwi i spokojnie wyszedł.
Udał się wprost do Oda, pokazał mu naszyjnik i opowiedział dokładnie, co zrobił.
W gorzkim smutku Od cisnął naszyjnik na ziemię, opuścił Asgard i szedł, gdzie go oczy poniosły.
Freyja obudziła się rano, zobaczyła, że naszyjnik zginął, a drzwi są otwarte, i domyśliła się, że wykryto jej tajemnicę. Zanosząc się od płaczu posłała po męża, chcąc mu wszystko wyznać i błagać o przebaczenie, ale Oda nie było.
Wtedy wyznała to Odinowi.
- Nie zaznam chwili spokoju - łkała - dopóki nie znajdę mego ukochanego Oda i nie wyproszę u niego przebaczenia za tę wielką krzywdę, jaką mu wyrządziłam. Szukać go będę po całym świecie, póki nie znajdę.
- Stanie się tak, jak mówisz - powiedział uroczyście Odin. - Wtedy zło, które popełniłaś, żeby zdobyć złotą ozdobę, zostanie ci wybaczone. Ale rozkazuję ci nosić zawsze naszyjnik, abyś pamiętała o tym, co zaszło.
- Nie mam już tego przeklętego świecidełka - łkała Freyja. - Złodziej, który wszedł do mojej komnaty, zabrał je, jak już ci mówiłam.
- Tylko Loki mógł być tym złodziejem - stwierdził Odin. Wezwał swego syna Heimdalla, strażnika Asgardu, i zapytał go, czy nie widział Lokego.
- Owszem - odpowiedział Heimdall. - Syn Laufey przeszedł przez Bifrost wczesnym rankiem, wkrótce potem, jak Od opuścił Asgard. Oda teraz nie widzę, ale syn Laufey ukrywa się pod postacią foki koło skały Singastein.
- Idź więc tam - rozkazał Odin - i zabierz mu naszyjnik, zwany Brisingamen, zrobiony niedawno przez czarne elfy w Svartalfaheimie. Przynieś go, zapnij na szyi Freyji i pilnuj, żeby go jej znów nie zabrał Loki ani nikt inny.
Heimdall szybki jak światło pomknął spełnić zlecenie, a kiedy znalazł się w pobliżu skały Singastein, zawołał głośno:
- Loki, synu Laufey, stań przede mną w swojej prawdziwej postaci. Wiem, gdzie się ukrywasz i w co się przemieniłeś. Wyjdź, mówię, albowiem przynoszę ci rozkaz Odina, pana Asów.
Foka - Loki ukryła się głębiej pod skałą, śmiejąc się do siebie.
Krótko trwał ten śmiech, bo Heimdall również przemienił się w fokę i popłynął szybko przez zieloną wodę ku Lokemu. Pomiędzy dwiema fokami rozgorzała zacięta walka, ale w końcu Heimdall zwyciężył i poprowadził do Asgardu pokonanego. Loki wracał pod własną postacią, miał na sobie naszyjnik i był wściekły.
Freyja zawiesiła sobie naszyjnik Brisingów i poszła z płaczem w świat szukać Oda. Wędrowała z kraju do kraju, a łzy padające z jej oczu zamieniały się w krople złota.
Przez długi czas nie wracała do Asgardu i jej brat, Frey, niepokoił się bardzo, czy nie stało jej się co złego. Wyrzucał Odinowi, że posłał ją na wędrówkę, bo Odin mógł sam odnaleźć Oda i sprowadzić go z powrotem. Ale wolą ojca bogów było, żeby Freyja wędrowała przez świat, ucząc ludzi, jak należy kochać.
W końcu Frey nie mógł już tego dłużej znosić. Pewnego dnia, kiedy Odin udał się do źródła Mimira, żeby tam zasięgnąć mądrości, zasiadł ukradkiem na wysokim tronie Hlidskjalf, aby popatrzeć na świat, co wolno było czynić tylko Odinowi.
Nie zobaczył Freyji - ale jego wzrok przykuła jasność na dalekiej północy. Patrzał długo i bacznie i zobaczył Gerd, córkę olbrzyma Gymira, najpiękniejszą ze wszystkich cór olbrzymów szronu. Powietrze wokół niej lśniło, gdy szła, światło zdawało się spływać z jej ramion. Potem nagle zniknęła w lodowym pałacu swojego ojca, a Freyowi zdawało się, że zgasł cały blask świata.
Smutny, zszedł wolno z Hlidskjalfu, ukarany za zuchwalstwo, jakie okazał zasiadając na tronie Odina. Wróciwszy do pałacu nie rzekł ani słowa, nie jadł, nie pił, nie spał. Nikt nie odważał się odzywać do niego, tak dzikie było jego spojrzenie.
Wtedy jego ojciec, Njord, wezwał Skirnira, mądrego, wiernego towarzysza Freya i poprosił go, aby wykrył, co się stało.
Skirnir udał się do Freya, który siedział samotnie, zatopiony w smutku, i tak do niego przemówił:
- Powiedz mi, wielki Freyu, wodzu Asów, dlaczego całymi dniami siedzisz samotnie w swoim domostwie?
- Jak mogę się podzielić z tobą brzemieniem mego smutku? Słońce wschodzi codziennie, ale nie przynosi mi radości.
- Czyż zmartwienie twoje jest tak wielkie, że nie możesz się z niego zwierzyć przyjacielowi? - zapytał Skirnir. - Czyż zapomniałeś, jak bliscy sobie byliśmy kiedyś, chłopcy dorastający razem? Czy nie ufasz mi więcej?
Wzruszyły Freya te słowa i opowiedział Skirnirowi, co go trapi.
- W Gymirsgardzie ujrzałem przechadzającą się dziewczynę i pokochałem ją - zakończył. - Nawet niebiosa lśnią jaśniej, kiedy podniesie piękne ramiona. Jest mi droższa, niż kiedykolwiek była droga dziewczyna mężczyźnie. Ale Asom i Vanom na pewno nie spodoba się moja miłość, bo ona należy do rasy olbrzymów.
Ale Skirnir powiedział:
- Daj mi swego rączego konia i magiczny miecz, który przecina wszystko, czego jego ostrze dotknie, a zdobędę ją dla ciebie.
- Dam ci oczywiście mego konia - odpowiedział Frey - a także mój czarodziejski miecz, który sam walczy, jeżeli ten, kto go trzyma, jest odważny.
Skirnir wziął miecz w dłoń, skoczył na grzbiet rumaka przyjaciela i wyruszył do Jotunheimu.
- Pędź szybko, dobry koniu! - wołał. - Drogi są ciemne, a my musimy przejechać przez spowite mgłą góry i znaleźć się w kraju olbrzymów szronu, ale dojedziemy tam bezpiecznie, jeżeli nie spotkamy trolli.
W końcu dotarli do zamku Gymira i tutaj Skirnir zobaczył pasterza siedzącego na zboczu góry.
- Pasterzu, który siedzisz na skałach i widzisz wszystkie drogi! - zawołał. - Powiedz mi, jakim sposobem mógłbym porozumieć się z Gerd, piękną córką wielkiego Gymira.
- Czyś oszalał? - wrzasnął pasterz. - A może już jesteś duchem? Nigdy śmiertelnik nie zdobędzie prawa do rozmowy z dziewiczą córką Gymira.
- Nie możemy zawrócić - odpowiedział Skirnir. - Choćby największe czekały nas niebezpieczeństwa, musimy ruszyć w drogę. Umrę wtedy, kiedy mi śmierć pisana, a tylko Norny wiedzą, którego dnia to nastąpi.
Siedząca w zamku Gerd posłyszała tętent kopyt końskich, kiedy Skirnir przesadził mur i wjechał na dziedziniec.
- Co to jest? - zapytała. - Zdaje się, że ziemia drży i cały zamek się chwieje.
- Mężczyzna na ogromnym rumaku skoczył przez mur na dziedziniec, a teraz puścił konia wolno na trawę.
- Idź, zaproś go do sali - zawołała Gerd - i podaj mu pitny miód... Ale mam przeczucie, że to ten przybysz, o którym mówi przepowiednia, że przez niego przyjdzie, śmierć na mego kochanego brata, Belego.
W wielkiej sali Skirnir skłonił się nisko, gdy na spotkanie mu wyszła Gerd z rogiem miodu w ręku.
- Który to z synów Asów czy też mądrych Vanów stoi przede mną? - zapytała. - I jakim sposobem przeskoczyłeś mur, który otacza zamek mego ojca?
- Nie jestem Asem ani mądrym Vanem, ani nawet elfem - odpowiedział Skirnir.- Chociaż rzeczywiście przeskoczyłem ten mur, aby zobaczyć się z tobą. Ale spójrz, mam tutaj jedenaście szczerozłotych jabłek. Ofiaruję je tobie, piękna, aby zjednać sobie twoje względy, abyś zechciała nazwać Freya, pana Vanów, najbardziej umiłowanym spośród wszystkich żywych istot.
- Nie wezmę twoich jabłek jako zapłaty za moją miłość - odparła Gerd. - Nigdy też nie nazwę Freya mężem ani on mnie żoną.
- Spójrz na ten miecz! - zawołał Skirnir wyciągając magiczny oręż Freya. - Mógłbym ściąć ci głowę za jednym zamachem, gdybyś nie zechciała udać się ze mną do Freya i być jego ukochaną.
- Nigdy nie zniosę, żeby mnie zmuszano do miłości - powiedziała Gerd. - Jednak myślę, że stal błyśnie i spłynie krwią, jeżeli spotkasz któregoś z moich krewnych.
- Spojrzyj raz jeszcze na ten miecz - rzekł Skirnir cichym, przejmującym głosem. - Spojrzyj i zauważ, jak jest naznaczony tajemniczymi znakami runicznego pisma. Są tam czary, które sprowadzą na ciebie przekleństwo, jeżeli nie odwzajemnisz szczerej miłości Freya. Jeżeli rzucę na ciebie czar, demony będą cię dręczyć co dnia, nawet tutaj w Jotunheimie. Albo nie będziesz miała wcale męża, albo trzygłowy troll zostanie twoim panem, o tak, Hrimgriamir, potwór, mieszkający w Dolinie Trupów, będzie cię miał za żonę. Duszę twą porazi smutek, usychać będziesz w żalu, jak usycha teraz Frey. Gniew Thora zwróci się przeciw tobie, a sam Frey cię znienawidzi. Patrz, odciskam na tobie znak runiczny i miłość napełni twe serce, ale miłość cię zniszczy, jeżeli nie zlitujesz się nad Freyem.
A wtedy gniew wygasł w oczach Gerd i nagle zalśniła w nich czułość.
- Patrz - szepnęła. - Wychylam ten puchar za zdrowie Freya. Nigdy nie myślałam, że pokocham któregoś z Vanów... a teraz nagle czuję, że go pokochałam.
- Odpowiedz mi jeszcze na jedno, nim wrócę do Asgardu - rzekł Skirnir. - Gdzie i kiedy spotkasz się ze wspaniałym synem Njorda?
- W lesie, nazwanym Barri, niskopiennym lasku, który on dobrze zna - odpowiedziała Gerd. - Tam będę czekać na niego trzeciej nocy od dziś i tam możemy zostać zaślubieni.
Wtedy Skirnir skoczył na konia i bódł go ostrogą, by pędził do Asgardu, gdzie Frey czekał na niego niecierpliwie.
- Powiedz mi szybko, Skirnirze - domagał się Frey - powiedz mi, nim rozsiodłasz konia, nim dotkniesz stopą ziemi, jak ci się powiodło w Jotunheimie? Jak przyjęła piękna Gerd moją miłość?
- Barri to nazwa spokojnego lasku, znanego dobrze wam obojgu - powiedział spokojnie Skirnir. - Tam, trzeciej nocy od dnia dzisiejszego, Gerd czekać będzie ukochanego, tam zostanie żoną Freya, dostojnego syna Njorda.
- Ach! - westchnął Frey z rozjaśnionymi szczęściem oczyma. - Ale czekać jedną noc to długo, dwie noce - jeszcze dłużej, jakże zdołam czekać trzy noce! Nieraz miesiąc wydawał mi się krótszy niż teraz choćby jedna noc czekania!
Jednak nie kończące się noce minęły we właściwym czasie i Frey poszedł spotkać swą ukochaną w lesie Barri.
W drodze ujrzał czekającego na niego olbrzyma Beli.
- Póki tchu we mnie, nie poślubisz mojej siostry Gerd! - ryknął Beli. - A teraz umrzesz, ponieważ, jak widzę, nie masz miecza.
Wtedy Frey pożałował, że nie ma najostrzejszego miecza, który dal Skirnirowi. Jednakże wtedy nie odczuwał jeszcze jego braku tak bardzo jak później w dzień Ragnaroku, kiedy to ruszyli na niego synowie Muspell. Beli zamachnął się swą straszliwą maczugą nad głową Freya, ten pochylił się, aby uniknąć ciosu, podniósł z ziemi róg jelenia i dźgnął nim olbrzyma w serce.
Potem ruszył dalej w drogę do lasu Barri, gdzie spotkała go Gerd i ujrzawszy pokochała.
Zeszli się tam Asowie i Vanowie na zaślubiny i przyszła Freyja opierając się na ramieniu dobrego Oda, bo go w końcu odnalazła i wybaczył jej, że uległa przebiegłości i czarom czterech karłów.
W zaklętym lasku panowała radość i wesele, gdy świętowano w tę ciepłą letnią noc, gdy słowik zawodził w gąszczach, a na pobliskim jeziorze słychać było tajemnicze śpiewy łabędzich chórów.
A kiedy gwiazdy zbladły, wszyscy położyli się, by spać wśród kwiatów i wonnej trawy, i krótkotrwała ciemność okryła ich jak miękki płaszcz.
Ale w ciemności czaiło się zło.
Nadszedł ranek, Thor zerwał się na równe nogi z okrzykiem wściekłości i w mgnieniu oka rozbudzili się inni Asowie.
- Zginął gdzieś mój młot Mjollnirj postrach olbrzymów - ryczał. - Kiedy kładłem się spać, leżał u mego boku, miałem go pod ręką. Jakiś przebiegły złodziej skradł mi go w ciemności!
Przywołali Lokego, trochę go podejrzewając, a trochę szukając u niego pomocy.
- Owszem, pomogę wam wykryć, kto skradł młot Thora - zapewnił ich Loki. - Alę tylko wtedy, jeżeli Freyja pożyczy mi swego płaszcza z piór. Bez niego nie będę mógł odnaleźć młota.
- Będziesz miał mój płaszcz z piór - odpowiedziała Freyja. - Pożyczyłabym ci go, nawet gdyby był zrobiony ze srebra i złota, na tak długo, póki byś nie odnalazł młota Thorowi.
Loki więc owinął się w płaszcz z piór i pofrunął do Jolunheimu. Dotarł do Thrymheimu, do krainy zgiełku, i tutaj znalazł Thryma, króla olbrzymów zgiełku. Siedział na zboczu góry, splatając złote smycze dla swoich chartów i robiąc przybranie na łby swoich koni.
- Pozdrawiam cię, Loki, synu Laufey! - zawołał. - Co słychać u Asów? Co słychać u elfów? Dlaczego przybyłeś sam do Jotunheimu? A Loki odpowiedział pokornie:
- Źle dzieje się u Asów. Źle dzieje się u elfów. Zginął młot Thora i przysłali mnie, żebym go szukał. Powiedz mi, gdzie go schowałeś! Thrym, pan olbrzymów, zaśmiał się głośno.
- Tak, schowałem miecz Gromowładnego! - zawołał. - Ukryłem go osiem mil pod ziemią. Nikt go nie znajdzie, a ja go nie zwrócę, dopóki Asowie nie przyślą mi pięknej Freyji, aby została moją żoną.
Odfrunął z powrotem Loki, płaszcz z piór trzepotał na wietrze. Opuścił Jotunheim i przyleciał do Asgardu. U bramy spotkał go Thor, a pierwsze jego słowa brzmiały:
- Jakie nowiny przynosisz mi z nieba? Powiedz szybko, czy znalazłeś mój młot?
- Mam dla ciebie dobre wieści - odpowiedział Loki. - Thrym, olbrzym zgiełku, ma twój miecz. Schował go osiem mil pod ziemią, tam gdzie go nikt nie odnajdzie. Ale zwróci go, jeżeli przyprowadzisz do niego Freyję, żeby była mu żoną.
Rozgorączkowany pragnieniem odzyskania Mjollnira, Thor nie zastanawiał się nad niczym, ale popędził do pałacu Freyji i wpadł do jej komnaty, wołając:
- Przygotuj się, Freyjo! Bierz swój welon ślubny i chodź ze mną do Jotunheimu, bo olbrzym Thrym ma być twoim mężem.
Freyja z wściekłością zerwała się na nogi, a zrobiła to tak gwałtownie, że naszyjnik Brisingów, który miała na szyi, pękł i spadł na ziemię.
- Oszalałeś, Thorze! - wrzasnęła. - A może chcesz mnie obrazić, mówiąc, że chętnie opuściłabym Oda, mojego drogiego pana, aby zostać oblubienicą olbrzyma?
Wówczas Thor zwiesił w zawstydzeniu swoją olbrzymią głowę i opowiedział Freyji, co zaszło. Udała się więc z nim razem na radę Asów, na którą przybyli wszyscy, chcąc zdecydować, jak odzyskać młot Thora, będący najpewniejszą obroną Asgardu przeciw olbrzymom.
W końcu nie chytry Loki, ale dalekowzroczny Heimdall wymyślił plan.
- Poślijmy fałszywą Freyję jako żonę dla Thryma - zaproponował. - Zasłońmy twarz Thora welonem panny młodej, zawieśmy naszyjnik Brisingów na jego szyi a broszę przypnijmy na piersi. Jeśli u jego pasa wisieć będą klucze, suknia kobieca sięgać będzie za kolana, a kaptur zakryje mu głowę, wtedy olbrzym pomyśli, że to naprawdę Freyja - a potem już będzie za późno.
Asowie przyklasnęli temu pomysłowi, ale Thor był wściekły.
- Jeżeli pozwolę, by zarzucono mi na głowę welon panny młodej - zawołał - i jeżeli przebiorę się za kobietę, Asowie już zawsze będą mi dokuczać !
- Nie mów tak, wielki Thorze - powiedział Loki z błyskiem w oczach. - Lepiej pomyśl, że jeżeli nie dostaniesz z powrotem swego młota, wkrótce już olbrzymi zamieszkają w Asgardzie.
Wobec tego Thor zgodził się postąpić tak, jak radził Heimdall. W chwilę później miał już na głowie welon ślubny, Brisingamen wisiał na jego szyi, klucze brzęczały mu u pasa, suknia spływała za kolana, brosze błyszczały na sukni, a głowę zakrywał kaptur.
Wtedy Loki zawołał:
- Thorze, pójdę z tobą jako twoja drużka. Pojedziemy razem do Jotunheimu.
Loki przebrał się w kobiecą suknię, zarzucił welon na twarz, nasunął kaptur. Wyprowadzono wóz Thora i zaprzężono do niego Szczerbatego i Wyszczerbionego. Fałszywa Freyja z fałszywą drużką wsiadła do wozu, ujęła lejce i popędziła przez Midgard do Jotunheimu, aż kamienie pryskały spod kół, a iskry, jak błyskawice, sypały się spod kamieni.
Kiedy olbrzym Thrym zobaczył zbliżający się do Thrymheimu zaprzęg, w którym siedziały dwie zawoalowane postacie, zawołał:
- Powstańcie szybko, wszyscy moi olbrzymi, i szykujcie się. Oto zbliża się Freyja, córka Njorda, pana Vanów, ażeby zostać moją żoną. W oborach moich pełno jest krów o złotych rogach i czarnych wołów bez najmniejszej skazy, bydła, które raduje oczy olbrzymów. Mam w moim zamku bogactwa i klejnoty, brakowało mi tylko pięknej Freyji.
Witano więc w Thrymheimie pannę młodą i jej drużkę i wyprawiono wielką ucztę w ogromnej sali zamkowej.
Ale kiedy panna młoda zjadła całego wołu, osiem łososi i wszystkie przysmaki, przygotowane dla dam, a oprócz tego wypiła trzy beczki miodu, Thrym popatrzył na nią podejrzliwym wzrokiem i zawołał:
- Z pewnością żadna panna młoda nic była nigdy tak głodna! Nigdy nie widziałem, żeby dziewczyna brała tyle do ust albo piła takie ilości miodu.
Panna młoda nie wiedziała, co na to odrzec, ale na szczęście jej drużka była bystra i od razu znalazła odpowiedź.
- Freyja nie jadła nic od ośmiu dni! - zawołał Loki cienkim głosem. - Tak bardzo pragnęła znaleźć się w Jotunheimie i zostać twoją żoną, że nie mogła tknąć jedzenia ani picia.
Kiedy skończyli jeść, Thrym pochylił się, aby pocałować pannę młodą. Ale zaledwie podniósł welon, odskoczył na całą długość sali.
- Dlaczego oczy Freyji tak płoną? - zawołał. - Wydaje się, że strzelają z nich płomienie.
I znowu bystra drużka miała gotowa odpowiedź.
- Oczy Freyji są czerwone, bo nie spała przez osiem nocy, tak pragnęła znaleźć się w Jotunheimie i być twoją żoną.
Potem przyszła siostra Thryma i poprosiła pannę młodą o podarunek.
- Daj mi złotą bransoletkę z twojego ramienia! - zawołała. Ale Thrym przerwał jej.
- Będzie na to jeszcze dosyć czasu - oświadczył. - Przystąpmy do zaślubin.
Przynieście mi młot Mjollnir, zapłatę za żonę, i połóżcie go na kolanach Freyji, aby ślub mógł się odbywać. Połóżmy na nim oboje ręce i złączmy je w ślubnej przysiędze.
Serce Thora podskoczyło z radości, kiedy poczuł, że ma znowu Mjollnir w rękach.
- Przyjmij to jako rękojmię małżeńskiej wierności Freyji! - zawołał, zrzucając przebranie, i jednym ciosem młota położył trupem Thryma.
- Zakosztuj żelaza miast złota! - zawołał i powalił siostrę olbrzyma. Potem zwrócił się ku reszcie olbrzymów i uderzeniami młota pozbawił ich wszystkich życia, a sam wraz z Lokim ruszył do Asgardu.
Kiedy tam przybyli, dowiedzieli się, że w czasie ich nieobecności omal nie oddano Freyji Alvisovi, przebiegłemu karłowi, który wiedział wszystko o kradzieży Mjollnira i żądaniu Thryma.
W noc poprzedzającą powrót Thora przybył on do Asgardu. Przeszedł most Bifrost, jakby był jednym z Asów.
- Prowadź mnie do Odina! - zawołał, gdy strażnik Heimdall zastąpił mu drogę. - Natychmiast prowadź mnie do niego. Nie ma chwili do stracenia, jeżeli chcesz ocalić Asgard przed olbrzymami, którzy już ruszyli przeciw wam i wysiali mnie z poselstwem do Odina.
Heimdall zaprowadził go przed oblicze Odina i król Asów wypytywał go, kim jest i dlaczego ośmielił się wejść do Asgardu.
- Jestem Alvis wszechwiedzący - odpowiedział karzeł. - Żyję pod ziemią, dom mam pod skałą i przybyłem, aby zabrać Freyję oblubienicę.
- Godny pożałowania drużba - odpowiedział Odin. - Doprawdy, twarz masz bladą i już wyglądasz jak trup, jak gdybyś mieszkał między umarłymi.
- Nie żartujcie ze mnie! - wrzasnął karzeł. - Thor jest więźniem olbrzyma Thryma i zastępy z Jotunheimu maszerują na Asgard, ale zawrócą, jeżeli przyprowadzą Thrymowi Freyję oblubienicę.
- A dlaczego przysłali ciebie? - cedząc słowa przez zęby pytał Odin. - Czyliż ty jesteś odpowiednim zwiastunem takich wieści?
- Tak, odpowiednim! - zaskrzeczał karzeł. - Ja jestem Alvis wszechwiedzący.
- W takim razie musisz dowieść swej mądrości - zażądał z powagą Odin. - Chodź! Powiedz mi - wszak jesteś wszystkowiedzący i znasz historię świata: jak nazywane są niebiosa w każdym ze światów?
- Ludzie mówią o niebiosach - odpowiedział Alvis, chętny popisać się swą wiedzą. - Asowie nazywają je niebem, Vanowie dachem świata, dla olbrzymów jest to wysoka kraina, dla elfów jasny dach, a dla karłów okap.
- A jak nazywa się w każdym ze światów ogień, spalający wszystko? - dopytywał Odin.
- Nazywa się ogniem wśród ludzi - wyjaśniał karzeł. - Eild - mówią o nim Asowie, płomienną falą zwą go Vanowie, pożerającym wszystko - olbrzymi, piecem - karły, niszczycielem - mieszkańcy piekieł. Dwanaście takich pytań zadał Odin Alvisovi, a kiedy doszli do pytania trzynastego, zagadnął go:
- A teraz powiedz mi, jak nazywa się noc, córka Narfego, w każdym i z tych światów?
- Nocą wśród ludzi - zawołał karzeł - ale Njol pośród Asów. Dla olbrzymów jest brakiem światła, ale radością snu dla elfów i czarodziejką marzeń sennych dla karłów.
- Tyle o nocy - zawołał Odin. - Doprawdy wiesz wiele, karle Alvisie. Ale o jednym zapomniałeś. Noc przeszła. Jak nazywasz dzień, kiedy oglądasz go w Asgardzie?
Wtedy właśnie słońce wstało i jego pierwsze promienie padły na karła, a on chciał odpowiedzieć, ale nie wydał już z siebie głosu i nie poruszyły się już jego wargi, bo obrócił się w kamień.
A z nowym dniem wrócili do Asgardu Thor i Loki i przynieśli odzyskany z Jotunheimu Mjollnir, zaś piękna Freyja zeszła, aby ich powitać, i uśmiechała się ze szczęścia, wsparta na ramieniu swego małżonka Oda.

Strona główna

Mitologia

Powstanie świata

Ogólnie o mitologii

Galeria grafik - Smoki

Wyszukiwarka

Bibliografia