|
Spirytyzm Biblijna "czarownica z Endor" wywoływała ducha Saula przy pomocy zaklęć magicznych, a wzmianki o przyzywaniu duchów zawarte są w opisach podróżników po dalekich krajach w różnych czasach; to zatem, co dziś nazywamy spirytyzmem, znane było ludzkości bez względu na miejsce i okres jej dziejów. Angielski okultysta Jan Dee prócz alchemji zajmował się także ewokacją duchów za pośrednictwem medjum i prowadził ze swych badań do dziś przechowywane szczegółowe notatki ("Private diary"). Medjum tem był Edward Kelly, przez wpatrywanie się w "kryształ" ze lśniącego węgla kamiennego wpadający w rodzaj transu i porozumiewający się z duchami. [1] czy John Dee widywał lub słyszał także te duchy, czyteż tylko medjum opowiadało mu o nich, o tem niema szczegółów wyraźnych w notatkach. Była to najczęściej dziewczynka siedmioletnia imieniem Madini, czasem zaś także inne duchy. Dee rozpoczynał każdy sean - zwykle w świetle dziennem - modlitwą, a duchy wygłaszały podniosłe kazania, zalecając tylko bezwzględną wiarę i cześć dla siebie. Później zaczęły także przepowiadać przyszłość, dawać rady lekarskie i wskazówki alchemiczne i t. p. - Albertowi Łaskiemu z Sieradza obiecały 'tron polski' po śmierci Batorego, który "w bitwie polegnie'; przepowiedziały podobnież mylnie śmierć Rudolfa II i tryumf chrześcijaństwa w Konstantynopolu (1585). Wynalazły nawet nowy język, którym Kelly często posługiwał się w transie, a wreszcie poleciły, aby Dee i Kelly "wspólnie używali obu swych żon", gdyż "wybranym wszystko jest dozwolone, a narządy płciowe nie są gorsze od twarzy". Zaraz po seansie Dee zakomunikował swej żonie to zlecenie duchów, a skutki okazały się wkrótce, gdyż obie żony zaszły w ciążę, co wedle notatki Dee'go w jego djarjuszu "zgodne było z wolą Rafaela i Chrystusa". Podobne pomieszanie wzniosłości ze zmysłowością cechowało również Svedenborga. Ekstazy natchnione i objawy jasnowidzenia przeplatały się u niego z wizjami erotycznymi i rozmowami z duchami zmarłych. Pisał o niebie i piekle, podawał szczegóły z "kraju letniego" jako miejsca pobytu zmarłych, a obok tego objawiał niewątpliwe cechy obłakania. p[isma jego (żył 1688-1772) dały podstawę do utworzenia się osobliwej sekty, liczącej sporą liczbę wyznawców w krajach północnych Europy (Swedenborgjanie). Początek innej podobnej sekcie dał w Ameryce Andrew Jackson Davis, urodzony 1826 w ubogiej rodzinie i niekształcony (chodził tylko przez rok do szkoły), ale obdarzony wybitnemi zdolnościami medjalnemi. Zajął się nim magnetyzer Levingston i korzystał z jego djagnoz chorób, stawianych w transie. Później (1845) podyktował Devis w transie m. i. całe dzieło: "The Principles of Nature", które zyskało mu rozgłos i dało początek "kościołowi spirytysttycznemu" angloamerykańskiemu. Dopiero w późniejszych latach swego długiego życia ukończył studja medyczne i już jako doktów medycyny działał skutecznie w Bostonie. Umarł w 1910 r. Jego dzieła rozchodziły się w Ameryce w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy rocznie. W krajach romańskich Europy i Ameryki rozszerzyły się zapatrywania innego pioniera spirytyzmu, a to lekarza francuskiego H.D. Rivail'a, profesora astronomji i fizyki w Paryżu (1804-1869), znanego ogólnie ze swych dzieł, pisanych pod pseudonimem Allan Kardec. W przeciwieństwie do davisa propagował on w swych pismach ideę reinkarnacji. (Po polsku wyszły jego dzieła: "Księga duchów" i "Księga Medjów"). Nowoczesny ruch spirytystyczny był zatem już przygotowany, gdy w 1848 wystąpiły objawy parafizyczne w rodzinie Fox wHydesville. Były to pukania w ściany i sprzęty, powtarzające się na życzenie i dające na pytania odpowiedzi rozumne; a ponieważ domniemani autorowie tych odpowiedzi podawali się za zmarłych, potwierdzenie eksperymentalne tego, co przedtem głosił Svedenborg i Davis, wydawało się niezbitem. Ci pukający u Foxów nieboszczykowie zalecali sami usilnie, aby o tej "nowinie", jaką było porozumiewanie się bezpośrednie z duchami, głosić "całemu światu" przez publiczne okazywanie objawów; wkrótce - prócz sióstr Fox - odkryto wiele innych medjów, a kółka spirytystyczne tworzyły się tak licznie, że psychoza rozmów z duchami ogarnęła obie półkule ziemskie. Była to jakgdyby masowa inwazja zmarłych w świat żywych, zwłaszcza, że do korespondencji "stolikowej" zapomocą pukań wystarczały minimalne uzdolnienia parafizyczne uczestników seansów; zatem nawet bez medjów specjalnych mógł każdy wierzący porozumiewać się ze "swoimi drogimi zmarłymi". Duchy te zresztą nierzadko stwierdzały, że są narzędziami "woli wyższej", a podobnież u kilku wybitnych medjów stałe ich "duchy kontrolne" mówiły o "misji", którą mają do spełnienia. Taką samą misję pełniły "kościoły spirytystyczne", celebrując nabożeństwa, na których medja publicznie przemawiały do wiernych imieniem zmarłych członków ich rodzin i rzekomo ich nawet widywały. Otóż godne uwagi jest, że te "misje" przypadły na okres, w którym prace Darvin'a, Haeckl'a, Büchnera i innych szerzyły materjalistyczne pojmowanie świata, a Voltaire opdniósł bunt przeciw "ślepej wierze bez dowodów"; misje te zatem - jeżeli wogóle stały za niemi jakieś "moce wyższe" - zmierzały do obaleia pozytywizmu materjalistycznego, wprowadzając na nowo w pojęcia istnienie inteligencji poza materją. Ten zbieg zdarzeń: równoczesność "misji" z najwyższem nasileniem materjalizmu w pojęciach, sam przez się dowodzi pośrednio istnienia jakiejś "mocy wyższej", która kieruje ewolucją umysłową świata. dalsze dowody istnienia takiego kierownictwa dastarcza fakt, że owe "misje" były krótkotrwałe . Słynna zjawa "Katie King" pożegnała się po trzech latach czule ze swenm medjum i już nigdy potem się nie pojawiła. Kierownictwo uznało widocznie, że nowa pozycja jest już zdobyta, i wycofało swe wojka. Jakoż pozycja została rzeczywiście zdobyta: w umysłach ludzkich dokonał się przewrót pojęć, obok wszechwładnej materji duch zyskał prawo obywatelstwa. Nie było to odrazu zwycięstwo na całej lionji, gdyż pojęcia zmieniają się naogół powolnie; wyłom jednak był już zrobiony. Wydaje się nawet, jakgdyby owemu kierownictwo zależało na tem, aby nowe pojęcia nie rozszerzyły się zbyt szybko, i dlatego właśnie misje otrzymały taki krótki termin działania. Obok duchów :prawdziwych" zaczęły występować także "fałszywe", obok komunikatów rozumnych i wzniosłych komunikaty zwodnicze, głupie, lub nieprzyzwoite. W niektórych wypadkach zmarli zdołali udowodnić swą tożsamość, w nierównie liczniejszych jednak nie umieli rozpoznać swoich żywych krewnych, to znów podszywali się pod nazwiska sławnych ludzi i domagali się czci dla siebie, a w jeszcze innych wypadkach wprost namawiali do zbrodni. Podkopywało to oczywiście zaufanie do spirytyzmu i odstręczało od niego wszystkich, którzy nie grzeszyli nadmiarem łatwowierności i bezkrytyczności, a więc tem samem zapobiegało przesadnemu rozszerzaniu się "obcowania żywych ze zmarłymi". Owa niejasność i zwodniczość, a nawet nieraz zbrodniczość, wielu komunikatów spiritystycznych usprawiedliwiałoby przypuszczenie, że zgodnie z wiarą średniowieczną biorą w nich udział demonyzłośliwe, albo nawet wysłannicy szatana. Takie tłumaczenie jednak musiało w czasach najnowszych ustąpić właściwszemu, opartemu na badaniach psychologji głębinowej. Już hr. Gasparin doszedł w licznych eksperymentach do wniosku, że stolik może się poruszać także bez udziału inteligencji obcej, wystarczają bowiem podświadome życzenia osób obecnych; a wspomniany wyżej A.J. Davis pisze [2], że "tylko 40% zjawisk pochodzi naprawdę od duchów zmarłych, reszta zaś jest neuropsychizmem lub złudzeniem". Dziś wiemy już z niezliczonych badań ścisłych, że w wiekszości seansów "stolikowych" obecni rozmawiają tylko z własną podświadomością i że ma to miejsce również wtedy, gdy seansy odbywają się przy współudziale rzeczywistego medjum: trans ułatwia mu czytanie w myślach osób obecnych i telepatyczne wydobywanie z ich podświadomości szczegółów nawet zapomnianych, a częsta w transie "zmiana osobowości" podaje pukaniem lub "pismem automatycznym" te szczegóły jako pochodzące od "duchów". Wiemy ponadto, że treść takich komunikatów zależy od poziomu moralnego medjum i uczestników. Gdyby medjum Jana Dee stało wyżej pod względem etycznym, nie byłoby możliwe zalecenie duchów, aby "wspólnie swych żon używali". Na seansach z medjum Hildą Zwieselbauer duch szczypał po udach panie obecne i podnosił im spódnice, chcociaż nie miał ciała fizycznego; u medjum "Vlk" duch klepał dłonią głośno w posladki pań najtłustszych. chociaż siedziały na krzesłach. Objawy były zatem tylko wyrazem podświadomych pragnień seksualnych medjum lub uczestników. Z tego chaosu
zjawisk różnego pochodzenia badacze bezstronni starali się
wyłowić grupy rzeczy zgodnych ze sobą; tak n. p. Ernest
Bozzano zestawił statystyczne
dane [3], jakich zmarli mniej lub więcej zidentyfikowani
dostarczali o warunkach swego życia pozagrobowego, i doszedł do
wyników zgodności tych wypowiedzi w szczegółach: Statystyka tego rodzaju może mieć oczywiscie tylko względną wartość, gdyż zgodność większości wypowiedzi nie wyklucza wzajemnego oddziaływania telepatycznego; dozwala jednak zorjenotwać się, jak przedstawia się subjektywnie ludziom zmarłym nowe ich życie. Stany po śmierci określa pewien "duch" na seansie temi słowami: "Gdy mówię o różnych miejscach, o przychodzeniu lub odchodzeniu, należy to rozumieć w znaczeniu ziemskiem. Tu, w świecie duchów, każdy stawarza sobie sam swe otoczenie. Jego niebo lub jego piekło ma źródło wyłącznie w nim samym, aż się tem cały otoczy jak okolicą rzeczywistą. Ci, co tu przebywają w ciemności, są w niej dlatego, że w duszach ich niema światła. Te różne sfery, przez które przechodziłem, nie były różnemi miejscami; raczej wchodziłem w stany, które są wynikami różnych warunków moralnych dusz po śmierci". Sam fakt istnienia po śmierci nie ulega dla okultysty żadnej wątpliwości, gdyż na potwierdzenie go ma prócz spirytyzmu wiele innych dowodów. Fakt ten jednak nie upoważnia do przyjmowania ingerencji duchów zmarłych we wszystkich tych wypadkach, w których objawy nie stwierdzają tego niewątpliwie. Tak n. p. w ewokacjach nekromantycznych , stosowanych często przez czarnoksiężników, pojawiające się widziadła są w małej zaledwie cząstce rzeczywistym,i nieboszczykami przywoławczymi, a w znacznej większości produktami podświadomości czarnoksiężnika lub osobowościami transowemi jego medjum. czy poza tem wsytępować mogą jeszcze inne istoty bezcielesne, sprawa ta nie jest dotychczas niewątpliwie wyjaśniona. 1 : Wedle legendy miał Kelly, któremu nie powiodły się próby alchemiczne robienia złota, zawrzeć pakt z djabłem, wprowadzonym w świeżego trupa ludzkjego, i dopiero potem uzyskiwać złoto rzeczywiście. 2 : The present Age and inner Life 3 : Revue spirite |