|
Źródłem jest człowiek Dawna tradycja indyjska traktuje wyłącznie o człowieku, niema w niej nic takiego, co możnaby uważać za zaczątki "nauk" w znaczeniu europejskiem; niema geografji, zoologji, fizyki, geometrji, astronomji, historji, niema prawodawstwa ani polityki. [1] Do europejczyków mówią Indowie: "wyscie badali zjawiska zewnętrzne i doszliście do zdumiewających odkryć z geografji, fizyki, chemji, astronomji, rozwinęliście matematykę, poznaliście anatomję, fozjologję, biologję, nagromadziliście mnóstwo szczegółów historji; my zaś badaliśmy przedewszystkiem człowieka wewnętrznego i wiemy o nim oddawna więcej, niż wy z waszym wspaniałym rozkwitem nauki". My w Europie, mając umysł nastawiony na świat otaczający, niezbyt umiemy zwracać uwagę na wnętrze własne i dlatego zazwyczaj z pobłażliwem politowaniem przyjmujemy twierdzenia Indów, jakoby mogli wiedzieć od nas więcej w jakiejkolwiek dziedzinie: dopiero zjawiska parapsychiczne otwierają nam zwolna oczy na to, że oni jednak mogą mieć pewien zasob wiedzy. Do Egiptu i Grecji przedostały się już tylko okruchy tej dawnej tradycji, a w pismach neoplatoników stały sie dostepne okultystom średniowiecza. Po długich badaniach różnych demonologij i teurgij dochodzili najtężsi z nich do wniosku, że źródłem wszystkich - a przynajmniej większości - zjawisk magicznych jest człowiek. Stąd w pismach ich coraz rzadziej spotyka się wzmianki o wpływach istot pozaludzkich, a coraz więcej miejsca zajmują badania właściwości psychicznych człowieka. widać w tych badaniach jeszcze prowadzący na bezdroża wpływ kabbali, ale rozczarowania w stosowaniu zaklęć i "pieczęci" naprostowują stopniowo wysiłki okultystów na tory właściwsze. Poprzednio próbowałem podać podstawy, na których wzrosła kabalistyczna wiara w skuteczność zaklęć i wywoływania imion demonów różnego stopnia. Władza magiczna, którą początkowo miał człowiek ("Adam przed upadkiem"), wysuwała się stopniowo z rąk jego w miare, jak popędy cielesne brały górę nad skłonnościami duchemi, a w parze z tem człowiek zaczął oglądać się za sprzymierzeńcami, ktorzyby wspomagali go swą potęgą. Tradycja o "bogach, którzy zstąpili na ziemię", wespół z personifikacjami sił przyrody w postaciach demonów różnych imion, zwróciła wysiłki człowieka w kierunku znalezienia sposobów do zapewnienia sobie ich współdziałania. Wedle dawnej tradycji indyjskiej każda istota posiada swój dźwięk mistyczny (sanskryckie wacz), będący równocześnie imieniem jej i określeniem wszystkich jej cech i uzdolnień [2]; znając ten dźwięk i umiejąc wydobywać go w sobie, można połączyć się z daną istotą i uczestniczyć w jej wlaściwościach i w jej potędze. Stąd wzięły początek poszukiwania kabalistyczne, aby odnaleźć "utracone słowo", i wzięło początek przekonanie, że wymawiając takie słowo, zdoła człowiek zdobyć sobie władzę nad istotą, której "imię" jest w niem zawarte. Zamiast zbliżać się z sympatją do danej istoty i lączyć się z nią współbrzmiącym "dźwiękiem mistycznym", chciał człowiek przemocą przyzwać ją na swe uslugi wymawianiem jej imienia i zmusić ją do uległości. W miejsce miłości i sympatji stawiał swój egoizm i żądzę władzy; nastepstwem musiał być opór istoty zmuszanej do posłuszeństwa, a tem samem wątpliwy efekt zaklęć wymawianych przez człowieka. W żadnych źródłach pisemnych nie są zresztą zapisane te "dźwięki mistyczne", i zapisane być nie mogą, gdyż powstają w duszy intuicyjnie pod wpływem zachwytu i miłości do innych istot jako drgania astralne sympatji; dlatego to bezowocne są próby znalezienia tych dźwięków n. p. przy pomocy podstawiania liter i liczb w starych tekstach hebrajskich. Oczywiście przez takie kabalizowanie można otrxymać pewne "imiona" aniołów czy demonów, reprezentujące ich właściwości szczególne; ale są to tylko właściwości z najniższych warstw świata astralnego, a zatem nie imiona aniołów i innych duchów wysokich, lecz tylko imiona ich odbić w tych niskich warstwach, raczej imiona egregorów stworzonych przez człowieka, niż istot samodzielnych. Niektóre z tych egregorów, wzmacniane ciągle nowymi myslakami różnych ludzi, mogły mieć rzeczywiście pewien stopień potęgi magicznej; inne jednak, rzadziej "używane", nie były niczem więcej, jak tylko bezsilnymi myslakami o krótkotrwałem istnieniu, więc też żadnej "władzy" nie posiadały i użyczyć jej człowiekowi nie mogły. tu tkwi powód, dla którego ewokacje kabalistyczne tak rzadko dają wyniki, a jeżeli je dają, to niepewne, u każdego maga inne; jeden bowiem wzmacnia egregory swymi myslakami i afektami, drugi dodaje do nich inne myslaki i afekty, sprzeczne z tamtymi i paraliżujące ich działalność. Stąd zrozumiałe jest, że mimo nowoczesnych usiłowań różnych autorów, aby wskrzesić dawną świetność "kabały", trwa już nadobre zmierzch tej typowo semickiej "filozofji". Znajdują się jeszcze tu i ówdzie ludzie różnych ras, którzy twierdzą o sobie, że umieją odcyfrować tajemne znaczenie ksiąg starego Testamentu i przyzywać "archaniołów" ich imionami; nie spotkałem jednak w dostępnej mi literaturze wzmianek, ktoreby świadczyły, że takie przyzywanie jakiegoś Ariela czy Samiela wywołało rzeczywiście pewne przedmiotowe zjawiska paranormalne. wynikałoby z tego, że owe _ może nawet naprawdę potężne niegdyś - egregory wyczerpały już swą energję żywotną i teraz conajmniej niby trupy astralne pojawiać się mogą w ewokacjach jakiemuś magowi o bujnej wyobraźni, ale zdziałać już nie potrafią nic więcej ponad to, co on sam potrafiłby własnemi siłami.[3] Nie chciałbym być źle zrozumianym. Daleki jestem od przypuszczenia, jakoby dziś już nie istnieli archaniołowie, egregory, skrzaty i inne istoty pozaludzkie; zmierzałem tylko do wykazania, że nie ziściły się nadzieje, przywiązywane w magii ceremonjalnej doprzyzywania takich istot i do owładania niemi, jak narzędziami posłusznemi. Jest dość znaczna liczba faktów, wskazujących na to, że podczas ceremonij pojawiały się rzeczywiscie jakieś istoty, ktore może nawet przybierały sobie czasem te imiona, jakiemi były przywoływane; ale mało zazwyczaj miewały ochoty do wykonywania tego, co im mag nakazywał. Znacznie częściej objawiały własną wolę, nieraz tak dalece sprzeczną z wolą maga, że nie pozostawało mu nic więcej, jak śpieszna ucieczka z miejsca ceremonij. Toteż najpoważniejsi nawet zwolennicy magji ceremonjalnej przestrzegają z naciskiem przed "rozpętywaniem sił, które potem opanować się nie dadzą"; nie mówią jednak nic wyraźnego o warunkach takiego rozpętywania sił nieznanych, a tylko napomykają o niedokładnościach i pomyłkach w wykonywaniu rytuału. Znany aksjomat okutystyczny mówi, że "rzeczy podobne przyciagają się" (równe przyciąga równe); jeżeli zatem wskutek ewokacyj pojawiają się jakieś "złe siły", to musiało je "coś" przyciągnąć. Tem "czymś" nie była chyba sama ewokacja, bo ona nie jest ani zła ani dobra; przyciągnąć te "złe siły" mógł zatem tylko podobny im poziom etyczny maga. Rzecz prosta, że czarnoksiężnik ani nie próbował, ani nie mógł "przyciągnąć" jakichś istot wzniosłych o wysokim poziomie etycznym. On się ich nawet obawiał, ale w równej mierze obawiał się tych, które chciał przyciągnąć. Dla przezwyciężenia tej obawy zakreśał koła magiczne, trzymał w pogotowiu szpadę i wymawiał zaklęcia, które miały mu rzekomo dać przewagę nad przyzywanemi istotami. Było to wszystko autosugestje do wzbudzenia w nim wiary, że ma potęgę i że mu nic nie grozi... Ale właśnie szpada i koła magiczne przypominały mu ciągle, że jednak nie jest całkiem bezpieczny. Jeżeli silniejsza była autosugestja władzy nad demonami, ceremonja miała powodzenia; jeżeli zaś zwyciężyła autosugestia strachu, mag wpadał w sidła bądźto stworzonych własną wyobraźnią demonów, bądźteż istot przyciągniętych jego strachem i bawiących się złośliwie tym strachem. Jeżeli za "magów" uważamy także świętych różnych wyznań, to "magja" ich tem się rożni od magji ceremonjalnej, że nie posiada żadnego rytuału. Jedyną "ewokacją" bywa tylko modlitwa, nieraz tak krótka, że ogranicza się do cichego westchnienia, a miejsce, czas i otoczenie nie ma wpływu na wynik. Autosugestja może być wtedy tylk jedna; nie paraliżuje jej żadna przeciwna. Jest nią wiara głęboka i niezachwiana, że jakaś istota wyższa - lub sam Bóg nawet - zdziała albo sama, albo użyczy magowi mocy do zdzialania tego, co jest celem "operacji". Niema tu strachu, niema wątpliwości, wynik zatem może odpowiedzieć oczekiwaniu. Oczywiście są to wypadki krańcowe; ogromną większość tworzą magowie ani zbyt "czarni", ani całkiem "biali", a odpowiednio do ich poziomu moralnego układają się także wyniki. Ponieważ takiej niezachwianej wiary - która "góry porusza" - nie mają, muszą uciekać się do ceremonij i zaklęć, aby pobudzić swą wyobraźnię. Do celów szczególnie "czystych" i etycznych poddają się nieraz przepisanemu rytuałem oczyszczeniu, polegającemu głównie na poście i na wstrzemięźliwości płciowej, czasem także na pohamowaniu gniewu i nienawiści. Takie zakazywanie sobie na pewien czas wszystkiego, do czego mag przywykł, powoduje przy podejmowaniu ceremonij reakcje, niezawsze przez niego zamierzone. Przytłumiane postem popędy i afekty odzywają się ze zdwojoną siłą, mącąc potrzebne właśnie przy ewokacji skupienie uwagi, a ponadto przyciagają egregory podobnie nastrojone, zmarlych tegoż poziomu, ich trupy astralne, albo wreszcie skrzaty psotne i zwodnicze. Zależnie od tego, w jakim stopniu rozwinął w sobie zdolności medjalne, występują te istoty mniej lub więcej wyraźnie widzialne, odziewając się wyłonioną przezeń ektoplazmą lub dymami spalanych kadzideł. Kształty tych zjaw odpowiadają wyobrażeniom maga o nich, a u egregorów wspólnym wyobrażeniom tych wszystkich ludzi, którzy danego egregora stworzyli swemi myślami. Stąd nic dziwnego, gdy niejeden mag ujrzy postać, której wcale nie oczekiwał i nie wołał: jest to wówczxas albo egregor, albo skrzat, formujący sobie "ciało" wedle własnej fantazji. Gdy mag nie rozporządza właściwościami medjalnemi, efekt ewokacyj pozbawiony jest wszelkich objawów przedmiotowych. Mag rozmawia wówczas najczęściej z własną podświadomością, występującą w halucynacjach tylko dla niego widzialnych i potiwrdzają mu - niesłyszalnie dla innych - kim jest, to znaczy podającą takie "imię", jakie mag chciał usłyszeć. Zjawa może dawać także (ruchami lub głosem) odpowiedzi na inne pytania, ale zakres jej wiedzy i zdolności nie przekracza oczywiście zakresu samego maga. W takich wypadkach niebezpieczeństwa są - poza stwarzaniem warunków dla postępowej schizofrenji - stosunkowo niewielkie. Groźniejsze mogą być następstwa, gdy mag - celowo lub mimowolnie - dostarcza ektoplazmy, z której korzystają bądźto istoty obce, bądź jego własna podświadomość, aby wywrzeć zemstę na wrodu lub zniewolić kobietę oporną. wtedy wydalenie się ciała astralnego w powłoce z ektoplazmy może być niebezpieczne dla samego maga, gdyż w wędrówce do celu pożądanego grożą mu po drodze uszkodznia - rzeczywiste, lub wierzeniami czarnomagicznemi wyobrażone - a sam powrót do ciała fizycznego również niezawsze jest łatwy dla niewprawnego. ponadto takie niewyćwiczone wyłanianie ektoplazmy, jako niezależne od woli maga, może się powtarzać automatycznie także w chwilach bynajmniej przez niego nie pożądanych, porywając za sobą jego ciało astralne; a wtedy mag traci przytomność w warunkach najmniej odpowiednich i nie wie, kiedy do niej powróci. 1 : Mówię tu wyłącznie o tradycji dawnej, późniejsza bowiem zawiera już początki prawa, polityki, religji, podaje historję planet i ziemi, zajmuje się władzą królów i kapłanów, bogami i demonami, ustanawia szczegóły rytuału, mierzy czas i pisze historję. 2 : Porównaj "pismo tajemne" jasnowidzącej z Prevorst i jej "nazwy wewnętrzne" ludzi, okreslające w jednem słowiek ich charakter i wszystkie właściwości. 3 : Podobnie sądzi prof. G.O.M. (Wiedza tajemna I, str.105) mówiąc: cóż to jest zabobon? To impulsywnie przyznawana reszta form, niegdyś obowiązujących, które wskutek postępowej ewolucji osobnika stały się balastem krępującym. Jako przykład zabobonu niech posłuży przekonanie maga o niemożliwości operowania bez wygloszenia tej lub innej formuły, bez zachowania tej lub innej symboliki". |