Szwecja


Data: 15.09.2004 - 30.09.2004
Czas trwania : 1 dzień
Ilość uczestników : 2
Uczestnicy: Max michcio


Opis:
Wyprawa do Szwecji była dość nietypowym wypadem. Ilość przebytych kilometrów nie była może imponująca, ale należy wziąć pod uwagę, że była to wyprawa zarobkowo - turystyczna (w założeniach), która przekształciła się w turystyczno - zarobkową :) Ponadto byliśmy obciążeni bagażem o wielkości (a raczej wadze) wręcz niewyobrażalnej :) A oto szczegóły:


Dzień I
Trasa: Katowice - Gdynia - Karlskrona (pociąg + prom)
Odległość :0 km



Pełni energii rozpoczeliśmy naszą wyprawę tradycyjnie przed domem Maksa. Pierwszy odcinek Bogucice - Dworzec PKP pokonaliśmy błyskawicznie. Podróż do Gdyni nie przysporzyła ani trudności ani większych wrażeń, dopiero w Gdyni czekała nas pierwsza atarakcja - prom Stena Nordica, na który zgodnie ze zwyczajami Maksa omal się nie spóźniliśmy. Po ponad 6 godzinnym rejsie nasze nogi stanęły na skandynawskiej ziemi, późnym wieczorem. Jak przystało na prawdziwych arbeiterów, byliśmy pełni chęci do pracy. Póki co Szwecja przywitała nas ulewnym deszczem, ale co to dla prawdziwych arbeiterów z Polski!!!!!! Nasz przenośny dom rozbiliśmy w lasku pod Karlskroną.

Wypływamy z Gdyni - kierunek Szwecja, cała naprzód!




Dzień II
Trasa: Karlskrona - Nattraby
Odległość : 21 km



Jak na prawdziwych polskich arbeiterów przystało, postanowiliśmy naszą pracę rozpocząć od dnia wolnego, i dokładnie zwiedziliśmy Karlskronę. Trzeba przyznać, że miasto to pomimo małych rozmiarów, pochłonęło nas na prawie cały dzień. Zwiedziliśmy kościoły: Friderik Kyrka, Tysken Kyrka, Kyrka, umocnienia miasta, ratusz, Muzeum Morskie (oczywiście tę jego część, która była bezpłatna:) ) oraz wyspę Aspo. Namiot rozbiliśmy już praktycznie w nocy.

W Muzeum Morskim w Karlskronie:




Dzień III
Trasa: Nattraby - Ronneby - Etterbro - Frojdadal
Odległość : 45 km



Jako prawdziwi polscy menadżerowie postanowiliśmy zarabianie pieniędzy rozpocząć od ich wydania m.in na kartę telefoniczną. Jakoś w połowie dnia, dotarliśmy do Ronneby ,gdzie zwiedziliśmy bardzo ładny i stary kościół. To właśnie w Ronneby zaczęło nas martwić, że jeszcze nic nie zarobiliśmy. Postanowiliśmy to zmienić!!....... niestety nie do końca wiedzieliśmy jak :) Odpowiedź poznaliśmy po wyjeździe z Ronneby, po dotarciu do małego miasteczka Etterbo. Ilość grzybów, które ujrzeliśmy w pobliskich lasach przyprawiła nas o zawrót głowy i spowodowała, że od tamtej chwili mieliśmy tylko jedno pragnienie : znaleźć skup runa leśnego. Poszukiwania skupu oraz ewentualnej pracy postanowiliśmy zostawić na dzień następny, rozbiliśmy namiot w lesie (wydawało się to świetnym pomysłem) otoczeni jakimiś zabytkwymi umocnieniami Wikingów.

Kościół w Ronneby:




Dzień IV
Trasa: Frojdadal - Backaryd - Stockholm - Edeby - Eringsboda - Goljahult - Frojdadal
Odległość : 53 km



Po pozostawieniu dużej części swojego bagażu w naszym leśnym "obozie" wyruszyliśmy na poszukiwania skupu/pracy. Niestety, pytani przez nas Szwedzi (choć wyjątkowo mili) patrzeli tylko na nas dziwnie i nie mogli nam pomóc. Jak się później okazało trafiliśmy na jeden z biedniejszych (jak na szwedzkie warunki rzecz jasna) i słabiej zaludnionych terenów Szwecji. Postanowiliśmy stworzyć nasz własny punkt sprzedaży jagód przy jezdni, ale z powodu braku zainteresowania zmotoryzowanych Szwedów zwinęliśmy interes. Za to noc w "obozie" dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń. Odwiedził nas często spotykany w Szwecji gość - dzik. Po krótkiej, acz zaciekłej walce na śmierć i życie dzik poddał się i odszedł, znacząc ścieżkę swojej ucieczki własną krwią!!!

Przydrożny punkt sprzedaży runa leśnego.




Dzień V
Trasa: Frojdadal - Backaryd - Hoby - Aryd - Karlshamn - Morrum
Odległość : 48 km



Dzień zaczeliśmy od Mszy. Niestety protestanckiej. Kobieta- kapłan to przykry widok dla naszych katolickich oczu!!

Kościół protestancki:




Dzień VI
Trasa: Morrum - Solvesborg - Bromola - Gualov
Odległość : 36 km



Niestety tego dnia,(wyjątkowo) nic nie udało się nam zarobić. Dodatkowo pogoda gwałtownie się załamała powodując równie gwałtowny spadek radości z jazdy :) Jedyna atrakcja - bardzo ładny i stary kościół w Solvesborgu.

Wnętrze kościoła w Solvesborgu:




Dzień VII
Trasa: Gualov - Kiaby - Kristianstat - N.Asum - Bosarp
Odległość : 52 km



Po dotarciu do większego miasta - Kristianstat, uzyskaliśmy pierwsze dochody w Szwecji. Poziom naszego morale wyraźnie wzrósł!!! :)

Kościół w Kristianstat:




Dzień VIII
Trasa: Horby - Hurva - Stangby
Odległość : 53 km



Po dotarciu do małego miasteczka Hurvy, Maksowi uderzyła do głowy zarobiona dzień wcześniej gotówka, tak iż biedak wydał ją w sklepie militarnym :) Dodatkowo inna rzecz, zaczęła zaprzątać nam głowy - skończył się chleb, który przywieźliśmy z Polski. Od tej pory byliśmy zdani na drogie pieczywo szwedzkie. Nocleg - nietypowo w plantacji wierzby energetycznej :)

Maks w swoim najnowszym zakupie - mundurze z demobilu :)




Dzień IX
Trasa: Stangby - Lund - Malmo - Hiarup
Odległość : 40 km



Jeden z ciekawszych dni na wyprawie. Najpierw dotarliśmy do Lund, gdzie wrażenie zrobił na nas ogrom romańskiej katedry. Dodatkowo znów udało się nam trochę zarobić. Tak więc do Malmo (największego szwedzkiego miasta przez nas zwiedzonego) dotarliśmy w dobrych humorach, w trochę gorszych go opuściliśmy z powodu cen szwedzkich kolei (chcieliśmy dostać się do Kopenhagi przez most Ore Sund). Samo Malmo - dość ładne, ale bez większych zabytków.

Na rynku w Malmo:




Dzień X
Trasa: Hiarup - Lund - Eslov - Nyrup
Odległość : 41 km



Po "odbiciu" się od zachodniego wybrzeża Szwecji jeszcze raz zawitaliśmy do Lund. W Eslov - kolejny zarobek. Niestety uzyskiwane kwoty nie były zawrotne i trochę przestaliśmy wierzyć w szwedzkie eldorado :D

Katedra w Lund:




Dzień XI
Trasa: Hoor - Hurva - Revinge - S.Sandby - Dalby
Odległość : 53 km



Maks oślepiony manią posiadania szwedzkich militariów, wydał ponad 200 koron (!) na szwedzkie menażki i stare ubrania z demoblilu :) Wieczorem dotarliśmy do miasteczka S.Sandby, gdzie czekała nas niespodzianka - pierwsza praca!! Po umówieniu się z "pracodawcami" na następny dzień rozbiliśmy swój namiot w pobliżu Dalby.

Ładny, szwedzki wiatrak:




Dzień XII
Trasa: Dalby - Lund - S.Sandby - Vissmarlov
Odległość : 39 km



Początek dnia poświęciliśmy na dojechanie do Lund (tak, tak już trzeci raz :) ), na Mszę, tym razem katolicką :). Potem kilka godzin pracy i to na co od dawna czekaliśmy - WYPŁATA!! :) W szampańskich nastrojach zasnęliśmy w okolicach Vissmarlov.

Kościół w Dalby:




Dzień XIII
Trasa: Vissmarlov - Svedala - Anderslov - Trelleborg - Sassnitz
Odległość : 44 km



Ostatni dzień na skandynawskiej ziemi :( Dopiero tego dnia skończyło się jedzenie przywiezione z Polski. Nadchodziły ciężkie czasy dla naszych żołądków :D Szwecja żegnała nas huraganowym wiatrem, powodującym, że momentami jechaliśmy z szybkością poniżej 5km/h. Pomino tego dotarliśmy do Trelleborga, gdzie czekał już specjalnie na nas M/S Trelleborg niemieckiego armatora - Scandlines. Zasypialiśmy już na niemieckiej ziemi w pobliżu Sassnitz.
Tutaj rozpoczyna się część wyprawy opisana przez Maxa:
Po opuszczeniu Trelleborga i kilku godzinach rejsu dane nam było ujrzeć Rugię. Co ciekawe ta największa wyspa Niemiec, przez wiele wieków (do kongresu Wiedeńskiego) należała do Szwecji. Nasz prom już pod wieczór wpłynął do portu Sassnitz. Korzystając z tego że i Szwecja i Niemcy są w układzie z Schengen, ominęła nas kontrola paszportowa i mogliśmy bez przeszkód wysiąść na Niemieckiej ziemi. Po odjechaniu kilku kilometrów postanowiliśmy przenocować przy drodze.

I znowu na promie - tym razem niemieckim:




Dzień XIV
Trasa: Sassnitz - Bergen - Stralsund
Odległość : km

Po spakowaniu się ruszyliśmy dalej przez Rugie w stronę Stralsundu, przejeżdżając przez Bergen. Przed południem naszym oczom ukazała się panorama, hanzeatyckiego miasta Stralsund i poczuliśmy się jak byśmy się przenieśli w czasy romantyków. Miasto zastygło przed wiekami, w jego panoramie żadnych blokowisk, tylko wieże kościołów górowały nieznacznie nad hanzatyckimi kamieniczkami. Pogoda, która normalnie nie była dla nas zbyt łaskawa i niezbyt zmieniła się po dopłynięciu do kraju Gotów, w tym momencie dopełniała tego nostalgicznego widoku. Po wjechaniu do centrum można było dostrzec strumienie euro płynące z Niemiec zachodnich, remontowano prawie wszystko, a było co remontować. Duże wrażenie zrobiła na mnie pewne niepozorna rzecz. W gotyckim kościele św. Mikołaja była tablica poległych w wojnach światowych. W tym momencie poczułem, że przepływając te kilkanaście mil morskich jestem już w innym świecie, w miejscu podobnym do mojego. W Boguckim kościele też kiedyś wisiała taka tablica, w Dąbrówce Małej nadal wisi. Namiot rozbiliśmy kilka kilometrów od Stralsundu.



Rynek w Stralsundzie. Chyba widać, że ta wyprawa była jedną z najcięższych i mieliśmy już dość.. :):




Dzień XV
Trasa: Stralsund - Greifswald - Świnoujście
Odległość : km

Opuszczając Stralsund kierowaliśmy się na południowy wschód w stronę Greiswaldu, planując dalej przez Usedom (zwiedzając Penemunden) dotrzeć do Szczecina. Niestety przed miastem narodzin Caspara Davida Friedricha, opona w moim rowerze niewytrzymała i powstała dziura która w zasadzie uniemożliwiała jej naprawę lub klejenie dętki. Po dotarciu do Greiswaldu miasta równie romantycznego jak Stralsund i przepięknie uwiecznionego w "Wiesen bei Greifswald" przez jego najbardziej znanego mieszkańca, dane nam było cały czas pozostawać w romantycznej zadumie i klimatach miasta hanzeatyckiego. Niestety wieczorem zamiast w dalszą drogę na dwóch kółkach musieliśmy udać się o pomoc Deutsche Bahn. W wiadomym komforcie, za wiadome ceny nasz pociąg sunął w stronę granicy. Na uwagę zasługuje pewien ciekawy epizod, otóż postanowiliśmy skorzystac z toalety, poszedł Michcio i przez dłuższą chwile nie wychodził, po czym w końcu automatyczne drzwi z małym sykiem się rozchyliły ukazując postać uradowanego Michcia. Następnie ja postanowiłem skorzystać i po zmniejszeniu masy własnej odkryłem problem, jak tu opuścić ten przybytek? Żadnych klamek, tylko kilka przycisków i żaden cie nie chce wypuścić … Na szczęście po pewnej magicznej kombinacji drzwi puściły. Już w nocy przekroczyliśmy granice i skierowaliśmy się prosto do dworca w Świnoujściu.

Greifswald:




Dzień XVI
Trasa: Świnoujście - Katowice
Odległość :0 km

Na dworcu było jasne ze niestety dopiero nad ranem mamy szanse opuścić Świnoujście i udać się na Ślůnsk. Noc w poczekalni nie obyła się bez małych przygód w rolach głównych zagrali panowie pogranicznicy, policjanci i poszkodowany pasażer. Ci pierwsi z drugimi dziwnie wymieniali się z sprawdzaniu nas, ten trzeci opowiadał nam i pozostałym osobom jak go napadli w pociągu. Nad ranem pierwszym możliwym pociągiem udaliśmy się do naszej (małej?) ojczyzny, kończąc pewien etap wypraw rowerowych, choć wtedy tego jeszcze nie świadomi, jednak do dziś była to ostatnia wielka wyprawa rowerowa w której dane mi było brać udział.